Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #393 (09.03.2015)

avalonpulse0.png
Wtorek, 10 marca 2015Numer 9/2015 (393)


W nowej odsłonie Pulse'a znajdziecie m.in. opinie o kolejnej części "Time Runs Out", nowej serii Hawkeye'a oraz o zmianach jakie zaszły w ongoingu Spider-Woman.

04.03.2015

All-New Hawkeye #1
Gil:
No dobra, trochę nawiązuje to do poprzedniej serii, a trochę próbuje rozgrywać coś nowego. Dwie płaszczyzny i dwa style graficzne wydają się być czymś i dla miłośników poprzedniej iteracji, jak i dla tych, którzy chcieliby czegoś zupełnie innego. W obu jest trochę akcji… i tylko za cholerę nie wiem, co mają ze sobą wspólnego. Ale dobra, to pierwszy numer, więc jest jeszcze czas, żeby jakoś to rozegrać i wyjaśnić. Pozostaje więc chyba poczekać. Póki co, możemy pocieszyć się tym, że Clint i Kate prowadzeni są lepiej niż u Fractiona, a dialogi są spójne. A ponieważ jeden ze stylów spodobał mi się bardziej, podniosę ocenę trochę powyżej neutralnej-wyczekującej i dam 6/10.
Demogorgon: Świetny przykład jak pisać street-level. Dobre, zabawne dialogi, świetnie nakreślone postacie, piękne rysunki. Kate, która próbuje zachowywać się jakby była jakoś lepsza od Clinta, chociaż jest to bardzo hipokrytyczny humor, sam Clint przeżywający wewnętrzne rozterki związane z (przepięknie zilustrowanymi) wspomnieniami z dzieciństwa i czasów z bratem. Barney chyba też się pojawi w jakiejś formie, jeśli wierzyć słowo Sany Amanat. Nie zdziwiłbym się też, jakby wpadł gdzieś po drodze Bullseye - wszak ta seria ma być o dziedzictwie jakim jest Hawkeye. Ogólnie, ten komiks mnie zaciekawił, jestem na tak.
kuba g: Jeff Lemire jest obecnie jednym z moich ulubionych amerykańskich scenarzystów, nie ma co ukrywać i nie zmieniły tego też dość poważne niewypały jak np. jego Justice League Dark. Dlatego na debiut jego interpretacji Hawkeye'a czekałem bardzo z nie mniejszymi oczekiwaniami (wyżyrowanymi przez Essex County czy Green Arrow, ale utemperowane lekko przez wcześniej wspomniane Justice League Dark).
Zacząłem od Lemire a to tak naprawdę Ramon Perez jest bohaterem tego komiksu. Ten komiks mógłby być o wycieczce do delikatesów po bułki i jogurt, a i tak byłbym nim zachwycony... no dobra, bułki, jogurt i wspominki, bo bez retrospekcji Perez nie miałby okazji stworzyć tych malowanych plansz z rodzeństwem Burtonów. Pomysł Pereza na to żeby wykorzystać dwie ramy czasowe historii na wymówkę do zachowania ciągłości z poprzednią estetyką serii (w wykonaniu Aji) jednocześnie dając jej nowy blask malowanymi planszami, uważam za genialny w swojej prostocie. Już widzę te Eisnery, oj, widzę.
Dwa plany czasowe... Lemire wykorzystuje już dość znany pomysł żeby zacząć historię od łączenia przeszłości bohatera z jego aktualnymi przygodami. Widzieliśmy to nie raz, epizody z młodości, będące odbiciem aktualnych problemów, ale nie widzę tego jako wady. Lemire nie buduje nowego świata dla Hawkeye'a, pokazuje nam go tylko z tej strony, która go interesuje. Tego młodego Clinta pod opieką swojego starszego brata, tego starszego, którego rodziną stała się Kate. Rodziną, to ważne.
Lemire pamięta, że opowiada historię "team Hawkeye", coś co jest dla mnie największą zaletą poprzedniej serii, Kate nie jest sidekickiem Clinta, są zespołem. Fakt, zespół ten ma swoje specyficzne relacje, swoje zaszłości i swoje ambicje, ale wszystko to tworzyło fantastyczną dynamikę między nimi, która na tych planszach została zachowana.
Trudno powiedzieć jeszcze jak zarezentuje się nowa seria, kto będzie prawdziwym przeciwnikiem i w którą z czasem stronę pójdzie, ale to naprawdę dobry start dla tej serii. Następne brawa dla Marvela za obsadzenie właściwych twórców we właściwej serii.

Angela: Asgard's Assassin #4
Gil:
O, wreszcie coś zaczyna się wyjaśniać. Jednak Angela miała jakiś konkretny powód, żeby tego dzieciaka uprowadzić. Tylko pytanie brzmi: jeśli jest złem wcielonym, czemu nie wrzuci go do jakiejś czarnej dziury, tylko taszczy ze sobą? Czemu woli się w to bawić, zamiast powiedzieć Asgardczykom, o co chodzi? Tak, wiem - twierdzi, że jej nie uwierzą. Ale w jaki sposób obecna sytuacja jest lepsza? Niech napuści na nich swoją uniwersalną wyjaśniaczkę wszystkiego, to rozwiąże problem. Chociaż... nic z rzeczy, które odkrywamy w tym zeszycie nie zostaje wyjaśniona przez... Jakjejtam, więc po co w ogóle jest potrzebna? Na plus mogę zaliczyć relacje z Guardians, zwłaszcza Gamorą. Na minus - strasznie niedbale wyglądające rysunki. Zwłaszcza te dziwnie zachowujące się włosy. Cóż, widać, że zdecydowanie do czegoś to zmierza, więc chyba pozostaje się uzbroić w cierpliwość do momentu, aż beczka prochu odpali. Tymczasem będzie jeszcze 6/10.
 
Avengers vol. 5 #42
Xavier83:
No to dołożyli do pieca.  bardzo fajnie rozstawiane są "pionki". Z jednej strony genialny plan Valerii jak nie przegrać, który chyba pokazuje jak powstanie Battleword. Z drugiej Cyclops i jego słowa o ODRODZENIU. A z trzeciej nadciągająca flota kosmicznych Imperiów w kierunku Ziemi. Nie wspomnę o Namorze i jego pogawędce, która wypadła realnie. Bardzo fajna lektura. 8/10
Kminek: Też mogę śmiało zawołać, że wierzę w Hickmana, bo gość się świetnie sprawdza w pisaniu bardzo różnych postaci. Z Namorem i Black Swan scena świetna, Reed i T'Challa również przekonująco, Cyclops ze swoim odrodzeniem brzmi bardzo intrygująco, a końcówka z Guardians to wisienka na torcie -charakter Rocketa świetnie oddany (Hickman chyba oglądał film, bo zamiast kosmicznie brzmiących określeń mamy Gunnowe "idiots"). Tylko szkoda, że nie trzeba już czytać "Black Vortex" - mimo zapowiedzi na maj o baaaaardzo wątpliwym "No More Guardians", widzimy, ze event nic nie zmieni, nikt nie zginie, wszyscy wrócą do swoich normalnych postaci - czyli tak, jak się spodziewałem.
Gil: O ile okładka jest małym koszmarkiem, tak wnętrze nadrabia na całej linii. I nie mam tu na myśli tylko skryptu, bo rysunki są równie dobre. W pewnym sensie wygląda to tak jakby autor chciał nam powiedzieć: "Myślicie, że nie da się podnieść poprzeczki wyżej? To ja wam pokażę!" Więc, jakby mało było konfliktów, dostajemy jeszcze całą kosmiczną flotę, kierującą się w stronę ziemi. Czemu tak, skoro kosmiczne imperia powinny dysponować bronią, zdolną niszczyć planety na odległość? Cóż, albo znów coś się wydarzyło off-panel, albo po prostu chcą coś w ten sposób zademonstrować. Obstawiam opcję drugą. Poza tym mamy bardzo fajne nawiązanie do oryginalnych Secret Wars w planie Val oraz tym, co razem z tatuśkiem budują. Dodatkowo, ograniczone miejsce na tej arce znów podnosi moralny ciężar decyzji. A do tego wszystkiego mamy jeszcze ciekawą sceną z Cyclopsem i ciekawa scenę z Namorem oraz rozluźniającą nieco scenkę z Samem, Izzy i bobasem. Czyli nadal jest dobrze i zostaję przy swoim 7/10.
Tori: Coraz bliżej finału, to i coraz więcej się dzieje. Rozwiązanie jak nie przegrać interesujące. Ciekawie będzie zobaczyć dyskusję o tym, kto może zostać "wybrańcem", no i czy faktycznie to w ten sposób ocaleją postacie z 616? Do tego Scott i jego odrodzenie, cokolwiek miałoby znaczyć. No i kolejna kosmiczna inwazja na naszą biedna planetę, którą kosmici napadają średnio raz na tydzień. Tylko, że obecnie zbliżająca się bitwa będzie ostatnią i w sumie byłoby ciekawie, jakby to właśnie w jej trakcie doszło do finalnego zderzenia. Pomijając drobny zgrzyt z Guardiansami (już wiadomo, że afera z Black Vortex nic nie zmieni, chociaż i tak było to do przewidzenia), do obecnego numeru zastrzeżeń nie mam. Przygotowania do finału trwają w najlepsze, oczekiwania rosną, napięcie też, więc zasłużone 7/10.

Avengers World #18
Xavier83:
rysunki świetne. Sunspot bardzo przekonujący. Dobrze, że aż dwa zeszyty będą poświęcone przejęciu władzy w A.I.M. Wątek Namora i Kabały też fajnie pokazuje co robili w ciągu tych 8 miesięcy. Już nie mogę doczekać się jak wkurzony na maksa Sunspot wpada na wyspę A.I.M. to będzie rozpierducha na całego. 8/10
Gil: Nie jestem do końca przekonany, co właściwie autor chce nam tu przekazać. Rozumiem, że chodzi o pokazanie tego, jak Roberto wszedł w posiadanie władzy zwierzchniej nad AIM, ale wokół tego naowijali za dużo waty. Wiadomo, że biznesowe przejęcie nie jest procesem specjalnie fascynującym, stąd zapewne wziął się wymuszony konflikt, żeby cokolwiek się działo. Tylko, że gdyby ograniczyli się do jednego zeszytu i pominęli całą retrospekcję z tatusiem (która z jakiegoś powodu przypomina mi tę z królem sedesów z „Chłopaki Nie Płaczą”), akcja byłaby spójniejsza i bardziej dynamiczna, a dodatkowy numer można by poświęcić na wyjaśnienie innej kwestii. Tymczasem całość jest za bardzo rozciągnięta, a cliffhanger jest bardzo tanim zagraniem (Heloł! Widzimy go żywego w niedalekiej przyszłości!). Ale przynajmniej na plus można zaliczyć rysunki i występ dawno nie widzianej Moniki Rappacini. Będzie więc trochę słabowite, ale jednak 6/10.
Tori: Wątek A.I.M. rozbity na dwa odcinki? Z jednej strony dobrze, więcej "czasu antenowego", to i można go należycie przedstawić, a z drugiej zastanawiam się, czy wszystkie interesujące wątki z okresu ośmiomiesięcznej dziury zdążą być poruszone. Na razie jednak jest dobrze. Sunspot fajnie przedstawiony, dobra retrospekcyjna pogadanka z ojcem, jednak najlepszy w tym numerze był dla mnie występ Namora. Na początku rozmowa z Sue, a na końcu z Black Swan, nie tylko Hickman dobrze pisze tą postać. Swoją drogą ciekawostka, pierdyliard światów i w każdym Sue jest z Reedem, nigdy z Namorem. Faktycznie, można się zdołować. Podsumowując, numer bardzo dobry, a końcówka sprawia, że nie można doczekać się ciągu dalszego, ocena 7/10.

Guardians Team-Up #1
odwieczny:
Mógłby mi ktoś wyjaśnić jaki jest sens wydawania tego teraz skoro obecnie trwa event Black Vortex który obejmuje wiele tytułów w tym też tą serię Guardians Team-Up ale dopiero od numeru 3. Czyli pierwsze dwa numery tej serii (które się dopiero ukarzą) dzieją się przed pierwszym numerem z udziałem BV, która zaczęła się już jakiś czas temu... Ach ta chronologia wydawnicza Marvela. Zaczyna mnie to naprawdę drażnić. Ciekawe czy chociaż poinformują czytelnika już na samym początku że to się dzieje jeszcze przed takim a owakim numerem....
Gil: Zwycięzca w kategorii najbardziej niepotrzebnej nowej serii. Naprawdę, nie widzę najmniejszego powodu jej istnienia, poza dojeniem franczyzowej krowy, aż do kręgosłupa. I jest to tym bardziej drażniące, że znów autorem jest Bendis, który co najwyżej średnio radzi sobie z główną serią i cały czas sprawia wrażenie, jakby nie miał na nią pomysłu. Tymczasem tutaj dojenie sukcesu filmowej adaptacji jest o tyle wyraźne, że przeciwnikami są i Chitauri i Nebula. O ile ukrycie tożsamości tych pierwszych w miarę im się udało (a przynajmniej ja nie skojarzyłem kosmicznych mumii), tak Nebulę rozpoznałem natychmiast, mimo ukrywania pod kapturem i w cieniu. I w ten sposób dochodzimy do rysunków. Kiedyś uwielbiałem Artura Adamsa za to, co tworzył w latach osiemdziesiątych. Teraz nie mogę patrzeć na to, co stało się z jego stylem. Kole w oczy i odrzuca. Poważnie zastanawiam się, czy dać szansę choćby pierwszej historii, bo pierwsze wrażenie to 3/10.
Tori: Marvel, łaj!!! For money! Taaa... Suchar na początek, bo mimo że lubię Guardiansów, to też uważam, że jeszcze jedna seria z ich przygodami jest zwyczajnie niepotrzebna i wychodzi tylko z jednego powodu: "bo film". I jeśli już o filmach wspominamy, to jest tu miks wszystkiego co mieliśmy w Avengers i Guardians of the Galaxy. Chitauri jako przeciwnicy, dowcipy o ex-dziewczynach Quilla i kradzieży kamieni nieskończoności, Hawkeye strzałami rozwalający statek, Rocket majstrujący urządzenia wspierające... A zgadnijcie kim jest tajemnicza kobieta w cieniu, przewodząca atakiem kosmitów. I mimo, że kilka nawiązań było całkiem zabawnych, to jednak w całym zeszycie jest ich po prostu za dużo i ostatecznie bardziej drażnią i irytują, niż bawią. Podsumowując, komiks stworzony na siłę, wyraźnie bez pomysłu i niestety więcej jak 3/10 nie dostanie.

Hulk vol. 3 #12
Gil:
Jak na razie to chyba najsłabszy numer odkąd pojawił się Doc Green. Cały Gamma Corps od początku był pożałowania godny i tak też został załatwiony, za zamkniętymi drzwiami z panelu na panel. Na szczęście, to nie oni byli głównym tematem numeru, chociaż tak sugerowała okładka. Większą część zajmuje starcie między Hulkiem i jego tworem, który powoli zaczyna się zachowywać jak Ultron. Jest nawet fajnie i podobało mi się wyjaśnienie, po co właściwie powstał. Tylko dlaczego to musiał być Fort Knox? Dla kiepskiego żartu z końcówki? Wiem, że sytuacja jest dynamiczna, więc nie będę się czepiał jednego słabszego zeszytu, który służy tylko usunięciu paru kłód spod nóg. Uznajmy to po prostu za mniej fajną konieczność, która mimo wszystko wytrzyma poziom słabego 6/10.

Operation S.I.N. #3 (Of 5)
Gil:
Trzeci numer i nadal nic nie wiadomo. Z jednej strony, w przypadku pani Kasi, to prawie norma. Z drugiej - zaczyna być mocno irytujące. Próbowałem się bawić w wyszukiwanie nawiązań do postaci i chociaż wygóglanie Shareen trochę pomogło się zorientować, to muszę zauważyć, że dla kogoś, kto nie zadał sobie takiego trudu, całość będzie zupełnie niezrozumiała. A tak nie powinno być w komiksie, który z definicji nie będzie niczym więcej niż zwykłym czytadłem (żeby nie było – mam tu na myśli tę konkretną mini serię). Poza tym nadal relacje między postaciami są nadmiernie przegadane i skomplikowane, a rysunki mało zachęcające, więc tym razem zakończymy na 4/10.

Princess Leia #1 (Of 5)
Gil:
Oj, za dużo już tych Starych Warsów… O ile dwie poprzednie dał radę zainteresować jakimś konkretnym pomysłem, tak tutaj miałem wrażenie, że patrzę na zawoalowany i przecedzony przez chleb z przymrużeniem oka team-up Lei z Carol Danvers. W dodatku okraszony dodsonowymi wariacjami na temat postaci, które ciężko mi zdzierżyć. Chyba więc odpuszczę sobie tę serię, ale potraktuję ją neutralnym 5/10, bo wiem, ze reakcja wynika głównie ze zmęczenia tematem.
Tori: No i "meh". O ile główne serie dają radę, tak Księżniczka niestety się wyłożyła już na pierwszym numerze. Sam pomysł szukania Alderaańczyków nie jest wprawdzie taki zły, ale wykonanie, w którym owej misji podejmuje się tylko Leia i jej "jeszcze-nie-psiapsióła" jest zwyczajnie głupie. Leia, jedna z ważniejszych osób w Rebelii, na którą dodatkowo właśnie wyznaczono konkretną nagrodę, ot tak zlewa wszystko i leci sobie w kosmos. Serio? Mam przypomnieć jak bardzo się kobita wkurzała na Hana, jak ten też zamierzał opuścić sojusz i lecieć w swoją stronę? Jej stawianie Rebelii na pierwszym miejscu jeszcze lepiej ukazywane było w Expanded Universe, niestety już nieaktualnym i w sumie może dlatego aż tak bardzo cały pomysł mi nie leży, bo taka akcja nie jest w stylu Leii jaką znam? Na szczęście jej nowa kumpela, niejaka Evaan, trochę ratuje sytuację podejściem do Księżniczki i swoim światopoglądem. Ciekaw też jestem, czy zamierzają zrobić z niej "nową Winter", czy też ograniczy się jej rolę do tej jednej historii (i efektownej śmierci w ostatnim odcinku). Za całość będzie nieco zawyżone 5/10.

Rocket Raccoon vol. 2 #9
Gil:
Ledwie poprzedni numer zapowiedział, że Groot stanie się złyyyyyy, a tu już – bęc! I to 40 lat w przyszłości. Bardzo fajne nawiązania do japońskich wielkich potworów i robotów, a przy tym podstarzały Szop w designie a’la stary miszcz kung-fu. Wygląda to nawet lepiej, jeśli przypomnimy sobie, że Groot debiutował właśnie jako kosmiczny potwór z planety X. A na koniec jeszcze większa niespodzianka – to się wydarzyło tylko w wirtualnej rzeczywistości. Z jednej strony, to całkiem fajny pomysł. Z drugiej… dość ryzykowne zagranie, bo nie wiemy teraz, jak traktować te wszystkie zapowiedzi. Z trzeciej natomiast – jak na komiks, w którym fabuła jest sprawą drugorzędną, to i tak sporo. Ostatecznie dam więc słabsze 7/10.

Spider-Woman vol. 5 #5
Gil:
Prawdę mówiąc, nie bardzo wiem w tej chwili, co mam myśleć... Spodziewałem się masakry, a tymczasem zostałem pozytywnie zaskoczony przez poziom grafiki i całkiem niezły klimat, jaki udało się stworzyć rysownikowi (plus update kostiumu, który już chyba gdzieś pochwaliłem). Może trochę zbiło mnie to z tropu i zamiast skupić się na głupawych wewnętrznych monologach, przyglądałem się rysunkom, a dopiero jak się napatrzyłem, zacząłem czytać. Niemniej, dostrzegłem, że monologi były głupie, a całą ta policyjna zasadzka jeszcze bardziej. Co mnie zaskoczyło, to wprowadzenia Bena Uricha i główny wątek, który na pierwszy rzut oka wygląda całkiem solidnie. Na drugi już mniej, bo widać, że ewidentnie ten wrzucony od czapy wątek z policją będzie wykorzystany w wątku z uprowadzeniami. Źli policjanci porywają rodziny biednych łotrzyków? Nie powiem, że nie pasuje mi to do autora... Jak na razie zdążył zrobić z głównej bohaterki egoistkę i buca, więc tylko patrzeć, jak zostanie "skuszona przez ciemną stronę mocy"... Tak przynajmniej przewiduję, ale póki nie dostanę dowodów, pocieszę się rysunkami i odrobiną pozytywnych wrażeń, więc ten numer potraktuję przejściowo-neutralnym 5/10.
Demogorgon: A tu mamy przykład jak nie pisać street levelu. Borze i puszczo, ale to było żałosne. Na początek mały nitpick - działa mi na nerwy używanie in-universe zwrotu "street level" i gadanie jaki to street level jest fajny i lepszy niż wszystko innego. Uważasz tak? Fajnie. Ale wciskanie tego w usta postaci mnie drażni. Druga sprawa, że choć pogardzam Avengers, muszę zapytać - czemu właściwie Jessica od nich odeszła? Bo wszystko co mówi w tym numerze sprowadza się do tego, że jej się znudziło - równie dobrze Hopeless mógłby powiedzieć "odeszła bo ja tak mówię". Wiecie, zaczynam mieć teorie - Dennis Hopeless chce bardzo pisać Batmana. Wykazuje wszystkie tendencje najgorszych fanboyów nietoperza - zachowuje się jakby street level był lepszy od wszystkiego innego i za dobry dla "frajerskiej" reszty universum, nienawidzi sidekicków (jego powody by pisać arenę to praktycznie cytowanie wszystkich głupich artykułów czemu Robin to najgorsza rzecz, jaka spotkała Batmana) i wyraźnie preferuje postacie bez supermocy. Ale odbiegam od tematu. Jaki jest problem Hopelessa to to, że próbuje desperacko wstrzelić się w tę samą niszę, w którą trafiły Spider-Gwen czy nowy run w Batgirl. Ale jedyne co potrafi to bezmyślnie odhaczać elementy z checklisty, zupełnie nie rozumiejąc jak i dlaczego one działają. Próbuje nadać serii lżejszy ton, ale wychodzi mu to tak, że robi z bohaterki niekompetentną idiotkę, która do tego zachowuje się jak totalna egoistka. Jessica nie ma żadnych cech charakteru, które można lubić, przez wiekszość czasu nie wie co robi a zachowuje się jakby była lepsza od wszystkich wokół. Cały czas krzyczy "patrzcie na mnie, zmieniam swoje życie na lepsze!" ale widać, że nie potrafi nadać mu tak naprawdę kierunku. Co w sumie można powiedzieć o całym zeszycie - to dużo pozowania i proszenia, aby media i fani (a moze raczej fanki) zwróciły na ten komiks uwagę, udawania, że ma tego samego ducha, który tchnął powiew świeżości w superhero z tytułami pokroju Ms. Marvel czy Harley Quinn, kiedy tego ducha nie ma a autor sprawia wrażenie jakby sam nie do konca wiedział, czego chce od tego komiksu.
I czy rysownik zawalił, czy też ostatnia strona ma sugerować, że Ben Urich jest złoczyńcą?
Tori: Spider-Verse się skończyło, więc wypada zobaczyć, czy Hopeless ma jakiś pomysł na tą serię i muszę przyznać, że faktycznie, ogólnie patrząc, całość prezentuje się nie najgorzej. Porywanie rodzin drobnych kryminalistów, żeby zmusić ich do współpracy, to całkiem niezły pomysł. Niestety, po bliższym przyjrzeniu, wychodzą mniejsze i większe głupoty numeru, od bezsensownej zasadzki policjantów, przez egoistyczne zachowanie Spider-Woman, aż po ostatnią stronę, która mam nadzieję nie ma nam zasugerować, kto jest prawdziwym głównym złym i pociąga za sznurki. Powinienem też wytknąć brak zgodności z innymi seriami Marvela, no bo hej, tutaj mamy Jessikę, która odeszła z Avengers, a u Hickmana radośnie sobie w grupie hasa. I nawet tłumaczenie ośmioma miesiącami niezbyt pomaga, bo dodatkowo nastąpiła zmiana kostiumu. Jeśli idzie o sam kostium, dobrze się prezentuje i nie mam do niego zastrzeżeń. Właściwie, podoba mi się nawet bardziej niż stara wersja, więc gdyby przetrwał Secret Wars, to by było miło. Oceną końcową będzie 4/10 i z minimalnym zainteresowaniem czekam na ciąg dalszy.

X-Men vol. 3 #25
Gil:
Pani Wilson dotyka kulturowego backgroundu Monet i to wychodzi jej świetnie. Tylko, że zaraz potem robi z nią coś dziwnego, co wygląda, jakby dopiero teraz przypomniała sobie o swoich umiejętnościach. Poza tym, niemniej dzwina jest rewelacja dotycząca Krakoi juniora i już zupełnie nie wiem, jak ma się to do Kree i całości. Za to gościnny występ Inhumans wychodzi przyzwoicie. Ale… znów jakieś ale. Jubilee potrafi pilotować myśliwiec wojskowy. Okay, ja wiem, że każdy w X-Men potrafi latać Blackbirdem, ale istnieje subtelna różnica między czymś, co prowadzi się praktycznie samo, a całkowicie manualnym myśliwcem. Zresztą, nie mam pojęcia, skąd właściwie ona go wzięła. No i nadal rysunki są sporym minusem. Tak więc, niestety, znów nie mogę dać więcej niż 5/10.


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2015.03.04.
Redaktor prowadzący: Rodzyn
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.