Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #376 (03.11.2014)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 3 listopada 2014Numer 44/2014 (376)


Najnowszy Pulse trochę skromniejszy od poprzednich, ale trzy opisywane nowości powinny zachęcić do lektury, by wyrobić sobie na ich podstawie swoje zdanie. Dla wydawnictwa jest to również czas jubileuszu, dla pewnego redaktora czas pożegnania.

All-New X-Men #33
Gil: Wreszcie zaczynają się trochę ogarniać. Bo chociaż dialogi bywały fajne, to już zaczynało mi grać na nerwach to rozciąganie historii metodą "rozrzuciło ich po całym świecie, nie ważne jak i dlaczego". Tylko, że właściwie niewiele więcej mogę na razie napisać poza tym. Chyba tylko tyle, że team-up Jean z Milesem jest szczerze zabawny i to głównie on ciągnie cały numer. Co prawda nie znalazłem też nic wyjątkowo irytującego, ale to trudno nazwać plusem. Po prostu ten numer trochę przynudzał. I pewnie jakby ktoś go ominął, to wiele by nie stracił. Dlatego dam mu 4/10.
Pariah: W sumie nuda, nic się nie wydarzyło od poprzedniego numeru. Do tego czy przypadkiem Szkoła Xaviera w tym świecie nie została zniszczona przez X-Men zaraz po wydarzeniach z Ultimatum? Wiem, że Loeb i jego twórczość są warte zapomnienia, ale bez przesady...
 
Axis: Carnage #1
Gil: Jestem zaskoczony. A co bardziej zaskakujące, jestem pozytywnie zaskoczony. I skłonny zaryzykować stwierdzenie, że dodatki do SIXIS są lepsze i ciekawsze od głównej serii. No dobra, a skąd to stwierdzenie? Otóż stąd, że udało im się rozwiązać problem wyobracania wokół osi bez zwyczajowego pstryknięcia palcami, uzasadnionego przez "it’s magic, hut up and deal with it". Co już samo w sobie jest jak na Marvela zaskakujące. Poza tym, udało im się sprzedać to w wiarygodny sposób. Czyli przede wszystkim nie ma tego, czego obawiałem się najbardziej: nagłej, bezsensownej i jaskrawej przemiany z fajerwerkami. To w przypadku postaci takiej jak Carnage byłoby po prostu tragiczne. Na szczęście, zrobili to subtelnie - przez mały dodatek do postaci. Drobne przełączenie czegoś w mózgownicy i rozwinięcie tego stosunkowo po woli w zmianę charakteru. I na przykład tutaj, psychol i socjopata nagle odkrywa, że jego sumienie się obudziło, albo przynajmniej, że obudziła się w nim chęć bycia bohaterem. Bo tak. Zwykle nie lubię takich wyjaśnień, ale z jego psychozą, to akurat działa. Większość jego działań oparta jest na "bo tak", więc równie dobrze może to być nagła zmiana priorytetów (i w sumie dałoby się to załatwić nawet bez pomocy czarów i eventów, a nadal byłoby wiarygodne). Ciekawe jest to, że ta jedna drobna zmiana nie pociągnęła za sobą lawiny innych. Czyli, że nadal jest psycholem, nadal jest brutalny, impulsywny, nieprzewidywalny. Nadal pozostaje Carnagem. Tylko, że teraz ma taki kaprys, że chce być herosem. (Dygresja: w przypadku Hobgoblina nie zadziałało to w ten sposób, bo sam pomysł przedstawiania go jako sprzedawcy franczyz był zbyt świeży, a przemiana niezbyt wyraźna.) Komiks bardzo fajnie to oddaje, jednocześnie robiąc z tego punkt wyjścia dla dość intrygującej fabuły. Sin Eater sam w sobie jest ciekawy, chociaż słabo kojarzę jego poprzednie występy i nie jestem nawet pewien, czy to ta sama postać. Ale wrażenie robi. Bardziej jednak interesuje mnie pani dziennikarka i to, jakiej moralności może nauczyć naszego… ekhm… bohatera… ekhm… samemu będąc fałszywą zdzirą. Jak wcześniej nie kojarzyłem Ricka Spearsa, tak teraz mam ochotę przyjrzeć się bliżej jego pracy, bo wejście miał świetne. No i rysunki też wpisały się w moje gusta całkiem zacnie. Nadal ciężko mi w to uwierzyć, ale naprawdę jest to komiks tygodnia i dam mu solidne 7/10.

Axis: Revolutions #1
Gil: Jednym słowem: antologia. Czyli drobnica, która jest ostatnio standardem, jeśli chodzi o dodatki do eventów. Ale bywało gorzej, a i tutaj mogło być gorzej. Na pierwszy ogień idzie Spider-Man w wersji Hopelessa. Szczerze powiem, że wymiękłem po pierwszych dwóch stronach, bo po prostu nie chciało mi się czytać tych pierdów, mając mało czasu. Przeleciałem tylko pobieżnie i upewniłem się, że to pierdoły. Ale też nie zauważyłem nic okropnego, co przy poprawce na autora można już uznać za jakiś sukces. Część druga dla odmiany nieźle mnie zaskoczyła. Najpierw odrzuciły mnie rysunki, ale po chwili zacząłem je ignorować, bo zaintrygowało mnie niekonwencjonalne podejście do Stange'a. Zacząłem się wczytywać i odkryłem, że jest to zabawne i przerysowane w fajny sposób. Dopiero wtedy wróciłem do wstępniaka i zdziwiłem się, że napisał to Spurrier (chociaż poczucie humoru wzbudziło moje podejrzenia, ale nie chciałem w to uwierzyć). No i wyszło na to, że druga połówka wyciągnęła ten zeszyt powyżej średniej, bo nawet ignorując pierwszą, ze średniej wyjdzie 6/10.

Death Of Wolverine: Deadpool & Captain America (one-shot)
Gil: Dosyć dziwne to było. Ale przynajmniej trochę nawiązywało do najlepszej jak do tej pory historii w aktualnej serii Poola, więc jest to jakiś plus. No i dobrze, że ograniczyli się do one-shota, bo więcej bym chyba nie zdzierżył. Potraktujmy to jako kuriozum, które mogło być gorsze. Nawet komuś może się spodobać, chociaż do mnie nie trafiło, dlatego dam 4/10.

Death Of Wolverine: The Logan Legacy #3
Gil: Zeszyt z Sabretoothem w roli głównej. To mogłoby być ciekawe, bo Creed miał już niezłe solówki… Tymczasem nie jest, bo skupia się przede wszystkim na jego obsesji na punkcie Wolvieka. Ot na przykład, przebieranie przykładowych lózerów w jego kostium, żeby móc sobie ulżyć wypatroszeniem ich tka naprawdę to z niego robi żałosnego frajera, który musi się dowartościowywać. Bardziej żałosne byłoby tylko, gdyby takie same przebieranki urządzał swoim kurtyzanom. Czyli zonk. Ale muszę zauważyć, że zeszyt ma oryginalną grafikę. Nie do końca mi się podobała, ale oryginalna była. A całość dostanie 3/10.

avalonpulse0376a%20%5B1600x1200%5D.jpg Deathlok vol. 5 #1
Gil: Edmondson dał nam jak na razie średnią i monotonną Black Widow oraz Punishera, którego odpuściłem sobie po dwóch numerach. Mimo to, zapowiedź nowej wersji Deathloka zaintrygowała mnie na tyle, że czekałem na tę serię i chciałem dać jej szansę. No, więc dałem. I teraz mam mieszane uczucia. Z jednej strony, pierwszy numer nie odbiega wiele od wymienionych wcześniej serii pod kątem akcji. Równie dobrze można by w tej randomowej misji podmienić postać na każdą inną i niczego by to nie zmieniło. Z drugiej - postać jest zdecydowanie ciekawsza. Po pierwsze dlatego, że nie jest znanym Deathlokiem (ba, powiedziałbym wręcz, że zrzyna z konkurencyjnego Cyborga bardziej niż oryginału), a po drugie - nawet ciekawa jest tajemnica rozgrywek za kulisami, a obecność S.H.I.E.L.D. obiecuje coś bardziej złożonego. I teraz tak: jeśli ta druga strona nie potknie się na tej pierwszej i nie wyrżnie na pysk, może być dobrze. Trudno jednak w tej chwili stwierdzić coś na pewno. No, może tylko tyle, że rysunki dają radę (ale chyba w zapowiedzi były lepsze). Ale za pierwszą odsłonę dam wstrzemięźliwe 5/10.
Kuba G: Już po pierwszych stronach czuć, że Deathloka docenią głównie Ci, którzy wiedzą co oferuje Edmondson lub ta część czytelników, która dalej tęskni za tym jak wyglądał solowy Winter Soldier pod rządami Brubakera. Edmondson już w pierwszym numerze pokazuje, że rozstawił trochę klocków, które teraz przybiorą realniejsze kształty, jak nawiązania do runu w Black Widow i zamieszania z "Chaosem". Mogę powiedzieć tylko tyle, że zapowiada się następny rzetelny tytuł od Edmondsona... tylko, że nie wiem czy jestem przekonany do kupna następnej serii w tak bardzo podobnym klimacie co większość jego prac (te z Marvela, jak i te dla Image). Na razie dam szansę z powodu obecności jednego z moich ulubionych niby villainów, o którym Marvel chyba zapomniał wraz z końcem Daredevil vol. 2.
 
Elektra vol. 3 #7
Gil: Komiks, w którym Elektra o mało nie wciągnęła nosem Lady Bullseye. Dosłownie. Aż musiałem sprawdzić, czy to ten sam scenarzysta, bo jakoś zaskoczyła mnie absurdalność tej sceny. Potem przypomniałem sobie, że w sumie nie jest to o wiele dziwniejsze, niż Pan Pożeracz… I zacząłem się zastanawiać, jak duży wpływ na mój odbiór miała oprawa graficzna i czy to ona czyniła te pomysły bardziej strawnymi? Ale ostatecznie okazało się, że dało się to jakoś logicznie wyjaśnić i reszta numeru potoczyła się już gładko. Zainteresował mnie los Matchmaker i mam nadzieje, że wątek się nie urwie. Rozprawa z Gildią też wyszła całkiem nieźle, choć raczej za szybko w porównaniu z zapowiedziami. Ale może i tu będzie jakiś ciąg dalszy? No cóż, zobaczymy. Tym razem dam trochę zachwianie 6/10.

Fantastic Four vol. 5 #12
Gil: Coś jakby zaczynało się dziać i może to początek zwrotu w kierunku odgruzowywania tej beznadziejnej sytuacji. Może… stąd mam wrażenie, że może być w tej chwili za wcześnie na ocenianie tego pod kątem większego obrazka. Ale sam numer był nieco lepszy od kilku poprzednich, choćby pod tym względem, że niektóre sytuacje nabrały więcej sensu. Zobaczymy, co z tego wyniknie, a tymczasem umieszczę trochę nadziei w tym 4/10.

Guardians Of The Galaxy vol. 3 #20
Gil: Tym numerem udało się Bendisowi osiągnąć jedną rzecz: sprawić, że jeszcze bardziej zatęskniłem za Ryśkiem. Aaaaaleee… jest jakaś nadzieja, że uchował się gdzieś żywy w tym Cancerverse i uda się kiedyś go stamtąd wyciągnąć. Może nawet teraz Gamora będzie na to naciskać, jak już sobie wszystko przemyśli? Fajnie by było… Tymczasem jednak, rozwiązanie jest spójne, aczkolwiek nie do końca satysfakcjonujące. Przynajmniej nie dla mnie. Bo Rysiek. Ale nie tylko. Także dlatego, że nie do końca pasuje ten retcon do zakończenia Thanos Imperative, a najbardziej rzucającą się w oczy różnicą jest sam wygląd postaci. Można było lepiej, więc chyba najbardziej sprawiedliwą oceną będzie: nie jest źle. To znaczy: 6/10.
Xavier 83: Richard Rider Nova Prime Forever! Tak odchodzą prawdziwi herosi. Bardzo dobre zakończenie wątków, które były długo niedopowiedziane. Cancerverse przynajmniej odeszło w wielkim stylu. Thanos miał swoje pięć minut a teraz jest jak zbity kundel, któremu na dodatek kość zabrali. Z czystym sumieniem 10/10.
Kuba G: Ja naprawdę często nie mam problemu z tym, że Bendis ma zwyczaj opowiadać historię mieszczącą się w max dwóch zeszytach, tak, że zaczyna pasować do pełnego TPB na 6 numerów. Nie mam z tym problemu przede wszystkim, gdy Bendis pracuje u boku rysowników, którzy potrafią opowiadać historie w ten sposób. Cholera, komiks to jest medium, gdzie każdy z elementów jest tak samo ważny i powyższy numer idealnie to obrazuje. Wcześniejsze numery w wykonaniu McGuinessa były poprawne, mają swój urok, gdy rysuje przesadnie napakowane postacie, ale mistrzem w opowiadaniu historii obrazem to on nie jest, jego zamiennik w tym zeszycie jest jeszcze poniżej tych umiejętności... Niby wszystko ok, ale niestety Bendis musi pracować z rysownikami, którzy dopasowują swój styl do opowiadanej historii. I Bendis musi też się nauczyć, że Cosmic Cube to jedna z możliwości, gdy wyobraźnia scenarzysty powinna szaleć, tu się to nie wydarzyło. Niestety. Numer jest ok, ale ma pełno wad, które jakoś rekompensuje mi "I am the door" czyli Rider jako fajniejszy Jezus.

Inhuman #7
Gil: Wreszcie zajęli się konkretniej zaginięciem Black Bolta, co jest dużym plusem. Podobnie jak sposób wykorzystanie Maximusa, chociaż z traktowania samego Bolta nie jestem do końca zadowolony. Fajnie wyszła para detektywów, od kontrastu w ich zestawieniu po wzajemne relacje. Mam nadzieje, że wyjdą cało z końcówki, bo byłoby szkoda (tak, tak, widziałem przypisek do CDN). I tylko takie jedno mam pytanko do tego wszystkiego: gdzie się w tym podziewa Dante's Inferno? To chyba on miał być głównym bohaterem, a zdaje mi się, że Soule konsekwentnie go zlewa. Czemu więc w tytule serii nie ma S na końcu? Psikuta jakiś, czy co? No, ale to bardziej refleksja ogólna, a nie zarzut względem samego zeszytu, bo akurat ten wyraźnie na tym skorzystał. I dostanie 6/10.

Marvel 75th Anniversary Celebration (one-shot)
Gil: W sumie mógłbym przekleić opinię Undercika, bo wrażenia mam niemal identyczne. Pierwsza historyjka to fajny przegląd postaci, chociaż wiele nie wnosi. No, może poza tym, że znów przesuwa ramy czasowe, skoro np. Kamala miała ze 3 lata, jak powstali F4. Marvel... Alias jest w tym wszystkim najlepszy i rozbudził mi smaka na powrót serii. Oby! Reszta to meh i paprocie. No, może z wyjątkiem paru przebitek z komiksów niepowstałych, które są zabawne. I paru ciekawostek we wspominkach. Ogolnie, bardziej za nostalgię, dam 6/10.
Undercik: Może nie wszystko w tym numerze zagrało, ale znalazły się tam dwie perełki, które sprawiają, ze to jeden z najlepszych komiksów tego miesiąca.
"Anniversary" to idealna jubileuszowa historia. Zarówno James Robinson jak i Chris Samnee rewelacyjnie się spisali pokazując najważniejsze wydarzenie w historii. To naprawdę przepiękna pocztówka dla Marvela. Żeby jednak się nią cieszyć, trzeba spełnić jeden warunek - musisz być fanem Marvela.
avalonpulse0376b%20%5B1600x1200%5D.jpg "Captain America: Foils the Traitor's Revange" to ciekawostka. Ot pierwsza historia Stana Lee dla Marvela. W tym numerze po raz pierwszy w formie komiksu. Jak można się domyśleć - nie zmieni waszego życia. To strasznie prosta historia, która się po prostu zestarzała. No i jestem o kilka lat za stary na grupę docelową. Przynajmniej Bruce Timm dobrze sobie poradził.
"Alias" - Bendis, Gaydos i Jessica Jo... Cage znów razem. Dla tej historii sięgnąłem po ten komiks i się nie zawiodłem. Krótka i luźna historia. Nie jest to jakieś uzupełnienie wątków z oryginalnej serii. Nie mniej dobrze jest przeczytać coś nowego z tą postacią od tego duetu twórców. A gdyby tak mieli wrócić wraz ze startem serialu? Przecież dodrukowują omnibus. Eh, rozmarzyłem się. Przy okazji dostaliśmy jeden z lepszych występów Marii Hill w ostatnim czasie. To wszystko spięte jubileuszowym wątkiem.
"That Parker Boy" to kolejna przeciętna historia ze Spider-Manem.
"Walabout" nie spasowało mi. Głównie przez szatę graficzną, która jest odrzucająca.
"Marvel Comics We Never Made" jest humorystyczną wstawką i przyznam, że kilka razy się uśmiechnąłem pod nosem.
Tak właściwie to numer tylko dla fanów Marvela. Dwie świetne historie, które docenią tylko fani, jedna ciekawostka, dwa zapychacze i wstawka humorystyczna. Nie mniej warto sięgnąć. Dla "Alias" i "Anniversary".
 
Nova vol. 5 #22
Gil: Już miałem się zdziwić, że nie było żadnego Helołę Speszyl, a tu paczę - jest. I nawet fajnie, bo się przydało. Trochę klimatu wpadło, parę tekstów i sytuacji im się udało. Zestawienie z X-dzieciakami nawet interesujące, ale wykorzystane w niewielkim procencie. Można było wyciągnąć z tego coś więcej i postarać się o historyjkę ciekawszą, niż ściganie gnojków kradnących cukierki. No, ale jak na ten tytuł, może być. Tylko do rysunków seria nie ma szczęścia, bo tym razem postarzają postacie. Dam 5/10 z małym plusikiem.

Thunderbolts vol. 2 #32
Gil: No i wreszcie dobili tę koszmarną wersję Thunderboltsów. Ciekawe, ile czasu zajmie im wskrzeszenie grupy w jakiejś All-New wersji? Zobaczymy, a tymczasem możemy się cieszyć, że (Bl)Ackerom udało się posprzątać ten bałagan w miarę bezboleśnie. Momentami było nawet fajnie i zabawnie, więc nawet zrobiło mi się trochę szkoda pod koniec, co było dość dziwnym uczuciem zważywszy, jak bardzo od początku byłem tej serii przeciwny i ile pomyj na nią wylałem. Widać, wszystko zależy od podejścia i twórców. Oczywiście na końcu nikt nie zginął, wszystko wróciło do normy i rozeszli się jakby nigdy nic. Nawet mogę dać za to 5/10, ale całej serii dałbym najwyżej naciąganą dwóję.

Wolverine And The X-Men vol. 2 #11
Gil: Wprowadzili Spider-Mana do szkoły. To właściwie wszystko, co zapamiętałem z tego numeru, bo czytałem go w pośpiechu i ciężko mi było się skupić. Ale to też trochę o nim świadczy, bo w tej samej sytuacji takie Revolutions w drugiej części zdołało przykuć moja uwagę. Aha, zapamiętałem też, że rysunki znów były dziwaczne. Cóż, pozostaje mieć nadzieje, że nowa seria będzie trochę lepsza, bo tej właściwie mogłoby nie być. Może nie jest to do końca sprawiedliwa ocena, ale wystawię ją: 3/10.

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2014.10.29
Ponad 220 numerów na koncie jako redaktor prowadzący to naprawdę duże osiągnięcie. W tym również ponad 200 wydań Pulse'a przy których sprawowałem pieczę nad szatą graficzną. Swój debiut zaliczyłem wraz z #144, czyli prawie 4.5 roku temu. Czas jednak przekazać pałeczkę w inne, równie dobre ręce.
W tym czasie pojawiały się numery podwójne, a raz nawet zostało opublikowane wydanie o potrójnej zawartości. Jednak najważniejszym zawsze było podsumowanie mijającego tygodnia. Dzięki sprzyjającym okolicznościom (czytaj datom) mogliście cieszyć się z lektury również w święta maści wszelakiej. Najcześciej oczywiście był to drugi dzień świąt Wielkanocnych z racji wypadania w poniedziałek, bo przecież nikt nikogo nie oskarża o "lanie wody" na łamach gazety ;) . Jednak największy sentyment zawsze żywię do dwóch wydań "specjalnych" (nie mylić z Wydaniami Specjalnymi, które też się w tym czasie ukazywały).
Pierwszym z nich jest Avalon Pulse #219, czyli wydanie Halloweenowe. Masujące do okazji postacie i nie zapominajmy o dyniach. Drugim jest AP o numerze #293. Prima aprilisowa edycja zawsze daje mi sporo frajdy przy czytaniu.
Czas płynie nieubłaganie i na każdego przychodzi jego pora. Moja właśnie nadeszła, by się pożegnać. Co też właśnie czynię, życząc wam, by każdy kolejny numer Pulse'a sprawiał wam tyle przyjemności z czytania, ile mi sprawiało jego składanie.

Łukasz "Sc0agar4k" Kuźniarek

Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.