Avalon » Publicystyka » Artykuł

Superszwalnia #2 - Spandeksowa rzeczywistość

W 2000 roku z kinowych ekranów padło pytanie: "naprawdę chodzicie w tym po ulicach?" Sarkastyczna odpowiedź brzmiała: "a co, wolałbyś żółty spandex?" W tym odcinku Superszwalni będę się zastanawiał nad tym, czy komiksowe kostiumy powinny być realistyczne. I czy "powinny" jest właściwym słowem. I czy to w ogóle jest pytanie, a jeśli tak, to czy ma jakąś prawidłową odpowiedź?
superszwalnia.jpg

W 2000 roku z kinowych ekranów padło pytanie: "naprawdę chodzicie w tym po ulicach?" Sarkastyczna odpowiedź brzmiała: "a co, wolałbyś żółty spandex?" W tym odcinku Superszwalni będę się zastanawiał nad tym, czy komiksowe kostiumy powinny być realistyczne. I czy "powinny" jest właściwym słowem. I czy to w ogóle jest pytanie, a jeśli tak, to czy ma jakąś prawidłową odpowiedź?

W przytoczonym powyżej żarciku z "X-Men" Bryana Singera mieściło się przekonanie filmowców, że adaptując komiks, trzeba go „urealnić” – na papierze Wolverine może biegać w żółto-niebieskim wdzianku, ale Hugh Jackmana trzeba było zapakować w gustowną czerń. Mam wiele zastrzeżeń do filmowych kostiumów, ale w tym wypadku nie jestem pewien, czy filmowcy się mylili. Film aktorski rządzi się swoimi prawami, a filmowe kostiumy to osobna, skomplikowana sprawa, więc w tym tekście będę się zajmował wyłącznie komiksami. Mimo to warto zwrócić uwagę na tok myślenia, prowadzący do wniosków, które w uproszczeniu wyglądają tak: "nieomal nieśmiertelny facet z amnezją i pazurami w żółtym spandeksie – bzdura dla dzieci; nieomal nieśmiertelny facet z amnezją i pazurami w czarnym kombinezonie – murowany hit dla dzieci i dorosłych".

Czy superbohaterowie są realistyczni? Oczywiście nie. Ale w kontakcie z większością fikcji odbiorca oczekuje, że przedstawiony w ramach tej fikcji świat będzie realistyczny – że zachowania postaci będą dla nas zrozumiałe, gdy już przyjmiemy założenia, na których opiera się fikcyjny świat. Nierealistyczny superbohater powinien zachowywać się realistycznie. Innymi słowy – superbohater, zwłaszcza pozbawiony nadludzkiej wytrzymałości, szykując się do walki i wiedząc, że będą do niego strzelać, powinien założyć kamizelkę kuloodporną. To byłoby realistyczne, logiczne zachowanie. Na dodatek prawdopodobnie nie powinien zakładać jaskrawych kolorów, bo staje się przez nie łatwiejszym celem. Skuteczni superbohaterowie powinni nosić ciemne stroje z wytrzymałych materiałów. Innymi słowy, realistycznie zachowujący się superbohaterowie powinni wzorować się na Punisherze.

sz1a.jpg

Dobre uzasadnienie, czemu tak nie jest, dał Warren Ellis. W jego Thunderbolts #118 Doc Samson mówi:

"Zawsze zastanawiałem się, czemu superbohaterowie oprócz masek noszą jaskrawe kostiumy w charakterystyczne wzory. Przecież gdyby nie chcieli, żeby ich rozpoznano, zakładaliby czarne kominiarki i oporządzenie taktyczne. Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że rycerz bez lśniącej zbroi jest po prostu zbirem z wielkim mieczem. W końcu zrozumiałem, że jeśli bohaterowie nie są widoczni, jeśli ludzie nie będą ich widzieć, gdy im pomagają, to później nikt się nie zorientuje, kiedy przybędą na ratunek.
[tłumaczenie własne]

Kominiarki i oporządzenie taktyczne pasują Punisherowi, bo nie jest "tym dobrym". Oczywiście, specjalnie dobrałem kadr z Punishera Grega Rucki i Marco Checchetto – komiksu, który próbował realistycznie przedstawić Franka. Ale nawet dla Punishera oporządzenie taktyczne to pewne odstępstwo od normy – "klasyczny" Punisher nosi coś bardziej przylegającego do ciała, bardziej przypominającego kostium superbohatera, choć w ciemnych barwach. Poza tym zdarzały mu się odchyły od normy idące daleko, hen, w przeciwną stronę.

sz2a.jpg

W ten sposób dochodzimy do stwierdzenia zahaczającego o truizm – kostium postaci powinien być mniej-więcej tak realistyczny, jak realistyczna jest historia, w której występuje. Jak realistyczny jest świat przedstawiony w historii? Jak realistyczne są zachowania postaci? Im bardziej historia oddala się od rzeczywistości, tym bardziej nierzeczywisty może być wygląd postaci. Franken-Castle to historia w której obserwujemy społeczność potworów mieszkających w kanałach Nowego Jorku – między innymi wampiry i ożywioną mumię. W jej ramach wygląd ożywionego Punishera, jakkolwiek absurdalny może się wydawać bez kontekstu, był całkiem na miejscu.

Zanim na dobre pożegnamy Punishera przyjrzyjmy się jeszcze najbardziej charakterystycznemu elementowi jego designu – czaszce. Punisher musi mieć czaszkę – to jego symbol. Nawet w najbardziej realistycznej konwencji Punisher miał namalowaną sprejem czaszkę na kamizelce kuloodpornej. Ma to uzasadnienie fabularne – jest to narzędzie do prowadzenia wojny psychologicznej, widok czaszki budzi przerażenie przestępców – ale to dorabianie teorii do faktów. Punisher to bohater komiksu superbohaterskiego, postać jednoznacznie utożsamiana ze swoją symboliką. Superbohater bez swojego symbolu nie istnieje. Porzucając na moment uzasadnienie fabularne – w komiksach wielkiego wydawnictwa, jakim jest Marvel, bohaterowie przewijają się przez wiele różnych tytułów, rysowani przez wielu różnych rysowników o różnych stylach. Ich twarze i sylwetki interpretowane są na wiele różnych sposobów. Bez charakterystycznych kostiumów i symboli byliby praktycznie nierozpoznawalni dla czytelnika.

sz3a.jpg
Rysował David Finch. Po twarzy niemal nikogo nie idzie poznać.

Poza kwestią rozpoznawalności jest też sprawa banalnego zainteresowania. "Jaskrawe kostiumy w charakterystyczne wzory" o których pisał Ellis są po prostu ciekawsze od realistycznego ubioru ochronnego. Dajmy już spokój Punisherowi i spójrzmy na Dakena – amoralnego syna Wolverine'a, swego czasu antybohatera występującego we własnym komiksie.

sz4a.jpg

Debiutując, Daken miał charakterystyczny wygląd – wygoloną po bokach głowę, z włosami układającymi się w wysokiego irokeza, wytatuowaną lewą rękę i kawałek klaty. Jakiś czas później ze względów fabularnych (za namową Normana Osborna zaczął się podszywać pod swojego ojca) otrzymał dość wtórny kostium na bazie brązowego stroju Wolverine'a z lat 80. Kostium nie miał rękawów, więc charakterystyczny tatuaż pozostawał widoczny, co pomagało odróżnić Dakena od Logana.

A potem Daken otrzymał kolejny kostium. Uzasadnienie fabularne było takie, że chciał się odciąć od ojca i zasygnalizować światu, że ma się go bać, bo jest Dakenem, a nie "synem Wolverine'a". Czy coś takiego. Rezultat był gorzej niż przeciętny.

sz5a.jpg

Wspominam go w tym kontekście, ponieważ gotów jestem przyznać, że jest bardziej "realistyczny". Maska nie ma tych wystających "uszu", które są przecież niepotrzebnym ozdobnikiem, a na dodatek ktoś mógłby za nie chwycić w czasie walki – więc nie tylko niczemu nie służą, ale i mogą przeszkadzać. Strój ma stonowane, ciemne kolory, pozwalające łatwiej pozostać niezauważonym. Mógłbym nawet uwierzyć, że jest to coś, w czym można by się wygodnie poruszać.

Problem w tym, że jest to niezwykle nudny kostium. Maska na całą głowę i długie rękawy oznaczają, że nie widzimy charakterystycznych elementów wyglądu Dakena – fryzury i tatuaży. Brak nawiązań do poprzedniego kostiumu, czy ogólnie do strojów Wolverine’a, nie byłby wadą samą w sobie, gdyby w zamian Daken otrzymał jakąś własną symbolikę, coś, co od tego momentu byłoby dla niego charakterystyczne. Niestety, dziwaczne bandaże na łydkach, przedramionach i w talii raczej "tym czymś" nie są. Tę zmianę kostiumu, choć uzasadnioną fabularnie, trudno uznać za udaną. Nic dziwnego, że następny strój Dakena ponownie nawiązywał do garderoby Wolverine'a.

sz6a.jpg

sz7a.jpg

Przeciwieństwem przytoczonej wyżej zmiany była przemiana, jaką Psylocke przeszła w 1990. Biorąc pod uwagę, że kostium zaprezentowany po prawej jest dziś najpowszechniej kojarzonym kostiumem Psylocke, zmianę trzeba uznać za wielce udaną (pomogło to, że pokazane z lewej strony obrazka poprzednie kostiumy Psylocke były bardzo nijakie). Problematyczne jest za to uzasadnienie fabularne – Psylocke przeszła przemianę fizyczną i psychiczną, znalazła się w ciele Japonki i zyskała zdumiewające umiejętności walki wręcz i wyszkolenie ninja. I ten nowy kostium miał o tym świadczyć.

Dla porównania, 99% ninja w świecie Marvela ubiera się tak:

sz8a.jpg

Późniejsze kostiumy Psylocke próbowały na różne sposoby odejść od tego designu. Niektóre były kompletnie go porzucały, inne zachowywały ogólny schemat, zmieniając detale.

sz9a.jpg

Prędzej czy później, klasyczny kostium kąpielowy zawsze wracał. Ostatnio Psylocke dostała kilka kolejnych nowych kostiumów, z których wszystkie odchodzą od kostiumu kąpielowego w stronę czegoś bardziej bojowego / bardziej jak dla ninja. Poniżej prezentuję dwa z nich:

sz10a.jpg

Kostium z lewej to obecnie podstawowy strój Psylocke. Wycięcia na rękawach i na nogawkach nawiązują do pasków klasycznego kostiumu kąpielowego, podobnie jak szarfa którą jest przepasana w pasie. Jest całkiem niezłą alternatywą – luźno nawiązuje do klasyki, będąc przy okazji bardziej wiarygodnym ("realistycznym") strojem do walki – ale nie jestem pewien, czy akurat temu designowi uda się zdetronizować ten klasyczny.
Kostium z prawej to strój jaki Psylocke nosi w szeregach najnowszej inkarnacji X-Force. Ten z kolei idzie za bardzo w stronę bojową i drużynowe kolory X-Force. Poza pojedynczymi paskami na ramionach i nogach praktycznie nie ma elementów charakterystycznych dla Psylocke.

Podsumowując, nie zdziwię się, jeśli za rok – dwa lata klasyczny kostium kąpielowy powróci w glorii chwały. Szczerze mówiąc – nie rozumiem tego. To znaczy – nie rozumiem, czemu akurat ten kostium stał się taki klasyczny. Sam w sobie jest mało charakterystyczny, wyróżniają go tylko akcesoria – szarfa i paski (których liczba została później znacznie zredukowana – i dobrze). Czy to dlatego, że poprzednie kostiumy Psylocke były jeszcze bardziej nieciekawe? Może. Czy to dlatego, że ten design przedstawia postać jako, jak to ujmują internetowi Amerykanie, "teh sex"?

Czy mam odpowiadać na własne pytanie retoryczne?

To oczywiście prowadzi do kolejnej kwestii stojącej na bakier z rzeczywistym przedstawianiem superbohaterów, a mianowicie – do kwestii seksualizowania bohaterek. To kolejny po filmowych kostiumach temat po którym tylko się prześlizgnę, ponieważ dogłębne omówienie sprawy wymagałoby osobnego tekstu, i przejdę od razu do wniosków. Wnioski są takie: w porządku, byle z umiarem i z głową. 

Z umiarem – by nie wszystkie bohaterki w komiksie biegały z dekoltami do pasa i w samych stringach. Gdyby rysownik jeszcze był w stanie zróżnicować budowę ciała bohaterek, by nie były produktami z jednej linii montażowej fabryki lalek Barbie, byłoby jeszcze lepiej.

Z głową – by tylko właściwe bohaterki biegały z dekoltami do pasa i w samych stringach. Chodzi o to, że kostium jest uzupełnieniem superbohatera – w najlepszym wypadku podkreśla jakąś jego cechę. Kapitan Ameryka ubiera się we flagę, bo kocha swój kraj, Wolverine ma wzór "w ząbki" (ew. ślady po pazurach), bo jest dziki. Niestety, zbyt wiele kostiumów superbohaterek zdaje się informować o gapiostwie swoich właścicielek – wyglądają, jakby po prostu zapomniały się ubrać.

sz11a.jpg

Emma Frost wykorzystuje swój seksapil jako broń. Nawet najbardziej absurdalne, obnażające ¾ powierzchni ciała kostiumy w jej wypadku mają sens. Choć warto zauważyć pewną tendencję – im Emma jest lepsza, im bardziej twardo stoi po stronie "tych dobrych", tym więcej zdaje się zakładać. Kostium z prawej projektu Franka Quitely'ego nosiła od razu po dołączeniu do X-Men, kostium z lewej – jakiś czas później. Kolejne były jeszcze bardziej konserwatywne, aż do historii "Avengers vs X-Men", gdzie trend został odwrócony – bo Emma ponownie znalazła się bliżej Ciemnej Strony, gdzie siedzi aż do dziś razem z Cyclopsem. Jak pisałem, kostiumy superbohaterek to skomplikowana sprawa – "złe kobiety noszą mniej (a najgorsze wyłącznie erotyczną bieliznę)" to stara komiksowa klisza. Wracając do tematu – w wypadku Emmy te kostiumy mają sens, bo pasują do charakteru postaci.

sz12a.jpg

Powyższa zmiana kostiumu Polaris z lewego na prawy również miała sens – w ramach fabuły komiksu (X-Factor #87). W rozmowie z psychoterapeutą (w tej roli przytoczony na początku Doc Samson) wyszły na jaw problemy Lorny z akceptacją jej własnego wyglądu. Polaris zmieniła kostium, bo po długiej diecie polubiła swoje odbicie w lustrze i postanowiła pokazać się światu. Żeby było jeszcze śmieszniej, nie była to wymówka by ubrać postać w bardziej odsłaniający, podkreślający to i owo kostium – parę numerów później przełożeni Polars (X-Factor był wtedy grupą pracującą dla rządu) uznali jej nowy kostium za "zbyt prowokujący" i poprosili ją, by przestała go nosić. Może nie jest to jakaś wyszukana satyra, ale przynajmniej kostium odegrał rolę w fabule.

To dwa pozytywne przykłady – bohaterka, która nosi skąpe kostiumy, bo pasuje to do jej charakteru, i historia, w ramach której skąpy kostium był wprowadzony z pewnym uzasadnieniem. Przykładów negatywnych – skąpych kostiumów wprowadzanych bez uzasadnienia, nakładanych na bohaterki do których to nie pasuje, itp. itd. – jest całe zatrzęsienie. Nie będę o nich pisał, bo wystarczy się rozejrzeć. Poza tym ostatnio powstało na ten temat sporo tekstów, a mój miał być o czymś innym.

Wracając do mojego tematu: wydaje się, że mamy do czynienia z konfliktem estetyki z funkcjonalnością. Co więcej, przytaczane przeze mnie przykłady mogą sugerować, że kontrastuję kostiumy funkcjonalne z kostiumami charakterystycznymi – ale przecież jedno nie wyklucza drugiego. Jednak to, że jedno nie wyklucza drugiego, nie oznacza również, że właściwą odpowiedzią jest szukanie złotego środka.
A to z kolei nie oznacza, że złotego środka nie ma – tyle tylko, że dla każdego będzie pewnie gdzieś indziej. Ale zanim zanadto się rozpędzę – obejrzyjmy jeszcze parę obrazków.

sz13a.jpg

W 2001 roku przez komiksy o mutantach przetoczyły się duże zmiany. Między innymi X-Men zostali pozbawieni wielokolorowych, jaskrawych kostiumów. To, czym dokładnie zostały zastąpione, zależało od autorów poszczególnych serii – w wypadku New X-Men Granta Morrisona i Franka Quitely’ego była to czarno-żółta garderoba, w której powtarzało się kilka wzorów kurtek i bluz z wysokimi kołnierzami typu golf. Quitely próbował pogodzić symbolikę uniformów X-Men z funkcjonalizmem. Przytaczając z pamięci wypowiedź Wolverine'a z komiksu – "wreszcie nie czuję się jak idiota, idąc po ulicy". Quitely próbował więc zaprojektować coś, co byłoby wiarygodne zarówno jako uniform, jak i zwykłe ubranie.
Z jednej strony jego design był sukcesem – udało mu się stworzyć coś bardzo charakterystycznego (przynajmniej jako drużynowy mundur, bo poza Emmą Frost wszyscy nosili mniej więcej ten sam strój i nie odróżniali się ubiorem), może nawet ikonicznego – czego by o tych strojach nie mówić, po ponad dziesięciu latach wciąż się o nich pamięta. Z drugiej strony, nigdy nie byłem w stanie uwierzyć w tę kwestię o „chodzeniu po ulicy”. Może to kwestia stylu Quitely'ego, ale te "napompowane" kurtki wyglądały, jakby bohaterowie założyli na zwykłe ubrania kapoki.
Mój złoty środek, idealne połączenie funkcjonalności i estetyki, znajduje się gdzie indziej. Kto zna moje gusta nie zdziwi się, że odpowiedź znalazłem na stronach X-Factor vol. 3.

sz14a.jpg

Kostiumy, w jakich występują bohaterowie X-Factor można by wziąć za cywilne ciuchy – może z wyjątkiem peleryny Monet i peleryny/ "skrzydełek" Siryn. Bohaterowie noszą zwykłe koszulki i bluzy. Mimo to każdy jest charakterystycznie ubrany, każdy jest "w kostiumie" – dzięki zindywidualizowanemu krojowi stroju, charakterystycznym akcesoriom czy symbolom (poza Strong Guy’em, którego ubiór jest nijaki – ale Strong Guy to jedna z postaci, dla których najbardziej charakterystyczny jest ich fizyczny wygląd, a strój ma znaczenie drugorzędne). Jakby tego było mało, ich stroje zawierają również unifikujące elementy, podkreślające przynależność do drużyny – podobną paletę barw, iksy (oczywiście – mutanci muszą mieć iksy), oraz "pożyczony" z symbolu Madroxa motyw kół – poza Madroxem koła znajdziemy u Wolfsbane, Siryn i Rictora.

Te "cywilne kostiumy" to mój złoty środek między funkcjonalizmem a estetyką, ale wspomnę jeszcze, że również następne kostiumy grupy - nieco bliższe tradycyjnym kostiumom superbohaterskim, nieco bardziej niezwykłe – wciąż uważam za bardziej udaną mimikrę "zwykłych ubrań" od projektów Quitely'ego.

sz15a.jpg

Nieco wcześniej wspomniałem, że szukanie złotego środka nie jest odpowiedzią na pytanie "funkcjonalizm czy estetyka". To nie jest wybór "albo – albo", a złoty środek łączący jedno z drugim nie zawsze jest właściwym rozwiązaniem. To nie wybór, to skala – skala, a może nawet wykres współrzędnych: od funkcjonalizmu/maksymalnego realizmu po estetykę/ikoniczność i symbolizm. Właściwe pytanie brzmi: jaki będzie najbardziej odpowiedni kostium? Właściwa odpowiedź brzmi zaś: to zależy.
To zależy od opowiadanej historii. Od tego, jak bardzo realistyczny jest świat w niej przedstawiony. Od tego, jaki jest charakter postaci dla której szukamy kostiumu. Od tego, jaki kostium pasuje do fabuły. Od tego, w jakiej konwencji lepiej sprawdza się rysownik. A nawet od tego, do jakich odbiorców komiks jest skierowany.

Gdybym jednak miał odpowiedzieć na żarcik z filmu "X-Men" – tak, wolałbym żółty spandex. Między innymi dlatego bardzo lubię "X-Men: First Class".

Krzycer
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.