Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #384 (30.12.2014)

avalonpulse0.png
Wtorek, 30 grudnia 2014Numer 52/2014 (384)


Nadszedł czas na ostatni numer Pulse'a w tym roku. Najwięcej opinii zebrało się tradycyjnie wokół AXIS. 

24.12.2014


all-new_invaders_13@m.jpg
All-New Invaders #13 
Gil: Masakrycznie przegadany zeszyt. Nic, tylko dialogi między Makkarim (który, ostatnio jak sprawdzałem, miał czarne włosy, ale pewnie Marvel już zapomniał o serii Gaimana) a tą babą z Kree, która cierpi na ciężki przypadek liefeldowskiego zakleszczenia szczęki i chyba cały czas warczy przez zęby. Niestety, słów tu dużo, a treści niczego. Ot, przegląd faktów i anegdot o wszystkim i o niczym. Zupełnie jakby się spodziewali, że przed świętami nikomu nie będzie chciało się tego czytać. Trafnie przewidziane, ale i tak będzie 3/10. 

All-New X-Factor #18 
Gil: Było tu coś o egipskich bóstwach i chyba nawet Sunfire się przyłączył, ale, kurde, po paru stronach nie mogłem się już skupić na niczym innym, poza jednym pytaniem, albo raczej serią pytań, odbijających mi się w głowie jak echo: Po co?!? Dlaczego? W jakim celu? Za jakie grzechy? Po jaką cholerę? Jak? Czemu? Co autor myślał, kiedy tworzył tę scenę? I po co wracał do niej później? Całe szczęście, że wydarzyło się to off-panel, bo chyba musiałbym wyskrobać te obrazy z mózgu... A o czym mowa, zapytacie? No cóż, nazywając rzecz po imieniu, Danger wykorzystała seksualnie Cyphera. Może nie zgwałciła, ale z pewnością zdominowała, albo wręcz napastowała. I ten pomysł jest… po prostu durny. Sorry, Peter David – it sucks! Albo może nie jest to najlepszy dobór słów...? To może: Jumped the shark much? W każdym razie, pisanie o sztucznej inteligencji zainteresowanej tematem seksualności to jedno, a przechodzenie do czynu, to już zupełnie co innego. No bo – powtórzę się – po co? Żart był dobry, więc po co go zażynać? W dodatku metoda dość niesmaczną. Ja wiem, że seks się sprzedaje. Ja wiem, że to nawet nie pierwszy raz w Marvelu. Ja po prostu spodziewałem się czegoś więcej po moim ulubionym skrybie. A po tej taniej sztuczce zacząłem wątpić, czy kiedyś wróci do formy. Tak jak ten wspomniany rekin Fonziego, tak i ta scena może być symbolicznym początkiem końca. I nie mówię tu o końcu serii, który już jest pewien. Nie wiem, może ktoś inny odbierze to inaczej, ale dla mnie to była tak tania sztuczka, że dam 2/10. 
all-new_x-factor_18@m.jpg
Rodzyn: Bardzo dobry numer powoli kończącej się serii. Skończył się tie-in AXIS i seria wróciła do swojego wcześniejszego poziomu. Oczywiście, numer pełen jest świetnych interakcji między postaciami, komplikują się relacje między Danger a Warlockiem oraz Quicksilverem a Polaris. Do drużyny dołącza na moment Sunfire, by pomóc im w nowej misji, co też ciekawie wypada. Rysunki jak zawsze, dobre, ale nie ma za bardzo czym się zachwycać.  
jdtennesse: Szkoda, że ta seria się kończy. Kolejny numer, który pokazuje, że PAD świetnie rozumie sowje postaci i potrafi tworzyć relacje między członkami drużyny. Nie dowiemy się, co mógłby stworzyć, gdyby miał jeszcze kilka- kilkanaście numerów. A co tu stworzył? Ciekawą historię, nowego wroga, dużo zabawnych sytuacji i wymian zdań. Uśmiałem się więcej niż kilka razy. Dlaczego? Spięcie na linii Lorna-Pietro. Doug i Danger w niedwuznacznje sytuacji, która naturalnie wywołała później kolejne. Nie do końca przekonało mnie włączenie Sunfire’a do drużyny, który póki co służył za latarkę, może jeszcze okazać się pomocny. Z drugiej strony fajnie, że Georgia dołączyła do drużyny. Do rysuknów już dawno przywykłem, chwilami są lepsze, a przez większość czasu średnie. Ciekawi mnie jak zakończy się nie tylko ta historia, ale cała seria, co nastąpi już za dwa numery. A szkoda.  
Krzycer: Cóż. Jeśli powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. I, szczerze mówiąc? Bardzo podoba mi się ta bomba wrzucona w trójkąt Danger-Cypher-Warlock. Bo i jest to konsekwentne rozwinięcie wątku, i reakcje są wiarygodne... Jeśli cokolwiek mi nie pasował to był to Gambit pytający "jak było", bo jako dżentelmen wiedziałby, że nie wypada. 
Drugim wątkiem jest... no, technicznie rzecz biorąc wątek główny, czyli wycieczka na Bliski Wschód po ciało. I trochę nie rozumiem zabiegu, który tu się pojawił - w zapowiedziach była chyba wprost mowa o tym, że grupa leci do tego fikcyjnego PADowego państewka (Trans-Sabalu?), a tymczasem w numerze nazwa nie pada, miasto zostaje określone jako "Stare Miasto", a motyw tuneli wydaje się nawiązywać do Palestyny? Nie dziwiłoby mnie to, gdyby PAD przy okazji chciał coś powiedzieć o jakiejś konkretnej sytuacji na Bliskim Wschodzie, ale tutaj niczego takiego nie ma, więc nie rozumiem po co ta szopka. Ale może w następnym numerze coś się wyjaśni. 
A, jeszcze a propos bomb - ładny jest kadr z Warlockiem rzucającym się na granat, z twarzami pozostałych bohaterów wpisanymi w jego kontur. Całkiem fajny, tylko... tylko to pierwszy taki zabieg w tej serii, jaki kojarzę - czyżby rysownik zaczynał rozwijać skrzydła? Czy to ja przegapiłem poprzednie eksperymenty?  

all-new_x-men_annual_1@m.jpg
All-New X-Men Annual #1 
Gil: Druga połowa podróży Evy po czasie i przestrzeni. Pierwsza była świetna. Ta… już trochę mniej. Fajnie wyszło spotkanie z Morganą, bo nawiązuje do tego, jak Doom uwięził ją w odległej przeszłości (poza tym Le Fey jest od paru lat w czołówce moich ulubionych łotrzyc, więc – duh!), chociaż wbrew moim oczekiwaniom, nie wyciągnęła jej stamtąd, więc powrót w Avengers World nadal pozostaje nieuzasadniony. Potem kolejna podróż w przyszłość – tym razem inną, chociaż w tym samym czasie. Jest to jak najbardziej poprawne w modelu multiwersum, ale Bendis (lub może liternik? Ciężko powiedzieć…) zalicza jedną solidną wpadkę: wstawiając parę cyferek w przegląd wydarzeń, rujnuje cały koncept sliding timeline. Sam Bendis utrzymywał, że F4 powstała około 15-16 lat temu, a teraz piszą tu, że jednak w 1961, skoro data ich pierwszego starcia z Galactusem odpowiada rokowi, w którym został wydany komiks. Szczegół, owszem, ale niezły diabeł w nim siedzi. Na szczęście końcówka pozwala szybko i łatwo wrócić do fabuły, która ładnie się buja aż do ostatniej strony, więc nic złego o niej powiedzieć nie można. I nawet wspomniane potknięcie nie wpłynie na jej ocenę. Grafika dla odmiany ciągnie w górę, więc tym chętniej wystawię solidne 7/10. 
Rodzyn: Druga i ostatnia część historii o podróżach Evy Bell zilustrowana przez genialnego Sorrentino. Dziewczyna trafia do kolejnych epok i poznaje następne ciekawe osoby, jej moce ewoluują, co może mieć interesujący wpływ na obecne wydarzenia u mutantów, w momencie, gdy tak wiele ostatnich wydarzeń ma związek z podróżami w czasie. Chyba nadszedł czas, bym wrócił do Uncanny X-Men na stałe i przeżył jakoś rysunki Bachalo, bo Bendis może jednak mieć jakąś interesującą historię z mutantami do opowiedzenia. To raz, a dwa - gdy kończą się All-New X-Factor i X-Force, nie będę miał do czytania żadnej serii o mutantach.  
jdtennesse: Druga część przygód Evy Bell w …czasie? Pierwsza była trochę lepsza, ale tą również przyjemnie się czyta. Eva odwiedza dinozaury, spotyka Morganę oraz nowego Sorcerera Supreme, czyli Tony’ego Starka. Nie znam wszytskich wersji uniwersum Marvela, więc nie wiem, czy to nowy pomysł, ale mnie akurat najbardziej zaskoczył. Smutne w sumie przygody Evy oraz wytłumaczenie, dlaczego jej rodzina nie istnieje są akurat dla mnie do przyjęcia. W końcu dowiedzieliśmy się, co działo się z Evą i poznaliśmy kilka wersji przyszłości, ale chyba najlepszym podsumowaniem numeru są słowa Tony’ego: „Cała historia Evy Bell nie została jeszcze opowiedziana”. I mam nadzieję, że kiedyś ją poznamy.  
Krzycer: O, Morgana. No, przynajmniej Bendis pamięta o własnych wątkach sprzed lat... Nawet jeśli są to wątki nie mające nic wspólnego z tytułem, który pisze. 
Ok, podróż Evy dobiega końca, i jest w tym strata, i jest ból, i w ogóle... ale kurczę, nie daje mi spokoju ta wykładnia podróży w czasie, bo na mój mały rozumek nie ma nic wspólnego ani z tym, co się stało z Oryginalną Piątką w All-New X-Men, ani z powszechnie powstającymi alternatywnymi liniami, które są chyba najpopularniejszym rezultatem marvelowych podróży w czasie... 
No chyba, że przyjmiemy, że Eva ma własne zasady, bo podróżuje przy wykorzystaniu własnej mocy? Tyle tylko, że to z kolei jest kosmiczny problem na przyszłość...  

avengers__x-men_axis_9@m.jpg
Avengers & X-Men: AXIS #9
Xavier83: Trudno oceniać ten komiks. Chyba będę musiał go przeczytać jeszcze ze dwa razy. Samo rozwiązanie inwersji wypadło OK. Finalnie los Sabretootha - Iron Mana - Havoka trochę mnie zaskoczył. 
Na pewno filmik członków Axis of Evil mile mnie zaskoczył, ale wydaje mi się, że bardzo długo Kapitanowie tego w tajemnicy nie utrzymają. Takie rzeczy lubią się mścić. 
Los Red Skulla jest dla mnie najgorszym wątkiem. Mogli to jakoś lepiej sfinalizować. 
O tym co zrobili z Havokiem nie chcę się wypowiadać bo tego zabiegu, choć z fabuły nie zaskakującego, nie rozumiem. 
Aha, widać, że Marvel nawet w śmierci Wolverine'a chciał przemycić jego postawę życiową w tym komiksie co najlepiej obrazują ostatnie zdania tego komiksu: 
"Now it's my turnto see if I can find that spirit to overcome my past. 
The heart to push through the glaring eyes that only see the beast I was. 
You' ll see, Logan. I'll do it. I'll find it. Spirit of Wolverine.
Po pierwszym przeczytaniu 5 /10  
Kminek: Ciężko mi to ocenić. Z jednej strony jest wątek filmu "AXIS of Evil", który jest naprawdę niezłym zabiegiem. Na pierwszy rzut oka mamy jedno z najprostszych ucięć w historii eventów Marvela, ale kiedy przyjrzymy się temu dokładniej... Kurczę, robi się z tego tajemnica, która w przyszłości rzeczywiście może wstrząsnąć status quo bohaterów [bo może ktoś się zastanowi głębiej, zacznie łączyć fakty itd.]. Niewątpliwym plusem jest także zachowanie Starka w jego złej wersji. Co do Sabretootha, to wiadomo, Mściciele bez błyskawicznie regenerującej się maszynki do zabijania to już nie to samo ( :D ). A Havok... Trochę mi to jego zachowanie przypomina jakoś akcje Stewiego Griffina z Family Guy'a... Moim zdaniem lepiej by to wypadło, gdyby rzeczywiście albo zabił Janet, albo sam zginął, poświęcając się, by można było odwrócić Inwersję, ale to, co dla niego wymyślili... A potem uścisk... Jakoś mi się nie klei. To jest właśnie pierwszy minus. 
Drugi to niewątpliwe brak jakiejkolwiek reakcji na zniknięcie Strange'a. Oczywiście można się czepiać, że ja po prostu bardzo lubię tę postać i dlatego ciągle zwracam uwagę na to, że jej nie ma, ale kurcze blade, gdyby go znaleźli, Doom nie musiałby robić całej tej akcji z podpisywaniem paktu, by ratować jakiegoś, było nie było, mało znanego maga voodoo. Trzeci minus to zachowanie Apocalypse'a. Może to jest jakiś wstęp do tego, by pokazać, że moc zaklęcia mogą przezwyciężyć emocje, ale skoro tak, to dlaczego, gdy zdecydował się pomóc Headpoolowi, nie wrócił do swojej "chłopięcej" postaci? I jakim cudem nagle gdzieś tam Deadpool w kapturze ucieka z kompletnie ubranym Evanem donikąd? 
Dużym zaskoczeniem był pojedynek Thora z Lokim, który dosyć ładnie klei się z jego "pełnym obrazem" w Loki Agent of Asgard. Loki: God of Thunder? Łał! 
Podsumowując: Jeden świetny numer, dwa średnie, pięć kiepskich i finał, co do którego mam naprawdę mieszane uczucia. 
Smutna konkluzja jest taka, że w tym crossoverze krył się ogromny potencjał, który jednak został kompletnie zaprzepaszczony przez mnogość uproszczeń, pocięć i wielość wątków, niestety spłyconych do maksimum. 
A szkoda! 
Krzycer: ...no to się skończyło. Co by tu... hm. A może by tak... Nie. 
No dobra. Z pozytywów... niektóre rysunki były dobre? Pomysł z nagraniem był kiczowato-śmieszny, coś w stylu harcerskiego Carnage'a. Doom kończący całą aferę z Red Skullem za pazuchą był spoko. A, no i poprowadzenie sprawy do samego końca bez mówienia wprost ile w Skullu jest Xaviera mi się całkiem podobało. 
Niestety, całej reszty nie kupuję. Nie kupuję "Axis" jako punktu zwrotnego w karierze Sabretootha (Mike Carey słusznie kiedyś mówił, kiedy Creed był więziony/wykorzystywany przez X-Men, że jakakolwiek rehabilitacja tej postaci nie miałaby sensu). Nie kupuję tego, że czar Wandy i Dooma jest wystarczająco silny, by "oszukać" zaklęcie spoczywające na Mjolnirze (no bo przecież przed Axis Loki nie podniósłby młotka, nie?), a jednocześnie tak słaby, że Headpoolowi udaje się przegadać Apocalypse'a i wyciągnąć Evana na wierzch. Nie kupuję końcówki sugerującej, że wciąż "przekręcony" Havok jest teraz na tym samym "pułapie moralnym" z Cyclopsem (no chyba, że Havok będzie teraz spiskował i zgrywał bohatera przed bratem...) 
Ale, szczerze mówiąc, przede wszystkim nie kupuję że Sabretooth będzie teraz Wolverine'em. Gdyby to był prawdziwy rozwój postaci - nie wiem, bo go śmierć Logana ruszyła, cokolwiek - byłoby to wymuszone i niewiarygodne, ale, nie wiem, może z czasem bym to kupił. Ale to jest magiczne pstryknięcie palcami... Bzdura, bzdura, bzdura. 
Rysunki w tym zeszycie wahały się od średnio-przeciętnych po kiepskie. Czyżby mimo rotacji rysowników nie wyrabiali z terminami? 
I jeszcze na sam koniec: retrospekcja z Wolverine'em mówiącym Creedowi, że "gdzieś w głębi ciebie tkwi dobry człowiek". Jezu, Jezu [nieczytelne]. Łał. Ojej. Ojejku jej. Są retcony, piramidalnie głupie retcony i absurdalnie byczokupowate retcony i to wpada w tę trzecią kategorię.  
avengers__x-men_axis_9@a_1.jpg
Gil: Oj... od czego by tu zacząć... Chyba najlepiej od początku, nie? No to na początek zaczynają wszystko rozwadniać retrospekcjami, które już na dzień dobry wyglądają, jakby nagle cały event zaczął się kręcić wokół Sabretootha. Tego, który dotąd nie odgrywał praktycznie żadnej roli, poza występami w tle, jako maszynka do drapania. Potem zaczynają mieszać wokół Czerepa. Jedno, że nagle się przefarbował, chociaż zaraz po wykręceniu pozostał czerwony. To raczej nie wina samego zaklęcia, bo na przykład Carnage nie zmienił barw, więc skąd wytrzasnęli mu tę biała maskę? Druga sprawa, że do końca zeszytu nie mogą się zdecydować, czy w jego głowie siedzi dobry Schmidt, czy Xavier, który teoretycznie również powinien być odwrócony, czyli zły. Raz każą nam wierzyć, że przemawia jak Xavier, a potem nagle zupełnie nie rozpoznaje Apocalypse’a, więc to się kupy nie trzyma. Fa(i)lCap świruje do reszty, a jego Avengers pokonują X-Men off-panel, chociaż oczywiście ich nie zabijają, tylko się na ten temat ciągle odgrażają. Potem znów słodki obrazek z Sabretoothem i parę czerstwych żartów. Havok uwalnia Wasp, najwyraźniej tylko po to, żeby ją zapłodnić. Way ta go! Na szczęście ona mu ucieka. Tymczasem dekapitowany Pool przekonuje mocą miłości Apocalypse’a, żeby uratował świat, a my się przenosimy na księżyc, gdzie Loki umyka przed Thorem. To fajna scena, ale zasługę należy chyba przypisać Ewingowi, bo w jego tie-inie jest pokazana w całości z identycznymi dialogami. Ale plus za współpracę. Badvengers atakują kryjówkę Steve’a, która najwyraźniej wcale taka tajna nie jest. Co rodzi pytanie: jeśli cały czas był w siedzibie Avengers, czemu nie uwolnił tych wszystkich herosów? Hej, i patrzcie: Wasp radośnie dołącza do bandy Falcona, zapominając o tym, że wcześniej ją uwięzili i potraktowali jak dozownik cząstek Pyma. I znów nie mogą się zdecydować, czy Czerep to Czerep, czy może Xavier. I Kluha chce zabić Nomada. Ojej, czyż on azaliż nie zginął w zeszłym tygodniu? I dziadek Steve dostaje łomot, ale nadal jest twardy i prawi morały. Na szczęście Poxy przybywa z pomocą, niesiony przez da powah of wuff. I znów Sabretooth dostaje laurkę. I znów biją Nomada. I znów morały. Ale oto przybywa z odsieczą team Doom & Drumm! I właśnie zauważyłem, jak ogromnym skrótem ze strony scenarzysty było wyciągnięcie VooDoo z kapelusza, bo inaczej w żadnym wypadku nie mógłby nakłonić Wandy do udziału w tej szopce. I znów morały – tym razem ze strony Czerepa pod adresem Madzia. Ale wreszcie zabierają się do odczarowywania! I co? I oczywiście Antek nie chce się poddać, bo ma nową serię, więc wyciąga jakiegoś gimmicka, który tę magię blokuje. Ta, bo właśnie tak to działa, że zaklęcia zatrzymują się na firewallu… Ale niestety działa i za jego tarczą znajdują się też Havok (tu trochę siurpryza) i Sabrepuss (oczywiście!). Taki zabawny szczegół: na panelu wcześniej VooDoo wykręcił Antosiowi wszystkie kończyny, ale już mu lepiej. Medzik! Oczywiście, zaklęcie nie tylko działa, ale dociera aż do księżyca. Prawdziwa Wanda objęła ledwie Genoshę, więc najwyraźniej opętanie jej służy… Teraz wszyscy wrócili do normy, oprócz wymienionej wyżej trójki. A Havok jest nawet większym dupkiem niż wcześniej i oczywiście porywa Wasp, a sądząc po epilogu, pewnie zamknął ją gdzieś w piwnicy i poszedł do brata. I oczywiście, dalej też nie ma żadnego porządku, bo niektórzy pamiętają wszystko, a innych zdaje się dotykać cudowna amnezja. A na koniec, dzielni herosi ukrywają swój niefartowny fakt wyobracania za filmikiem, nakręconych przez dobrych zbirów, w którym ci biorą wszystko na siebie. Taa… a czemu ktoś miałby to kupić? Zwłaszcza, że jest tam Hobgoblin, którego przecież jeszcze wczoraj uwielbiało całe miasto? Całe szczęście, że ludzie w Marvelu mają pamięć jak złote rybki! No i oczywiście musieli się nazwać Axis of Evil… I oczywiście off-panel uwolnili tych wszystkich nieszczęsnych herosów. 
Jak więc można podsumować ten zeszyt? Tak samo jak i cały event: był pełen nieskładnych wydarzeń od czapy, w których sam się gubił. W scenariuszu było tyle dziur, co w polskich drogach, a przy tym więcej królików z kapelusza niż na zlocie magików amatorów. Konsekwencje niby jakieś zostały, ale tylko dla paru postaci i niektóre z nich również są od czapy. A tak mówiąc prosto z serca, było to niepotrzebne i głupie. Najsłabszy event ostatnich lat. Podsumuję go więc oceną 2/10.  
jdtennesse: Podobało się czy się nie podobało… Chyba już nie potrafię w takich kategoriach oceniać rozmnożonych cudownie X-tytułów, wspartych występami innych postaci i drużyn. Po prostu cały event/crossover do mnie średnio przemawia. Od samego początku drażniący podział na dobrych i złych, przy czym znowu X-Men są najgorsi… Ale do rzeczy. Końcowe rozwiązanie raczej nie pachnie kreatywnością, kolejny spell rzucony, aby odwołać poprzedni. Najważniejsze jednak są skutki… Czyli: Creed zastąpi Logana (?), Havok jest tak zły, że pasuje do drużyny Scotta (?!?), złoczyńcy nakręcili filmik, żeby oczyścić bohaterów z zarzutów (absurd), Evan się nawrócił już przed inwersją inwersji, więc powinien znów być zły (albo jakoś tak…), Stark pozostał dupkiem (i kropka.). Szczerze mówiąc brakuje mi pokazania X-Men po Axis, bo mamy fragment Avengers, mamy nową drużynę Uncanny Avengers (why?why?why?), a co z resztą mutantów? Aha, no i Doom ukradł Skulla (heh) i pewnie już się czykuje do wykorzystania go jako broni. Podsumowując – unimersum Marvela zostało zmieszane, ale nie wstrząśnięte. Rysunki od biedy mogą być, chociaż nie jestem fanem takiego wachlarza twórców. Dobrze, że się skończyło; niekoniecznie dobrze się skończyło.  

captain_america__mighty_avengers_3@m.jpg
Captain America And The Mighty Avengers #3 
Gil: Przez cały czas zastanawiałem się, kiedy oni mieli czas na te zabawy? A tu niespodzianka: mówią nam wprost, że wydarzyło się to przed tym, jak FalCap zamiótł wszystkich herosów pod dywan. Czyli… że niby ile czasu minęło między tym, a ich powrotem z Genoshy? Bo ostatnio sugerowani, że bardzo mało i nie pasowało mi to do chronologii Superior Iron Mana… Anyways… Wiele w tej historii jest wymuszeń ze względu na tie-in i miałbym się czego czepiać, ale tym razem odpuszczę Ewingowi, bo w końcówce przyznał wręcz, że to wszystko zostało wymuszone, a metodą rozwiązania konfliktu świetnie całość ośmieszył. No i w sumie, wyszło na to, że się zgadzamy, ale on taką ma robotę, że musiał ten tie-in zrobić, więc jeśli ktoś powinien za to oberwać, to raczej jego edytor. Tymczasem wybrnął z tego, idąc w autoparodię i dzięki temu, zeszyt się wybronił. A nawet wyciągnął ponad kreskę, bo dam mu słabsze 6/10, z bonusem za błyskotliwość. 
Krzycer: Fajne starcie, fajne wejście Spider-Mana, śmieszny odwrót Starkvengers. Tyle tylko że to czyni Axis jeszcze głupszym, bo teraz okazuje się, że ci idioci nie dali się zminiaturyzować z zaskoczenia w Axis #5 - to znaczy: dali, ale dobrze wiedząc, że Starkvengers nie można ufać... Oj, głupie to.  

Cyclops vol. 3 #8 
Gil: Chyba wcześniej wprowadzę w życie swoje noworoczne postanowienie. A brzmi ono: nie marnować czasu na serie, które zupełnie mnie nie obchodzą. Ta będzie więc pierwsza na mojej liście, bo od początku znalazł się może jeden ciekawszy numer, a reszta to mech i wata. Teraz, kiedy zatrudnili etatowego dobijacza serii, nawet nie ma o czym mówić. Zostawię ją więc z 3/10. 
jdtennesse: Cała ta historia podoba mi się zdecydowanie mniej niż pierwsza. Nie do końca przemawia do mnie Scott-pirat, a jednocześnie harcerzyk. Szczególnie w tym numerze, ale to może druga strona monety – Scott będący nastolatkiem próbującym ratować ojca? Co mi się podobało – ostanie panele; i tak długo udało mu się bawić w tę grę, ciekawe czy będą dalej to ciągnąć czy zagrają w otwarte karty. Na plus rysunki, może nie są szczególnie artystyczne, ale za to wyraźne i dokładne (aczkolwiek mocno kreskówkowe), a to dwie cechy, których ostatnio brakuje mielu komiksom. Historia nie porywa, ale czyta się lekko i przyjemnie. Co więcej, koniec serii jest już chyba przesądzony, jak i wielu innych ongoingów.  

Daredevil vol. 4 #11 
Gil: Na pierwszy rzut oka widać poprawę w kolorystyce, przez co rysunki są bardziej przejrzyste. A w środku… czyżbym przegapił moment, kiedy ten tytuł stał się komedią? Odkąd Matt zaczął beztrosko żartować ze swoich życiowych przejść? I odkąd najpoważniejszym jego problemem jest to, że jakiś calebrycik podkrada mu catch-phrase? O ile nie mogę powiedzieć, żeby czytało się to źle, tak czuję się trochę zbity z tropu tym dość nagłym rozluźnieniem atmosfery. Poprzednia miała dość mroczny charakter, a tu aż musiałem sprawdzić, czy ktoś nie wpadł z gościnnym scenariuszem. Ale, jak już przyznałem, lektura była całkiem przyjemna, nawet trochę się pośmiałem i tylko pomysł z końcówki znów trochę wybił z rytmu, bo nagle okazuje się, że jest znów niby poważnie. No, zobaczymy, jak skończą… Tymczasem mogę dać 6/10. 

cyclops_vol._3_8@m.jpgdaredevil_vol._4_11@m.jpgdeadpool_vol._3_39@m.jpg

Deadpool vol. 3 #39 
Gil: Miałem nie czytać, ale zerknąłem i zauważyłem, że zawiera epilog do SIXIS, dotyczący Evana, więc się zmusiłem. I co? I jajco… Deadpool gdzieś go zabunkrował i tyle. Dużo było za to pseudoegzystencjalnych wynurzeń, które próbują nas przekonać, że to wszystko zmieniło Poola. Taa, może na dwa numery. Co ciekawe, epilog znacząco rozmija się w szczegółach z tą samą sceną w samej SIXIS, więc wyraźnie widać, że nawet nie chciało im się o to zadbać. W dodatku wyobracanie wsteczne cudownie zmieniło tez ciuchy Evana. Chociaż, może to efekt jego zmiennokształtności? Yeah, whatever. Mogę dać 4/10. 

death_of_wolverine_the_logan_legacy_7@m.jpg
Death Of Wolverine The Logan Legacy #7 
Gil: Czego dowiadujemy się z tego komiksu? Właściwie tego, co już wcześniej można było przewidzieć, czyli, że ta banda będzie obsadą serii Wolverines. Ciekawe, czy to oficjalna nazwa grupy? Jakoś to się niby łączy z tą drugą serią, ale poza postacią Shoguna (albo może (Sh)Oguna?) nie ma to większego znaczenia. Dowiadujemy się za to, że zalany adamantium Wolverine nadal jest tam, gdzie wykitował, czyli, że nikt się nie przejął, żeby go zabrać. Bo przecież jakie są szanse, że jego truchło skusi jakiegoś łotrzyka? Albo z drugiej strony: kiepskich ma przyjaciół, że nawet nie raczyli go pogrzebać. I w ogóle, jak oni się dowiedzieli o jego śmierci? Oj, dużo tu dziur… Aha, i mam nadzieje, że Elixir to przeżył, bo parę osób się wkurzy. Za to rysunki wyszły nawet nieźle i to one pomogły ocenie zatrzymać się na 4/10. 
Krzycer: Primo, Elixir prawdopodobnie to przeżyje. Obstawiałem, że ten szok odblokuje jego leczenie, a potem trafiłem w sieci na info, że rysownik dał znać koloryście, że w trakcie tego ataku Elixir ma znowu stać się złoty, a rysownik to zignorował, więc jestem teraz praktycznie pewien swojej wersji. 
Secundo, nawet jeśli Elixir zginął na dobre, to bardziej irytuje mnie to, jak Soule napisał w tej scenie X-23 - X-23, która była kiedyś z Elixirem w zespole. A nawet w dwóch zespołach. I której przynajmniej raz uratował życie. 
Tertio, um, jak to się ma do DoW: Weapon X cośtam cośtam, czyli tej mini o ShOgunie i jego kumplach? Czy ona się jeszcze nie skończyła? Bo jeśli jeszcze się nie skończyła, to jej ostatni numer powinien był się ukazać przed tym. A jeśli już się skończyła, to bardzo dużo wydarzyło się pomiędzy. 
Quatro fromagge: to był bardzo kiepski numer, złożony z ekspozycji i chaotycznie napisanej akcji z Bardzo Brzydkim Złym o którym nigdy wcześniej nie słyszeliśmy.  

Hawkeye Vs Deadpool #3 
Gil: Aha, no to wreszcie dowiadujemy się, czemu w tytule jest „vs.” zamiast „and”. Okay, w kontekście fabuły ma to sens. Poza takim drobnym szczegółem, że Hawkeye podobno teraz nie słyszy, więc ta początkowa scena jest właściwie bez sensu. Ale co tam, ważne, że Pool team-upuje z Kate i przez resztę numeru jest z tego niezła jazda. No dobra, żartowałem – ma to znaczenie i jest sporą dziurą w fabule, której nie przepuszczę. Ale jazda, owszem, niezła była. I nawet trochę się uśmiałem, gdy Kate dorwała bazookę. I w scenie z nożem. Dałbym więcej, ale za tę dziurę będzie 5/10. 

hawkeye_vs_deadpool_3@m.jpgloki_agent_of_asgard_9@m.jpg

Loki Agent Of Asgard #9 
Gil: Jest nieźle. Przeczytanie wcześniej SIXIS trochę zepsuło mi niespodziankę, czyli Lokiego z Mjolnirem, ale mimo wszystko, tutaj cała ta scena i walka wypada znacznie lepiej. Co ciekawe, nawet dialogi w obu komiksach są identyczne, co zasługuje na plus, bo scenarzyści współpracowali. Tutaj są jednak bardziej rozwinięte, co każe mi podejrzewać, że to Ewing stworzył całość i jemu należy się główna zasługa. Pozostała część numeru wydaje się trochę na siłę dopchana wątkiem, w którym Enchantress próbuje pomóc siostrze, ale może coś z tego będzie, skoro ta parka trafiła do więzienia w Asgardzie. Czyli, jak mówiłem: jest nieźle, ale bywało lepiej, gdy nie przeszkadzały tie-iny. No i plusik dodam za klasyczne nawiązanie z okładki. Będzie więc dość solidne 6/10. 
Krzycer: W sumie fajne, no i miło było zobaczyć rozszerzenie wydarzeń z Axis, ale... Moje zarzuty z Axis pozostają w mocy - jakim cudem Inwersja była wystarczająco silna, by oszukać zaklęcie którym obłożony jest Mjolnir? 
Liczę przynajmniej, że Thorowi jest głupio i tylko ściemnia, że nie pamięta co się stało. W przeciwnym wypadku... to jest naprawdę głupie zagranie.  

magneto_vol._3_13@m.jpg
Magneto vol. 3 #13 
Gil: Przerywnik, bez udziału samego Magneto, zdominowany przez jego nową koleżankę, która… Wait, what? Czy ona naprawdę udaje się na jakieś targowisko, gdzie kręcą się ludzie pokrzywdzeni przez Magneto, by dać upust swojemu syndromowi sztokholmskiemu? Oj, to naprawdę tak wygląda… No i Bunn bombki strzelił… Bo to jest… chyba nie znajdę lepszego słowa niż: skrzywione. Ja wiem, że w Marvelu różne cuda się zdarzają, ale odnoszę wrażenie, że jest to jakaś kpina. Zrozumiałbym grupę wsparcia, czy jakiś inny rodzaj samopomocy pokrzywdzonych, ale tutaj to wygląda jak jakiś pogięty rodzaj fetyszu i przez spory kawałek komiksu bałem się, że zaraz pójdzie w jakieś ekstremum. Widocznie gdzieś scenarzysta musiał dać upust swoim dziwnym pomysłom i przypomnieć nam, z kim mamy do czynienia. No cóż, zapamiętam sobie i potwierdzę to chłodnym 2/10.  
jdtennesse: Numer trochę inny niż poprzednie. Magneto na chwilę znika z pierwszego planu, gdy tymczasem poznajemy nieco lepiej jego nową koleżankę. I niestety, to co nam zaprezentowano nie przypadło mi szczególnie do gustu. Jest to jeden ze słabszych numerów serii, która do tej pory mi się podobała i miała jakiś pomysł. Ten numer niewiele zbliża nas do jakiegoś finału, poza oczywiście ostatnimi stronami. Czekam na powrót do głównego wątku na cały numer, a nie tylko kilka paneli. Wiem, że cała ta gama postaci jest powiązana z działaniami Magneto, to jednak ich los i działania nie wzbudzają mojego zainteresowania.  
Krzycer: Narracja o opowieściach o duchach była spektakularnie niepotrzebna, ale podoba mi się pomysł społeczności poszkodowanych maniaków superzłoczyńców. A i wpisanie Briar w tę społeczność zrobiło z niej ciekawszą i bardziej wielowymiarową postać. Jestem zaintrygowany tym, dokąd to wszystko zmierza. Co nie zmienia tego, że wciąż mnie drażni, że Magneto wciąż nie zadaje jej żadnych pytań... ale ten irytujący drobiażdżek nie zmienia tego, że wcześniej nie spodziewałbym się po Bunnie takiego komiksu. Bardzo pozytywne zaskoczenie.  

new_avengers_vol._3_28@m.jpg
New Avengers vol. 3 #28 
Xavier83: Wiecie co ? kupiłem sobie ten komiks by zobaczyć co w chwili obecnej siedzi w głowie Hickmana. W albumach udało mi się dojść do #17 numeru tej serii. I muszę przyznać, iż czuję rozmach w dalszym ciągu. Jeszcze bardziej chcę szybko nadrobić zaległości albumowe, ponieważ jest dobra fabuła i zwroty akcji. Zwłaszcza takie jak z kilku ostatnich stron tego zeszytu, które są prognostykiem czegoś dużego jeśli chodzi o członków Illuminati w następnym numerze. Za przyjemność 7 /10 
Gil: I kiedy już myślałem, że wprowadzenie trzeciej frakcji będzie końcem niespodzianek, Hickman wytoczył kolejne działa. Fajnie, że nie zignorował istnienia Mighty Avengers, tylko znalazł dla nich miejsce. Fajnie, że okazało się, iż wprowadzenia fałszywych Avengers z innej rzeczywistości ma jakieś większe konsekwencje. I fajnie wychodzi cała ta bitwa. Jeśli pamiętacie zakończenie jego runu w Fantastic Four, to tutaj już możemy mówić o podobnym rozmachu. Ale wiecie, co jest najlepsze? To, że jeszcze nie koniec niespodzianek. W końcówce pojawiają się kolejne, a jestem pewien, że w rękawie ma jeszcze jakieś asy. Czyli nadal czyta się świetnie i nie mogę się doczekać ciągu dalszego. Rysunki również pomagają, więc solidne 7/10 jest jak najbardziej zasłużone.  
Krzycer: Finta w fincie finty fintą... Fajne! A końcówka - rewelacyjna! Tylko nie do końca wiem, czemu Stary Steve jest taki cięty, by zignorować Roberto... No ale Stary Steve to wredny zgred, więc najwyraźniej on już tak ma. Tak czy inaczej - fajne!  

Nova vol. 5 #25 
Gil: Mały jubileusz, w którym młody Nova zostaje oficjalnie zaliczony w poczet Avengers. Chociaż bardziej nadawałby się do ich akademii… O ile ta jeszcze istnieje… W dodatku, numer wbija się klinem w ciągłość historii, bo zapowiadali, że teraz będzie starcie z Carnagem, ale ostatecznie odroczyli je i rozwlekli to trochę. Czyli niby wszystko fajnie, ale nie do końca. No i trochę to było nudne, bo więcej tu przeżywania, a cała akcja jest tylko watą. Ale dobra, niech ma 4/10. 

Secret Avengers vol. 3 #11 
Gil: Coś się trochę ruszyło, chociaż wielość wątków sprawia, że nie było to zbyt wielkie poruszenia. Jakieś małe posunięcie tu, lekkie drgnienie tam… Ot, żeby pokazać, że jednak do czegoś to zmierza. Do czego? Tego wciąż nie wiadomo. Wciąż tylko zapowiadają, że będzie się to kręciło wokół MODOKa, ale to już nic nowego, bo tak jest od początku serii. Czyli, wciąż czyta się nieźle i podtrzymuje zainteresowanie, ale najwyższa pora na jakieś konkrety, bo za bardzo jest to rozciągnięte. Dam więc 5/10. 
Krzycer: Jest śmiesznie, jest ciekawie, wciąż nie wiem o czym jest ta seria, rysunki fajne, ogólnie fajnie jest ale naprawdę nie wiem, co o niej można napisać. 

nova_vol._5_25@m.jpgsecret_avengers_vol._3_11@m.jpgshe-hulk_vol._3_11@m.jpgsuperior_iron_man_3@m.jpg

She-Hulk vol. 3 #11 
Rodzyn: Przedostatni numer serii ponownie dostarcza nam kilka świetnych kadrów w wykonaniu Pulido, wśród nich walka She-Hulk z Titanią i Volcaną. W dodatku poznajemy sekrety Angie Huang i Hei Heia oraz kolejne informacje związane z niebieskimi aktami. Czekam na wielki finał! 

Superior Iron Man #3 
Gil: Nadal jest fajnie. Bucowaty Antek solidnie sponiewierał moralnie Murdocka i ciekawie poradził sobie z młodym brzydalem. Pierwszy z tych wątków wypadł zdecydowanie lepiej, bo drugi wydaje się trochę na doczepkę, ale może jeszcze coś z niego wyniknie. A w tle Pepper kombinuje coś z backupową wersją Antosia, ale jeszcze przyjdzie nam poczekać na rezultaty. Pozostaje więc dobrze się bawić, a jest to poziom zabawy na 6/10.  
Krzycer: To teraz już nie kumam - czy SIM toczy się już po Axis? Tak czy inaczej - sceny z Murdockiem były bardzo ładne, fajny był chwyt z pokazywaniem wszystkiego z jego oczu (ciekawostka - podobne eksperymenty miały miejsce w kinie, m.in. ktoś próbował oddać pierwszoosobową narrację Chandlera, kręcąc jeden z filmów o Philipie Marlowe w całości w ten sposób). Czekam na rozwój sytuacji z Pepper. Tony Asshole zaczyna mnie mimo wszystko nudzić - nie bardzo widzę, jak to ma być pomysł na ongoing. 

uncanny_x-men_vol._3_29@m.jpg
Uncanny X-Men vol. 3 #29 
Xavier83: O, kurde ! bardzo dobry komiks. po 31 latach czuję się znowu jak 12 latek dzięki temu co wydarzyło się na 5 ostatnich stronach. A dodatkowo za użycie dowcipu o Adamie X jestem wniebowzięty. Świetny komiks z Omega zaskoczeniem, które powinno w następnym numerze być jeszcze lepsze. 10/10 
Krzycer: Z jednej strony, tradycyjnie, parę postaci zachowuje się... no, nie "out-of-character", bo to już 29 numer serii, po prostu Bendis ma bardzo odmienne wyobrażenie charakteru kilku postaci. Ale pomalutku zaczynam się do tego przyzwyczajać. 
Z drugiej strony, choć "above omega-level" i "over 9000!" wciąż mnie drażni (bo, przypomnijmy, Matthew Malloy nie pokazał niczego, czego nie potrafiłoby dokonać paru innych mutantów znanych nam od wielu lat), to kwestia "co zrobić z taką mocą" jest całkiem klasyczną zagwozdką, Bendis dodatkowo wplata w to wątki które prowadzi od dłuższego czasu (mistyczny trening Illiany, podróże Evy Bell)... Kurczę, jeśli ustoi lądowanie, to mimo durnego początku (nigdy nie doczekamy się wyjaśnienia tego ślubu z Mystique, nie?) ta historia może być naprawdę, naprawdę dobra. 
Niestety, kolejna rzecz, która jej nie pomaga, to rysunki. Przy czym, przypomnę, że ja lubię Bachalo (kiedy się stara) - ale pięciu inkerów, którzy kończyli ten numer, strasznie nie mogło się zgrać, do tego stopnia, że przy paru stronach zastanawiałem się, czy to wciąż Bachalo... 
Tytułem czepiania się: "Magneto jest powodem dla którego Xavier jeździł na wózku". 
... 
...wiem, że Bendis często leje na komiksy których sam nie napisał, ale dotąd byłem pewien, że przynajmniej z tego co napisano tak do ery Caremonta włącznie całkiem nieźle zdaje sobie sprawę. 
Gil: Okładka trochę przesadza, ale może też sugeruje, że te wydarzenia będą miały jakiś większy oddźwięk. W sumie, to pojawił się z tym numerem spory potencjał. I nie mam tu na myśli tego mutanta, który jest tak bardzo potężnie potężny. Po pierwsze, Illyana robi coś bardzo ciekawego i chętnie zobaczę, co z tego wyniknie. Nawet bardziej interesujące jest jednak to, co planuje Eva. Zrobiłoby się bardzo ciekawie, gdyby postanowiła ściągnąć z przeszłości Xaviera, ale nawet jeśli tylko z nim pogada, może sporo namieszać. A przydałby się tutaj jakiś solidny ruch, bo od paru numerów zajeżdżają jednego konia. Wizyta Magneto również wyszła nieźle, chociaż krótko i ciuchy mu nie pasują. Ale to drobiazg. Ogólnie, udało się Bendisowi wywołać u mnie sporo zainteresowania, więc lepiej, żeby tym razem dostarczył to, co obiecuje. A na razie dam mu kredyt w postaci 7/10. 
jdtennesse: Ciekawy numer, sporo się dzieje, czy z sensem i konsekwencjami, to się dopiero okaże. Ważne są też dla mnie rysunki Bachalo, które w końcu przypominają ludzkie postaci, a nie abstrakcyjną wizję nowoczesnego artysty. Wprawdzie kilku inkerów sprawiło, że chwilami wygląda to na numer rysowany przez kilka innych osób, ale co tam. Fabularnie, powoli rozwijają się kolejne wątki, nawet Dazzler wróciła z otchłani niebytu, gdzie się zapodziała po zmianie image’u. Fajnie, że cały czas ważni są uczniowie nowej szkoły, wprawdzie nie każdy otrzymuje tyle samo czasu antenowego, ale Eva zyskuje z każdym numerem. Illyana również od dłuższego czasu jest ciekawą postacią w drużynie, w przeciwieństwie do Emmy, która stała się ostatnio trochę tłem. Jak skończy się historia nowego mutanta…? Na pewno nie śmiercią całej trójki, jak pokazują ostanie kadry, raczej interwencją Evy, chociaż… Muszę przyznać, że czekam na kolejny numer. 


Uwaga! Następny numer Avalon Pulse dopiero 12.01. Wynika to z tego, że w najbliższą środę premierę mają tylko dwa tytuły, więc numer byłby zapewne ekstremalnie krótki.

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2014.12.24.
Redaktor prowadzący: Dominik "Undercik" Nowicki  
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.