Avalon » Publicystyka » Artykuł

Superszwalnia #3 - Nie szata zdobi nadczłowieka

W poprzednich dwóch tekstach omawiając różne postaci pisałem niemalże wymiennie o ich wyglądzie, kostiumach i designie. Dzisiaj wyraźnie oddzielimy wygląd od kostiumu, przyglądając się postaciom, które mają tak charakterystyczny wygląd, że praktycznie nie potrzebują kostiumów… a mimo to i tak je otrzymują. O zgrozo.
superszwalnia.jpg

W poprzednich dwóch tekstach omawiając różne postaci pisałem niemalże wymiennie o ich wyglądzie, kostiumach i designie. Dzisiaj wyraźnie oddzielimy wygląd od kostiumu, przyglądając się postaciom, które mają tak charakterystyczny wygląd, że praktycznie nie potrzebują kostiumów… a mimo to i tak je otrzymują. O zgrozo.

Drobna uwaga zanim zaczniemy – żeby niczego nie zostawiać niedopowiedzianym – kategoria „designu” jest nadrzędna i może się odnosić zarówno do wyglądu postaci, jak i jej kostiumu. 

W poprzednim odcinku napisałem, że symbol i kostium superbohatera to jego cechy charakterystyczne, po których można go rozpoznać w tłumie. Oczywiście to nie wszystko – w tym zestawieniu zabrakło mocy. Nie bez kozery każdy bios poświęca nadludzkim umiejętnościom postaci osobny akapit, zazwyczaj zaraz po imieniu. W przypadku co bardziej spektakularnych mocy to właśnie one są najbardziej rozpoznawalnym elementem designu – spójrzmy tylko na Human Torcha czy Icemana w akcji.

1.jpg

Czasami pod płomieniami / lodem daje się zauważyć jakiś fragment kostiumu, tak jak na powyższym obrazku, gdzie widać symbole drużyn do których należą bohaterowie, ale na pierwszy rzut oka – to po prostu płonący człowiek / człowiek z lodu. Kiedy korzystają ze swoich mocy, to co na sobie noszą przestaje mieć znaczenie. I o ile Johnny Storm najczęściej ma na sobie aktualny uniform Fantastycznej Czwórki, o tyle w przypadku Icemana bywa różnie. Czasami to jakiś aktualny mundur X-Men. Czasami to trochę bardziej zindywidualizowane ciuchy. Czasami zaś… Zerknijcie jeszcze raz na powyższy rysunek. Widzicie, jak wyraźnie artysta oddał lodową muskulaturę Icemana? Zupełnie jakby…

2.jpg

…właśnie. Ktoś kiedyś postanowił, że skoro Iceman wygląda efektownie, gdy zamieni się w lód, a na dodatek nie czuje zimna, to w zasadzie nie potrzebuje ubrania. I tak otrzymaliśmy super-slipki, w klasycznym wariancie uzupełnione super-botkami, obecnie Robert zazwyczaj biega boso. I choć wypada mi się tylko zgodzić, że w lodowej formie Iceman wygląda efektownie, nie rozumiem jak ktoś mógł narysować faceta w slipkach i stwierdzić "tak, ten superbohater jest już w pełnej gotowości bojowej". Żeby było zabawniej, to nie jest coś, co ktoś zrobił raz w latach 70 i potem nikt tego nie zmienił – Iceman miał po drodze sporo kostiumów, ale obecnie już od wielu lat znowu gania w kąpielówkach. Bokserkach, jeśli akurat jest wietrzny dzień. I tak, kiedy jest w swojej lodowej postaci – nie ma problemu. Ale kiedy nie jest, ktoś naprawdę powinien mu zwrócić uwagę.

Dwie uwagi na marginesie. Po pierwsze, zwróćcie uwagę na niekonsekwencję w portretowaniu Icemana. Czasami jego ubrania zamieniają się w lód / pokrywają się lodem, czasami nie. Ten brak konsekwencji a propos tego, jak moce postaci działają bądź nie działają na jej kostium jest powszechny, i jeszcze wróci w tym odcinku.

Po drugie, ten Iceman którego slipki nie są problemem, bo prawie nigdy nie widzimy go nie korzystającego z mocy to element niezrozumiałego dla mnie trendu, by unikać przedstawiania X-Men w cywilu. Choćby siedzieli w kuchni Instytutu przy śniadaniu, i tak będą w uniformach.

Wracając do majtek jako jedynego elementu kostiumu – mam nadzieję, że nie muszę was przekonywać, że to głupie? Rysownicy unikają problemu, starając się nie rysować Icemana w ludzkiej postaci, tyle że to jest właśnie to – unikanie problemu, a nie rozwiązanie. Nawet jeśli widzę go wyłącznie w lodowej formie, czytając komiks wiem, że kiedyś przecież musi wrócić do ludzkiej postaci.

A skoro o tym mowa, niejako w ramach kontry – kolejny bohater, który często biega w bokserkach, dla którego nie jest to jednak taki problem.

3.jpg

Ben Grimm zazwyczaj nie może wrócić do ludzkiej postaci. Nie ma możliwości, że zostanie na środku ulicy w samych gaciach, a skoro nie ma takiej możliwości – nie ma problemu. Oczywiście, para szortów to wciąż nie jest dobry kostium. I tak, Thing nie potrzebuje dobrego kostiumu, bo ma dobry, charakterystyczny wygląd, ale mimo wszystko – mógłby go mieć. Zresztą czasami go ma – zdarzało się, że nosił to samo, co inni członkowie Fantastycznej Czwórki. A jednak prędzej czy później zawsze wraca do szortów.
Ale Thing zawsze jest kamiennym potworem, w przeciwieństwie do Icemana. I Colossusa. 

Colossus, jak wiadomo, może się zmienić w "organiczną stal". Zazwyczaj nosi kostium, który to podkreśla. I dopóki jest w opancerzonej formie, wszystko jest dobrze.

4.jpg

Gorzej, kiedy wróci do swojej zwykłej postaci. Nawet w zaktualizowanej wersji powyższego klasycznego kostiumu, która zadebiutowała w Astonishing X-Men Whedona i Cassaday’a, Colossus wygląda jak skrzyżowanie komunistycznego gimnastyka z kapitalistycznym striptizerem.

5.jpg

Czasami w dyskusjach o kostiumach superbohaterek pojawia się argument obrońców oszczędnych strojów typu bodypaint brzmiący: „przecież superbohaterowie też noszą obcisłe, podkreślające ich ciała stroje”. Klasyczny kostium Colossusa – i czerpiące z niego kolejne wersje – są jednymi z bardzo niewielu przykładów świadczących o tym, że ten argument nie jest kompletnie pusty. Co oczywiście nie zmienia tego, że to w dalszym  ciągu złe kostiumy. 

Colossus oczywiście miał również lepsze, bardziej sensowne kostiumy, ale przecież nie o tym jest ten tekst. Na razie pokazuję co się dzieje, gdy rysownik projektuje strój tak, by jak najlepiej akcentował charakterystyczny wygląd lub moc postaci – kompletnie przy tym nie myśląc o tym, by strój spełniał swoją podstawową funkcję, czyli sprawdzał się jako strój.

Ciekawym przypadkiem postaci, której strój z jednej strony nie ma znaczenia, z drugiej – jest (a przynajmniej kiedyś była) o nim ciągle mowa, jest Husk z X-Men. Siostra Cannonballa jest metamorfem, może zmienić swoją skórę w dowolną substancję. Żeby odsłonić nową skórę musi zrzucić poprzednią. Działanie jej mocy jest tak gwałtowne, że przy okazji niszczy jej ubranie. Nawet specjalny superbohaterski kostium z niestabilnych molekuł Reeda Richardsa nie może się temu oprzeć.

6.jpg

Nie licząc wszystkich sytuacji, gdy rysownik postanowi inaczej. Pamiętacie co pisałem o braku konsekwencji w przedstawianiu działania mocy na ubranie? No właśnie. Moc Husk jest widowiskowa, pozwala jej zmienić się w kamień, stal, drewno, gumę, magmę i wiele innych, dając rysownikowi pole do popisu. Tyle tylko, że gdy Husk korzysta ze swojej mocy, technicznie rzecz biorąc jest naga. W starych historiach z Generation X zawsze było to uwzględnione gdy wracała do ludzkiej postaci. Śmiechu było co nie miara. Obecnie Husk jest jedną z kilkudziesięciu X-Men z trzeciego lub nawet czwartego szeregu, więc jeśli w ogóle się pojawia, to w tle jakichś zbiorowych scen akcji, a kwestia jej ubioru lub jego braku jest dyskretnie przemilczana. Mimo to mamy do czynienia z postacią która technicznie rzecz biorąc regularnie walczy nago, i szczerze mówiąc byłem zdumiony tym, że wielu rysowników bardzo dobrze sobie radzi z podkreśleniem bojowości Husk.

7.jpg

Ale, oczywiście, co jakiś czas trafi się taki, który woli podkreślić jej nagość.

8.jpg

To zaś przywodzi mi na myśl Mystique. To kolejna postać, która technicznie rzecz biorąc cały czas jest naga – w końcu tylko zmienia swój wygląd tak, by wydawało się, że jest ubrana – a jednak nie wpadła w pułapkę w którą dość regularnie wpada Husk. Jej techniczna nagość nie jest wykorzystywana, by ją seksualizować – i to pomimo jej rodowodu femme fatale i powtarzanych co jakiś czas prób. Moim zdaniem wyjaśnienie tkwi w sile jej designu.

9.jpg

Czy nosi się na biało czy na czarno, Mystique po prostu wygląda lepiej – ciekawiej – ubrana w kostium który przełamuje jednolity niebieski kolor jej skóry. Rysownicy dobrze zdają sobie z tego sprawę – dowodem niech będzie to, że po sukcesie filmu "X-Men" próbowano przenieść do komiksów jej filmowy wygląd, ale zostało to zignorowane przez wszystkich kolejnych twórców.

10.jpg

Komiksowa Mystique pozostała uparcie ubrana. Przynajmniej jeśli zignorujemy historię "Get Mystique" Jasona Aarona – albo uznamy ją za to, czym była: jednorazowy, pozbawiony uzasadnienia odchył od normy.

11.jpg

Mystique jest więc postacią stojącą w kontrze do tezy dzisiejszego odcinka – pomimo charakterystycznego wyglądu zaopatrzono ją również w całkiem niezły kostium, który najwyraźniej wytrzymał nie tylko próbę czasu, ale i mniej lub bardziej szalone próby  by go zrewolucjonizować. Na marginesie, jestem również zdumiony, że 37 lat po debiucie Mystique wciąż biega z czaszką u szczytu czoła. To taki absurdalny dodatek. Wydaje mi się, że nawet w 1978 motyw czaszki jako symbol tego, że czarny charakter jest zły, bez żadnego dodatkowego uzasadnienia, musiał się wydawać staroświecki.

Tyle wystarczy o Mystique, ale trzymajmy się postaci w jej typie – o niezwykłym wyglądzie, który rysownicy chcą jak najlepiej pokazać. Przez "najlepiej pokazać" mam na myśli "pokazać jak najwięcej".

12.jpg

Greer Grant zadebiutowała w 1972 jako pozbawiona nadludzkich mocy, ubrana w zakrywający ją od stóp do głów kostium superbohaterka The Cat. Dwa lata później przeszła mistyczną transformację w pół-kobietę, pół-tygrysicę, przyjęła pseudonim Tigra i zaczęła walczyć z przestępczością ubrana jedynie w bikini. I żyli długo i szczęśliwie, koniec.

Nie, serio, koniec. Tigra walczy w kostiumie kąpielowym. Czasami występuje w pełni ubrana, kiedy akurat jest w cywilu, ale kiedy ma się rzucić w wir walki wybiera bikini. Jedyną alternatywę znalazłem w komiksach z linii Marvel Adventures, skierowanej do młodszych czytelników.

13.jpg

Jednoczęściowy kostium kąpielowy. Upierałbym się, że do kostiumu superbohaterskiego wciąż trochę brakuje, ale mniejsza o to. To i tak krok w dobrą stronę – ale też praktycznie każda zmiana byłaby krokiem w dobrą stronę.

14.jpg
Pro tip: nie mylcie Tigry [Marvel, debiut: 1972 <kobieta> / 1974 <kobieta-tygrys>] z Cheetah [DC, debiut: 1943 <kobieta> / 1985 <kobieta-gepard>]

Oczywiście, Tigra jest tylko jedną z wielu postaci, przy projektowaniu których ktoś powiedział "wygląda jak człowiek z pewnymi zwierzęcymi atrybutami… ok, fajrant, idę na kawę" i nie zastanawiał się dalej. Wszyscy przecież pamiętamy Mammomaxa.

15.jpg
Nie?

16.jpg
No przecież – Mammomax! Marvelowy człowiek-słoń! Nie? Mammomax? Nic?

Mammomax jest mutantem, krótkoterminowym członkiem Bractwa Złych Mutantów. Jego kostium superzłoczyńcy składa się z pary spodni. I wierzcie lub nie, Mammomax i tak miał więcej szczęścia niż Beast.

17.jpg

Gdy tylko najbardziej rozpoznawalną cechą Beasta stało się "niebieski, chyba pokryty futrem, trochę jak małpa?", praktycznie natychmiast dołączył do elitarnego klubu bohaterów noszących super-slipki i nic więcej. Czy to jako X-Man czy Avenger, jego najbardziej klasyczny kostium składy się z pary majtek. Czasami bokserek. Kiedy Cassaday aktualizował klasyczne kostiumy (patrz wyżej, przy okazji Colossusa) dał Beastowi krótkie spodnie z wielkim iksem na kroczu.

18.jpg

Całkiem lubię rysunki Cassaday’a w Astonishing X-Men, ale poważnie wątpię w jego umiejętności gdy przychodzi do projektowania kostiumów. Przy okazji, zwróćcie uwagę, że spodnie kończą się zaraz za kolanami, za to z drugiej strony zdają się sięgać aż pod pachy.

Oczywiście, Beast bywał również ubierany w pełne kostiumy. To również nie kończyło się dobrze – kolejni rysownicy najwyraźniej nie mieli pojęcia, jak połączyć jego charakterystyczny wygląd z czymś wykraczającym poza majtki. Rezultaty…

19.jpg

…rezultaty mówią same za siebie. Paradoksalnie Beast wyglądał najlepiej, gdy po przemianie w tak zwaną "kocią formę" nosił mniej więcej to samo, co inni X-Men.

20.jpg

Beast z lewej nosi praktycznie ten sam strój, co prawie wszyscy bohaterowie New X-Men Granta Morrisona. Beast z prawej – spersonalizowany strój z czasów Utopii. Nie jest idealny – ma zdecydowanie za dużo iksów (w tym iks na iksie) – ale ładnie wyważa ubrane i odsłonięte fragmenty ciała. Z jednej strony Beast jest zdecydowanie ubrany, z drugiej – odsłonięte ramiona i stopy pokazują niebieskie futro, przypominają o dzikiej stronie postaci i tak dalej. Czyli jednak można.

Rzecz w tym, że postać nie potrzebuje zwierzęcych cech czy bajerów w rodzaju ognistej aury by być charakterystyczną. Czasami wystarczy odpowiednia sylwetka. Gdy w poprzednim odcinku pisałem o kostiumach z X-Factor vol. 3 wspomniałem, że ubiór Strong Guy’a jest nijaki, bo największe znaczenie ma jego wygląd fizyczny. Dla przypomnienia, oto Strong Guy:

21.jpg

Na powyższym kadrze Strong Guy jest narysowany wyjątkowo – jak na tę postać – realistycznie. Co jest w sumie wbrew koncepcji tej postaci – on nie ma wyglądać realistycznie, bo zanim zrozumiał i opanował działanie swojej mutacji (nie wchodźmy w szczegóły), górna połowa jego ciała przeszła groteskową przemianę. Z naciskiem na "groteskową" – Strong Guy jest kupą mięśni na relatywnie krótkich i cienkich nóżkach. Charakterystyczny wygląd dopełniają okularki i grzywka na wygolonej głowie. 

Ale zanim Strong Guy przebrał się w praktycznie rzecz biorąc cywilne ciuchy na łamach X-Factor vol.3, miał za sobą sporo tradycyjnie superbohaterskich kostiumów.

22.jpg

Praktycznie wszystkie były spektakularnie koszmarne. Z jednej strony, Strong Guy najczęściej służył za [i]comic relief[/i], więc głupio wyglądający kostium tylko to podkreślał. Z drugiej strony, podstawową cechą rozpoznawczą Strong Guy’a zawsze była jego sylwetka, więc rysownicy nie musieli się starać gdy przyszło do kostiumu.

Ale skoro jesteśmy przy charakterystycznie wyglądających mięśniakach, pora na najsilniejszego ze wszystkich.

23.jpg

Hulk jest wielki. Hulk jest napakowany. Hulk jest zielony.

24.jpg

Chyba, że akurat jest szary. Hulk nosi postrzępione spodnie – bo ubrania noszone przez zwykłego, słabowitego Bruce’a Bannera są za ciasne dla ogromnego Hulka. A przy okazji, postrzępione spodnie, ewentualnie rozchodzący się w szwach strzęp koszuli ładnie podkreślają, że Hulk jest dziki. Podkreślają to tak dobrze, że już od wielu lat gdy tylko twórcy chcą zakomunikować czytelnikom: "coś się zmieniło, to nie jest Hulk którego znacie" – ubierają go.

25.jpg
To jest kompletnie nie w temacie, ale: wesela i pogrzeby u superbohaterów zawsze są ciekawym pokazem mody. Mimo to Kapitan Ameryka zakładający maskę do fraka bije jakieś rekordy. Nie wiem jakie. Jakieś.

I choć marynarki zaskakująco dobrze leżą na Hulku, kiedy przychodzi do czegoś bardziej superbohaterskiego, rysownicy są w kropce. Kiedy Hulk pracował z Pantheonem, przez jakiś czas nosił brzydki brązowy kombinezon (patrz wyżej), później były to głównie zwykłe spodnie, pas i podkoszulek. I tyle. Sądzę, że to dlatego, że twórcy zdawali sobie sprawę z tego, że czego by na Hulka nie założyli – nie będzie to miało znaczenia. Hulk to Hulk. Jest wielki i zielony, i więcej nie potrzeba. Hulk jest tak charakterystyczny, że Peter David niebezpodstawnie nabijał się przed laty z wydawanego przez Image Dragona:

26.jpg
Peter David jest znakomitym scenarzystą. Który regularnie zamienia się w pięciolatka. Przykładów nie brakuje.

To nie znaczy, że Hulkowi nie można niczego sensownie dodać. W ostatniej dekadzie udało się to co najmniej raz. Tyle tylko, że choć przedstawiony na poniższym obrazku Hulk zdecydowanie jest w kostiumie, nie jest to kostium superbohaterski.

27.jpg

Ale w ramach historii "Planeta Hulka", gdy Hulk grał rolę gladiatora Maximusa czy kosmicznego Conana – był to kostium idealny. Wystarczy rzucić okiem, by mniej więcej załapać w czym rzecz. To bardziej przebranie niż ubranie, ale i tak – to bardzo udany design.

Na zakończenie chciałbym się przyjrzeć postaci, od której wszystko się zaczęło. Początkowo chciałem machnąć krótki, samopiszący się tekst, który byłby jej poświęcony, ale potem zacząłem myśleć o sprawie, przychodziły mi do głowy kolejne przykłady i jakoś to wszystko się rozrosło. A zaczęło się od postaci której wygląd nie zawiera żadnych spektakularnie nadludzkich elementów, jej moce nie mają na niego wpływu, a mimo to – jest to tak charakterystyczny wygląd, że gdy przychodzi co do czego i trzeba ją ubrać w kostium, rysownicy od czterdziestu lat robią co mogą i nic im nie wychodzi.

29.jpg

Mowa o Storm. Ororo Munroe ma fantastyczny wygląd, ale nigdy nie miała porządnego kostiumu – może z jednym wyjątkiem, o którym później. Zacznijmy od wyglądu. Niby nie zawiera żadnych rewolucyjnych elementów – wysoka kobieta o ciemnej skórze (dokładny kolor zależy od kolorysty, rozstrzał na przestrzeni lat bywał ogromny) i śnieżnobiałych włosach, z niezwykłymi oczami. Niby nic, ale wyszła kombinacja tak charakterystyczna, że Storm jest gdzieś w czubie najbardziej rozpoznawalnych X-Men – może nawet zaraz za "tym z pazurami".

Tytułem ciekawostki, zatrzymajmy się na chwilę przy oczach. Kiedy piszę "niezwykłych" nie chodzi mi tylko o to, że pokrywają się bielą gdy korzysta ze swojej mocy.

30.jpg

Oczy Storm są: niezwykle duże, niezwykle skośne, niezwykle niebieskie i zaopatrzone w kocie źrenice. Czasami wymiennie, bardzo rzadko – wszystko jednocześnie. Tyle tylko, że od lat większość rysowników najczęściej to wszystko ignoruje. Przez jakiś czas zresztą upowszechniło się rysowanie Storm z permanentnie białymi / pokrytymi bielą oczami, niezależnie od tego, czy akurat korzystała ze swoich mocy czy nie. Uzasadnienie dla skośnych oczu miało być chyba takie, że Storm miała nie mieć jednoznacznego etnicznie wyglądu, miała być "dzieckiem Ziemi", mieszanką wszystkich ras. Nie bardzo jest to uzasadnione jej pochodzeniem, nie wiem, czy miał być to owoc jej mutacji – tak czy inaczej trochę mi to brzmi jak wymówka, czemu nikt jej nie rysował z rysami twarzy charakterystycznymi dla mieszkańców Afryki. Co, swoją drogą, też jest w wypadku Storm problematyczne, i o tym również będzie później.

Kocie źrenice można z kolei bardzo łatwo wyjaśnić. Rysownik Dave Cockrum, twórca Storm (razem ze scenarzystą, Lenem Weinem), był wielkim fanem recyklingu. To znaczy – miał przygotowaną masę postaci, które zaproponował DC Comics. Oni ich nie chcieli. Wystarczyło trochę pomieszać i – proszę! Tak powstali All-New, All-Different X-Men, w tym Nightcrawler i Storm. W zasadzie przy Nightcrawlerze Cockrum nie mieszał ani trochę, Storm za to narodziła się z połączenia kilku konceptów – ale najwięcej zawdzięcza postaci, która miała nazywać się Black Cat.

31.jpg

32.jpg

Black Cat otrzymała fryzurę Quetzal i moce Typhoona – a i peleryna Typhoona przybrała kształt skrzydeł Quetzal – i tak powstała Storm. Kocie źrenice nie bardzo miały w jej wypadku sens, ale hej, jeśli Black Cat dobrze z nimi wyglądała, to po co mieszać.

Przejdźmy wreszcie do kostiumu. Czemu się go w ogóle czepiam? Bo od 40 lat rysownicy miotają się w tę i we w tę, próbując znaleźć design, który dodałby coś do wyglądu Storm – i nie udaje im się. Jak to, zapytacie, przecież Storm ma taki klasyczny kostium! Wszyscy go znamy – to ten czarny kostium z peleryną!

33.jpg

Chyba, że akurat jest biały.

34.jpg

Albo fioletowy.

35.jpg

W każdym razie zawsze odsłania wiele ciała. 

Chyba, że akurat tego nie robi.

36.jpg

No, ale pelerynę to ma zawsze, nie?

38.jpg

No właśnie.

Wierzcie mi, mógłbym to jeszcze kontynuować. Peleryna zazwyczaj formuje te podwójne skrzydła, ale czasami jest zwykłym pojedynczym płaszczem. Zazwyczaj jest przyczepiona do nadgarstków, ale nie zawsze. Storm czasami ma na głowie tę… tiarę? (Przyjmijmy, że to tiara, i nie wnikajmy w szczegóły.) Czasami jej nie ma. I tak dalej. Powyższe przykłady nie wyczerpują puli wszystkich kostiumów Storm – a i tak trzymam się wyłącznie głównego świata Marvela, nie wchodząc w niezliczone alternatywne uniwersa z ich alternatywnymi kostiumami. Rysownicy to wprowadzają rewolucję, to próbują przekształcić któryś z wcześniejszych pomysłów. I wychodzą im… znośne kostiumy. Niebrzydkie. Ale po tym, że cały czas próbują coś zmienić, wnoszę, że dzielą moje przekonanie, że żaden jeszcze nie trafił w punkt. No, zdarzyło się raz – o czym za moment.

Teraz wróćmy jeszcze na moment do tiary. Ma ona zdaje się symbolicznie nawiązywać do afrykańskich korzeni Storm – pal sześć, że nie znalazłem żadnego śladu sugerującego, by gdziekolwiek w Afryce nosiło się coś podobnego, niezależnie od okazji. Należy pamiętać, że – jeśli internet mnie nie okłamuje – Storm była pierwszą czarnoskórą superbohaterką. I super. Tyle tylko, że przy okazji jest przykładem myślenia o Afryce jako o jednorodnym etnicznie i kulturowo regionie. Zresztą ten panafrykanizm znajduje też odbicie w biografii Storm – która, przy okazji i w ramach ciekawostki, jest Amerykanką z pochodzenia. Urodzona w Nowym Jorku córka amerykańskiego fotografa i kenijskiej księżniczki (jedyny kenijski monarcha jaki panował tam w XX wieku to zdaje się była przez chwilę Elżbieta II, ale najwyraźniej chodzi o "księżniczkę jakiegoś kenijskiego plemienia"), osierocona w Kairze, dorastała na ulicach tego miasta po czym - wciąż we wczesnej młodości – ruszyła na wędrówkę po Serengeti, gdzie była czczona jako boginka, zanim w końcu znalazł i zrekrutował ją biały człowiek – Charles Xavier.

Od czego by tu zacząć… Zerknijmy na mapę – gdzie Kair, gdzie Serengeti? Pomyślmy o wiosce murzynów czczących boginkę i pomocnej dłoni białego człowieka, i umówmy się, że ta historia nie zestarzała się najlepiej. I w zasadzie nawet w latach siedemdziesiątych ktoś powinien był to zauważyć. Swoją drogą spodobało mi się zeszłoroczne przepisanie tej historii autorstwa Grega Paka, w interpretacji którego mieszkańcy wioski dobrze wiedzieli, że Storm była wtedy trochę zwariowana, ale że była wariatką sprowadzającą deszcz, postanowili być dla niej mili i nie wyprowadzali jej z błędu.

Ojej, od dawna nie było żadnego obrazka. No dobrze, miało być o tym jednym razie, gdy twórcom udało się coś skutecznie dodać do oryginalnego designu Storm. Zaskoczenia raczej nie będzie.

39.jpg

To, co udało im się dodać, to przekaz "jestem twarda". Zrobili to mało subtelnie, ale skutecznie. Na pierwszy rzut oka widać, że to strój odpowiadający swoim czasom (1983), przez co nie zestarzał się najlepiej (chociaż punk podobno jeszcze nie umarł). Miał radykalnie odmienić wizerunek Storm i zrobił to, przez kolejne pięć lat trwale zapisując się w pamięci czytelników. I chociaż było to praktycznie rzecz biorąc cywilne ubranie służące za kostium superbohaterski, to design ten stał się ikoniczny. W związku z czym aż trudno uwierzyć, że Marvel tak długo opierał się przed zrecyklingowaniem go. Sięgnięto po niego dopiero w 2012 roku. Nie, nie po skórzane spodnie, bezrękawnik i ćwiekowaną obrożę – nie bądźmy śmieszni, przecież to by było passé.

40.jpg

Za pierwszym razem irokez miał mówić "jestem twarda". Nie jestem stuprocentowo pewien, jaki był zamysł twórców którzy postanowili przywrócić Storm tę fryzurę, ale wyszedł im przekaz "jestem rozwódką" – wizyta u fryzjera (w tej roli Wolverine; nie, serio – ogolił ją do skóry jednym machnięciem pazurów; tak, serio!) nastąpiła po rozpadzie jej małżeństwa z Black Pantherem. Więc wyszło to dziwnie.

Sam kostium jest… ok. Jak wszystkie inne. Na pewno projektantowi (Kris Anka) należą się punkty za oryginalność – poza podwójną peleryną jest to zupełnie nowy krój. Schemat kolorystyczny też jest nowy, głównie dlatego, że ten kostium nie powstał w próżni – Storm dostała go na łamach Uncanny X-Force vol. 2, gdzie większość drużyna biegała na czarno-szaro. Komiks pociągnął kilkanaście numerów zanim go zamknięto, zespół został rozwiązany, a Storm została z kostiumem który spodobał się innym twórcom i obecnie jest jedynym strojem, w jakim Ororo się pojawia. I jest ok. Po prostu nie czuję, by cokolwiek dodawał do jej designu (i jestem przekonany, że irokez powinien był pozostać w latach 80, gdzie jego miejsce).

Rzecz w tym, że nie ma w tym nic złego. I jeśli ten odcinek Superszwalni ma mieć jakiś morał, to właśni taki. Jeśli postać ma dobry, charakterystyczny wygląd, sprawdzający się w komiksie i zapadający w pamięć – nie ma nic złego w tym, by ubrać ją w nieco niejaki kostium. Lepiej, by wygląd postaci był jej jedyną rozpoznawalną cechą, niż na siłę próbować przebić wygląd kostiumem.

Przede wszystkim zaś trzeba pamiętać o tym, by kostium – choćby był nijaki – miał sens. W skrócie: majtki to nie kostium. Nawet Hulk nosi spodnie! Żaden superbohater nie powinien mieć pary slipek jako kostiumu.

Chyba, że mówimy o Creeperze.

41.jpg

Ale nawet Creeper wie, że do majtek wypada dobrać odpowiednie akcesoria.

Krzycer
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.