Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #375 (28.10.2014)

avalonpulse0.png
Wtorek, 28 października 2014Numer 43/2014 (375)


Zapraszamy Was do przeczytania najnowszego wydania Avalon Pulse. Nie ważne czy już ochłonęliście po ogłoszeniach Marvel Studios, czy jeszcze nie.

All-New Ghost Rider #8 
Gil: Oj, nie ma ta seria szczęścia do grafiki... Chyba niepotrzebnie narzekałem na pierwszego rysownika, bo ten jest znacznie gorszy. U niego oryginalny Ghost Rider wygląda, jakby miał czerep z masy papierowej. A co z fabułą? No, jest całkiem ciekawie, bo w końcu dowiadujemy się czegoś o Elim i nie wygląda to za dobrze dla Robbiego. Ale dla czytelnika może być dobrą wiadomością, bo otwiera sporo możliwości. Szkoda tylko, że konfrontacje obu Riderów mają mało dynamiki, ale znów – to bardziej wina rysunków. Mimo wszystko, chętnie poczytam dalej, ale na razie dam tylko słabe 6/10, bo musiałem coś odjąć. 

All-New Invaders #11 
Gil: Skusiłem się na okładkowe nawiązanie do pierwszego marvelowego crossovera. No i dobra, w środku jest coś w ten deseń. Nawet momentami fajnie to wygląda i ma niezłą dynamikę. Brakuje jednak płynności w fabule, bo nadal cała ta grupa wygląda strasznie sztucznie i tak samo się ją czuje przy czytaniu. Nie wiem, czemu (ani jakim cudem) ta seria wciąż jest utrzymywana, a obsada powiększana i nie widzę, żeby miała szansę wyjść z tego impasu nijakości. Ale ma swoje momenty, tak jak ten. Tym razem więc, dla odmiany, dostanie 4/10. 

All-New X-Factor #15 
Gil: Sixis zaczyna się rozpełzać po innych tytułach i pokazywać, gdzie sięgają macki Czerwonego Czerepa. Z jednej strony niby dobrze, bo w głównej mini w ogóle nie widać, żeby on cokolwiek robił. Z drugiej strony, każe to zadać pytanie: gdzie mieszczą się te wszystkie wydarzenia? Skoro niby Stark zablokował tę jego telepatię w pięć minut, a później Quire wyłączył go całkowicie... Tymczasem tutaj dowiadujemy się, że trwa to dość długo i ma spory rozmach. Co przy okazji rodzi kolejne pytania, jak na przykład to: jeśli SHIELD ma własno Psychic Division, to czy nie powinna zajmować się takimi rzeczami jak ochrona prezydenta przed atakiem psychicznym? Lub czy nie powinny istnieć jakikolwiek inny sposób takiej obrony? Bo jeśli tak łatwo jest odpalić trzecią wojnę światową, to naprawdę świat Marvela jest mocno nieprzemyślany. No i niestety, Peter David wpisał się w to wszystko ze swoim pomysłem na tie-in. Krótko mówiąc: prezydent Hameryki skrejzował i chciał zanukować Putina za aresztowanie Pussy Riot (no dobra, to jeden z powodów, ale chyba najbardziej rzucający się w oczy). Tak więc X-Corpo przybywa z pomocą, jednocześnie próbując opanować bajzel w Waszyngtonie. Przynajmniej w samej akcji jest parę fajnych momentów (choćby imponujący pokaz mocy Polaris) i nawet logiczne jest rozwiązanie, że Warlock mógł zaimplantować wszystkim ochronę. Ale jednak pomysł zasadniczy nie przekonuje mnie na tyle, żebym uznał ten tie-in za potrzebny i uzasadniony. Dlatego tym razem dam za całość 4/10. 
Krzycer: W sumie nie ma tu wiele treści - a ta, którą tu znajdziemy, wywołuje parę pytań, jak wspomniał Delirium. Ale Quicksilver broniący Luny wypada świetnie, a i starcie Gambita z Polaris jest bardzo fajnie zaaranżowane. Wątpię, by ten tie-in miał uratować serię, jak to niektórzy liczyli, ale był to całkiem przyjemny komiks akcji. 

Amazing Spider-Man vol. 3 #8 
Gil: I znów komiks podzielony jest na dwie nierówne części. Ta, która była fajniejsza i coś mogła wnieść, wydaje się niestety mocno skrócona, podczas gdy marginalny tie-in zdaje się ciągnąć zbyt długo. Spotkanie z Kamalą wypada tym razem lepiej niż poprzednio. Jest w tym na pewno zasługa rysunków, ale też pomaga skupienie się na temacie i ograniczenie sera. Jest parę fajnych tekstów, zwłaszcza w reakcjach młodej. Widać też w tle, że szykują się do solówki Silk i powoli wylewają pod nią fundamenty. I wpletli kolesia z tej bezcelowej mini po kropkach... więc może jednak jakiś cel w tym był? Hm... w sumie całkiem sporo jak na połówkę. A w tej drugiej... Cóż, dalej rozkręcają Spider-Verse. Wiem, że Mayday miała spora grupę fanów, ale powiem Wam szczerze, że nigdy mnie do niej nie ciągnęło i nadal mam to samo odczucie, więc ten fragment to dla mnie meh. Ale za część pierwszą mogę podciągnąć do słabszej 6/10. 
Krzycer: ...nuuuda. Nie wiem, może w rękach innego autora takie wyrolowanie przeciwnika by mi się podobało, u Slotta mam wrażenie ,że właśnie obejrzałem jeden z durniejszych odcinków Scooby-Doo. 
A w back-upie zabijają kolejnego Pająka. Tsk. Tym kilkunastu tysiącom fanów, dzięki której ongoing "Spider-Girl" pociągnął te... 100 numerów (?) pewnie będzie żal - choć nie tak bardzo, jak by było, gdyby zgodnie z hasłem na okładce twórcy odstrzelili samą May. 

Amazing X-Men vol. 2 #12 
Gil: O, skończyło się. Trochę nagle, powiedziałbym, bo w jednym momencie wydaje się, że Wielka Bestia Tanaraq jest nie do powstrzymania, a historia jeszcze potrwa, za to już w następnym jest po wszystkim. Do pewnego momentu ma to nawet fajny klimat, ale potem zaczyna wyglądać, jakby autorzy przypomnieli sobie, że muszą już kończyć i postanowili to załatwić natychmiast. Nawet fajnie prezentują się też podładowani X-Men. I Rockslide ma kilka niezłych tekstów. I Firestar w końcu na coś się przydała. Czyli wszystko fajnie, oprócz końcówki. No dobra, to przechodzimy do następnej historyjki, a tą zostawiamy z oceną 5/10. 
Krzycer: Za łatwo, za szybko im poszło z Tanaraquiem. Co jest o tyle dziwne, że sama historia była koszmarnie rozciągnięta. 
Poza tym recenzent z bloga/podcastu House to Astonish słusznie zauważył, że robiąc historię o Wendigo, ale bez świadomego aktu kanibalizmu, traci się sens historii. No i potem jeszcze autorzy zmieniają zasady, bo nie trzeba zjeść mięsa, wystarczy że Wendigo cię drapnie, i sam się zmienisz - a to już nie jest historia o Wendigo, to jest historia o zombie... 
Ogólnie: rozczarowujące to było. 

Avengers vol. 5 #37 
Gil: Niedaleka przyszłość coraz bardziej nabiera kształtów i składa się w spójną całość. Niektóre rozwiązania są na tyle zaskakujące, że całość staje się jeszcze ciekawsza. Inne trochę irytują, ale też wpisują się w większy obrazek. Wiele rzeczy nadal jest tajemnicą, ale już wyraźnie widać, że świat zmienił się znacznie, a podział między frakcjami jest głęboki. No i znów, jest to i ciekawe i trochę irytujące. Chociaż swoją drogą, te dwa przeciwieństwa też wpisują się w ogólną dwoistość. Co więc najbardziej mnie zainteresowało? Rola Susan, która staje się coraz bardziej złożona i dotyka nowych skrajności oraz różne próby, o których wspomina się w tle. A co irytuje najbardziej? Stary Steve wspinający się na wyżyny stetryczałej zgryźliwości, przez co bardziej i bardziej upodabnia się do dyktatora. Mam nadzieje, że mają ku temu jakiś cel. A na plus zaliczę również większą część rysunków. I wyjdzie zdecydowanie ciekawe 7/10. 
Undercik: Hah. Spodziewałem się od początku numeru jak zostanie rozegrana sytuacja Sue. A może miałem tylko taką nadzieję? Nie ważne. Tym komiksem Hickman ostatecznie z powrotem mnie zainteresował swoim wielkim planem. Historia o skokach w czasie już dawała radę, ale dopiero Time Runs Out a szczególnie najnowszy numer był tym, czego brakowało. Czy może wynika to z tego, że uwielbiam Fantastic Four? Ogólnie wszystko jest niezwykle interesujące. Bardzo dobry zabieg z Beastem i Hulkiem, solidne rozstawianie pionków i Deodato w formie. Z wypiekami czekam na kolejny numer.
Krzycer: No dobra, mamy już parę numerów za sobą... i nie mogę się zdecydować, czy ten timeskip to genialne narzędzie narracyjne, wywracające świat do góry nogami i zmuszające czytelnika do zadawania pytań i kombinowania, czy też tani chwyt pozwalający dodać napięcie i niepewność do fabuły, która normalnie by tego nie zawierała. 
Użytkowników znających moje upodobania nie powinno zaś dziwić, że spośród tych wszystkich fragmentów układanki najbardziej zainteresowała mnie wzmianka o "X-Nation", połączona z sugestią, że Psylocke, Beast i Cyclops są ponownie w jednym obozie. I że ten obóz jest w Westchester, jeśli dobrze zinterpretowałem który punkt na mapie wskazuje Carol.
Utek: Powrót Deodato po evencie jakim był Original Sin, do rysowania przygód Mścicieli, przynosi ze sobą bardzo znaczący numer. Czy ktoś pozbawiony niedawno mocy może się jeszcze do czegoś przydać? Oczywiście że tak, choć ciało już nie te, to jednak jeszcze sprawny umysł oraz przez lata zdobyte doświadczenie sprawiają, że nadal może być niebezpiecznym graczem. 
Kto się spodziewał, że ktoś tu może grać na dwa fronty, miał rację. Znajduje to potwierdzenie właśnie w tym zeszycie, co zarazem jest jedną z najlepszych części tego numeru. Widać Hickman nie zapomniał jak się pisze dialogi między Pierwszą Rodziną Marvela. Pada też parę spoilerów odnośnie wydarzeń jakie będą miały miejsce po zakończeniu obecnego eventu Domu Pomysłów. 
Fabuła między seriami pisanymi przez Jonathana się zazębia, a strona graficzna w tym nie przeszkadza a nawet pomaga dobudowywać kolejne części tej układanki. Słowem bardzo dobry numer. 

Avengers And X-Men: Axis #3 
Gil: Dobra, tym razem nie będę się zatrzymywał nad każdą pierdołą, bo ostatnio straciłem na to za dużo czasu i miejsca. Polecimy więc skrótem: dziesięcioro łotrzyków sprowadzonych przez Magneto daje łupnia Czerwonemu Czerepowi. Sama bitka przebiega o wiele sprawniej niż w wykonaniu herosów, do czego w dużym stopniu przyczynia się większa spójność rysunków Yu niż Kuberta. Oczywiście nie brak kwasów, bo tak samo jak bohaterowie przegrali tylko dlatego, że takie było założenie scenariusza, tak samo właśnie dzięki temu teraz zwyciężają łotrzyki. Bo jeśli teraz Mags może rozłupać Sentinela, to czemu nie mógł tego zrobić wcześniej? Oczywiście, że mógł. Tylko nie było tego w scenariuszu, bo nie. Co ciekawe, właściwie nie widać różnicy w prowadzeniu przez imć scenarzystę grupy bohaterów i grupy łotrów. To znaczy: jedni i drudzy odgrywają skecze z tego samego zbioru żartów suchych i brodatych. Przy okazji, zapomniało się komuś chyba, że te Sentinele miały jeńców miniaturyzować. Bo jak jednego rozłupali, to Wanda i Strange wyskoczyli z niego w swym zwyczajowym rozmiarze. Zresztą, już samo to, że akurat na nich losowo trafili jest cudownym zbiegiem okoliczności. Kontynuujemy więc pomysł z odwracaniem wokół osi. Tym razem wygląda on o tyle lepiej, że zastąpienie Stefana przez Dooma jest całkiem dobrym usprawiedliwieniem, dlaczego może to pójść nie tak. A potem szast-prast i po Czerwonym. I w sumie nie wiem, czy to już ich wyobracało, czy jeszcze nie? Kłócą się o pierdoły jak zwykle, więc ciężko powiedzieć... Niby tie-iny sugerują, że tak, ale na pierwszy rzut oka trudno się zorientować. Chociaż może z drugiej strony to i lepiej, że nie zafundowali im instant evil makeover. Za to widzę, że strasznie łatwo pokonali to wielkie zagrożenie. Jak na tyle bicia piany, była to spektakularnie szybka porażka. W dodatku po trzech numerach, w których Czerep nie robił nic, poza odgrażaniem się i machaniem mackami. Ujmę to tak: Supremacy my ass. O ile cała ta inwersja nie będzie typowym dla Remendera skokiem w bok w środku fabuły i Czerep nie dostanie szansy rewanżu w trzecim akcie, będzie to chyba najsłabszy jednostrzałowiec w historii eventów. Chyba, że całe założenie opiera się na trylogii krótkich historyjek, w których robią wiele hałasu o nic. To prawda, że kolejne numery są lepsze od poprzednich, ale nadal nie dają rady wyskoczyć ponad 3/10. 
avalonpulse375a.jpg
Kuba G: Wraz z przybyciem złoczyńców pojawiają się pierwsze trzymające sie kupy interakcje między bohaterami, które uparty czytelnik wyciągnie z zalewu średniociekawych dialogów... i dla odmiany w tym numerze najciekawiej przedstawiony nie jest Magneto, nie Doom i Loki, a Dedpool, który dzięki temu przypomniał o tym, że Remender potrafił fajnie pisać tę postać w swoich Suicide X-Force. W duecie z powotem rozbratu na linii Authority-Avengers i pozbawionych-wyobraźni-politycznej-X-Men końcówka wyszła ładnie. Przez to Axis #3 po tragicznym numerze #1, absolutnie miernym numerze #2, stał się komiksem, który doszedł do momentu gdzie można porównać go do zwyżek poziomu AvX. Tak, muszę uczciwie zaznaczyć, gdy większość eventów zaczyna dobrze, a kończy tragicznie, tu Remender idzie poziomem w górę po najsłabszym otwarciu od dawna. Może pod koniec będę zachwycony... a może będzie jak zawsze i po pierwszej pochwale względem eventu przychodzi fala następnych rozczarowań.
Krzycer: Thorze miłosierny, villaini też żartują... Za jakie grzechy? Czemu Remender każe wszystkim bohaterom sypać sucharami? Jedynym w miarę zabawnym bohaterem jest w tym wszystkim Deadpool - głównie dlatego, że on ma w konwencję wpisane, że jego dowcipy bywają żenujące... Ale kiedy Enchantress bredzi o fondue żal ściska... no, żal mocno trzyma. 
Co powiedziawszy, team-up Deadpoola z Iron Manem jest fajny. I nawet tercet Loki-Magneto-Doom nieźle Rickowi wyszedł. 
A potem robi się zaskakująco - Red Oslo pada, bohaterowie tryumfują... a efekty odwrócenia pozostają przez nich niezauważone (no, poza Apo-Evanem). Myślałem, że od razu będzie bombastycznie-eventowo, a tu proszę, czyżby czekało nas jakieś budowanie napięcia? Jestem zaintrygowany. 
Nie rozumiem za to czemu - i jak - łotrzy zniknęli w mgnieniu oka. 
Słowo o rysunkach - Yu chyba spisał się lepiej niż Kubert? Ale nie śledziłem zapowiedzi - czy rysownicy będą się zmieniać co dwa numery? To trochę głupie - biorąc pod uwagę, że event dzieli się na trzy akty (nawet tak go w teaserach reklamowali), nie mogli dać artystom trochę więcej czasu, żeby przynajmniej każdy akt miał jednego rysownika? 
Kminek: Co zrobić, żeby z kiepskiego eventu w ciągu jednego numeru wykręcić coś naprawdę intrygującego, zabawnego, ale jednocześnie gorzkiego? Ano a) wprowadzić Lokiego, b) wprowadzić Deadpoola c) wprowadzić Dooma! Co z tego, że żartują, może nie do końca w klimacie? I tak wypada to lepiej niż u bandy superherosów. Co z tego, że Sabretooth radzi sobie bez problemu z pancerzem z czystego adamantium? Co z tego, że "villans" znikają w mgnieniu oka? 
Ano nic, bo reszta naprawdę, naprawdę ciekawi. 
Zeszłotygodniowy roast, porównywanie z "Forever Evil", błędy wynikające z niedokładnego przeczytania komiksu... To już poszło w niepamięć. Ten numer mnie satysfakcjonuje i napawa entuzjazmem. Evan żyje [ świetna scena z Deadpoolem], Quentin Quire również otrzymuje dosyć niespodziewaną rolę i, co ciekawe, chyba zaczyna się klarować pewna sytuacja, na którą swego czasu narzekał Demogorgon... 
Kłótnia Avegers i X-Men nad ciałem Red-nie-Xaviera wypadają zdecydowanie lepiej niż niegdysiejsza dyskusja pomiędzy Cyclopsem i Stevem Rogersem. 
Tym razem jestem całym sercem po stronie X-Men i żałuję trochę, że Logan nie żyje, bo jestem strasznie ciekaw, co on by zrobił w takiej sytuacji... 
Pada wiele gorzkich słów, a także kilka ciekawych zapowiedzi, a nawet tajemnic. Szkoda Wasp, szkoda Strange'a [jestem ciekaw, co z nim wymyślą], ale cieszę się, że nie wszystko jest powiedziane wprost. Panie Remender, powiem to pierwszy raz przy tym evencie... Chcę więcej :D !
Undercik: Kuba idealnie ujął to co chciałem powiedzieć o tym komiksie. Zaczynam się zastanawiać, czy Remender nie powinien po prostu dostać ongoinga Deadpoola, ponieważ to właśnie Wade pociągnął cały numer. Tak. Deadpool jest najjaśniejszym punktem tego zeszytu.
Wilsonon: Pierwsza połowa komiksu była strasznie irytująca. Sentinele powinny paść po elektromagnetycznym bąku Magneto, a tak zostało nam pokazane jak spada wytrzymałość adamantium gdy wyśle się do ich zniszczenia gości z pazurami. Wiele innych rzeczy kujących w oczy zostało wymienione we wcześniejszych wypowiedziach, więc skupię się na pozytywach. Po upadku Czerwonej Ośmiorniczki i po opadnięciu kurzu pojawiło się światełko. Nagle dialogi stały się naturalne. Czuć było nadzieje rosnącą wśród mutantów. Irytację i wkurzenie na jaśnie oświeconych Mścicieli. To wszystko wygląda jakby Remender chciał jak najszybciej dojść do tego momentu, więc olał początek i teraz pojawi sie część, którą chciał napisać, którą chciał nam pokazać. Mam nadzieję, że tak też się stanie. 
Najbardziej w pamięć mi weszło pojawienie się Evana i nagły napływ racjonalizmu u drugiego Summersa. Wielki plus za myślenie. 
Ocena 3/6. 

avalonpulse375b.jpg
Axis: Hobgoblin #1 
Gil: Nowy, lepszy Hobgoblin! Zupełnie nie zauważycie różnicy! Zabawne, że na tym właśnie haśle opiera się całe założenie serii. Równie dobrze mogliby oprzeć się na haśle: ci dobrzy też bywają wkur%!@jący. Bo właśnie to było dominujące odczucie, jakie wywołały u mnie tyrady Slade’a. Ojej, przepraszam – Rodericka. Zabawne? Może w paru miejscach bywały, ale generalnie taki lewel lansu odrzuca mnie, nawet jeśli jest celowo prezentowany w przerysowany sposób. Widać praca w korpo i oglądanie popisów jankeskich szefów w podobnym stylu, robią swoje. Za to całkiem ciekawa może okazać się zemsta drugiego Goblina. Po całej serii przeistoczeń, będę mówił na niego po prostu Philgoblin. No i rola Menace może jeszcze zaskoczyć. Czyli może warto jeszcze poczytać, bo następne numery mogą być mniej irytujące. No i rysunki też dają radę, A ja dam na razie 5/10. 
Gamer2002: To... Jest... Wielkie. Kingsley po odwróceniu po ośce zostaje bohaterem, czyżby serce mu urosło? Nie, po prostu zauważył, że na superbohateskich franczyzach można zarabiać grubą forsę. Rysunki są świetne, humor dobry i nieco przypomina to Superior Foes, tylko że śledzimy człowieka sukcesu zamiast loserów. Ja chcę więcej, niech to nie skończy się tylko na tej mini i na cofnięciu efektu Axis! 8/10
Krzycer: W miarę śmieszne, ale jednak... za dużo autopromocji Kingsley'a, za mało treści. Może gdyby było tu więcej chwytów w rodzaju rozkładówki z kopią okładek "Amazing Fantasy" i "Action Comics" z Hobgoblinem w roli głównej, a mniej monologowania... 
Ale może rzecz się rozkręci dzięki Menace i Philgoblinowi? W co wątpię, patrząc na ich ostatnie występy... ale ich ostatnie występy były u Slotta, więc... może... kto wie? 

Cyclops #6 
Gil: Zmiana scenarzysty nie przyniosła wielkiej zmiany dla serii. Tak samo, jak wcześniej zapominałem o każdym numerze, gdy tylko się skończył, tak i zapomniałem o tym. Spojrzałem więc jeszcze raz i… ten sam mech i paprocie. To chyba po prostu pomysł na serię do mnie nie przemawia. No i młody Cyclops (stary zresztą też) nie jest postacią, która może długo pociągnąć własną serię, bo bez grupy za sobą niewiele ma do pokazania. Tutaj co prawda ma Starjammersów, ale pasuje do nich jak przysłowiowy kwiatek do kożucha, więc nadal nic z tego. I chyba rysownik też się zmienił na gorsze. A ocena na 3/10. 
Krzycer: Aj, strasznie czuć brak Rucki. Niby seria wciąż jest o tym samym (czyli tak trochę o niczym, poza samą relacją ojciec-syn), ale Rucka fajnie, wiarygodnie prowadził bohaterów, a teraz... Scott został zamieniony w kosmicznego fajtłapę, Corsair też jakiś głupi (na litość, jeśli ten skan był taki ważny, to czemu nie sprawdził jego wyników? Przecież wie, że Scott się gubi w kosmosie...). Szkoda. 


Death Of Wolverine: The Logan Legacy #2 
Gil: No dobra, może jednak każdy kolejny odcinek nie będzie zupełnie o tym samym. Albo przynajmniej tutaj udało im się wepchnąć coś więcej. Tylko już zdążyłem zapomnieć, co to było… Laura i jakiś no-name walczyli z innymi no-name’ami bez twarzy, ale nie pamiętam, o co i po co. Jeśli w ten sposób chcą nam przybliżyć te postacie, to chyba nie wyszło najlepiej. No i w sumie, nie ma to związku z tym, co zobaczyliśmy w numerze pierwszym, więc nawet ciągłości nie udało im się uskutecznić. Pamiętam, że zainteresowały mnie rysunki w kobiecym wykonaniu, ale nie powiem, żeby przełożyły się jakoś szczególnie na charakter komiksu. Czyli 3/10. 
Krzycer: Huh. Autor, co nigdy nie pisał mutantów pisze one-shot o X-23, rysowany przez panią, która nigdy wcześniej nie robiła dla Marvela... Rezultat jest ciekawy. Mam wrażenie, że i scenarzysta, i rysowniczka znają X-23 tylko z jakiejś krótkiej notki od redaktorów - Laura w interpretacji Seeley'ego z jednej strony ma emocje (hurra, postęp! a przynajmniej - nie cofnięto jej w rozwoju... znowu), z drugiej wysławia się jak robot podszywający się pod Spocka (gdyby kontrast tych kwestii z bendisspeakiem z "All-New X-Men" można ująć w skali 1-10, byłby "over 9000!" ;) ). A przy tym w komiksie mieści się sporo odwołań do historii Laury, chociaż odhaczanych niemal sztucznie, punkt po punkcie - kiedyś nic nie czuła, kiedyś była prostytutką, etc. 
Rysowniczka przygotowała się do swojego zadania lepiej - wszyscy mają właściwe dla obecnego continuity kostiumy, wszystko jest na swoim miejscu... Jest tylko jeden zabawny błąd - Laura została na jednym kadrze przedstawiona jako członkini niewłaściwego X-Force. :) Ogólnie ten styl nie do końca mi pasuje - zwłaszcza drugoplanowe postaci wydają się wręcz niestarannie narysowane - ale sama X-23 wypada fajnie. 
Biorąc pod uwagę, że cały ten komiks jest o trzeciorzędnym kanadyjskim superbohaterze uczącym Laurę wartości... symboli? A rezultatem jest pogodzenie się Laury ze śmiercią Logana, wyrażone symbolicznymi pasemkami... To wyszło to dużo lepiej, niż się spodziewałem. 
Choć ostatecznie to raczej "bardzo interesujący kiepski komiks" niż coś naprawdę udanego.

Deadpool vol. 3 #36 
Krzycer: Nawet śmieszne, miejscami. Fabularnie - meh. Wade pośród X-Men był spoko, samo spotkanie z Magneto też wyszło nieźle, no i wstawki z Genoshy były super (Sabretooth!), ale nie trafia do mnie Zenpool. 

New Warriors vol. 5 #11 
Gil: To chyba dobrze, że seria niedługo dokona żywota, bo od początku mam wrażenie, że szuka dla siebie miejsca po omacku. Początek był niezły, ale potem jeden ostry skręt za drugim skutecznie ją wykoleiły. Podłączanie raz pod Inhumans, to znowu pod Eternals sprawiło, że w ogóle nie wiem, czego dalej się spodziewać i jak tę serię traktować. Chyba, że ma to być seria o grupie losowych bohaterów, nie mogących znaleźć dla siebie miejsca… Tymczasem Eternals wyglądają jakoś dziwnie i brakuje mi ciągłości od ich poprzedniego występu, więc jest tym bardziej losowo. Myślałem, że nawiąże to jakoś do pierwszej historii, ale poza obecnością Evolutionary, jakoś tego nie widzę. Po prostu miotają się i niewiele z tego wynika. Tylko kilka fajnych dialogów sprawia, że dam 4/10 a nie coś gorszego. 
Krzycer: Chaotyczne toto. Ale parę fajnych tekstów jest. Czekamy na finał. 

avalonpulse375c.jpg
Secret Avengers vol. 3 #9 
Gil: Okej, nadal jest całkiem zabawnie w ten abstrakcyjny sposób. I chyba do czegoś zaczyna to zmierzać. Jeszcze nie wiem dokładnie, do czego, ale jakieś ruchy są. Chociażby u MODOKa dzieje się coś ciekawego. A Deadpool i Hawkeye mają zabawnego przeciwnika. Nadal nie wiem do końca, jak to wszystko traktować, ale bawiłem się dość dobrze, by dać 5/10. 
Krzycer: Śmieszne. Dziwne i śmieszne. Czyli jak zwykle, czyli dobrze jest. No i Deadpool i Hawkeye team-upują jednocześnie w dwóch seriach - przypadek?

X-Force vol. 4 #11 
Gil: Jak na razie, każdy numer zaskakuje nas jakąś rewelacją na temat kolejnych postaci. Kiedy w poprzednim zeszycie ostatnie słowo należało do Fantomexa, spodziewałem się, że to tyle jeśli o niego chodzi. Widocznie minęło już dość czasu od Legacy, żeby uśpić moją czujność na zagrywki Spurriera. Co prawda skupiamy się teoretycznie na Hope/Meme szybko okazuje się, że to jednak znów Fantomex jest tu pierwszymi skrzypcami. Ale nie jedyną niespodzianką. Chociaż nawet bez rzucania okiem na okładki w zapowiedziach, dość łatwo było przewidzieć pojawienie się Domino po scenie, gdy Kabel rozpoznaje znajomy głos i nagle wszystkich dopada peszek. Prawdziwą niespodzianką nie jest jednak ona sama, tylko zwrot akcji w finale, którego Wam nie zdradzę. Tak więc robi się coraz ciekawiej, chociaż nadal sporo w tym chaosu. Czytać! Gdyby jeszcze można to zrobić z zamkniętymi oczami, bo te rysunki... Tylko przez nie ograniczę się do 6/10.
Wilsonon: No! Panie Surrier! Tym razem nie dałem sie zaskoczyć i spodziewałem się takiego zakończenia; ostatniego kadru, ale to tylko i wyłącznie Twoja wina bo tym ciągłym mnie zaskakiwaniem wszedłeś mi na ambicję. 
Czytanie komiksu tego pana to czysta przyjemność. Świetne postacie; ich wyczucie i genialne opowiadanie historii. Tyle wątków przeplatających się wte i wewte. Czuje się jakbym układał puzzle. Trudno jest przewidzieć co się stanie. 
Ocena 5/6
Krzycer: Coś mi świtało, że to Domino (czy jej obecność nie była zasugerowana w którymś z poprzednich numerów? Nie pamiętam już). Ale to tylko ostatnia strona, a wcześniej przecież mamy mnóstwo dobroci - i parę twistów, z narracją Evy na czele. 

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2014.10.22
AgentsOfShieldBanner.jpg

Agents of S.H.I.E.L.D. - 2x05 "Hen in Wolf House"


MaciekR94: Najlepszy odcinek SHIELDa dotychczas, i to tak przebijający poprzednie dwukrotnie.
ecko09: Damn, ten serial zrobił się naprawdę dobry. Jak dla mnie to jest lepszy od Arrow, który w tym sezonie i pod koniec drugiego jest/był mocno taki sobie.
Gregoriano: Sam fakt, ze Coulson jest teraz Coolson..ofabitchem i nie boi się podejmować trudnych decyzji ogromnie mnie cieszy. Reszta bohaterów w końcu nie jest bezpłciowa więc kolejne odcinki ogląda się bez strzałkowania z nudów. Klawy odcinek, również się przyłączam.
strz1: Heh a ja mam mieszane uczucia. Do polowy odcinek bardzo slaby. Pozniej jest lepiej. Palicki jest widowiskowa ale nie wiem czy pasuje. Aktorka tez jest slaba. Team mimo to robi sie calkiem mily bo aktorzy sie poprawili. (po za 2 ciemnoskorymi ktorzy nadal sa nieco bezplciowi i boje sie, ze mimo znanej postaci dolaczy do nich Palicki) 
Koncowka fajna. Naprawde daje nadzieje, ze bedzie sie dzialo. 
Arrow byl co raz slabszy i kontynuuje to w 3 sezonie. 1 odcinek zerowy. 2 nieco lepszy ale tylko nieco.
rar: Ten sezon jest po prostu dobry i dobrze się go ogląda. Nie mam żadnych zastrzeżeń. Żaden odcinek mnie nie zawiódł, nie widzę wypełniaczy i jednoodcinkowych, bezsensownych wycieczek od głównego wątku. 
LeGoL: Może godzina późna i moja wyobraźnia nie ma już granic. 
Gdzieś, chyba Hataku, ktoś zarzucił, że Skye może byc Inhumanem, lecz nie została poddana terrigenezie, stąd tolerancja na GH i nie świrowanie na punkcie znaków-mapy. 
Idąc dalej tym tropem. Ojciec Skye oferuje, że może sprawić aby Obelisk nie zabijał osoby która go dotyka. Czyżby za pomocą Mgieł? Może Obelisk sam w sobie jest elementem Terrigenu? 
Idąc jeszcze dalej tym tropem. Ojciec Skye też musi być Inhumanem, a skojarzenie mam tylko jedno, no i witam pana, panie Maximusie Szalony. Najwyraźniej wygnany z Atillanu? 
Odpływając całkiem tym tropem... Znaki to mapa, mapa do Atillanu? Oj chyba się rozmarzyłem bo budżet serialu za mały, a i film z Boltem i spółką to, póki co, malutkie ploteczki... 
Idę spać, bo się chyba zapędzam.
S_O: Po pięciu odcinkach... jest git. Mamy jakąś zwartą historię, jakichś porządnych przeciwników, jakiś porządny cel w akcjach bohaterów. Wielu z tych rzeczy brakowało w Rozwodnionym Z Archiwum X sprzed sezonu (a newet sprzed pół). No i wszystko posuwa się znacznie szybciej, niż się spodziewałem - Simmons już zwiała Hydrze, wątek rycin podskoczył do przodu, tak samo, jak wątek ojca Skye... 
Ale właśnie z tym ostatnim mam problem, bo najnowszy ruch szanownego tatusia jest dla mnie całkowitą enigmą. Bo sprzymierzenie się z organizacją terrorystyczną, z którą walczy jego córka, na pewno pokaże go w dobrym świetle. Czyżby działał na zasadzie "If at first you don't succeed, try genocide instead"?
Misiael: Tylko mnie wkurzają te nachalne podkładki pod tumblerowe shipy Fitza i Simmons z nowymi bohaterami? Wyjątkowo ordynarny sposób na przywiązanie nowych do znanego nam składu, gdyby ktoś mnie pytał o zdanie.

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie Agents of S.H.I.E.L.D. - 02x05 "Hen in Wolf House"
Redaktor prowadzący: Dominik "Undercik" Nowicki  
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.