Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #395 (23.03.2015)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 23 marca 2015Numer 11/2015 (395)


W kolejnej odsłonie Pulse'a najwięcej miejsca zajmują opinie o tie-inach "Black Vortex".

18.03.2015

All-New X-Men #39
Kminek:
Black Vortex zmienił się z jednej nawalanki w trzy różne, mniejsze nawalanki. Z tym numerem wiąże się tylko jedno pytanie - Naprawdę żaden z pierdyliarda doświadczonych bohaterów nie wpadł na pomysł, że dwójka dzieci i Groot nie dadzą rady? A poza tym już dawno nikt nie był tak mało ważną częścią drużyny jak Nova. Pojawia się raz i do tego nic nie mówi!
Krzycer: Rysunki są świetne. Od strony scenariusza... w zasadzie to był przyjemny numer. Bo interakcje między młodymi mutantami są fajne, bo układanie planów w miarę przyjemnie się czyta. Więc... to był miły przystanek w tym nudnym koszmarku jakim jest Black Vortex.
Tori: Kolejny odcinek Black Vortex Sagi taki trochę przejściowy. Mamy tu przetasowanie drużyny i rozdzielenie na trzy zespoły, które wyruszają każdy w swoją stronę. W praktyce oznacza to, że teraz zamiast jednej bijatyki o Vortexa, będą trzy, tyle że w różnych częściach galaktyki. Bonusowo tęskne spojrzenia mniej lub bardziej zakochanych i teraz to ja już sam nie wiem, czy All-New Jean i Scott to mają być parą, czy nie mają być parą, Bendis mógłby się w końcu zdecydować. Dobrze, że chociaż interakcje między postaciami całkiem nieźle wyszły, więc czyta się to nawet dobrze, a dodatkowo rysunki nadrabiają i tak można wyciągnąć ocenę do 5/10.

Amazing Spider-Man vol. 3 #16.1
Krzycer:
Sympatyczne. Mocno czerpie z continuity (i to brandnewday'owego continuity - Wraith, Mr Negative), oferując taki klasyczny komiksowy dylemat o trzymaniu się zasad bądź nie. W ogóle cały ten komiks sprawia wrażenie trochę niedzisiejszego, tylko nie wiem, czy jest bardziej jak Spider-Man z lat 80 czy 90... Trudno mi ocenić, bo czytałem śladowe ilości Pająka z tych dekad. W każdym razie - fajne toto jest. I pozwala odpocząć od Pająka Slotta, który, oczywiście, też jest old-schoolowy, tylko w swoich nawiązaniach sięga chyba po silver age'owy camp... Z dwojga podejść zdecydowanie wolę to, które widzimy tutaj.
Oczywiście, jest to bardziej historia Wraith niż Spider-Mana, i teraz moglibyśmy się zastanawiać, czemu nie wydano tego jako, bo ja wiem, "The Wraith featuring Spider-Man #1", ale mniejsza z tym. Jeśli Marvelowi wychodzi trochę większa sprzedaż z tych porąbanych ułamków - niech im będzie.

Captain America & Mighty Avengers #6
Krzycer:
Każde nawiązanie do Nextwave jest mile widziane, choć... fabuła akurat nie była szczególnie ważna w tamtej serii. Z innej beczki, Ewing przypomina Inwersję, by zmotywować Falcapa, i... to chyba pierwszy przypadek, gdy mam poczucie, że Inwersja coś dała, jakoś popchnęła postać do przodu. Ewing cudotwórcą jest.

Cyclops vol. 3 #11
Krzycer:
Przekartkowałem, nie miałem siły czytać dialogów. Chyba kolejny numer z rzędu. To nie jest bardzo zły komiks - Thor mi świadkiem, czytałem dużo gorsze - ale jest strasznie nijaki i... w sumie nudny.

Guardians Team-Up #3
Kminek:
Team-Up tym razem traktuje o Black Vortex. Pierwsza scena - BOOM, przedstawiciel jednej z najbardziej zaawansowanej technologicznie rasy w kosmosie, spisuje swoją kronikę fluorescencyjnym długopisem w wielkiej księdze! Naprawdę? Potem jest pewna nieścisłość jeśli chodzi o Quilla i Ronana - wydawało mi się, że ci dwaj darzą się wzajemnym szacunkiem, a tutaj Peter traktuje Ronana jak jakiegoś przymuła. A sam ich plan jest naprawdę głupawy - Ronan dostaje power-up naprawdę w kretyński sposób. I znowu nie posłuchał Supreme Intelligence - krnąbrny z niego Accuser, nie ma co! I o ile za pierwsze przeciwstawienie się zwierzchnikowi było bardzo efektowne i nie wiązało się z żadnymi konsekwencjami, o tyle drugie, związane z uratowaniem Hali (o której zniszczeniach wszyscy zapomnieli) wiąże się z kretyńskimi skutkami. A co do reszty - Nova znów jest wspomniany raz, a Beast dokonuje bardzo spektakularnego samobiczowania
Krzycer: Yyyygh. Jaka to jest straszna, straszna żenada. Znaczy, samo oplecenie fabuły wokół Ronana i jego decyzji jest fajne. Standardowe, ale fajne. Natomiast urozmaicanie tego żenującą akcją jak odwracanie uwagi by Ronan mógł przeskoczyć przez lustro - rany boskie, może w Scooby-Doo łyknąłbym tę scenę, ale w "epickiej kosmicznej historii"? Litości. Dodajmy do tego jeszcze takie sobie rysunki - spójrzcie na Draxa na pierwszej rozkładówce, to jakaś masakra; podobnie pałający żądzą zemsty Thane... Ale w sumie największy problem mam z tym, że Wybitni Twórcy którzy obdarzyli nas tym dziełem - mam na myśli cały Black Vortex, nie tylko ten numer - tak naprawdę nawet nie mają pomysłów na te cudowne transformacje. Ronan zostaje przemieniony. Znajdźcie pięć różnic sprzed transformacji i po, bo ja ich, kurczę, nie widzę. Biorąc pod uwagę, że na tę historię nie ma innego pomysłu niż "postaci dostają kosmiczny power-up i się kłócą", jeśli nawet na te power-upy nie ma pomysłu, to co właściwie zostaje? Szlam na dnie wiru. Black Vortex ssie, a sama ta gra słów zawiera więcej inwencji twórczej od historii, którą opisuje. Biedny Thane, siedział cicho od Infinity, tylko po to, żeby wrócić w tym syfie.
Tori: Bijatyka o Halę i Ronan jako główny obrońca, z bonusowym (obowiązkowym) power-upem. Zvortexowani dostali bęcki i (równie obowiązkowo) zapowiedzieli, że "to jeszcze nie koniec", taaa... Brzmi groźnie. Dodatkowo Beast chyba wreszcie zrozumiał ile zniszczeń czasoprzestrzennych naprodukował, bo się trochę załamał, czyli zapewne chcąc odpokutować winy, zrobi coś jeszcze głupszego niż do tej pory. Tymczasem Thane wraca do domu i zastaje tam małą masakrę i teraz będzie chciał się zemścić. Zaskoczenie? Zerowe. Może przynajmniej pojawienie się Pani Friezerowej da coś ciekawego, chociaż za bardzo w to nie wierzę. Nuda panie, nuda, przewidywalność i 3/10 jako ocena końcowa, bo tutaj to nawet rysunki nie pomagają.

Hulk vol. 3 #13
Krzycer:
...nie jestem stuprocentowo pewien, co Old Man Rogers chciał uzyskać tą rozmową z Zielonym. Ale poza tym - dostajemy kolejny krok na drodze do finału, i robi się coraz ciekawiej. Niestety, przy okazji dowiadujemy się też, że jest sposób na odwrócenie serum, a szkoda, bo posprzątanie tej masy gamma frajerów uważam za szczytny cel.

Loki: Agent of Asgard #12
Kminek:
Nie śledzę jakoś strasznie dokładnie tej serii, czytam ją od czasu do czasu, ale cieszę się, że sięgnąłem po ten numer. Wyjaśnienie intrygi Old Lokiego jest spójne, nieźle połączone z wydarzeniami z innych serii i, chociaż okraszone sporą dawką dobrego humoru, w gruncie rzeczy jest smutne. Rozgoryczony Old Loki jest bardzo przekonujący. Szczerze mówiąc nie tego się spodziewałem, ale jestem pozytywnie (o ile można to tak określić) zaskoczony.
Krzycer: Karty na stół. I choć fabuła nie posuwa się o krok (zaczynamy z Lokim przywiązanym do krzesła, kończymy z Lokim przywiązanym do krzesła), to otrzymujemy sporo ciekawych informacji i ładny dramacik, nawiązujący zresztą do gillenowego wątku pt "czy Loki może się zmienić". King Loki ma swoją odpowiedź, i próbuje przekonać Young Adult Lokiego, że jest to jego odpowiedź... ale oczywiście King Loki mieszając w historii sam sobie namieszał, co do pewnego stopnia widzieliśmy już przy Tenth Realm.
Jak zwykle, AoA to nie do końca równie dobra / emocjonująca lektura, co JIM, ale też - jak zwykle - sprawia mi wielką frajdę.
Tori: Czy Loki może się zmienić? Tu dostajemy odpowiedź, tyle że w wersji King Lokiego, która jest raczej smutna. Przedstawienie kolejnych bohaterów, jak to wciąż i wciąż nazywają Lokiego "bogiem kłamstw", nawet mimo odkupienia win jest dołujące i przygnębiające, ale też całkiem sensowne. W końcu Loki kantował przez tyle lat, że teraz trudno spojrzeć na niego inaczej niż na mistrza oszustów. Szkoda chłopaka, stara się jak może, a wychodzi jak zwykle. Cała rozmowa, czy raczej monolog King Lokiego bardzo dobrze przedstawiony, umiejętne wplatanie wątków z innych serii to dodatkowy plus i ostatecznie otrzymujemy świetne czytadło i ocenę 7/10.

Magneto vol. 3 #16
jdtennesse:
Kolejny bardzo dobry numer. Jeśli chodzi o solówki z mutantami, to jest to najlepsza pozycja. Jest jakaś myśl przewodnia, bohater jest dobrze pisany, nie musimy oglądać bezsensownej nawalanki co numer. Tym razem pojawia się wątek zagadki kryminalnej. Ciekawe wprowadzenie, z każdą stroną pojawia się więcej pytań, chociaż nie przekonuje mnie romans Erika z Briar. Pojawiają się również retrospekcje z Loganem oraz jakąś postacią zabitą prawdopodobnie na polecenie Magneto. Zapewne ich pojawienie się nie jest przypadkowe i ma związek z morderstwami mutantów na Genoshy. Przyjemna lektura, ze stroną graficzną, do której już dawno przywykłem.
Krzycer: O, Bunn nawiązuje do wątku sprzed zaledwie paru lat. Co to było, "Uncanny X-Force" Remendera? Gdybym chociaż pamiętał, o jakiego emerytowanego nazistę tam chodziło... Jeszcze się okaże, że to ten sam, którego widmo Bunn przywołał przy okazji Axis.
Tymczasem w wątku współczesnym mamy budowanie azylu dla mutantów na Genoshy. Po raz trzeci. Po raz drugi na ruinach Genoshy. Ale może do trzech razy sztuka. Na dodatek Magneto wreszcie - WRESZCIE! - pyta Briar, czemu mu pomaga. Po czym przestaje naciskać gdy tylko Briar ciągnie go do łóżka. Niewiarygodne.
Do tego mamy tajemniczego mordercę posługującego się swastyką... Byłoby to widmo nazisty z Axis? Zdaje się, że któryś numer sugerował, że gość przedostał się do fizycznego świata. Co - biorąc pod uwagę, że Red Skull wziął go z głowy Magneto - czyni go czymś w rodzaju młodszego braciszka Onslaughta? Pożyjemy - zobaczymy. I choć drwię z tego, jak Bunn rozgrywa wątek Erika i Briar, to poza tym ten numer mi się bardzo podobał. Wydaje mi się, że ta seria z numeru na numer jest coraz lepsza - i jest już w miarę blisko przeskoczenia do szufladki "bardzo dobre".

Moon Knight vol. 7 #13
Krzycer:
Z jednej strony, to fajny numer. Może pomaganie niespokojnym duchom nie jest szczególnie oryginalne, ale co tam. Z drugiej strony, gang złodziei łapiących duchy to dziwaczny pomysł. Pisanie ich jako jełopów nie orientujących się, że Muniek duchem nie jest nie pomaga. Podobnie jak sam Muniek, który na początku jakimś cudem nie orientuje się, że ma do czynienia z duchami, chociaż są przejrzyste. Może Bunnowi chodziło o coś innego, a rysownik nie załapał?
A propos rysunków - są niezłe, może poza twarzami. Na szczęście Muniek przez większość numeru nosi maskę. Ale seria poza nowym scenarzystą i rysownikiem dostała nowego kolorystę, który zerwał z dotychczasowym przedstawianiem Muńka - jego kostium jest teraz pokolorowany na biało, z szarościami, a nie śnieżnobiały, nietknięty kolorem, jak poprzednio, przez co nie wybija się z kadrów tak, jak dotychczas. Nie do końca rozumiem, czemu ktoś postanowił odejść od najbardziej charakterystycznej cechy serii.

Princess Leia #2 (Of 5)
Krzycer: Uff. Lubię Gwiezdne wojny, lubię Leię, chciałbym lubić Waida, do którego jakoś nie idzie mi się przekonać... ale ta seria - a przynajmniej te dwa numery, które dotąd widzieliśmy - są po prostu słabe. W tym, jak Alderaańczycy radzą sobie po utracie własnej planety jest ciekawa historia, niestety - nie tutaj. Tutaj mamy... właściwie nie wiem, co tutaj mamy. Narcystycznego drania zdradzającego Leię... ponieważ powody... oraz kobietę wyzyskującą swoich pobratymców. I o ile to drugie mogłoby być ciekawe - to nie jest, bo ten wątek praktycznie nie ma dla siebie miejsca, więc kiedy kobieta załamuje się i zaczyna przepraszać za to, co zrobiła, nie ma to żadnej wagi emocjonalnej. Jedyny ciekawy element w całym zeszycie to wizja przy mozaice przedstawiającej Padme, ale ciężko powiedzieć, czy coś z tego ma wyjść, czy to takie jednorazowe przypomnienie, że Leia też jest wrażliwa na Moc i może mieć różne dziwne przebłyski i przeczucia.
Tori: Jest troszkę lepiej, albo po prostu zaakceptowałem formę, w jakiej ma być ta historia przedstawiona. Leia przybywa na Naboo i ma spotkanie z tutejszymi Alderaańczykami. Wątek nagrody zostaje poruszony, mamy więc wprowadzenie w typową pułapkę i wynikłą z tego bijatykę, oraz zakończenie całkiem przewidywalne, bo w końcu potyczki z Imperialnymi też trzeba jakieś zrobić. Na plus przybliżenie punktu widzenia Lei na zniszczenie Alderaanu i związane z tym retrospekcje z jej młodości. Dzięki temu lepiej można zrozumieć jej motywy i czemu właściwie zdecydowała się na tą całą wyprawę. Dodatkowo kilka drobnych nawiązań, jak fałszywe nazwisko, czy "ruchomy" obraz królowej Naboo i finalnie nie jest to takie złe czytadło, chociaż nadal najsłabsze z trzech gwiezdno-wojennych tytułów. 5/10 na upartego można dać.

Silk #2
Krzycer:
Wciąż przyjemne. Wciąż nieszczególnie interesujące. Wciąż brakuje jakiegoś mocnego akcentu, który odróżniłby Silk od Parkera. A budowanie napięcia poprzez "ukryte w cieniu sylwetki podglądające bohaterkę i oceniające ją"... co to jest, Inspektor Gadżet? To było nudne i wyświechtane już kiedy Sinister robił to w X-Men TAS.
Tori: Robot z mackami? Czy nikt nie powiedział scenarzyście, że takie cuda w komiksie z super bohaterką to nie jest dobry pomysł i raczej źle się kojarzy? Poza tym mamy tu wątek obyczajowy, kiedy to Cindy odnajduje chłopaka będącego jej pierwszą miłością. Nie jest zaskoczeniem, że koleś ma narzeczoną. Tak, narzeczoną, jeszcze nie żonę, a narzeczoną, dzięki czemu wiadomo jak to się dalej potoczy (ale może zostanę pozytywnie zaskoczony). Tajemnicze cienie nadal spiskują i obserwują i widać, że jakieś plany względem Silk mają, tylko nie wiadomo jakie. Poszukiwanie rodziny przez bohaterkę również za bardzo do przodu nie ruszyło. Właściwie to był taki numer o niczym i spokojnie można go było zredukować o połowę stron i akcję ruszyć bardziej do przodu. Mimo wad, czytało się całkiem nieźle, Silk nadal sympatycznie prowadzona, a że rysunki też mi podpasowały, to i 6/10 będzie.

Storm vol. 3 #9
jdtennesse:
Od czego by tu zacząć? Od początku chciałem, żeby ta seria była dobra. I pierwsze numery nie były złe, ale były o niczym. Wspomnienia, starzy znajomi, przypominanie przeszłości Storm na różne sposoby, wszystko ładnie pięknie, tylko ile można…? Chwilami coś się działo, ale seria nie miała celu, brakowało pomysłu, przewodniej myśli. I chyba od początku, z tego i innych powodów, seria była skazana na niepowodzenie. W tym numerze mamy kolejną historię, gdzie pojawia się postać z przeszłości Storm (przecież to ona wprowadziła Gambita do X-Men), ale jest o niczym. Jednorazowa przygoda, na którą Ororo zgadza się bez mrugnięcia okiem, bo przecież można wszystko rzucić i udać się na poszukiwanie przygód z Remym. Nie przekonuje mnie to wcale. Jak również ich przygoda sama w sobie. Znowu mamy wspominki – zrobimy to po staremu, bez mocy (których notabene Storm może używać w jednym pomieszczeniu, ale w następnym już nie, bo tak). Dobrym pomysłem jest sięganie do wielu aspektów postaci, jak na przykład jej zdolności włamywacza, szkoda tylko że nie zostają one ostatecznie wykorzystane. Cała historia jest nieco infantylna, akcja jest przewidywalna, a wpychany nam na siłę morał byłby może bardziej strawny, gdyby nie był tak bardzo bezpośredni. Tak jak wzmocnienie całej przygody Storm i Gambita narracją Beasta rozmawiającego z Marisol (akurat tu plus za ponowne wykorzystanie tej postaci). Jest jeszcze w tle jakaś zapowiedź przyszłej historii – w szkole występują jakieś problemy z elektrycznością, a na ostatniej stronie z gniazdka na ścianie wyłażą jakieś macki… Już się boję…jakie to będzie beznadziejne. Najgorszym aspektem całego komiksu są beznadziejne rysunki – taka postać jak Storm zasługuje na trochę więcej, na to się nie da patrzeć. Rysunki Ibaneza przy tych bazgrołach były wspaniałe. Podsumowując, szkoda że tak niewiele dobrego można powiedzieć o tym komiksie, naprawdę szkoda.
Krzycer: Może mógłbym docenić ten numer, gdybym nie znał tej krótkometrażówki (https://www.youtube.com/watch?v=hlITBBDrsbc), realizującej ten sam pomysł nieporównanie lepiej. Mimo to było to w sumie przyjemne, niezobowiązujące... i problematyczne. Z jednej strony - formalnie, bo przemowa Beasta w rozmowie z Marisol, będąca w sumie narracją dla sporej części tego zeszytu, właściwie ma się nijak do segmentów Storm i Gambita - a i jako sama rozmowa z Marisol jest... dziwna.
Do tego dochodzi moja antypatia do Gildii Złodziei, bo to coś, co fajnie brzmi, i ktoś kiedyś pomyślał, że Gambit będzie miał +5 do fajności, jeśli będzie jej szefem, ale co to kurczę znaczy? Co Gildia robi? Co Gambit robi jako szef Gildii? Czemu właściwie złodzieje mają Gildię? Jeszcze jako organizacja zrzeszająca złodziei w Nowym Orleanie miało to śladową zawartość sensu, ewentualnie jako związek superzłodziei wynajmowanych przez ludzi którzy potrzebują, by coś dla nich ukraść... ale światowa Gildia Złodziei, z siedzibą na Ukradzionej Wyspie na Morzu Śródziemnym... bzdura na bzdurze i bzdurą pogania. A do tego ustawia Gambita w opozycji do młodszego złodzieja, który coś od niego ukradł - czyli w opozycji do kogoś, kim Gambit sam wcześniej bywał. Tylko że teraz racja nadal jest po stronie Gambita, bo... nie jest hakerem? Co ta historia niby próbuje powiedzieć?
Ale serio, obejrzyjcie tę animację którą wrzuciłem wyżej, jeśli jej nie znacie, jest świetna.
 
Wolverines #11
Krzycer:
W którym Soule wyjaśnia parę rzeczy na temat Fanga, dla tej garstki pedantów, których obchodzą kwestie continuity związane z drugoligowym członkiem Gwardii Imperialnej Shi'Ar. I... ech. To jest retcon na retconie, ale co tam, nie takie rzeczy już przechodziły. Technicznie rzecz biorąc ten numer jest o X-23, ale właściwie nie mówi nam nic nowego o X-23, może poza tym, że Laura teraz z automatu nie daje się kontrolować innym. Nie, żebyśmy widzieli to, gdy Shogun groził im słowami kontrolnymi.
Więc w sumie największym zaskoczeniem numeru jest to, że Fang czytał NYX. Zapewne ktoś musiał. Oczywiście, ta jego wszechwiedza nijak się nie zgrywa z jego wątpliwościami dotyczącymi śmierci Wolverine'a - wątpliwościami, na które Laura zwraca w tym numerze uwagę - więc...
...jak to świadczy o komiksie, jeśli najlepsze, co mogę o nim napisać, to to, że nie mam problemów z tym, jak autor poprowadził w nim Laurę?


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2015.03.18.

Redaktor prowadzący: Rodzyn
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.