Avalon » Publicystyka » Artykuł

Annihilusy 2007

Coroczne podsumowanie to już tradycja Avalonu, a wraz z jego ewolucją rozwinęły się również X-Maliny, które w wyniku secondary mutation stały się Annihilusami. A co działo się w tym roku? Pierwszy kwartał to huczne zakończenie Civil War i śmierć Steva Rogersa, która poruszyła media na całym świecie, wliczając w to nasz Teleexpress i Panoramę. Zanim echa pierwszej wojny zdążyły ucichnąć, rozpętała się już kolejna za sprawą wkurzonego zielonego olbrzyma i jego przymierza. W lipcu Marvel stracił monopol na wielkie wydarzenia i to wcale nie na rzecz DC. Tymi, którzy "złamali internet w pół", była garstka śmiertelników z kraju nad Wisłą, w wyniku ich machinacji stary Avalon przestał istnieć i narodził się nowy, lepszy, potężniejszy. Trzeci kwartał upłynął pod znakiem WWH, przygotowań do MC i Spiderowskiego Back to Black. Gdzieś w międzyczasie powstała też kolejna kosmiczna opowieść dotycząca Annihiliacji. Najważniejsza jednak okazała się końcówka roku zdominowana Kompleksem Mesjasza i niestrawnością wywołaną "przełomową" historią One More Day.


Annihilusy 2007




Tytuł cykliczny


Cyclop83
: Tu zwycięzcą jest Wolverine Origins. O ile początkowe numery były w miarę interesujące, o tyle obecnie nie widzę sensu istnienia tej serii.

Demogorgon: "Hail the Ultimate King of all Black, you f**g white m***s", czy też raczej Black Panther vol. 4.Reginald Hudin potrafi doprowadzić do ruiny każdy komiks i naprawdę jego nudna pisanina doprowadza człowieka do szału. Nie lepiej radzą sobie tegoroczni Exiles, ale tam przynajmniej nie mamy tyle rasizmu.

Don David: Zdecydowany numer jeden to Black Panther vol. 4. Przykład jak nie powinno się pisać komiksów. Przeglądam to "dzieło" tylko dlatego, że sprawia mi to pewnego rodzaju masochistyczną przyjemność. Na każdej płaszczyźnie to kompletne dno. Polecam mimo wszystko jako ciekawostkę, warto rzucić okiem na jeden z najgorszych komiksów w historii.

Duczmen: Zdecydowanie Mighty Avengers. Tytuł dostał ultra skład, dostał super scenarzystę, świetnego rysownika, a wyszła kaszana. Dialogi są średnie, rysunki im dalej w las, tym gorsze, aby na końcu roku osiągnąć dno. Komiks może uratować porywająca historia - tutaj mamy naparzankę w stylu lat 90-tych. Zawiodłem się.

Gamart: Od dawna nie czytam już Wolverine Origins, Wolverine vol. 3 i chyba dobrze. Z tych co czytam, to z Ghost Ridera vol. 5, który na poczatku był luźnym czytadłem w starych klimatach, zrobiło się jakieś okrutne niszczenie postaci i tylko po odejściu Waya może być lepiej. Do tego jeszcze oczywiście maksymalnie rasistowski Black Panther vol. 4, który jednak może wychodzić dalej, ponieważ daje niesamowitą przyjemność ze sprawdzania, co jeszcze można zepsuć i jak bardziej pokazać, że czarna rasa rządzi w świecie Marvela.

Gil: Niektóre tytuły są kiepskie, ale mnie śmieszą, więc nie będę się nad nimi pastwił, bo pewnie zrobią to inni. Inne tytuły są złe, więc nawet ich nie czytam, a tutaj trudno byłoby uzasadniać, dlaczego uznaję je za złe. Kilka jednak przeczytałem i wiem, dlaczego zasługują na anihilację. Wśród nich, na czoło wysunął się Ghost Rider vol. 5, który wraz z numerem 18. zasłużył sobie na wszelkie inwektywy, niszcząc całkowicie postać głównego bohatera. Dalej jest Wolverine vol. 3, który dzięki kombinacjom Loeba i Guggenheima stał się całkowicie niestrawny oraz Wolverine: Origins, który zawsze był niestrawny i psuł postać. Ten rok okazał się też pechowy dla Exiles, bo seria i jej koncepcja zostały całkowicie zarżnięte.

Hotaru: Sam siebie zaskakuję, ale nie będzie to Black Panther vol. 4. Nie znam innego BP niż spod pióra Hudlina i chyba przyzwyczaiłem się do tego, że z numeru na numer jest gorzej, chociaż wydaje sie, że to nie możliwe. Black Panther vol. 4 jest poza konkurencją. Miano Najgorszego tytułu cyklicznego nadaję Ultimate X-Men. To, co się wyrabia z tym tytułem, od kiedy przejął go Kirkman, to hańba. Zepsuł kawał dobrej historii - na miejscu Millara, Bendisa lub Vaughna bym mu naklepał.

Janio15: Black Panther vol. 4 Nie wiem co mam powiedzieć. Najsłabsza seria w Marvelu. Zdecydownie i bez dwóch zdań. Ciekawi mnie, kto kupuje ten komiks? Wszytko leży. Od rysunków, po scenariusz.

Jaro: Panter, czwórek, klaremonciąt i łejąciąt nie czytałem, za to czytałem Wolverine vol. 3. I co? Romulusy, furries, anioły śmierci jakieś, do tego nijakie pozbycie się Sabretootha, jakieś teorie spiskowe - mniejsze lub większe buraki wymieniać można długo. I o ile, patrząc teraz na ostatnie dokonania Loeba, nie dziwię się, że spłodził takie bzdury, o tyle nędza numerów Guggenheima trochę mnie dziwi. Tak czy inaczej, seria w tym roku ledwo pełzała po mulistym dnie.

Jim J: Z bólem serca rzeknę – Fantastic Four. Przyczynili się do tego Black Panther, Storm, McDuffie oraz jego chore pomysły. Próbowałem się przekonac do tej serii, lecz nawet nie zauważyłem, kiedy po prostu przestałem ją czytać. Wstyd mi przez nią, bo jako jedna z ważniejszych i z tak długą tradycją powinna trzymać jakiś poziom, a tak jest jakby przeznaczona dla 10-latków. Ale już niedługo... bo chyba wszyscy czekamy na Millara.

Lex: staram sie nie czytać złych komiksów, więc szerokim łukiem omijam Hudliny i inne Claremonty. Z tego, co opowiadał mi Spence, na nagrodę najbardziej zasługuje Wolverine vol. 3. Nie do końca mu wierzę, bo maluje przede mną obraz nędzy i rozpaczy, ale sam boję się sprawdzić. Jeszcze bym sobie popsuł miłe wspomnienia z runu Rucki.

redevil: Wolverine vol. 3. Poziom absurdu i idiotyzmu w tym komiksie przechodzi po prostu moją umiejętność pojmowania. To ma być flagowa seria przedstawiająca najpopularniejszego bohatera Marvela? Nie, to po prostu kpina.

S_O: Oj, było tego sporo. Od Exiles, którzy po przejęciu przez Claremonta zupełnie stracili pierwotny sens, a bohaterowie - swój wyrabiany z takim trudem charakter, poprzez Black Panthera vol. 4, gdzie dzięki Inicjatywie Hudlin mógł pokazywać, o ile czarna rasa panów jest lepsza od najlepszych białych superbohaterów, na obu seriach Wolverine'a gwałcących tę niegdyś dobrą postać skończywszy. Jak widzicie, wybór nie jest łatwy.

TheNewlyAwoken: Wolverine'a vol. 3 nie czytałem na bieżąco, ale widząc niepochlebne recenzje kolegów z redakcji sięgnąłem. Piszę więc z jako takiego dystansu, myślę, że w miarę obiektywnie: ta seria nie ma sensu.



Mini-seria


Cyclop83: X-Men: Die By The Sword. Spodziewałem się czegoś ciekawszego po tej mini-serii. A tu kompletne rozczarowanie.

Demogorgon: Nie mam tutaj jakichkolwiek wątpliwości... X-Men: Die By the Sword. Chała nad chałami, z X-Men związana tyle, co PiS z poszanowaniem dla zasad demokracji. Ten komiks nie tylko był kompletnie niepotrzebny i przegadany oraz obdarzony natłokiem nonsensu, ale jeszcze zepsuł Mad Jima Jaspersa oraz pomógł do końca zrujnować Exiles. Nie wiem, co jest z tym Claremontem. Ma kompleksy, że Alan Moore mimo lat na karku wciąż pisze nieźle, podczas gdy jego komiksy z numeru na numer stają się coraz gorsze, i z zemsty psuje to, co Moore wprowadził do Marvela? Szkoda gadać, ten komiks to niesamowita wprost kicha, kompletna załamka.

Don David: Tu moim typem będzie Spider-Man/Red Sonja. Nie czytałem tylko przeglądałem, a wywołało we mnie to okropną senność i znudzenie. Brr, i co to za temat główny? Dla kogo to? To ja poproszę Wolverine/Harry Potter.

Duczmen: Cały czas próbuje zapomnieć o jednej serii, jednak tej traumy się nie da po prostu zapomnieć. Coś mnie natchnęło, aby przeczytać X-Men: Die By the Sword. Łatwo napisać, co w tym komiksie było złe - po prostu wszystko.

Gamart: Na szczęście ominąłem te złe miniserie

Gil: Tutaj jedynym naprawdę złym przykładem jest X-Men: Die By The Sword - skrajnie nudna i zwyczajnie kiepska. Nie tyle złe, co rozczarowujące okazały się World War Hulk i WWH: Gamma Corps. Natomiast za całkowicie niepotrzebne uważam New Avengers/Transformers i Spider-Man & Red Sonja oraz różne mini z udziałem Power Pack.

Hotaru: Panie i panowie - World War Hulk. Takiej przereklamowanej porażki dawno nie uświadczyłem. Fabuła głęboka jak kałuża na pustyni, zakończenie absorbujące jak lustro, i te szkaradne rysunki Romity. Zarówno on, jak i Pak, powinni wyjechać na wakacje i wrócić, kiedy dokładnie sobie przemyślą to i owo.... np. zmianę zawodu.

Janio15: World War Hulk: X-Men. Totalna profanacja X-Menów. Głupszej historii z ich udziałem chyba nigdy nie było. Dialogi wołają o pomstę do nieba. Szkoda słów na to.

Jaro: Były mini z dobrym pomysłem, ale fatalnie wykonane (taki Sub-Mariner np.), były mini zupełnie niepotrzebne (Spidey/Red Sonja), była wreszcie mini-seria zaliczająca się do obydwu powyższych kategorii. I właśnie WWH: Gamma Corps otrzymuje ode mnie annihilusa. Ok, były gorsze pozycje, ale akurat w tej niezły pomysł + dwa naprawdę dobre pierwsze numery zostały całkowicie zarżnięte przez dwa ostatnie. I za taki całkowity zjazd po równi pochyłej należy się odpowiednie wyróżnienie.

Jim J: World War Hulk. Strasznie przegięta mini seria opierająca się na pomyśle: Przekozak Hulk smash everybody! Wraca sobie taki z ekipą na Ziemię i nagle okazuje się, że wszyscy nasi och ach bohaterowie razem wzięci i armia USA nawet to pikusie są, taki to Hulk być potężny i niezniszczalny. I nawet Romrita Jr się tu nie wpasował rysunkami.

Lex: Widzę, że faworytem redaktorów jest X-Men: Die By The Sword, więc żeby nie było złudzenia, że to jedyna nieudana miniseria Marvela, to podam Onslaught: Reborn. Zła miniseria wracająca do złej historii. Zresztą co mógł stworzyć duet Loeb/Liefeld? Jak ktoś ma inne zdanie, to niech spróbuje przygotować streszczenia.

redevil: X-Men: Die By The Sword. Żal cokolwiek o niej pisać.

S_O: X-Men: Die By The Sword znany też jako "Exiles & New Excalibur Claremont Diahrrea". Tytuł jest swoją drogą ciekawy, bo nie było tu ani X-Men, ani żadnego miecza, a i śmierci kogokolwiek, kto ma jakieś imię, trzeba się było doszukiwać. O głupocie fabuły, psuciu postaci i braku logiki w postępowaniu nie będę wspominał, robiłem to dostatecznie często na łamach Pulsa.

TheNewlyAwoken: X-Men: Die By The Sword. Tutaj już po prostu ręce opadają, gdybym zaczął wymieniać co było w tej serii złego, to popadłbym w deprechę na najbliższe kilka miesięcy. Fuj!



Historia


Cyclop83: Tu na prowadzenie wysuwa się "Revelations" (Ghost Rider vol. 5 #14-18). To był mój pierwszy i ostatni kontakt z tą postacią.

Demogorgon: Historia z Black Panther vol. 4 #27-30, czyli psucie Marvel Zombies. Nie było to nawet w połowie tak fajne jak jakikolwiek inny komiks o Marvel Zombies, a do tego przepełnione było nielogicznymi błędami i idiotyzmami. Naprawdę, żałosne.

Don David: Mogę zaryzykować, że to będzie ta, co obecnie trwa w Black Pantherze vol. 4. Z takim początkiem (BP 31 patrz niżej) i niewiele lepszą kontynuacją nie muszę poznać końca, bo umieścić ją tu jako swój typ.

Duczmen: Strasznie zawiodłem się na Endangered Spiecies. Spodziewałem się czegoś, co pozwoli wgłębić się w sytuację zagłady mutantów, otrzymałem zapełniane na siłę strony.

Gamart: Ghost Rider vol. 4 #14-18 bo to hak zjazd gołym tyłkiem po nieheblowanej desce prosto do wanny ze spirytusem. Do tego WSZYSTKO z Black Panthera vol. 4 i Fantastic Four. I oczywiście historie Straczyńskiego ze Spider-Mana, bo "Back in Black" i "One More Day" to jedne z najgorszych rzeczy w Spider-Manie od lat.

Gil: Różne historie były kiepskie i nie chciało mi się ich czytać do końca, ale są dwie, które przyczyniły się do spaprania postaci i im należy się Anihilus z bonusowymi robalami. Mam na myśli: "Revelations" (Ghost Rider vol. 5 #14-18) oraz "Evolution" (Wolverine vol. 3 #50-54).

Hotaru: To cud, że sobie o tym szajsie przypomniałem, bo wymazałem go z pamięci - Endangered Species. Takich nudnych flaków z olejem to ze świecą szukać. Fakt, że stronice dodawane były za friko, tylko trochę pomaga... ale nie lasom, których szkoda na takie dno. Z rozpędu wspomnę tu o wszystkich historiach z BP i Ult X-Men.

Janio15: Co tylko chcecie z Black Pantherem. Powinni go usmiercić w imię lepszej sprawy i zapomnieć. Gdzie się nie pojawi wieje nudą, nudą i jeszcze raz nudą.

Jaro: Wolverinowe Evolution. Nie wiem, po co to było, nie wiem, jak kolejni scenarzyści będą próbować wybrnąć ze steku bzdur, jakie Loeb nam zafundował, nie wiem wreszcie, po co wprowadzać "tajemniczego ktosia", który z ukrycia pociąga za sznurki w życiu Logana. Nie wiem i nie chcę wiedzieć. O ile Way w swojej piaskownicy tłukł postać Wolverine'a, to Loeb w Evolution skutecznie ją zarżnął. Nad żałosną śmiercią Sabretootha i ogólnie nędznym poziomem samej historii z litości nie będę się pastwił.

Jim J: World War Hulk. Uzasadnienie w najgorszej mini serii.

Lex: Omijałem szerokim łukiem słabsze serie, ale z tego co musiałem przeczytać najgorzej wypadło WWH: Gamma Corps. Niezły początek, ale z każdą chwilą było coraz gorzej. Kompletnie niepotrzebna historia.

redevil: "Evolution". Kolejna pełna bzdur i nowych, przekozackich arcywrogów historia o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości Wolverina. Bla, bla. bla. Scenariuszowy gniot kiepskiego scenarzysty.

S_O: Tu też miałem problem. Czy wyróżnić historię o Marvel Zombies z Black Panthera, która była żałosną próbą wyciągnięcia forsy od nekrofili ze słabym humorem i dosłownym brakiem zakończenia, czy World War Hulk: Gamma Corps, która po dobrych dwóch numerach padła na ryj i przeleżała na dnie do końca... w końcu jednak wybrałem Back in Black ze Spider-Mana. Obiecywali Spider-Mana badassa, który zabija wszystkich, którzy mu się napatoczą, sugerowali śmierć cioci May, ogólnie cuda-niewidy, a co dostaliśmy? Miękką-Spider-Faję, która płacze nad tym, że złamała kilka przepisów prawa, ciocię, która żyje, umierając... a jedynymi zgonami w "badassowym" Amazing Spider-Manie były śmierć hitmana zdjętego przez kolegę po fachu i kilku bakterii, które zostały poddane sterylizacji w szpitalu. No i nie można pominąć braku koordynacji - OMD, mimo opóźnień, już się kończy, a w New Avengers (i WWH) Spidey nadal biega ubrany w czarną piżamkę.

TheNewlyAwoken: Historia o zombiech z Black Panther vol. 4, która jest tak zła, że nawet nie ma własnej nazwy (sic!).



Pojedynczy zeszyt


Cyclop83: Marvel potrafi tworzyć świetne komiksy, ale również prawdziwe gnioty. Na to miano zasługuje Ghost Rider vol. 5 #18. Zamiast zachęcać, odstrasza czytelników.

Demogorgon: Znów oberwie się Exiles, tym razem za numer #98. Nudne, bez sensu, z kompletnie idiotyczną walką Richardsa i Dooma przeplataną nudnym gadaniem. Dodajmy do tego niezrozumiałe zakończenie i Gwen Stacy, która nie dość, że pojawiła się nie wiadomo skąd, to jeszcze Claremont uważa najwyraźniej, że sika z podniecenia na sam widok gościa w kostiumie Spider-Mana, bo jest zakochana w O'Harze. Czułem się, jakby Chris zgubił gdzieś jeszcze jeden komiks, ponieważ kompletnie nie wiem skąd ona (ani tym bardzie jej romans) się tam wzięła. Beznadzieja.

Don David: Black Panther vol. 4 #31. Paskudna okładka, Hudlin, przeciętne rysunki, Hudlin, większość akcji dziejąca się wewnątrz wizji w umysłach bohaterów, Hudlin, Panther pokazuje po raz kolejny jakim jest kozakiem, Hudlin do kwadratu.

Duczmen: Mighty Avengers #1. Nigdy po Bendisie nie spodziewałbym się, że zrobi madafakamegabicz vs. ultra monsters. To było okropne, seria sięgała dna, na szczęście potem nieco się odbiła, na nieszczęście tylko nieco.

Gamart: The Ultimates 3 #1. Ponieważ numer ten niszczy wszystko co budował Mark Millar.

Gil: Mógłbym tu wskazać jeden z wielu Annuali, albo któryś z What Ifów. Mógłbym też wybierać z głębokich zasobów serii, które uznałem za złe. Nie mam jednak ochoty przypominać sobie tego, co mnie tak drażniło, dlatego daruję sobie szperanie i wskażę te najświeższe, które nadal wiercą mi dziury w wątrobie. Jako zło wcielone: Ghost Rider vol. 5 #18, a jako rozczarowanie: World War Hulk #5.

Janio15: The Ultimates 3 #1 bo też mi się nie podobał :D

Jaro: The Ultimates 3 #1. Tak się nie robi po prostu. Nie psuje się kilkuletniej pracy poprzedników jednym numerem. Nie pokazuje się karykatur świetnie ukształtowanych bohaterów. Nie zastępuje się hiperrealistycznie rysującego Hitcha szarżującym w skrajnie innym stylu Madureirą. Począwszy od żałosnego chwytu z sextaśmą (bo to cool jest), poprzez wykastrowane postacie, a skończywszy na zwyczajnie fatalnym wykonaniu komiksu - The Loebtimates #1 mają wszystko co potrzebne, by stać się najgorszym numerem tego roku.

Jim J: World War Hulk #3. Po pokonaniu, w poprzednim odcinku, Mighty Avengers i New Avengers (wszystkich naraz) i Fantastic Four (X-Men też wszystkich pokonał, don't worry) Hulk bierze na siebię zmasowany atak armii USA strzelającej do niego setkami tysięcy kul z adamantium, Doctor Strange atakuje mu w tym czasie mózg, ale i tak wszyscy okazują się być leszczami, bo za chwilę zielony gigant rozwala wszystkich i ma się dobrze.

Lex: The Ultimates 3 #1. Pewnie były gorsze komiksy w tym roku, ale ten komiks to dla mnie schyłek pewnej epoki. Jeśli o dalszym kształcie imprintu Ultimate ma decydować Jeph Loeb, to ja dziękuję kilka lat dobrej zabawy i żegnam się z tą linią.

redevil: Exiles #100. Pamiętam, jak niezłymi komiksami były pierwsze numery tej serii. 100. numer nie dość, że jest gniotem bez fabuły, to jeszcze nie potrafi w jubileuszowym i zarówno ostatnim numerze oddać czegoś na kształt hołdu najlepszym momentom w historii Blink i kompanii. Exiles died, don't let New Exiles rise.

S_O: Tu także mam kilka nominacji. Po pierwsze, Fantastic Four #550, czyli końcówka historii z Contraseptis. Już mogę przeżyć wysyp guest-starringów, ale scena z "operacji" na Eternity przedstawiona w kilku kadrach z narracją Gravity ("ten zrobił tamto, któs inny zrobił owamto, było ciężko, ale się udało") wywołała u mnie atak furii. Nie po to czytam historie obrazkowe, żeby o wszystkim się dowiadywać z boxów narracyjnych. Drugim "wyróznionym" tytułem jest Blade vol. 5 #5 stanowiący bardzo zły epilog do _tylko_ złej historii "Vendetta" z Wolverine'a vol. 3 zrobiony tylko dla kasy. Zło.



Scenarzysta


Cyclop83: Chris Claremont. Temu panu już dziękujemy.

Demgorgon: Miałem dylemat. Chris Claremont czy też Reginald Hudin. Z jednej strony Alzheimer, z drugiej rasizm...Niestety, Chris zepsuł wiele postaci, które uwielbiałem, a Black Panthera jak miałem gdzieś, tak po wyczynach Hudina dalej mam go gdzieś. Chris, dostajesz ode mnie robalem w głowę, może to cię otrzeźwi.

Don David: Hudlinowi już się oberwało i jeszcze się oberwie, więc tu typuje Chrisa Claremonta. Krótka piłka, schrzanił dwie serie regularne i jedną mini. Do swoich scenariuszy wplata wątki z życia wzięte w założeniu mające chwytać za serce, a które są kompletnie patetyczne i żałosne. Nie przeczę swego czasu wykonał tytaniczną pracę na rzecz mutantów, ale najwyższa pora na emeryturę, bo czego dotknie, to partaczy.

Duczmen: Chris Claremont... za co? Za to co zrobił. Zero pozytywów, zero nadziei, że będzie lepiej, skopanie zbyt wielu postaci. Po co on pisze?

Gamart: Daniel Way za niesamowite umiejetności złego pisania i niszczenia każdego tematu. Ba, facet ma chyba dwa najgorsze teraz tytuły w Marvelu na swoim koncie, czyli Wolverine Origins i Ghost Ridera vol. 5. Czyżby nowa ksywka Chucka Austena? Do tego Reginald Hudlin za to, że z Panthera zrobił komiks, który jest tylko rasistkowski i nic więcej. Jeszcze Dwayne McDuffie, który po prostu nie nadaje się do pisania Fantastic Four i Chris Claremont, który skończył się na "Kill 'Em All"

Gil: Walka o ten tytuł byłaby zacięta, gdyby wrzucić scenarzystów do jednego wora, ale by sprawiedliwości stało się zadość, trzeba odróżnić tych, którzy po prostu nie umieją pisać, od tych, którzy z premedytacją wymyślają jak najgorsze rzeczy i robią to konsekwentnie. Wśród tych ostatnich na pocałunek Anihilusa i zesłanie na Sybir zasługuje najbardziej Daniel Way - psuja Ghost Ridera i Wolverine'a. Zaraz za nim stoją Reginald Hudlin i Jeph Loeb. Osobą, która nie powinna pchać się do pisania komiksów, bo jej to zupełnie nie wychodzi, jest Marc Guggenheim. Dla odmiany Chris Claremont powinien udać się na zasłużoną emeryturę.

Hotaru: Reginald Hudlin i Robert Kirkman na remisie. Zaraz za nimi Greg Pak, potem Dwayne McDuffie i Chris Claremont. Wstydźcie sie panowie wypuszczać taki szajs.

Janio15: Zdecydowanie wygrywa Chris Claremont za naprawdę nielogiczne i zbędne opowiastki w Exiles i New Excalibur.

Jaro: Są scenarzyści, którym albo pisanie nie wychodzi, albo trafili do nieodpowiednich tytułów, ale wyjątkowo denerwującym szkodnikiem okazał się Jeph Loeb. Rok zaczął od zupełnie niepotrzebnego rozwalenia postaci Wolverine'a, a skończył na całkowitym zdeptaniu pracy Millara nad The Ultimates. Przy takim dorobku przyzwoite Fallen Son nie ratuje tego pana.

Jim J: Dwayne McDuffie, za to, że uczynił Fantastic Four jednym z najgorszych, najgłupszych tytułów obecnie.

Lex: Jeph Loeb. Poziom Chucka Austena.

redevil: Jako że nie czytam o gadających żabach Hudlina ani FF McDuffiegom, to mój wybór pada na Chrisa "proszę, odejdź na emeryturę" Claremonta. Scenarzysta ten nie potrafi wymyślić dobrej historii, nie potrafi prowadzić żadnej postaci, nie potrafi właściwie nic, oprócz zamykania serii, za które się bierze.

S_O: Tu także bez zaskoczenia: para rasistów Reginald Hudlin i Dwayne McDuffie, gwałciciel Daniel Way i J. Michael Straczynski, który dał się zrobić dziwką Quesady i na jego rozkaz musiał spieprzyć końcówkę swojego runu w Amazing Spider-Manie.

TheNewlyAwoken: Ten, który co miesiąc niszczy moje życie. Spróbujcie sobie go przez rok streszczać - też będziecie mieli dość. Reginald Hudlin.



Rysownik


Cyclop83: Wybór nie jest prosty, ale na prowadzenie wysunął się ostatnimi czasy Howard Chaykin.

Demogorgon: Nie potrafię wskazać najgorszego, więc opowiem o trzech rysownikach, z których jeden ma bardzo nierówny styl, a pozostali dwaj mnie wkurzyli tak, że gdybym miał kiedyś kontakt z promieniowaniem Gamma, to jako Hulk zmasakrowałbym pół mojego rodzinnego miasta. Ten pierwszy to Humberto Ramos, który raz potrafi stworzyć coś całkiem ładnego i w swoim stylu, innym razem nieudolnie podrabia Bachalo, a jeszcze innym rysuje jak psu z gardła. Następni dwaj to Frank Cho, przez którego opóźnienia zepsuto mi historię z Venomami, ponieważ New Avengers wyprzedziło pokrewna serie o tyle, aby zdradzić zakończenie, oraz Joe Quesada za to, że jako szef Marvela może wymuszać na scenarzystach, o czym mają pisać i psuć dobre runy badziewiami pokroju One More Piece of Crap.

Don David: Howard Chaykin. Po prostu paskudnie rysuje. Wszystkie męskie postacie są do siebie podobne, tak jakby spłodził je ten sam tatuś. Chaykin zbezcześcił 50. numer Punishera Maxa.

Duczmen: Steve Dillon, rysownik okropnego Wolverine: Origins. Jak patrzę na jego twarze, to przestaję czytać, bo oczy mają dosyć.

Gamart: Skottie Young, który na poczatku swojej pracy przy New X-Men jeszcze jako tako rysowął, ale było coraz gorzej i na końcu mieliśmy już Colossusa, którego ręka zgina się w trzech miejscach czy inne takie bazgroły. Co za dużo to niezdrowo.

Gil: Zawsze i w każdej sytuacji John Romita Junior. Nie umie rysować i jedzie na nazwisku, a swoimi bazgrołami paskudzi wszystko, zaś w tym roku zwłaszcza World War Hulk. Kilka kroków za nim idzie Howard Chaykin, który paskudzi teraz Wolverine'a, a w sporej odległości za nim podążają Steve Dillon, który powinien pozostać w produkcjach niszowych, oraz Frank Cho w towarzystwie NRD-owskich atletek.

Hotaru: Nie będzie wielkim zaskoczeniem, kiedy wskażę Romitę Jra. Już podczas Art Areny jechałem po nim jak po asfalcie. Chciał być tak oryginalny, że rysuje teraz karykatury swojego dawnego stylu. To męczarnie patrzeć na jego prace.

Janio15: Humberto Ramos. Hmmmm... denerwują mnie jego wykoślawione, wyglądające jak dzieci i podobne do siebie postacie.

Jaro: Howard Chaykin. Typowałem go rok temu, typuję i teraz. Rysunki paskudne w jak najbardziej negatywnym znaczeniu tego słowa, wręcz odstraszające. Wbrew pozorom, brzydotę też trzeba umieć rysować.

Jim J: Howard Chaykin, którego rysunki są tak toporne i brzydkie, że aż męczą.

Lex: John Romita Jr., który niestety był mocno eksploatowany. Dałbym mu odpocząć w przyszłym roku.

redevil: Howard Chaykin. Ten pan jest najgorszym rysownikiem, jakiego widziały moje oczy. A widziały sporo. Howie, proszę, podpisz dożywotni kontrakt na wyłączność z DC.

S_O: Po pierwsze: Steve Uy, który dostał tę robotę tylko dlatego, że ktoś sądził, że każdy z azjatyckim nazwiskiem umie rysować. Mam dla Was wieści: ten pan nie umie. Po drugie: Paul Pelletier, znany również jako "ten gość od FF', który psuje mi czytanie przygód Pierwszej Rodziny Marvela na równi z McDuffiem.

TheNewlyAwoken: Nie sądziłem, że ktoś jeszcze bardziej może mi obrzydzić Black Panthera, ale jednak udało się to człowiekowi o nazwisku Koi Turnbull (nawet nie wiem, jak się toto odmienia).



Okładka


Cyclop83: Mighty Avengers #5. To coś, na czym leci Ant-Man, ma paskudną twarz. Wygląda mi na psią.

Demogorgon: Wybieram New Avengers #32, za to, że bolą mnie oczy od patrzenia na nią. Nie podobały mi się też wszystkie okładki New X-Men do Quest for Magik oraz Zombie Variant Covers za to, że było ich za dużo i były okropne.

Don David: Bo ja wiem, może tak The Punisher: War Journal vol. 2 #8. Paskudny miał Frank ten kostium ala Cap. Strój Hate Mongera nie lepszy. Cała ta okładka jakaś taka tandetna.

Duczmen: Thor vol . 3 #4, jedyna zła rzecz w tym komiksie, nie wiem do teraz, co to za troll na okładce i dlaczego ubrali go jak Thora.

Gamart: Dużo, ale jakiejś szczególnej teraz wyróżnić nie mogę.

Gil: Długo szukałem czegoś, co mógłbym uznać za wyjątkowo paskudne, ale nie znalazłem. Jest za to kilka brzydactw. Na przykład Amazing Spider-Man #543 z drażniącą, czerwoną okładką, Howard The Duck vol. 3 #1 z gęsią udającą kaczkę alboX-Men #203 z piersiastym Sinisterem.

Janio15: Każda z serii Exiles.

Jaro: The Amazing Spider-Girl #15. Za wyjątkowe zagęszczenie krzywych gąb. Baaardzo krzywych gąb.

Jim J: New Warriors vol. 4#6. Ogólnie brzydka, a Thrasher jakby zdawał się głowić: "Zostać homo czy hetero?"

redevil: Exiles #95. Wydaje się, iż autor czerpie wzór z Krzysia i prezentuje jego poziom. I do tego te kolory! To woła o pomstę do Boga.

S_O: Nie chciało mi się przeglądać setek okładek komisów, które w tym roku się pojawiły, więc wybrałem coś z nominacji kolegów. Padło na Man boobs X-Men #203 Humberto Ramosa. A skoro przy nim jesteśmy, to chciałbym nominować też ramosowy Variant do New X-Men vol. 2 #44 (do dodruku). Nie jest może ona bardzo brzydka, ale jakoś nie podoba mi się pomysł, żeby na okładkę wrzucać OSTATNIĄ STRONĘ Z CHOLERNYM CLIFFHANGEREM, WY KRETYNI Z MARVELA!
Acha, od razu wspomnę o finchowym variancie do World War Hulk #5. Sama w sobie w sumie niezła, ale czy tylko ja, patrząc na twarz Hulka, uważam, że myśli on: "co ja mam na tej dłoni? Znowu się zesmarkałem w dłoń czy co?"

TheNewlyAwoken: Exiles #96. Co to w ogóle jest? Jeśli pan Coker chciał osiągnąć jakiś artystyczny, oryginalny efekt, to cóż... zawiódł!



Postać męska


Cyclop83
: Sentry. Sądziłem, że postać ta zostanie ciekawie poprowadzona, jednak jak na razie nic ciekawego z jego udzialem nie widziałem od momentu zaistnienia w Marvel Universe.

Demogorgon: Bezapelacyjnie Przepak Romulus - nie muszę chyba wyjaśniać dlaczego. Oberwie się również Mephisto, który miał czelność powrócić z martwych i udawać kobietę. Naprawdę, jego powrót jest jednym z powodów, dla których mam ochotę spisać One More Day na straty i tylko talent JMS'a i jego podejście do sprawy powstrzymuje mnie przed zrobieniem tego. No i jest jeszcze Sentry, który po wskrzeszeniu żony dotykiem stał się jeszcze większym Garym Stu uniwersum, niż był do tej pory. Oczywiście mam tutaj pewien margines błędu - jeżeli okaże się, że Linda to Skrull, gotów jestem odszczekać tę nominację.

Don David: Black Panther. Drugoligowy bohater z którego na siłę scenarzysta chce zrobić największego debeściaka. Pan znam się na wszystkim, ze wszystkim sobie radę dam. Najsilniejsza i najinteligentniejsza istota w całym uniwersum. Pozostaje tylko czekać na „What If... Black Panther destroys Marvel Universe?”. Autorstwa Hudlina oczywiście.

Duczmen: Black Panther; ktoś szukał czarnego Kapitana Ameryki, który nie ma nawet połowy cech Rogersa, i na siłę wydaje o nim komiks. Na siłę dostał żonę, ale po co. Szwenda się biedny bez celu, a niektórzy liczą na ciekawą historię. Do tego BL nie ma osobowości, wypruli go, nie potrafię określić jego cech, bo jest jakiś nijaki.

Gamart: Black Panther, który w swojej serii został pozbawiony resztek godności. I czy on kiedykolwiek był takim rasistą? Ech, jego powinen pisać tylko Christopher Priest. Do tego Johnny Storm z Benem Grimmem, którzy powrócili stylem do lat '60.

Gil: Oczywistą oczywistością jest, że tytuł ten musi otrzymać Tony Stark a.k.a. Iron Man a.k.a. Director of SHIELD etc. Nie chodzi nawet o to, że kreowany jest jednocześnie na niezrozumianego geniusza i zbawiciela oraz łotrzyka z kompleksami - po prostu jest go wszędzie za dużo i przebił już pod tym względem Wolverine'a. Zaraz za nim... Stark Wannabe a.k.a. Henry Hellrung a.k.a. Anthem a.k.a. Apollo a.k.a. "Henry, Baby!". Później jest Reed Richards, który od czasów Civil War zmienił się w wielką ciapę i plącze się tu i ówdzie pozbawiony osobowości, chociaż niektórzy próbują go wykreować na stłumionego geniusza zła. No i wreszcie jest Peter Parker, który od roku cierpi na rozdwojenie osobowości, bo raz skacze i rzuca żarcikami, a raz wpada w nastrój emo i umartwia się psychicznie, rozpaczając nad losem ciotki, której dawno powinien wyciągnąć wtyczkę.

Hotaru: Wytypowanie Black Panthera jest chyba zbyt łatwe. Dlatego dorzucę Hulka. Dzięki niesamowicie płytkiemu scenariuszowi WWH duży zielony jeszcze nigdy nie był dla mnie tak mało interesujący. Cokolwiek się z nim teraz stało, mam nadzieję, że jego synalek zemrze w pięć minut po narodzinach, a i Banner nigdy się już nie obudzi.

Janio15: Gambit. Szkoda mi go. Marnie chłopina skończył, a już występ jako pomagier Apocalypse'a to był szczyt szczytów złego smaku (inny kandydat na to zaszczytne miejsce to Black Panther).

Jaro: Gdyby nie Bendis i Whedon, najgorszą postacią byłby Logan, tym razem jednak wszechobecność wyszła mu na dobre, nie pomogła za to Tony'emu Starkowi. Większość scenarzystów tylko ślizga się po tej postaci, słabo wykorzystując potencjał, jaki w niej obecnie tkwi. Trzeźwy alkoholik, na którego nagle spada taaaka odpowiedzialność - przecież ten motyw aż krzyczy, by go w końcu ruszyć.

Jim J: Hulk, bo w czasie WWH był zbyt potężny i za łatwo zeszmacił większość moich ulubionych bohaterów. Pasuje tu także Wonder Man, który wygląda jak debil i zachowuje się tak lamersko, że pewnie jest Skrullem.

Lex: Spider-Man. Od kilku lat stacza się w dół. Byłem w mniejszości, która twierdziła, że ujawnienie tożsamości Pająka nie wpłynie pozytywnie na poziom historii z jego udziałem, i miałem rację. Na szczęście w 2008 roku powinno być lepiej. Reset wieloletniego okresu z życia Petera jest dosyć absurdalny, ale umożliwia ruszenie w ciekawym kierunku.

redevil: Wonder-Man. Widząc tą postać nie mogę oprzeć się wrażeniu, że bardziej pasowałaby do B-klasowych filmów z lat 70 ubiegłego wieku niż do obecnego uniwersum Marvela.

S_O: Po pierwsze Wolverine, gwałcony równo, mocno i często przez Loeba, Waya i Guggenhaima. Serio, gdy pisałem to zdanie, przyszły mi na myśl najbardziej obsceniczne dowcipy o homoseksualistach.
Kolejną postacią jest Sider-Emon z "Back in blackowego" TASM, który zamiast bezlitosnego zabijaki stał się jeszcze większą beksą niż dotychczas.

TheNewlyAwoken: Tutaj zdecydowanie Mr. Fantastic, który z civilwarowego badassa zmienił się w rozczulającą się nad losem ludzkości ciotę. Plus parę innych rzeczy, jakie uczynił mu McDuffie. I nawet fajny występ w mini o Illuminatich go nie ratuje.



Postać żeńska


Cyclop83: W tej kategorii zwyciężyć powinna Storm. Pojawia się w 3 komiksach, a jej prowadzenie prosi o pomstę do nieba. Mogłaby już urodzić te dzieci, o których wiemy, że mają być potężne, może wtedy by coś ruszyło.

Demogorgon: Tutaj zaś oberwie sie Sage za to, że mimo swoich mocy co chwila ma problemy z telepatią, pomimo umiejętności walki daje sobie skopać tyłek prawie co chwilę i ogólnie za to, co wyprawia sie z nią u Claremonta.

Don David: X23, bo nie lubię klonów. Zwłaszcza klonów Wolverine’a. Babeczek, co się tną, też nie lubię.

Duczmen: Jest jedna nudna seria, którą sobie darowałem, ale ta postać prześladuje mnie dalej. Mowa o Ms. Marvel. Jest nudna, nic nie robi i jest over powered tylko po to, żeby dostać niespodziewanie łomot.

Gamart: May Parker. Nie dość, że mogą zostawić kobiety w spokoju, to jeszcze przez nią powstała jedna z najgorszych historii ze Spider-Manem.

Gil: Zacznijmy od May Parker, która chociaż tylko leży i się wykańcza, jednocześnie psuje wszystko w Spider-Manie. Dalej mamy Storm, rozciągniętą między trzema seriami, w których tak właściwie nic nie robi, tylko czasami wyskakuje z jakimś fajerwerkiem, jak ktoś sobie o niej przypomni. I na koniec mamy Mariolkę, czyli Becky Rayan a.k.a. Aralune z The Order, która zajęła natychmiast pierwsze miejsce wśród najbardziej drażniących mnie postaci, za samo swoje istnienie.

Hotaru: Tutaj niestety muszę typować Storm. W całym roku ukazał się jeden (tak, jeden) numer, w którym zachowywała się tak, jak można się spodziewać po tej postaci. W każdym innym oglądaliśmy jej zwierciadlane odbicie... oczywiście, chodzi o krzywe zwierciadło z jakiegoś lunaparku. I już nawet nie chodzi o to, że Hudlin tak ją skrzywdził - Brubaker też nie dał sobie z nią rady.

Janio15: Storm nigdy nie lubiłem i ostatnimi wyczynami na łamach Black Panther i nie tylko pogrzebała u mnie swoje szanse. Sorry Storm, you're out!

Jaro: Mary Jane Watson-Parker, która była w tym roku zupełnie nijaka i bezbarwna. JMS średnio przykładał się do prowadzenia tej postaci, Aguire-Sacasa tak samo, a u Davida praktycznie jej nie było, że przez grzeczność o zamianie w Red Sonję nie wspomnę.

Jim J: Ciotka May. Od chwili, gdy ją postrzelili, przygody Spidera zaczęły spadać na pysk, a beznadziejne zakonczenie One More Day to właśnie przez to, że staruszka coś nie może zemrzeć. Może Quesada (coś jestem pewny, że to on za tym stoi), przedłużając jej życie, ma jakiś plan zrobienia z niej super heroski? Może May jest Skrullem? Może Quesada jest Skrullem? Może Straczyńskiego zastapił Skrull od czasu Back in Black?

redevil: Nocturne. Pod skrzydłami Krzysia ta dotąd beznadziejna postać, o dziwo, stała się jeszcze gorsza. Najbardziej denerwuje mnie jej paraliż, powolny powrót do zdrowia i "cudowna" miłość jaką darzy Proudstara.

S_O: Storm, która trafiwszy w ręce Hudlina i McDuffiego, stała się jedynie chodzącą sex-lalką Panthera, która służy jedynie do śmiania się z jego dowcipów i względnie wspomagania go, gdy jest zbyt zajęty walką z dwudziestoma przeciwnikami naraz, by zająć się dwudziestym pierwszym. Widzisz, Forge, co zrobiłeś? Trzeba było poczekać te kilka minut dłużej w Uncanny X-Men #290. Zaoszczędziłbyś nam wszystkim wielu rozczarowań.

TheNewlyAwoken: Pan Chris Claremont w tym roku konsekwentnie niszczył nam Psylocke, która teraz w efekcie przez większość czasu stoi i myśli. A to taka fajna babka była.



Scena


Cyclop83: Tu przychodzi mi na myśl albo scena transformacji Starka w She Ultron, albo scena, gdy sprawdza czy jego męskość jest na miejscu, gdy dowiaduje się co zrobił z nim Ultron.

Demogorgon: A tutaj dam coś ani nie Hudlinowego, ani Claremontowego...Ghost Rider ze skrzydełkami aniołka z Ghost Rider vol. 5 #18. Postaram sie nawet tego nie komentować.

Don David: Pocięta X23 w New X-Men vol. 2 #43. Wszystkie sceny, w których Panther pokazuje jakim wielkim jest kozakiem.

Duczmen: Wiele złych, na szczęście żadna na tyle zła, abym ją zapamiętał, po głowie latają mi tylko wielkie potwory.

Gamart: Wszystko, co działo się w Amazingu w tym roku, nieważne czy to sceny szpitalowej farsy, czy te z klimatu emo na przemian z true, grim i necro.

Gil: W tej chwili przychodzi mi na myśl głównie zakończenie World War Hulk, czyli wielkie SRU! i nic. Do tego dodam wyjątkowo głupią i skrajnie drażniącą scenę wykradania May Parker ze szpitala (ASM #543) oraz nie mniej debilną przemowę Wizarda do Sue Richards (Fantastic Four #548).

Janio15: Hulk vs Sentry. Nie wiem czego się spodziewałem po tym słabiutkim evencie. Ciągle jednak żywiłem nadzieję na choćby ciekawe zakończenie. Sentry wspólnie z Hulkiem szybko je rozwiali.

Jaro: Stawce przewodzi do bólu nijaka śmierć Sabretootha, a lidera dzielnie goni Loebtimate Quicksilver, dziarsko próbujący łapać pociski. Na specjalne wyróżnienie zasługują też wszystkie sceny, w których uberkozak Romulus stoi schowany w ciemnościach i jest tajemniczy. Tani i irytujący chwyt rodem z kiepskiego kina klasy B. Że-na-da.

Jim J: Każda z WWH, podczas której Hulk dostaje bęcki od jakiegoś potężnego herosa, by zaraz wstać jak gdyby nigdy nic i stłuc ów herosa jak zwykłego frajera.

Lex: Cap poddaje się w Civil War #7. Jak zakończyć ogromny, trwający ponad rok crossover? Emocje sięgają zenitu, ostateczne starcie dwóch sił i... I Kapitan Ameryka poddaje się, bo parę osób mówi mu, że zniszczył kawałek miasta. Historia została trochę uratowana przez epilog w Captain America vol. 5 #25, ale i tak niesmak pozostaje.

redevil: Śmierć Ultimate Scarlet Witch. Zrealizowana z rozmachem i głębią filmu porno scena zamiast wzruszać czy szokować irytuje, bawi i znów irytuje. Szkoda, że serii nie skończono po odejściu Marka Millara. Zapomniałbym dodać, dla tych, którzy nie wiedzą, iż autorem tego czegoś jest pan Loeb.

S_O: Zdecydowanie Dekapitacja Sabretootha i związane z nią pojawienie się przekozaka Romulusa. Nie dość, że zostawienie zwłok na śniegu jest najprostszą metodą na przygotowanie come-backu za kilka lat, to jeszcze pojawiający się z nienacka Wild Child z szefem... Od kiedy Wolverine nie ma super węchu?

TheNewlyAwoken: Wymuszona i nudna scena odejścia Blink, Nocturne i Thunderbirda z Exiles, podsumowująca cały kiepski rok Claremonta.



Wydarzenie roku


Cyclop83: Tu zwycięża w mojej ocenie cała zabawa z odkręcaniem małżeństwa Parkerów. Fatalnie poprowadzona.

Demogorgon: Śmierć Sabretooth'a za to, jaka nudna i przewidywalna była.

Don David: Opóźnienia, opóźnienia, opóźnienia. Najbardziej zawalono sprawę przy Mighty Avengers i One More Day. Tych co się spóźniają powinno się w dyby wsadzić i obciąć im... no te... premie.

Duczmen: Polityka wydawnictwa wobec Fantastic Four i Spider-Mana. Depczą ich. Co do FF, byli tak długo deptani, że załatwiono im znaną ekipę, a u Spiderka zapowiadane są okropne zmiany, aby nas jeszcze bardziej dobić. A szkoda.

Gamart: Prace Waya i Hudlina. Cała farsa związana ze Spider-Manem.

Gil: Jest pewna wyjątkowo negatywna tendencja, która staje się coraz wyraźniejsza. Otóż szefostwo Marvela postawiło sobie za cel zmienić na siłę status quo uniwersum w taki sposób, aby czytelnicy niczego nie mogli być pewni. Pomysł może i niezgorszy, ale wykonanie okazuje się być tragiczne, bo z jednej strony naciski sprawiają, że dobrzy scenarzyści piszą strasznie kiepskie rzeczy (na zasadzie "masz dojść stąd tu i nie obchodzi mnie, jak to zrobisz"), a z drugiej strony znane postacie trafiają w ręce znanych scenarzystów, którym pozwala się na wszystko, nawet najgłupsze pomysły, byle było inaczej. Najgorsze w tym wszystkim jest chyba to, że ignorowane są głosy czytelników, bo zakłada się z góry, że oni zawsze narzekają. Obawiam się, że jak tak dalej pójdzie, te nowe, genialne inaczej pomysły wrócą, by ugryźć Marvela w dupę, a wtedy dostaniemy kolejną porcję kiepskich historyjek, by wszystko poodkręcać. I żebyśmy się dobrze zrozumieli: zmiany są w porządku pod warunkiem, że są przemyślane i naprawdę zmieniają wszystko na lepsze. Tutaj niestety pomyślunek zbyt często zastępowany jest chłodną kalkulacją i pewnością, że i tak się sprzeda.

Hotaru:Muszę zgodzić się z Leksem - opóźnienia. Chyba nikt nie jest już zdziwiony, kiedy na dzień przed oryginalnym terminem wydania wypuszczana jest informacja, że komiks ukaże się w późniejszym terminie. Pal licho, jeśli to jedno-tygodniowy obsuw, jak w przypadku któregoś numeru New X-Men, czy też niektórych The Gunslinger Born, ale Mighty Avengers, WWH, Astonishing... Panowie z Marvela - opóźnienie nie jest normą, inaczej nie byłoby opóźnieniem. Nie próbujcie udowadniać, że może być inaczej.

Janio15: Za dużo crossoverów w jednym roku. To musi być naprawdę jedyne w swoim rodzaju wydarzenie. Jak tak dalej pójdzie, to crossovery uzyskają status regularnych serii.

Jaro: To nie był dobry rok dla Pajączka. I o ile o Back in Black można powiedzieć "z dużej chmury mały deszcz", o tyle do One More Day pasuje jedynie określenie "z dużej chmury wielkie g...o". Skala spustoszeń, jakie poczyniła ta historia, jest ogromna - od wymazania małżeństwa Parkerów, poprzez przekreślenie wszystkiego, co w swoim runie stworzył JMS, a skończywszy na ożywieniu (a, sorry, on przecież nigdy nie umarł) Harry'ego Osborna i otwarciu tym samym furtki dla wyobraźni wszystkich łejo- i lebopodobnych "rewolucjonistów". Czy naprawdę aż takie drastyczne środki były potrzebne, żeby zresetować TASM?

Jim J: Dam juz spokój krucjacie Hulka i wytypuję opóźnienia Astonishing X-Men. Moja najlepsza seria z ubiegłego roku teraz jakby przeleciała mi przed nosem, nie robiąc większego wrażenia, a wszystko przez to, że odstępy między odcinkami były tak duże, że zapominałem o niej oraz o tym, co się działo w poprzednim odcinku.

Lex: opóźnienia w publikacji komiksów. Wielu czytelników przyzwyczaiło się do tego, ale mnie dalej to irytuje. Kiedyś można było wydawać komiksy co miesiąc, czemu teraz jest to takie trudne?

redevil: Polityka kadrowa Marvela - zatrudnianie takich antytalentów pisarstwa jak McDuffie, Hudlin, Gugenheim czy Claremont.

S_O: Dołączenie Black Panthera i Storm do Fantastic Four, które dało możliwość dwóm czarnym rasistom porównywania czarnej rasy panów do białych podludzi.



Redaktor


Cyclop83: No cóż. Jako że jesteśmy po restarcie strony ledwo pare miesięcy, ten zaszczytny tytuł nie należy się nikomu. Poprostu robimy to, co lubimy, i w sposób, jaki potrafimy. Zobaczymy za rok...

Demogorgon: Teraz powinienem być złośliwy, ale, niestety, na śmierć zapomniałem, kogo miałem zgnoić. Trudno, robala dostanie wiec facet, który w czasie Art Areny powiedział mi, żebym poszukał sobie dziewczyny. Żebym tylko pamiętał który to był...

Duczmen: Nie mogę wskazać siebie, więc leci Duczmen. Nic nie robi, obija się, streszczenia lecą ominięte, do tego źle się z nim współpracuje.

Gil: Gil Galad, bo ciągle się wtrąca, czegoś chce albo wyskakuje z jakimiś pomysłami. No i mógłby wreszcie zluzować z tymi streszczeniami. Cyborg jakiś czy co?

Jaro: Wszyscy jesteśmy fajni. I oczywiście można mieć inne zdanie na ten temat. I można nawet nam o tym na forum napisać. I bana też potem można dostać. Takiego konkretnego bana, na cały Internet. My umiemy takie robić, serio.

Jim J: Nikt, oprócz mnie, nie przychodzi mi do głowy.

Lex: Nadia. Zalega ze streszczeniami, bo wolny czas poświęca na inwigilację Adiego.

redevil: Tu z duża dozą zadowolenia muszę stwierdzić, że brak takowego/-ej. Oby za rok było podobnie.

S_O: Zdecydowanie TheNewlyAwoken. Musi być najgorszym redaktorem, bo niby dlaczego pisze obie najgorsze serie Marvela? Poza tym, za bardzo się rozpisuje, więc jak sprawdzam jego streszczenia, to sprawdzam je dłużej i dłużej muszę wspominać "arcydzieła" Hudlina i McDuffiego. A do tego cały czas wypomina mi, że prawie nie mam kolokwiów (a przecież nie liczy się ilość, tylko trudność!), a za każdym razem, gdy wychodzę na zajęcia, to on jeszcze śpi. I ma poniedziałki wolne. I się dostał do redakcji przede mną.

TheNewlyAwoken: Tutaj nie mam wątpliwości: S_O. Kim on w ogóle jest? Non stop się mądrzy w Pulsie, zna się na każdej serii wydawanej przez Marvela i oczywiście wszędzie musi wrzucić swoje trzy grosze. Ale czy ktoś kiedykolwiek widział jakieś jego streszczenie? Albo chociażby małego niusa? No? A spróbujcie się go doprosić, żeby śmieci wyniósł! Albo talerze pozmywał! Nie wspominając już o tym, że prawie nie ma kolokwiów, humanista jego mać!
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.