Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #379 (24.11.2014)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 24 listopada 2014Numer 47/2014 (379)


Zeszły tydzień obfitował w ogromną ilość nowości. Oznacza to zdecydowanie większy Avalon Pulse. Szczególnie, że dopisali też recenzenci.

19.11.2014

amazing_spider-man_vol._3_10@m.jpg
Amazing Spider-Man vol. 3 #10
Demogogon: Silk mi działa na nerwy a jej głupota doprowadziła do śmierci kilku pająków, w tym Assassina (No do @#$% facet był niesamowity) i Last Standa. I chyba się Slott trochę z Hopelessem nie dogadali - tutaj Silk ucieka do innego wymiaru aby odciągnąć uwagę Inheritors a Spider-Woman i Noir lecą jej pilnować i bronić. U Hopelessa oni ją ukrywają i starają się nie przyciągać uwagi Inheritors (no bo jeśli ich zgubili, nie mogli wrócić do świata Cosmic Spideya?). 
Inheritors potrafią się klonować. Bo tak. Jasne, co za genialny sposób na pokazanie jacy są groźni - niech jednego z nich z łatwością zabije Spock (i tylko powie, że Kaine go zranił off-panel, bo nie możemy pozwolić, aby ktoś poza pupilkami autora był w świetle jupiterów) a potem niech wróci od tak, bo oni się mogą klonować. Jasne, wcale to nie czyni tego, jak budowałeś ich jako superzagrożenie mordując postacie na prawo i lewo zupełnie bezcelowym, wcale. 
Ten numer istnieje tylko chyba po to, aby zareklamować tie-iny. 
Okej, wróćmy do Last Standa, bo to wymaga powiedzenia. Facet był jednym z najpopularniejszych dodatków do Spider-Verse. Wszyscy spodzieali się, że to Peter z Amazing Spider-Man #500, ze względu na kostium. Starszy Peter, który utracił wszystko i skończył ścigany przez policję (stąd ksywka Last Stand, bo widzieliśmy go w czasie jego ostatniej walki). Okazuje się, że to nie on, tylko Ezekiel. Ta nowina wyskoczyła znikąd i nie było do niej żadnych wskazówek wcześniej. Do tego wyskakuje chwilę po tym jak Ezekiel zostaje śmiertelnie raniony i tuż przed śmiercią wypluwa kilka ważnych informacji... które do tej pory trzymał w sekrecie z jakiegoś powodu, chociaż mogły uratować życie wielu osób, w tym jego samego. Choćby dlatego, że Silk by nie polazła za nimi. No i nie zapominajmy, że służy to tylko temu aby zrobić z Silk tą najważniejszą postać Spider-Verse (okej, jeszcze z Kaine'a, ale wszyscy wiemy, że jego wiele tu nie będzie) 
A wiecie co jest najgorsze? Patrzenie na Mayday będącą tak opętaną chęcią zemsty, że przyklaskuje Ottowi ze wszystkich możliwych ludzi jest bolesne. 
Krzycer: Najpierw numer jako część eventu: 
+ za Silk sprawdzającą, z którymi Pająkami ma ero-więź jak z Peterem. 
- za niezgodności ze Spider-Woman #1, a zwłaszcza za brak wyjaśnienia, czemu Pająki nie zabrały Silk do świata Uni-Force, gdy tylko ją znaleźli. 
A teraz numer jako numer: ...meh. Spodobało mi się odkrycie, że Spock zbierał własną grupę Pająków, jakoś zupełnie nie wpadłem na to, że obserwujemy dwie różne grupy. Ale potem? Chaotyczna walka, w trakcie której właściwie niewiele widać - i to na dwa sposoby. Po pierwsze, nie bardzo widać "kto kogo" tłucze, po drugie - za diabła nie widać, czemu Inheritorzy są takimi śmiertelnie groźnymi przeciwnikami. Tak jakby Spider-Man nigdy wcześniej nie walczył z silnym, wytrzymałym przeciwnikiem... 
Reszta numeru to głównie podpórki dla tie-inów. Ogólnie: słabo i nieciekawie. 
Gil: Drugi rozdział Spider-Verse przynosi nam wreszcie spotkanie między tymi Pająkami, na których liczyłem najbardziej: Amazingiem i Superiorem. Trochę niestety rozczarowuje, bo przebiega właściwie zupełnie bez emocji. Myślałby kto, że Piotrek da się ponieść lub Otton się złamie widząc, co przyniesie przyszłość, ale jakoś bardzo łatwo przechodzą nad tym do porządku dziennego. Ale dobra, może zostawili to na później i wyjaśnią jakoś konkretniej, nawiązując do okoliczności powrotu Piotrusia. Tymczasem dookoła trochę się dzieje, bo i Miles dołącza oficjalnie do towarzystwa i kładą podwaliny pod wszystkie nieantologiczne tie-iny, które o dziwo są nawet jakoś uzasadnione. Dowiadujemy się czegoś o przeciwnikach i odkrywamy sekret starego Pajęczaka. Nawet trochę mnie tu zaskoczyli, bo spodziewałem się, że to będzie wujek Ben, a Ezekiel odegra inną rolę. No, ale dobra – ma to jakiś sens, choćby w tym, że skądś ta ekspozycja musiała przyjść. Jest też całkiem sporo krótkich fajnych momentów, w tym zabawnych, jak spotkanie małpy ze świniakiem. Ale najbardziej cieszy mnie chyba to, że Peter David dostanie Lady Spider i resztę grupy badawczej. Jest też parę momentów z grupy „aleosohozi?”, na czele z pytaniem: czemu u diabła nie zostali tam, gdzie są bezpieczni, tylko się rozdzielają? No cóż, jeszcze trochę pracy przed nimi, ale czyta się już trochę lepiej, a wygląda nadal dobrze, czyli tym razem mocne 6/10. 
Undercik: Fajnie się to czyta. Co prawda nadal trwa ekspozycja, ale myślę, że od kolejnego numeru całość ruszy pełną parą. Jest kilka dobrych momentów, głównie dzięki interakcją pomiędzy poszczególnymi wersjami Spider-Mana. Widać, że Slott dobrze wykorzystuje nadarzające się okazje. Trochę boli brak większej reakcji Petera na Potto, ale może wolał się przenieść do bezpiecznego miejsca, a dopiero potem drążyć temat. Jeżeli nie dostaniemy sprzeczki w 11 numerze, to będę głęboko zawiedziony. 

avengers__x-men_axis_6@m.jpg
Avengers & X-Men: Axis #6
Kminek: Zdarzały się już porównywania tego eventu z "House of M", ale ja się ich wystrzegałem. Do tej pory. Niestety, teraz jednak muszę się przełamać, bo nie sposób tego nie porównywać. 
Moim zdaniem, "House of M' był zdecydowanie spójniejszy, jeśli chodzi o główne wydarzenia - była jedna historia ekipy "obudzonych" bohaterów ruszających do walki z systemem. W AXIS wydarzenia biegną nawet nie dwu-, ale kilkutorowo, przez co wszystko jest bardzo okrojone i całość traci na jakości. 
Według mnie najmocniejszy jest wątek Tony'ego A-hole'a, Drunkassa Starka. Nie wiem czemu mi się tak spodobał, możliwe, że dlatego, iż byłem zmęczony tym całym prześladowaniem Tony'ego za jego "złe" decyzje. Teraz chłopak może się wyszaleć, bo, brzydko mówiąc, ma do tego prawo. 
Dalej mamy Darth Bitch [dawną Scarlet Witch] i jej zemstę na Doomie. I to też jest fajne, bo, jakkolwiek to mrocznie zabrzmi, jej też się należało. 
Tu też mamy spojrzenie na to, jak szeroko pojęte "dobro" może wpłynąć na zniszczenie wszystkiego, na co pracował Doom. Wprowadzenie demokracji i przede wszystkim odsłonięcie twarzy są równie zaskakujące, co implikujące zupełnie inne spojrzenie jego poddanych na samego Victora. 
Bardzo ciekawi mnie, jak sobie poradzi z tym Remender i inni, piszący historię Dooma scenarzyści, bo w tym aspekcie AXIS leży ogromny potencjał. 
Za to epizod Lokiego jako CareBeara mnie zupełnie nie przekonuje. Niby się potem z tego podśmiewają, ale mamy tu (co prawda role są odwrócone, ale zawsze) zerżnięcie rozmowy z pierwszej części filmowego Thora i może wzruszającą, ale zupełnie niepasującą do Lokiego przemowę o miłości do brata. Ja rozumiem, że Inwersja obróciła charaktery o 180 stopni, ale żeby od razu niszczyć ostry dowcip? 
Najgorszy zaś jest dla mnie wątek apokalipsy z rąk X-Men... Skoro to jest clou całości, sedno dramatu odwrócenia bohaterów, to dlaczego poświęcili na to niecałe 5, czy tam 6 stron? A z czego sam Apocalypse i jego mega-super-straszna bomba migają na dwóch? Mało tego Mutant Nation. Za mało, żeby uwidocznić grozę końca ludzkości. 
Przyznaję, końcówka niezła (trochę w stylu filmów akcji z lat 80) i ogólnie nadal pozytywnie nastawiam się do całego pomysłu, ale kręcę nosem nad wielością wątków i złym rozłożeniem akcentów związanych z zagładą ludzkości. 
Aha i moje takie prywatne przewidywania: Red Skulla porwał doctor Strange. 
No bo gdzieżby był w przeciwnym razie? W końcu niedługo film! :D 
Krzycer: Eh. Pamiętam, ile razy narzekałem, że pisząc "House of M" Bendis zmarnował cały numer na pocztówki ze świata po przemianie. Teraz... trochę chciałbym, żeby Remender poświęcił na to więcej miejsca. Niby mamy parę takich przebitek - i to w większości na postaci, które mają własne serie i tie-iny, gdzie pewnie będzie coś więcej na ich temat - ale i tak jest to wszystko bardzo skrótowo pokazane i w zasadzie nie wiem o co biega.
Ale ja w sumie nie o tym miałem. To już szósta z dziewięciu części, koniec drugiego aktu i tak dalej, więc już nie można się łudzić, że "może jeszcze coś z tego będzie", czas się na Remendera wkurzyć. Bo wkurza mnie, że mi dynda przed nosem wątek Red Skulla/Xaviera, który został odstawiony na bok kompletnie - pewnie dlatego, że to jeszcze nie czas na finał. Wkurza mnie robienie wielkiego eventu bez zadbania o fundamenty historii - ta historia w ogóle nie ma fundamentów, nic jej nie trzyma w kupie, wszystko się sypie jak domek z kart. 
No bo tak: 
- Mutanci przejęli Manhattan i wyrzucili z niego wszystkich ludzi, panują nad nim niepodzielnie! Hej, zgadnijcie: gdzie jest Avengers Mansion? Jasne, powiecie, bohaterowie ukrywający się pod nosem przeciwnika to standard, X-Men w Age of Apocalypse też tak robili... Ale tam to chyba było przynajmniej jakoś wyjaśnione? Bo, ten, mutanci mają telepatów. Wielu telepatów. 
- Niech ten łamaga udzieli gdzieś odpowiedzi na jakiej zasadzie działa ta cała Inwersja? Co prawda w tie-inach dotąd bywało różnie, ale sam Remender chyba trzymał się tego, że dotknęła tylko ludzi, którzy byli na Genoshy. A tu nagle Mystique? Chybabym zapamiętał, gdyby Mystique tam była? A jeśli to działa tylko na ludzi, którzy byli na Genoshy, to czemu kilkudziesięciu X-Men nie sprzeciwia się działaniom Apocalypse'a i reszty? A jeśli to zadziałało na cały świat, to czemu odwróceni herosi mają taką przewagę liczebną, gdzie są wszyscy odwróceni źli, którzy powinni im się przeciwstawiać? Swoją drogą: jeśli to zadziałało na ludzi, którzy byli na Genoshy, to czemu do cholery Nova pozostał dobry? Żadnego sensu, żadnej logiki - w kluczowym gimmicku eventu! Na tym opiera się cała historia! Ale wszystko wydaje się robione na chybił trafił! 
- ...nawet jeśli teraz są źli i chcą wybić wszystkich homo sapiens: czemu Cyclops i spółka podporządkowali się Apocalypse'owi? Kto jak kto, ale to Right Man powinien prowadzić nazi-mutantów. 
I już kompletnie na marginesie, Dodson strasznie skaszanił ten numer. Albo pani Dodson się nie przyłożyła przy nakładaniu tuszu. Albo oboje położyli na tym lachę po przeczytaniu scenariusza. 
avengers__x-men_axis_6@a_1.jpg
Kuba G.: Jednak trzeba napisać parę rzeczy o tym numerze. Pierwszą niech będzie scena rodzinnego spotkania w Mystique, Nightcrawlera i Rogue z dialogami będącymi jakąś przykrą próbą pokazania, że Rogue i Nighctrawler po inwersji stają się postaciami udających biedniejszą wersję Disneyowskich złych sióstr Kopciuszka. Ba, koniec z porównaniami do House Of M, przechodzimy do klasycznych złoczyńców z animacji Disneya i pokazujemy ich jeszcze bardziej sztampowo i karykaturalnie. NO PO PROSTU TALENT. Naiwność tego komiksu jest trochę przerażająca, wygląda to tak jakby ktoś kazał Remenderowi skończyć z wizualną eksploatacją przemocy, a on w odpowiedzi stworzył komiks, który ogranicza swój target do czytelników Marvel Adventures (a to chyba nawet będzie zbyt wymagająca grupa czytelników). I pomyśleć, że ten człowiek pisał Fear Agent. Gdy przyjdą zvalony to ten numer chyba dostanie moją nominację bo poczułem się głupszy niż po przeczytaniu Axis #1 (a to jeszcze nie koniec, woo hoo).
Gil: Wracamy do trybu przynudzania. Na początek Apocalypse wygłasza swoje groźby, żywcem wyjęte z prologu do AoA, ale żeby przypadkiem nie zrobiło się ciekawie (mówiłem już, że w tej chwili ten wątek jest ostatnim, który mnie tu interesuje?), przechodzimy do przeglądu streszczeń tie-inów. Bardzo skrótowego i nie do końca wiernego, ale przynajmniej sugerującego, że autor rozmawiał z innymi twórcami o tym, co planują. Za to na koniec nagle przeskakujemy do Steve’a i Piotrka, wraz z kolejną pochwałą recyklingu, czyli powtórką cliffhangera z numeru bodajże drugiego. Patrzcie: to ta sama grupa łotrzyków, znów przybywająca z odsieczą. Tylko, że teraz to już nie są łotrzyki, ha! Brejn eksplołd! Czyli praktycznie nic się nie wydarzyło, ale numer pyknął, kasa wpadła, więc wszyscy zadowoleni. I tylko ten jeden malkontent znów wystawi 3/10.  
Undercik: Największa wadą Axis jest to, że kompletnie nie czuć stawki, o jaką toczy się gra. To jest kompletnie bezpłciowe. Wszystko gna łeb na szyje i brakuje większych wyjaśnień. Tak jakby ktoś chciał zastąpić legendarne już "It's Magic!" na "It's Inversion!". Nie zrozumcie mnie źle, są tutaj dobre momenty, jak Thor w kasynie, ale całościowo wypada to blado. Szczególnie, że kompletnie nie widzimy reakcji X-Men, którzy na Genoshy nie byli. Czy odwróceni złoczyńcy, Cap z synalkiem, Spider i Nova to jedyne co zostało? Ile razy wypominałem, że na wyspie zabrakło dużo bohaterów i dobrani byli tam od czapy. Ok, Falcap zamknął bohaterów dzięki cząsteczkom Pyma, ale co z tymi cholernymi X-Men? Przecież ich są tłumy. Eh... Gdyby to jeszcze było dobrze napisane, to można by było przymknąć oko na niedopatrzenia, ale mamy tutaj przegląd tie-inów. Super, że niektóre wątki poboczne będą wytłumaczone gdzie indziej, ale gdzie do cholery poświęcą czas na główny wątek. X-Men mieli konferencje, X-Men zaatakowali Avengers, X-Men okupują Manhattan. To wszystko. Eh.... 

avengers_vol._5_38@m.jpg
Avengers vol. 5 #38
Kminek: Lubię Sunspota. Po pierwsze dlatego, że już na pierwszej stronie, na której się pojawia, mówi więcej niż jego filmowy odpowiednik, a po drugie, że podchodzi do sprawy Illuminati bardzo pragmatycznie. Bliżej mu z tym do Starka niż do Rogersa, ciekawi mnie więc, czy ten wątek również zostanie dalej wykorzystany. Dzięki niemu dowiadujemy się też coś niecoś o "Nation X" i bardzo intrygującej niespodziance, jaką szykuje Scott. Co więcej, Roberto wypada zdecydowanie lepiej niż Havok, jako przywódca oddziału [w sumie chyba już mogę tak powiedzieć] Avengers. I po czwarte, bo wydaje się być jedynym, kto da radę ogarnąć cały ten burdel.
Krzycer: Huh. Czyli X-Nation jednak leży w dawnej siedzibie Weapon X. Więc co się dzieje w Westchester... za 6 miesięcy... Gdy Skończy Się Czas? Curious. Przy okazji: Hickman na jednym kadrze pokazał bardziej złożoną relację Cyclopsa i Beasta niż Bendis (i paru innych) w swoich numerach mutantów. 
Przyznam, że trochę nie widzę Roberto jako gościa, który wziąłby na swoją głowę... to wszystko - prowadzenie części Avengers, operację przywrócenia wszystkim Avengers poczucia misji, uratowanie Wieloświata - ale hej, można też na to spojrzeć jak na rozwinięcie postaci, która bardzo długo siedziała na bocznym torze lub stała w miejscu. No i, jak już pisałem, Claremont dał precedens - Roberto kiedyś szefował Hellfire Clubowi w bliżej niesprecyzowanym "dobrym celu". I chociaż jakoś nie widzę tego jako naturalnego rozwoju, to podoba mi się taki Roberto. 
Kompletnie na marginesie: fińska Avengerka! Która to już, piąta stworzona przez Hickmana postać włączona do składu? 
Byłem zapomniałem. Hej, pamiętajcie jeszcze żarty o cojones Cyclopsa? Od teraz Scott ma oficjalnie trzy jaja! :) 
Ale tak, wielcem ciekaw tego, co właściwie znaczy i do czego miałoby doprowadzić.
Gil: Znów kilka ciekawostek z przyszłości oddalonej o parę miesięcy i nadal są one interesujące. Trochę wyraźniej zostały nakreślone podziały między Avengers i ich agendy, a nawet dostajemy hint, że u X-Men również jakieś ruchy się szykują. Sunspot formuje nową grupę, co jest o tyle ciekawe, że nie spodziewałem się z jego strony jakiejś znaczącej roli. Jej skład również jest całkiem interesujący, choćby z tego względu, że odwołuje się i rozwija wątki z początku serii, wprowadzając nowe postacie. Zwłaszcza intrygujące jest rozwinięcie Shang-Chi. Innymi słowy, numer skutecznie podbudowuje moje zainteresowanie tym, co się wydarzy, gdy czas upłynie. Aha, przeczytanie wcześniej New Avengers troszkę pomaga umieścić parę scen w kontekście. Dam słabsze 7/10. 
Undercik: Pisałem ostatnio, że Time Runs Out mi się strasznie podoba i ten numer temu nie zaprzeczy. Cieszy, że Marvel wysuwa bohaterów do tej pory drugoplanowych na pierwszy plan, a głównego dobrego robi z Sunspota. Przede wszystkim czuć ten, że trybiki w "Wielkim Planie Hickmana™" powoli się zazębiają. Ciekawie robi się u Cyclopsa. Chcę więcej! 

Avengers World #15
Krzycer: Śmieszna zbieranina. Nie jestem pewien, jak Stingray ma pomóc złapać Scarlet Witch, ale jeśli w następnym numerze naprawdę zobaczymy błyskotliwy plan... No, czekam. 
Gil: Doom i Val zbierają własną grupkę Avengers do walki ze Scarlet Witch. Brzmi nieźle, ale z wykonaniem już trochę gorzej, bo niby czemu mieliby angażować do walki z jedną z potężniejszych postaci grupę obskurnych herosów klasy Z? O ile jeszcze mogę zrozumieć Ant-Mana, Elsę czy Valkyrię ze względu na osobiste podejście (chociaż akurat Scott Lang grudge’a ma raczej z Doomem niż z Wandą) i magiczne konotacje, tak obecności 3D-Mana, Stingraya i USAgenta pojąć nie mogę. No i ten dziwny pancerz, w którym wyskakuje Val jest, no, dziwny… Ale za to mały uśmiech wywołało u mnie podprogowe nawiązanie do schematów Hickmana. A rysunki są jak zwykle dobre. Czyli chociaż nie do końca jestem przekonany co do treści, to i tak dam 6/10. 

avengers_world_15@m.jpgaxis_carnage_2@m.jpgaxis_revolutions_2@m.jpg

AXIS: Carnage #2 
Gil: Jeśli ktoś mnie kiedyś zapyta, co dobrego wyszło z SIXIS, to ta seryjka będzie pierwszą rzeczą, jaką wymienię. Nadal jestem mocno na tak, bo najzwyczajniej w świecie, wszystko tutaj gra i buczy jak powinno. Carnage uczący się roli bohatera od niemoralnej reporterki wbrew swoim instynktom jest przezabawny jak szczeniaczek uczący się, że nie wolno sikać na dywan. Wychodzi to po prostu wiarygodnie i to w zupełności wystarcza, żeby całość płynęła. Momentów jest sporo i śmiechu również. No i wszystko wygląda świetnie do tego stopnia, że właśnie ten design uznałbym za definiujący dla postaci. Jedyny minus jest taki, że wątek Sin Eatera prawie wyparował i wraca dopiero w końcówce. Sporo było lektury w tym tygodniu, ale właśnie to jest mój komiks tygodnia i dostanie mocne 7/10. 

AXIS: Revolutions #2
Krzycer: Kurt vs Creed - nuda. No, może Kurt robiący z Creeda mięsnego jeża wypadł fajnie... tyle tylko, że tegotygodniowy numer Axis ma scenę z Creedem i Kurtem, którą czyta się, jakby to było ich pierwsze spotkanie, podczas gdy ta historyjka powinna być chronologicznie wcześniejsza, bo Creed nie poszedł jeszcze do fryzjera i krawca. :) 
Za to road trip z pijanym Bro-Thorem (...Brorem?) był autentycznie zabawny, tylko końcówka trochę kiepska, z tym przypadkowym dziennikarzem wypominającym Thorowi, że powinien się zachowywać. Przydałaby się lepsza puenta.
Gil: Znów sporo niepotrzebnego bulbotania, ale też trochę skutecznego humoru. Starcie Nightcrawlera z Sabretoothem ma mało sensu, ale jest wizualnie efektowne. Wybryki zapijaczonego Thora dla odmiany sensu mają jeszcze mniej, ale za to są zabawne. Ot, takie czytadło do szybkiego zapomnienia. Ale może dostać 5/10.  

daredevil_vol._4_10@m.jpg
Daredevil vol. 3 #10
Kuba G.: Oh jak podobała mi się ta historia, ten powrót depresji, to przedstawienie jej w całkiem dobry i zwięzły sposób (ale to docenią raczej tylko Ci, który tej choroby doświadczyli lub przynajmniej się nią zajmowali), dialogi, wszystko... póki rozwiązanie historii nie okazało się 3 stronami skakania i kopania przez co 3/4 magii uleciało. Niestety Waid w tym runie wygląda jakby bardzo śpieszył się z opowiadanymi historiami. Daje im piękne rozbudowane wprowadzenia, pokazuje problem ich wpływ na bohaterów, przedstawia tło, a potem zamyka wątki jak badziewia w klimacie doktora House'a (uwaga, mamy 35 minutę serialu, przyszedł czas na oświecenie, genialne rozwiązanie i smutną piosenkę przed wejściem napisów końcowych). Może to wina tego, że już wiemy kiedy run Waida się kończy i kończy się on wcześniej niż pierwotnie planowano...
Gil: No i proszę – jednak skończyło się na starciu z Purple Manem, którego rozwiązanie było całkiem sprytne. Zagrywka z zagłuszeniem jego słów wyszła fajnie i oryginalnie. Natomiast wszystko poza tym mnie mocno irytowało. Po co były te dzieciaki? Tylko po to, żeby je od razu zamieść pod dywan? Nawet jako pretekst dla tego jednego fajnego momentu, to tylko niepotrzebne zawracanie zadu. Jak na razie była to najsłabsza historia z całego runu Waida – no dobra, może z wyjątkiem tie-inu do Original Sin - ale i tak wyciągnie na 4/10. 


death_of_wolverine_the_weapon_x_program_2@m.jpg
Death Of Wolverine: The Weapon X Program #2
Krzycer: Z poprzedniego numeru wynikało, że Sharp ma wspomnienia Wolverine'a. Z tego - że dosłownie ma Wolverine w głowie jako drugą osobowość. 
...to ja wolałem tę poprzednią wersję. No ale zobaczymy co z tego będzie. 
I czemu Soule upiera się, by Sharp wciąż nosił maskę? To sugeruje, że jest to ktoś, kogo już znamy... ale umówmy się, to nie może być nikt naprawdę znany, bo przecież postaci z pierwszych dwóch półek by czegoś takiego nie zrobili. To co, któryś Maverick? Któryś z nich jeszcze żyje? A nawet jeśli - czy któryś Maverick to postać, której trzeba zasłaniać twarz? I tak nikt go nie pozna. :) 
Słowo o rysunkach: są koszmarne. I nie chodzi mi już o to, że jak Larocca się nie stara, to jego komiksy nie mają teł, a na postaci mają jakieś bulwy zamiast twarzy, ale o karygodne błędy, olewanie perspektywy i w ogóle rzeczywistości. Trochę jest w tym winy Soule'a, jeśli scenariusz zakłada, że Brainiac może zabić kobietę tak, by nikt inny jadący w tej ciężarówce się nie zorientował, ale i tak... Ciężarówka zamienia się w tym momencie w TARDIS. Popatrzcie tylko na tę scenę - wnętrze pojazdu ma rozmiary małej sali gimnastycznej. Partactwo niesamowite.
Gil: Po numerze pierwszym napisałem, że nic z niego nie zapamiętałem. Po numerze drugim nie tylko powtórzę to, ale dodam, że nawet nie wiedziałem, o kim czytam. I jakoś nikt nie postarał się, żeby mnie oświecić. Nawet nie podali imion wszystkich postaci w recapie. To chyba jest ten moment, kiedy powinienem sobie dać spokój z tym czymś. I zostawię to z pożegnalnym 3/10. 

Deadpool vol. 3 #37 
Gil: Chciałem zobaczyć Zenpoola i sprawdzić, co ma do zaoferowania. Przybyłem, zobaczyłem, odłożyłem z powrotem na półkę. I niech się cieszą, że nie zrobiłem czegoś gorszego. Ta seria dość szybko odepchnęła mnie od siebie i nie ma opcji, żebym wrócił, póki nie zmienią się twórcy, a zgliszcza po tym, co uczynili nie przestaną dymić. Dla mnie to jest 2/10 i tylko okoliczności ratują to coś przed gniotem tygodnia.

Elektra vol. 3 #8
Gil: Kolejny rozdział, właściwie już chyba na koniec serii, ale mimo to nie spuszcza z tonu. Elektra wykonuje ruch i tym razem czeka na nią prawdziwy Bullseye. Na razie co prawda nie jest w najlepszej formie, bo ledwie dyszy, ale Hand już czyha, żeby położyć na nim swoje – nomen omen – łapy. Może więc zrobić się ciekawie zanim zabrzmi ostatni dzwonek. Tymczasem fajnie to wygląda, nieźle płynie i ma trochę fajnej akcji. No i w sumie nie wiem, czemu akurat ta seria idzie pod nóż, skoro wiele gorszych się ciągnie… Ja tam nadal z przekonaniem dam jej 7/10.  

deadpool_vol._3_37@m.jpgelektra_vol._3_8@m.jpgfantastic_four_vol._5_13@m.jpg

Fantastic Four vol. 5 #13 
Gil: Muszę przyznać, że tym razem wygląda to nieco lepiej. Fantastyczni biorą się w garść i zaczynają walczyć o swoje. A może tylko ma tak wyglądać? No wiecie, zanim wszystko wyrżnie z impetem o glebę… Nie mam pojęcia, czego się teraz spodziewać po tej serii, bo ta zmiana tonu jest dosyć nagła i prawie nie odwołuje się do wcześniejszych elementów, albo subtelnie spycha je w tło. Wygląda to tak, jakby utrata mocy Johnniego, uwięzienie Bena i szaleństwa Susan nie miały znaczenia. Pytanie brzmi, czy to jakaś zagrywka scenarzysty, czy zwykła ignorancja? Akurat w tym przypadku śmiem zakładać najgorsze. Ale wspomniane wyżej „nieco lepiej” przełoży się na 4/10. 

guardians_of_the_galaxy_vol._3_21@m.jpg
Guardians of the Galaxy vol. 3 #21
Kminek: Bardzo lubię post-filmowego Quilla. Sceny z Kitty zabawne, rozwój najdziwniejszego związku [no może poza Rocketem i Grootem  :D ] po tej stronie galaktyki zachowany, tylko można się spierać, czy Kitty leci na takie teksty... Reszta numeru utrzymana w bardzo przyjemnym, humorystyczno-przygodowym klimacie, [ w tym Bar Mitzvah Rocketa], końcówka bardzo zachęcająca [nie znam originu symbiota/symbiotu więc czekam na więcej] ale niestety brak Captain Marvel i Angeli. 
Aha I am Venom!
Krzycer: Trochę fajnych momentów skupiających się na postaciach - głównie Petera i Kitty. Do tego parę fajnych zabiegów rysownika, w co najmniej jednej scenie upodabniającego Venoma do xenomorpha z "Obcego". Ale końcówka... Bla. Nikomu nie jest potrzebny Groot-Venom. To zresztą jakaś obsesja Bendisa, przecież w swoich Avengers miał już kiedyś zsymbioconych... no, Avengers.  
Gil: O, Venom się znalazł. I teraz udaje nietoperza z kosmosu? Oj, coś mam wrażenie, że nie bardzo mieli pomysł, co z nim zrobić, więc poszli po linii najmniejszego oporu i stwierdzili, że trzeba go po prostu przerzucać od jednego kosmity do drugiego. Efekty pewnie będą różne, ale rozpoczęcie serii od Groota jakieś wrażenie robi. Tylko nie do końca zgadza mi się akurat Groot z emocjonalnym pasożytnictwem kosmoglutów. Poza tym, jest trochę waty. Wstęp z kosmicznym faszystą może by zapowiedzią czegoś większego w przyszłości, ale na razie nie wiadomo, co z nim zrobić. Pogaduchy Petera z Kitty mają pewną konsekwencję, ale też wypadają trochę dziwnie. Dziewczyny raczej nie lecą na teksty typu „kiedyś chodziłem na dziwki, ale teraz wolę ciebie”. Za to sama bitka całkiem niezła. I ostatecznie będzie słabsze 5/10. 
Undercik: Słabo. Słabo. Słabo. To jeden z najgorszych numerów Bendisa w Guardians of the Galaxy. Ma kilka ciekawych wątków, ale całość wypadła tak nijako, że jestem zawiedziony. Mam nadzieje, że w kolejnych numerach dowiemy się, dlaczego symbiont szaleje, bo póki co nie wygląda to przekonująco.  

loki_agent_of_asgard_8@m.jpg
Loki: Agent of Asgard #8
Kminek: Ten numer pewnie znajdzie niejednego zwolennika, ale ja podziękuję, nie skorzystam. Rozumiem, że seria utrzymana jest w konwencji pastiszowo - sarkastycznej i pomysł, żeby pokazać przemianę w "dobrego" jako zagłębienie się w jakiejś przerażającej sekcie jest nawet fajny, ale Loki po Inwersji to, cytując pewnego oficera z Nova Corps [i ja tylko cytuję] "one-hundred-percent-a-dick". 
Bo jeżeli post-inwersyjny Loki jest tak obleśnie dobry jak Troskliwy Miś na speedzie, to znaczy, że przed Inwersją był najgorszym ze wszystkich, mówiąc górnolotnie, złoczyńców. I jeszcze ten jednorożec... Niby śmieszne, ale jakoś takie niesmaczne.
Krzycer: W sumie śmieszne - i znajduje się tu najgłębsza w całym evencie rozkmina nad tym, co właściwie znaczy "odwrócenie dobra i zła". Oczywiście, "najgłębsza w całym evencie" wciąż jest dość płytka, ale lepsze to, niż kompletnie gimmickowe traktowanie tego po macoszemu wszędzie indziej. 
No i mi akurat jednorożec się spodobał, więc... Dobrze jest.
Gil: Loki i Enchantress siedzieli na drzewie… Czemu tam usiedli, nikt niestety nie wie. Jakoś nigdy nie zauważyłem, żeby coś ich łączyło, aż tu nagle po wyobracaniu mają się ku sobie. Dziwne. Na szczęście zapowiada się, że Verity zamierza coś z tym zrobić. W sumie, jest pewien problem z tym wyobracaniem Lokiego, a nawet dwa. Do jednego komiks sam się odwołuje, próbując zdawkowo wytłumaczyć, jak to się stało, że pomniejsze zaklęcie miało taki sam wpływ na postaci o magicznym backgroundzie, jak na wszystkie inne. No właśnie – wyjaśnienie jest takie, że it’s magic, shut up and deal with it. Szybko pogóglałem i wyszło, że rzeczywiście Asgardczycy mają sporą odporność na magię skierowaną na nich, więc chyba jednak słusznie się czepiam. Druga sprawa: Loki jest moralnie ambiwalentny jak mało która postać, więc również z tego powodu ciężko mi kupić ten obrót. Bo jeśli ktoś jest pół dobry, pół zły, to po obrocie powinien być nadal pół dobry, pół zły, nie? Zresztą ten sam problem można odnieść do Dooma i Magneto. No, ale dobra, sam komiks bawi się tym pomysłem dość swobodnie i wielkiej różnicy w jego zachowaniu nie widać, więc bardzo się nie będę czepiał. Właściwie, to sporo tu slapsticku, zwłaszcza na początku, więc nie wiem, czy powinienem to traktować do końca poważnie? Ale wiem, że czytało się nieźle, więc i tak dam niezłe 6/10. 

magneto_vol._3_12@m.jpg
Magneto vol. 3 #12
Kminek: Mamy mały syfik w tie-in'ie. Bo skoro w trzeciej części AXIS X-Men i Avengers kłócili się, czy w Red Skullu rzeczywiście jest Xavier, to czemu Magneto, nadal będący na wyspie, nie mógł im powiedzieć, że dosłownie przed momentem z nim rozmawiał i Xavier praktycznie potwierdził, że siedzi w czerwonej czaszce? Jasne, super-już-nie-tacy-bohaterowie mogliby mu nie uwierzyć, ale mieli tam przecież young Jean Grey, która telepatycznie mogłaby to sprawdzić i potwierdzić! 
Niby fajnie oddali zmianę nastawienia Erica/ Magnusa/ Maxa [score for Loki!], ale to się zwyczajnie nie klei z głównymi wydarzeniami!. 
A co do reszty mutantów uwięzionych w obozie koncentracyjnym to chyba zaklęcie jakimś cudem ich ominęło. Lame! 
Krzycer: Niby fajne retrospekcje, tylko mocno niepotrzebne. To znaczy - może nie niepotrzebne, ale... Może gdyby coś nowego z nich wynikło? A jeśli dobrze kojarzę, to są w gruncie rzeczy sceny z jakiegoś retrospektywnego numeru z lat 90. 
Końcówka dziwna. Z jednej strony - pytanie czy Xavier siedzi na Red Skullu, czy na odwrót, było jedną z rzeczy trzymających mnie przy evencie, a ten numer zdaje się na nie odpowiadać... Z drugiej strony, Xavier przyznający rację Magneto trochę sugeruje, że może i siedzi okrakiem na Red Skullu, ale też go obróciło? Coraz zdziwniej i zdziwniej. 
A to wszystko jest polane dość absurdalnym sosem, bo najwyraźniej widmo Xaviera ma słaby zasięg ektoplazmicznej komórki, bo stoją tuż koło siebie, a i tak się nie słyszą. Może to miało być, nie wiem, zaskakujące, wstrząsające, przygnębiające czy co tam sobie wymyślił autor, ale dla mnie wyszło komicznie. 
Gil: Po raz kolejny, tie-in dość ściśle wiąże się z główną serią i całkiem nieźle wypełnia jej braki, pilnując przy tym własnych wątków, które tam są pomijane. Jeszcze trochę i zacznę gratulować Bunnowi konsekwencji. Całkiem nieźle udało mu się tutaj uzasadnić decyzje Magneto, chociaż właściwie nie wymagały one szczególnego uzasadnienia, bo wyszły dość naturalnie. Za to moją uwagę zwrócił fragment rozmowy z duchem Xaviera. Pomijam już fakt, że widzieliśmy go w zaświatach, więc nie powinien tu być. Mam na myśli to, że efekt wyobracania w tej konkretnej sytuacji może mieć dość skomplikowane skutki. Raz, że moralność Xaviera nieraz była poddawana w wątpliwość, dwa – teoretycznie to on powinien być teraz tym złym, a Czerep tym dobrym. Chyba, że mówimy o jego onslaughtowej osobowości, to efekt będzie odwrotny. Czy tylko ja uważam, że potrzeba tu solidnego wyjaśnienia? Ale poza tym nie mam właściwie czego się przyczepić, więc mogę dać 6/10. 

Inhuman #8 
Gil: Oj, czyżby to był koniec Maximusa? Szkoda by było, więc mam nadzieje, że nie. Z drugiej strony, szybko pozbyli się Auran, a też była fajną postacią… Frank również nią jest, ale też bardzo szybko jego wątek stoczył się w schemat gliniarza, który stracił partnera, więc… no, sami wiecie. Dla odmiany Inferno stał się całkowicie bezużyteczny, co jest dość zaskakujące zważywszy, że ma być tu głównym bohaterem. Ale przynajmniej Black Bolt został oswobodzony. Tylko czemu końcówka wygląda, jakby wcale nie chciał występować w tym komiksie? Tutaj również dam 5/10.

inhuman_8@m.jpgmoon_knight_vol._7_9@m.jpg

Moon Knight vol. 7 #9 
Gil: Podróż w głąb świadomości Spectora to ciekawy pomysł i masa możliwości. To, co tam się dzieje, przekracza moje wyobrażenia, więc każdy scenarzysta miałby tu ogromne pole do popisu. A co zrobił Wood? No, jak dla mnie, to zdezerterował. Zamiast zająć się nim, zajął się panią doktor. Nie, żeby nie miało to sensu, bo najwyraźniej jest w tym jakiś cel – końcówka mówi o tym wyraźnie. Ale jednak samo wykonanie trochę rozczarowuje, bo jest tylko typowym originem postaci, o której wcześniej zupełnie nic nie wiedzieliśmy. Przerost informacji trochę tu przeszkadza, bo odwraca uwagę od wydarzeń, w związku z czym efekt końcowy jest trochę z czapki wyjęty. Ale nie jest zły. Również otwiera sporo możliwości. Tylko że nie jestem przekonany, czy dobrze to wyjdzie, bo… No, powiedzmy sobie szczerze – bo Wood. Dlatego na razie będę wstrzemięźliwy i wystawię 5/10, żeby zobaczyć, co będzie dalej, zanim zdecyduję, czy mi się to podoba. 

new_avengers_vol._3_26@m.jpg
New Avengers vol. 3 #26
Kminek: No i wreszcie Tony wygarnął wszystko, co mu leżało na sercu. Szkoda, że w takich, a nie innych okolicznościach, ale zawsze. Nieważne, czy to już po odwróceniu Inwersji, czy nie, grunt, że wreszcie wygarnął swoim "świętym przyjaciołom". Kreska kiepska, Doom intrygujący, zobaczymy :) 
Demogorgon: Walker to świetny rysownik, mówili. On tylko się u Hopelessa obija, mówili. Jak przejdzie do dobrze pisanej serii to weźmie się do kupy, mówili. No to niech się łaskawie pośpieszy, bo czwarty numer już rysuje i dalej jest to szkaradne. A szkoda, bo o dziwo ten numer miał więcej osobowości niż zazwyczaj. Tony, sam nie wiem czy dalej po inwersji czy już nie, wypadł świetnie w rozmowie z Black Swan oraz z Jessica i Natashą. Rozmowy Corvusa i Proximy czy Dooma i Valerii były całkiem dobre. I to w sumie tyle - miłe momenty postaci, szkaradne rysunki.
Krzycer: ...miesiące w pudełku Thanosa? Ciekawe jak to pokażą w solówce Iron Mana. :) Black Widow i Spider-Woman zostawiające Tony'ego w więzieniu... trochę trudno w to uwierzyć, mimo wszystko. 
Ciekaw jestem, czy naprawdę Doom uratuje wszystko i wszystkich. To byłoby coś. 
Ogólnie: jestem cholernie wciągnięty w wizję, którą wysnuł Hickman, nawet jeśli nie podobały mi się pewne etapy po drodze - i nawet, jeśli mocno nagina marvelową rzeczywistość pod swoją fabułę.
Gil: Wciąż jest to najlepsza z odsłon Avengers. W tym tygodniu z dwóch względów: po pierwsze, wyjaśnia, co się stało z Antkiem i robi to ze sporą dawką ironii. Nie tylko w relacji między nim, a Black Swan, ale również w jego rekcji na odsiecz. Po drugie – i to jest znacznie ciekawsze – poświęca więcej miejsca na machinacje Dooma. I jeśli się nie mylę, to właśnie widzimy jak Molecule Man składa różne rzeczywistości w to, co stanie się nowym Battleworldem w nadchodzących Secret Wars. Oba wątki są interesujące i utrzymują moją uwagę na tyle, że już czekam na ciąg dalszy. Trochę tylko brakowało mi tych innych wątków, które nadal czekają na rozwinięcie. Ale i tak jestem zadowolony. Dodatkowo również z tego powodu, że Walker wraca do formy, bo nieszczęsnym Undercover i całość wygląda już znacznie lepiej. Dam więc solidne 7/10 i odliczam do następnej odsłony. 
Undercik: Ctrl+C Ctrl+V Pisałem ostatnio, że Time Runs Out mi się strasznie podoba i ten numer temu nie zaprzeczy. Chociaż trochę z innych powodów. Doom jest Doomem, cieszy rola Valerii, a sytuacja Antka ciekawie. Nie rozumiem tylko aż takiej krytyki Walkera. Owszem, rysunki nie powalają, ale jakoś specjalnie tragiczne nie są. Na pewno to poziom wyżej niż w Undercover. 

spider-woman_vol._5_1@m.jpg
Spider-Woman vol. 5 #1 
Demogorgon: Sięgnąłem po ten komiks tylko dlatego, że paru miłych forumowiczów wyraziło chęć przeczytania mojej recenzji. Kiedy wrócę do kraju znajdę te osoby i zemszczę się. 
Ten komiks jest jak katastrofa pociągu - potworna rzecz, ale nie możesz oderwać od niej wzroku. I nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu, bo rysunki są szkaradne. Land nie ma zielonego pojęcia o anatomii, dając nam wiele bardzo bolesnych póz, a jego sposób prowadzenia akcji jest tak chaotyczny, że w ogóle nie wiadomo, co się dzieje. Nie wspominając o tym, że zaczął zrzynać z Gundama. Ale co najgorsze, to jego problemy z mową ciała oraz ekspresją, przez które w ogóle nie jest możliwe przekazanie jakichkolwiek emocji postaci. Szok i zaskoczenie potrafi pokazać tylko za pomocą miny "OH MY GAWD! WHAT A BIG COCK!" i to nawet wobec nieletnich, jak Anya (tak, ona też tu jest, dojdę do tego), a scena w której Jessica strofuje Silk wygląda jakby zaraz miały się pocałować. Nie, żeby było tu co do oddawania, bo Hopeless nie przekazał wiele. Jego dialogi są nieporadne, bardzo desperackie w tym, aby brzmieć jak się mu wydaje, że mówią kobiety i młodzi ludzie. Ale wszystko to wychodzi potwornie sztucznie. Ludzie tak zwyczajnie nie mówią. Kurcze, mam wrażenie, że to jakaś parodia gdzie wszystkie postaci zastąpiła osa z Twitter: The Comics. Bo naprawdę nie ma wiele różnicy między którąś z bohaterek próbującymi brzmieć jak nastolatki a wielkim robalem udającym nastolatka z tekstami typu "Hello, fellow human teens. I heard the coolest place for us teens to hang out is THE COLOSSAL PILLAR OF WASP EGGS! Lets go. Do not bring weapons." 
Hopeless próbuje zbudować relacje miedzy Jessicą a Cindy na bazie doświadczonej weteranki oraz naiwnej nowicjuszki, ale wychodzi mu tak, że ta druga jest egoistyczna, niedojrzała, samolubna i w konsekwencji potwornie wkurzająca, a pierwsza połknęła kij, myśli, że jest lepsza od wszystkich wokół a jednocześnie ciągle próbuje udowadniać, że ma poczucie humoru. Samo otwarcie jest porażką próbach przekonania nas do bohaterki. Jasne, da się pisać serie o poważnej postaci i zainteresować nią odbiorców, przykładem może być Batman. Ale historie z Batmanem zaczynają się więc zazwyczaj w środku akcji albo rozwiązywania zagadki kryminalnej, by pokazać jego umiejętności i profesjonalizm. Hopeless spędza 3 strony w jakimś ucieleśnieniu stereotypów literatury fantasy o tym jak wygląda Bliski Wschód (PUSTYNIA! NOMADZI! Em...DINOZAURY!) na tym jak Jessica próbuje przekonać Silk, że nie jest nudna. Serio. 
A dalej jest tylko gorzej. Najpierw wdają się w bijatykę z Gundamami i Jess uważa, że to wina Silk, chociaż to Noir się pchał do bitki. I najwidoczniej po tym tylko ich znajdują Inheritors i Noir zostaje ranny w walce. Oczywiście zabierają go do ich bezpiecznego wymiaru pod opieką Captain Universe.... A nie, zaciągają go do jego świata i zostawiają w rękach osoby, które nie chce mieć z nim nic wspólnego i porzucają bezbronnego w razie ataku Inheritors. Plan naszej bohaterki to dosłownie "Nie muszę biec szybciej niż tygrys, tylko szybciej niż ty". Jessica Drew, panie i panowie! 
A by było śmieszniej 616 Peter wpada by ją zabrać i podrzucić do niańczenia Silk Spider-Gwen i Anyę. I nie zabiera Noira ze sobą. Peter Parker, prawdziwie największy ze wszystkich pająków. 
A tak, Anya. Wiecie, zacząłem się o nią martwić. Bo Jessica daje jej i Spider-Gwen jasno do zrozumienia, że Silk to nieodpowiedzialna kretynka (czy Silk nie jest od nich obu starsza?) i jeśli spuszczą ją z oka, to doprowadzi do ich śmierci. Silk się obraża i ucieka do innego świata. Gdzie o mało nie zostaje zjedzona przez...Violatora za Spawna. Który wyskoczył znikąd albo Silk jest tak głupia, że nie zauważyła, że stał obok niej cały czas. Tak to wygląda. Trudno powiedzieć czy to bardziej wina scenarzysty, czy rysownika. A potem na trop Silk znów wpadają Inheritors. 
Rozważmy trzy rzeczy. A: Słowa Jessici pachną jak oczywisty foreshadowing, że któraś z dziewczyn zginie, aby Silk mogła mieć swój "Uncle Ben moment". B: To pisze Rzeźnik. C: Spider-Gwen dostaje swój własny ongoing. 
Rozumiecie już czemu się martwię o Anyę? 
Podsumowując: Rysunki są paskudne, historia jest okropna. Hopeless comics.
spider-woman_vol._5_1@a_2.jpg
Krzycer: No dobra... coś mi mówi, że powinienem był najpierw przeczytać Amazing Spider-Mana z tego tygodnia. Może wtedy ukrywanie Silk na losowych światach zamiast trzymać ją pod ochroną Uni-Force Spider-Mana miałoby trochę sensu. (Na tej samej zasadzie można założyć, że z tego samego powodu Spider-babki nie chowają Noir-Pająka u U-F S-M-a.) 
I może wiedziałbym, czemu Silk ciągnie tylko do Petera 616, a z Noir Peterem może normalnie gadać. 
I czemu właściwie Spider-Woman jest w to wszystko wmieszana, skoro ma tak mało wspólnego ze Spider-Manem. 
Więc, zakładając, że te sprawy były wyjaśnione w głównej serii, skupmy się na reszcie: 
- Spider-Woman w interpretacji Hopelessa nie ma nic wspólnego ze Spider-Woman z ostatnich lat, taką jaką pisała ją DeConnick... ale to w sumie standard, że teraz w Marvelu każdy pisze, jak chce, a redaktorzy zlewają pilnowanie charakterów postaci. 
- Fabuły jako takiej prawie tu nie ma - ot, parę światów, w nich kłopoty. Jest konflikt między S-W i Silk, i oooookay, on jest znośny. Nie jest szczególnie interesujący, ale przynajmniej nie jest jakiś bardzo idiotyczny. 
- Rysunki są przelandowskie. Uber-landowskie. Arcylandowskie. Spider-Woman na motorze jest... ay caramba. Wiedziałem, że czepianie się okładki Manary było marnowaniem czasu i energii, trzeba się było skupić na tym, że to Land będzie rysował wnętrza. Jest gorzej niż źle.
Gil: Wiele opinii już poleciało przed moją na temat tego komiksu i generalnie zgadzam się z nimi w większości, dlatego też nie chcę się powtarzać. Spojrzę więc na to trochę – że się tak brzydko wyrażę – z dupy strony. Ale z uzasadnieniem. Otóż, jeśli przypomnicie sobie kontrowersyjną okładkę alternatywną, zauważycie iż najbardziej newralgicznym jej elementem był – cytując króla Juliana – zadziec głównej bohaterki. Nadmiernie wyeksponowany, świecący w ciemności i okraszony jakże wyraźnym wcięciem tam, gdzie zaczyna się uśmiech wertykalny. I nagle mnie olśniło, że autor tejże okładki próbował przekazać nam wiadomość podprogową. Napiszę po ichniemu, żeby lepiej oddać sens: she’s being an asshole and there’s nothing more about this comic. A teraz krótkie rozwinięcie w języku ojczystym: W tym komiksie nie ma nic ciekawego. Podpina się pod Spider-Verse, ponieważ nie ma innej racji bytu i prawdopodobnie wykituje niedługo potem, ponieważ główna bohaterka przedstawiana jest w taki sposób, że nie da się jej lubić. W dodatku nie ma to nic wspólnego z jej osobowością gdziekolwiek indziej. Jeśli w ogóle czepianie się wszystkiego można nazwać osobowością… Inne postacie nie wypadają lepiej, bo również cierpią na schorzenie, które nazywam hopeless personality dissolution. A jeśli dodać do tego wszechobecną landozę, to pozostaje tylko umyć oczy domestosem po lekturze. Pewnie jeszcze dostarczy mi to powodów do bardziej wylewnych komentarzy, ale po pierwszym kontakcie mogę skwitować to tylko tytułem gniota tygodnia i dać (na razie zachowawczo) 2/10. 

uncanny_x-men_vol._3_28@m.jpg
Uncanny X-Men vol. 3 #28 
Krzycer: Z jednej strony: hurra dla Bendisa za napisanie numeru w którym Cyclops ratuje sytuację. Z drugiej strony, jest to numer w którym Cyclops przyznaje, że już czas by mutanci wywalczyli sobie miejsce na Ziemi, więc... A jakby było zbyt mało subtelnie, Magik mu wypomina, że posługuje się terminologią Magneto, a jakby to wciąż nie było wystarczająco subtelne, Magneto pojawia się w finale by powiedzieć, że Cyke przeszarżował. 
W swoim białym cholera jasna kostiumie. Czy w Marvelu nikt już niczego nie pilnuje? 
Tymczasem Beast przeżywa mały kryzysik, i... zupełnie tego nie łapię. To znaczy, ok, rozumiem, że może nim wstrząsnąć świadomość, że Scott jednak może mieć w czymś rację, ale... Akurat w tym wypadku? Że ludzie wolą umyć ręce niż zainteresować się mutancim problemem? Co w tym nowego? 
Przy okazji, w tej scenie mamy jedne z najsłabszych rysunków w całym numerze. Żal to mówić, ale Anka powinien był jednak zostać przy okładkach i projektowaniu kostiumów... 
Gil: Pamiętacie może, że nowy mutant jest baaardzo potężny? Bo jeśli nie, to z tego numeru dowiecie, że jest baaardzo potężny. Poza tym, możecie też się dowiedzieć, że Magik dorabia na cateringu, ale nie jest z tego zadowolona i prześledzić skróconą biografię Rightclopsa. Aha, no i jeszcze Summers chce chłopaka wykorzystać niecnie, żeby ci, którzy ich nie lubią zaczęli dodatkowo się ich bać. Tak jakby teraz się nie bali… A wszystko to przy akompaniamencie bardzo wielu kresek, określanych również jako rysunki Chrisa Anki (chociaż okładka próbuje nam wmówić, że to Bachalo). Nie jest może źle, ale jest wtórnie, czyli będzie powtórnie 5/10. 
Undercik: Co ja mogę poradzić, że to zdecydowanie nie jest tydzień Bendisa? Sprawa nowego mutanta zaczyna już nudzić. Mimo obiecującego zakończenia ostatniego numeru, gdzie wizja Cyclopsa ratującego sprawę zapowiadała się dobrze, zostało to skopane. Kompletnie nie czułem, że jest to Scott Summers. Najgorsze w tym wszystkim, że to Magneto będzie go pouczać....

Storm vol. 3 #5 
Gil: Fajne nawiązanie do pierwszej okładki Wolverine’a na początek, ale potem to już tylko mchy i paprocie. Storm właściwie gra marginalną rolę w tej historii i jest pionkiem w rozgrywce Yukio. Jedyne, co robi, to odwraca uwagę przeciwników i dziwi się wszystkiemu. A potem odlatuje, dając nam jasno do zrozumienia, że było to wszystko po nic. Czyli mamy już piąty numer serii, w której główna postać nie ma zdefiniowanego ani celu, ani osobowości. Super! W sam raz na 3/10. 

storm_vol._3_5@m.jpgx-force_vol._4_12@m.jpg

X-Force vol. 4 #12 
Krzycer: Się dzieje się! Dużo i gwałtownie i... trochę za dużo jest w tym narracji. Czy konkretniej: Spurrier zdaje się nie wierzyć w siłę własnego skryptu, i zbyt często narracja podkreśla nam, co się dzieje, co odczuwają bohaterowie i co sądzą o sobie nawzajem. Nie potrzebuję Psylocke mówiącej trzy razy, jaka Hope jest wspaniała i bohaterska, bo - na tle tej bandy socjopatów - to i tak wyraźnie widać. 
Przy okazji, chwała Spurrierowi, bodaj pierwszemu scenarzyście który robi z Hope coś ciekawego odkąd wyrosła z pieluszek.
Gil: Niespodzianka numer jeden: tajemniczym przeciwnikiem, który wyglądał jak Zola w kominiarce okazuje się być nie kto inny jak spakowany zipem Mojo. Co jest o tyle zabawne, że gdy się z tego czegoś wylewa, zaczyna pełzać jak wielki ślimak, bo nie ma swojego fotelika. Rzecz niby oczywista, ale wykorzystana po raz pierwszy. Niespodzianka druga: Fantomex wchodzi w tryb Archangel-slash-Tron Legacy. Bo jest teraz ywil… chociaż nie tłumaczy to kwestii jego roztrojenia, kiedy to zła osobowość oddzieliła się od niego. A może to i lepiej, bo pomysł był głupi… Nasi bohaterowie zdają się grać tym razem drugie skrzypce, bo w ogóle nie pamiętam, co robili, oprócz jednej rzeczy: tajemnica Hope została ujawniona. Hm… czyli w sumie, wydarzyło się całkiem sporo jak na jeden zeszyt, co przy wielu innych zeszytach, gdzie nic się nie wydarzyło, już wystarcza na wyższą ocenę. Może nie będzie zbyt silne, ale dam jednak 7/10.

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Gnioty tygodnia:

Spider-Woman vol. 5 #1 oraz Spider-Woman vol. 5 #1 Manara Variant 
Demogorgon: A ode mnie aż dwa gniotki w cenie jednego. Do wyboru, co kto woli - albo paskudne kpina z ludzkiej anatomii Landa albo próba ociekania seksem, by tego przypadkiem jakieś kobiety nie kupiły, na które ktoś niefortunnie nałożył napis tak, że sugeruje ludziom do czego się ta seria nadaje - to zamiennika za papier toaletowy. 
Ale jedno trzeba im przyznać. Mogę spokojnie ocenić komiks po samej okładce. Są na niej nazwiska autorów. Hopelss Land, to nigdy nie przestanie być zabawne.
spider-woman_vol._5_1@m.jpgspider-woman_vol._5_1@a_2.jpg

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2014.11.19.
Redaktor prowadzący: Undercik  
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.