Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #374 (20.10.2014)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 20 października 2014Numer 42/2014 (374)


"Śmierć Wolverine'a" oraz AXIS zdominowały to wydanie Pulse'a. Oba te wydarzenia znów wywołały mieszane uczucia.

Avengers And X-Men: Axis #2
Gil: Już na recap page kolektywny zespół twórców wykonał strzał w stopę, podpisując imieniem Iron Fista fotkę... chyba Sue Richards. Ciężko poznać w sumie. Potem zaczyna się od wielkiego "Eee...?", czyli dość zaskakującego stwierdzenia w narracji Iron Mana (chociaż przez jakiś czas myślałem, że należy ona do kogoś innego i to zmyła), że od miesięcy miewał jakieś wizje, że to się wydarzy. Skąd? O to nawet nie ośmielę się pytać, bo i tak wiem, że ex rectum. Ale nasunęło mi to pewną myśl: te same wizje mieli przecież członkowie UAV zamieszani w czasowe zabawy z Kangiem. Więcej - zostali wprost ostrzeżeni, że Czerep buduje obozy koncentra... ehm, sorry - reedukacyjne. Skoro więc Havok i Wasp ciągle tak przeżywają swoją córkę z przyszłości, to czemu do ubogiej kurtyzany nie ruszyli swych zadnich części i nie zrobili czegokolwiek, żeby temu zapobiec?!? Odpowiedź: bo byli zbyt zajęci ględzeniem o tym, że muszą zrobić dzieciaka... No dobra, ale jeśli ktokolwiek inny - patrz: Tosiek - też takie wizje miewał (zakładam, że było to echo resetu linii czasowej, bo to jedyna odpowiedź w miarę logiczna), dlaczego on nic z tym nie zrobił? Wariant a) bikoz fak ju dac łaj!, wariant b) bo w tej wersji wszyscy są skrajnie niekompetentni i nie przygotowani na nic.
No, ale dobra, wróćmy do samej akcji. Dowiadujemy się, że Antek czytał JLA i tak jak Batman, przygotowywał się na załatwienie w razie potrzeby swoich kolegów po fachu, w związku z czym zaprojektował Sentinele do walki z nimi. Powiem tak: Batman udławiłby się ze śmiechu! Zakładając, że Tosiek szukał haka na każdego, tak jak twierdzi w swojej narracji, obejmowałoby to kilka setek postaci, o często skrajnie różnej biologii i zakresie umiejętności. Jak bardzo musiałby być pijany, żeby sądzić, że najlepszym sposobem na nich wszystkich są roboty wielkości wieżowców? W dodatku, są to rzekomo "containment units", które - cytując - używają cząstek Pyma, żeby zneutralizować cel i uwięzić w swoim wnętrzu. Nic przy tym nie wspominają o tym, jakiej energii używają, żeby ich najpierw obezwładnić, ani na jakiej zasadzie są przenoszeni, czy w którym momencie następuje miniaturyzacja. Czyli wynika z tego, że wszystkich bohaterów Marvela można pokonać tym samym sposobem. Fajnie. Pomijając już fakt, że zmniejszanie przeciwnika właściwie pomogłoby mu w ukryciem się przed robotem wielkości domu... Zabawne jest również to, że Antek zupełnie nie pamięta, jakoby coś takiego stworzył. Rozumiem, że mógłby zapomnieć rzeczy, które projektował po pijaku, ale żeby zapomnieć, że się zaprojektowało ogromne roboty do walki z własnymi kolegami? Aha, od razu dodam: historia o tym, że sformatował sobie mózg po Civil War nie jest żadnym wytłumaczeniem, bo jeśli Czerep do tych informacji dotarł, to znaczy, że nie zostały usunięte. Inna sprawa: kiedy on właściwie to info ukradł i zdążył te roboty zbudować? Jeśli miał je od dawna, to po co kisił pod ziemią, zamiast wykorzystać do uszczelnienia swojej obrony? A może odkrył to dopiero teraz i stworzył je pstryknięciem macek? No i na koniec (tego wątku, bo jeszcze sporo nam zostało) dwie rzeczy, które rozbawiły mnie najbardziej: Te Sentinele namierzają cel na podstawie "heroicznych intencji". Większej bzdury w życiu nie słyszałem! O ile namierzanie Mutantów na podstawie DNA jest jak najbardziej uzasadnione, tak ten pomysł jest jak najbardziej kretyński. No bo jak tu zdefiniować komputerowi pojęcie heroizmu? Jak nauczyć go rozróżniać emocje? Po czym? A jeśli po prostu chodzi o to, że mają załadowaną jakąś bazę herosów, to po co pieprzyć takie farmazony?!? No i wygląda na to, że roboty totalnie olewają tych złych gości, którzy heroicznych intencji nie mają. Pominę powtarzanie tej samej serii pytań i zadam tylko jedno dodatkowe: co za debil zakłada, że całkowite ignorowanie potencjalnego wroga to dobra strategia? A ta druga śmieszna rzecz: pamiętacie, jak mówili, że te Sentinele zamykają w sobie więźniów? No więc genialny plan naszych wciąż stojących bohaterów polega na tym, żeby Magneto zjarał je przez indukcję... razem z tymi więźniami w środku. Suuuper...
Pójdźmy jednak dalej. To już drugi numer, więc ktoś musiał nawiązać jakoś do słowa tytułowego. Wygląda na to, że cały plan zakłada "odwrócenie osi" tych "heroicznych intencji", czyli innymi słowy: bohaterowie dochodzą do wniosku, że muszą wykorzystać magię, by stać się złymi, to wtedy wielkie roboty zostawią ich w spokoju. Kurrrrrrrrrrrrrrr...czepieczone! Co za idiotyzm! "Użyjmy mocy babeczki, która potrafi zmienić cały świat, żeby nam pozamieniała charakterami tych dobrych i tych złych, bo inaczej podepczą nas wielkie roboty mackowatego Czerepa. No, bo jak to zrobimy, to roboty się od nas odczepią i pogonią za tymi, co teraz są źli, ale wtedy będą dobrzy. Ale ponieważ my będziemy źli, to będziemy mieć to gdzieś. I na pewno nie będziemy chcieli tego odmieniać, bo wrócimy do punktu wyjścia." Gratuluję, panie Remender - zrobiłeś pan z bohaterów Marvela pozbawionych moralności ćwierćmózgów.
No i w dodatku zgadnijcie, jak chcą tego wszystkiego dokonać? Otóż, używając magii chaosu. To nic, że sam Strange wyraźnie oświadczył wszystkim, że "there is no chaos magic", a wcześniejsze wątki z nią związane zostały wytłumaczone inaczej (czytaj: niestabilnością emocjonalną Wandy). Pan "lubię odkopywać pomysły sprzed trzydziestu lat, więc olewam wszystko, co było później" wie lepiej. Cóż, przynajmniej tymczasowo odroczyli nam tę przyjemność, bo Stefek i Wanda również zostają zasentinelowani.avalonpulse0374a%20%5B1600x1200%5D.jpg
I to najwyraźniej jest sygnał na przerwę obiadową, bo Mags niemal natychmiast zrywa się z imprezy (co akurat mógłbym zrozumieć, chociaż okazuje się, że to nie troska o córkę nim kierowała), a wkrótce potem Antek gasi światło. Gdy zaś wracamy razem z nim do akcji, okazuje się, że minęło dość dużo czasu i udało im się spokojnie przespać nockę w kanale. Bo ewidentnie wielce potężny telepata, ogarniający cały świat oraz jego wykrywające heroiczne intencje roboty sztuk dwie, wie byli w stanie zlokalizować ich pod swoimi stopami. Okay, ja rozumiem, że potrzebny jest odstęp czasu, żeby cliffhanger zadziałał, ale to nie oznacza całkowitej przerwy w fabule. Tymczasem wygląda to tak, jakby ci dobrzy sobie kimali, a ci źli stali całą noc w tym samym miejscu i czekali, aż oni wylezą. Bo gdy w końcu wyłażą, okazuje się, że są dokładnie w tym samym miejscu, stoją i czekają. Nie żeby mieli jakiś świat do podbijania, albo cuś... Bo jak na razie, czerep tylko stoi i straszy mackami, a jego przydupasy zupełnie gdzieś wyparowały. Swoją drogą, to ciekawe, że chociaż każda heroiczna grupa (nawet nieistniejąca) zdobyła się na wydelegowanie reprezentanta na tę bitkę, to żadna nie zauważyła, że słuch po nich zaginął, ani nie kwapiła się, żeby w inny sposób sprawdzić, czy w ogóle żyją. A skoro o tym mowa, to Genesis najwyraźniej jeszcze zipie. Tylko czemu na bandaże na głowie, skoro oberwał w pierś?
Ponieważ zeszyt się kończy, przychodzi pora na heroiczny last stand naszej dzielnej zbieraniny. Bo heroiczny last stand w drugim numerze serii to dokładnie to, czego się spodziewamy… Tym bardziej, że jest on równie heroiczny, co głupio naiwny. Pomijam już fakt, że na oko 30 herosów nie mogło dać sobie rady z dwoma robotami – niech im będzie, że to efekt zaskoczenia. Czemu więc ta garstka myśli, że ma jakiekolwiek szanse? Zamiast wiać i ściągać posiłki, wolą się bezsensownie poświęcać, żeby jeszcze osłabić szeregi tych, którzy pozostali. Tak też się dzieje, póki nie zostaje jeden samotny Antek. Pora więc na siurpryzę: Magneto wraca z odsieczą superłotrów! Dobra, akurat za to wejście mogę dać plusika, bo trochę wrażenia zrobiło. I jakkolwiek głupia jest luka „heroicznych intencji”, wpasowuje się w nią z założeniem. Jest tylko jeden problem: jest ich ledwie dziesięcioro, więc jak zamierzają dać sobie radę z tym, czemu nie podołało wielu teoretycznie lepszych?
Dobra, długa litania mi tu wyszła… ale jeszcze coś do niej dołożę. Tym razem na korzyść. Rysunki miejscami bywały lepsze… chociaż miejscami też gorsze… ale ogólne wrażenie pozostawiły trochę lepsze. Kilka sekwencji akcji wypadło całkiem nieźle, co też raczej zaliczyłbym na konto Kuberta. Pojawiło się trochę klimatu w naiwnym, heroicznym last stand, no i cliffhanger dał radę. Ale ogólnie nadal jest słabo, więc jeśli mam cokolwiek dołożyć, to i tak nie wyskoczymy ponad 3/10.
Kuba G: Obwieszczam, że jest lepiej niż w numerze #1. I tyle. Zachowania bohaterów są trochę mniej irytujące ale dalej przedstawione naiwnie i bez emocji (w ferworze walki ukryjmy całą obsadę za walącą się ścianą i wsadźmy przemowę taką, że zawstydzimy nawet Claremonta, lub przedstawmy panikującego Iron Mana tak mizernie, że nagle wersja Fraction wygląda jak bardzo dobrze przedstawiona psychoanaliza, świetne pisarstwo). Mój problem się nie zmienił, ja po prostu nie czuję tej stawki i tej beznadziejnej sytuacji bohaterów, coś co czułem chociażby momentami w większości tego typu eventów zanim przyszło AvX i strzeliło ludzi w pysk (a i później, w Infinity, które ostatecznie też mnie rozczarowało, było to czuć). Z plusów Magneto mnie kupuje (choć jest za bardzo Fasendongiem) i ostatnia strona rusza pewną czułą strunę w moim sercu (no ale każda scena z Doomem ma +1 do oceny bo to Doom). Nie zmienia to jednak ogólnej oceny - to dalej dolna półka komiksowej naparzanki.
Krzycer: Jest taka scena w "Secret Invasion" - na pewno ją pamiętacie - gdy Veranke obwieszcza, że Bóg kocha Skrullów, na co Fury odpowiada "a mój bóg ma młotek". To była fajna scena i stała się symbolem eventu.
A dla mnie zawsze lepsza była odrobinę wcześniejsza scena, kiedy na Skrulli rzuca się Hood ze swoją bandą zbirów, bo to też ich planeta. Może dlatego, że zawsze lubiłem Hooda, jest jednym z moich ulubionych marvelowych zbirów.
Podobnie jak Magneto.
W ten oto okrężny sposób zmierzam do tego, że ostatnia strona tego zeszytu poderwała mnie z fotela.
W numerze jest też trochę inszych dobroci - znów kilka fajnych scen między postaciami, nawet to, że to jest dramatyczny last stand udało się nieźle sprzedać. No i już widzimy, czemu event zaczyna się od wielkiej rozróby z Red Skonslaughtem - rozróba jest tylko pretekstem, za moment czary Wandy i Stephena wyjdą im bokiem i dostaniemy tytułowy obrót wokół Osi, wszyscy gracze są już na scenie. Co z jednej strony jest fajne - o ile Remender ma konkretny pomysł na tę historię, o ile odwrócenie nie będzie tylko gimmickiem by przedłużyć środkową część historii (...wizyta w AoA w DAS? ...wizyta w przyszłości w Final Execution? ...wizyta na Planet X w starciu z Kangiem i Bliźniakami? You get the drift.) Z drugiej strony, starcie z Red Skulonslaughtem było logiczną konkluzją runu Ricka w Uncanny Avengers - a teraz okazuje się, że to starcie jest tylko wymówką do właściwej opowieści?
Podsumowując: przed Remenderem spacer po linie. Jeśli utrzyma równowagę, to może być powtórka z "Dark Angel Saga". Jeśli nie utrzyma równowagi, cóż...
Z absolutnego czepiania się i detali - w spisie bohaterów na początku zeszytu Sue Storm została podpisana jako "Iron Fist".
Kminek: Abstrahując od dyskusji z zeszłego tygodnia, od tych wszystkich nieścisłości z pierwszego numeru, od potwierdzenia się teorii symboli w postaci wybranych bohaterów, od kompletnego nieprzejmowania się śmiercią Genesisa, od skrzyżowania Onslaughta, Red Skulla i Krakena ze "Starcia tytanów", chciałem zauważyć jedną rzecz. Rzecz, której się bałem i która niestety się potwierdza. To jest cholera "Forever Evil" wersja Marvelowska!
Ok, ten numer wypada lepiej, bohaterowie współpracują, niektórzy nawet zachowują się tak, jak zachować powinni, a najlepszym elementem, moim zdaniem, są przemyślenia Havoka, ale... No właśnie, ale to już wszystko było. Nie wiem, jak reszta Recenzentów, ale ja śledzę komiksy DC i niestety widzę, że cały pomysł na "Red Supremacy" jest w większym, lub mniejszym stopniu zerżnięty z "Forever Evil". Superbohaterowie znikają [nawet tymczasowo]? Tak. Zwycięstwo zdaje się przypaść bardzo przerażającemu, złemu przeciwnikowi? Tak. Do akcji wkraczają czarne charaktery? Tak. Oby Remender jednak wpadł na jakiś rewolucyjny pomysł, bo jak na razie to już było.
Undercik: Musze przyznać - jest lepiej. Ale to tylko dlatego, że nie ma chaosu. Nadal drażni mnie losowość doboru postaci. O ile Uncanny Avengers, Magneto, Cyclops i Strange do czegoś służą, tak cała reszta jest dobrana losowo. Szczególnie boli obecność Novy, który został zaprezentowany jak jakaś popierdółka, zwykłe popychadło. Ogólnie nie chce mi się analizować i przedstawiać idiotyzmów tego numeru, bo musiałbym jeszcze raz go przejrzeć, a wolę tego nie robić. Na szczęście końcówka obiecuje szybkie pokonanie pana Czerwone Macki i ruszenie do czegoś innego. Serio, mam nadzieję, że po tej bitce Remender pokaże coś ciekawego. Zwłaszcza, że koncepcja odwrócenia charakterów postaci wydaje się ciekawa. Zresztą dosyć śmiesznie będzie, jeśli znów stanie się to za jakąś przyczyną Scarlet Witch. Najpierw HoM, teraz dużo wskazuje na Inversion... Ciekaw jestem jak ktoś będzie mógł ją potem przyjąć do jakiej drużyny. Oczywiście pozytywnej. Ale nie uprzedzajmy faktów. Może Remender ostatecznie da radę? Niestety kredytu zaufania mu nie dam, ponieważ od dłuższego czasu rozjeżdża się z moim gustem.
Ogólnie - oj słabo, słabo.

Avengers World #14
Gil: Trochę to trwało, ale wreszcie udało im się związać wszystkie wątki i zakończyć je. I niemałym zaskoczeniem było dla mnie, że odbyło się to wyjątkowo szybko. Jak na rozmiar kreowanego zagrożenia, było to zdecydowanie zbyt szybko. Shang włomotał smokowi i koniec. Druid zrobił swoje hokus-pokus i po Morganie. Izzy przebudziła się po pocałunku. Finito. Fajnie to wyglądało, prawda, ale było trochę rozczarowujące. Tym bardziej, że cała masa wprowadzonych postaci nie odegrała praktycznie żadnej roli. A do tego dochodzą jeszcze młodzi Avengers z przyszłości, którzy po prostu są. W obliczu ostatnich zapowiedzi widać, że jest to zagranie wprost pod szykowane Secret Wars, więc niby okej… ale jednak trochę rozczarowuje. Dlatego dam 4/10.

Daredevil vol. 4 #9
Gil: No dobra, chyba powinienem się cieszyć, że to jednak nie był definitywny koniec Purple Mana. Tylko, że teraz jest… zombie? Fak… Ale to rewelacja ostatnich stron, więc co się działo wcześniej? Otóż Matt zachowywał się jak Paris Hilton, przechwalając się kontraktem na autobiografię. Purpurowe dzieciaki robiły wszystko, by udowodnić, że są bardziej wkurzające niż Hellfire Kindergarden. A na koniec złoiły mu czerwony zad i zepchnęły z mostu. Nasz bohater… pokonany przez zgraję gówniarzy… Yay. Przypomnijcie mi, za co ta seria zgarnia nagrody? Cóż, ja jej dam łaskawie 4/10.
Kuba G: Jestem w stanie zaryzykować, że to jedna z najlepszych historii jakie Waid przedstawia w DD. Nie dlatego, że jest oryginalna, że zaskakuje, ale dlatego, że Waid i Samnee osiągneli idealną równowagę między swoim beztroskim budowaniem historii w duchu srebrnej ery i mieszanie tego z poważniejszą formą współczesnego komiksu (nawet gdy mówimy o superbohaterach). W historii podoba mi się wszystko, od nawinych dowcipnych przerywników, po budowanie zależności między dwoma aspektami historii - biografii (a właściwie autobiografii) Matta, która pozwala nowym czytelnikom poznać postać w całej swojej historii, a rozliczeniem się z długą tradycją emocjonalnych problemów DD, które są pożywką dla wieloletnich czytelników postaci. Pięknie narysowana historia, która lekko opowiada o poważniejszych rzeczach. Moim zdaniem rynek superbohaterów dalej potrzebuje takich historii, bo ja na bank tego potrzebuję między swoimi cotygodniowymi lekturami.

Deadpool: Art Of War #1
Gil: To już druga w ostatnim miesiącu miniseria z Poolem, którą czytało mi się znacznie lepiej niż regularną serię. Co prawda nie doskoczyła do moich oczekiwań, ale nie będę ukrywał, że były trochę zawyżone. Albo bardzo… bo Peter David, wicie-rozumicie. No, ale dobra, jest całkiem przyzwoicie. Pomysł jest fajny, bo nadużywanie Sztuki Wojny we wszystkich możliwych obszarach aż prosi się o parodię. Wprowadzenie jest może trochę przypadkowe, ale nie bardziej niż w wielu poprzednich historyjkach, więc niech będzie. Konfrontacja z Lokim jest fajna, a sama bitka jest niezłym przykładem tego, o czym naucza Sun-Tsu, mam jednak nadzieje, że dalej zajmą się innymi tematami. Rysunki są niezłe, chociaż kolory trochę blade. Za całokształt dam 6/10.

avalonpulse0374b%20%5B1600x1200%5D.jpg Death Of Wolverine #4
Gil: No i stało się. Naprawdę go ubili. Ale czy na pewno? O ile sama finałowa scena jest bardzo fajna i klimatyczna, tak wszystko wokół niej pozostawia sporo do życzenia. Ot, na przykład taka drobnostka (o której zresztą wspominałem już poprzednio), że Cornelius powinien być bardzo martwy. Poza tym, o ile dobrze pamiętam, żałował swojego udziału w projekcie, więc coś mu się wyraźnie przestawiło po zmartwychwstaniu. No i największa dziura w fabule: skoro nie wiedział, że Wolviek stracił healing factor, czemu dał Ogunowi swoją formułę regeneracyjną, żeby go doprowadził do porządku? Ups… Nie do końca też podobał mi się sam finał. O ile można by jeszcze zrozumieć, że Logan w podobnej sytuacji dałby radę chodzić, gdyby jego HF zadziałał natychmiast, tak bez niego... absolutnie nie. Może i był twardzielem, jakich mało, przyzwyczajonym bo bólu, ale z biologią nie wygrasz i kiedy wrzący roztopiony metal oblewa cię w całości, ciało płonie, a mięso w środku się smaży, nie dasz rady zrobić ani kroku. Z drugiej strony, możemy traktować to jako sugestię, że w wyniku ogromnego szoku, HF zaskoczył i za jakiś czas wylezie z tej skorupy cały i zdrowy. No bo przecież wiemy, że długo martwy nie pobędzie… Rysunki znów świetne, finalny obraz również, ale za całość nie dam więcej jak 5/10.
Kminek: Odejście w stylu Waltera White'a z "Breaking Bad". Komiks okrojony maksymalnie, z kilkoma niewyjaśnionymi, a nawet nielogicznymi wątkami, zakończony, według mnie nieco zbyt kozacko, ale klimatycznie. Świetny, ostatni kwadracik "Enough" i piękna klamra, jeśli chodzi o miejsce narodzin i śmierci Wolverine'a. All hail the Logan!
Już czekam na jego powrót!
Krzycer: Cornelius prawdopodobnie powinien być martwy, ale co tam. Bo to pierwszy raz ktoś w komiksach zmartwychwstał bez wyjaśnienia? Zastanawiałem się, jak zginie Logan, właściwie od pierwszego numeru tej mini. Początkowo myślałem - bez fajerwerków, tylko Wolverine i banda złych gości, może nawet nołnejmów. Przez chwilę pomyślałem, że popełni seppuku, ale Marvel nigdy by na to nie poszedł. Ostatecznie ginie... żeby uratować grupkę ludzi o których nic nie wie, a którzy prawdopodobnie mają coś na sumieniu i kto wie, może wcale nie warto ich ratować.
Mała skala, trudno wymyślić mniejszą (chyba że skręciłby kark spadając z drzewa, ściągając z niego małego kotka), ale... ale jest to całkiem bohaterskie. A jeszcze w tej otoczce - że to przez adamantium, że w siedzibie jakiegoś niskobudżetowego Weapon X 3.5, że za szybką jest Cornelius... Może to tanie chwyty, ale szczerze mówiąc - wolę takie rozwiązanie, niż gdyby miał polec w sto pięćdziesiątej ósmej walce na śmierć z Sabretootherm, czy ratując świat. Dobra śmierć, a i ostatnie "enough" jest ładnym podsumowaniem.
Niech no tylko nie wskrzeszają go za szybko i będzie dobrze.
Lotar: Co za szit. O ile poprzednie numery można było w miarę bezboleśnie przeczytać, to ostatni numer jest jak cios obuchem w głowę. Wskrzeszenie Corneliusa było głupie, ale zrobienie z niego kolesia łasego na adamantium jest już debilizmem. Po cichu liczyłem, że wszystko okaże się jakimiś zwidami, które zostały wszczepione Loganowi, a on sam po prostu umrze w wyniku odrzucenia stopu przez organizm. W końcu to Cornelius odpowiadał za pranie mózgu, a nie za wszczepianie mu metalu. Soule strzelił sobie w kolano i wrzucił granat do gaci tym komiksem.

Death Of Wolverine: The Logan Legacy #1
Gil: Jakikolwiek potencjał zostawiła po sobie śmierć Logana, ta seria bardzo szybko zdołała udowodnić, że łatwo go zaprzepaścić. Jej randomowość jest wprost porażająca. Dosłownie wrzucają do jednego pokoju (czytaj: celi) kilka postaci związanych z Wolverinem i wprost zapowiadają, że kolejne numery będą poświęcone temu, jak każda z nich się tu znalazła. Czyli, że dostaniemy 4 albo 5 historii o tym, jak dostają lanie, bo z góry wiadomo, jak to się skończy. Plus pewnie jeden o tym, jak uciekają. Tylko, że tak… Deathstrike powinna być martwa i siedzieć w głowie pewnej latynoski. Laura powinna się bujać z All-New X-Men po innych wymiarach. Daken… no dobra, Remender go wskrzesił, ale między tym a tamtym jest ogromna dziura. Sabretootha nie można się przyczepić, za to wyjątkowo naiwne jest zagrywanie Xavierem, gdy na okładce widać Mystique. Chyba zjem swojego kapcia, jeśli okaże się, że to oryginał. Tak więc, krótko mówiąc, w ogóle nie jestem zainteresowany ciągiem dalszym, a przeciwnik nie zrobił najmniejszego wrażenia. Dam 3/10.
Krzycer: Um. Czy ja to dobrze zrozumiałem? Ten numer jest w zasadzie reklamą, a w najlepszym razie - wstępem, indeksem - kolejnych numerów tej miniserii. A cała miniseria jest tak naprawdę tylko wstępem do ogłoszonego niedawno The Wolverines. Blargh.
A do tego Marvel dorobił się swojego Red Hooda, a Cornelius nie tylko żył, ale i działał zza kadru, i porywał bohaterów w sekrecie. Ugh.
W wypadku X-23 da się to jeszcze jakoś wyjaśnić (mógł ją dorwać między Areną a All-New X-Men), Deathstrike to w ogóle ma letni domek w limbo, więc nie ma problemu... Ale Mystique i Sabretooth pojawiali się właściwie bez przerwy w ciągu ostatnich dwóch lat, a na dodatek rządzili Madripoorem. Jakim kurczę cudem Cornelius miał położyć na nich łapy?
Zaprawdę głupie to i wydumane.
A, no i X-23 oddaje hołd Wolverine'owi robiąc sobie pasemka. Cóż. Każdy ma swoje sposoby.

Edge Of Spider-Verse #5
Gil: Spider-Man jest teraz bishojo sens hi, skrzyżowaną z Evangelionem. Wow? Not really… Właściwie, jedyne, co mnie doprowadziło do końca numeru, to zastanawianie się, ile jeszcze zdołają ściągnąć ze starej poczciwej Evy. Design mecha, design przeciwnika, szkoła, baza, rodzina… Praktycznie wszystko. Niby ciekawa wariacja, ale bardzo mało oryginalna. Równie dobrze mogliby przedrukować turecką wersję Rambo. Dobrze, że to już koniec tych wariacji, chociaż zapowiada się, że tę wersję jeszcze zobaczymy. Tymczasem 3/10.
Krzycer: Niezbyt natchniony, ale w miarę fajny hołd dla anime. Nie wiem, czy ten świat ma być czymś, co już gdzieś kiedyś widzieliśmy (japoński serial o Spider-Manie? Robot by się zgadzał, ale reszta chyba nie bardzo), ale to w sumie nie ma znaczenia. Punkty dla rysownika za wrzucenie Motoko, Batou i Kanedy w scenie walki z gangiem, duży znak zapytania za Idie i Kamalę (?) w metrze.

Fantastic Four vol. 5 #11
Gil: Ajajaj! Już się bałem, że Bena spotka gorsza przygoda pod więziennym prysznicem… W tej sytuacji trzeba przyznać, że bijatyka z gołym, mokrym pawianem i innymi kudłaczami nie była najgorszą opcją. Ale mogli nam tego oszczędzić… W porównaniu, cała reszta numeru wypada całkiem przyzwoicie. Ponowne spotkanie Reeda i Sue ma odpowiedni ładunek emocjonalny, ale nie do końca podoba mi się wyciąganie Malice, którą uważam za nieporozumienie epoki Grimm & Gritty. Ale z drugiej strony, wyciąganie Wyatta wyszło całkiem nieźle. Aczkolwiek nie mogę skojarzyć tego fakeHawkguya, który próbował go ukatrupić. No dobra, może jeszcze coś będzie z niektórych wątków, byle tylko przestali traktować Sue jak ofiarę klimakterium. Tymczasem dam 5/10.

Hulk vol. 3 #7
Gil: Fajną niespodzianką na początek było spotkanie z Hulklingiem i pogadanka pod hasłem „Don’t do gamma, kids. M’kay?” Potem przechodzimy do konfrontacji ze Skaarem… czyli najbardziej nielubianą przeze mnie postacią z całej gamma bandy. Mogę więc tylko się cieszyć, że będziemy mieć go z głowy. Sama bitka jest dosyć krótka, ale dzięki nurkowaniu w lawie, zaskakująco efektowna. To, co nastąpiło potem już raczej rozczarowuje, bo można to nazwać tylko zamiataniem postaci pod dywan. Niby w tym przypadku powinienem się cieszyć, ale jednak nie wypada odpuścić rozwiązaniom po łebkach. Za to zapowiedź konfrontacji ze Srulkie wypada całkiem interesująco. Jedno, co mnie zastanawia to: dlaczego włosy Hulka odrosły gdy zostały spalone, a nie gdy je zgolił? Taka ciekawostka. A za całość mogę dać 6/10.
Krzycer: Nie mam nic mądrego do napisania o tym komiksie. Może poza tym, że biorąc pod uwagę jak lubiłem Profesora Hulka, Doc Green jakoś mnie rozczarowuje. No, ale zobaczymy, może to do czegoś prowadzi.
A raczej: zobaczymy, czy zobaczymy, bo już teraz zaglądam do tej serii co parę numerów.

Loki: Agent Of Asgard #7
Gil: Tie-in do Axis, z którego autor mógłby się nauczyć, jak łączyć wątki i podawać rzetelnie informacje. Przejście z poprzedniego numeru jest naturalne i właściwie nie pozostawia żadnych pytań. Bardzo fajnie wypadają Verity i Val. Cieszę się, że znaleźli wyjście z sytuacji, które jest po prostu logiczne. Właściwe nawiązanie do Axis zaczyna się w momencie, gdy Ludzie w Latverii zaczynają świrować. Trochę dziwne, że Doomowi też się oberwało, bo przecież ma w pancerzu zabezpieczenia przeciw telepatii, ale to właściwie jedyny większy minus. Dużym plusem jest za to wykorzystanie Miecza Prawdy do zlikwidowania iluzji. Jego właściwości są jasne i chociaż ich rozszerzenie jest wyjaśnione skrótowo, przynajmniej jest to jakieś konkretne wyjaśnienie. No i wizyta Magneto na końcu fajnie wplata postacie w wydarzenia z głównej serii. Czyli jak na razie, tie-iny o dziwo są górą. Gdyby tylko rysował ktoś z talentem… A tak, niestety muszę jeden punkt zabrać, więc skończymy na 6/10.

Magneto vol. 3 #11
Gil: Mam trochę wrażenie, że Bunn lepiej wpisał się w Axis niż sam jego twórca. Przynajmniej w tym aspekcie, że wyjaśnia parę elementów związanych z Magneto, które tamten uparcie pomija. Z drugiej strony, w tym wypełniaczu wygląda to trochę, jakby Mags po prostu nawiał z pola walki, bez celu i musiał odpocząć sobie w domu przy kawie, zanim jego… yyy… asystentka wyrwała go z letargu przypominając, jakim jest badassem. Akurat bez tych detali, jego powrót wyglądał nieco lepiej. Tutaj dla odmiany dowiadujemy się, jak zwerbował kilku łotrzyków i to z kolei wychodzi na plus. Aczkolwiek nie przestaję się dziwić, że niektórzy na to przystali. O ile Dooma czy Lokiego w pełni kupuję, tak na przykład Carnage jest trochę z czapki wzięty. No i nie wiem, którego Hobgoblina tu mamy? Czyli jak zwykle, jest trochę fajnie, ale też trochę dziurawo. Myślę, że 5/10 może być.
Krzycer: Mags rzucający ręcznik i uciekający z podwiniętym ogonem do bazy jednak wypada gorzej od eventowego Magneto uciekającego tylko po to, by wrócić z odsieczą. Naprawdę Tajemnicza Ruda Pomocnica musiała mu powiedzieć "może nie jesteś bohaterem, na jakiego mutanci zasługują, ale jesteś bohaterem, którego mutanci potrzebują", żeby Mags zaczął działać? Ble.
ALE, dotąd byłem pewien, że Ruda robi to wszystko by mieć na Magsa haka, żeby jakoś go potem zgnoić czy coś, ale po tym numerze nabieram wątpliwości. Więc to mnie w miarę interesuje...
...ale nie, nie mogę przeboleć, że Magneto nadal kompletnie zlewa to, czemu ona mu pomaga.

Miles Morales: Ultimate Spider-Man #6
Krzycer: ...ok, Peter mówi: "gdybym był klonem, ile pamiętałbym ze swego życia?" Ultimate Peter miał już do czynienia ze swoim klonem - Jessicą - która pamiętała całe jego życie...
...ale mniejsza o to. Fajny numer - trochę dramy, trochę akcji. I na dodatek jakoś więcej zdążyło się tu wydarzyć, niż dzieje się w przeciętnym komiksie Bendisa. I rysunki fajne.
I tylko żal, że pożegnaliśmy Ultimate Jamesona, najfajniejszego ze wszystkich Jamesonów.

Ms. Marvel vol. 3 #9
Gil: Kolejny fajny numer. Kamala wreszcie dowiaduje się, kim jest i jej reakcja na te rewelacje jest świetna. Samo spotkanie z Inhumans również. Ale początkowa bitka z robotem już trochę mniej, bo jest nieco zbyt chaotyczna. To też trochę wina rysunków, bo Alphona bardzo luźno podchodzi do proporcji, przez co Lockjaw trochę zmienia rozmiary, a spasiony gliniarz jest większy od samochodu, z którego wylazł. No, ale taki jego urok. Końcówka za to znów ciekawa i zaskakująca. No i znów bardzo naturalne relacje rodzinne. Czyli właściwie same plusy. I kolejne 7/10.

New Avengers vol. 3 #25
Gil: Nawiązujemy do poprzedniego (lub jeśli wolicie: jeszcze bardziej poprzedniego) numeru bezprzymiotnikowych Avengers i oglądamy te wydarzenia z drugiej strony, a jednocześnie dowiadujemy się, że dzieje się to synchronicznie z poprzednim numerem tej serii. No i w sumie, wszystko fajnie się składa. Wraz z wejściem Braddocka dowiadujemy się też, że wydarzyło się coś większego z udziałem Captain Britain Corps. Czyżby miało to związek z ich udziałem w Spider-Verse? A może jeszcze coś innego? Antek, Stefan, Bolt i Pym gdzieś się zawieruszyli – trochę szkoda, ale może jeszcze się wyjaśni. Za to, jeśli dobrze kojarzę, ich kryjówka jest tajną bazą odwiecznego SHIELD, co byłoby bardzo fajnym powiązaniem. Sporo wątków się otworzyło i wyglądają interesująco, więc z pewnością będę im się uważnie przyglądał. Rysunki mogłyby być trochę lepsze, ale i tak Walker trochę już się doprowadził do porządku, więc jest nadzieja. I jest 7/10.

Original Sin Annual #1
Gil: Historia faceta ze ściany. Spodziewałem się czegoś bardziej zaskakującego. Ale nie jest źle – dowiadujemy się o nim czegoś więcej i w sumie wydaje się fajną postacią z potencjałem. Mam nadzieje, że zapowiadana miniseria powie nam o nim coś więcej, bo nawet jestem zainteresowany. Najbardziej jednak zaciekawiły mnie nawiązania do hickmanowej SHIELD i historia tych, którzy byli przed nim. Nawet fajnie udało im się wpleść to w uniwersalne continuity. I w dodatku przypomina mi trochę Planetary, więc przez skojarzenie od razu się podoba. Rysunki też w porządku. Ale jednak trochę za mało na wyższą ocenę, więc dam 6/10.

Storm vol. 3 #4
Gil: Storm rozpacza po śmierci Logana… bardzo krótko. Wycieczka na orbitę w celu rozładowania emocji to dość ciekawy pomysł. I efektowny. Ale bardzo szybko przechodzą nad tym do porządku dziennego i kolejnej historii. A ta jest… dość dziwna. Okazuje się, że Storm nie ma żadnych wątpliwości co do uczestnictwa w tajnych rozgrywkach jakiś międzynarodowych (międzyplanetarnych nawet) bossów przestępczości i nawet walkach na arenie dla nich. Powiedzmy, że nie stawia jej to w najlepszym świetle. Zwłaszcza w kontraście z prowadzeniem szkoły. Zupełnie, jakby z braku własnej osobowości, próbowali zrobić z niej drugiego Wolverine'a. Jakoś tego nie kupuję… ale jeszcze jest szansa, jakoś z tego wybrnąć, więc na razie dam wstrzemięźliwe 4/10.
Krzycer: Zaczyna się... znośnie, potem - wraz z wprowadzeniem Yukio - robi się fajnie, bo ona i Storm miały ciekawą chemię jeszcze za Claremonta. A potem robi się dziwacznie. Wolverine miał tyle występów, czy Pak nie mógł wyciągnąć czegoś, w co Logan naprawdę był zaangażowany, zamiast dopisywać takie cuda?

Spider-Man 2099 vol. 2 #5
Gil: Wpisywanie Miguela w Spider-Verse zaczęło się nie najlepiej. Brakuje wyjaśnienia co do tego jak i dlaczego jest w stanie wyczuwać śmierć swoich odpowiedników z innych światów. Niektóre z tych odpowiedników są w dodatku dość dziwnie umieszczone w czasie, bo nie wiedzieć czemu raz jest ze współczesnymi Avengers, a to znów ze współczesną Mary Jane. Prawdę mówiąc, Peter David nie postarał się tutaj za bardzo. Lepiej wypada kwestia Morluna i jego obaw przed powrotem do świata 616. W dodatku ktoś coś zamieszał w kwestii rysownika, bo na okładce jest inne nazwisko niż w środku. A nie wydaje mi się, żeby to były rysunki Ricka Leonardi. Wszystko to wydaje się mocno niedopracowane i przypadkowe, dlatego dam 4/10.
Krzycer: Mordowanie alt-Pająków trwa. Pamiętacie Miguela który biegał z Exiles? Któryś z redaktorów pamiętał. Tymczasem w numerze niemal nie ma "właściwego" Miguela, więc akcja nie rozwija się prawie w ogóle. Na dodatek zmienił się rysownik, i jest to zdecydowanie zmiana na gorsze.

Superior Foes Of Spider-Man #16
Gil: No to wyraźnie czuć zbliżającą się kumulację. Wszystkie machinacje i kombinacje, zdrady i układy tutaj spotykają się w jednym punkcie. A jednak nadal zostaje sporo miejsca, żeby coś zamieszać i czymś jeszcze zaskoczyć. Jaką rolę odegrają Abe i Karzący Franek? Co znów wymyślił Fred i po co mu to podszywanie się pod bejzbolistę? Nadal wiele interesujących pytań czeka na swoją odpowiedź. A tymczasem dostajemy kolejną solidną dawkę dobrej akcji i dobrego humoru. Na co więc czekacie? Do lektury przystąp! A ja dam znów 7/10.
Krzycer: Wielki finał jest... dość spory. [Sprawdza google.] A nie, ma być jeszcze jeden numer? Hm. Ok? Bo w sumie Boomerang dostał swoje zakończenie tutaj, ale parę rzeczy jeszcze nie doszło do skutku (powrót Hermana, wejście Abe'a.)
No, zobaczymy.
Ten numer był, oczywiście, rewelacyjny, jak 13 z 15 poprzednich. (Iron Man FTW)

Uncanny X-Men vol. 3 #27
Gil: Sporo tu bujania wokół tematu. Ale przynajmniej Bendis dał sobie spokój z ciągłym powtarzaniem, jaki to potężny jest nasz nowy kolega. Robi to tylko trzy razy. Reszta to tym razem demonstracja, która sprawdza się znacznie lepiej. No, bo: show – don’t tell. Chociaż trzeba też zauważyć, że dekompresja tych scen sprawia, że wypełniają sporą część komiksu i nie zostawiają miejsca na inną akcję. Zwłaszcza spadający Helicarrier spada baaardzo długo. Tym razem X-Men sami są sobie winni, bo niepotrzebnie pogrywali z nim iluzjami. No, ale ostatecznie dochodzimy do czegoś konkretnego, co przy okazji wyjaśnia, dlaczego postać ostatecznie wylądowała w tej serii. No i trzeba zauważyć, że z tymi kolorami rysunki Bachalo prezentują się lepiej niż zwykle. Teraz tylko wreszcie coś musi się wydarzyć i będzie dobrze. Ale na razie to najwyżej słabsze 6/10.
Krzycer: W sumie niewiele się wydarzyło. Miło, że Cyclops dobrze wypada na tle reszty, ale Cyclops dobrze wypada na tle reszty tylko dlatego, że reszta jest doszczętnie ogłupiona.
Bachalo... Nawet nie wiem, co Bachalo robi w tym numerze, bo jego prace przesłania mi pierdyliard inkerów (pięciu) i dwóch kolorystów - na chaotycznie rysującego Bachalo rzucono chaotyczną, wieloosobową ekipę wspomagającą, więc w rezultacie komiks wygląda niemal jak jam issue. Moje oczy.

Wolverine And The X-Men vol. 2 #10
Gil: Łat. Da. Fak. Łaz. Dat? Dali kredki przypadkowo zgarniętym z ulicy dzieciom, żeby to narysowały? A może to jakaś chytra konspiracja, żeby rysunki pana Anki wypadły dobrze na tle całego tego paskudztwa? W każdym razie, większa część tego komiksu wyglądała tak strasznie, że odrzucało mnie od czytania i dlatego mam luki w treści. Ale to, co przeczytałem też nie prezentuje się najlepiej, zaś apogeum wariactwa jest Nightcrawler zakładający Kościół Logana. Seriously?!? Ktoś zdecydowanie powinien odstawić dopalacze… A ja mogę wystawić najwyżej 1/10.
Krzycer: Jam issue! Jak ja nie cierpię jam issues. Ale zanim przejdziemy do konkretów, co w "atrium poległych" robi hologram Xorna?! A z konkretów... yyh. Numer w sumie standardowy. Trochę śmichów-chichów, trochę wyciskania łez. Śmichy-chichy wychodzą lepiej, głównie dlatego, że wyciskanie łez nie wychodzi wcale. Parę dobrych scen, numer ogólnie do zapomnienia.

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2014.10.15
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.