Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalony 2007

W ostatnim dniu 2007 roku spojrzymy na ostatnie 12 miesięcy optymistycznym spojrzeniem. Oto co Marvel miał najlepszego do zaoferowania w tym roku.


Avalony 2007




Tytuł cykliczny


Cyclop83: Wiem, powtarzam się. Ale oczywistą oczywistością jest, że Astonishing X-Men vol. 3 za wspaniałe historie i rysunki.

Demogorgon: Chciałem porozdzielać ważniejsze nagrody między Whedona i Ellisa, a ponieważ Josh dostał tytuł scenarzysty, Ellis w ramach pocieszenia dostaje najlepszy tytuł cykliczny. On i jego doprowadzający do obłędu Thunderbolts. Było pewnie jeszcze wiele serii do wyróżnienia, jak New Avengers i Captain America, ale podejrzewam, że koledzy wspomną o nich za mnie.

Don David: Ogólnie jeśli chodzi o serie regularne uważam, że mutanci wybijają się spośród wszystkich tytułów Marvela. Trudno było mi wybrać jeden tytuł. Najbardziej wahałem się pomiędzy New X-Men vol. 2, a X-Factorem vol. 3. Pod względem scenariusza obydwa są doskonałe. O włos jednak wygrywa ten drugi, którego strona wizualna bardziej trafiła w moje gusta. Rysunków Younga nie trawię i one właśnie trochę mi New X-Men obrzydziły.

Foxdie: Rok temu było już ciężko, a wybieraliśmy tylko spośród X-tytułow, w tym roku jest mega ciężko. Wciąż wielbione przez wielu Astonishing X-Men vol. 3 straciło w mojej klasyfikacji przez opóźnienia. Ponieważ w tym roku nie czytałem ani X-Factor vol. 3, ani Thunderboltsów, jako najlepszą serię roku naznaczam Daredevila vol. 2.

Gamart: Hmm, przy czym się tak naprawdę dobrze bawiłem z każdym numerem? Jest parę takich tytułów, ale wyróżnię Thora vol. 3, ponieważ zaskoczył mnie totalnie, bo byłem średnio do niego nastawiony, ale jak widać nawet streszczaniem się zająłem, tak mi się tytuł spodobał. Nie chcę jednak dzielić na miejsca, więc powiem, co mi się jeszcze podobało bardzo i zasługuje na tytuł roku. Na pewno New Avengers Bendisa, ponieważ jest świetnie prowadzone, w końcu znowu mogę zobaczyć najlepszy kumpelski duet Marvela, czyli Cage'a z Iron Fistem, a do tego wszystkiego, scenarzysta tworzy chyba najlepsze dialogi obecnie na rynku. Niestety moją ocenę obniżają rysunki Yu, który czasami potrafi tworzyć naprawdę okropne rzeczy. Wyróżnić też muszę dwa tytuły Eda Brubakera, a mianowicie Captaina America vol. 5 i Immortal Iron Fist. Pierwszy za idealnie prowadzoną fabułę i to, że tytuł bez głównego bohatera stał się nawet ciekawszy, a drugi za to, że z zapomnianej nieco postaci, zrobił postać pierwszoplanową dla całego uniwersum i rozwinął jego historię w naprawdę ciekawy sposób. No i jak co roku wymienić trzeba Astonishing X-Men vol. 3, za całokształt.

Gil: W tym roku zadanie jest ciężkie, bo wybór znacznie większy, a dobrych serii nie brakuje. Spróbuję więc oddzielić tytuły drużynowe od solowych, bo to daje mi większą przejrzystość i ułatwia zadanie. Tak, już wiem! Marvela ciągną teraz trzy drużyny: Astonishing X-Men vol. 3, New Avengers i Thunderbolts. Na żadnym z tych tytułów nigdy się nie zawiodłem i to zarówno jeśli chodzi o klimat, treść oraz rysunki. Żeby tylko dwa z nich nie spóźniały się nagminnie… Nie mogę też nie wspomnieć o liderze drugiego szeregu, czyli X-Factor vol. 3. Jeśli chodzi o przygody solowe, na czoło wybijają się: Thor vol. 3, Nova vol. 4 i nieodżałowanej pamięci Captain America vol. 5. Mógłbym użyć tych samych argumentów, co powyżej, a do tego dodać jeszcze, że wszystkie wnoszą coś zupełnie nowego do świata Marvela. Tę trójkę, z dużym prawdopodobieństwem sukcesu, goni Immortal Iron Fist.

Hotaru: Wahałem się pomiędzy Astonishing, Adjectiveless, a New X-Men vol. 2, ale skłonię się ku temu ostatniemu. Tytuł Whedona ma zbyt duże opóźnienia, a na Careya trochę się dąsam, że nie walczył o swój tytuł, a zadowolił się jakimś średnio zapowiadającym się Legacy. Od dłuższego czasu New było dla mnie najdojrzalszym chyba komiksem o mutantach. Kyle i Yost nie bali się trudnych decyzji, i za to ich cenię. Moim zdaniem skutki Decimation najlepiej były przedstawione właśnie tutaj, i tu także rezydują drugoligowe postaci, które bardzo polubiłem i na których pięć minut czekam z niecierpliwością. Mam wielką nadzieję, że pojawienie się X-Force vol. 3 nie przeszkodzi scenarzystom w pracy nad Young X-Men i że będzie nam dane podziwiać prace Skottiego Younga.

Janio15: New Avengers. Długo nie mogłem się do niego przekonać, a jak juz zacząłem czytać, to nie mogę się dla odmiany oderwać. Bardzo dobry, wysoki poziom.

Jaro: Mieliśmy w tym roku tak świetne serie, jak Astonishing X-Men vol. 3 Whedona, Thunderbolts Ellisa czy X-Men Careya, wiatru w żagle nabrali The New Avengers Bendisa, JMS pokazywał, co potrafi w Thorze vol. 3, świetnie bez tytułowego bohatera w Captain America vol. 5 radził sobie Brubaker, lecz najbardziej mnie wkręcił inny komiks tego autora - Criminal. Niesamowity klimat, świetnie skonstruowane postacie, dopracowana fabuła i idealnie pasujące rysunki sprawiły, że wciągnąłem jednym tchem dwie dotychczasowe historie z tego tytułu. To, w połączeniu z tym, że jestem świeżo po przeczytaniu całości, sprawia, że nie mogę z czystym sumieniem nagrodzić avalonem żadnego innego komiksu.

Jim J: Serią, która sprawiła mi najwięcej radości w tym roku, jest New Avengers. Bohaterowie z tej drużyny i ich przygody przyciągają mnie jak magnes! Ten komiks to dokładnie mój styl, jeśli chodzi o mainstream. Bendis właśnie w tym tytule daje popis swych możliwości, pisze bardzo luźno, znakomicie zna swych Mścicieli, świetnie przedstawia ich jako grupę. Rysunki Yu, choć czasem wręcz brzydkie, mają w sobie to coś, a to mi wystarcza w zupełności. Ta seria jest po prostu cool!

Lex: New X-Men vol. 2. Trochę szkoda mi duetu DeFilippis/Weir, który kiedyś stworzył bohaterów NXM. Ich wizja zakładała delikatną historyjkę dla grzecznych dzieci - ciekawe, co czują gdy widzą, co teraz wyprawia duet Kyle/Yost? Mnie zdecydowanie bardziej podoba się obecny kształt przygód młodych mutantów. Romanse, akcja, humor, demony, śmierć, strach i nadzieje - ech, znowu mieć 16 lat i gen X.

Ozz: O ten tytuł walczy z pewnością kilka serii, ale jest jedna, która nie ma opóźnień, a nawet wychodzi czasami dwa razy w miesiącu, która nie potrzebuje zastępczych rysowników, a jej poziom akurat przez ten rok był wysoki i równy. Ultimate Spider-Man w 2007 roku to świetne zakończenie afery z klonami, bardzo dobre Ultimate Knights, rozmowa Petera z ciocią May i znakomita, choc jeszcze nie zakończona Death of a Goblin.

redevil: Swój głos oddaję na Amazing Spider-Mana. W tym roku przygody pająka znów były świetne - postrzelenie ciotki, walka z Kingpinem i rysunki, a szczególnie okładki Garneya. Jak tu nie kochać Straczynskiego? Dla mnie to najrówniejsza seria Marvela, jaką czytałem w życiu. Niestety wraz z odejściem JMS'a odejdę i ja, bowiem jestem przekonany, że kolejni scenarzyści nie dadzą rady prowadzić ciekawie serii.

S_O: Z komiksów "zespołowych" na nagrodę na pewno zasłużył Astonishing X-Men vol. 3, który mimo tego, że pojawia się ponad dwa razy rzadziej, niż typowy miesięcznik, trzyma nas w napięciu tak, że od razu wybaczamy Jossowi i Johnowi wszelkie opóźnienia. To właśnie miłość.
Z serii solowych na wyróżnienie zasługuje przede wszystkim Nova
vol. 4, który przejął po Annihilation proces zamiany chodzącego żartu, "Ludzkiej Rakiety" w najpotężniejszą postać uniwersum. No i Cosmo, nie zapominajmy o tej kosmicznej sobace!

TheNewlyAwoken: Przyznaję, nie czytałem na bieżąco, bo byłem nastawiony dosyć sceptycznie, ale ostatnio nadrobiłem zaległości i spodobało mi się niesamowicie. Od Thunderbolts ciężko się oderwać, a klimat osaczenia i rozlicznych intryg jest tam niemal namacalny.



Mini-seria


Cyclop83: New Avengers: Illuminati. Gdyż w ciekawy sposób przedstawia tajną organizację bohaterów i ich przygody na przestrzeni lat, które ukształtowały obecny obraz Marvel Universe. Do tego równie interesujace ilustracje.

Demogorgon: Po długim zastanowieniu wybrałem Bullet Points. Nieczęsto trafia sie tak dobry komiks, a już na pewno niewiele z nich to takie fajne Elseworldy. Straczynski pobawił się w roszady postaci i, o dziwo, wyszło mu to genialnie. Zaraz za nim znalazły sie newuniversal (który niestety urwało się w połowie), Silent War oraz World War Hulk.

Don David: New Avengers: Illuminati. Sprawnie napisana i narysowana mini-seria o działaniach tajnej organizacji największych bohaterów Marvel Universe. Bardziej niż niezły był ostatni numer stanowiący jednocześnie prolog do Secret Invasion.

Foxdie: Oj działo się w kwestii mini zeszytowców i chociaż mojemu faworytowi brakuje jeszcze jednego numeru do końca serii, z czystym sumieniem mogę nagrodzić go Avalonem. Terror inc. vol 2.

Gamart:New Avengers: Illuminati. Bo połączenie dialogów Bendisa, rysunków Cheunga i tajnej organizacji bohaterów dało jedną z najciekawszych miniserii ostatnich lat. Do tego ostatni numer rozpoczyna jedno z największych wydarzeń przyszłorocznych.

Gil: Tutaj nie mam najmniejszych wątpliwości, bo trzy miniserie od dawna czekały na te wirtualne statuetki. Po pierwsze Silver Surfer: Requiem, zdecydowanie najlepsza ministeria roku, pięknie narysowana i posiadająca wyjątkowy klimat. Trochę dalej New Avengers: Illuminati, która zasłużyła sobie przede wszystkim zawartością merytoryczną, przy równie dobrych rysunkach i skrypcie. I wreszcie na trzecim miejscu postawiłem Terror Inc. vol. 2, która pokazała praktycznie zapomnianą postać w taki sposób, że zajęła wysokie miejsce na liście moich ulubionych bohaterów. Muszę też wspomnieć o wszystkich ministeriach, związanych z Annihilation - nie wyszczególniłem żadnej tylko dlatego, że prezentowały bardzo równy poziom i wybór jednej byłby krzywdzący dla pozostałych. Zupełnie osobną klasę stanowi też Dark Tower.

Hotaru: Bez dwóch zdań - Dark Tower: The Gunslinger Born. Wszystkie nagrody, miejsca w czołówce na listach sprzedaży i pochwały są w tym przypadku jak najbardziej zasłużone. Nie dość, że jest to arcydzieło od strony graficznej (brawa dla Lee i Isanove'a), to i fabuła, chociaż na pierwszy rzut oka nieskomplikowana, ma w sobie "to coś" i powoduje, że chce się więcej. Druga miniseria ze świata Dark Tower na pewno nie rozczaruje.

Janio15: Dark Tower: The Gunslinger Born. Jakoś ten rok nie poraził nas jakością mini-serii, co nie oznacza, że Dark Tower to słaby komiks. Wręcz odwrotnie.

Jaro: Silent War wywarło na mnie niesamowite wrażenie. Nie myślałem, że można pokazać Inhumans lepiej, niż zrobili to kiedyś Jenkins i Lee, lecz zostałem bardzo miło zaskoczony. Mini-seria Hine'a i Irvinga różni się w praktycznie każdym aspekcie od Inhumans vol. 2, jednocześnie wielokrotnie nawiązując w taki lub inny sposób do tamtego komiksu. Do tego dochodzi świetnie pokazany upadek Black Bolta, olbrzymie napięcie, w jakim cały czas trzyma nas historia i bezkompromisowe zakończenie, które jednak zostawia olbrzymie pole do popisu dla tych, którzy w przyszłości będą zajmować się mieszkańcami Attilanu.

Jim J: Kiedy ujrzałem zbiorcze wydanie serii Dark Tower w tej pięknej, twardej oprawie, kolana się pode mną ugięły, a serce zaczęło bić mocniej (serio). Kiedy już za parę godzin czytałem ów tytuł, robiłem wszystko, by nie przeczytać wszystkiego naraz, by zostawić choć trochę na później. Historia młodego gunslingera porwała mnie zupełnie swym niepowtarzalnym, epickim klimatem. Graficznie wręcz powaliła na kolana. Ten komiks to nie po prostu rozrywka (jak np. świetne New Avengers), ten komiks to dzieło sztuki.
Na początku roku pozytywnie zaskoczyła mnie też seria Wisdom - zero sztampy, nietypowe przygody, prawdziwy MAX.


Lex: newuniversal. W moim zestawieniu nie mogło zabraknąć miejsca dla Warrena Ellisa. Bardzo dobra miniseria, ale jestem zaskoczony, że nie znalazłem nic lepszego od niej w tym roku. Miniserie związane z crossami były przeważnie słabe i praktyczne jedynymi konkurentami były Dark Tower i New Avengers: Illuminati.

Ozz: Mi się najbardziej podobało The Loners. Obsada to zbiór dosyć interesujących, dawno nie używanych postaci i mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie można przeczytać o ich dalszych losach.

redevil: Z całym szacunkiem dla SS:Requiem, to jednak Penance: Relentless jest dla mnie najlepszą mini-serią mijającego roku. Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że będę z zapartym tchem śledził poczynania Robbiego Baldwina wyśmiałbym go, lub zapytał: "kogo?", a teraz dzięki Jenkinsowi i Ellisowi Penance stał się jednym z moich ulubionych bohaterów komiksowych.

S_O: Przede wszystkim Super-Villain Team-up: MODOKs 11, mini pełna humoru, akcji i nieprzewidywalnych jej zwrotów. Szczerze polecam. Poza tym, należy wyróżnić Annihilation Conquest: Starlord, który wniósł humor do tego eventu (w innych miniseriach atmosfera była trochę przyciężkawa). No i World War Hulk: X-Men, która co prawda nie znajdowała się na najwyższym poziomie, ale zapewniła nam miłe chwile nerdgasmu, gdy obserwowaliśmy zmagania wszystkich możliwych mutantów z Sałatą.

TheNewlyAwoken: Normalnie nie toleruję retconów, ale ta seria to wyjątek - naprawdę świetny scenariusz, równie świetne rysunki. Plus najbardziej wpływowe postaci MU kopią tyłki. New Avengers: Illuminati.



Historia


Cyclop83: W tej kategorii są aż dwie ciekawe pozycje. Jedną jest "Death Of A Dream" (Captain America vol. 5 #25-30), która dzięki geniuszowi Brubakera wywołała potężną falę zmian w Marvel Universe. Do tego wiadomość o śmierci Kapitana Ameryki pojawiła się we wszystkich mediach na świecie. Druga historia, która jeszcze nie dobiegła końca, która jest tak samo interesująca, to oczywiście "Messiah CompleX".

Demogorgon: "Messiah CompleX". Nie wydaje mi się, żebym koniecznie musiał wyjaśniać, czemu to takie arcydzieło. Największa i najbardziej oldschoolowa historia z udziałem X-Men od lat. Nie wiem, jak się zakończy, ale jestem pewien, że zmieni ona wszystko w życiu X-Men na dłuuugi czas.

Don David: Daję kredyt zaufania "Messiah CompleX". Crossover nowoczesny i świeży, a zarazem zawierający w sobie magię oldschoolwych crossów z lat 80 i 90. Przynajmniej jak do tej pory. Oby zakończenie nie zawiodło.

Foxdie
:"Messiah CompleX" dopiero na półmetku, ale po tym, co przeczytałem do tej pory, mogę śmiało zaryzykować stwierdzenie, że to najważniejsza i najlepsza historia mijającego roku.

Gamart: "Death Of A Dream" z Captain America vol. 5. Bo miała największego kopa w tym roku i wyszła daleko poza świat fanowski. Poza tym warto wspomnieć o "The Last Iron Fist Story", która wprowadziła mnóstwo rzeczy do życia Iron Fista i jest po prostu świetnie napisaną historią. O, i jeszcze "Ultimate Knights" z Ultimate Spider-Mana, za ten klimat ze starych spotkań bohaterów przyprawiony Bendisem.

Gil: Cóż, nie będę oceniał historii niedokończonych, więc niektóre zacne tytuły stracą na tym, a niełatwe było też wybranie spośród wielu dobrych historii kilku lepszych od innych. Wybrałem "Death Of A Dream" (Captain America vol. 5 #25-30), ponieważ jest nie tylko dobra, ale także miała ogromny oddźwięk w świecie. "Revolution" (New Avengers #27-31) pokazała nowy status quo grupy, ale przede wszystkim położyła grunt pod Secret Invasion. Dla odmiany "Faith In Monsters" (Thunderbolts #110-115) to psychosadystyczna rozpierducha w najlepszym stylu.

Hotaru: Naprawdę trudno jest mi wybrać coś takiego, do czego sam nie miałbym żadnych zastrzeżeń. Skłonię się w kierunku "Condition Critical" zamieszczonej w X-Men #197-199, za bardzo fajne momenty indywidualnych postaci, szczególnie Wyngarde, Mystique i Icemana. "Quest for Magic" jest jednak bardzo blisko szczytowego miejsca podium.

Janio15: "Messiah Complex" wciąż trwa, wciąż się rozwija, wciąż chcę więcej i więcej.

Jaro: Dawno nie czytałem historii, która aż tak by mnie nakręcała, dlatego "Messiah CompleX" jest moim faworytem w tej kategorii. Połączenie oldschoolowego crossovera z nowoczesnym stylem pisania, do tego totalna nieprzewidywalność wydarzeń, klimat, epickie potyczki fizyczne i słowne - jednym słowem: miodzio. Gdy czytam kolejne numery tej historii, budzi się we mnie dziecko, które dzięki wydawnictwu TM-Semic pokochało daaawno temu mutantów. Obym nie zmienił zdania o tym crossie po jego zakończeniu, ale coś mi mówi, że można być dobrej myśli.

Jim J: Tu znów ukłon w stronę czystej, typowo Marvelowej rozrywki: X-Men – "Blinded by the Light" (#200-203). Mamy tu wszystko: klimatyczną ciszę przed burzą w numerze #200, a potem zdradę (i to jaką bezczelną!), porwanie, mordercze walki (X-Men vs Marauders!, New X-Men vs Acolytes!), dramatyczną ucieczkę (Cannonball i Iceman zarządzili) i nawet brak happy endu. Ta historia to po prostu ostra jazda bez trzymanki! A wszystko tak pięknie narysowane przez Ramosa. No i jest to poniekąd wstęp do mocnego Messiah Complex, które zostawiłem sobie na Oskary 2009.

Lex:"Messiah CompleX". Zaryzykuję, bo przecież ta historia ciągle trwa i nie ma gwarancji, że trzeci akt będzie równie udany, jak dwa pierwsze. Ale zaryzykuję, bo na razie dostaliśmy opowieść rewelacyjną. Od wielu lat żaden cross z udziałem X-Men nie był tak dopracowany i nie dawał takiej frajdy czytelnikom.

Ozz: Chociaż nie powinienem, bo się nie skończyła jeszcze, ale "Messiah CompleX", bo to znakomita historia, i że w X-Men, i że cross w starym stylu (w przeciwieństwie do obecnej mody na główną i tie-iny).

redevil: Powrót Thora. Po Ragnarok ucieszyłem się, ze władcę piorunów spotkał los godny wojownika, ale powrót pisany przez JMS'a pokazuje, że postać ta ma jeszcze wielki, niewykorzystany potencjał.

S_O: Tu, mimo, że obie historie znajdują się dopiero w połowie, z pełną odpowiedzialnością wyznaczam "Messiah CompleX" i "Annihilation: Conquest". Obie są wielkie i genialne. MC jest oldskulowy w najlepszym tego słowa znaczeniu, przypomina te pokroju X-Tinction Agenda czy X-Cutioner's Song, a AC przedstawia epicką walkę z przeważającym wrogiem, które zawsze jakoś mi się podobały.

TheNewlyAwoken: Jeszcze nieukończony, ale już wspaniały "Messiah Complex". Od wielu, wielu lat nie mieliśmy w Marvelu do czynienia z takim klasycznym, przechodzącym z serii do serii crossoverem. W dodatku napisanym w sposób, który trzyma w napięciu od okładki do okładki.



Pojedynczy zeszyt


Cyclop83
: Captain America vol. 5 #25. Fenomenalny finał świetnej historii.

Demogorgon: Egzekwo Thor vol. 3 #3 i New Avengers: the Illuminati #4. Pierwszy za wizytę Thora w Nowym Orleanie, oraz brutalne obejście sie za Starkiem, a druga za wspaniałe dialogi, które do tej pory zwalają mnie z nóg. No i w obydwu mamy przykłady wspaniałych rysunków.

Don David: X-Men #205. Numer pełen akcji na najwyższym poziomie. Efektowna walka X-Men vs Marauders, no i ta pamiętna jak dla mnie ostatnia strona. Po tej właśnie części, MC kompletnie mnie wciągnęło i poczułem się jak ktoś wyjątkowy.

Foxdie: W tym wypadku nie ma wyjścia, dzielimy statuetkę na trzy i bez dwóch zdań Captain America vol. 5 #25 za śmierć Rogersa, Thor
vol. 3 #3 za skopanie dupy Starka w pięknym stylu. Na koniec klasyfikacji Amazing Spider-Man #542, tym razem za skopanie dupy Fiskowi.

Gamart: Captain America vol. 5 #25, bo żaden komiks od dawna nie zobił takiego szumu w świecie i DC chce nawet w przyszłym roku posłać Batmana do piachu, żeby i o nich pamietać. Do tego jeszcze Thor vol. 3 #1, za świetny restart najdłuższej serii Marvela.

Gil:Sam się dopraszałem o taką kategorię, a teraz musiałem się nieźle nagłowić, żeby wygrzebać z pamięci te, przy których bawiłem się najlepiej. Niewątpliwie, największym echem odbił się Captain America vol. 5 #25 i to jemu powinna przypaść palma pierwszeństwa, ale ja chciałbym nagrodzić kilka innych zeszytów. She-Hulk 2 #21, w którym Dan Slott w genialny sposób rozwiązuje wszystkie (a przynajmniej większość) problemów z continuity. Nova vol. 4 #8, w którym debiutuje Cosmo i przy którym popłakałem się ze śmiechu. New X-Men vol. 2 #42, przy którym ubawiłem się niewiele mniej i zakochałem się w Pixie.

Hotaru: Wielkie brawa dla Carey'a za X-Men #205. Pojedynek pomiędzy Marauders, a x-weteranami był niezwykle ekscytujący, przywodzący na myśl stare, dobre czasy. To też jedyny chyba numer w tym roku (spośród wszystkich, na łamach których się pojawiła), w którym Storm nie ssała na całej linii. Jednak dla mnie zwycięzcą w tej kategorii jest New X-Men vol. 2 #39, za wspaniałe momenty z Anole, Pixie, Elixirem, Nezhno i za ogół cudowności.

Janio15: Daredevil vol. 2 #100. Sporadycznie czytam Daredevila, ale na setny numer się skusiłem i nie żałuję. Mocna historia. Przesiąknięta bólem i emocjami. Ciężkie życie ma Daredevil.

Jaro: Pamiętacie mecz Manchester United : AS Roma? Ten, w którym Anglicy wygrali 7:1? Piłkarzom Aleksa Fergusona udawało się wtedy wszystko, praktycznie każde zagranie było idealne. Ok, ale co to ma wspólnego z komiksami? W Astonishing X-Men vol. 3 #23 Whedon i Cassaday byli właśnie jak Manchester w tamtym meczu, nie postawili ani jednej zbędnej literki czy kreski, wyszło im po prostu wszystko. Mało tego, ten kompletny numer został okraszony jedną z najwspanialszych rozkładówek w całej historii mutantów, a wisienką na torcie była ostatnia strona, z Summersem wzywającym do siebie swoich X-Men. Jednym słowem - klasyk.

Jim J: To będzie X-Men #203. Spektakularną i dramatyczną akcję Icemana z Cannonballem śledziłem z zapartym tchem, a końcowa rozmowa Bobby'ego z Mystique przyprawiła mnie o ciarki na plecach i psychiczny dołek (bo one wszystkie są takie same). Również Silver Surfer: Requiem #4 było mocnym, wzruszającym i pięknym zakończeniem tej mini serii. Tutaj, co wrażliwsi, nawet przy streszczeniu (bardzo dobrym, autorstwa Gila) mogą uronic łezkę.

Lex: Captain America vol. 5 #25. Przejmujący i porywający komiks. Od pierwszej do ostatniej strony. No i w Teleexpresie o nim mówili.

Ozz: Chciałem wybrać Ultimate Spider-Mana #103, ale on jednak był w roku poprzednim, więc niech będzie X-Men #205. Zaczęło się od niesamowitej walki pomiędzy X-Men a Marauders, a skończyło na nieoczekiwanej zdradzie Sentineli i ujawnieniu, kto tak naprawdę ma dziecko.

redevil: The Punisher: War Journal vol. 2 #14 . Jest taki moment w pisaniu scenariuszy, że scenarzysta kończy pierwszą/drugą historię i zaczyna coś nowego. W większości kończy się to czytelniczym WTF? Tu jednak Olivetti odstąpił od tej reguły i po słabym początku wreszcie odnalazł się w pisaniu Punishera. Ennis już pokazał, że przygody tego bohatera można przedstawiać albo poważnie i realistycznie, albo z domieszką humoru. Olivetti poszedł tym tropem i stworzył najzabawniejszy numer roku. Go Rhino!

S_O: Mogę sobie wyobrazić, jak chwilę po opublikowaniu wiadomości o wydarzeniach zawartych w Captain America vol. 5 #25 wszyscy Amerykanie rzucili się do kiosków, comic shopów i wszelkich innych miejsc, gdzie można dostać komiksy. Wydarzenie w nim zawarte wstrząsnęło tak światem Marvela, jak i naszym własnym.

TheNewlyAwoken: Czytając X-Men #205 podskakiwałem z ekscytacji na krześle. Z perspektywy czasu nawet traktowana przez wielu z dystansem scena walki Purifiers vs. New X-Men mi się podoba.



Scenarzysta


Cyclop83: Joss Whedon. Choć Brubaker stworzył świetną opowieść w Captain America
vol. 5. Jednak to, co Whedon robił w tym roku w Astonishing X-Men vol. 3 jest kapitalne. Mimo wielkich opóźnień, dzieło tego scenarzysty zapadło mi głęboko w pamięć.

Demogorgon: Jak już mówiłem, dwie najważniejsze kategorie przyznaję Whedonowi i Ellisowi. I to Whedon dostaje tytuł najlepszego scenarzysty. Josh miał co prawda wiele opóźnień, ale jego tegoroczne Astoshing to arcydzieło, a Runaways wcale nie jest dużo gorsze. Oby tak dalej Josh, oby tak dalej, to może i za rok pokonasz Warrena. Obyś tylko nie skumał się nigdy z Hitchem, bo nie mam ochoty słyszeć o komiksie, który wychodzi z rocznym opóźnieniem, hehe. Chciałem też zaliczyć w ten poczet jeszcze parę osób, ale Straczynski wpakował się w One More Piece of Crap, Millar napisał kiepskie zakończenie Civil War, a Bendis będzie miał okazję popisać się za rok.

Don David: Za utrzymania kolejny rok z rzędu równego i niesamowicie wysokiego poziomu swoich scenariuszy nagradzam swoim głosem Gartha Ennisa. Każdy numer Punishera pisany przez niego jest małym mistrzostwem. Przedstawia Franka takiego, jak wszyscy lubią – zimnego, małomównego i na pierwszy rzut oka pozbawionego jakichkolwiek emocji. Ciężko będzie następcy Ennisa dorównać jego wyczynom w tej serii.

Foxdie: Gdyby Claremont pisał tyle historii, co ten Pan teraz, to w Exiles znalazłby się pewnie Spawn, a Batman byłby członkiem X-Men. Na szczęscie są jeszcze ludzie, którzy przy dużej ilości serii potrafią zachować odpowiednio wysoki poziom. Jednym z nich jest Ed Brubaker.

Gamart:
Bendis, Millar, Ellis byli niesamowici jak zawsze, ale w tym roku palmę pierszeństwa dostaje ode mnie Ed Brubaker. Za to, że z nieco przyblakłych juz bohaterów jak Captain America i Iron Fist potrafił zrobić coś, co może się całkiem nieźle sprzedawać i do tego widać, że fabuła tutaj jest już nakreślona na parenaście miesięcy naprzód, żeby tu o latach nie mówić. Przy okazji ma jeszcze czas, żeby prowadzić główny tytuł z X-Men, czyli Uncanny, prowadzić Daredevila i zajmować się swoimi własnymi projektami. Facet chce chyba konkurować z Bendisem w kategorii tego, od którego zależy wygląd uniwersum. Mam nadzieję, że w przyszłym roku skupi sie na tych tytułach, gdzie od początku prowadzi ostrą jak żyleta historię i porzuci X-Men, a będzie jeszcze lepiej.

Gil: No tak… Jest Bendis, który praktycznie kształtuje całe uniwersum, trzymając najważniejsze sznurki i nigdy nie zawodzi. Jest Ellis - mistrz komiksu psychologicznego (a może psychicznego?) i klimatu. Jest Whedon, który mimo opóźnień serwuje genialne historie. Jest też wielu innych: Carey, Straczynski, Brubaker, Pak, Reed... Ale moim numerem jeden nadal pozostaje Peter David, którego sposób prowadzenia postaci i podtrzymywania klimatu oraz poczucie humoru zawsze gwarantują mi dobrą zabawę.

Hotaru: W tej kategorii mamy remis pomiędzy Careyem, a Kylem i Yostem. Obydwa tytuły mnie nie zawiodły i na kolejne odsłony czekam z niecierpliwością. Honorowa wzmianka dla Petera Davida z X-Factor vol. 3, który musiał poświęcić swój indywidualny styl, by jego skład mógł pojawić się na łamach Messiah CompleX. Jak na razie, nie jestem pewien, czy było warto.

Janio15: Peter David za X-Factor vol. 3. Dojrzałe i niezwykle prawdziwe historie z udziałem mutantów.

Jaro: Baaardzo dobry rok miał Bendis, z formy nie wypadli Ellis, Whedon i Carey, ale to Ed "zabiłem Steve'a Rogersa" Brubaker był tym, który najbardziej zasłużył na to wyróżnienie. Powody nazywają się Criminal i Captain America. I "tylko przyzwoite" Uncanny X-Men nie psuje świetnego wrażenia, jakie wywarły na mnie w tym roku prace Bru.

Jim J: Bendis, za to, że wszystko pięknie ogarnia na wielu płaszczyznach, a jego historie są bardzo przyjemne w odbiorze.

Lex: Prosty wybór, oczywiście Ed Brubaker. Jeśli chodzi o Marvela, to nie miał sobie równych. Pracy miał sporo, ale wszystko, za co się brał, wychodziło mu fantastycznie.

Ozz: Teoretycznie powinien wygrać Brubaker, bo wiele dobrego słyszałem o Kapitanie Ameryce, Daredevilu i Iron Fiście, ale ich osobiście nie czytałem, więc nie będę na niego głosować za samo solidne Uncanny X-Men i świetnego Criminala. Bendis pisał najlepszą moim zdaniem serię w tym roku, Powers również jest świetne, ale jego Avengers mnie nie porywają za specjalnie. Wybiorę Dana Slotta, bo jego ostatnie historie w She-Hulk były bardzo dobre, a Avengers: The Initiative wygrałoby u mnie w kategorii debiutującej serii roku, gdybyśmy mieli taką. Świetna robota, zwłaszcza biorąc pod uwagę liczną obsadę.

redevil: Brian Michael Bendis. Dostaje mój głos nie za pojedynczą historię, czy serię, ale za mnogość swoich scenariuszy i ich wciąż wysoki poziom.

S_O: Na pewno Brian Michael Bendis i Ed Brubaker, za ciągłe odświeżanie i ulepszanie uniwersum. No i specjalna nagroda dla Dana Slotta za naprawienie większości nieścisłości w MU na łamach jednego komiksu.

TheNewlyAwoken: Brian Michael Bendis, za atmosferę paranoicznej nieufności, jaka trwa od lutego w New Avengers. Plus kopanie tyłków w każdym numerze.



Rysownik


Cyclop83: Znowu się powtórzę. No kto to może być? John Cassaday świetnie uzupełniający geniusz Whedona.

Demogorgon: David Finch miał dobry rok. Nie tylko narysował wszystkie moje ulubione okładki do takich perełek, jak World War Hulk, X-Men #200 czy Messiah CompleX, ale jeszcze zajął drugie miejsce w Avalon Art Arena, jednym głosem przegrawszy z Jae Lee. A w jej trakcie pokonał Hitcha, co bardzo mnie ucieszyło (choć Hitcha lubię, to jednak zalazł mi za skórę w czasie areny). Wyróżnienie należy się też dla Marka Bagleya, za to, ze razem z Bedinsem pobili rekord wielkeigo duetu Lee&Kirby.

Don David: Oddam głos na Davida Fincha. To w ramach rekompensaty, że nie zagłosowałem w finale Art Areny i nie doprowadziłem tam do remisu. Bardzo dobry rysownik, podoba mi się zwłaszcza, jak rysuje Moon Knighta.

Foxdie
: Coipel za atletycznego Thora i John Romita Jr. za WWH, a zwłaszcza ostatni numer.

Gamart: Olivier Coipel. Zdecydowanie, każdy numer Thora to mała perła. Do tego klockowaty Thor o wyglądzie niemieckiej atletki, jest teraz dla mnie jedyną obowiązującą wersją Thora.

Gil: Prawie na śmierć zapomniałem o istnieniu Dark Tower, bo wydawało mi się, że była jakoś strasznie dawno i chciałem przyznać nagrodę Johnowi Cassadayowi. Ale skoro leki na alzheimera zadziałały, nagrodę i gratulacje z okazji zwycięstwa w Art Arenie otrzyma Jae Lee. Na szczęście nie próżnuje też Alex Maleev, który użyczył swoich talentów na potrzeby Halo: Uprising. Muszę też wspomnieć o odkryciu roku, jakim jest Skottie Young oraz o największym progresie, jakiego dokonał Patrick Zircher.

Hotaru: Jae Lee. Prawie każdy kadr narysowany przez tego pana na potrzeby The Gunslinger Born można by wystawić w galerii sztuki. Co ważniejsze, te rysunki są piękne nie tylko ze względu na genialnego Richarda Isanove'a nakładającego na nie kolory - już nagie szkice robią ogromne wrażenie. Sądząc po wynikach Art Areny w moim uznaniu dla Jae Lee nie jestem odosobniony.

Janio15: Rob Liefeld (Onslaught Reborn) Mam do niego ogromną słabość. Ogromną.... [faktycznie musi być ogromna - Foxdie].

Jaro: Ex aequo Jae Lee i John Cassaday. Pierwszy wygrał najbardziej prestiżowy fanowski plebiscyt w całym wszechświecie, drugi stale dawał popis swoich umiejętności w Astonishing X-Men vol. 3. Co tu dużo mówić, giganci.

Jim J: Choć ogromnie cenię artystów takich jak Romita Jr czy Jae Lee, to od dawna nikim się tak się nie jarałem, jak Humberto Ramosem. Świetnie oddaje dynamizm akcji, jego kreska jest taka... świeża, a postacie wychodzą mu takie... cool (tylko spójrzcie na jego Collosusa, czy Icemana). Chwała Bogu, że rysował w tym roku mutantów... i rysuje dalej.

Lex: Miałem problem z tą kategorią, bo mieliśmy raczej mały zastój wśród rysowników. Gwiazdy z zeszłych lat nie zanotowały jakiegoś wielkiego postępu, więc ciężko stawiać np. na Cassadaya. W związku z tym postawiłem na Scota Eatona, czyli artystę, który dopiero przebija się do grona czołowych rysowników, ale zanotował świetny rok. Friendly Neighborhood Spider-Man, New Excalibur, X-Men: Endangered Species - nie miał szczęścia do fabuły, ale rysunki w jego numerach są znakomite. Pod koniec roku dostał szansę pracy przy Messiah CompleX, więc może ktoś wreszcie docenił jego kreskę.

redevil: Zdecydowanie Oliver Coipel, oczywiście za Thora. Rysownik urzekł mnie nie tylko tym, że potrafi narysować dostojnego gromowładnego boga, ale przede wszystkim przeważają te nieliczne panele wtrącane jako żart, narysowane lekko i z polotem.

S_O: Wszyscy czterej panowie z półfinałów Art Areny zasługują, żeby się tu znaleźć.

TheNewlyAwoken: Jim Cheung - lubię go jeszcze od czasów Young Avengers, a w tym roku świetnie narysował New Avengers: Illuminati.



Okładka


Cyclop83
: Tu zwycięża jak dla mnie okładka do X-Men #200.

Demogorgon: World War Hulk #1. Mógłbym tu wskazać dowolną okładkę Fincha, ale ta jedna podoba mi się szczególnie. Zielony olbrzym depczący Ziemię niczym prawdziwy Worldbreaker to istne arcydzieło. Podobnie jak wszystkie inne jego autorstwa. Na wyróżnienie zasługują też The Punisher MAX #51, jedna z najlepszych okładek tej serii, oraz budząca niezdrowe skojarzenia okładka Heroes for Hire #13.

Don David: Jakakolwiek wykonana przez Tima Bradstreeta. W mijającym roku najbardziej podobała mi się ta z The Punisher Max #45.

Foxdie: Myśleliście, że nie da się umieścić wszystkich (z drobnymi wyjątkami) dotychczasowych X-Men na jednej okładce? Byliście w błędzie, wystarczy spojrzeć na X-Men #200. Majstersztykiem jest też Captain America vol. 5 #25, który zdradza wszystko, a zarazem nic.

Gamart:Hmm... She-Hulk 2 #23, którą nawet wybrałem na okładkę tygodnia, bo jestem samcem i tyle. Do tego Moon Knight vol. 5 #8 za świetną kompozycję.

Gil: Jest taka okładka, którą jak tylko zobaczyłem (a było to w lutym) orzekłem kandydatką do tytułu najlepszej i podtrzymuję swoje zdanie, a jest to X-23: Target X #2. Nie miałem też wątpliwości co do Astonishing X-Men vol. 3 #23, a już zupełnie jeśli chodzi o She-Hulk 2 #23. Nadal podoba mi się New X-Men vol. 2 #43, ale największe wrażenie niezmiennie robi X-Men #200. Do tego dodam wszystkie okładki Thunderbolts od #110 i wszystkie związane z Annihilation.

Hotaru: Chyba zdecyduję się na Annihilation: Conquest - Wraith #4 Clinta Langleya. Uzasadnienie znajdziecie w Pulsie.

Janio15: Moon Knight vol. 5 #7.

Jaro: X-Men #206 autorstwa Davida Fincha. Poraża prostota tej okładki - mamy tam tylko twarz umęczonego mężczyzny, napiętnowanego w obozie znakiem "M", ale szczegółowość i realizm sprawia, iż mamy wrażenie, że patrzymy na fotografię.

Jim J: Marko Djurdjevic był w tym roku autorem paru świetnych okładek, a mi najbardziej spodobała się ta z Daredevil vol. 2 #100.

Lex: David Finch miał na swoim koncie sporo świetnych ilustracji. Chyba najbardziej zapadła mi w pamięć ta z X-Men #200.

redevil: The Amazing Spider-Man #539 Rona Garney'a. Rysownik stanął na wysokości zadania i "machnął" jedną z lepszych okładek do Spider-Mana w historii. Prosta w swojej kompozycji i kolorystyce, jednak ma wielką siłę, ukazująca wielki dramat, który pojawia się w życiu bohatera. Graficzne cudo.

S_O: Captain America vol. 5 #25 - za spoiler niebędący jednocześnie spoilerem, Finch variant dla X-Men #200 - bo choć nie jest super-uber-najlepsza, to jednak chłop się napracował, trzeba mu to oddać.
No i oczywiście wszelkie stworzone przez państwo Djurdjevic.

TheNewlyAwoken: New Avengers #31. Ktoś mógłby pomyśleć, że zawiera ona gigantyczny spoiler, ale po przeczytaniu całego numeru okazuje się, że ani sama śmierć Elektry, ani to, kto ją zabił, nie jest naprawdę aż takie ważne. Na dodatek okładka prezentuje niebywały dynamizm i jest po prostu zgrabnie narysowana.



Postać męska


Cyclop83
: Znowu on. Ale innej opcji nie ma. Przemianę, jaką przeszedł Scott Summers pod okiem Whedona należy uznać za fenomen na skalę komiksowego świata. Daje ona plon teraz w Messiah CompleX.

Demogorgon: Chyba nie ma wątpliwości. Eric O'Grady, a.k.a. Beznadziejny Człowiek-Mrówka! Największy dobry dupek w uniwersum, który gotów jest do najgorszych świństw dla swoich celów. A do tego jest zabawny. Tego faceta się nie da nie lubić. Dalsze miejsca na mojej liście zajmują sami twardziele, jak Ares, Hulk i Barracuda, ale to jednak Ant-Man zgarnia palmę pierwszeństwa.

Don David: Ares. Prosty twardziel rzucający mocne teksty. Fajna postać.

Foxdie
: To, co z tej postaci zrobił Whedon, teraz stara się kontynuować Brubaker, dzięki czemu Scott Summers wyrasta na lidera z cojones wielkości orzecha kokosowego. Wyróżnienie należy się też Aresowi, za świetne akcje w Mighty Avengers.

Gamart:Wielka trójka tego roku, czyli Ares, bo to najlepsza postać z Mighty i każdy jego występ czy wypowiedź to świetna rzecz. Facet jest prosty do bólu, ale w tym jest siła, bo właśnie takiego prostego zabijaki brakowało w uniwersum. Archaiczne teksty, połączone z bezpośrednością i byciem nieśmiertelnym to jest to. Zdecydowanie numer jeden. Dalej mamy Machine Ma... znaczy Aarona Stacka, który dzięki Ellisowi stał się sarkazmem na szczudłach i od tej pory każdy jego występ to uśmiech na mojej twarzy. Dziw bierze, co można było zrobić z takiej postaci. Na miejscu trzecim oczywiście Cyclops, który za Whedona dostał wielkie cojones i na razie idzie tylko w dobrym kierunku, ach, do tej pory pamięta się jego pistoletowe sceny. Specialne wyróżnienie dla Icemana i Cannonballa w kategorii "Dynamic Duo of the Year". Chociaż Orson Randall z Dannym Randem depczą im po piętach.

Gil: Na pohybel wszystkim mięsistym, Avalona za najlepszą rolę męską otrzymuje Machi... przepraszam - Aaron Stack! Warren Ellis zamienił pudełko na śrubki w super-badassa, którego chciałbym czytać w każdej sytuacji, nawet gdyby otrzymał własną serię, taktującą o pracy w księgowości. Szkoda, że jest go tak mało, ale niewątpliwie jest teraz największym skarbem Marvela. Niedaleko za nim uplasował się Scott Summers, który podobną przemianę przeszedł pod okiem Whedona i z najbardziej nielubianej postaci w moim rankingu wskoczył na całkiem dobrą pozycję. No i wreszcie jest Richard Rider, który wiele przeszedł jako Nova, a ciągle pozostaje nieokrzesanym narwańcem.

Hotaru: Nie mogę się zdecydować. Whedon w końcu uczynił Cyclopsa interesującym w Astonishing, zaś pozostali x-scenarzyści podłapali tę zmianę. Iceman w rękach Careya też zaczął w końcu przypominać faceta, a nie niedojrzałego jedynaczka z ADHD - jego związek z Mystique to bardzo miła odmiana od jego ślinienia się za Lorną. I w końcu Anole, który okazał się dobrym dowódcą, potrafiącym szybko myśleć w sytuacjach stresogennych... i jego relacje z Rockslidem są bezcenne. W tej kategorii remis.

Janio15: Thor. Wielki powrót gromowładnego spodobał mi się na tyle, żeby umieścić go w tej rubryce (postawiłbym też na Spider-Mana).

Jaro: Scott Summers dzięki Whedonowi i mesjańsko zakompleksionemu teamowi stał się w końcu "prawdziwym, a nie malowanym" liderem X-Men. Konsekwentnie, w każdym numerze, w jakim się pojawiał, był przedstawiany podobnie - jako wymagający, zdecydowany i inteligentny przywódca, który potrafi podejmować trudne decyzje. Bossowatość Scotta osiąga swe apogeum w Messiah CompleX, ale nie można zapominać, że to Whedon stworzył go takim, jakiego go oglądamy w tym crossoverze. Tak czy inaczej, to jest rok Cyclopsa. Zaraz za nim plasuje się best Norman Osborn ever spod pióra Ellisa i ołówka Deodato, best Thor ever spod pióra JMS'a i ołówka Coipela, w pełni zasługujący na własną mini-serię Peter Quill oraz - last but not least - panowie z trochę innej bajki: Tracy Lawless i Leo Patterson z Criminal.

Jim J: Bez dwóch zdań Iceman! Od zawsze go wielbiłem, a w tym roku Carey i Ramos wyciągneli z chłopaka chyba wszystko, co najlepsze. Młody, z problemami, śmiały (wyskok z samolotu, związek z Mystique), potężny i z fajnym imagem. Po prostu - the coolest.

Lex: Trudny wybór, jakoś nikt mnie specjalnie nie zachwycił. Niech będzie Nick Fury, którego wiele nie było widać, ale jak już była o nim mowa, to kopał tyłki.

Ozz: Nova. Miał naprawdę dobry rok i wygląda na to, że tym razem będzie mógł utrzymać swoją serię solową.

redevil: Penance. No bo jaki inny bohater nadawałby się jednocześnie na okładkę magazynu sado-maso i kwartalnika psychologicznego.

S_O: Odpowiedź jest tylko jedna: Nova! Jak już wpominałem, "Człowiek Rakieta" był kiedyś pośmiewiskiem, teraz jest bohaterem jednej z najlepszych serii. A propos serii, najlepszą postacią epizodyczną jest oczywiście Cosmo, kosmiczna sobaka z ostatniego story arca w Novie.

TheNewlyAwoken: Tutaj nietypowo - Luke Cage, który próbując namierzyć Skrulla w swoim zespole sam jeszcze bardziej wzmaga atmosferę nieufności i paranoi. W dodatku rośnie z niego świetny przywódca, który nic nie traci jednak ze swojego charakteru.



Postać żeńska


Cyclop83: Layla Miller. Ponieważ dalej jest intrygującą i tajemniczną postacią. Plus she knows stuff.

Demogorgon: Jest młoda, jest śliczna, potrafi skopać tyłek każdemu, kto sie napatoczy i miała kilka świetnych momentów. Eskapada ratowania Mercury, oślepienie Hulka, walka z Belasco, próba obcięcia Anole ręki, ataki zazdrości o chłopaka, pokazanie Deathstrike, że sie jej nie boi, skok z samolotu bez spadochronu wprost na wielkiego robota... Dziewczyna wiele razy pokazała, że jest czymś więcej, niż tylko sidekickiem Wolverine'a, a w wolnym czasie znalazła chwilę, aby się zakochać. Co prawda Kyle i Yost trzymają się jej niemal jak Claremont Psylocke, ale to nawet dobrze, dzięki ich scenariuszom X-23 wymiata.

Don David: Naprawdę nie wiem. Może tak... Skrull, który udawał Elektrę?

Foxdie
: Hmmm trudny wybór, ponieważ żadna z pań nie była dość wyrazista, aby przykuć na dłużej moją uwagę, ale wybrać trzeba. Dlatego za to, jak bardzo ją lubię, za jej kalectwo i przejścia w ostatnim roku Avalon goes to..... Maya "Echo" Lopez.

Gamart
:Layla Miller za charakter i to, że wniosła do świata Marvela świeżość.

Gil: Odkryciem roku jest Pixie. Pixie jest super, no bo jest i już! Zaraz za Pixie jest Layla Miller, która jest niewątpliwą gwiazdą X-Factor i z tym również nie ma co dyskutować. Potem jest Jessica Jones, która zeszła trochę na dalszy plan, ale i stamtąd potrafi zaznaczyć swoją obecność. No i jest jeszcze świętej pamięci Ko-Rel, która zabłysnęła jasno, ale zgasła szybko. Jest Shulkie, Quasar, Sally Floyd, Emma Frost i Kitty Pryde, Blindfold, Rogue, Mystique, Carol Danvers, Jessica Drew... Wymieniałbym tak do jutra, ale każą mi się zamknać.

Hotaru: Blindfold. Godnie przejęła jasnowidzącą kulę po nieobecnej już dłuższy czas Irene Adler. Gada jak połamana, ale - o dziwo - zawsze z sensem. Whedon bardzo dobrze ja wykorzystał, a Kyle i Yost, którzy pożyczyli sobie jej postać, tylko ją ulepszyli. I w końcu Messiah CompleX, gdzie na 100% Ruth będzie odgrywała dużą rolę. Miodzio!

Janio15: Elektra, a raczej Skrull podszywający się pod nią. Za jej efektowne zejście z tego świata (druga w kolejności jest Spider-Woman).

Jaro: Z pistoletu Sharon Carter padł decydujący strzał, który pozbawił życia Steve'a Rogersa, Sharon Carter nosi w brzuchu dzidziusia, który może być jeszcze kartą przetargową nie mniejszą niż dzieciak z Messiah CompleX, wreszcie - Sharon Carter dostaje avalona dla najlepiej prowadzonej postaci żeńskiej. Bru świetnie pokazywał jej zagubienie po tym, co się wydarzyło, świetnie pokazywał skutki kontrolowania przez Faustusa i jej nieskuteczne próby radzenia sobie z nim, a Epting i D'Armata sprawili, że wyglądała naprawdę pięknie. Kto oprócz Sharon? Przede wszystkim niemal równie dobrze pokazana w Silent War Medusa oraz wciąż niewypadająca z formy pyskata małolata z X-Factor vol. 3. Plus specjalna nagroda - kocyk, który za swe pocieszne miny otrzymuje nowa podopieczna Cable'a.

Jim J: Bardzo dobry rok zanotowała młoda rosomaczka, X-23. Dostaliśmy całkiem niezłą miniserię o jej przerąbanej przeszłości, błyszczała nieraz w New X-Men, a to, co pokazała w Messiah Complex, budzi ogromny respekt do tej postaci. A co pokazała? Bez wachania rzuciła się na ogromnego sentinela, by parę numerów później przejąć tytuł królowej szponów w walce one on one z Lady Deathstrike, którą przebiła na wylot! Dziewucha naprawdę niczego się nie boi i jest najlepsza w tym, co robi.

Lex: Layla Miller, because she "knows stuff".

Ozz: Ultimate Kitty Pryde. Bo to fantastyczny pomysł był, żeby ją przerzucić do Ultimate Spider-Mana. Nikomu nie wychodziła do tej pory jak Bendisowi, a i takich manewrów w linii Ultimate powinno być więcej.

redevil: Layla Miller. 'Cause she knows stuff [w przyszłym roku ten argument będzie zakazany - Foxdie].

S_O: Kiedyś była członkinią Avengers, teraz Mantis należy do grupy uderzeniowej Petera Quilla i kradła każdy numer jego Conquestowej miniserii. A teraz będzie kradła główną miniserię.

TheNewlyAwoken: Tutaj stawiam na duet Moonstone i Songbird. Pierwsza za to, że jest wredną, zimną, knującą, bezwzględną suką i chce załatwić drugą, a druga za to, że jest po prostu sympatyczna, inteligenta i ma zdolności przywódcze, jakich inne kobiety-liderzy mogłyby jej najwyżej pozazdrościć (o tobie mowa, Ms. Marvel). No i nie daje się Moonstone.



Scena


Cyclop83
: No tu to idealnie pasuje ostatnia strona z Astonishing X-Men vol. 3 #23. Cyclops: "TO ME, MY X-MEN. LET'S FINISH THIS."


Demogorgon: Scena z Annihilation #4, gdy Drax wyrywa serce Thanosa. Nigdy nie spodziewałem się ujrzeć czegoś takiego, a komentarz Tytana zwalił mnie z nóg. Do tego doskonale narysowana, dla mnie było to arcydzieło.

Don David: Nie wiem czemu przed oczami staje mi ostatnia strona z X-Men #205, czyli Cable stojący z dzieckiem na rękach na tle ośnieżonych łańcuchów górskich. Moja zwyrodniała strona podpowiada mi, że krwawe zakończenie historii Widowmaker w Punisherze Maxie też było niezłe.

Foxdie: Hulk rzucający się na Black Bolta, mówiąc: "I didn't come here for a whisper. I wanna hear you scream." (World War Hulk #1).

Gamart:Jednej nie wymienię, bo co tydzień mieliśmy coś, co się pamięta na długo, jak wszystkie sceny z Aresem i Machine Manem, wiele momentów z Thora czy tytułów z Avengers. Za dużo by wymieniać, za dużo.

Gil: Tutaj nie mam najmniejszych wątpliwości: najlepszą sceną roku jest konfrontacja Thora z Iron Manem w Thor vol. 3 #3. Antoś został tu sponiewierany zasłużenie i we właściwy sposób. Oczywiście, nie można też zapomnieć o śmierci Kapitana (Captain America vol. 5 #25), ujawnieniu Skrullektry (New Avengers #31), ale także wybebeszeniu Annihilusa (Annihilation #6) i dziurze w głowie MVP (Avengers: Initiative #1).

Hotaru: Pojedynek X-Men vs Marauders z X-Men #205. Carey uchwycił ten old-schoolowy feel, a na dodatek nie była to odmóżdżona siekanina, a sensowna bitwa ze strategią. Jedyny tegoroczny numer, w którym zabłysła Storm. Gdyby miała w rezultacie tej walki umrzeć, to chociaż odeszłaby w chwale... a tak wraca do Hudlina.

Janio15: O dziwo, najbardziej spodobała mi się scena z naprawdę kiepskiego i niepotrzebnego eventu, jakim był World War Hulk. Chodzi o spotkanie X-Men z zielonym i scenę, gdy Cyclops decyduje o zaatakowaniu Bannera, czyli:
Hulk: "This really how you want it? All of you?"
Cyclops: "All of us".

Jaro: Ujawnienie Skrulla w NA: Illuminati #5 było tak dobrze poprowadzone, że musi być zwycięzcą w tej kategorii. Duże wrażenie wywarła na mnie też niesamowicie narysowana scena z Cyclopsem, potężnym promieniem optycznym kończącym swoje przesłuchanie w Astonishing X-Men vol. 3 #23, na wyróżnienie zasługuje również Cable biegnący z niemowlęciem przez śnieżne pustkowie w X-Men #205.

Jim J: Scena, w której widzimy po raz pierwszy martwego Captaina America (CA #25) zrobiła kolosalne wrażenie chyba na wszystkich i słusznie, bo była chyba najważniejsza. Dla mnie jednak, najmocniejszym momentem była scena ukarania Iron Mana przez Thora (Thor vol. 3 #3). Oj, należało się Tony'emu, a asgardzki bóg pokazał dobitnie, że wrócił i dalej jest przekozakiem.

Lex: Ostatni z Liberators, Perun, pyta amerykańskich żołnierzy, gdzie może się poddać w Ultimates 2 #13. Zresztą ten numer obfitował w ciekawe momenty (pokaz mocy Thora, Hawkeye odwiedza Black Widow w szpitalu).

Ozz: Nie wiedziałem, co wybrać, ale przegladając wypowiedzi innych przypomniało mi się World War Hulk: X-Men i końcówka drugiego numeru, kiedy Hulk po skończeniu bicia drużyny Cyclopsa pyta się, czy to już wszyscy, a Nightcrawler, który właśnie przybył ze swoją ekipą i X-Factor, odpowiada: "Nie, masz do czynienia z dużą rodziną".

redevil: Pojedynek Thora i Iron Mana, choć może pojedynek to zbyt dużo powiedziane. Po prostu bóg piorunów pokazał playboyowi, gdzie jest jego miejsce... i Boże, miejmy nadzieję, że nie po raz ostatni.

S_O: Na początku roku los Wszechświata leżał w rękach garstki kosmicznych bahaterów, którzy stanęli do ostatecznej walki z Annihilusem. Ostatnia scena tej bitwy, wywrócenie Annihilusa na lewą stronę z Annihilation #6 była najlepszym dwustronicowym panelem nie tylko roku, ale zapewne całej dekady. Drugą sceną wartą zapamiętania jest rozmowa Illuminati o kobietach z New Avengers: Illuminati #4 przedstawiająca najpotężniejszych bohaterów świata jako zwykłych ludzi.

TheNewlyAwoken: Odzyskanie mocy przez Cyclopsa podczas przesłuchiwania go przez uw Astonishing X-Men vol. 3 #23. Po prostu majstersztyk - najpierw badassowy uśmieszek Scotta, a potem trzy strony na czerwono.



Wydarzenie roku


Cyclop83: Bezkonkurencyjnym wydarzeniem jest oczywiście śmierć Steve'a Rogersa.

Demogorgon: Steve Rogers nie żyje. Ameryka w żałobie. Coś, co odbiło się echem w całym świecie medialnym, sprawiając, że nawet Panorama i Newsweek Polska wspomniały o tym, tylko dowodzi jego znaczenia. To coś wstrząsnęło komiksem i stało się prawdziwym epilogiem Civil War. I niech diabli wezmą te całe Skrulle, to ta jedna śmierć pokazała, że czasy sie zmieniają.

Don David: Oczywistym typem tutaj byłaby śmierć Capa. Ja jednak oddam głos na Messiah CompleX. Za to, że dzięki tej historii czekam śliniąc się na każdy kolejny X-tytuł.

Foxdie
: Jeśli w kraju, którego większość mieszkańców uważa komiksowego bohatera w rajtuzach za postać godną uwagi jedynie dziecka, a ów bohater przebija się do ogólnopolskich wiadomości, to już jest wydarzeniem roku. Na dodatek kradnie czas antenowy jako nieboszczyk. Avalon za śmierć Stevea Rogersa.

Gamart: Jakby nie patrzeć, to w tym roku jest to bez dwóch zdań śmierć Capa. Można wymyślać inne rzeczy, ale to i tak jest najbardziej pamiętliwa i będzie jeszcze długo.

Gil: Nie ma wątpliwości, że największym echem odbiła się śmierć Steve'a Rogersa, która dotarła nawet do polskiej telewizji. Dla samego świata Marvela większe znaczenie ma jednak ujawnienie obecności Skrullów i ich Secret Invasion, która pełną parą ruszy dopiero w przyszłym roku. Wychodząc ze światka komiksowego i wracając do rzeczywistości, musimy zauważyć ogromny postęp jakim jest start internetowej biblioteki Marvela. Za pozytyw uważam także podtrzymywanie zainteresowania czytelników kolejnymi wielkimi wydarzeniami, nawet jeśli same wydarzenia okazują się nie tak wielkie.

Hotaru: Śmierć Kapitana Ameryki. Zastanawiałem się nad tym i to chyba jedyny taki moment, który nie zawiódł pokładanych w nim nadziei. Za wcześnie, aby uwzględniać w tym Messiah CompleX... a po ostatnich dwóch odsłonach tego cross-over (X-Factor i New X-Men) nie jestem już nawet pewien, czy na to zasługuje.

Janio15: Śmierć Steve'a Rogersa. Captain America to symbol i jego zgon wywołał prawdziwą lawinę na całym świecie. To naprawdę wydarzenie bez precedensu.

Jaro: W tym roku działo się naprawdę dużo, lecz chociaż wiele z tych wydarzeń zasługuje na wymienienie tutaj, to tylko śmierć Steve'a Rogersa wywołała takie echo. A nie dość, że było o tym głośno, i to w ogólnych mediach, nawet na tej komiksowej pustyni, jaką jest nasz kraj, to jeszcze sama historia zabójstwa Kapitana Ameryki była majstersztykiem, jeśli chodzi o wykonanie i nie pozwolenie na przecieki. Marvel mógłby po tym wydać książkę pt. "Jak dobrze zabić wielkiego bohatera".

Jim J: Rozbudowa Avalonu. Gdybyście tylko wiedzieli, co się działo...

Lex: Rozbudowa Avalonu. Sporo było z nią zabawy, ale udało się i jestem zadowolony z jej dotychczasowych efektów.

Ozz: Nie zachwyciło mnie Civil War, ale reperkusja tej historii w postaci Inicjatywy zaowocowała kilkoma świetnymi rzeczami, jak The Order i Avengers: The Initiative oraz zmieniła na lepsze New Avengers i zwłaszcza Thunderbolts, które z dosyć przeciętnego tytułu zmieniło się w jeden z najlepszych.

redevil: Śmierć Steve'a Rogersa. I nie obchodzi mnie, że to reperkusja Civil War, i nie, nie zginął Captain America. Po prostu Bru prowadzi swoją historię i udowadnia, że jeśli chce osiągnąć zamierzony efekt, potrzebuje uśmiercić jednego z najbardziej zasłużonych bohaterów Marvela, to robi to i pierwszy raz wierzę, że bohater zginął ostatecznie i że nie była to śmierć bezcelowa, nastawiona jedynie na zysk. Oby więcej autorów pokroju Brubakera potrafiło tworzyć takie historie.

S_O: Było ich naprawdę wiele. Powrót Captaina Mar-Vella i Thora, wspomniane wywrócenie Annihilusa, zniszczenie Atlantis i Attilanu... Ale tylko jedno wydarzenie obiegło cały świat, pojawiając się nawet w polskich programach informacyjnych. Tak, mowa o śmierci Steve'a Rogersa z Captain America vol. 5 #25. Bohater wszystkich dotychczasowych epok w historii komiksów, symbol dla obywateli USA przez 65 lat, zginął na schodach budynku sądu. Proszę państwa, to koniec pewnej ery.

TheNewlyAwoken: Inicjatywa Pięćdziesięciu Stanów - zdecydowanie nadała nowy charakter światu Marvela, dając możliwość zabłyśnięcia nowym postaciom.



Najlepszy Redaktor/Redaktorka Avalonu


Cyclop83: Tu w mojej opinii zwycięzcą jest Hotaru (alias Cyborg-Hotaru). Szybki, skuteczny i pomocny. Dobrze wkomponował się w działalność naszej strony.

Demogorgon: Obdarowałbym chętnie całą redakcję, ale skoro nie mogę, to pozwolę sobie wyróżnić dwie osoby, które pomogły mi zaaklimatyzować się w redakcji i wczuć w realia tej wspaniałej pracy. Foxdie i Snak3, dzięki wam znalazłem sobie tutaj takie swoje małe miejsce, jesteście super. Rzecz jasna na wyróżnienie zasługuje też ogół redakcji, na przykład Lex. I Black Bolt. I viq. I Gil. I jeszcze...... A tak, racja, miałem nie wymieniać wszystkich jak leci, sorki.

Foxdie
: Zjawił się znikąd i zaczął strzelać newsami jak z CKM-u. Przez niego przestałem już nawet wszystkie czytać (!), a teraz nie wyobrażam sobie redakcji bez niego. Mówią na niego Cyber-Hotaru. Nie należy zapominać również o majne, który z ukrycia sprawuje opiekę nad techniczną stroną i co jakiś czas usprawnia ją bajerami, o których dowiecie się lada dzień. Poza tym nie mógłbym zapomnieć o dwóch Donach (David i God) tej rodziny, z którymi streściliśmy całą drugą serię Daredevila i utworzyliśmy... eee miałem o tym nie mówić? To nie powiem, dowiecie się za kilka dni. Mam przestać wymieniać? Ale dopiero zacząłem! Jeszcze S_O i Le....[transmisja przerwana z przyczyn technicznych].

Gamart: W tym roku wszyscy odwalili kawał niesamowitej roboty przy rozszerzaniu Avalonu i każdemu z osobna należą się brawa. Natomiast wyróżnić chcę Gil Galada za to, że przy pisaniu streszczeń wyrobił normę za jakieś dwa lata i szybkość pisania zawsze idzie w parze z nienagannym poziomem każdego materiału i Hotaru, który zaczął pisać newsy gdy mnie nie było tydzień, ale gdy wróciłem, to nie mogłem uwierzyć, że jedna osoba może przygotować tyle newsów i tak szybko, a, że kupa jego pracy to newsy do mojego działu, więc osobiście mu dziękuję. Ale jak mówię, wszyscy wypełniają swoja pracę dobrze i wszystkim należą się gratulacje.

Gil: Gil Galad oczywiście, bo jest super i cool, i w ogóle, a do tego jest jeszcze śliczny i tak ładnie pisze.

Janio15: Wprawdzie nie znam nikogo osobiście i jestem tutaj krótko, ale najlepszy wydał mi się Foxdie.

Jaro: Gdybyście byli w Supertajnej Kwaterze Redaktorów Avalonu, przez niektórych zwanej Miejscem Spotkań Redakcyjnych, sami zobaczylibyście, jak wiele było do ogarnięcia przed ewolucją strony i zaraz po niej. Lex to wszystko ogarnął i opanował, a majne zapewnił i wciąż zapewnia działanie tego wszystkiego. I dzięki temu Avalon może być taki fajny, i cała reszta redakcji ma miejsce, dzięki któremu może być taka fajna.

Jim J: Lexus. Chciałbym takiego szefa w pracy – cierpliwy, wyrozumiały, pomocny, ale i konkretny, stanowczy i ogarniający naprawdę WSZYSTKO.
Lex, to jak z tą podwyżką?


Lex: Sporo osób (na czele z Ozzem) wykonało w tym roku naprawdę kupę roboty, ale jednak najwięcej czasu poświęcił stronie majne, bez którego na pewno nie byłoby możliwe poszerzenie zakresu działania Avalonu.

Ozz: Skoro nie mogę głosować na siebie, to nie będę głosować.

redevil: Wskażę Spence'a i jego niesamowite zapowiedzi i pochwalę Cyclopa83 za to, iż dzięki jego ostrzeżeniom nie otworzyłem żadnego niusa, który coś by mi zaspoilerował.

S_O: Tu także chciałbym nominować dwie osoby. Po pierwsze Hotaru, który pracuje z nami dosyć krótko, ale już nie wyobrażam sobie, jak mogliśmy sobie radzić bez niego. Facet strzela newsami jak z pepeszy, a każda informacja jest warta przeczytania.
Druga osoba to majne, który mimo, że normalni ludzie tego nie widzą (a jako korektor potrafię z tym sympatyzować), ciężko pracuje, by Avalon wyglądał i funkcjonował lepiej, tak po stronie użytkujących, jak i tych tworzących strony. Brawo, M., nie przestawaj!

TheNewlyAwoken: Tyle wam mogę powiedzieć: W nowym roku możecie się spodziewać na Avalonie kilku rzeczy, od których opadnie wam szczęka. A wszystko to za sprawą Lexa, który pilnuje, żeby wszystko było spójne, logiczne i jak najlepsze.
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.