Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #383 (22.12.2014)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 22 grudnia 2014Numer 51/2014 (383)


Jak zwykle dużo emocji wzbudziło Avengers & X-Men: Axis. Oprócz tego dwa tie-iny do "Spider-Verse", Venoms of the Galaxy i inne.

17.12.2014

all-new_captain_america_2@m.jpg
All-New Captain America #2 
Gil: Och, nie! Zabili Nomada, którego poznaliśmy w poprzednim numerze! I to już drugi raz! Ciekawe, co tym razem Ricky wymyśli, żeby znów go wyciągnąć w jakiejś sensacyjnej rewelacji za parę numerów? Zwłaszcza, że jest żywy w SIXIS, która dzieje się niby później. Poza tym, za wszelką cenę próbują nas przekonać, że ludzki macguffin z poprzedniego numeru ma ogromne znaczenie. Tylko jakoś argumentów im brakuje. Ale jest bardzo ważny. Bardzo. Tak bardzo, jak bardzo potężny jest ten koleś z Uncanny X-Men. Bardzo. A dlaczego? Bo science-babble i Zemo się martwi przeludnieniem. Cóż, jedno trzeba przyznać – przynajmniej jest w tym jakieś ziarno sensu, w przeciwieństwie do jego występu w Avengers Undercover. Albo byłoby, gdyby nie podtrzymywali tej karygodnej odmiany w jego charakterze. A gdzie jest w tym wszystkim Ol Niu Old Falcon? No… jest. Plącze się tu i tam, gdzieś z boku akcji i Misty Knight musi ratować mu zadziec. Umówmy się, że nie jest to najlepsza metoda na rozkręcenie serii, jeśli główny bohater jest z boku. A w połączeniu z SIXIS i wahaniami w jego charakterze, tak naprawdę zupełnie nie wiadomo, kim jest i co o nim sądzić. I dlatego będzie 3/10.  



All-New X-Men #34 
all-new_x-men_34@m.jpg
Gil: Okładka okłamuje nas, że jest tu Cyclops, którego oczywiście nie ma. A w środku… znów mnóstwo scenek rodzajowych, a za to fabuły co kot napłakał. Scenki, owszem, fajne, ale właściwie nic nie wnoszą. Tyle, że na końcu coś odkryli, czyli pewnie tę panienkę, co ich tam wysłała. Też mi rewelacja… Poza tym, Bendis wyraźnie zakłada, że ludzie, którzy to czytają, znają uniwersum Ultimate, a tymczasem dla kogoś, kto się w nim nie orientuje, w tej historii równie dobrze mogłyby występować inne odpowiedniki postaci z losowo wybranej lub zupełnie nieznanej alternatywnej rzeczywistości. I na przykład, ja to właśnie tak odbieram, dlatego historia sama w sobie jest mało interesująca, jeśli kogoś nie kręci skrzyżowanie tych dwóch światów. I może dostać najwyżej 4/10. 
Krzycer: Podzielenie grupy na podgrupy sprawia, że w każdym numerze każdy wątek ledwo się porusza. Najdalej idzie Jean z Milesem, co owocuje paroma fajnymi scenami (np rozkładówka z życiorysami obu Jean) i dialogami. Jednocześnie Bendis w dziwny sposób zwraca uwagę na problem (Miles mówi o instytucie w Westchester per "wasz stary dom"), ale nijak go nie wyjaśnia (...co X-Men tam robią, powinni siedzieć w Utopii jeśli dobrze kojarzę). 
Ogólnie: strasznie wolno to idzie... a że zmierza do końca (ile zostało, numer? dwa?) to chyba już nic istotnego się nie wydarzy, bo w tym tempie - niby kiedy by miało?  
Undercik: Acha. Fajnie się to czyta. Jak zawsze i tyle. Historia polega głównie na interakcjach, a to Bendisowi akurat wychodzi. Poza tym - nic specjalnego.

avengers__x-men_axis_8@m.jpg
Avengers & X-Men: AXIS #8
Xavier83: No dobra. Akcja - jest. Fabuła - trochę. Rysunki - średnie. Sumarycznie nie wygląda to źle, choć mogłoby być lepiej. Choć tego manewru Dooma nie rozumiem do końca. Nawet nie wiedziałem, że te dwie postacie były martwe. I czemu Red Skull jest Grey Skull?Ostatni numer zapowiada się na przypakowany akcją i fabułą, bo muszą to wszystko jakoś sfinalizować. 6 /10 
Krzycer: No, biją się. Herosi i złoczyńcy, wykrzywieni nie do poznania, tłuką się. A ponieważ są wykrzywieni nie do poznania, mam problem by się przejąć tymi niekończącymi się deklaracjami typu "zabiję cię", "nienawidzę cię" i tak dalej i tym podobne. 
Z kolei przyjemność z oglądania walki psuje mi to, że... to nie jest szczególnie dobrze wyreżyserowana walka. W sensie, tak naprawdę niewiele się tu dzieje - to zbiór zbliżeń na pojedyncze pojedynki, które nie składają się na jakiś większy obraz, i poza tym, że uczestnicy czasami zmieniają sparingpartnerów nic ich nie łączy. 
A skoro walki mi wiszą, nie pozostaje mi nic innego, jak skoncentrować się na innych elementach komiksu. Nie ma ich wiele, a te, co są - są dziwne. Carnage poświęca się, by stłumić wybuch genbomby. Genbomby której działanie, przypomnę, miało objąć cały świat. I jasne, sama nazwa "genbomba" sugeruje marvelową fizykę więc nie ma się czym przejmować, bo i tak nie wiadomo, jak to by miało działać... No ale sorry, jak ktoś mi mówi "to zabije wszystkich ludzi na świecie", to trudno mi uwierzyć, że wystarczy opleść ładunek symbiotem by temu zapobiec. No ale - marvelowa fizyka. 
Potem Nomad mówi do papy - "Those X-Men can't stop the Axis for much longer" - i tego już kompletnie nie rozumiem. Czy Przekręceni Avengers w pewnym momencie ogłosili, że od teraz nazywają się Axis? Bo słowo Axis w w tej historii pojawiało się dotąd wyłącznie jako określenie osi moralnej przy okazji czarów Scarlet Witch, Strange'a i Dooma. 
Potem dowiadujemy się, co się stało z Red Skullem, i... serio? Serio? Banda Przekręconych Avengers, banda Przekręconych X-Men - wszyscy dali się na to nabrać? 
Potem pojawia się Brother Voodoo. I, ten, no. Myślałem, że uważnie śledzę ten crossover. Czy Doom podsumowuje wydarzenia z jakiegoś tie-inu, który przegapiłem, czy też Remender naprawdę wyrzucił coś, co brzmi dużo ciekawiej od wszystkiego co dotąd wydarzyło się w tej historii poza kadr? Gdzie ja jestem, co się dzieje... 
Na końcu zaś lata 90 powracają silniejsze niż kiedykolwiek, ale przynajmniej Yu trochę popracował nad tą zbroją i już nie jest taka koszmarna, jak w oryginale. 
(Zakładam, że to ma być ten pamiętny wynalazek - przynajmniej hełm na to wskazuje.)
Kminek: Carnage poświęcający się dla ludzkości - łaaaaał! Jarvis przechytrzający najpotężniejszych bohaterów Marvela, w tym dwóch członków superinteligentnej grupy Illuminati - łaaaaaaał! Kapitan Ameryka jako " Very Old Cyber American Knight" - łaaaał. Absorbing Man absorbujący moc Jarnbjorna - łaaaaaał. Doctor Voodoo powracający z zaświatów, bo Doctor Doom zawarł z kimś tam gdzieś tam jakiś pakt - łaaaaał! 
I wszystko tu mogłoby zasługiwać na te "łaaaaaał" gdyby jakimś cudem się ze sobą kleiło. Lecz się nie klei. Gembomb zatrzymane ot tak?! Lame. Ukrycie Red Skulla za pomocą jakichś durnych zabawek Starka też słabe. Steve po raz pińćsetny ratujący sytuację - "Ale to już było (...)". I czemu, do jasnej niepodległej, Doom nie zajął się znalezieniem Strange'a tylko skupił się na BYŁYM Sorcerer Supreme? Poza tym, z tego, co pamiętam, to Voodoo został wciągnięty do tego świata duchów, a nie zginął... Mniejsza. Niby jest lepiej, ale tak samo bez sensu. A, no i nie ma nic o Headpoolu. 
Najsilniejszym punktem numeru jest konfrontacja Odinsona z Lokim. Zapowiada się ciekawa potyczka na Księżycu. Reszta słabo! 
avengers__x-men_axis_8@a_1.jpg
Jdtennesse: Ósmy numer i wrażenie, że to wszystko już było... Wszystko, czyli najważniejsze - powrót Red Skulla, czy może już teraz Charliego czy kogo w końcu? Jeżeli RS ma być lekiem na całe zło... e, zagalopowałem się, lekiem na aktualną sytuację, która jest wynikiem tegoż RS, ale w innej postaci/odsłonie/wersji/... O co chodzi? Przecież te bzdury są pisane, żeby Marvel trochę zarobił, bo obecnie najbardziej poczytne są chyba najgorsze szmiry, w których jest dużo bohaterów, którzy (tradycyjnie) się bezmyślnie nawzajem zwalczają. Ci zawsze źli, ci zawsze dobrzy, Cap już stary i nie może, ale w zbroi jednak może... Dlaczego ja to w ogóle czytam... Nie, dlaczego oni to tworzą...ale na to pytanie sam już sobie odpowiedziałem. 
Przeczytam ostatni rozdział, żeby zobaczyć jak to się skończy (pewnie tak beznadziejnie, jak się zaczęło), ale tylko dlatego, żeby móc to potem krytykować. Naprawdę. 
Gil: Zaczyna mnie już męczyć znęcanie się nad tym chłamem, więc zostawię sobie resztki sił na finał, a tym razem będę się streszczał. No, więc biją się. Ywil Ewędżers z Ywil Eksmen i z dobrymi łotrami. Przynajmniej Yu daje radę i momentami udaje mu się coś z tych scen wyciągnąć. Problem bomby rozwiązują heroicznym poświęceniem Carnage’a. Wrażenie jest zerowe, bo skoro przeżył rozerwanie i wrzucenie w słońce, to czemu miałaby mu zaszkodzić bomba, która nawet nie zrobiła bum? I właściwie, jak ona miała zadziałać? Tego oczywiście nikt nie wytłumaczył, bo i po co? Najwyraźniej Enchantress i Loki spróbują jakoś odwrócić zaklęcie… albo coś tędy, bo tak przynajmniej brzmi ich rozmowa. Doom wskrzesił Brothera VooDoo, bo… shock value? Nie wiem – zupełnie tego nie kumam. Skoro zamietli pod dywan Strange’a bez żadnego powodu, to po co teraz to? No i na koniec okazuje się, że Czerep nie uciekł, tylko go zamaskowali hologramem, czy cuś. I oczywiście największe geniusze techniki tego nie odkryły, bo nie. Za to teraz sensacja nad sensacjami, bo Steve staje ramię w ramię z Czerepem. Boo-hoo! No ale dobra – skoro udało im się go uwolnić, to czemu do ciężkiej cholery nie uwolnił też tych wszystkich Avengers, którzy najwyraźniej byli w tym samym budynku? Aha, zapomniałem – to miało by sens, a w tej serii nie ma dla niego miejsca. Uhhh… niech oni już to kończą… Tym razem rysunki trochę pomogły, więc litościwie dam 3/10.  
Undercik: Panie, skończ się pan już kompromitować, bo widać, że całość pisana jest na kolanie. Remednerowi zdarzały się zarówno dobre jak i słabe komiksy. Axis jednak bije na głowę te drugie. Do tej pory tylko jeden numer był znośny. Jak dobrze, że skondensowali to w trzy miesiące.  

Axis: Hobgoblin #3 
Gil: No i w sumie nic wielkiego z tego nie wyszło. Dwa Hobgobliny się pobiły, przyszedł dziadek Steve i ciąg dalszy w SIXIS, dobranoc. Trochę tam było tych knowań i zdrad, ale całość trwała zbyt krótko, żeby można było zbudować tę intrygę jak należy, czyli tak, żeby była interesująca. Właściwie nie wiadomo do końca, jaki był los Philgoblina, co się stało z Lilly, a już w ogóle nic na temat całej reszty bandy. Czyli tak naprawdę, główne wątki zostały bez rozwiązania. Za to rozmiar publicznego uwielbienia do Goblina jest wręcz absurdalny. Mówiąc więc wprost: niezbyt mi się podobało. Tak na 4/10. 
Krzycer: W sumie spoko, tylko ostatecznie trochę mało z tego wszystkiego wynika. Ale powtórka z przyszpilania gliderem wyszła ładnie. 
Za to końcówka ze Starym Steve'em trochę mi nie pasuje do rzeczywistości z głównej miniserii, gdzie wszyscy na Manhattanie muszą się chować przed szalonymi mutantami. No chyba, że ten tie-in zdążył się rozegrać między Genoshą a inwazją mutantów.  

Axis: Revolutions #4 
Gil: Tym razem obie historyjki były właściwie o niczym i obie były wtórne. Złego Icemana widzieliśmy tuż przed zamknięciem Astonishing X-Men, więc tak naprawdę jest to ta sama historia, tyle że bez reszty X-Men. Druga historyjka dla odmiany, to typowy Chaykin. Dużo gadania o niczym, akcja w stylu lat 60 i nieciekawe rysunki. Nie, żeby w pierwszej były ciekawsze, ale na Chaykina jestem jakoś wyjątkowo cięty. Czyli tym razem nie ma o czym mówić, więc podsumujemy na 2/10. 
Krzycer: Zajrzałem. Pomysł zrobienie z Icemana karykatury cierpiącego mrocznego bohatera jest nawet śmieszny, ale jakoś po dwóch stronach odechciało mi się czytać rezultatów. A Chaykina po prostu nie chciało mi się czytać. Więc tylko przejrzałem cały zeszyt.  

axis_hobgoblin_3@m.jpgaxis_revolutions_4@m.jpgblack_widow_vol._3_13@m.jpg

Black Widow vol. 3 #13 
Gil: Spojrzałem właściwie tylko po to, żeby pooglądać rysunki. A i to raczej zasługa Elektry, bo tamta grafika narobiła mi trochę smaka na coś bardziej pastelowego, żeby dać oczom odpocząć. No i rysunki fajne były – zwłaszcza scenerie jesienne. A fabuła? Nawet nie zawracałem sobie nią głowy, bo już po paru stronach czułem, że znów będzie to historyjka o niczym. No i wygląda, że miałem rację. Dam więc 4/10, które oznacza, że to nie dla mnie, ale nie musi być złe. 
Rodzyn: Po poprzednim bardzo dobrym numerze, zarówno historia jak i rysunki trzymają poziom. Akcja powoli się rozwija, dostajemy kolejne rozwinięcie wątku Chaosu i prawdopodobnie już wiemy, czego możemy się spodziewać w kolejnych numerach. Cieszą drobne elementy, jak sceny z Liho i ponowne pojawienie się Hawkeye'a. Również rysunki i piękna jesień w wykonaniu Noto cieszy oko. 

Captain Marvel vol. 7 #10 
Gil: Brakowało mi tej małej, więc miło było znów ją zobaczyć. I to właściwie tyle, bo nie za wiele da się o tym numerze powiedzieć, poza tym, że jest dziwny. Motyw ze szczurami był bardziej zabawny rysunkowo, niż fabularnie. Nawet mój szczur wlazł mi na kolana i się przyglądał, więc to policzę na plus. Natomiast sporo tu było waty, a całość była dość chaotyczna. Czasami ciężko było powiedzieć, czy to flashback, czy Karolka już wróciła i w ogóle, jaki to ma związek z czymkolwiek. Ale hej, może część druga będzie bardziej spójna, skoro już wiemy na pewno, że wraca chociaż na święta. Ale tymczasem dam najwyżej 5/10. 
Krzycer: W sumie sympatyczne. I DeConnick nieźle wyczuła, że wypadałoby zajrzeć, co tam porabia pozostawiona na Ziemi obsada drugoplanowa serii.  

Death Of Wolverine The Weapon X Program #4 
Gil: Próbowałem... naprawdę... ale wszystko, co udało mi się z tego wyczytać to, że Larroca chyba brał lekcje u Liefelda. Aha, no i Ogun. Watch me still don’t care. 
Krzycer: ...aj waj. Cornelius "przypadkiem" zamienił mężczyznę w kobietę? Wat? Znaczy... znaczy... ok, eksperymentowanie z mutacją... hormony... ok... ale... ale... Ale to wciąż wymagałoby interwencji chirurgicznej. Takie rzeczy nie dzieją się "przypadkiem". Panie Soule, no co pan? 
W numerze była też rewelacja o Ogunie, ale durne zapowiedzi sprzed paru dni mi popsuły niespodziankę. Z drugiej strony Ogun to postać która mi niewiarygodnie wisi, więc jakoś wątpię, żebym zareagował inaczej gdybym nie wiedział...  

captain_marvel_vol._7_10@m.jpgdeath_of_wolverine_the_weapon_x_program_4@m.jpgdeathlok_vol._5_3@m.jpgelektra_vol._3_9@m.jpg

Deathlok vol. 5 #3 
Gil: Coraz bardziej widać, że seria zaczyna się upodabniać do Black Widow. Każdy numer to przede wszystkim jakaś krótka historyjka, w której Deathloka mogłaby zastąpić inna, losowa postać. I mam deja vu, bo chyba to samo pisałem poprzednio. Ale przynajmniej tutaj jest jakieś wyraźniej zarysowane tło i coś tam się dzieje. Ot, choćby tyle, że główny bohater ma jakieś życie i że ktoś w SHIELD się tym wszystkim interesuje. Te wątki są ciekawe, tylko szkoda, że zajmują tak mało miejsca w porównaniu z tymi randomowymi bitkami. Ale jeszcze jest interesująco i nadal fajnie wygląda, więc nadal będzie 6/10. 

Elektra vol. 3 #9 
Gil: Złapali mnie tym razem na Jennifer Kale i rysunki. Nie, żeby jakoś specjalnie musieli łapać, bo niezmiennie jestem serią zainteresowany. Ale mimo wszystko, to nadal były najbardziej interesujące mnie elementy. Zwłaszcza, że jakoś nie pamiętam tej historii, w której Jennifer zginęła, więc będę musiał sobie poszukać. No i cała historia wyraźnie zmierza w stronę przywrócenia Bullseye’a do formy, a pojedynek ze wskrzeszaczami z Hand był ciekawy. No i motyw ze smokiem fajny, chociaż trochę już odlatuje. I tu znów dochodzimy do punktu, w którym dziwię się, że akurat tę serię postanowili zamknąć, chociaż inne, gorsze wciąż trzymają. A ja konsekwentnie dam 7/10. 

fantastic_four_vol._5_14@m.jpg
Fantastic Four vol. 5 #14 
Gil: Aha, czyli teraz będą próbowali nas przekonać, że przez tyle lat za wszystkimi wydarzeniami stał jeden największy wróg Richardsa. Może i byłby to fajny pomysł, gdyby była to postać na miarę Dooma lub przynajmniej Wizarda, ale niestety… to facet, który się na nich zawziął, bo Sue go nie chciała. Ryli… Ze wszystkich możliwych motywów i originów, wybrali to. A teraz chcą, żebyśmy traktowali ten pomysł poważnie. Eee… sorry, ale nie. Ja nie dam rady. To pomysł bardziej na miarę Mody na Sukces, niż komiksu superhero. Chyba, że James Robinson to nowe pseudo Chucka Austena – wtedy bym się nie zdziwił. Ale w tej sytuacji: nope, nope, nope, nope-nope-NOPE! I 3/10. 
Undercik: Jestem chyba jedna z nielicznych osób, której podoba się najnowsza odsłona F4. Pomysł na serię, aby powalić drużynę na kolana i ją potem podnieść działa znakomicie. Robinson znakomicie wykorzystuje wiedzę o historii Fantastic Four w całym swoim runie, a główny wątek tylko w tym pomaga. Przed nami ostateczne starcie. 
Nie. Nie boli mnie ten mini retcon, że za wszystkim stał Quiet Man. Jego motywacje są na tyle absurdalne, że je całkowicie kupuje. 


Guardians Of The Galaxy vol. 3 #22 
guardians_of_the_galaxy_vol._3_22@m.jpg
Gil: Mam pomysł na pijacką gierkę: otwierasz butelkę, otwierasz komiks i wychylasz szota za każdym razem kiedy Venom przeskakuje na kolejnego Guardiana. No bo to właściwie cały pomysł w tej historii. Czyżby Bendis skończył się na Kill ‘em All i teraz zostały mu już tylko gimmiki? Tak to niestety wygląda: jak pokaz slajdów z cyklu „co by było gdyby Venom opanował [wstaw postać]?” I chociaż jak dotąd w każdym przypadku wygląda to efektownie, to fabuła już za tą efektownością nie nadąża. Bo prawie jej nie ma. Czyli i tutaj będzie 4/10. 
Krzycer: Bendis kolejny raz wykorzystuje gimmick pt "co by było gdyby postać x skrzyżowała się z symbiontem", tylko tym razem prezentuje nam trzy warianty w jednym numerze. Poza tym treści nie stwierdzono. Nuda. 
Undercik: To jest ten moment w którym powinno się czepiać Bendisa. Naobiecywał poznania historii i planety symbiontów, a w zamian mamy festiwal Venoms of the Galaxy. I jakim cudem Vroot gada I am Venom, zamiast I am Groot? I dlaczego symbiont tak skacze po nosicielach? I dlaczego mam wrażenie, że nie skończy się to na następnym numerze? Ehhh...
Z drugiej strony mamy dosyć ciekawy pomysł, aby Star-Lord rządził Spartax. Do tego wstawka z Captain Marvel jest niczego sobie, ale bardziej służy za ekspozycję niż ma jakiś konkretny cel fabularny. Podsumowując - co się zmieniło - Venom jest teraz na Draxie, a Star-Lord władcą imperium Spartax. Heh, przynajmniej będzie się szybko streszczać.

Inhuman #10 
Gil: Medusa nadal świruje, ale też nadal świetnie wygląda. W sumie, to mogli by jej zostawić ten wygląd, bo ma znacznie więcej charakteru niż jej wcześniejsze design. Chociaż z drugiej strony, splatając włosy, trochę strzela sobie w stopę. Ale co tam… Dosyć ciekawym zabiegiem było pokazanie, że inni Inhumans zauważają zmianę i reagują podejrzliwością. Starcie z Pajęczakiem to właściwie fanservice, ale też nie najgorszy w wykonaniu. I wątek Readera nadal ciekawie się rozwija. Są tylko dwa ale w końcówce: to jak Medusa po prostu rzuca to wszystko, by wyjechać w Bieszczady i to, jak nagle się temu starcowi ozdrowiało. Ale jest szansa, że jeszcze coś z tego wyciągną. Tymczasem jest nieźle i trzyma zwyczajowy poziom 6/10. 
Krzycer: Zgaduję, że Przekręcona Medusa została pozbawiona cierpliwości i dlatego przy pierwszej okazji rzuca zabawki w kąt? Na szczęście wątek Readera i Xiaoyi jest ciekawszy... tylko bardzo chciałbym wiedzieć czym niby zajmuje się ta Korporacja, bo nie lubię takich amorficznych organizacji co to są wielkie i tajemnicze, bo zawsze węszę przy nich leniwe pisanie scenariusza. 

inhuman_10@m.jpgmiles_morales_the_ultimate_spider-man_8@m.jpgmoon_knight_vol._7_10@m.jpg

Miles Morales: Ultimate Spider-Man #8 
Krzycer: Milesa w tym numerze ze świecą szukać. Historia papy Moralesa jest... w miarę ciekawa, ale nagromadzenie zbiegów okoliczności wokół Milesa zaczyna przekraczać mój próg tolerancji  

Moon Knight vol. 7 #10 
Gil: Wood znów udaje Ellisa, ale wychodzi mu to całkiem nieźle. Ten numer utrzymany jest w stylu skupiającym się na postaci pobocznej, z głównym bohaterem pojawiającym się ledwie na chwilę. Ale trzeba przyznać, że czytało się dobrze i nawet mnie to wciągnęło, chociaż sam wątek polowania na dyktatora trochę się już przeciąga. Ale za to nowe wcielenie Khonshu daje radę lepiej, niż się spodziewałem. I całość wygląda dość fajnie. Chociaż wciąż jest to tylko emulator Ellisa i dlatego wyciągnie najwyżej 6/10. 
Krzycer: Całkiem spoko numer. Tylko tyle i aż tyle.  

ms._marvel_vol._3_10@m.jpg
Ms. Marvel vol. 3 #10 
Gil: Zacznę od przyznania tytułu komiksu tygodnia. A za co? A za genialny wprost, alegoryczny komentarz do pozycji nastolatków we współczesnym społeczeństwie, przemycony pod przykrywką prania im mózgów i wykorzystywania w roli baterii. Jak zacząłem uważnie wczytywać się w tę dyskusję, to co chwilę odkrywałem w niej kolejną płaszczyznę, jakiś przytyk, nawiązanie, ukryty sens i podwójne dno. Mógłbym spróbować tutaj rozpisać wnikliwą analizę, ale podejrzewam, że byłby to największy objętościowo Pulse w historii, więc tylko dlatego nie będę tego robił. Nie tutaj, ale może skuszę się na jakiś osobny tekst. Oczywiście, zawsze istnieje ryzyko, że wyczytałem z tego więcej, niż autorka zamierzała przekazać, ale sam fakt, że udało jej się poruszyć tę żyłkę jest już wielką zasługą. Wydaje mi się jednak, że odczytuję to prawidłowo, bo jak dotąd za wszystkim, co napisała pani Wilson, stało porządne i poważne studium tematu i stąd mam do niej wielkie zaufanie. A umiejętność przekazywania głębszych myśli pod historyjką, w której nastolatka walczy ze zmutowaną papugą, świadczy o ogromnym kunszcie pisarskim. Od dłuższego czasu nic z Marvela nie zdołało mnie tak pobudzić intelektualnie, więc musze to odpowiednio nagrodzić. 9/10 powinno wystarczyć. 
Krzycer: No proszę, GWillow Wilson udźwignęła motyw "superbohater przekonuje nieprzekonanych". Wcale nie jest łatwo napisać taką scenę, by nie była sztuczna czy - gorzej - wręcz żenująca.  

spider-woman_vol._5_2@m.jpg
Spider-Woman vol. 5 #2 
Gil: Eee… da fak? Czy przypadkiem całym sensem tej historii nie miało być to, że Jessica miała ochraniać Silk? Czemu więc lata sama? Czy przypadkiem nie powinno tu być więcej postaci? Gdzie się więc podziały? Czy nie skończyli poprzednio w zupełnie innym miejscu? Po co więc ten bezsensowny przeskok? Ale, ale! Czyż to nie jest słowo-klucz? Bezsensowne jest tu właściwie wszystko, więc nie ma nawet sensu wyliczać. Jessica w poprzednim numerze była stuprocentowym bucem, paplającym tylko o swoim profesjonalizmie, a tutaj zapomina o całej tej odpowiedzialności, żeby miziać się z piratem. I o czym to świadczy? O tym, że Hopless uważa kobiety za puste istoty, które są wredne, jak są same, a jak tylko zobaczą jakiegoś przystojniaka, to rzucają wszystko, żeby się do niego przykleić? Chyba naprawdę nic innego nie dam rady z tego wyczytać, bo w tym komiksie nie ma zupełnie nic. Tak po prostu – nic. Nie wiem, po co istnieje, ani dlaczego ktoś powierzył go właśnie tym ludziom, którzy w żadnym wypadku nie powinni się zajmować komiksami z kobietami w roli głównej. I dam mu 2/10. 
Krzycer: Nie marnujmy czasu: żenujące dialogi, beznadziejne rysunki, kiepski scenariusz. No i bardzo błyskotliwy pomysł, by drugi numer startującej serii nijak nie wiązał się z poprzednim. Rewelacja...


Scarlet Spiders #2 
Gil: Wojny klonów ciąg dalszy. Przez większość zeszytu dostajemy prawie dokładnie to samo, co w numerze poprzednim, czyli mówiąc krótko: zakradają się. Kombinują tak i owak, ale generalnie całość kręci się właśnie wokół zakradania. Ale jest o tyle dobrze, że wreszcie na końcu docierają do celu i stają oko w oko z przeciwnikiem. W sumie, to nawet bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że ma on jakiś większy związek z Jackalami lub nawet jest tym oryginalnym, bo wtedy miałoby to wymiar symboliczny. No, zobaczymy, czy pójdą w tym kierunku, ale jak na razie tylko to jeszcze podtrzymuje moje zainteresowanie. Co oznacza, że będzie 5/10. 
Undercik: Co tu dużo mówić - lubię te postacie i przyjemnie się to czyta, ale jestem w stanie stwierdzić, że jest to co najwyżej dobry komiks. Fajnie czyta się perypetie trójki klonów, ale coś czuję, że ostateczne starcie nie będzie zadowalające. W sumie to dobrze, że obydwa numeru skupiły się na interakcjach między bohaterami i skradaniu. Póki co jestem usatysfakcjonowany, ale mimo to czegoś mi brakuje. To zdecydowanie nie jest poziom prac Yosta.

Storm vol. 3 #6 
Gil: Pamiętacie stare dobre czasy, kiedy główni bohaterowie mieli osobowość? Fajnie, że niektóre komiksy wciąż do nich nawiązują. Ale niestety, to nie jest jeden z nich. Minęło już sześć zeszytów, a Storm nadal nie wykazuje żadnych oznak osobowości, które mogłyby jakoś przyciągnąć czytelnika. To nadal jest seria przeskoków do różnych akcji, które mają czymś wypełnić te dwadzieścia parę stron, ale na nic nie mają wpływu, ani związku ze sobą nawzajem. Tutaj na przykład grupa randomowych postaci atakuje równie przypadkowo wyglądających polityków. Tyle, że w samolocie, żeby Storm miała co robić. I tyle. Ani jakiejś konkretnej myśli przewodniej, ani większego sensu. Poważnie zastanawiam się nad rozstaniem z tą serią. A teraz dam jej 3/10. 

scarlet_spiders_2@m.jpgstorm_vol._3_6@m.jpg


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2014.12.17.
Redaktor prowadzący: Dominik "Undercik" Nowicki  
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.