Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal Special #3 (250)

Przyszedł ten moment, w którym Living Tribunal doczekał się kolejnego okrągłego numeru. Tak samo jak w ostatnim wydaniu specjalnym, skupimy się na komiksach z poza Domu Pomysłów. W środku: Alex + Ada TP vol 1, Andre the Giant: Life and Legend, Atomic Robo vol. 1: Atomic Robo and The Fightin' Scientists of Tesladyne TPB, Dungeons and Dragons: Fell's Five HC, Niedoskonałości, The Fuse TP vol 1: The Russian Shift, The Wrenchies oraz Through the Woods HC.

Alex + Ada TP vol 1alexada
Scenariusz: Jonathan Luna, Sarah Vaughn
Rysunki: Jonathan Luna
Okładka: Jonathan Luna
Liczba stron: 128
Cena: 12,99$
Data wydania: 16.07.2014
Zawiera: Alex + Ada #1-5
Wydawnictwo: Image Comics

Undercik: Image w ostatnich dniach wrzuciło sporą paczkę komiksów na Humble Bundle i nie omieszkałem skorzystać, szczególnie, że komiks Alex + Ada miałem już dawno w planach. Muszę przyznać, że się nie zawiodłem, tylko zaczyna mi być żal, że pewnie kolekcje tego komiksu zacznę od drugiego tomu. Chyba poczekam na jakąś wersję Deluxe. 

Wróćmy jednak do samego komiksu. Dostajemy w nim historie mężczyzny, który dostaje w prezencie nowoczesnego androida, który praktycznie odwzorowuje człowieka. Tylko z małą różnicą - taki android nie posiada wolnej woli i jest zaprogramowany, aby odpowiadać na każde skinienie właściciela. Tak oto dostajemy komiks opowiadający o różnicach między ludźmi a robotami, o technikach jakie stosują korporacje, o przekazie medialny, czy o wolnej woli. Jednak to na to ostatnie jest położony największy nacisk i muszę przyznać, że cała sytuacja jest przedstawiona niezwykle dobrze. Czuć, że w danej sytuacji mielibyśmy podobne dialogi, czy poglądy wygłaszane przez różne osoby. To po prostu rozprawa nad wolną wolą i spokojnie można odnieść ją nie tylko do androidów ale do życia codziennego. Akcja prowadzona jest w odpowiednim tempie, co prawda niektóre rzeczy mogłyby być bardziej rozbudowane, ale nie na tyle, aby robić dla tego dodatkowy numer. Skrócenie przebiegu fabuły, byłoby zaś ogromną krzywdą dla komiksu.

Niestety o rysunkach nie mogę wypowiadać się w samych superlatywach. Są ładne, ale strasznie sterylne. Bardzo, ale to bardzo sterylne. Przeszkadza to trochę w odbiorze, chociaż można zwalić to na fakt, że akcja rozgrywa się w przyszłości i wynika to z obecnej w tym czasie sytuacji. Tyle, że to takie szukanie usprawiedliwień na siłę. Za to bardzo podobał mi się projekt pudełka androida, który jest przemyślany i utrzymany w duchu minimalizmu. Pasuje to do obecnego pakowania m. in. projektów Apple. Niby to tylko taki drobny szczegół, ale potrafi ucieszyć, chociaż jestem pewien, że nie każdego.

Alex + Ada to dobry komiks i pewnie w przyszłości sięgnę po kolejny tom, ponieważ po prostu chce się dowiedzieć jak się potoczy dalej sytuacja i jaki jest plan na tę serię. Ode mnie mocne cztery na pięć.

Uwaga: Recenzja napisana na podstawie wydania cyfrowego zakupionego na stronie Humble Bundle.

lt_4pts.png



lt250b.jpgAndre the Giant: Life and Legend 
Autor: Box Brown
Liczba stron: 240
Cena: 17.99$
Wydawnictwo: First Second

Rodzyn: "Andre the Giant: Life and Legend" to biografia Andre Rene Roussimoffa, jednego z najbardziej rozpoznawalnych wrestlerów w historii, znanego także ze swego udziału w kilku produkcjach filmowych i serialowych. Chorował na gigantyzm, miał 2,24 m wzrostu i 240 kg wagi. Lekarze nie dawali mu szans na dożycie czterdziestki. To są fakty i również w powieści graficznej Boxa Browna tylko potwierdzone historie znajdą swoje miejsce. Czemu akurat o tym wspominam? O Andre the Giant i jego olbrzymich rozmiarach powstało tyle legend i nieprawdziwych opowieści, że selekcja historii w tym przypadku była równie trudna co tworzenie rysunków. Autor tego komiksu, Box Brown, świetnie sobie z tym poradził i na końcu dzieła znaleźć można obszerną bibliografię. 

Trzeba zaznaczyć, że nie jest to pełna biografia Roussimoffa, ale jej kompletne przedstawienie na pewno nie było celem Browna. Box rozpoczyna swoją historię wraz z młodością Andre (jak się okazuje, wożonego do szkoły przez Samuela Becketta, autora "Pożegnania z Godotem"), pokazuje początki jego kariery, kolejne sukcesy i w końcu koniec walk i śmierć tej wielkiej gwiazdy. Każdy z tych etapów jest ledwie zarysowany. Można mieć więc zarzuty, że komiks mógłby być dłuższy, ale mam wrażenie, że celem Browna było przede wszystkim pokazanie tragizmu tej postaci, jej życia z chorobą, a to się twórcy świetnie udało osiągnąć na tych ponad dwustu stronach. 

"Andre the Giant: Life and Legend" to nie tylko intersująca historia, ale również rysunki. Box Brown jako artysta niezależny operuje stylem cartoonowy. Jego rysunki mógłbym porównać do tych tworzonych przez naszego rodaka, Jakuba Grocholę, bo takie było moje pierwsze skojarzenie. Na pewno taki styl, przynajmniej mnie, nie przeszkadza w odbiorze historii, a nawet pasuje do wielu humorystycznych fragmentów biografii Andre. Nawet sceny walk wyglądają tu bardzo dynamicznie, a Brown poświęca im niemało miejsca. 

Skoro sięgnąłem po to dzieło, mogłoby się wydawać, że jestem fanem wrestlingu. Nic bardziej mylnego, nigdy za nim nie przepadałem, chociaż mam wielu znajomych, którzy go oglądali lub wciąż oglądają. Nie podzielam więc miłości Box Browna do tych widowisk, o której wspomina w swym wstępie, ale mimo to jego dzieło czytało mi się bardzo dobrze i dzięki lekturze mogłem choć trochę zrozumieć, co niektórzy widzą w wrestlingu. 

Kto więc bardzo dobrze zna biografię Andre, nie znajdzie tu nic nowego, ale i tak polecałbym takim osobom lekturę tego dzieła, by zobaczyć jak jeden z fanów tego wielkiego wrestlera poradził sobie z tematem. "Andre the Giant: Life and Legend" to ciekawa i interesująca powieść graficzna i warto do niej zajrzeć, by poznać Andre Rene Roussimoffa, znanego jako Eiffel Tower, Giant Machine, The Eight Wonder of the World, a przede wszystkim jako Andre the Giant. 

lt_45pts.png



lt250c.jpgAtomic Robo vol. 1: Atomic Robo and The Fightin' Scientists of Tesladyne TPB
Scenariusz: Brian Clevinger 
Rysunki: Scott Wegener 
Okładka: Scott Wegener 
Data wydania: 11.06.2008 
Liczba stron: 180 
Cena: 18,95$ 
Zawiera: Atomic Robo #1-6 
Wydawnictwo: Red 5 Comics

S_O: Nikola Tesla był szalonym geniuszem, którego potrzebowaliśmy. 
Wyobraźcie sobie nasz świat, z tą różnicą, że w latach dwudziestych XX wieku Tesla postanowił skupić się na stworzeniu sztucznej inteligencji. Jestem pewien, że efekt końcowy byłby całkiem podobny do tego, co Brian Clevinger i Scott Wegener przedstawili w swojej serii o Atomic Robo. Zaprezentowany światu w 1923 jako pierwsza autonomiczna sztuczna inteligencja (napędzana atomowo), Atomic Robo stał się od tamtej pory ważną postacią w historii świata, przemierzając Ziemię (i nie tylko) i walcząc z naukowymi aberracjami na czele swoich Walecznych Naukowców Tesladyne. Uzbrojony w super-silne robo-ramiona, genialny intelekt i cięty język, Robo już przeszło 90 lat spędza na dawaniu po łbie wszelkiej maści potworom, robotom i szalonym geniuszom, z typu tych, których nie potrzebujemy. 

Tom pierwszy jego przygód (z dziewiątym mającym wyjść na dniach w momencie, w którym to piszę) jest, oczywiście, wprowadzeniem w postać. Oznacza to, że nie znajdziemy tu jednej, dłuższej historii, jak w większości kolejnych tomów, a "jedynie" długie na dwadzieścia stron pocztówki z najróżniejszych przygód Robo – od jego pierwszej misji dla Stanów Zjednoczonych w 1938, dzięki której zyskał obywatelstwo, poprzez wyprawę na Marsa wraz z sondą Viking w 1975, aż po walkę z napędzaną parowo i uzbrojoną w solarny promień śmierci piramidą w Egipcie w 2007. Nie jest to minus, choć trzeba przyznać, że skakanie w te i wewte po większości XX wieku (i kawałku XXI) jest nieco uciążliwe. Nadal jednak – sardoniczne poczucie humoru głównego bohatera to rekompensuje. No i mamy szansę poznać jego pierwszego arcywroga – Barona Heinricha von Helsingarda – i nacieszyć się gościnnymi występami Carla Sagana i Stephena Hawkinga (który jest gnojkiem, najwyraźniej), a nawet, w dodatkowych historiach, Thomasa Edisona i ducha Grigorija Rasputina. 

Jeśli opis fabuły nie nasunął Wam jeszcze skojarzeń z Hellboyem, kreska Scotta Vegenera, inspirowana pracami Mignoli, na pewno to zrobi. Prosta, nieco kreskówkowa, ale estetyczna i pełna życia, świetnie psuje do atmosfery tworzonej przez skrypt i jest jego idealnym uzupełnieniem. Dodatkowe, kilkustronicowe historyjki ilustrowane przez plejadę artystów o całkiem różnych stylach również nie odpychają. 

Co do dodatków: Poza wspomnianymi historyjkami (których raczej nie można tak określić, skoro pojawiły się w oryginalnych zeszytach) i zwyczajową galerią okładek, otrzymujemy także kilka stron concept artów przedstawiających powolną ewolucję wyglądu tytułowego bohatera, a także krótkie spojrzenie na jego specyfikację techniczną... dokonaną przez zainteresowaną jego tajemnicami sekretną organizację, która stanie się ważnym graczem w kolejnych tomach. Co samo w sobie jest ciekawym pomysłem na przedstawienie nowego wątku. 

Reasumując: mimo drobnych problemów związanych z faktem, że jest to pierwsza odsłona przygód wygadanego robota, Atomic Robo and the Fightin' Scientists of Tesladyne jest lekturą godną polecenia dla każdego fana komiksów, które nie biorą się śmiertelnie poważnie, i zasługuje na jednego robota dającego po łbie trzem innym – czyli razem cztery – na pięć. 

lt_4pts.png



lt250d.jpgDungeons and Dragons: Fell's Five HC
Scenariusz: John Rogers 
Rysunki: Andrea Di Vito, Andres Ponce, Denis Medri, Guido Guidi, Horacio Domingues, JUANAN, Nacho Arranz Estevez, Vicente Alcazar 
Okładka: Wayne Reynolds 
Data wydania: 12.02.2014 
Liczba stron: 424 
Cena: 49,99$ 
Zawiera:Dungeons and Dragons #0-15 
Wydawnictwo: IDW 

S_O: Księga ta wypełniona jest wciągającą akcją i genialnym humorem. Krasnoludzkie rzemiosło. 
Pewnie ucierpi na tym mój nerdcred, ale nigdy nie grałem w D&D, a mój jedyny kontakt z papierowymi RPG ograniczał się do Warmłotka. Fragmenty tej serii jednak cały czas pojawiały się w tematach o zabawnych kadrach na pewnej stronie, o której nie wypada wspominać w dobrym towarzystwie, po bliższym spojrzeniu więc zdecydowałem, że muszę mieć tę historię na własność. Czemu? 

Na pierwszy rzut oka historia jest sztampowa i wypełniona erpegowymi kliszami: drużyna złożona z typowych ras i klas, które można zobaczyć podczas każdej sesji, krąży po świecie, poszukując przygód. Nie brzmi zbyt oryginalnie, prawda? Siła serii tkwi jednak w chemii, którą aż kipią interakcje między Człowiekiem-Wojownikiem Adrickiem Fellem, Elfem-Łowcą Varisem, Niziołkiem (Niziołką?)-Złodziejką Bree Three-Hands, Krasnoludem-Paladynem Khalem Khalundurrinem (dorabiającym na boku jako poeta) a Diablęciem-Czarnoksiężniczką Tishą Swornheart (przepraszam czytających to fanów D&D za prawdopodobne okaleczenie terminologii). Każda z postaci jest też genialnie poprowadzona i każda z nich posiada własną historię i motywacje, które przyjdzie nam poznać (lepiej bądź gorzej – w związku z zawieszeniem serii po wsze czasy nie będzie dane nam na przykład dowiedzieć się, za jakie grzechy drużyna musi się męczyć z Bree). Nie znajdziemy tu też górnolotnego języka, w którym lubują się postacie z książek fantasy – jak sam scenarzysta wyjaśnia we wstępie, poszukiwacze przygód w Zapomnianych Krainach to w większości klasa pracująca i rozmawiają oni dokładnie tak, jak moglibyśmy się od nich spodziewać. Konkretnie – dialogi są całkiem podobne do tego, co można usłyszeć przy stole podczas typowej sesji. Tak samo wiele z wydarzeń, które przedstawia seria, wywoła wśród graczy uczucie deja vu – przygody nieodmiennie prowadzące do jaskiń i katakumb, wymyślone na szybko plany, sytuacje zmieniające się ze złych na gorsze... Niejednokrotnie spotkałem się ze stwierdzeniem, że komiks ten czyta się tak, jakby był on nowelizacją typowej szalonej sesji. 
Dodatkowy atut jest taki, że jest to jeden z niewielu przypadków, w którym nagłe, przeczące zdrowemu rozsądkowi zbiegi okoliczności, pozwalające naszym bohaterom na zwycięstwo, są usprawiedliwione – w końcu naturalne dwudziestki się zdarzają. 

Ktokolwiek zna kreskę Andrei DiVito, choćby z czasu, gdy ilustrował on Annihilation, wie, że w kwestii grafiki nie ma się czego czepiać – przynajmniej w tych częściach wydania, nad którymi pracował on. W związku z napiętym terminarzem rysownika często trzeba było bowiem korzystać z pomocy zastępców (co widać choćby po ich liście powyżej) – czasem kreska mogła zmienić się nawet w połowie historii. Żaden z artystów nie jest ZŁY, ale jest to rażące mimo wszystko. 

A teraz coś dla zapalonych graczy: w historii znajdziemy nie tylko najbardziej popularne rasy kojarzone z fantasy od czasów Tolkiena – w końcu nawet w drużynie znajduje się Tiefling (już pal licho, jak się to tłumaczy), a w czasie swych przygód nasi bohaterowie spotkają się nie tylko z orkami, Eladrinami, smokami, drowami czy gnomami – znajdziemy tu też Beholdery, Kruthiki, Bulettę, a nawet Fomorianina i jego seneszala, Rakshasę (i tak, rysownicy pamiętają o odwróconych dłoniach). Możecie się ekscytować. 

Co więcej: jeśli po przeczytaniu tomu najdzie Was ochota na sesję, wydawnictwo umożliwiło odtworzenie kilku z przygód drużyny: do wydania, poza galerią okładek (a niektóre z nich nawiązują do klasyków komiksu), dołączono karty postaci całej głównej piątki (oraz dójki postaci drugoplanowych, na wypadek, gdybyście potrzebowali więcej magów) i opis niektórych z wydarzeń. Wyciągajcie więc swoje kostki. 

Krótko mówiąc: pełna akcji i humoru oraz ciekawych postaci, "Fell's Five" jest historią godną polecenia nie tylko fanom Dungeons and Dragons. Dla graczy jest to naturalna dwudziestka, dla wszystkich innych – mocne cztery kostki o dziwnej liczbie ścianek na pięć. 


lt_4pts.png


lt250h.jpg
Niedoskonałości 
Tytuł oryginału: Shortcomings 
Autor: Adrian Tomine 
Tłumaczenie: Agnieszka Murawska 
Wydawca: Kultura Gniewu 
Wydawca oryginału: Drawn & Quaterly 
Cena: 35,90zł 

Jakub Górecki: Adrian Tomine, autor "Niedoskonałości", wydanych przez Kulturę Gniewu w Polsce, mógł zaznaczyć się w pamięci czytelników komiksów jako autor zine'a "Optic Nerve", czy jedno z głośniejszych nazwyk w katalogu wydawnictwa Drawn & Quaterly (które notabene jest oryginalnym wydawcą "Niedoskonałości"). Poza komiksem funkcjonuje też jako autor przeróżnych ilustracji i okładek min. dla New Yorkera. 

Twórczość Tomine'a to głównie kameralne obyczajowe historie, które możemy zestawić z takimi filmami jak "Quiet City", czy "Medicine for Melancholy" (co by ograniczyć się do filmów wychodzących w podobnych latach co komiksy Tomine'a), wyraźnie zainspirowane np. Danielem Clowes'em. Historie te starają się być wiernym odbiciem życia w około autora, nie rezygnując z ciekawych społecznych spostrzeżeń, czego "Niedoskonałości" są przykładem idealnym. 

"Niedoskonałości" na przykładzie histori rozpadu związku Bena Tanaki, próbuje pokazać nam wiele odcieni życia młodych amerykanów azjatyckiego pochodzenia w dzisiejszym społeczeństwie. Historia przenosi się między problemami związanymi z przynależnością do jednej z wielu żyjących w stanach grup etnicznych, po problemy amerykanów łączące ich niezależnie od problemu przodków. 

To jest właśnie jedna z największych zalet "Niedoskonałości" (obok naprawdę wzorowej oprawy graficznej, idealnie współgrającej z klimatem historii), komiks ten pozwala nam na raz poznawać problemy nam kulturowo absolutnie obce, jak poczuć minimalną więź z bohaterem przez wspólnotę przeżyć charakterystycznych dla 20-30 latków w wielu miejscach globu. 

Osobiście polecałbym "Niedoskonałości" każdemu czytelnikowi, który potrzebuje (chociażby okazyjnie) dobrze napisanego dramatu w komiksie, dla czytelników już zaznajomionych z ofertą Kultury Gniewu (jak chociażby "Piekło i niebo" czy "Rany wylotowe"), oraz dla tych, którym wymienione wcześniej nazwisko Daniela Clowes'a już narobiło smaka. 

lt_45pts.png



lt250e.jpgThe Fuse TP vol 1: The Russian Shift
Scenariusz: Antony Johnson
Rysunki: Justin Greenwood
Okładka: Justin Greenwood
Data wydania: 27.08.2014
Cena: 9.99 $
Zawiera: The Fuse #1-6
Wydawnictwo: Image Comics

Undercik: Czekałem na ten moment już od jakiegoś czasu. Nie mogłem się doczekać, aby trafić na komiks od Image, który został wręcz stworzony dla mnie. W końcu się udało, a dodatkowo otrzymałem świetną historię.

The Fuse, bo o nim mowa, opowiada historię niemieckiego policjanta, który udaje się na wielką stację kosmiczną, znajdującą 22 tysiące mil nad Ziemią, aby tam kontynuować swoją pracę. Od razu wpada na ofiarę zabójstwa i poznaje swoją nową partnerkę. W pierwszym tomie dwójka stróżów prawa musi złapać mordercę dwójki Cabblersówm czyli lokalnych bezdomnych.

Tu trzeba przyznać, że Johnson spisał się idealnie. Stworzył dwójkę dających się lubić bohaterów, z których jeden jest świetnym nośnikiem dla widza, a drugi służy za ekspozycję. Wraz z biegiem fabuły poznajemy miejsce akcji, jego historię, sytuację polityczną, sposób pracy policji, czy lokalne życie. Dużym plusem jest to, że scenarzysta nie robi tego nachalnie i już na samym początku. Karty odkrywa powoli, tak aby czytelnik nie zgubił się od natłoku informacji.

Całość przypomina kolejny odcinek serialu proceduralnego o działaniu policji, jakich mamy na pęczki w amerykańskiej telewizji. Johnson nie wymyśla gatunku na nowo, ale za to wykorzystuje go do granic możliwości, tworząc niemal idealne dzieło. Dodatkowo stara się wyróżnić. Korzysta z nietypowego zestawu głównych bohaterów – czarnoskórego młodego Niemca i białej, relatywnie starej Rosjanki. Do tego przenosi akcję na gigantyczną stacje kosmiczną i umieszcza ją w bliżej nieokreślonej przyszłości. Dzięki temu ma dosyć dużą swobodę w kreowaniu świata, dzięki czemu nie otrzymujemy sztampy, kiedy autor korzysta ze sprawdzonej już formuły. Ciekawie prezentowana jest też wizja przyszłości, która na dobrą sprawę nie odbiega za bardzo od dzisiejszego świata. Oczywiście widać, że zaprezentowany świat jest bardziej rozwinięty, ale nie czuć jakiegoś zagubienia w zmianach, jakie dokonały się w tej przyszłości.

Oczywiście trzeba wspomnieć o stronie graficznej która jest przyjemna dla oka. Wpasowuje się też w mimo wszystko luźny klimat historii. Muszę tutaj szczególnie wyróżnić okładki serii. Są one dobrze zaprojektowane i przemyślane, a do tego idealnie wykonane. Bardzo podoba mi się ich stylistyka. Zresztą były one jednym z powodów, dla których zainteresowałem się The Fuse.

Moja ocena komiksu wynika z tego, że scenarzysta idealnie trafił w moje preferencje. Myślę jednak, że warto dać szansę  "The Russian Shift", ponieważ to naprawdę sprawnie napisany komiks. Johnoson umiejętnie korzysta z konwencji policyjnego producerala. 


lt_5pts.png



lt250f.jpgThe Wrenchies
Autor: Farel Dalrymple 
Liczba stron: 304 
Cena: 19.99$ 
Wydawca: First Second 

Rodzyn: "The Wrenchies" to komiks, który przyciągnął moją uwagę najpierw swoją okładką, a następnie opisem sugerującym opowieść o dzieciach/nastolatkach walczących z demonami w postapokaliptycznym świecie. Długo z lekturą nie zwlekałem i byłem zaskoczony tym, co w środku znalazłem. 

Opis fabuły, który powyżej zamieściłem, nie jest daleki od prawdy, ale jak się okazuje, dość banalnie ujmuje tematykę komiksu. Dalrymple dzieli historię na kilka rozdziałów, powoli łączących się ze sobą w spójną całość, której głównym bohaterem staje się Sherwood. Losy tego bohatera śledzimy w kilku etapach jego życia, a działo się w nim niemało: walki z potworami opanowującymi świat i znanymi jako Shadowsmen, podróże kosmiczne i podróże w czasie. Dorastający Sherwood zostaje zdefiniowany przez przemoc, narkotyki i nieustającą depresję. Czuje się niezrozumiany. Jego dalsze postępowanie jest próbą ucieczki przed starością i staje się życiem wydarzeniami z przeszłości. Przygody Sherwooda mogłyby okazać się jego narkotykową halucynacją, dziełem wyobraźni, wiele fragmentów ma charakter psychodelicznego snu. 

To co dla mnie jest siłą tego komiksu, to to co w pierwszej kolejności skłoniło mnie do jego lektury, czyli nastolatki umieszczone w dystopijnym i zniszczonym wojną świecie. Ich przygody nie związane jeszcze z postacią Sherwooda obejmują sporą część komiksu i czytało mi się je najlepiej. Bohaterowie są ciekawie ukształtowani, mimo młodego wieku wiedzą jak radzić sobie z otaczającą ich rzeczywistością. Nie przeraża ich mrok i zło, które opanowały świat. Wiedzą, że wkroczenie w dorosłość będzie dla nich jednocześnie wyrokiem śmierci, ale mimo to nie przestając walczyć. Z czasem zaczynają się orientować, że ich istnienie może być jedynie czyimś wymysłem. Poznają postacie, o których czytają komiksy, co jednak nie wzbudza w nich wielkiego zdziwienia, wydarzenia te stają się po prostu kolejnym elementem dziecięcej gry/zabawy. 

Całość to mieszanka wielu gatunków m.in. fantasy, science-fiction, horroru, komiksu superbohaterskiego. Pojawiają się tu także liczne nawiązania do innych dzieł popkultury np. Adventure Time. Dalrymple tworzy obszerne dzieło i widać, że nie ujął w nim wszystkiego co chciał - w jednym z wywiadów zapowiada historię, która skupiłaby się na kosmicznych przygodach Sherwooda, ledwo zarysowanych w "The Wrenchies". Mam wrażenie, że koncepcja na tę powieść graficzną zmieniała się w trakcie tworzenia, tematy, które artysta podejmuje, podobnie jak wiele przygód są ledwie zarysowane. Mimo to kolejne strony tworzą w miarę spójną całość. Tak jak przebieg historii, również rysunki Dalrymple mogą wydawać się momentami niedbałe, ale świetnie pasują do treści zawartej w tym komiksie. 

"The Wrenchies" nie są komiksem dla każdego. Niektórych odrzucać może wulgarność i przemoc jaka jest stałym elementem życia młodych bohaterów. Postać Sherwooda nie należy do postaci, które się lubi, wręcz przeciwnie, odraża. Styl Dalrymple jest oryginalny i nie wielu może się podobać. Warto jednak dać mu szansę, bo te trzysta stron to dobra lektura. 

PS. Tak jak recenzowany dziś przeze mnie "Andre the Giant: Life and Legend", również "The Wrenchies" zostało wydane przez wydawnictwo First Second. Polecam zapoznać się z ofertą tego niezależnego wydawcy.

lt_4pts.png



lt250g.jpgThrough the Woods HC
Autor: Emily Carroll 
Liczba stron: 208 
Cena: 21.99$ 
Wydawca: Margaret K. McElderlly Books 

Rodzyn: Chociaż "Through the Woods" jest debiutem Emily Carroll, z jej komiksami jak i pojedyńczymi rysunkami spotkałem się już nie raz. Nie trudno przejść obok nich obojętnie, bo artystka ta prezentuje charakterystyczny i ciekawy styl. 

Jej "Through the Woods" nie jest pojedyńczą historią, lecz zbiorem pięciu krótszych opowieści powiązanych jedynie pojawiającym się w każdym z nich motywem lasu. Cztery z nich są premierowymi dziełami, a piąte - "His Face all Red" - można znaleźć na stronie artystki (emcarroll.com). Nie jestem pewien, czy przeczytanie tej historii pokaże jaki poziom prezentuje cały zbiór, bo dla mnie nie była najlepsza, ale na pewno pomoże zorientować się, jaki klimat mają wszystkie opowieści. 

Nie chcę tu oceniać każdej historii osobno, choć wszystkie mają trochę inny ton. Mierzą się też z różnymi strachami, bo i Emily Carroll inspiruje się wieloma dziełami popkultury, legendami, podaniami i baśniami. Dzięki temu całość ma tajemniczy i magiczny charakter, jest pewnego rodzaju podróżą przez grozę i horror. Mrok i ciemność, początkowo nieobecne zaczynają pochłaniać bohaterów, część z nich doprowadzając na skraj szaleństwa. Pozostawienie w każdym z opowiadań otwartego zakończenia wprowadza uczucie niedpopowiedzenia, choć przy każdej historii chciałoby się poznać dalszy los postaci, nawet jeżeli prawdopodobnie nie będzie on najlepszy. 

Skoro już mowa o bohaterach, w każdym z opowiadań oprócz wspominanego już "His Face all Red", jest nim młoda dziewczyna. W "Our Neighbors House" jest to dziewczynka pozostawiona ze swymi siostrami przez ojca samotnie w domku w lesie, w "A Lady's Hands are Cold" młoda mężatka odkrywająca sekret swojego nowego mieszkania, w "My Friend Janna" nastolatka, która razem z koleżanką przeprowadza seanse spirytystyczne, a w ostatniej historii, "Nesting Place", jest to dziewczyna odwiedzająca dom swego brata i jego dziwnej narzeczonej. Emily Carroll tworzy jej jako silne postaci, które starają się sprostać wyzwaniom i zmierzyć się z tajemniczymi zmorami. 

Rysunki artystki świetnie dopasowują się do klimatu całego zbioru, są jednocześnie piękne, magiczne i mroczne. Zmory narysowane przez Carroll przerażają i pobudzają wyobraźnie. Paleta kolorów jest dość ograniczona i dotyczy to każdego z opowiadań, ale jednocześnie jest przy tym świetnie wykorzystana. Również dialogi stają się integralną częścią rysunków. 

"Through the Woods" polecałbym fanom grozy, bo Emily Carroll świetnie radzi sobie z tym tematem, zarówno pod względem scenariusza jak i rysunków. Na koniec mogę jeszcze ponownie polecić jej stronę emcarroll.com, by każdy mógł sprawdzić sobie jej inne dzieła przed lekturą jej debiutu. 

lt_45pts.png


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.