Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #397 (07.04.2015)

avalonpulse0.png
Wtorek, 7 kwietnia 2015Numer 13/2015 (397)


Nowy numer Pulse'a to przede wszystkim kolejne opinie o Avengers Hickmana. Możecie w nim także poczytać m.in. o nowych odsłonach Spider-Gwen i zerowym numerze Uncanny Inhumans.

01.04.2015

Avengers vol. 5 #43
Xavier83:
Jest dobrze. Ziemianie wyciągają wszystkie asy z rękawa jakie tylko Hickman wprowadził, do obrony planety. Bardzo podoba mi się praca artysty nad tym zeszytem. Oddaje wszystko w idealny sposób co wymyślił scenarzysta. Starka po Axis nie czytałem, ale wygląda na to, że jego "samolubność" będzie miała heroiczne rozwiązanie w tej historii. Szkoda, że tyle trzeba czekać na kolejny zeszyt. 8/10
(od)wieczny: Wiecie jak to jest? Strasznie się wam coś podoba ale jednak z tyłu głowy nie daj wam coś spokoju i sprawia że lektura nie jest taka jak powinna? Trzeba przyznać że czuć tutaj rozmach walki w obronie planety. Nasi herosi wyciągają wszystkie "zabawki" i robią co się da aby nie dopuścić do jej zniszczenia... no i tutaj własnie pojawia sie ten zgrzyt. Niszczenie planety wraz z jej mieszkancami która jest na kursie kolizyjnym z naszą Ziemią co ostatecznie grozi unicestwieniem obydwóch tych planet wraz z ich mieszkańcami jest rzekomo złe i mieliśmy we wcześniejszych zeszytach szeroko omawiany w związku z tym dylemat. Natomiast tutaj widzimy jak nasi bohaterowie którzy byli własnie przeciwko temu, z uśmiechem na twarzy niszczą całe statki wraz z ich setkami, ...tysiącami osób wchodzącymi w skład załóg. Grupa Iluminati i sam "ten dobry" Steve Rogers pociągają za sznurki. A przecież w jednym i drugim wypadku chodziło o niedopuszczenie do zagłady naszej planety. Jedynie Pantera na jednym kadrze w jednym dymku wspomina "czy na pewno dobrze robimy?" i tyle. Bez odpowiedzi... Jeśli Hickman w przyszłości nie wspomni o tym na łamach swojego runu w odniesieniu do postaci w tej historii uczestniczących, pokazując w ten sposób jakimi są jeszcze większymi bucami i tworząc w ten sposób swoistą karykaturę wypominającą nieprzystosowanie do dzisiejszych czasów gatunku komiksu jakim jest superhero, to się zawiodę. Poza tym bardzo dobra lektura.
czarny_samael: Wszystko było ok... do przemówienia Gladiatora. Byłem pewien, że koalicja obawia się co Ziemia może im zrobić i chcą to załatwić na szybko. Oczywiście kłania się tu kompletny brak znajomości kosmosu przez Hickmana, gdzie scenarzyści Black Vortexu (!!!) wykazują się większą wiedzą. Jak to u Hickmana bywa - nic czego sam nie napisał nie ma znaczenia. Ale zróbmy sobie małe podsumowanie.
1. Gladiator robi wielką nie do końca sprecyzowaną koalicję największych imperiów.
Spoko. Tylko, że on potrzebuje raptem jednej Nega Bomby, które były kluczowe tak dla Shi'Ar, jak i Rigellan w wielu historiach (War of Kings, Black Galaxy Saga, itd). Ale idźmy dalej. Lata temu podczas Annihilation została zniszczona fabryka tzw. Harvester of Sorrow. Ktoś chce mi wmówić, że po tych latach, Annihilus nie odzyskał technologii? Rigell po raz kolejny - czy ktoś pamięta, że przy jednej z najważniejszych historii z udziałem Rigellan (debiut Thor Girl, udział Mangoga, Firelorda, Thanosa(/i), Recordera), użyli oni na Mangogu promienia niszczącego gwiazdy? Ale Hickman z Rigellan łatwo się będzie tłumaczył, po prostu jak przy Infinity, ZAPOMNIAŁ o najpotężniejszym imperium obok Shi'Ar, dawnego Kree i dawnych Skrulli. Kluczowe słowo: "dawnych". Oba imperia, zresztą tak jak Shi'Ar zdecydowanie podupadły i logika wskazuje, że skoro Spartoi i Brood im dorównały, to Rigell jest obecnie najpotężniejszym imperium Marvel Universe 616. Ale kto by o tym pamiętał... Rocket w poprzednim numerze mówi o 5 imperiach. Czyli Shi'Ar, Brood i Annihilation Wave na bank. Dalej obstawiam Spartoi i Kree. Kto podjął decyzję? To też Hickmana nie obchodzi? Dlatego nie widzimy Supreme Inteligence i J'sona lub co bardziej oczywiste - ich następców? I tym samym Spartoi jakimś cudem nie ma dostępu do broni, którą posiada J'son, a Kree do swojego nega bomb i armii Sentrych, które Ronan podczas Annihilation Wave wysłał by zniszczyć Halę (a podobnych rozmiarów armia brała udział w powstrzymywaniu Magusa w Anihilators: Earthfall)? Znowu wszyscy kosmici mają raptem kilka statków, które mają problem z jednym niszczycielem światów? Oczywiście to sprowadza nas do kolejnej luki w tym komiksie - dlaczego Gladiator wydaje rozkazy Annihilusowi? Gdzie jest JAKIKOLWIEK inny dowódca tej armady? Pamięta ktoś Annihilation, Annihilation Conquest (był i Riggel i Baddon i ówcześnie istniejące królestwo Galadoru, a to przecież był tylko miejscowy problem), Thanos Imperative, czy nawet ostatnio w hickmanowym, słabym Infinity żeby pokazywać tylko jednego dowódcę? Nie, po prostu Hickman poszedł po małej linii oporu, a że na samym kosmosie się kompletnie nie zna i nawet nie chce mu się dogadać z innymi scenarzystami piszącymi obecny kosmos, to mamy taki (kolejny) klops.
2. Wszystko jest w idiotycznym zawieszeniu, biorąc pod uwagę, że ZIEMIANIE byli JEDYNYMI którzy zainteresowali się statkiem Builderów. "Szczegółem" jest oczywiście to, że te statki nie posiadały napędu pozwalającego przeskakiwać w samym wszechświecie, a Ziemia nie ma KOMPLETNIE żadnych możliwości do tego by zająć i odbudować tak wielki statek, szczególnie pod nosem Shi'Ar i Kree. Mamy też rozumieć, że żadne z tych imperiów nie było zainteresowane technologią Builderów, a jakże-godnym-zaufania Ziemianom dali w prezencie broń, która mogła zniszczyć (przynajmniej w logice Hickmana) teoretycznie ich samych? Przecież to nie ma krzty sensu!!
3. Zasoby "ludzkie". Gladiator zdecydował się na wojnę. Nie jest to pierwsze starcie ani jego z potężnymi rasami, ani jego koalicjantów nawet z samą Ziemią. Od kiedy zapomina się o tym, że największym zagrożeniem są Avengers? Przecież po to wszystkie te imperia mają specjalne brygady itp, że poszczególnym bazom wroga nie pozwolić na spokojne używanie broni masowego rażenia. Przecież 99% komiksów tego typu, racjonalnie sprowadza się do tego, że mała grupa próbuje zatrzymać wielką broń. Po to tacy Shi'Ar mają Imperial Guard, Kree Sentrych, Brood w ogóle stawiają tylko na to, a Annihilus miał zawsze a to Centurionów, a to ostatnio Blastaara, a to specjalne fale annihilacji zdolne do walki naziemnej. Idźmy w to dalej - Cosmic Rod Annihilusa to większe zagrożenie niż bomby atomowe, a sam Gladiator ma siłę zdolną rozwalać światy!! I Hickman nie może powiedzieć, że on tego nie uznaje, bo to jego Hyperion przecież "trzymał" dwa światy, które się na tym Hyperionie rozpękły, a cała zabawa z Rogue Planet wykazała podobną siłę jego i Thora. Nagle Gladiator jest przy nich słabiakiem, czy po prostu Hickman olał teraz nawet własne komiksy?
4. A skoro jesteśmy przy Ziemianach. To interesujące, że od czasu przejęcia Avengers przez Hickmana, ludzie wytworzyli, bądź zdobyli: anti-matter bomb, która jest osią rozwalania planet; Rogue Planet z przyszłości; POD; zwierciadła których używa Stark; teraz broń geologiczna AIM; ale kosmici to nie mają żadnej takiej pukawki, bo "som gupi i ch**".
5. To wszystko jednak sprowadza się do PODSTAWOWEGO błędu w logice Hickmana. Kilka numerów temu, czytamy o tym, że Illuminati przygotowują Arkę z jednej strony, a z drugiej że poprzez Cosmic Cube sami chcieli rozwalić Ziemię, a najpierw przenieść ludzkość gdzie indziej. Na razie nie ma połączenia Beyonders z CC, więc już sama porażka tego zabiegu jest idiotyczna, ale logika działania powinna zostać zachowana. Kto mi wytłumaczy, dlaczego Gladiator po prostu nie przyjął Ziemian, skoro i tak IM SIĘ UJAWNIŁ?? Przecież on sam ma międzygalaktyczne imperium, a Kree na szybko ewakuowali całe planety w panice przed Annihilation Wave. Po cholerę cała ta walka? Ziemianie sami byli przygotowywani przez kolejne wydarzenia na nadchodzący koniec, a ONZ zgodziła się na takie działania Cabal, które przyjmowały logikę końca Ziemi.
Komiks mogło się czytać ok, bo Hickman umie tak to pisać, że wielu to się nie rzuci na pierwszy rzut oka. Jednak to jest tak głupie, że aż nie chce mi się wystawiać oceny. Jak Hickman może mieć w d*pie wszystko co napisali inni, to ja nie muszę okazywać temu komiksowi szacunku i wystawiać mu cokolwiek.
Krzycer: Ojej. To rysował Mike Mayhew? Albo mylę rysowników, albo to zupełnie nie wygląda jak Mike Mayhew. Rysunki są dziwne, statyczne, brzydkie. Hulk wygląda jak zielony dresiarz. Broda Richardsa jest absurdalna. Dużo dziwnych rzeczy się dzieje w warstwie rysunkowej.
W warstwie fabularnej mamy wszystkie niedociągnięcia wymienione przez samaela, ale i parę zalet - rozmowa Richardsa z Rogersem jest fajna, wytłumaczenie motywacji i ideologii Starka jest fajne (przy okazji Hickman słowem się nie zająknął o AXIS, ale może to i lepiej). Mimo wszystko te fajne elementy jednak nie wystarczają i ten numer bardziej drażni niż cieszy. Przy okazji: minęło już parę ładnych miesięcy, a ja wciąż nie ogarniam co właściwie wydarzyło się w czasie timeskipu. Myślałby kto, że Avengers World zdążyłby uzupełnić tę lukę, ale... Jeśli dobrze zrozumiałem, to Stark opowiedział Rogersowi o działaniach Illuminati? Po jaką cholerę?

Avengers: Ultron Forever #1
Krzycer:
Przede wszystkim, pałam jakąś niewytłumaczalną sympatią do Danielle Cage w roli Kapitan Ameryki. Ale też od razu polubiłem nawet tak przerysowaną postać jak Golden Skull, więc chyba po prostu daję się złapać na wszystkie Ewingowe sztuczki. Końcówka numeru - ruszenie do akcji na kilku frontach i komplikacje - aż tak mnie nie interesowały, ale chętnie dowiem się, co z tego dalej wyniknie. Jakby tego było mało, mam wrażenie, że to jedne z najlepszych rysunków Davisa od bardzo dawna. Także pierwsze wrażenie - bardzo pozytywne.

Cyclops vol. 3 #12
Krzycer:
...orzeszku. Kiedy myślałem, że gorzej już nie będzie... Kurczę. Nawet podchodząc do tego numeru optymistycznie, najlepsze co mogę o nim powiedzieć, to: mniej-więcej kupuję zinternalizowany dialog Cyke'a z ojcem. Tłumaczenie, że Cyke mógł pomylić wewnętrzny monolog z telepatyczną komunikacją jest... naciągane jak majtki Bloba... ale powiedzmy, powiedzmy, że mogę to kupić. Ale nie kiedy taki naciągany manewr jest uzasadnieniem poddania się Bazaltowemu Zwierciadełku celem uzyskania tak koszmarnie nieciekawego power-upu [Cyclops i Groot] / koszmarnie absurdalnego, wyciągniętego z czapki power-upu [Iceman]. Znaczy, Iceman zmienił się w mrocznego elfa. Does not compute. Error 101110101 *eksploduje*

Spider-Gwen #3
kuba g:
Spider-Gwen nie okazała się objawieniem jak Kamala, to fakt, który widać jak na dłoni po tych 3 (4 jeżeli liczymy Edge Of Spider-Verse #2) numerach. Tylko, że to w cale nie jest wada. Jedyne czego oczekiwałem od Gwen Stacy, The Spider Woman to odrobiny własnego twistu do pajęczej konwencji w jakiś pozytywny sposób. To wszystko dostałem. Spider Gwen może za bardzo jest Spider-Girl pod wrażliwość czytelnika w 2015 roku, ale dalej jest bardziej wierna klimatowi Spider-Mana niż sam Spider-Man w swojej regularnej serii. Przecież tego nie można nie docenić. Oczywiście jest to seria o ograniczonej żywotności, która jak dotrwa do 20 numerów to będzie dla mnie sukcesem niesamowitym. Pewnie nigdy nie pozbędzie się piętna alternatywnej rzeczywistości jako czegoś gorszego. Nie ważne, jest przyjemna rozrywka bez wyrzutów sumienia. W komiksie jedyne wady jakie dostrzegam biorą się z moich oczekiwań względem pewnych postaci i sentymentów, więc nawet trudno mi traktować je jako wady. Ot, coś jak zbyt jednowymiarowy Frank Castle, czy ogólnie bardzo nierównomierne rozłożenie akcentów między obsadą drugoplanową (wszystko co dotyczy zespołu czyta się super, to co już kręci się w okół polowania na Gwen już skolei mogłoby mieć więcej emocji). Ale w jakiś dziwny sposób wolę czytać Spider-Gwen nawet bardziej niż... Milesa Moralesa. Może to wina mojej wrodzonej niechęci do uniwersum Ultimate, może przez to, że Milesowi brakuje trochę tej nonszalacji i drobnego szaleństwa, które lubiłem w pajęczych komiksach, a może przez to, że w mojej głowie od dawna to Ultimate Jessica Drew miała być idealnym zastępstwem dla Ultimate Parkera i mimo tego, że Miles Morales jest spoko - to jest jednak TYLKO spoko. Dlatego fajnie, że jest Spider-Gwen bo od dawna brakowało mi motywacji do kupowania jakiegokolwiek ongoingu z "Spider-cośtam" w tytule. Jeszcze fajniej, bo zaraz skończy się Waidowy Daredevil, który nie wiadomo w jakiej formie wróci... to może spokojnie wracać znów do bycia "noir" bo Spider-Gwen idealnie będzie powiewać flagą awanturniczego superhero dla mojej i waszej rozrywki.

Uncanny Avengers #3
Kminek:
Nie wierzę, że to mówię, ale jest dobrze! Jak do tej pory- najlepszy numer! Walka bliźniaków z fuzją swoich mocy wypada fajnie (btw: Demo z tymi natychmiastowymi zaklęciami się potwierdziło), brak wątku All-New Captain America to kolejny plus, przemyślenia Rogue też ok i naprawdę byłoby bardzo dobrze, gdyby nie dwie rzeczy - skoro High Evolutionary jest władcą i, jak rozumiem, stworzycielem tej planety, to jakim cudem nie ma pojęcia, gdzie ukryły się jego "twory"? A drugie... Ja rozumiem, że Vision odbył ten pseudo-seksualny stosunek z "Eve", ale dlaczego zaraz potem spokojnie rozmawia z High Evolutionarym? Czyżby Eve go czymś... zaraziła? A poza tym, chyba po raz pierwszy od dawna, z pewną nadzieją zacząłem zastanawiać się, co ten Remender wymyśli (nadal mając gdzieś z tyłu głowy tą ponurą myśl - "AXIS")
Krzycer: Ho. Hum. Hm. Eh. Z jednej strony w żaden sposób mnie nie jara to, co się tu dzieje. Z drugiej strony, przynajmniej nie ma tu żadnych durnot... poza Visionem w roli Adama w Raju High Evolutionary'ego.

Uncanny Inhumans #0
Kminek:
Dobry Boże, jak bardzo Marvel chce wypromować Inhumans... Inhumanity, Inhuman, a teraz Uncanny Inhumans - sam tytuł jest już (mniej lub bardziej) kontrowersyjny, a do tego komiks z szatą graficzną stworzoną przez jednego z najlepszych rysowników w Marvelu... Niby co się w nim może nie udać? A no to, że MacNiven chyba nie miał za dużo czasu na wykończenie swojej pracy - nie wszystkie jego rysunki powalają, szczerze powiem... Wydaje mi się, że nie miał pomysłu zwłaszcza na Medusę, które, delikatnie mówiąc, nie wygląda atrakcyjnie. Co do samego scenariusza, to zdaje się, że gościnny występ Kanga ma dwa wydźwięki, jeden celowy oraz jeden niezamierzony - celowy, to oczywiście zapowiedź Secret Wars, który będzie eventem tak wielkim, że nawet wielki podróżnik w czasie może go nie uniknąć. A drugi, niezamierzony - Kang staje się niańką dzieci superbohaterów - najpierw córka Havoka, a teraz syn Black Bolta. Kangowe przedszkole wszystkie dzieci kocha! Najciekawiej wypada zapowiedź kolejnych przygód - najwyraźniej Inhumans zetkną się z Homo Superior! A sam numer - jakoś bez szału.
Krzycer: Całkiem fajne. Całkiem, całkiem fajne. Oczywiście coś mi mówi, że katastrofa tunguska była w Marvelu już piętnaście razy wyjaśniana innymi sposobami, ale to przecież detal. Za to działania Black Bolta przed końcem wszystkiego, ciche dni z Medusą, negocjacje z Kangiem - to wszystko wypada fajnie. Choć tu też widzę pewien problem, to znaczy: czy przypadkiem Illuminati nie ustalili, że Koniec Wszystkiego oznacza również koniec czasu - w tym zniszczenie przeszłości? Bo jeśli tak, to ten gambit Black Bolta i tak jest skazany na porażkę, a Black Bolt powinien o tym wiedzieć. No, ale zrozpaczony ojciec brzytwy się chwyta, więc nawet w tym wariancie - kupuję to. Ale jeśli nie, jeśli Koniec Czasu to coś, co Kang może... nie tyle może tego uniknąć, co może się po prostu nie zbliżać do tego końca (...czasu)...
...to czemu Illuminati nie korzystali z podróży w czasie w swoich bojach z Inkursjami? Ba, czemu zawsze trzęśli portkami, że mają tylko parę godzin do Inkursji, jeśli mogli raz po raz cofać się w czasie i kombinować? No ale to zarzut ogólnie do Illuminati/Inkursji/Hickmana, który nie ma wiele znaczenia w kontekście komiksu Soule'a. Ogólnie - to było ciekawe. Dużo ciekawsze niż same "Inhumans"...

Wolverines #13
Krzycer:
Um. Kiedy już sądziłem, że ta seria nie może bardziej zboczyć z wyznaczonych początkowo torów, otrzymujemy wykolejenie w postaci numeru z Deadpooverine'em. I choć wcześniej narzekałem, że Deadpool już przerobił śmierć Logana we własnej serii - to jest to w sumie coś, co Deadpool pewnie by zrobił, więc ok, kupuję ten numer. Zwłaszcza, że parę scen jest autentycznie śmiesznych - montaż z Avengers, X-Men i Alpha Flight, konfrontacja z Shulkie... Spoko. Ale Dogtaggera jakoś przełknąć nie mogę. Jakiś nie wiadomo kto pojawia się znikąd by oznajmić, że zrobił coś tak niewypowiedzianie ważnego i cudownego, że w razie potrzeby ma na swoje skinienie wszystkich, którym to kiedyś zrobił. A ponieważ autor nie mówi nam, co to było, założę, że Dogtagger zaspokoił oralnie wszystkich bohaterów, których tu widzimy, i zrobił to tak fenomenalnie, że nie tylko ma teraz Punishera na speed dialu - ale i Punisher odbierze jego telefon i w trymiga zjawi się na miejscu, na zawołanie. Jeśli autor nie traktuje poważnie ani swojego komiksu, ani czytelników, to ja też nie mam zamiaru. W każdym razie, szczerze mówiąc najbardziej drażni mnie nawet nie sama obecność Magicznego Dogtaggera, i nie niewypowiedzianie niewiarygodne przygody jakie miał z różnymi Wolverine'ami i Punisherami, od których pobrał nieśmiertelniki za swoje usługi, ale... obecność Black Widow w tej scenie. Dogtagger ma kolekcję nieśmiertelników od żołnierzy, których zaspokoił, i którzy mają teraz poczucie, że są mu coś winni. Świetnie. Black Widow nie była żołnierką i nie miała nieśmiertelników, które mogłaby przekazać.


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2015.04.01.
Redaktor prowadzący: Rodzyn
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.