Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #249 - Young Avengers by Kieron Gillen & Jamie McKelvie Omnibus

lt249.jpgYoung Avengers by Kieron Gillen & Jamie McKelvie Omnibus 
Scenariusz:
 Kieron gillen
Rysunki: Jamie McKelvie, Mike Norton, Katie Brown i inni
Ilość stron: 360
Cena: 49,99$
Zawiera: Young Avengers vol. 2 #1-15, fragment Marvel NOW! Point One #1 

Rodzyn: Young Avengers vol. 2 było najbardziej oczekiwanym przeze mnie komiksem inicjatywy Marvel NOW!. 

Nie, nie dlatego, że uwielbiałem Young Avengers. Powodem nie było też Journey Into Mystery"Gillena ani jakkiejkolwiek inna jego praca z Phonogram na czele, bo ich po prostu wtedy jeszcze nie czytałem. Co więc sprawiło, że tak bardzo chciałem przeczytać ten komiks? 

Chodziło o styl, jaki tuż przed premierą prezentowało Young Avengers vol. 2. Nie tylko piękna okładka, ale świetna zapowiedź, którą były wtedy pierwsze strony pierwszego numeru. Dość łatwo jest znaleźć te kadry z budzącą się Kate, tańczącym Noh-Varrem i atakiem Skrulli. Te pare stron dawało nadzieję na otrzymanie kolejnego dobrego tytułu o nastoletnich superbohaterach, w momencie, gdy było ich na rynku tak niewiele. 

Gillen tworząc drużynę nie idzie na skróty i nie łączy ponownie ze sobą całego poprzedniego składu. Z oryginalnych Young Avengers trzon nowej drużyny tworzą jedynie Wiccan, Hulkling i Hawkeye. Billy i Teddy po wydarzeniach z "Children's Crusade" mieszkają z Kaplanami i wydaje się, że porzucili życie superbohaterów. Dla Hulklinga nie jest to jednak możliwe i wciąż patroluje od czasu do czasu okolicę w sekrecie przed swym chłopakiem. Gdy Wiccan to odkrywa i dochodzi do kłótni, orientuje się, że Teddy ukrywa także wielki ból po stracie matki. By mu pomóc, Billy decyduje się przywrócić ją do życia za wszelką cenę. 

Kate Bishop, która w przeciwieństwie do swych przyjaciół wciąż otwarcie działa jako partnerka Clinta Bartona, spotyka na swej drodze Noh-Varra, znanego lepiej jako Marvel Boy. Nie wiadomo, co tak naprawdę łączy tę dwójkę tak różnych postaci, może jedynie potrzeba bycia z kimś w związku, ale mimo, iż ich relacja rozgrywa się na drugim planie, była dla mnie ciekawsza niż główny wątek miłosny. 

Do drużyny dołączają również Loki i Miss America. Ten pierwszy, wciąż stara się walczyć ze swym sumieniem, które nie daje mu spokoju po tym co niedawno się stało w jego życiu (nie trzeba zaglądać do Journey into Mystery Gillena, by się dowiedzieć, o co chodzi, ale na pewno nikt nie zmarnuje swego czasu czytając tę serię). To on odpowiada za zebranie tej drużyny i ma wątpliwości, czy jest w nim choć odrobina dobra. America Chavez zaś pojawia się tu w roli jego stróża, drugiego sumienia - pilnuje, by nie zrobił czegoś głupiego, a z czasem widać, że rozumie go lepiej niż inni. Ona sama zaczyna mieć także wątpliwości co do dalszego podążania za dawno wyznaczonymi sobie celami. 

Ostatnim członkiem drużyny zostaje David Allyne, były mutant używający pseudonimu Prodigy. Dołącza do drużyny, by mogli pomóc Tommy'emu, bratu Billy'ego, którego niedawno poznał i z którym spotkanie nie zakończyło się zbyt dobrze. David, który wciąż szuka swojego miejsca w świecie, idealnie dopasowuje się do drużyny i staje się jej głosem rozsądku. 

Każdy z bohaterów przechodzi przez te piętnaście numerów zmianę i musi zmierzyć się z ciężkimi wyborami. Gillenowi udaje się w ten sposób ciekawie sportretować współczesnych nastolatków, ich problemy i wątpliwości, ale także życie w świecie opanowanym przez popkulturę. To wszystko świetnie pokazał McKelvie, którego rysunki wyróżniają się na tle innych tytułów i nie sposób przejść obok nich obojętnie, a dopełnieniem całości są piękne kolory Matthew Willsona. W całym komiksie znajdziemy też mnóstwo nawiązań do innych dzieł, m.in. "Gry o Tron", Scotta Pilgrima. Do playlisty Marvel Boya należy też kilka świetnych przebojów z lat sześćdziesiątych. 

"Style > Substance" - ta idea towarzysząca całej serii od pierwszego numeru sprawiła, że patrzyłem na nią trochę inaczej. Nie znaczy to jednak, że scenariusz w jakimkolwiek stopniu ma tu znaczenie drugorzędne, bo jest on naprawdę dobry. Chodzi przede wszystkim o sposób jego ukazania. Gillen i McKelvie eksperymentują z kadrowaniem, każdy zeszyt ma w sobie coś oryginalnego. Również okładki są na tyle charakterystyczne, że na długo pozostają w pamieci. Ten rozdział w historii Young Avengers na pewno zostanie zapamiętany i stawiany będzie na równi z vol. 1. 

Young Avengers vol. 2 w wykonaniu Gillena i McKelviego są jednak na tyle specyficznym komiksem, że nie polecałbym go każdemu i gdy ktoś chciałby sięgnąć po ten komiks, nie zaczynałbym od omnibusa. Jednak kto zrozumie ideę "Style > Substance", na pewno będzie czerpał sporo przyjemności z lektury. 

Ja, gdyby nie Young Avengers vol. 2, nie przeczytałbym wspominanych już wcześniej komiksów takich jak Journey into Mystery i genialnego Phonogram. Nie czytałbym też pewnie teraz i nie zawchwycałbym się co miesiąc The Wicked + The Divine. Ode mnie komiks dostaje 5 celnych uderzeń Miss America na pięć.

lt_5pts.png
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.