Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #388 (02.02.2015)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 2 lutego 2015Numer 4/2015 (388)


Po raz kolejny najwięcej emocji wzbudził komiks Jonathana Hickmana - New Avengers vol. 3 #29

28.01.2015


All-New Invaders #14 
Gil: No proszę, wygląda na to, że to przedostatni numer serii. O ile oczywiście, zapowiedż „oszałamiającej konkluzji” nie jest bezczelną kpiną i zagrywką promocyjną. No, ale dobra – w takiej sytuacji mogę jeszcze doczytać do końca, chociaż właśnie zamierzałem serię skreślić. To i fakt, że ten numer należał do nielicznych umiarkowanie ciekawych, w których cokolwiek się dzieje. Skrzyżowanie z Inhumanity zaczyna przynosić jakieś skutki, chociaż mocno opóźnione i zapowiada się decydujące starcie, a parę postaci zostało poddanych zmianom. Niektóre nawet są odrobinę ciekawe (np. ile jeszcze namieszają przy Toro?). Ale tak po prawdzie, to najbardziej intryguje mnie, po co trzymają kota Speedballa? Według zasady strzelby Czechowa, musi być do czegoś potrzebny, więc chcę wiedzieć. No, chyba, że jest bo jest... Nawet bym się nie zdziwił... W każdym razie, dziś dam 4/10. 

Amazing X-Men vol. 2 #16 
Krzycer: Ostatnio regularnie się wyzłośliwiałem, że ta seria jest zapychaczem miejsca, ale w sumie jeśli z tej historii wyłoni się nowy/stary Juggernaut, to po raz drugi od zmartwychwstania Kurta na jej łamach wydarzy się coś istotnego. To dwa istotne wydarzenia więcej niż w "X-Men" Wooda. 
Tymczasem dostajemy trochę fajnych scen dialogów, trochę niezłych scen walki, ciekawą (czyt. przypadkową ale i tak fajną) zbieraninę antagonistów... A na dodatek Vanisher wraca zza grobu! Vt! 
Ogólnie - nie jest to żaden wielki komiks, ale to i tak najsympatyczniejszy komiks z mutantami z tego tygodnia. 
Gil: Okay, nadal jest nieźle. Co prawda, niewiele rusza się w głównym wątku, bo nadal tłuką się głównie z czerwoną potwornością, ale za to sporo jest wątków dochodzących, czyli nowych postaci, wplecionych w ogólną koncepcję. Ich dobór jest o tyle ciekawy, co dziwny. O ile jeszcze można rozważać Crossbonesa jako poważnego kandydata (pomijając to, że już próbowali udziwniać go w Thunderbolts i teraz wszyscy udają, że to sie nie wydarzyło), tak dość dziwna wydaje mi się obecność osobliwości pokroju Djinna i Man-Killer. Chyba, że są tu tylko po to, żeby Marko miał kogo załatwić w swojej drodze powrotnej. No, tak właśnie. W tej chwili jestem właściwie pewien, że nie skończy się to niczym nowym, bo czy tytuł nie mówi nam tego wprost? Tymczasem nadal jesteśmy w trakcie rozstawiania pionków. Mamy parę przyzwoitych fragmentów, parę zabawnych, parę... no cóż, głupawych. Czyta się nieźle i tylko te rysunki nadal trochę mnie kłują w oczy. Pozostanę więc w niższych rejonach 6/10, ale chętnie zobaczę, czy słusznie przewiduję ciąg dalszy. 
jdtennesse: Czyta się szybko i przyjemnie. Chwilami jest śmiesznie, sytuacyjnie i dialogowo. Drużyna jest trochę sztucznym tworem, ale co z tego, która drużyna mutantów nie jest? Walka z demonem jest trochę na siłę, jest to trzeba z nim walczyć. Ale to nie potwór jest głównym antagonistą, tylko kilku pretendentów do Cytorraka. Ciekawe, czy będzie tak jak sugeruje tytuł – once and future Juggernaut? Czy może zostanie nim ktoś inny? Tylko Peter tak trochę jakby doszywany, niby wiadomo, że skoro dzierżył tę moc, to się interesuje, ale mam wrażenie, że to wszystko jest po to, aby trochę opóźnić jego pojawienie się na scenie. Rysunki są całkiem znośne i absolutnie nie przeszkadzają, chwilami trochę kwadratowe, ale widziałem już gorsze. 

Deadpool vol. 3 #41 
Krzycer: 'I can regrow anything, including evidently, a conscience'. Fajne. Może i angstujący Deadpool nie jest żadnym rewolucyjnym podejściem do postaci, może Joe Kelly (a nawet Remender w Uncanny X-Force) robili już podobne rzeczy, i to lepiej, ale i tak... Minęło parę lat, a ja wciąż się cieszę, że Way już nie pisze Poola. Nawet, jeśli vol. 3 jest w najlepszym wypadku średnio fajne. (No dobra, 'The Good, The Bad and the Ugly' było bardzo fajne, ale to jedna historia na 40 numerów...) 

Inhuman #11 
Krzycer: Akcja w Wenecji trochę przynudzała (zwłaszcza że wciąż nie wiem jakie są możliwości Readera), paradoksalnie ciekawszym wątkiem była randkująca Medusa. Ogólnie - pamiętacie, jak zapowiadano tę serię? "'Gra o tron' w świecie Marvela"? Taa...
Gil: Hmmm... dostrzegam tendencję kierowania zdolności Inhumans w coraz bardziej abstrakcyjne obszary. Bo kto by pomyślał, że zdolności Readera rzeczywiście polegają na czytaniu? W dodatku breilem. Z jednej strony jest to całkiem fajne i kreatywne, jeśli chodzi o konstrukcję postaci, aczkolwiek z drugiej – jak już mówiłem – dość abstrakcyjne. No i tutaj aż trzeba zadać pytanie: czy jeśli uskutecznia wszystko, co przeczyta, to co by było, gdyby podsunąć mu jakiś tekst skierowany przeciwno niemu samemu, albo coś strasznie absurdalnego? No, ale sam wątek daje radę, chociaż akurat tym razem niewiele się w nim wydarzyło, poza tym, że wreszcie skrzyżował się z wątkiem głównym. Z drugiej strony mamy Medusę, która odreagowuje swoje niedawne wyobracanie, gadając w barze z jakimś lózerem. Co to właściwie miało wnieść, poza odrobiną ekspozycji i przypomnienia wydarzeń? Nie mam pojęcia. Myślałem, że na koniec coś się okaże z tym gościem, ale nie. Za to na koniec okazało się, że wrócił Black Bolt. Właściwie był to więc zeszyt przejściowy, między rozstawianiem pionków, a początkiem właściwej rozgrywki i jako taki, dostanie 5/10.  

New Avengers vol. 3 #29 
Demogorgon: No co to ma być? Co. To. Ma. BYĆ?! Czy wy sobie, za przeproszeniem, jaja robicie? Czyli ja dobrze rozumiem, że kiedy miały miejsce takie rzeczy jak nieudana próba stworzenia planety z cosmic cube, nagłe zniknięcie Celestials, incydent w którym o mało nie umarł Franklin, być może też zniszczenie Captain Britain Corps, my siedzieliśmy i oglądaliśmy gadające głowy i więcej bzdurnego hero vs hero? Całe Time Runs out to jeden wielki zapychacz, podczas gdy ważne rzeczy miały miejsce off-panel? Bo nie daj BORze, żebyśmy zobaczyli coś interesującego, zamiast głupiego Captain Marvel vs Hulk! Dodajmy do tego, że wszyscy są skończonymi bucami i jęczą jak to Illuminati nic nie zrobili aby ocalić świat, kiedy to oni sami związali im ręce. I to, że Shuri została zamordowana off-panel bo kogo obchodzą fani tej postaci, nie jest białym facetem o imieniu Chris wiec może sobie ginąć! A to co nam obiecuje ta okładka? Pym i Beyonder? Nie ma miejsce, dzieje się zupełnie off-panel! Bo ta, wszyscy czekaliśmy na numer skupiony na Pymie a on się pojawia na trzech stronach by powiedzieć coś co a) zaspoilerowała nam okładka (znalazł Beyondera/Beyonders) i b)coś czego się spodziewali wszyscy od dawna (Ivory Knights to Beyonders). A tak apropo, Beyonders wyglądają idiotycznie, normalnie nie było lepszego pomysłu niż szare ludziki w animu skafandrach?! A skoro już przy tym jesteśmy to Walker rysuje jak ostatnia pokraka! Wszystkim dał okropne twarze, przez które wyglądają jakby wszyscy byli tak starzy jak Steve! A na kilku panelach Carol najnormalniej w świecie staje się Super Sajanką! Przechodzi z SSJ2 na SSJ3 między dwiema stronami! Czuję się jakbym znowu czytał Arenę i Undercover do jasnej @#$%! Myślałem, że Hickman wyciągnie Walkera na prostą, a tymczasem Walker zaraził go Hopelessowatością!
Xavier83: Wow ! W końcu okładka, która oddaje faktyczną zawartość komiksu. Tak w 90 % bo Hickman nie byłby sobą. Fajnie, że w telegraficznym skrócie pokazali jakie próby obrony zrealizowali. Pewnie w tej serii pobocznej Avengers World pokażą więcej szczegółów. 
Osobiście ciekawi mnie to, czy Beyonder od Inhumans może być pod Beyonderami, z ostatniej strony tego komiksu. 
Zaskoczyło mnie bardzo Ivory Kings = Beyonders, coś zupełnie nowego i świeżego. 
Doom coraz bliżej odkrycia początków Inkursji. 
Już nie mogę doczekać się nastepnego tygodnia i Avengers #41. 9/10 - tylko za to, że muszę czekać tydzień na dalszy ciąg  :D
Krzycer: Z jednej strony szczęka mi opadła, gdy zobaczyliśmy co wydarzyło się za kadrem. Z drugiej strony - muszę się zgodzić z Demem, że wolałbym zobaczyć te rzeczy "na bieżąco", przynajmniej w jakiejś większej retrospekcji, niż tak. Choć los Franklina ujawniony z zaskoczenia mocno na mnie zadziałał. 
Tyle tylko, że teraz zaczynam się niepokoić - bo o ile dotąd byłem spokojny, że "Secret Wars" będzie tylko kolejnym wielkim eventem, bez konsekwencji większych niż każdy inny wielki event ostatnich pięciu lat, tak teraz Hickman zaczyna pokazywać rzeczy przy których nie ma bata, spodziewam się że zostaną cofnięte. Śmierć Franklina jest jedną z nich. O ile to właśnie zobaczyliśmy, bo w końcu scena nie ma kontekstu i dalszego ciągu, może tylko zapadł w śpiączkę czy coś takiego. 
Przy okazji, pamiętacie moje kpiny z tego, że "kiedy czas się kończy, nikt się nie goli"? Uśmiałem się na powrót Pyma-drwala.
Gil: Dużo się tu wydarzyło, tylko szkoda, że większość w retrospekcji. Z jednej strony, na pewno wszyscy chcielibyśmy zobaczyć te wydarzenia w czasie rzeczywistym, ale z drugiej strony, trudno się wściekać na autora, że zastosował taki, a nie inny środek narracyjny dla osiągnięcia celu, jeśli zrobił to technicznie poprawnie. Od początku wyraźnym celem tego przeskoku w czasie było wywołanie pewnego szoku u czytelnika ilością i rodzajem zmian, więc jasne było, że dla ich wyjaśnienia będą się pojawiać retrospekcje. Jedyne, o co można mieć realne pretensje do wydawnictwa to, że wydając numery z kropką, poświęcają je na pierdoły, podczas gdy mogliby umieścić tam wspomniane retrospekcje. Sam pierwszy bym po nie sięgnął. Ale dostaliśmy to w takiej, a nie innej formie, więc pozostaje zauważyć, że wykonanie jest dobre i tylko podkręca apetyt. Czy dostaniemy coś więcej? No, mam nadzieje, bo jednak Hickman uzupełnia nam kawałki układanki konsekwentnie, nawet jeśli sami musimy złożyć je sobie w całość. Niemniej, każdy z tych kawałków robi ogromne wrażenie, a całość ładnie się klei. A oprócz tego, co wychodzi ze spowiedzi Reeda, dostajemy również kolejny niezwykle istotny fragment z Doomem i Molecule Manem oraz finałową scenę, w której poznajemy Ivory Kings. I tutaj warto nawiązać do okładki, która trochę to zaspoilerowała, ale też zrobiła to na tyle metaforycznie, że nie był to spoiler boleśnie oczywisty. Dla odmiany rysunki mogłyby być lepsze, bo miałem trochę wrażenie jakby rysowało to dwóch, albo i trzech różnych Walkerów. Ale na szczęście, nie wpłynęło to prawie wcale na odbiór. Czyli, jak dla mnie, nadal jest świetnie. Nie chcę oceniać tego, czy autor słusznie wybrał taką, a nie inną technikę, bo to już jego licentia poetica. Mogę natomiast ocenić swoje wrażenia, a te pozostają niezmienne – wciąż chcę więcej i to jak najszybciej. Będzie więc konsekwentnie mocne 7/10. 
Tori: Hickman znowu to zrobił, po raz kolejny po lekturze musiałem pozbierać szczękę z podłogi, bowiem ostatnie strony są... Hmm... Epickie? No nie, aż tak to nie, ale zaskoczenie było spore. Poza tym mamy tu pogadankę między mózgowcami i emerytowanym kapitanem, z której wynika, że faktycznie czas się kończy, a zderzających się światów zostało coraz mniej. I muszę przyznać, faktycznie czuć, że bohaterowie mają do czynienia z zagrożeniem o niespotykanej dotąd skali, które wymaga od nich rozwiązań co najmniej niekonwencjonalnych. Świetnie się to czyta, oczekuje więcej i odlicza czas pozostały do finałowej inkursji. Ocena to 8/10. 
Rodzyn: Okropne rysunki! Tak jak do tej pory mi nie przeszkadzały, tak teraz, po zobaczeniu Captain Marvel w wykonaniu Walkera, wolałbym, by ktoś inny to rysował, bo przez Avengers i New Avengers przewinęło się wielu dobrych artystów, chociaż pewnie nie wyrobiliby się z terminem tak jak Walker. A fabuła? Był to numer zdecydowanie przegadany i końcówka numeru nie wywołuje u mnie szczególnych emocji. Podobnie jak Demo uważam, że walki i pogaduchy z ostatnich numerów można by było zastąpić wydarzeniami pokazanymi tu na kilku panelach jako retrospekcje i wyszłoby to na korzyść tej historii. A co do okładki, to choć nie odzwierciedla w 100% zawartości numeru, świetnie do niego nawiązuje.

Nova vol. 5 #26 
Gil: Trochę to zaskakujące, że młody Nova tak łatwo radzi sobie z Carnagem. Ale z drugiej strony, to tak naprawdę Spider-Man miał problemy z symbiontami głównie dlatego, że nie miał żadnych, nazwijmy to tak ładnie, projekcyjnych mocy, a jedynie punch power. Bo w sumie, jeśli gluty są wrażliwe i na ogień, i na dźwięk, i na światło, to czemu nie na inne promienie? Tylko, że tu dochodzimy do pytania oczywistego: czemu więc nie skrzyknąć paru takich cwaniaków i nie rozwiązać problemu na dobre? Tiaaa... Również zabawne w tym wszystkim jest to, że dzieciak praktycznie sam się wystawił, jak ostatni naiwniak i wróciło to, by dosłownie ugryźć go w zad. Ach, i jeszcze ciekawe, czy Pająk nadal montuje ten głupi pomnik? A, nie – naprawdę zabawne jest to, jak szybko rozstrzygnięcia z SIXIS nikną w od... znaczy, w niebycie. Czyli generalnie: „hahaha, ale właściwie nie wiem z czego”. 4/10.  

Secret Avengers vol. 3 #12 
Krzycer: Jest śmiesznie, no i w końcu mniej więcej wiadomo, co się wydarzyło, z czyjego powodu i po co, nawet jeśli odpowiedzią na zbyt wiele z tych pytań jest "byłem pijany, nie pamiętam". Tylko jedna kwestia mnie drażni - ile niby czasu Black Widow i Lady Bullseye spędziły w tamtym wymiarze? Bo wracamy do nich, jakby dopiero co wyparowały, a przecież tam chyba tygodnie minęły? A przynajmniej tak mi się wydawało przy okazji innych wątków... Chyba, że Coulson zniknął jeszcze zanim one wyparowały? Niczego już nie wiem, niczego nie rozumiem. 
A nie, wiem jedno - ta okładka była koszmarna. Karykaturalne proporcje, debilne ustawienie postaci... brzydkie, brzydkie, brzydkie. 
Gil: Co nieco się wyjaśniło, więc teoretycznie można mówić o wyraźnym kroku naprzód. Tylko, że jest to krok trochę pijacki, bo i spora część wyjaśnień sprowadza się do: „nie wiem, jak to zrobiłem, bo byłem na pigułach”. No, ale dobra – zrobił i jakoś się to kupy trzyma, więc niech już tak zostanie. Lepsze takie wyjaśnienie, niż żadne. Z drugiej strony coś ruszyło się też w wątku Black Widow i nawet zostało nam to wskazane palcem. Czytaj: JarBrain Guy ma dwa mackowate stworki i dwa mackowate stworki atakują w innym wymiarze z przypiskiem: „zobaczcie, mają takie same kolory jak nasi bohaterowie i to nie jest przypadek”. Bardzo subtelny forshadowing, Kocie. Ale przynajmniej wygląda na to, że całość wchodzi już w fazę decydującą. Wiemy, kto jest antagonistą, wiemy (mniej więcej) na czym stoimy i teraz zanosi się na ostateczną konfrontację. Czyli, że największym problemem serii pozostają okładki, a cała reszta jest fajna i zabawna. Tak na 6/10. 

Spider-Man 2099 vol. 2 #8 
Krzycer: Wciąż mam nadzieję, że Lady Spider pozostanie w obsadzie tytułu. Natomiast zapełnianie numeru starciem z Sinister Six z jej świata odczytałem jako właśnie to - wypełniacz, by jakoś odbębnić czas do końca tie-inu. Nie pomógł nawet fajny design przeciwników (uwielbiam Octopusa ze skrzynką do sterowania ramionami), to po prostu nie był ciekawy numer. 
Gil: Trochę wyszła z tego dygresja od całego Spider-Versowego tematu, ale to nawet dobrze. Uważam, że krótka wycieczka do świata Lady Spider była świetnym pomysłem i powiewem świeżości. I nawet powiem Wam, że o ile dość szybko zmęczyła mnie konwencja Marvel Noir, tak chętnie zobaczyłbym innych bohaterów Marvela w konwencji steampunkowej lub po prostu wiktoriańskiej (taką fazę mam ostatnio na te klimaty). Six Men of Sinistry (sprawdziłem, to rzeczywiście nie jest oficjalne słowo) są świetnym zestawem przeciwników i mają zarąbisty design. Naprawdę chciałbym, żeby Pani Pajęczyca zagościła tu na dłużej, albo dostała własną serię. Przeczytałbym ją sto razy chętniej niż jakąś Spider-Gwen. W dodatku, jest tu całkiem zabawny wątek z robotem, który chociaż ma trochę cech zapychacza, to przynosi też comic relief i zapewne dołoży spory kawałek sera do finałowej rozgrywki. Było więc bardzo fajnie i zuchwale dam 7/10. 
Tori: Proszę, proszę, proszę, niech Lady Spider zostanie w tej serii na dłużej. Właściwie własna mini-seria też nie byłaby zła, jednak jej relacje z Miguelem są tak świetnie pisane... No i mamy tu parę wskazówek, że może faktycznie coś z tego wyjdzie. Dodatkowo jest wycieczka do Ziemi 803 i starcie z tutejszą wersją Sinister Six, która może i pełni funkcję zapychacza, ale jest na tyle fajnie zrobiona, że wcale mi to nie przeszkadza. Do tego wygląd przeciwników rewelacyjny. Jedyne czego mogę się czepić, to kwestia radiacji u Rodzinki. To znaczy fajnie, że zamierzają to wykorzystać w walce, ale czy potrzebna była do tego aż autopsja? Pietrek przypadkiem nie wykończył tak Morluna za pierwszym razem? Nie mógł powiedzieć o tym na samym początku? Jednak to tylko mały zgrzyt w porządnie napisanym i zilustrowanym komiksie i nawet nieco naciągnę ocenę i dam 8/10. 

Spider-Man And The X-Men #2 
Krzycer: Wątpię, bym miał polubić tę serię. Jest tu kilka dobrych dowcipów. Kilka dobrych dowcipów w zalewie dowcipów złych, przystrojonych karykaturalnymi postaciami - przede wszystkim antagonistów, ale i bohaterom się dostaje - i debilnymi zwrotami akcji. Serio, ile razy można wiązać bohaterów sznurkiem konopnym, jeśli już raz się pokazało, że mogą się z tego uwolnić bez trudu? Powiedziałbym, że mamy do czynienia z jedynym komiksem z linii o mutantach ewidentnie skierowanym do młodszych czytelników, gdyby nie to, że a) Marvel go tak nie reklamuje, więc to najwyraźniej nie jest zamierzone i b) dzieci chyba też by się nie dały nabrać na ten pic. 
Gil: Oj. Oj, oj, ojojoj! To było... oj. Niefortunne, to chyba nie dość wyraziste określenie. Głupie też jakby za mało... Strzał w kolano, już bliżej. Dobra – do czego zmierzam: numer pierwszy sprawiał wrażenie głupawego (ale w sensie goofy, a nie stupid) i śmiesznego, mimo oczywistych absurdów w samym założeniu. Tutaj granice zostały rozjechane walcem, a goofiness i stupidity obie ustąpiły miejsca czemuś, co można tylko określić brzydko jako retardation. Naprawdę miałem wrażenie, że pisał to ktoś nie w pełni sprawny intelektualnie, bo poziom historii i zawartego w niej humoru jest tak niski, że nie mam pojęcia, w co celuje. Chyba nawet dżdżownice byłyby zakłopotane. Czym? A tym, że dwóch panów dinozaurów świruje ostro na punkcie Shark-Girl i w efekcjie biją się o nią, likwidując problem swojego planu zawładnięcia światem. Natomiast niefortunność całej tej sytuacji polega na tym, że dwa stare dziady wyrażają jawne zaiteresowanie prokreacyjne nastolatką. Uuuuups...? Ktoś czegoś nie dopatrzył? A może ktoś w trakcie korektu lub edycji zadał sobie to samo pytanie co ja, czyli: „po co ja to czytam?” Nie wiem i chyba nie będę chciał próbować ponownie. Jedno mogę powiedzieć z całą pewnością: seria godnie zastąpiła Wolverine & The X-Men poziomem prezentowanej głupoty. Dostanie nawet tytuł gniota tygodnia i ocenę 0/10. 

Thor vol. 4 #4 
Krzycer: Ciekawe, ile jeszcze ta zabawa z czytelnikami potrwa. Na razie podobał mi się sposób, w jaki Aaron postanowił przekreślić teorię "Freja jest Thorą". Teraz, jeśli zabawa ma trwać dalej, czekam na coś przekreślającego wersję, że to agentka Roz Solomon. 
A, tylko trochę mi nie podszedł sposób w jaki Thor Odinson jest pisany przez pierwsze 3/4 tego numeru. Głównie dlatego, że po raz kolejny nie widziałem najmniejszej różnicy między Unworthy Thorem a Inverted Thorem...
Gil: Nadejszla wiekopomna chwila, gdy Thor spotkał się z Thorem i okazało się, że jeden z nich jest kobitą. No i co? No i się pobili, bo przecież to komiks i jak dwójka bohaterów spotyka się po raz pierwszy, to muszą się pobić. Różnica jest taka, że tutaj ma to jakieś logiczne uzasadnienie, bo jeden Thor ledwie wyszedł z traumy i nadal siedzi w dole, a drugi ciągle jest w szoku i nie bardzo jeszcze wie, co się z nim dzieje. Tak więc, po standardowej, aczkolwiek całkiem nieźle podanej, wymianie ciosów, jakoś się dogadują, żeby skupić się na wspólnym wrogu. I całkiem nieźle wymiatają w duecie. To zaś prowadzi do akceptacji takiego stanu rzeczy (w sumię, jak się tak przyjrzeć, to błyskawicznie przebrnęliśmy przez wszystkie siedem kroków traumy) i sceny, w której Pan Thor mówi do Pani Thor: „Ofiarowuję ci moje imię. Od dzisiaj nazywasz się Zdzisław.” Nie, moment... coś pokręciłem, ale na jedno wychodzi. To zaś odbywa się przy milczącej aprobacie Avengers, żeby nie było wątpliwości. Dla odmiany, wszelkie wątpliwości odnośnie Freji zostają rozwiane, gdy uwalniają ją z kostki lodu, a oba Thory się migdalą (a może midgardlą?). Czyli zawężamy wybór do Jane i Roz, a ja nadal stawiam na tę drugą. Aha, gdzieś tam w tle był też Malekith i Minotaur, ale who cares? No i wyjaśnili też, skąd pan Thor wziął mechaniczną rękę i wyszło to całkiem fajnie. Całość w sumie też wyglądała lepiej niż się spodziewałem, więc dam mocne 6/10.
Tori: OKej, czyli mamuśkę Thora możemy wykreślić z listy podejrzanych. Co dalej? Jane Foster? Zobaczymy, bo w sumie całkiem fajne jest to trzymanie w niepewności i dawanie wskazówek, kim naprawdę jest Pani Thorzyca. Poza tym w numerze obowiązkowa potyczka dwóch Thorów, która wyszła całkiem fajnie, oraz akceptacja nowego Thora przez starego Thora. Malekith i Lodowe Olbrzymy trochę zeszły na dalszy plan, chociaż ostatnia strona sugeruje, że to jeszcze nie koniec i ciąg dalszy problemów z wielką czachą kiedyś może nastąpić. Pierwsza historia zakończona, nowy Thor wprowadzony w świat Marvela i wyszło to całkiem zgrabnie, więc będzie 6/10.  


Uncanny Avengers vol.2 #1 
Kminek: Będąc chyba jedyną osobą, która sięgnęła po ten tytuł, muszę z przykrością stwierdzić, że Remeder napisał AXIS wyłącznie po to, żeby przetasować swój zespół. Z Avengers Unity Squad zrobiło się Avengers: Age of Ultron* + dwoje mutantów + Doctor Nooboody Cares + FalCap. 
Według opinii Rogue jest to ekipa złożona z ludzi, którym zależy na Wandzie... Cóż, jak dla mnie to najbardziej naciągana opinia ever. Każdy tam ma jakiś cel i wygląda na to, że tak naprawdę nawet Rogue nie okaże się taka szlachetna i wspaniałomyślna. 
Dalej: 
Sekwencja początkowa jest nawet niezła i współdziałanie Pietro z Wandą wypada fajnie, dynamicznie (bardzo fajny klimat). Pierwsze strony na plus. 
Za to potem przenosimy się do nowego składu UA i... jest kiepsko. Sabretooth na smyczy wyciągnięty z więzienia, bo Avengers potrzebują psa gończego. Po AXIS nagle wszyscy przypominają sobie o Wonder Manie (który już się nie odzywa w głowie Rogue, by the way). Voodoo czaruje (sorry, jak dla mnie to jest naprawdę niedorobiona wersja Doctora Strange'a, którym nikt się nie zajmuje!), jest dużo zielonego światła, coś nie wypala i BUM! zmiana lokacji. Dżizas, ta kontra-Ziemia, czy jak jej tam nie zapowiada się zachęcająco. 
Aha, Remeder wspomina nawet coś o AXIS - w postaci kolejnego komiksu o martyrologicznej postawie Sama Wilsona. 
W sumie tylko on chyba bierze Inkursję na poważnie (narracja Creeda). 
Póki co, są dwa jasne punkty: 
- wątek Visiona (pada kwestia z tego teaserka) 
- obecność Quicksilvera (obawiam się tylko, żeby Remeder nie zrobił z niego zbyt wyluzowanego gościa). 
Na koniec, pytanie numeru - Kto może być prawdziwym ojcem Wandy i Pietro, skoro High Evolutionary pojawia się już w pierwszym numerze ?  :D 
* fun fact: Ultron zostaje wspomniany... Przypadek?! Nie sądzę!
Krzycer: Ok, to Rogue teraz dowodzi tą ekipą? Czy ona tylko ją zebrała, a przywódca jeszcze musi się wyłonić? 
Mam kilka problemów z tym komiksem. Po pierwsze, mnogość Counter-Earth - wiem, że było ich parę, i nigdy nie potrafiłem zrozumieć jakim cudem wszystkie istnieją naraz. Chyba, że nie istniały naraz? Nie ogarniam. Po drugie, sposób w jaki Remender pisze Quicksilvera mi nie odpowiada - głównie dlatego, że to kolejna postać którą najbardziej lubię / najlepiej znam w interpretacji PADa. Po trzecie, po wszystkim co się wydarzyło w poprzedniej odsłonie serii, to Rogue jako jedyna przejmuje się losem Scarlet Witch? Rogue?! Inwersja to najwyraźniej nie jedyna magiczna sztuczka po jaką Rick sięga by odwrócić cechę charakteru postaci o 180 stopni. 
Mimo to, początkowo czytało mi się to całkiem nieźle. Tak do rozbicia drużyny - chciałbym zobaczyć, jak ta grupa pracuje ze sobą, zanim zaczniemy się dokładnie przyglądać każdemu z osobna. 
Poza tym, Sabretooth w roli bohatera - nadal jestem na nie. Ale przynajmniej Rogue nie jest głupia i trzyma go na smyczy. Za to Rick ma plusa. 
A tak zupełnie ostatecznie na koniec: hej, czy New Warriors odstawili górę Wundagore na swoje miejsce po tym, jak pożyczyli do niej kluczyki? Wiem, że Rick nie ma pojęcia o istnieniu tamtej serii, bo wszystko tutaj zdaje się do niej nie pasować, ale chciałbym się przekonać, jak bardzo nie pasuje. Wydawało mi się, że New Warriors na stałe zaparkowali górę w okolicy Nowego Jorku... 
Gil: Wiecie, jakie mam ogólne wrażenie po przeczytaniu tego? Że wygląda jak przyznanie się do winy. Coś w rodzaju: „No dobra, tamten pomysł nie wypalił, więc spróbujemy innego podejścia i z innym składem, ale pod tym samym tytułem, bo już sporo wydaliśmy na jego promocję.” Czyli, że teraz zamiast celebryckiego Unity Squadu jest jakaś ad hocowa grupka, którą zebrała Rogue, żeby ścignąć Wandę, bo... Cholera wie, dlaczego? Jakoś nagle poczuła taką potrzebę najwyraźniej. A że nie ma to sensu, to już nie pierwszyzna. Bo weźmy na przykład dobór drużyny: rozumiem Visiona, bo ma z Wandzią długą historię, mogę też zrozumieć FalCapa, jako ulubioną zabawkę i dumę Remendera, ale reszta? VooDoo jest tu chyba tylko z tego samego powodu, co Wilson, a Sabretooth jako substytut Wolverine’a. Tylko teraz, a) jak jego obecność tutaj ma się do innego nieszczęścia, czyli serii Wolverines i b) czemu niby tak nagle mu nie ufają, skoro doskonale wiedzą, że stał się krystalicznie czysty. Opcja b jest tym dziwniejsza, że Rogue już wcześniej miała go w swojej drużynie X-Men, kiedy był ywil i nawet wtedy nie przesadzała tak z ostrożnością. No, ale wtedy nie sypał suchymi żartami. Tak więc, nasza przypadkowa zbieranina udaje się na Wundagore, która jest teraz w Nowym Jorku... wait? Jak to nie jest? Czyżby New Warriors odłożyli ją na miejsce off-panel? A co się stało z Panem Kotem? Tego pownie nigdy się nie dowiemy... Ale tutaj mały plus dla Acuny, bo w końcu otoczenie góry wygląda jakoś naturalnie, a nie popada w skrajności od pustyni po Himalaje. Tymczasem okazuje się, że dwójka poszukiwanych rozbija się po knajpach na Tatooine... a nie, sorry – na Counter Earth. I to chyba tej pierwszej, która nie powinna istnieć od 20 lat. Ale istnieje, ponieważ „pics or didn’t happen”. To chyba jedyne wyjaśnienie... I nawet nie każcie mi zaczynać na temat, jak bardzo bez sensu jest istnienie czegoś takiego jak Counter Earth, a już w ogóle kilku... Tymczasem dowiadujemy się, że ostatnie wydarzenia dziwnie wpłynęły na bliźniaki. Jak pamiętamy, dusza Pietrka została wypalona, a ciało pogruchotane, dlatego też poczyna sobie dardziej beztrosko niż kiedykolwiek i sypie żartami jak Strassburger. Wandę natomiast wyobracało w tę i nazad, co sprawiło, że zmieniła ciuszki na bardziej obcisłe. Tak, SIXIS zaprawdę ma poważne konsekwencje. I tak naprawdę, jedyne, co czyni ten komiks w miarę znośnym to fakt, że spodziewałem się czegoś równie tragicznego jak SIXIS, a tymczasem wyszło tylko coś głupawego. Może w mniemaniu autora mieści się to w kategoriach sukcesu, ale jak dla mnie, będzie to najwyżej łaskawe 4/10. 
Tori: Przebudowa drużyny i zaczynamy od początku, a konkretnie od odpowiedzi na pytanie "Who's your daddy?" No tak, Wanda i Pietro zostali bez ojca, więc wypada wykombinować kim on jest. Będę szczery, niezbyt mnie to obchodzi, bo i wciąż mam wrażenie, że cały ten zabieg z odojcowieniem Magneto ma tylko jeden powód - bo film. Jedyne co mnie ciekawi, to czy nowy ojczulek okaże się taki sam w filmie (o ile będzie coś o nim), jak i w komiksie. Wracając zaś do samego komiksu, jest nierówno. Początek z Pietro i Wandą fajny, kontynuacja z resztą drużyny już mniej. Przeniesienie na kontr-ziemię oczywiście musiało pójść nie tak, przez co każdy wylądował gdzie indziej i się pewnie teraz będą szukać przez kilka numerów. Szkoda, bo skoro startujemy z nową drużyną, to na początek dobrze by było pokazać jak ta ekipa ze sobą współdziała i jak się dogaduje. Tymczasem interakcji za dużo nie było i wprawdzie trochę przybliżania postaci mieliśmy, ale jedyne co z tego zapamiętałem, to Rogue pełniącą funkcję szefowej i nowego Kapitana z problemami poinwersyjnymi. Ostatecznie 5/10 i zobaczymy jak się to rozwinie. 


Uncanny X-Men vol. 3 #30 
Xavier83: Ok, czyli Cyclops i Magik nie żyją i nie da się ich przywrócić do życia nawet najpotężniejszemu mutantowi, który zmartwychwstał. Przybycie "starego" Xaviera niestety zepsuł mi przypadkowy zwiastun, ale wypadł logicznie. Wątpię aby status Cyclopsa był trwały, aczkolwiek patrząc z perspektywy kilku lat ostatnich i nadchodzących Secret Wars, odnoszę coraz większe wrażenie, że szykował się Marvel od jakiegoś czasu na to. Eliminacja sojuszników X-Men: Lilandra; eliminacja dowódców: Xavier, Summers [?]; eliminacja złoczyńców pokroju Exodusa i Dark Beasta; przekształcenie członków w zdrajców:Bishop. Zobaczymy dokąd to dojdzie niebawem... 7/10
Krzycer: Hm. Mógłbym zacząć od narzekań na wszechpotężnego mutanta, silniejszego od najsilniejszych jakich kiedykolwiek widzieliśmy, który nie potrafi wskrzesić Cyke'a i Magik - a zatem ewidentnie jest słabszy od paru innych wszechpotężnych reality warperów których już widzieliśmy - ale Mafju Maloj nie ma kontroli nad swoimi mocami, więc kupuję to, że po prostu nie potrafi tego zrobić. 
W związku z tym wolę ponarzekać na sprowadzenie Xaviera do teraźniejszości, bo serio, linia czasu nie była jeszcze dostatecznie zrąbana... :D 
Mimo to... jestem na tak. Bo ta historia poszła w tak kompletnie dziwacznym kierunku... Zupełnie się tego nie spodziewałem, gdy to wszystko się zaczynało, a zawsze pozytywnie oceniam scenarzystów, którzy mnie tak zaskakują. 
Słowo o rysunkach: Bachalo, ach, Bachalo... Nie było jakichś wyjątkowo schrzanionych kadrów w tym zeszycie, nie było również jakichś szczególnie udanych. Pragnę tylko zwrócić uwagę na detale takie jak: rakieta zamieniająca ludzkie ciało w szkielet zostawia nienaruszone spinki do włosów, by dało się poznać czaszkę Magik. Może to były magiczne spinki. Przy okazji ta sama eksplozja wciska detal uniformu w kość, tak, że czaszkę Cyclopsa można poznać po tym, że ma iksa. Niewiarygodne. :) 
Gil: Och jej, och jej... Scott Summers umar. Z pewnością na śmierć i ostatecznie, i już nigdy nie ujrzymy go w osobie żywej. Aż do następnego numeru. Normalnie, tak się przejąłem, że o mało nie wzruszyłem ramionami... A tak poważnie, to musiałbym chyba nigdy wcześniej nie czytać żadnego komiksu, żeby się tym przejąć. Tymczasem czytałem ich parę i to również te, które dzieją się później i w których Cyclops jest cały i żywy. Czyli nie przejąłem się. Podobnie jak domniemanym zejściem Illyany i Emmy. Czyli, że co? Komiks ssie? O dziwo nie. Bo sam pomysł nie jest podany źle, a poza tym jest tu jeszcze jeden wątek, który wypada dużo lepiej. Eva odwiedza Chucka w przeszłości i sprowadza go do naszych czasów. Called it! No i tak, jak poprzednio napisałem, posunięcie to otwiera całą masę możliwości. Chętnie zobaczę, którą opcje Bendis wybierze i jak ją rozwinie, a potem... pewnie będę marudził, że nie wybrał innej, ale to już zupełnie inna bajka. Tymczasem jestem zainteresowany i to nawet tym, jak odkręcą te fałszywe zgony. A że było też parę niezgorszych fragmentów dialogów, to wyciągnę nawet na 6/10. 
Tori: OKeeej, to było dziwne. Matthew oczywiście się pozbierał, co było do przewidzenia, ale że nie mógł poskładać Scotta? Mutant o poziomie over 9000? No ale niech będzie, że jego moc też ma ograniczenia, albo po prostu jeszcze nie wie jak odpalić wskrzeszenie. Bonusowo oberwało się Emmie i zaczynam się zastanawiać, czy wsparcie z ostatniej strony da radę jakoś to naprostować. Normalnie byłbym pewny, że tak, ale teraz, gdy do Secret Wars i "końca Marvela jaki znamy" jest coraz bliżej, może jednak Bendis postanowił nieco zaszaleć i odstrzelić kilka postaci? Dodatkowo wyprawa Evy do przeszłości i pogadanka z Xavierem bardzo fajna, zwłaszcza jej zakończenie i wytknięcie Charlesowi jego wyczynów. Rysunki Bachalo też dają radę i tym razem nie przeszkadzały w lekturze, więc będzie 7/10 i może finał historii zdoła mnie zaskoczyć.
jdtennesse: Bardzo obiecujący numer. Powrotu Xaviera można się było spodziewać, ale tylu zgonów niekoniecznie. Oczywiście pytanie brzmi, jak i kiedy wrócą. Wydaje mi się, że Magik mogła maczać w tym ręce i ukryła się gdzieś ze Scottem, chociaż niewiele na to wskazuje, po prostu mając takie moce mogłaby łatwo tego dokonać. Może dlatego Matthew nie może ich wskrzesić… Ale za to umie skutecznie wskrzesić siebie… Rzeczywiście jest potężny, tylko po co tworzyć tak silne postaci, a potem gonić za własnym ogonem próbując się go pozbyć? No dobra, poza narzekaniem, dzieje się sporo, tylko jak daleko będą sięgać reperkusje? Eva pojawia się z Xavierem u młodych X-Men, to dobry znak, bo znowu młodzi będą mieć większą rolę. Ciekawe czy Chuck zostanie i w ten sposób zostanie „przywrócony” do życia. Pomijam już kwestie tego, co dzieje się z wydarzeniami w których powinien jeszcze w przeszłości wziąć udział, bo drużyna All-New świadczy o tym, że nie dzieje się kompletnie nic. Emma też dostaje po głowie, choć przypadkiem. Ciekawe kiedy zdążyła zmienić się w diament? Rysunki Bachalo są nieco znośniejsze niż zwykle, co nie znaczy że dobre. A kolory wyglądają jakby nakładało je jakieś dziecko kredkami. Ogólnie jest ciekawie i czekam na kontynuację.

Wolverines #4 
Krzycer: Numer na wyciszenie. Całkiem... niezły? Trochę się waham, bo boję się, że jeśli zacznę sobie znowu roić nadzieje, ten komiks mnie skrzywdzi. Ale przyznam, że intryguje mnie to, co właściwie Mystique próbuje osiągnąć. To było fajne. 
Sabretooth przychodzący z kartami do Dakena był idiotyczny. Czyli ostatecznie wszystko się jakoś wyrównuje. :) 
Gil: I to chyba będzie na tyle z mojej strony. Ewentualnie, jeśli będę miał dobry humor, zerknę jeszcze na następny numer, żeby zobaczyć, co kombinuje Sinister. Ale wątpię, żeby to mogło mnie przekonać, skoro cztery zeszyty nie dały rady. A ten jest po prostu tak samo nijaki, jak poprzednie. Poza tym: LOL, pomyliłem Fantomelle z Fontanelle. To tylko dowodzi, jak kiepsko całość jest osadzona i miesza w głowie. Tutaj nie znalazłem nic ciekawego, a rysunki tylko pogłębiły moje zniechęcenie. Dam 3/10, ale mam wrażenie, że to i tak zbytek łaski.


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2015.01.28.
Redaktor prowadzący: Dominik "Undercik" Nowicki  
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.