Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #396 (30.03.2015)

avalonpulse0.png
Wtorek, 31 marca 2015Numer 12/2015 (396)


Chociaż w ubiegłą środę ukazały się aż trzy części "Black Vortex", najwięcej opinii i tak zyskała kolejna odsłona "Time Runs Out".

25.02.2015

Amazing X-Men vol. 2 #18
Krzycer:
No dobra. Ten numer pewnie niektórym nie będzie pasował. Będą narzekać, że to głupie, że rozwala akcję, że to jakieś niewiarygodne zachowanie i że scenarzyście odwaliło. Spojler: w obliczu gigantycznego Living Monolitha-Juggernauta, niepowstrzymanego przeciwnika nie do pokonania, wycieńczeni walką X-Men... siadają wokół ogniska i zaczynają rozmawiać. Co owocuje najlepszym numerem tej serii jaki się dotąd ukazał. Nie pamiętam kiedy ostatnio czytałem komiks z mutantami prowadzącymi równie naturalne dialogi. A że przy okazji stosują zdumiewająco nowatorskie podejście do walki z superzłoczyńcami - to znaczy, zastanawiają się, czego on właściwie chce, i jak go podejść - tym lepiej. Ostatecznie dostajemy trochę niezłej akcji - krótkiej, ale to dywersja, więc nie ma co poświęcać jej mnóstwo czasu. Prawdziwy plan rozgrywa się gdzie indziej i też wypada interesująco. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, byłyby to rysunki, balansujące gdzieś między "znośnymi" a "słabymi", choć w sumie największe zastrzeżenia mam do redesignu Juggernauta. Mam nadzieję, że ten wygląd się nie utrzyma.

Darth Vader #3
Krzycer:
Ha. Gillen wprowadza do Gwiezdnych wojen pozbawiony skrupułów żeński odpowiednik Indiany Jonesa. Przy okazji nie ogranicza się do powierzchownych podobieństw, bo sekwencja otwierająca zeszyt jest montażem sceny otwierającej "Poszukiwaczy zaginionej arki" z dialogiem z początku "Ostatniej krucjaty". Subtelne to to nie jest, ale owocuje fajną postacią, w typie właściwie dotąd w "Gwiezdnych wojnach" niewystępującym [przynajmniej jeśli ograniczymy się do zdefiniowanego na nowo kanonu i nie będziemy grzebać w starym EU]. Pod tym względem - wszystko super. Jedno mi nie pasuje - doktor Aphra jest nieco przefajnowana, i trochę trudno uwierzyć, by Vader po cichu znosił to wszystko. Z drugiej strony, jeśli Vader jej potrzebuje... To wtedy nie pasuje mi już tylko scena, w której mówi jej, by tytułowała go lordem. Ale to naprawdę mikry detal. Przy lekturze bawiłem się świetnie.
Tori: Pierwsza połowa zeszytu to połączenie Indiany Jonesa ze Star Wars. Dosłownie. Nawet tocząca kula była. Tylko zapomnieli o scenie z zabieraniem czapki/kapelusza. Potem zjawia się Vader i jest jeszcze lepiej. Rozmowa Lorda z doktor Aphrą, czy raczej ciągłe gadanie żeńskiej wersji Indiany jest bardzo fajnie napisane. W ogóle sama postać zapowiada się interesująco i mimo wzorowania na Jonesie widać, że to jednak nie to samo i jest na nią pomysł. Do tego mamy droida przypominającego mi HK 47, a że protokolarni zabójcy nie trafiają się zbyt często, to i postać na plus. Całościowo bardzo dobry numer, sporo fajnych nawiązań i scen, rysunki też dają radę, więc będzie 8/10.

Guardians Of The Galaxy vol. 3 #25
Kminek
: A poza tym trochę to wszystko chaotyczne jest. Część ucieka, część nie pojawia się w ogóle, Rocket i Nova mają swoje bardzo dobre elementy komediowe, z kolei J-Son Quill ma nagle broń masowego rażenia... Jakoś tak przygważdża to wszystko i może, gdyby nie widmo nadchodzącego Secret Wars i pojawienie się GotG w runie Hickmana, bardziej bym to wszystko przeżywał. Bendis ma, według mnie, ograniczone pole do popisu i chce wycisnąć z tego ile się da... Moim zdaniem, tym razem trochę się rozhulał.
Tori: Black Vortex 7, w którym bijatyka przechodzi na wyższy poziom. Planety rozwalają, grożą że Ziemię też to spotka (jak zwykle w takich sytuacjach), tylko skąd tatusiek Quilla wytrzasnął broń niszczącą planety? I czemu wcześniej nie było o niej ani słowa? No nic, ostatecznie całkiem fajna rozwałka wyszła, podobnie jak wstawki komediowe Rocketa, czy Novy. Do tego udało się dogadać ze zvortexowanymi bez kolejnej bezsensownej naparzanki (wbrew sugestiom okładkowym), a to duży plus, biorąc pod uwagę konstrukcję tej historii. Całościowo dam 5/10, bo mimo lekkiego chaosu czytało się to nawet nieźle.
Krzycer: Z plusów: bardzo dobre rysunki (choć Sorentino w poprzednim numerze był lepszy, no ale co kto lubi, Schiti też jest niczego sobie). Jest tu parę dobrych dialogów - niewiele, ale kilka się znajdzie. No i, kurczę, przyznam, że potraktowanie Hali jak Alderaanu mnie zaskoczyło. Nie sądziłem, że taka - powiedzmy to sobie szczerze - bzdurna historyjka posunie się tak daleko. Niestety, to równie dobrze może być przykład zastosowania chwytu pt "zabiliśmy c-listera - wiedzcie, że sprawa jest poważna!" na kosmiczną skalę. W zasadzie to najprawdopodobniej właśnie z tym mamy do czynienia. Z minusów oczywistych, które można wskazać już teraz: Supreme Intelligence i elitarni gwardziści którzy jej pilnują dwa razy z rzędu dają sobie robić koło pióra przy Black Vorteksie. Niewiarygodne. A skoro już jesteśmy przy tym ściennym lustrze z piekła rodem, czy tylko mi się wydaje, czy ono zmienia rozmiar zależnie od potrzeb? Czasami góruje nad każdym, kto w nie spogląda, czasami - tak jak tutaj i w "Novie" - zamienia się w tanie lustro z ikei, które można złapać pod pachę i pójść z nim na przebieżkę... Myślałby kto, że w tak dennej historii znajdą coś ciekawszego, żeby się przyczepić, ale w tym momencie jakoś mnie to zafascynowało.

Legendary Star-Lord #10
Kminek:
Ostatni z tegotygodniowej trójcy traktującej o Black Vortexie i... O raju, wykorzystali moc Thane'a! Stawka się zrobiła naprawdę wysoka, chociaż męczące są te ciągłe malwersacje J-sona. Tym razem to młodszy Quill się dosyć efektownie samobiczuje, przez co mam wrażenie, że przez chwilę przenosimy się do jakiejś pokręconej kosmicznej telenoweli brazylijskiej (praktycznie dosłownie), pada dość poważne wyznanie, Kitty okazuje się znacznie potężniejsza niż zakładałem, a moc Thane'a znacznie słabsza, niż wszyscy spodziewali się po "Infinity". Aha i sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje, za to sam "Black Vortex" w tej części w ogóle nie występuje.
Tori: Black Vortex 9, w którym do zabawy dołączają Brood, ale jak dołączają. Muszę przyznać, że pomysł z wykorzystaniem mocy Thane'a i zamberowanie całej planety zrobił na mnie wrażenie. Dalej dostaliśmy romantik-scenę z Peterem przyznającym się do błędów i Kitty, która dzięki "pałer of lof" (no dobra, częściowo też swojej własnej) wydostaje się z bursztynu. A potem następuje inwazja robali i wyjaśnienie, o co Knifowi tak naprawdę chodziło. Do końca historii zostały cztery odcinki, więc można uznać, że powoli zbliżamy się do wielkiego finału i w sumie im dalej, tym lepiej to wszytko wygląda. Nie jest to wprawdzie jakiś rewelacyjny poziom, ale daje się czytać, więc znów 5/10 będzie.
Krzycer: Zacznijmy od tego, że nie cierpię Humphriesa, nie cierpię tego jak buduje postaci, nie cierpię tego jak prowadzi fabułę i nie cierpię dialogów, które pisze. Wszystko to można odnieść do tego numeru, ale zwyczajnie mi się nie chce. Zamiast tego chciałbym wiedzieć, kiedy J'Son zmienił się z antypatycznego, autokratycznego, ale mimo wszystko w miarę porządnego niesympatycznego władcy - który może zdradził Koalicję w "Infinity", ale po to, żeby ratować swój świat; może robił kłopoty Quillowi, ale po to, żeby w przyszłości mieć komu przekazać władzę - kiedy ten J'Son zmienił się w złoczyńcę gotowego sprzedać całą swoją planetę marvelowej podróbce Alienów? Jestem w stanie kupić to, że to maniak, który niszczy Halę. Mniej więcej. Głupie to i krótkowzroczne, ale niech będzie. Ale ten układ z Brood jest jakiś... wyciągnięty z tyłka przez scenarzystę, nie mam na to innego określenia.

New Avengers vol. 3 #32
Xavier83:
Dla mnie bomba. Śmierć tylu herosów, która została logicznie pokazana, wreszcie ma sens. Na początku rysunki trochę przeszkadzały, ale potem już zrozumiałem ich sens, gdy się przyglądałem dokładnie. Beyonders w końcu wyjawiają trochę o sobie i planach. Chyba najbardziej żal mi Thora i jego drugiej ręki, ale pozostali też dali czadu. Fabularnie i nie tylko 8/10.
czarny_samael: Może to i epickie starcie, ale bardzo wymuszone. Mogę to przyjąć, tylko jako miniony, tych którzy walczyli z LT, bo inaczej to to nie ma żadnego sensu. I tak nie ma, bo niby Starbrand zabił jednego, a ekipka Hickmana przekształciła drugiego... Bo LT i Eternity by tego nie potrafili... No nie. Po prostu nie. Hickman stara mi się wkręcić bzdury do potęgi entej i ma mnie jako swojego czytelnika takim, prostym, codziennym, żadnym rozwiązaniem po prostu za idiotę, który później powie "no jakoś to musiał zrobić". Nie. Mógł to napisać dobrze. Inteligentnie. Konsekwentnie. Logicznie. Tego tu nie uświadczyłem i spodziewam się mini recktonu (w momencie czytania!) tego komiksu, gdzie będą wymieniane jakieś sposoby na nich i inne tego typu tłumaczenia. Np. że Starbrand naprawdę miał taką moc jak oryginalny, który dorastał do Living Tribunala. Ale najgorsze w tym wszystkim, że znowu oglądam Archiwum X, czy inne przygody Sentry'ego - nic się nie wyjaśnia. NIC. Cały numer, jak i ostatni Avengers po prostu zmarnowany. Hickman silił się na Aarona i jego pożegnanie z Gorrem... Nie ta półka pisania epickich starć, nadawania temu wyrazu, czy sensu. Męczą mnie te komiksy od czasu ujawnienia Ivory Kings. Choć Avengers z Kapitanem Bucem byli męczący już dłużej. Nawet nie wystawię oceny, bo po prostu widzę podbijanie bębenka przez kolejne miesiące i mnie to mierzi. Powinienem był się dowiedzieć CZEGOKOLWIEK.
Kminek: Thor (z)ginie po raz kolejny... Ekstra (sarkazm). Hickman nadaje wszystkiemu taką naprawdę patetyczną otoczkę i to się sprawdza, ale nie wiem, czy zdaje sobie sprawę, że jeśli rzeczywiście okaże się, że Thor zginie, posypie się cały plan z Thor: God of Thunder, Thor vol.4 i Loki: Agent of Asgard dotyczący przyszłości Odinsona. No, ale z drugiej strony oczywiście jest Secret Wars i to, co po nim... Czyli generalny retcon (mam coraz większą nadzieję przynajmniej). Zastanawiam się tylko, jak bardzo scenarzyści bazują na tym Secret Wars i na ile jeszcze sobie pozwolą z kultowymi postaciami...
Krzycer: Hmm. Mam wrażenie, że Hickman chciał tu wrzucić dwie wiekopomne sceny. Jedna zadziałała, że hej, druga - nie bardzo.
Zacznijmy od drugiej, bo chronologicznie jest pierwsza. Chodzi o moment, gdy Thor odpowiada na pytanie Beyonderów, że mają przed sobą "bohaterów, bogów, herosów najlepszego sortu - słowem, Avengers" [parafrazując]. To jest fajny tekst. Niestety, nie bardzo działa w sytuacji, gdy ci "Avengers" to "Thor + zbieranina Hickmanów". Bardzo przepraszam, może w świecie zamkniętym w głowie Hickmana Nightmask, Starbrand, Abyss i Ex Nihilo to czołowi Avengers, ale... ni cholery nie przelał tego na karty swoich komiksów. Natomiast scena, która zadziałała, że hej, to oczywiście Thor odkrywający, że stojąc na krańcu wszechświata po pierwszym krwawym starciu z Beyonderami, szykując się na pewną śmierć w dalszej walce, nie może już podnieść ruskiego Mjolnira dla niegodnych. To - oraz następująca później rozmowa z Hyperionem i piękny finał tego brodatego bromance'u - wyszło fantastycznie, i jeśli Avalony 2015 będą miały kategorię "scena roku" to jest mój pierwszy kandydat. Bo to nie tylko piękna scena była, ale i zasłużona, bo bromance Thora z Hyperionem był budowany od dłuższego czasu, bo wątek niegodności Thora też był mocno eksploatowany w ostatnich miesiącach. Innymi słowy, w tym miejscu wszystkie kawałki układanki były na swoich miejscach, a rezultat był piękny. Reszta komiksu, śmierć zbieraniny Hickmanów, konsekwencje przemiany Beyondera w drzewo (...?) i takie tam nie obchodzą mnie nic a nic, ale finał tego zeszytu był wyborny.
Tori: Avengrs, czy raczej Hickvengers kontra Beyonderzy. Pierwsza runda wyszła średnio. Bitwa była, straty były, pokonali przeciwników, ale jakoś tak mało emocji w tym było. Za to druga runda, gdy Beyonders wezwali wsparcie... Przybycie armii, Thor i młotek, rozmowa z Hyperionem i finałowe starcie. Całość rewelacyjna, dokładnie tak, jak powinno wyglądać uśmiercanie postaci w wielkich bitwach. Jasne, wiadomo że obaj wcześniej czy później wrócą, ale to właściwie jedyny minus tej sceny, a poza tym, będzie Secret Wars, więc może jednak ten powrót nie jest taki oczywisty? W każdym razie finał świetnie napisany i za niego 8/10 się należy.

Nova #28
Kminek:
Nie czytam serii, zabrałem się za to tylko przez "Black Vortex". Szczerze mówiąc mam mieszane uczucia - charakter trochę nieogarniętego nastolatka jest tu świetnie oddany (ukrycie Black Vortexa - niby głupi pomysł, ale jednak musimy pamiętać, że Nova to jeszcze dzieciak, niemający praktycznie żadnego wyszkolenia taktycznego), ale niektóre rozwiązania fabularne są tak abstrakcyjne, że nie wiem, czy są jeszcze śmieszne, czy już niedorzeczne . Gościnny występ Collectora, zetknięcie z Thanem i sama końcówka - wszystko to ma dla mnie dokładnie ten sam charakter.
Tori: Black Vortex 8, w którym Nova okazuje się najbardziej ogarniętym ze wszystkich Avengers. Nie tylko nie dał się tak od razu zvortexować, ale nawet pamiętał, że "nie ma nic za darmo". Ogólnie Sam jest tu fajnie pisany, jako nastolatek co to się stara, chce, a wychodzi jak zwykle. Niestety pod koniec numeru trochę z tym przedobrzono, gdy Nova dostarcza Vortex głównemu przeciwnikowi praktycznie do rąk własnych. Przy okazji jest tu też Thane, który dał się nabrać na jeden z najstarszych numerów galaktyki. Współpraca się nie układa? Nie ma sprawy, zabijmy kilku krewnych/znajomych naszego partnera i wmówmy mu, że to robota naszych przeciwników. Głupawe to i strasznie schematyczne. Teraz tylko czekać, aż Thane dowie się prawdy i skróci Knifa o głowę. Generalnie nadal poziom średni, więc i średnie 5/10.
Krzycer: Nie lubię rysunków Baldeona. Nie lubiłem ich w "X-Men Legacy" Gage'a, nie lubię ich i tutaj. Nie podoba mi się zwłaszcza Thane, który w tej estetyce zamienia się w jakiegoś Gargamela. ALE - w tej bliskiej dobranockom estetyce farsa, jaką jest "Black Vortex", nagle okazuje się całkiem strawna. J'Son plecie Thane'owi głupstwa które ten łyka jak młody pelikan - jasne. Nova w środku Wielkiego Crossoveru wraca na rodzinną kolację - jasne. Nova przypadkiem leci na nie tę planetę co trzeba, i dostarcza Okrutne Lustro tym złym - pewnie, czemu nie? Oczywiście, ta farsa nijak ma się do zniszczenia całej planety z poprzedniego odcinka, ale to nie pierwszy raz w tym crossoverze, gdy wszystko wskazuje na to, że każdy autor pisze inną historię... A jednak, przy wszystkich tych bzdurach i głupotkach, Duggan jako jedyny poświęca chwilę, by pokazać, czym właściwie Bazaltowe Zwierciadło kusi swe ofiary, i czemu jego oferta może być... kusząca. Nie jest to szczególnie pomysłowe - choć wizja Ridera, którą Sam interpretuje (błędnie) jako ostrzeżenie, jest w miarę interesująca - ale, kurczę blade, przynajmniej jest. A to naprawdę więcej, niż mogę powiedzieć o poprzednich transformacjach. No, może jeszcze Ronan miał niezły powód. Więc... ni cholery mi ten numer nie pasuje klimatem do poprzedniego, ale to kolejny w miarę porządny numer - chyba już drugi, może nawet trzeci w całym Czarnym Żwirze. Szczerze mówiąc, to więcej, niż oczekiwałem. Z czepiania się drobiazgów - Thane mówi o bohaterach per "Earthlings". I jasne, może to dlatego, że J'Son zrobił to przed nim, ale i tak nie mogę się opędzić od myśli, że ktoś zapomniał powiedzieć Dugganowi, że Thane też jest Ziemianinem.

Uncanny X-Men vol. 3 #32
Krzycer:
Ha. Ho. Hum. "Rewolucja mutantów była blefem". "Rewolucja mutantów nie była blefem". I w co tu wierzyć? W sumie to nie ma znaczenia. Liczy się raczej to, że Cyclops postanowił już dłużej nie blefować, i... Hm. Mam pewne problemy z tym numerem, ale biorą się one raczej z tego, że inaczej postrzegam Cyclopsa niż Bendis, bo w ramach wizji Bendisa... To był bardzo dobry numer. Rozczarowani studenci, wściekła Emma, wątpiący Havok - wszystko pasuje. Jednocześnie wszystko wskazuje na to, że Cyclopsa wciąż trawią wątpliwości i wcale nie jest pewien tego, co właśnie zrobił. Kupuję to. Niestety, nie jestem przekonany, czy kupuję cały run, jeśli ów run to "31 numerów grożenia i 1 numer odkrywający, że to był blef", ale zobaczymy, co tam Bendis zrobi w ostatnich zeszytach. Na pewno był to jeden z najlepszych numerów serii, ot choćby dlatego, że coś się wreszcie wydarzyło. Oczywiście przez cały czas głosik z tyłu głowy kazał mi się zastanawiać, czy to jest post-Axisowy zły Havok [nie wygląda], czy to jest post-post-Axisowy Havok który gdzieś poza kadrem przestał być zły, czy może to jest Bendisowy Havok, tj Bendis ma w dupie status quo Havoka ustalone przez kogoś innego i pisze go jak chce.

Wolverines #12
Krzycer:
Nie podobają mi się te rysunki. Zwłaszcza większość twarzy. Z pozytywów - przynajmniej wątek spisku Yuriko i Oguna zabawnie splótł się z Fangiem porywającym Shoguna. Z negatywów... czemu post-Axisowy dobry Sabretooth tak się rwie, żeby zabić Fanga? Do tego dostajemy koszmarną "walkę związaną z pomyłką" między Fangiem i Shogunem - ten cały motyw urwanego zdania zaczynającego się od "revenge" był straszny. Przy okazji, niemal od początku serii zastanawiam się, co tu robi Fantomelle - praktycznie rzecz biorąc powinna mieć parę ostatnich stron każdego numeru jako własną back-up'ową historyjkę, bo jej obecność w serii praktycznie nie ma związku z resztą tytułu.
Aż do tego numeru, gdzie do cyrku przyłącza się Deadpool. Deadpool który, dodajmy, już odreagował śmierć Wolverine'a we własnym one-shocie pisanym przez twórców zajmujących się deadpoolowym ongoingiem. Więc nie mogę się doczekać, co Soule z tym Deadpoolem zamierza tu zrobić...


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2015.02.25.
Redaktor prowadzący: Rodzyn
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.