Avalon » Publicystyka » Artykuł

Naleśnikomania #5: Teraz stałem się Śmiercią, niszczycielem światów

Niektórzy twierdzą, że granica między dobrem i złem jest bardzo cienka. Czy aby na pewno? Sprawdźmy to. Porozmawiajmy. O oświeconych ludziach i nietoperzu skrywającym się w cieniu. O chińskich pornobajkach i brytyjskim sędzi. I o tym czemu nie należy wkurzać Doctora Strange.

Naleśnikomania #5

Teraz stałem się Śmiercią, niszczycielem światów


Czuję się trochę jakbym wywarzał otwarte drzwi. Na temacie superbohaterów i zabijania, wybaczcie mi ten brak skromności, mniej lub bardziej zjadłem sobie na różnych forach internetowych zęby. Widziałem tę debatę nie raz i nie dwa, z użyciem wciąż tych samych argumentów, którymi ludzie przerzucają się raz za razem, często ignorując wszelkie próby odpowiedzi, które nie są wpisane w standardowy scenariusz. Spróbujmy jednak zbić martwego konia po raz kolejny i zobaczyć, czy może tym razem da to lepszy rezultat. Bo czemu by nie?

Zauważyliście jak często z komiksów Marka Millara można wyciągnąć przesłanie za tradycyjnym modelem rodziny? Główny bohater Kick-Ass, na tyle pokręcony nieudacznik, aby próbować się bawić w superbohatera, jest wychowywany tylko przez ojca, podobnie jak Hit-Girl, której stary zniszczył życie i psychikę, aby stworzyć sobie swoją własną, małą bohaterkę. W Old Man Logan jeden z wątków dotyczy córki Hawkeye’a (i zarazem wnuczki Spider-Mana), która wkracza na drogę zbrodni, aby dogryźć ojcu za porzucenie jej. Ultimate Comics Avengers idzie o krok dalej, z Red Skullem otwarcie przyznającym, że jego motywacją do popełnienia wszystkich aktów okrucieństwa było pragnienie zmiany rzeczywistości, aby mógł wychowywać się w normalnej rodzinie, z ojcem, którego nigdy niedane mu było poznać. Same w sobie te motywy nie są jeszcze problematyczne, ale zestawione obok siebie pozwalają na wyłonienie elementu wspólnego. A ten obudza do myślenia nad naturą i poglądami samego autora. W końcu musi być jakiś powód, dla którego tak często konstruuje moralność swoich światów, aby potępiała ideę rodziny, w której dzieci wychowują się bez obojga rodziców, a owoce takiego sposobu życia są w mniejszym lub większym stopniu wypaczone wewnętrznie?

W książce "20 Master Plots And How To Build Them" Ronald Tobias argumentuje, że każdy autor buduje swój własny system moralności w swojej historii, nie zawsze zgodny z naszymi poglądami na życie, a czasami nawet i poglądami jego samego. To ten system moralności decyduje, jakie będzie przesłanie opowieści, które działania zostaną pokazane, jako prawe, a które jako występne1. I zapewne zgodziliby się z nim niektórzy scenarzyści komiksowi, jak na przykład Grant Morrison2. To jak historia dotrze do umysłu czytelnika i jakiej lekcji spróbuje go nauczyć, jest największą odpowiedzialnością leżącą na barkach autora3. Dlatego nietrudno zrozumieć ludzi, których pewne komiksy drażnią właśnie na poziomie prezentowanej w nich moralności. Trudno jest mi się dziwić ludziom jak Linkara, gdy potępiają komiksy takie jak Holy Terror Franka Millera za to, że uczą ludzi, aby byli nieufni, aby bali się tego, co odmienne i niezrozumiałe, że współczucie to słabość, każda wyciągnięta ręka zostanie ugryziona a przemoc to najlepsza metoda rozwiązywania problemów4. I ma to pewnie coś wspólnego z tym, że równie chore przesłanie znajduję w pracach mojego "ulubionego" autora, Dennisa Hopelessa.  Jak argumentuje Zadie Smith, czytanie jest samo w sobie sztuką równoważną z pisaniem i wymaga od czytelnika otwarcie się na świat pokazany przez autora5. I o ile twierdzi też, że czytelnik, który oczekuje, że lektura pokaże mu świat w pełni zgodny z jego poglądami ponosi porażkę6, to jednak doskonale rozumiem, że kiedy ktoś się otwiera do tego stopnia na cudzy punkt widzenia i natrafia na coś odrażającego i zaprzeczającego wszystkiemu, w co wierzy, to ma prawo się wściec.

Zresztą, krytyka dla przedstawionego w danym tytule systemu moralności nie musi wynikać z jego niezgodności z przekonaniami odbiorcy. Dobrym przykładem mogą być dwaj moi znajomi, którzy mają całkiem odmienne poglądy polityczne, szczególnie w kwestii homoseksualizmu, ale obydwaj uznali za oderwany od rzeczywistości Astonishing X-Men vol. 3, gdzie gejowskiemu ślubowi Northstara przyklaskują dosłownie wszyscy za wyjątkiem kosmitki, sugerując, że sam akt sprzeciwu wobec tego typu związków jest sprzeczny z ludzką naturą. Widać tęczę spalili kosmici. 

Czasem tego typu reakcja może nawet powodować powstanie kolejnego dzieła, mającego polemizować z tamtym. William Godling uważał, że książka dla dzieci "Coral Island" przedstawia agresję i szeroko pojętą dzikość zachowania, jako coś charakterystycznego dla kultur prymitywnych i napisał "Władcę much", aby pokazać, że jego zdaniem są to cechy wrodzone dla ludzkiej natury. Robert A. Henlein napisał "Tunnel In the Sky" jako polemikę ze sposobem w jaki "Władca much" przedstawia zachowanie ludzi w sytuacji izolacji od cywilizacji. A wszystko to rozbija się o ni mniej, ni więcej, tylko moralność przyjętą w tych tytułach, o to, co autorzy, świadomie bądź nie, próbują powiedzieć czytelnikowi o naturze ludzkiej7.  

Problem ten jest o tyle istotny, że w fikcji autorzy muszą borykać się z tym, że ich bohaterowie będą widziani jako wzory do naśladowania. Nawet jeśli nigdy nie nimi być nie mieli. Autorka świetnego webcomicsu Manly Guys Doing Manly Things ostatnio dobrze nakreśliła ten problem w kilku postach na swoim tumblr. Co powinien zrobić autor, gdy fani biorą postać wyraźnie przedstawianą w negatywnym świetle i idealizują ją, próbując usprawiedliwiać jej poczynania8? Czy na pewno chce takich ludzi w swoim fandomie9? Czy powinien unikać stworzenia czegoś co wie, że ktoś może spróbować zrobić w rzeczywistości, choćby była to najbardziej chora rzecz z możliwych10? To nie jest zmyślony problem, wystarczy spojrzeć na to, ilu ludzi usprawiedliwia i próbuje naśladować nawet najgorsze wybryki Cartmana z "South Park"11, czy ubóstwia Rorschacha, ku frustracji samego Alana Moore’a12. Czasami bardzo łatwo jest przyciągnąć do swojego dzieła fanów z dokładnie przeciwnej grupy, niż się celowało13 i potem jest się obciążonym reputacją na jaką zapracowali całemu fandomowi14. Dobrym przykładem mogą tu być oryginalne komiksy o Wonder Woman, w których William Marston próbował zawrzeć swoją filozofię na temat wolności i tyranii. I ku jego rozczarowaniu przyciągnęły one wielu facetów, których zwyczajnie kręciło wiązanie kobiet15.  Ale, jak już przy okazji mojego pogadanki o propagandzie mieliśmy okazję się przekonać, bardzo cienka jest granica między negatywnym przedstawianiem postaci, a wciskaniem ludziom na siłę swoich poglądów16. Co prowadzi do sytuacji desperackich, gdy sami bohaterowie drwią ze swoich ewentualnych naśladowców17.

Dyskutując o kwestii zabijania przez superbohaterów, musimy mieć na uwadze właśnie ten element opowiadanych historii – moralność świata przedstawionego i to, jak może ona wpłynąć na odbiorców.

Ale może warto byłoby powiedzieć, dlaczego piszę ten tekst. Skoro, jak mówiłem, widziałem tę debatę dziesiątki razy, nigdy jakoś nie osiągnąwszy czegokolwiek bliskiego porozumieniu? Po co, skoro ludzie o wiele mądrzejsi ode mnie się wypowiadali na ten temat i jakoś nie zdołali znaleźć żadnych odpowiedzi? Po co nam zawracasz głowę, Demo?

Moi drodzy. Zebraliśmy się tu wszyscy, ponieważ Namor wysadził planetę.

Jasne, nie pierwszy raz superbohaterowie wysadzają planety, ta jednak była pełna ludzi. Wydarzenia z New Avengers vol. 3 #21, w którym tytułowa grupa próbuje dokonać tego wyboru i po kolei wszyscy odmawiają podjęcia tej decyzji, aż Sub-Mariner bierze detonator w ręce, odbiły się głośno po Internecie. Sam myśląc o tym komiksie przypominam sobie pewne słowa Gartha Ennisa. Widzicie, jest prawdą, że Ennis nienawidzi superbohaterów. Ktokolwiek twierdzi inaczej ten albo kłamie, albo musi przeczytać the Boys. Jest za to wielkim fanem komiksów z magazynu 2000AD, w szczególności Sędziego Dredda. I jako nastolatka wstrząsnęła nim szczególnie pewna historia o wojnie między Mega City One a inną megametropolią, East-Meg. 2000AD, prog 266, 22 część mega-wielkiej (25-częściowej) historii Apocalypse War. W odpowiedzi na atak, który zniszczył niemalże połowę Mega City One, Dredd, wraz z małym oddziałem, dokonuje przejęcia silosów nuklearnych wroga. Po czym wykorzystuje je do całkowitego unicestwienia East-Meg. Ennis twierdzi, że w tej historii zawiera się  główny powód, dla którego preferuje złowieszczego sędziego od superbohaterów wielkiej dwójki. Nie chodzi tu nawet o samą decyzję, ale o dylemat, o postawienie bohatera w sytuacji, w której aby ratować tysiące ludzi, musi on zabić tysiące innych. Ennis był zdania, że Marvel i DC nigdy nie pozwolą swoim bohaterom znaleźć się w takiej sytuacji, nie na taką skalę i nie bez jakiejś trzeciej opcji, drogi do rozwiązania dylematu jednocześnie ratując ludzi i zostając z czystym sumieniem18.

Zabawne jak się wydarzenia potoczyły, nie?

Co prawda wątpię, byśmy w najbliższym czasie doczekali się Namor the Sub Mariner autorstwa Gartha Ennisa i Steve’a Dillona, ale muszę przyznać, że w słowach Irlandczyka coś jest. Marvel i DC od dawna stosują politykę, że pewni bohaterowie muszą pozostać wzorem do naśladowania dla dzieci i dlatego pewnych rzeczy im nie wolno robić. Jak na przykład zabijać. Co doprowadza czasem do iście groteskowych sytuacji, w których próbuje się usprawiedliwić, czemu Batman nie zabił do tej pory Jokera.  Przyjrzyjmy się może niektórym argumentom obrońców tego podejścia, na przykładach.

"Wszyscy i tak wracają do życia"

Proste podejście stosowane często w odpowiedzi na argument, że więzienia nie potrafią utrzymać superzłoczyńców, którzy raz za razem uparcie powracają szukać zemsty. Jest o wiele lepszym rozwiązaniem pozbyć się ich ostatecznie, bo przecież z martwych nie powstaną. Wystarczy spojrzeć na Judge Dredda, który nie ma oporów przed zabijaniem, a jego antagoniści, raz posłani do piachu, nigdy nie sprawiają mu już kłopotów.

n1m.jpg n2m.jpg

No właśnie.

To argument stosowany przez wielu zatwardziałych fanów wielkiej dwójki, którzy znają dobrze sposób, w jaki działa ten system. I o ile nie jest on prawdziwy w wypadku bohaterów, bo tylko wielkie gwiazdy i "klasyczni bohaterowie" mają zagwarantowany powrót co pół roku, podczas gdy mniej znani mogą wrócić za dwadzieścia lat albo wcale, to w wypadku superzłoczyńców to ma sens. Ci znani i sławni robią to na tej samej zasadzie co ich przeciwnicy, ale druga kategoria, o której nikt nie słyszał również ma spore szanse na triumfalny powrót z zaświatów. A przez triumfalny powrót z zaświatów mam na myśli pojawienie się bez jakiegokolwiek wyjaśnienia, bo autor nie wiedział, że kopnęli w kalendarz. Jednakże w swej naturze argument ten dąży do samounicestwienia. Jeśli złoczyńcy i tak wrócą do życia, to dlaczego zabijanie ich miałoby być problemem? Śmierć ma taką wagę ze względu na swoją ostateczność, jeśli powrót z martwych jest nie tylko możliwy, ale masowy i regularny, to jaki jest sens zostawiać złoczyńców przy życiu? W końcu i tak wrócą, prawda?

Rzecz jasna Batman poszedł nie tak dawno w drugą stronę i w historii Death of the Family stwierdził, że gdyby zabił Jokera, ten wróciłby jeszcze gorszy. Taki tok rozumowania to jednak argumentum ad consequentam – usprawiedliwianie podjęcia lub nie podjęcia działania strasznymi konsekwencjami, jakie miałoby nieść postąpienie inaczej. Chociaż nie ma jakiegokolwiek dowodu, że konsekwencje te będą miały miejsce. Batman nie ma żadnego powodu myśleć, że Joker wróci do życia jeszcze gorszy, a przynajmniej żadnego by uznać tę opcję za bardziej prawdopodobną od przeciwnej. Skąd wie, że takie doświadczenie nie nastraszy Jokera do końca nowego życia? Może właśnie potrzeba mu kilku chwil na dole z Belzebubem i jego pasją do zadawania bólu? Gacek pozwala, aby kontrolowały go własne lęki i wrodzony pesymizm i my mamy uważać to za logiczne, chociaż to ostatnie, czym takie rozumowanie można nazwać. Wrócimy jeszcze do tego typu argumentacji przy kolejnym punkcie.

Jedyne dobre wyjaśnienie tego argumentu jakie widziałem miało miejsce w komiksie internetowy Order of the Stick, gdy członkowie tytułowej grupy dyskutują, czy dokonać egzekucji kilku pojmanych członków, w tym przywódcy i jego prawej ręki, bandy Linear Guild, która od dawna jest im cierniem w boku. Order of the Stick dzieje się w świecie fantasy, które ma większą tolerancję dla zabijania od komiksów o superbohaterach. I jest to świat fantasy oparty o zasady gry Dungeons & Dragons, gdzie o zmartwychwstanie naprawdę bardzo łatwo. Jednak bohaterowie dochodzą do wniosku, że Linear Guild na pewno wykupiła u kogoś wskrzeszenie w wypadku zgonu. W takim wypadku, kiedy wiedzą, że oni i tak wrócą ich ścigać, lepszym pomysłem jest oddać ich zaprzyjaźnionym władzom. W ten sposób mają złoczyńców pod kluczem, pilnowanych przez kogoś, kto się przynajmniej postara ich nie wypuścić. Są świadomi, że bandyci zapewne uciekną i tak, ale przynajmniej będą o tym wiedzieć i będą gotowi na kolejny atak. Gdyby ich zabili, o wskrzeszeniu dowiedzieliby się pewnie dopiero przy kolejnym starciu. I w tym widzę jedyne logiczne uzasadnienie tego argumentu.

"Musimy być lepsi od nich"

Znane też jako "jeśli go zabijesz, będziesz taki sam jak on". Najbliższy przykład z brzegu, zrównanie Magneto zabijającego Red Skulla z samym Skullem w eventcie "AXIS". Bo zabicie jednego Nazisty jest równie złe jak budowanie obozów koncentracyjnych. Przepraszam, ale ten argument sprawia, że coś mi się przewraca w żołądku. Weźmy prostą, hipotetyczną sytuację. Po lewej, ty, z pistoletem. Po prawej szaleniec lubujący się w brutalnym mordowaniu ludzi, też z pistoletem. Tylko, że twój jest wycelowany w niego a on celuje w głowę niewinnej osoby. Jedyną szansą na powstrzymanie go jest zastrzelenie go. A przynajmniej ty o innej nie wiesz. I serio chcecie mi powiedzieć, że zabijanie aby ocalić niewinne życie czyni cię takim samym potworem jak maniak, który morduje aby poczuć się silnym? A jednak tak jest to najczęściej używane. System moralności w wielu komiksach tworzy ten chory, czarno-biały podział na dobro i zło. Zło zabija, dobro nie. Jeśli zabijasz, nieważne z jakiego powodu, jesteś zły. A jeśli nie zabijasz, to choćby przez twoją odmowę działania zginęły setki ludzi, jesteś dobry. Nie ma wyjątków. Muszę przyznać, że czytając komiksy z Doctorem Strange nikt nie był w tej kwestii bardziej bezpośredni niż jeden z jego antagonistów, wodny demon, który stawił doktorowi czoła w czasie runu Petera B. Gillisa (Strange Tales vol.2 #2). Przychodzi taki nosząc jakiegoś biedaka jak koszulę i wygaduje jak jedynym sposobem na pokonanie go jest zabicie wraz z ofiarą. I jest pewien, że doktor tego nie zrobi, bo wtedy przestanie być czysty, straci podłoże moralne pod nogami i stanie się tak samo zły jak on (bo najwidoczniej nawet nienaturalny stwór z innego wymiaru uważa jedno morderstwo za równoznaczne z planem zniewolenia całej ludzkości). Odpowiedź Stephena jest prosta i brutalna.

n3m.jpg n4m.jpg

Pamiętajcie dzieci, nigdy, szczególnie jeśli jesteście moralizującymi hipokrytami, nie wkurzajcie Doctora Strange.

Co prowadzi do jednego z najbardziej chorych przykładów takiej hipokryzji w komiksach.  Dwa słowa od których mnie krew zalewa. Nie, nie Avengers Arena, inne dwa słowa. Nie, Avengers Undercover. To może później. Tak, zdecydowanie później.

Ktoś jeszcze ma wrażenie, że dużo rzeczy mi działa na nerwy?

W każdym razie, dwa słowa. "Maximum Carnage".

Wspominałem już o tym kiedyś, ale zapewne powtórka nie zaszkodzi. Wielki event Marvela, który miał pokazać jak to tradycyjni trykociarze są lepsi od, coraz bardziej popularnych w tamtym okresie, antybohaterów. Jak już kiedyś wyjaśniałem, zrobił to w najbardziej łopatologiczny i prostacki sposób z możliwych. I całość rozbija się w głównej mierze właśnie o ten argument. Oto bowiem Carnage i jego nowy gang mordują ludzi na prawo i lewo, a superbohaterowie nie potrafią ich powstrzymać. Ale kiedy pada propozycja by tego potwora zabić, spotyka się ona ze zdecydowanym oporem. Spider-Man i Captain America dzielnie stają murem za starymi, dobrymi wartościami i piątym przykazaniem, powtarzając, że musi istnieć inne wyjście. A w konsekwencji ginie jeszcze więcej ludzi, bo zanim to inne wyjście wpadnie na finał, w formie totalnej deus ex machiny, Carnage i jego banda robią co chcą. A Spider-Man i Captain America klepią się po plecach, jacy to oni prawi i czyści. To "zwycięstwo idealizmu" jest niczym więcej, jak cynicznym poświęceniem ludzkich żyć dla spokoju własnego sumienia. I w tym widzę problem, który mnie tak irytuje z tym komiksem. Nie chodzi nawet o to, że oni stawiają ponad życie tylu ludzie życie jednego maniaka. Nie, oni ponad tych wszystkich ludzi stawiają własne samopoczucie. Bo najwidoczniej ważniejsze jest aby ci dwaj pozostali wierni swoim zasadom, niż czy dziesiątki ludzi będzie żyło. A to mi się bardzo nie podoba, bo tworzy jakiś chory świat w którym superbohaterowie są ponad zwykłymi ludźmi – są jak jacyś bogowie, którzy mogą poświęcać zwykłych śmiertelników by udowodnić, że mają rację w jakimś wydumanym konflikcie kto jest fajniejszym misiem.

Nie twierdzę, że pierwszym, co bohaterowie powinni zrobić było sięgnięcie po pistolet. Nie mam nic przeciwko szukaniu innych dróg rozwiązania problemu. Ale kiedy te zawodzą? Kiedy, jak to powiedział Ennis "Nie ma łatwego rozwiązania"? Spójrzmy może na pewien dylemat moralny, który to ilustruje.

Jesteś ratownikiem w łodzi na trzy osoby. Właśnie ratujesz ludzi z tonącego jachtu w środku burzy. Jest ich troje. Ty jeden możesz doprowadzić ich do brzegu. Ale łódź pomieści tylko trzy osoby, wzięcie czwartej gigantycznie zwiększa ryzyko, że zatonie w czasie drogi powrotnej i jako ratownik o tym wiesz. Czy zostawisz jedną osobę, skazując ją na śmierć, ale ratując dwie? Czy będziesz ryzykować życiem całej trójki? Czy w takiej sytuacji, kiedy liczy się każda sekunda, będziesz miotać się w poszukiwaniu "czystego" rozwiązania?

W tej sytuacji (którą zaczerpnąłem ze świetnej mangi Zetman) nie ma jasno określonego dobrego i złego wyjścia, każde ma swoje pozytywne i negatywne strony a jednocześnie nie są one pewne. Mówimy tu o prawdopodobieństwie, to, że łódź ma większe szanse zatonąć nie znaczy, że musi, ale też może dalej zatonąć mimo mniejszego ryzyka. Różni bohaterowie postąpią w obliczu takiego problemu zupełnie inaczej. Jedni próbowaliby uratować wszystkich, inni gotowi byliby poświęcić jedną osobę. Ale wybranie tej drugiej opcji nie czyni z człowieka potwora.
W sumie za to lubię to, co wydarzyło się w następnych numerach New Avengers vol. 3. Po tym jak zniszczył planetę, Hickman miał możliwość zrobienia z Namora (którego wybór jako niszczyciela światów wcale nie dziwi, skoro był prawdopodobnie jednym z pierwszych antybohaterów w historii gatunku19) potwora, ale nie zrobił tego. Jasne, koleś otoczył się potworami, ale sam nie stał się jednym z nich. Namor jedynie chciał robić to, co uważał za ponurą konieczność i zebrał łotrów, których uważał za odpowiednich do tego zadania. I szybko zrozumiał, że to był błąd, bo Cabal zaczęli czerpać chorą, perwersyjną przyjemność z mordowania światów. Nie Sub-Mariner, który nie tego chciał i jest przerażony konsekwencjami swoich akcji. Namor w najlepszym razie jest kretynem, że nie przewidział takiego obrotu sytuacji. Bo bądźmy szczerzy, czego innego spodziewał się po Thanosie? Ale zdecydowanie nie jest potworem. I dzięki za to Hickmanowi, bo tak łatwo można było z tego wątku uczynić kolejną, jednostronną szkolną pogadankę.

Jest też inna, bardziej przekonująca forma tego argumentu. Mianowicie, że jeśli superbohaterowie zaczną zabijać, to nie od razu, ale z czasem zatracą swoje granice i zahamowania. W tym jest kolejna wersja argumentum ad consequentam. Bo gdybyśmy mówili o rzeczywistości, to wcale tego nie wiemy. Ludzie są różni i różnie reagują na zabijanie. Jasne, że niektórzy by pewnie z czasem przywykli i zaczęli stosować śmiercionośne metody w pierwszej kolejności, to się zdarza np. z rosnącą brutalnością policji w USA. Ale trudno mi uwierzyć, że zrobiliby tak wszyscy. Czy w końcu esencją superbohaterów nie jest to, że są w pewnym stopniu lepsi od nas? Czy to nie oznacza, że byliby gotowi wyznaczyć sobie granice, które nie zamykają się w absolutach?

Jedna rzecz, której naprawdę nie lubię w tego typu historiach jest jak czasami wydaje się, że złoczyńca jest bardziej zainteresowany tym, by bohater złamał swoje zasady niż swoim własnym celem. Jak Shuma-Gorath w walce z Doctorem Strange w momencie szczytowym runu Petera B. Gillisa we wspomnianych Strange Tales. Shuma-Gorath ustawia sytuację tak, że Stephen musi bronić przed nim obrazu naszej planety. Jeśli mag próbuje atakować, jego mackowatość uderza w wizję, wywołując prawdziwe katastrofy na Ziemi. To zmusza czarodzieja nie tylko do defensywy, ale wręcz wystawiania się na atak by chronić naszą planetę. I mając Doktora między młotem a kowadłem, Lord Chaosu zaczyna gadać jak to ten nie może być jednocześnie obrońcą i niszczycielem, jak nie może go pokonać i jednocześnie bronić Ziemi.  Pozwolę sobie powtórzyć za Spoonym, który wypowiedział się o podobnych zagrywkach ze strony złoczyńców w WWE wobec Johna Ceny – co cię to obchodzi?! Czemu mu pomagasz? Czemu dajesz mu rady jak ma cię pokonać? O nie jest absolutnie w twoim interesie!20  Shuma-Gorath zachowuje się jak kretyn i wcale mu nie współczuję, gdy Strange bierze sobie jego gadanie do serca i przywala mu Ziemią w gałkę oczną.

n5m.jpg n6m.jpg

Pamiętajcie dzieci, nigdy nie wkurzajcie Doctora Strange.

By nie było, że jestem hipokrytą, wypadałoby powiedzieć też kilka słów na obronę drugiej strony. Bo nie ukrywajmy, że jest kilka argumentów zwolenników zabijania przez superbohaterów, które uważam za równie bezsensowne. Zacznijmy na przykład od tego pomysłu, że złoczyńcy zawsze wracają – tym razem nie do życia, ale na wolność. To częsty argument zwolenników zabijania, jednak jest w nim zawarty poważny błąd – zakłada bowiem, że z jakiegoś powodu jeśli kryminalista ucieka i ponownie zabija, winny jest temu bohater, który go aresztował. A to jest kolejny przykład argumentum ad consequentiam. Batman nie jest winny jeśli Joker znowu ucieknie i znowu zabije. To tak jakby obarczać winą detektywa, który złapał seryjnego mordercę, bo ten zwiał z zakładu zamkniętego. Jeśli kogoś należy tu obarczać winą to ludzi, którzy do ucieczki dopuścili i system, który nie skazał drania na śmierć dawno temu. I o ile nie lubię Batmana i Jokera, o tyle muszę przyznać, że historia "Joker: Devil’s Advocate" prezentuje interesujące podejście do tego problemu – Joker zostaje skazany na krzesło elektryczne. Za zbrodnię, której nie popełnił. Batman staje przed dylematem, czy pozwolić mu umrzeć i wreszcie uwolnić świat od tego potwora, czy dopaść prawdziwego złoczyńcę. Koniec końców (oczywiście) wybiera to drugie, ale sam nie jestem pewien, czy był to dobry wybór – obie opcje mają swoje za i przeciw. Joker jest potworem w ludzkiej skórze, który ciągle unika najwyższego wymiaru kary i w sumie jakiejkolwiek kary, może najwyższy czas pozwolić ludziom od niego odetchnąć? Ale czy pozwolenie na skazanie niewinnego w tej konkretnej sprawie, bo ma na sumieniu inne zbrodnie, jest dobrym wyjściem? Czy nie kłóci się z sama esencją sprawiedliwości? To był szczerze dylemat, który kazał mi się zatrzymać i pomyśleć co jest właściwym wyborem. I nie mogłem zdecydować. Bo w tej sytuacji nie ma dobrych rozwiązań. A samą historię wspominam dobrze, szczególnie scenę w której Batman prosi o pomoc Oracle, a ta zwyczajnie się rozłącza – bardzo ludzka reakcja ze strony osoby, którą Joker naprawdę skrzywdził. A ja wcale nie lubię przecież komiksów z gackiem i mam o nim bardzo niskie mniemanie. Ale jak to mówią, nawet zepsuty zegar dwa razy dziennie ma rację.

A skoro już o dwóch razach mowa, spróbujmy kolejnego dylematu, tak aby zrównoważyć tamten z Zetmana. I ten również zaczerpnąłem z Kraju Wschodzącego Słońca, tym razem ze świetnego anime "fate/zero".

Dwa statki płyną po morzu, wioząc uchodźców z ogarniętego wojną kraju. Jeden przewozi trzysta osób, drugi pięćset. Nagle, w wyniku działania sabotażystów, na obu statkach dochodzi do przecieku w tym samym czasie. Jesteś jedyną osobą zdolną naprawić wyciek i wiesz, że w czasie, jakiego potrzebujesz do naprawy jednego statku, drugi zatonie. Któryś musisz poświęcić. Czy pozwolisz zginąć trzystu osobom, czy pięciuset?
Wydaje się, że dla kogoś wybierającego utylitaryzm to proste wyjście, polegające na poświęceniu mniejszej ilości osób dla większej, ale ten dylemat ma drugą część. Otóż, niedługo po rozwiązaniu kryzysu, zawijacie do zaprzyjaźnionego portu. Kraj nie udzieli wam azylu, ale da wam dwa nowe statki, jeden mieszczący dwieście osób, drugi trzysta. Jednak na pełnym morzu ponownie dochodzi do sabotażu, ta sama sytuacja. Co zrobisz tym razem? Utylitaryzm nakazuje poświęcić dwieście osób. Ale zarazem dochodzimy do punktu, którego chcieliśmy uniknąć za pierwszym razem. Trzysta osób przeżyło. Ale by to umożliwić, pięćset musiało zginąć.

Celem tego dylematu jest nakreślenie faktu, że każdy utylitaryzm musi wyznaczać sobie jakieś granice. W pewnej chwili niemożliwe staje się zimne kierowanie się rozsądkiem bo zwyczajnie straty konieczne przekraczają zyski, a każda walka staje się desperacka. Co w sumie może prowadzić do źródła tego sporu, który może leżeć u podstaw samej natury superbohaterów. My chcemy, gdzieś tam w głębi serca, aby oni wygrywali. My chcemy, aby podejmowali właściwe decyzje. Czy dlatego, że widzimy w nich obietnicę lepszej przyszłości, o którą tak trudno w dzisiejszym świecie21, jak twierdzi Grant Morrison? A może, jak uważa Alan Moore, widzimy w nich tylko łatwą fantazję, pozwalającą każdy dylemat rozwiązać z pozycji siły22? Czy chcemy wierzyć w te lepsze, bardziej prawe wersje nas samych, którymi możemy się stać, jeśli zdołamy i które zdradzą nam do ucha prawdy o życiu23? Czy też poszukujemy spełnienia jakiś chorych fantazji o potędze, zbudowanych na gruncie kompleksów równie niszczycielskich jak te, które zagnały Roberta E. Howarda do stworzenia Conana Barbarzyńcy? Czy w pragnieniu aby superbohaterowie zeszli z piedestału i zaczęli zabijać nie kryje się tylko pragnienie fantazji o byciu bezwzględnymi mścicielami poza prawem, którzy nie przestrzegają żadnych zasad? Czy nie stąd popularność takich indywiduów jak Venom, Spawn, Duke Nukem czy Trevor Philips? Czy nie dlatego świeci sukcesy ostateczne ucieleśnienie archetypu mrocznego macho, z całym jego nieraz mocno seksistowskim bagażem, jakim jest Kratos, podczas gdy jego niepozbawiony zasad odpowiednik, Asura, pozostaje relatywnie nieznany? Może za tym kryje się tylko nasze własne lenistwo i niechęć do zrobienia kroku ku zostaniu ideałami, które, jak obiecują nam Superman i spółka, są w naszym zasięgu24

Mam czasem właśnie wrażenie, że wszelkie próby usprawiedliwiania na siłę czemu bohaterowie nie zabijają biorą się właśnie z tego samego kompleksu macho, który zrodził zarówno Conana, jak i Kratosa. Istnieje przekonanie, że zabijanie jest męskie. Że prawdziwy mężczyzna jest mordercą, że gdy nadchodzi taka potrzeba, bez wahania skręci kark i pociągnie za spust. W takim kontekście nietrudno zrozumieć, czemu opory Batmana przed zabijaniem to problem. Batman, tak samo jak inni, jest ucieleśnieniem fantazji o sile. W superbohaterach silnie rozbrzmiewają echa przerysowanej fantazji o męskości. Do tego stopnia, że nawet twórca Wonder Woman to krytykował, już w latach czterdziestych25. Jak więc mogą oni nie zabijać? To przecież niemęskie! I stąd, w desperackich próbach przeciwstawienia się temu choremu poglądowi, powstają kolejne, coraz bardziej wydumane moralitety, próbujące stłumić naszego wewnętrznego jaskiniowca swoją naciągana wersją zdrowego rozsądku i żelaznej logiki. A tymczasem wystarczyłoby bardzo proste rozwiązanie. Batman nie zabije Jokera, bo Batman nie jest mordercą. Zabicie człowieka wymaga przełamania wielu mentalnych oporów, jeśli ktoś tego nie zdoła, choćby nie wiem jak to racjonalizował, nie ma w tym nic złego. Ed Brubaker zrobił to z Batmanem i Jokerem w The Man Who Laughs i to był jedyny raz gdy wypadło to dla mnie naturalnie. Batman sam sobie mówi typowe argumenty za zabiciem Jokera, ale koniec końców nie potrafi tego zrobić, bo zwyczajnie nie ma w sobie dość siły by się przełamać. Ale nie, to nie przejdzie z większością fanboyów. Bo nie byłoby dość macho. Bo nie pasowałoby do ich własnych fantazji. Bo sugerowałoby, że mimo wszystko Batman nie jest chodzącą doskonałością, a, Boże uchowaj, człowiekiem.

A skoro już o tym mowa - na zakończenie nie odmówię sobie obiecanego przytyku do Denissa Hopelessa. Spotkałem się z opiniami, że Avengers Undercover jest nowatorskim tytułem (pozwolę tu sobie na szyderczy chichot) bo przedstawia młodych ludzi poważnie kwestionujących dlaczego próbują za wszelką cenę doścignąć niemożliwego ideału, jakim są wielcy superbohaterowie, pokroju Avengers właśnie. Wiecie czemu to stek bzdur? Bo bohaterowie Marvela nigdy nie byli idealni. Z ich pierwszych gwiazd Namor był ucieleśnieniem młodzieńczego buntu przeciw całemu światu26 a Human Torch nigdy nie zdobył popularności, póki nie zastąpił go Johnny Storm27, znany głównie z bycia lekkomyślnym kretynem. Bohaterowie srebrnej ery właśnie tym podbili serca czytelników, że mieli wady i rodzaj odmienności był wręcz wbudowany w samo ich jądro28. Spider-Man, u którego podstaw leży tragedia do tej pory inspirująca scenarzystów29 i który wśród podstaw historii o nastoletnich superbohaterach, które w końcu ustanowił30, wpisał mocno, że oni mogą popełniać błędy31? Iron Man, ucieleśnienie wszystkiego, czego buntownicza młodzież nienawidziła w tamtych czasach, a mimo to wzbudzający sympatię odbiorców32? Paradoksalnie najnormalniejszym bohaterem tamtej ery był Doctor Strange (bo nie zachowywał się jak kretyn33),a nawet on raz, że miał mniej niż szlachetną przeszłość34, a dwa, że nawet Lee i Ditko sugerowali u niego jakiś rodzaj emocjonalnej rany, która zagoiła się dopiero z pokonaniem Dormammu, gdy w jego życie wkroczyła Clea35. Superbohaterowie Marvela nigdy nie byli nieskazitelnym ideałem, tak niemożliwym do doścignięcia, że lepiej oddać się złu, niż próbować. A przynajmniej nie poza głową Hopelessa.  I do tej pory nie są. Nie da się twierdzić, że są jakoś czyści i wiecznie przestrzegający zasad za wszelką cenę, kiedy Wolverine jest w Avengers po to właśnie, aby brudzić sobie ręce w imieniu zespołu. Nie kiedy Thor przyznaje wprost, że zabił więcej ludzi niż Frank Castle i z tego powodu nie ma prawa go osądzać. Nie, kiedy nieśmiertelnym cytatem Richarda Ridera stało się "Wywaliłem Annihilusa na lewą stronę i ocaliłem Wszechświat, co ty ostatnio zrobiłeś?". W pewnym sensie to, co w New Avengers vol. 3 robi Jonathan Hickman jest niczym innym, jak naturalnym, logicznym rozwinięciem tej pięknej skazy, która była bohaterach Marvela zakorzeniona od zawsze i czyni ich tak bardziej ludzkimi i ciekawszymi od bohaterów DC. W końcu, nieważne co ludziom wmawiał kiedyś Mark Grunewald, pierwszym superbohaterem który miał oficjalne pozwolenie na zabijanie był nie kto inny, jak jeden z filarów Marvela - Captain America36.

Demogorgon



1"Every piece of literature and every film ever made carries within it a moral system. It doesn’t matter how artistic or rotten that works is, it contains a moral structure that gives us a sense of the world and how it ought to be. Either directly or indirectly fiction tells us how to behave and how to not behave, what is right and what is wrong. It tells us what is acceptable behavior and what is unacceptable. This moral system holds only for the world created within that fiction. A work of fiction may reflect the same moral standards most of us share, or it may suggest that it’s all-right or even desirable to cheat, lie and sleep with your neighbor. The criminal isn’t punished; in fact, she’s rewarded." – Ronald Tobias, "20 Master Plots & How To Build Them", 1993, strony 38-39. 
2"Writers and artists build by hand little worlds that they hope might effect change in real minds, in the real world where stories are read. A story can make us cry and laugh, break our hearts, or make us angry enough to change the world." – Grant Morrison, "Supergods: What Masked Vigilantes, Miraculous Mutants and a Sun God from Smalville Can Teach Us About Being Human". 
3"It may be that the author is sloppy or lazy and doesn't understand or develop that moral system. It gets included by default and may be muddled, but it's there nonetheless. In bad works ofwriting we don't take these moral systems seriously; we dismiss them at face. In more serious works, in which the author is concerned with the implications of his moral system, it becomes serious food for thought; it becomes part of the message of the work itself." - Ronald Tobias, "20 Master Plots & How To Build Them", 1993, strona 39
4"I think I hate this comic more than any other I’ve ever reviewed. Because it is the complete antithesis of everything I believe in. “Holly Terror” says that you should be unkind. It says you shouldn’t trust people. It says compassion will be repaid with violence. And that violence can only be answered with more violence. And that violence is strength. That hurting others is not only enjoyable and desirable but it should be deployed first, when dealing with threats. It says that if you have power you can lord that power over others and do harm to them. It says that revenge is a worthy cause. It treats women as either victims or enemies and don’t assume Natalie Stack is immune to this criticism, trust me the book ain’t over yet. It tells us we should fear the other, the foreigner, the dark skin, the religion that is not your own. And you know what the damnest thing of all is? I am, honest to God, afraid of terrorism. Terrorism is real. There are people out there who want to kill me either because I’m from a different country or just because there is some angry misanthrope with a gun. That applies to both foreign and domestic terrorists. Terrorism is about making someone so afraid they’ll do what you’ll tell them to. And the grand message of Frank Miller’s Holy Terror is: “Be afraid. Be terrified. And let’s give in to that fear and embrace every dark, sick and inhuman part of our souls as a result. And do everything to THEM that they would do to US.” Frank, you must be so proud." – Linkara, "Atop the Fourth Wall 300th Episode: Holly Terror, part 2"; http://atopthefourthwall.com/holy-terror/
5"To respond to the ideal writer takes an ideal reader, the type of reader who is open enough to allow into their own mind a picture of human consciousness so radically different from their own as to be almost offensive to reason."- Zadie Smith, Fail better, New York Times 2007, http://faculty.sunydutchess.edu/oneill/failbetter.htm, wyświetlone 09.10.2014
6"Readers fail when they allow themselves to believe the old mantra that fiction is the thing you relate to and writers the amenable people you seek out when you want to have your own version of the world confirmed and reinforced. That is certainly one of the many things fiction can do, but it's a conjurer's trick within a far deeper magic. To become better readers and writers we have to ask of each other a little bit more."- Zadie Smith, Fail Better, New York Times 2007, http://faculty.sunydutchess.edu/oneill/failbetter.htm, wyświetlone 09.10.2014
7"Your work, at least by implication, asks the question “How should I act in these given circumstances?” Since every writer takes sides (a point of view), you tell your readers what’s correct and incorrect behavior." - Ronald Tobias, "20 Master Plots & How To Build Them", 1993, strona 39.
8"An interesting problem to face as a writer, if you create a character with the explicit purpose of making them represent a vile, unlikeable person with horrible opinions, what responsibility do you have if that character becomes a runaway favourite with exactly the type of person you’re attempting to lampoon? Suddenly your audience is full of these terrible people with terrible opinions, idolizing your terrible character, treating them like a role model, parroting their ignorant speech in everyday conversation, emulating their actions, perpetuating their harmful behaviour in real life, and generally replacing the audience you intended to cultivate with the audience you intended to lampoon." - Coleasquid, http://ozziescribbler.tumblr.com/post/99789517140/coelasquid-an-interesting-problem-to-face-as-a, wyświetlone dnia 15.10.2014
9"It’s easy enough to say “the opinions of the writer are not the opinions of the character” and dust off your hands, but what responsibility does the writer have to dissuade fans who DO support the opinions of the character and champion them as validation for their own behaviour?" - Coleasquid, http://ozziescribbler.tumblr.com/post/99789517140/coelasquid-an-interesting-problem-to-face-as-a, wyświetlone dnia 15.10.2014
10"So if you’re in charge of a project that you know will inevitably influence the behaviour of other people, and you know there’s a real chance these people will actually harm others in real life in the name of what you’ve made, what is your responsibility to take a long hard look at what you’re doing and amend the character’s actions, or your story choices, or the way the other characters react to them to curb this behaviour in your audience. Or do you just say “whatever, not my problem”." – Coleasquid, http://coelasquid.tumblr.com/post/99631331003/oakleysds-replied-to-your-post-an-interesting, wyświetlone 16.10.2014
11"Honestly, I was thinking about the recent episode of South Park and the stories I’ve been hearing today of trans kids being bullied out of school by classmates who idolize Cartman, and similar issues the show has had in the past with kids getting bullied and assaulted by fans who took things too far (ie “kick a Ginger day”) I honestly haven’t seen the episode so I can’t speak to the content of it, but I have heard a lot of people defending it saying “Cartman is supposed to be evil and ignorant, he’s not a role model”. Truth be told, that is the whole comedy of the character, that he’ll always take the most alarmingly evil, cartoonishly bigoted route possible. But at the same time, Matt and Trey are well aware that an unsettling number of their fans are going to parrot everything he says and emulate his behaviour." – Coleasquid, http://coelasquid.tumblr.com/post/99631331003/oakleysds-replied-to-your-post-an-interesting
12"I have forgotten that actually to a lot of comic fans, 'smelly', 'not having a girlfriend', these are actually kind of heroic! So Rorschach actually became the most popular character in Watchmen, when I meant him to be a bad example. But I have people come up to me saying, "I AM Rorschach! That is MY story!" And I'll be thinking, "Ya great. Could you just like, keep away from me, never come anywhere near me again as long as I live." – Alan Moore, http://www.watchmencomicmovie.com/forum/viewtopic.php?f=2&t=1358, wyświetlone 16.10.2014
13"This kind of marketing effects every type of media you consume, even independent creators who aren’t looking at marketing trends to sell themselves need to be aware of it so they don’t inadvertently amass a fanbase diametrically opposed to what they stand for."  – Coleasquiad, http://coelasquid.tumblr.com/post/99631331003/oakleysds-replied-to-your-post-an-interesting, wyświetlone dnia 15.10.2014
14"The cultivation of the fanbase you want to have is something I think about a lot, because if you don’t actively consider this sort of thing you can end up amassing an audience responsible for some pretty reprehensible behaviour and being saddled with their reputation when you face the general public."- Coleasquid, http://ozziescribbler.tumblr.com/post/99789517140/coelasquid-an-interesting-problem-to-face-as-a, wyświetlone dnia 15.10.2014
15"Many of Wonder Woman readers no doubt missed the subtelties of Martson’s position. For the soldier who claimed a “queer twist” in my psychological make-up, the comic’s chief attraction was fairly straightfoward; He enjoyed Wonder Woman because he enjoyed tying up women. In the same way Marston has been unable to prevent his scientific language from registering sexual and political meaning, he could likewise not prevent his comics from attracting those who discovered unsavoury meanings in it" – the The Lie Detector, Wonder Woman and liberty: the life and work of William  Moulton Marston, Geoffrey C. Bunn, History of the Human Sciences 1997; 10; 91 http://comicsstudies.pbworks.com/w/file/fetch/52420066/bunn.pdf, wyświetlone 19.10.2014
16"At the same time there’s such a fine line to walk between making intentionally unlikeable characters CLEARLY a criticism of the sort of behaviour you’re trying to portray in a negative light and making them one dimensional strawmen." – Coleasquid, http://ozziescribbler.tumblr.com/post/99789517140/coelasquid-an-interesting-problem-to-face-as-a, wyświetlone 16.10.2014
17"And it’s interesting when you can pinpoint when a creator sees what’s happening and tries to amend the situation. Like, all those “bite me fanboy” things with Lobo back in the 90’s are pretty corny, there is no shortage of official DC art depicting Lobo slaughtering and demeaning Lobo fanboys, but at the same time it’s kind of clever that the comics were saying “if you’re the kind of person who idolizes Lobo, Lobo would think that you suck” to kind of mess with fans who were getting too into the character."- Coleasquid, http://coelasquid.tumblr.com/post/99631331003/oakleysds-replied-to-your-post-an-interesting, wyświetlone 16.10.2014
18"The nukes are targeted on East-Meg One. “Please, Dredd”, begs the commander, “There are half a billion people in my city–half a billion human beings! You can’t just wipe them out with the push of a button!” And Dredd doesn’t hesitate, not even for a second. “Can’t I?” He can and he does. I still think about that today; what it meant about the character, and about the comic I was reading (aged 12). Even now I don’t know if Dredd was right or if he was wrong. It was the only way to win, to avoid the further slaughter and enslavement of his own people–but it was genocide. It was moral courage on an almost unimaginable level–but it was appalling. In the end, it was a dilemma not unlike those faced by a number of good and bad men in our own history, and if I had to sum it up in one line, I’d say this: what are you prepared to do when there isn’t any easy way out? And that, I think, is why I’ve never been able to care about Batman, or Wolverine, or Iron Man… or any of them, really. Not because of what characters like that would or wouldn’t do, but because their publishers would never have the courage to have them written into such a situation." – Garth Ennis, When 2000ad Was the Future, http://www.bleedingcool.com/2009/08/24/garth-ennis-when-2000ad-was-the-future/, wyświetlone 03.09.2014
19"Superman sometimes flouted the law, but decent people had nothing to fear from the essentially upstanding Man of Steel. Prince Namor was different: This half-human terrorist was prepared to inundate the just and unjust alike as he rode on whaleback at the foaming apocalyptic crest of the devastating mega-tsunami that he unleashed on New York in his first adventure. Everett’s version of the crude, comic pulp style was edgier, more angular, and more fantastic than anything seen previously." – Grant Morrison, Supergods: What Masked Vigilantes, Miraculous Mutants and a Sun God from Smalville Can Teach Us About Being Human, Rozdział 2: Lightning’s Child
20"There’s so many characters now, whose gimmick has been “Join the dark side!”. In fact, the last feud he [John Cena] was in was Bray Wyatt. And Bray Wyatt was trying to get him to turn to the dark side. He’d like “They hate you John! They hate you so bad, why don’t you just give in? Give in to the hate that fills you so, John!” You know, I’m like... And then the very. Next. Guy. Paul Heyman. Is like “You wanna beat Brock Lesnar you gotta give in to the rage that fills you” and I’m..Aaaah! First of: Why do you care? Why are you helping John Cena?! Fuck that guy! Like... Just let Brock kill him!.... So what? Let Brock murder this guy!" – Spoony One, Wrestle! Wrestle: Night of Champions 2014 Part 2, https://www.youtube.com/watch?v=_UEFgpo1chg, wyświetlone dnia 19.10.2014
21"We’ve come to accept that most of our politicians will be exposed, in the end, as sex-mad liars or imbeciles, just as we’ve come to expect gorgeous supermodels to be bulimic, neurotic wretches. We’ve seen through the illusions that once sustained our fantasies and know from bitter experience that beloved comedians will stand unmasked, sooner or later, as alcoholic perverts or suicidal depressives. We tell our children they’re trapped like rats on a doomed, bankrupt, gangster-haunted planet with dwindling resources, with nothing to look forward to but rising sea levels and imminent mass extinctions, then raise a disapproving eyebrow when, in response, they dress in black, cut themselves with razors, starve themselves, gorge themselves, or kill one another." – Grant Morrison, Supergods: What Masked Vigilantes, Miraculous Mutants and a Sun God from Smalville Can Teach Us About Being Human, Introduction
22""I've had some distancing thoughts about them recently. I've come to the conclusion that what superheroes might be – in their current incarnation, at least – is a symbol of American reluctance to involve themselves in any kind of conflict without massive tactical superiority," Moore said. "I think this is the same whether you have the advantage of carpet bombing from altitude or if you come from the planet Krypton as a baby and have increased powers in Earth's lower gravity." - http://www.theguardian.com/books/2010/jul/13/watchmen-alan-moore, wyświetlone dnia 19.10.2014
23"Could it be that a culture starved of optimistic images of its own future has turned to the primary source in search of utopian role models? Could the superhero in his cape and skintight suit be the best current representation of something we all might become, if we allow ourselves to feel worthy of a tomorrow where our best qualities are strong enough to overcome the destructive impulses that seek to undo the human project? We live in the stories we tell ourselves. In a secular, scientific rational culture lacking in any convincing spiritual leadership, superhero stories speak loudly and boldly to our greatest fears, deepest longings, and highest aspirations. They’re not afraid to be hopeful, not embarrassed to be optimistic, and utterly fearless in the dark. They’re about as far from social realism as you can get, but the best superhero stories deal directly with mythic elements of human experience that we can all relate to, in ways that are imaginative, profound, funny, and provocative. They exist to solve problems of all kinds and can always be counted on to find a way to save the day. At their best, they help us to confront and resolve even the deepest existential crises. We should listen to what they have to tell us."- – Grant Morrison, Supergods: What Masked Vigilantes, Miraculous Mutants and a Sun God from Smalville Can Teach Us About Being Human, Introduction
24"Superman and his pals would figure a way out of any stupid cul-de-sac we could find ourselves in—and we made Superman, after all." - Grant Morrison, Supergods: What Masked Vigilantes, Miraculous Mutants and a Sun God from Smalville Can Teach Us About Being Human, Outro
25"it seemed from a psychological angle that the comics’ worst offence was their blood-curdling masculinity. A male hero, at best, lacks the qualities of maternal love and tenderness which are as essential to the child as the breath of life." - Marston, W. M. (1944) ’Why 100,000,000 Americans Read Comics’, The American Scholar 13: 35-44. Za: The Lie Detector, Wonder Woman and liberty: the life and work of William  Moulton Marston, Geoffrey C. Bunn, History of the Human Sciences 1997; 10; 91
26"Namor was the face of JD insolence, awaiting rock ’n’ roll, Marlon Brando, and James Dean to ratify his power. Driven by passions and brief allegiances, Namor faced the entire world with a fuck-you snarl, committing acts of high anarchy on a scale undreamed of by terrorists in the real world." – Grant Morrison, Supergods: What Masked Vigilantes, Miraculous Mutants and a Sun God from Smalville Can Teach Us About Being Human, Rozdział 2: Lightning’s Child
27"His inevitable counterpart and opposite, the Human Torch, was less of a success. An intelligent artificial man with a serious design flaw that made him combustible in air, this do-gooding mechanical man was less easy to relate to than the impulsive Namor, and interest in the Torch declined steadily. (When Stan Lee revived the concept for The Fantastic Four, he wisely made sure the new Torch was a human being; a literally hotheaded teenage hipster.)" – Grant Morrison, Supergods: What Masked Vigilantes, Miraculous Mutants and a Sun God from Smalville Can Teach Us About Being Human, Rozdział 2: Lightning’s Child
28"Marvel’s super-heroes tended to be born in tragedy. In contradiction of the Camelot Era’s public cult of conformity, fate cruelly and unexpectedly reached out and marked them out as abnormal, as outsiders. Power typically brought a weight of responsibility rather than advantage, humility rather than pride. With their freedom generally curtailed rather than enhanced, the sudden arrival of entirely-impossible powers tended to foster an empathetic awareness of how capricious and fragile good fortune could be. " – Colin Smith, On the Profoundly Rational Doctor Stephen Strange Part 1, http://sequart.org/magazine/17492/on-the-profoundly-rational-doctor-stephen-strange/, wyświetlone 18.10-2014
29"I guess I’d have to say that Spider-Man’s origin story is probably one of the best teen stories ever, comic book or otherwise. It’s just so tragic and powerful." – Brian K. Vaughan, Mutants & Masterminds: Hero High, strona 11
30 "Sure, he’s hardly a teen in the modern comics, but teen Spidey is the template on which teen heroes are made" – Sean McKeever, Mutants & Masterminds: Hero High, strona 11.
31"Atop that, as Steve Ditko pointed out, young heroes can screw up and still be credible, which allows you to put them into many more interesting situations. They’re still finding their way in some respect." – Tom Breevort, Mutants & masterminds: Hero High, strona 7
32"In nineteen sixty three Stan Lee came up with an idea of creating the hero who represented everything that the young readership hated. And then make those readers sympathize with him. Stan Lee: The Original troll." – Linkara, Atop the Fourth Wall: Teals of Suspence #39, http://atopthefourthwall.com/tales-of-suspense-39/, wyświetlone 18.10.2014
33"Yet, Strange was similarly out of step when he first appeared. Marvel’s early years had seen a host of supposedly adult authority figures introduced, but Strange was the only one who could legitimately be considered a grown-up. Reed Richards, with his lunatic scheme to reach orbit using a stolen, untested spaceship and a motley crew of friends, acquaintances and lovers, was disturbingly impulsive, careless and obsessional. The narcissitically callous Charles Xavier should have been locked away forever on multiple counts of reckless child endangerment. Tony Stark was a Red-loathing warmonger so irresponsible that he could party in Egyptian night-clubs and burn around American race-tracks without even bothering to ensure that his life-prolonging chest-plate was charged. Thor effectively nuked China when he deliberately hurled the exploding Radioactive Man homewards without the slightest expression of concern or sorrow. Hank Pym experimented upon the vulnerable, traumatised Janet Van Dyne before pressing her into service as his sidekick. Bruce Banner kept turning up for work at a nuclear weapons testing facility despite knowing that he was capable of transforming into the Hulk. These were not well-balanced, socially responsible individuals. But Doctor Strange, alone amongst his strip-headlining fellows, undeniably was." – Colin Smith, On the Profoundly Rational Doctor Stephen Strange Part 1, http://sequart.org/magazine/17492/on-the-profoundly-rational-doctor-stephen-strange/, wyświetlone 18.10-2014
34"By contrast, the “famous surgeon named Stephen Strange” was portrayed by Lee and Ditko as the most irredeemably heartless of privileged men. A vision of Western medical capitalism at its very worst, Strange was motivated by nothing but profit and status. Callous to the point of cruelty, he dead-batted all pleas for help from desperate would-be patients and charitable research projects. Grand projects for the betterment of society which arrived without substantial donations to his private fortune were beneath him. It’s an excess of callousness which Ditko’s art in Strange’s origin tale succinctly emphasises. With his back always turned to his more benevolent fellow professionals, Strange was shown lighting a cigarette immediately after surgery while refusing to meet a grateful patient, focusing on the placement of his fedora rather than requests for help, and cruelly refusing to help a less affluent petitioner over the phone while nonchalantly examining an x-ray. Even when his ability to perform surgery was destroyed following a car crash, Strange displayed no evidence of humility or self-awareness. “I must be the best .. The greatest!!! Or else … nothing!”, Lee had him declare to himself after haughtily refusing to work as a consultant to a well-meaning fellow surgeon. In time, Strange sank into dereliction, a supremely precipitous fall which Lee and Ditko perhaps cleverly avoided explaining in any detail. Given how despicable the unenlightened Strange was, the reader’s pleasure at his suffering obscures any jumps in the logic of the storytelling where his fall from wealthy medical practitioner to homeless, harbour-haunting bum was concerned." – Colin Smith, On the Profoundly Rational Doctor Stephen Strange Part 1, http://sequart.org/magazine/17492/on-the-profoundly-rational-doctor-stephen-strange/, wyświetlone 18.10-2014
35"For all 35 of the stories which Ditko told of Strange can also be read as the tale of how one man developed from a heartless exploiter of the sick to an almost fully engaged human being, able not just to sacrifice for the greater good, but to finally accept his own feelings and desires." – Colin Smith, On the Profoundly Rational Doctor Stephen Strange Part 7: On the Coyly Affectionate Doctor Strange, http://sequart.org/magazine/18531/on-the-coyly-affectionate-doctor-strange-part-7/, wyświetlone 18.10.2014
36"Unlike Superman or Batman, Captain America was a soldier with permission to kill. Until this point, the superheroes operated on the fringes of the law, but Captain America’s violent work was endorsed by the Constitution itself!" - Grant Morrison, Supergods: What Masked Vigilantes, Miraculous Mutants and a Sun God from Smalville Can Teach Us About Being Human, Rozdział 3: The Superwarrior and the Amazon Princess

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.