Avalon » Publicystyka » Artykuł

Relacja z 25. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi

Łódź. Chyba każdy człowiek jadący do tego miasta przypomina sobie najpopularniejszą scenę z "Ajlawju". Mimo to w pierwszy weekend października przybywa tam cała masa komiksiarzy. Z roku na rok coraz więcej. Za wszystko odpowiedzialny jest Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier. Czy warto się tam pchać?

25mfkig.jpg
Łódź. Chyba każdy człowiek jadący do tego miasta przypomina sobie najpopularniejszą scenę z "Ajlawju". Mimo to w pierwszy weekend października przybywa tam cała masa komiksiarzy. Z roku na rok coraz więcej. Za wszystko odpowiedzialny jest Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier. Czy warto się tam pchać?

Na samym początku muszę się przyznać, że niekoniecznie jestem najlepszą osobą do opisywania całego wydarzenia, ponieważ z atrakcji korzystałem wybiórczo i nigdzie się na siłę nie pchałem, byle tylko zahaczyć o wszystko. Przede wszystkim pojawiłem się tam tylko na sobotę i to tylko w Atlas Arenie, przez co widziałem tylko kawałek imprezy. Może spory, ale nadal tylko kawałek. Mimo to udało mi się zrealizować trzy cele: kupić tanio komiksy, zobaczyć jakieś prelekcje i spotkać się ze znajomymi.

Tak. Komiksy. Tanie komiksy. Zarówno Atom Comics jak i Multiversum przygotowały dosyć potężny zasób komiksów w przeliczniku 2zł = 1$ czy 50% zniżki na zeszyty (to ostatnie tylko w Atomie). Wszystko więc wyglądało katastrofalnie dla mojego portfela. Szczególnie, że masa dobrych pozycji, aż kusiła, aby wydać na nie pieniądze. Obydwa sklepy wypadły niezwykle porządnie. Na pewno na plus idzie to, że mogłem spokojnie odłożyć interesujące mnie komiksy, aby ich nie dźwigać przez cały dzień. Oprócz tego w sklepie mojego redakcyjnego kolegi spokojnie można było przejrzeć środowe premiery i zobaczyć czy warto się zainteresować danymi seriami lub po prostu przekonać się, czy Marco Rudy rzeczywiście odwalił niesamowitą robotę, tworząc niezwykle psychodeliczne prace w nowej serii o Winter Soldierze. Tak, było na co popatrzeć. Zresztą to nie jedyne atrakcje, ponieważ na wystawach pojawiły się figurki czy rzadkie warianty. Do tego zaplecze Atomu dzielnie pilnowało mojej kurtki. Jedyny minus to niestety zwężenie stoiska Multiversum w porównaniu do zeszłego roku, przez co w najgorszych momentach tłum uniemożliwiał poruszanie. Oczywiście to nie jedyne stoiska na całym festiwalu, ale jedyne do których zajrzałem kilka razy. Cała reszta wyglądała standardowo i raczej nie prezentowała interesujących mnie rzeczy. No może poza miejscem, w którym sprzedawane były klocki LEGO. Szkoda, że od czasów mojego dzieciństwa strasznie podrożały. A może to i lepiej? Więcej pieniędzy zostało w portfelu. Jeżeli jesteście ciekawi co udało mi się nabyć, zapraszam na forum, gdzie pochwaliłem się zakupami.

Planowo miałem udać się na 3-4 konferencje, a zakończyło się na dwóch. Niestety tłum fanów Dema tak wypełnił jedną z sal prelekcyjnych, że wręcz zagotował tam powietrze, przez co następująca po nim prelekcja o "The Walking Dead" nie wyglądała już tak zachęcająco. Ostatecznie zawitałem tylko na dwa punkty programu. Padło na te w sumie najbardziej Marvelowe – o Warrenie Ellisie i o największych wydawnictwach w USA. Tu muszę przyznać, że zarówno Radek Pisula, jak i Przemek Dudziński znakomicie opowiedzieli o brytyjskim scenarzyście. Warto było poświęcić czas, aby lepiej poznać prace Ellisa. Niestety z prelekcji o DC/Marvel/Image przygotowanej między innymi przez S_O nie byłem zadowolony. Po prostu się zawiodłem, ponieważ liczyłem na jakąś dyskusje, która miała starać się wyłonić kto jest lepszy, a w zamian dostałem krótkie przedstawienie każdego wydawnictwa. Dla komiksowych laików było to pewnie ciekawe, ale dla mnie były to w większości informacje które w najlepszym wypadku słyszałem kilkanaście razy. W odróżnieniu od pogadanki o Warrenie nie dowiedziałem się prawie niczego nowego i nie uświadczyłem jakiejś intrygującej dyskusji. A szkoda, bo prelegenci spokojnie mogli wypłynąć na głębszą wodę, szczególnie, że posiadają większa wiedzę ode mnie w konkretnych zagadnieniach. Może gdyby to potrwało dłużej, to wypadłoby lepiej, a tak... Cóż. Może kiedyś.

To wszystko jednak jest nieporównywalne do spotkania z ludźmi o podobnych zainteresowań. Tak, na takie spotkania jeździ się dla znajomych. Tak, komiksiarze mają inne życie poza komiksami. Tak, mogą już nawet nie czytać tyle komiksów co kiedyś. Mógłbym tu wymieniać wiele rzeczy: przekazanie plakietki uczestnika ojcu z dwójką dzieciaków, stojących na końcu olbrzymiej kolejki, Storm – drwalkę z piłą mechaniczną i miotaczem płomieni zamiast rąk, palącym Kapitanem Ameryką, ucieczką z jego tarczą, Jerzego Szaszłyka, analizowanie łopatologicznych cameo w "Gotham" i czekanie na scenę, kiedy jakiś bobas w wózku zacznie odjeżdżać w stronę cyrku i podlecą rudziki, które złapią go i uratują, Leszka Balcerowicza, oglądanie jak ktoś prezentuje zdjęcia mieszkania... Mógłbym, ale widzę, że coraz bardziej odjeżdżam w stronę niezrozumiałą dla większości odbiorców tego tekstu.

Cóż. Naprawdę warto się przyjechać na MFKiG i samemu się przekonać jak tam jest. Poczuć ten klimat, poznać ludzi o podobnych zainteresowaniach, czy dotrzeć w miejsca, do których nie dotarłem. Na przykład na sobotnią imprezę. Ja za rok na pewno jadę. 

Dominik "Undercik" Nowicki

PS Urwany Film też był i przygotował swoją relację. Jeżeli jesteście spostrzegawczy, to zapewne dostrzeżecie cameo kilku aktualnych i byłych redaktorów Avalonu.


mfkigthumb.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.