Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Star Wars vol. 2 #1 - Undercik

Gwiezdne Wojny wróciły do Marvela. Jak zatem wypadł pierwszy numer najnowszej serii spod znaku Star Wars?
starwarslong.jpg

Gwiezdne Wojny godnie wróciły do Domu


Kompletnie się tego nie spodziewałem. Jason Aaron mnie kupił. 

Do najnowszej odsłony Star Wars podchodziłem z ostrożnością. Fakt, że poprzednia moja próba dorwania się do komiksowych Gwiezdnych Wojen (Star Wars Briana Wooda)zawiodła, nie nastrajał mnie optymistycznie. Owszem, Marvel postawił na najlepszych scenarzystów i mocno wypromował powrót serii na łamy Domu Pomysłów, ale po prostu uznałem to za fakt, że Disney chciał mieć tą markę pod swoimi skrzydłami i nie ma co się napalać. Sam numer zamówiłem dopiero 12 stycznia. Ostatecznie poniosła mnie ta przeogromna machina promocyjna i nie żałuję.

Tak bardzo nie żałuje, że od razu po lekturze po prostu chciałem się podzielić ze światem swoim zadowoleniem ze Star Wars vol. 2 #1. Mało któremu komiksowi się to udaje, a ten po prostu na to zasłużył. Jason Aaron może nie stworzył nie wiadomo jakiej fabuły, nie zasiał nie wiadomo jakiej ilości wątków, nie stworzył cliffhangera który sprawiłby, że opadnie mi szczęka. Jason Aaron po prostu napisał Gwiezdne Wojny. Tak, Gwiezdne Wojny, nie jakieś fanowskie opowiadanie, a stare, dobre i kultowe Star Wars. Czuć na kilometr klimat oryginalnej trylogii. O matko, cieszyłem się jak dziecko w czasie lektury. Automatycznie czytając dialogi, wiedziałem, że to dokładnie te postacie, które pokochałem podczas seansów jako dzieciak. Chociaż nie wiem czy dzieciak. Jeju, nie pamiętam pierwszego zetknięcia z "Gwiezdnymi Wojnami". Ale wróćmy do komiksu. Cały "duch" filmów został przeniesiony na strony komiksu. Ja po prostu słyszałem w głowie głosy danych postaci, kiedy czytałem ich kwestie. Do tego sama historia idealnie wpasowuje się w gwiezdno wojenne klimaty. Może i za bardzo nie wnikałem w Expanded Universe i zagorzali fani stwierdzą, że się nie znam, ale każdą część oryginalnej trylogii oglądałem kilka razy i zawsze się świetnie bawiłem. To chyba wystarczy, aby wiedzieć czy utrzymano klimat?

Nawet John Cassaday, do którego się ostatnio zraziłem, stworzył swoje najlepsze prace od czasu kultowego już Astonishing X-Men vol. 3. Owszem, nie wszystkie panele wyglądają idealnie, jest kilka niedociągnięć, głównie na twarzach postaci. Na szczęście nie mogę artyście zarzucić tego, o co często obarcza się Fincha czy Cheunga – po twarzy nie widać co to za postać. Co prawda dużo postaci do odróżniania nie ma, ale muszę przyznać, że Cassaday się do tego przyłożył. Nie zawsze z idealnym efektem, ale jest to zdecydowana ucieczka od syndromu takich samych twarzy u każdego bohatera. Zresztą sami przyznacie – gdyby nie kostiumy, to nie odróżnialibyście większości superbohaterów. Powalają za to wnętrze, zewnętrza i różne obiekty martwe. Niektóre panele wręcz zachwycają liczbą detali. Widać, że rysownik starał się, aby dać z siebie wszystko. 

"Czy warto?" - To nie jest dobre pytanie. "Na co jeszcze czekacie?" - o to Was pytam. Jeżeli lubicie oryginalną trylogię "Star Wars", to nie macie z czym zwlekać. Kupujcie i czytajcie.

Dominik "Undercik" Nowicki


starwarsundercik.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.