Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #370 (22.09.2014)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 22 września 2014Numer 38/2014 (370)


Dużo się działo w minionym tygodniu. Ukazało się sporo komiksów więc nie mogło zabraknąć znaczącej dawki opinii.

All-New X-Factor #14
Gil: No. I wreszcie coś, co bezsprzecznie pasuje do X-Factor. Długo musieliśmy czekać, bo seria mozolnie wspinała się do tego poziomu, ale teraz wreszcie mogę z czystym sumieniem napisać, że zasługuje na miano godnej kontynuacji swojej poprzedniczki. Byle tylko utrzymała ten poziom. A co takiego fajnego się dzieje? Babski wieczór w wykonaniu Polaris, Danger i gościnnie występującej Scarlet Witch. I łorany, jak ja bym teraz chciał, żeby PAD dostał Wandę na stałe! Serio - wskaźnik mojej sympatii do jej postaci po tym jednym zeszycie skoczył do nienotowanego wcześniej poziomu. I to z jednego prostego powodu: bo wyszła tutaj bardzo ludzko. Również Danger wypada świetnie, chociaż przypomina to trochę zachowanie Shatterstara. Ale dobra, mogę zrozumieć, że nie-ludzie wyrażają zaciekawienie kwestią ludzkiej seksualności. Plus nadal jest śmieszne i w dobrym guście. Jeśli chodzi o Polaris, to nadal nie do końca ją chwytam, ale właściwie mam ten problem odkąd ją znam, więc to nic nowego. Właściwie to mam wrażenie, że dopiero zaczyna się wykształcać u niej jakiś charakter i zmierza to w dobrym kierunku, więc jest nadzieja. Sama historia może nie poraża fabularnie, bo jest bardzo prosta, ale też wyraźnie nie celuje w jakieś wybitne osiągnięcia, tylko stanowi tło dla wątków personalnych i to one rządzą. I znów mamy innego rysownika. Jest w porządku, chociaż czasami przesadza z rozmiarami warg i bywa gorzej z dynamiką. Ale to nie przeszkodzi w wystawieniu mocnego 7/10.
Krzycer: Śmieszny numer, pełen fajnych dialogów i sytuacji. Tercet Polaris - Scarlet Witch - Danger okazuje się mieć niesamowitą chemię.
Tym bardziej jest mi przykro wytknąć, że Scarlet Witch w interpretacji PADa wydaje się wzięta z kosmosu. Charakterologicznie nie ma nic wspólnego ze Scarletką znaną z innych obecnych komiksów... co w sumie jest na plus, bo broń Thorze, żeby Remender miał definiować charaktery postaci... ale to całe upijanie się i kac w trymiga, bo Wanda nigdy nie skosztowała piwa (?!), wypada bardzo, bardzo dziwnie. Bardzo sympatycznie - ale dziwnie.
Co powiedziawszy, powtórzę, że wreszcie - po plus minus dziesięciu takich sobie numerach - chemia między postaciami działa tak, jak tego oczekiwałem od PADa, więc wszystko wydaje się być na dobrej drodze.

All-New X-Men #32
Gil: Ultimate to nie moja bajka. Zdecydowanie. Ostatnie co w związku z tym czytałem (i mam tu na myśli uważne czytanie, a nie przekartkowanie) to Spider-Men, więc w sumie dobrze się składa, bo jest tu trochę nawiązań. Większość pozostałych postaci znam raczej ze słyszenia, więc reaguję na nie stonowanym "aha, okej". Ale muszę zauważyć, że sporo w tych spotkaniach dziwnych zbiegów okoliczności. Ziemia mała nie jest, więc prawdopodobieństwo, że na przykład Angel wyląduje dwa metry od blond Wolverine'a w Savage Landzie jest znikome. A jednak! Because plot convenience! Tak więc, większa część numeru mieści się w ramach wspomnianego wyżej "aha, okej", chociaż jest parę fajniejszych scenek, zwłaszcza w spotkaniu Jean z Milesem. No i Immonen podrzucił nam parę fajnych kadrów. Ale wypadałoby zapytać, czy jest tu jakaś fabuła poza "no to teraz wyślemy ich do uniwersum Ultimate"? Fajnie by było... Tymczasem może być słabsze 6/10.
Krzycer: Nie dość, że ich przerzuciło do innego wymiaru, to jeszcze rozrzuciło ich po całym świecie. Bo tak. Ok... Siłą Bendisa - zazwyczaj - są interakcje między postaciami, więc rozbicie drużyny automatycznie wytrąca mu tę kartę z ręki... a dzisiejszy Bendis nie ma wielu innych kart, którymi mógłby grać.
Z detali - musiałbym sprawdzić, co się dzieje z Ultimate Doomem, żeby wytykać Bendisowi nieprawidłowości w portretowaniu Ultimate Latverii, a tego mi się nie chce robić, ale mam wrażenie, że i tak coś tam nie gra. A poza tym... no... no odnajdują się w Ultimate. Nic z tego nie wynika. Ciekawe co będzie dalej.

avalonpulse0370a%20%5B1600x1200%5D.jpgAvengers vol. 5 #35
Gil:
Wow, całkiem spory ten przeskok... O ile się nie mylę, jesteśmy już po Axis? No, to może jednak w końcu będzie jakiś event, który będzie miał jakikolwiek wpływ na cokolwiek. Ale to na razie jeszcze ciężko osądzać, więc skupmy się na tym, co widzimy. Illumitati się rozrośli, co jest raczej logiczną konsekwencją ich działań. Dobór członków również odpowiedni, chociaż wciąż mam nadzieje, że posuną się w końcu o krok dalej i zaczną współpracować też z tymi złymi geniuszami. Ale od tego mają własną serię, więc wszystko jeszcze jest możliwe. Avengers dla odmiany stali się całkowicie tólami w rękach SHIELD i nawet ograniczyli przez to odblaskowość swoich ciuszków. Nie wiem czemu akurat obecność Sue w tej kombinacji sprawiła, że stwierdziłem "now, this looks serious", ale tak właśnie było, więc jestem zainteresowany. Z innych fragmentów dowiadujemy się, że Sam z Izzy mieszkają w Shi'Ar i mają bobasa, Roberto kupił AIM, a Thor i Hyperion zapuścili brody. Czyli generalnie wszystko wygląda co najmniej interesująco. Teraz pytanie brzmi, czy historia będzie się rozwijać dalej od tego momentu, czy też zajmie się wypełnianiem tej ośmiomiesięcznej luki? A może po trochę z obu opcji? W każdym razie, chętnie zobaczę, co dalej i czym jeszcze nas zaskoczą, a tymczasem dam zaciekawione, choć nieco osłabione rysunkami 7/10.
Krzycer: A propos komiksów z których nic nie wynika. To nie jest komiks. Znaczy, ma kadry i dymki i w ogóle, ale to jest zbiór pocztówek z lekko zmienionej rzeczywistości, które nie łączą się w żaden większy obrazek, nie wiadomo co z czego wynika ani jak ma się łączyć... Jedno wielkie zamieszanie. Gdyby nie obietnica, że to naprawdę jest spojrzenie w przyszłość, i że rzeczywistość 616 naprawdę, ale to naprawdę, ale z ręką na sercu słowo honoru naprawdę do tego dąży, to w ogóle bym nie był tym numerem zainteresowany. A tak - jednak parę intrygujących przebłysków tu dostajemy. I właśnie tak można ten zeszyt oceniać - jako pojedyncze przebłyski. No to po kolei:
- Abyss i Ex Nihiliści. Nuda, ale też nigdy nie lubiłem tych Marsjan.
- Sam, Bobby, Izzy i Manifold: ok, jeśli to jest 8 miesięcy do przodu, to Izzy już jest w ciąży. Jasne, czemu nie. Sunspot kupił AIM... to brzmi idiotycznie... Nie wiem, nigdy nie "czułem", że Sunspot jest dziedzicem aż tak abstrakcyjnie wielkiej fortuny, która pozwoliłaby mu na taki manewr. Z drugiej strony jakieś 10 lat temu chyba Claremont prowadził dziwny wątek, w którym Sunspot został Black Kingiem Hellfire Clubu i wykorzystywał go do czynienia dobra, cokolwiek to miało znaczyć, więc... wot, komiksowa historia przypadkiem zatoczyła koło. A przynajmniej paralelę. Znowu.
- Starbrand i Nightmask. Trochę nuda. Nightmask robi się coraz młodszy. Dziwne.
- Thor i Hyperion wciąż są najlepszymi bros. Thor małomówny jakiś się zrobił bez młotka.
- i wreszcie ostatni przebłysk, który w sumie mówi najwięcej. Avengers wcieleni do SHIELD? Pachnie światem Ultimate (spójrzcie na Hawkeye'a!). Sue Storm w SHIELD polująca na Illuminati Reeda? Pachnie... tymi dziwnymi plotkami jak to niby Marvel próbuje "roztopić" Fantastyczną Czwórkę... w co nie chciałem dotąd wierzyć. "Whoa, man". A do tego rozszerzenie składu Illuminati o Amadeusa, Pyma i... Captain Britaina?
Dobra, ostatnie strony tego numeru w końcu spełniły moje oczekiwania, pokazując mi coś, czego jestem bardzo ciekaw.
Kminek: Skoro DC mają swoje "Futures End", niech Marvel zrobi swoje!
Spojrzenie osiem miesięcy w przyszłość, czyli zakładam, że już po AXIS, ukazuje, jak zmienia się status quo superbohaterów [po raz kolejny]. Moim zdaniem za dużo tu świata Ultimate [S.H.I.E.L.D. kieruje Avengers ?!], a za mało właściwej tematyki, czyli tych poszukiwań Illuminati. Zamiast tego mamy braci superbrodaczy, podróż w kosmos do nowej X-rodzinki [najlepsza część numeru] i trochę gadaniny. I kolejnego członka nieformalnego Bractwa Bionicznych Lewych Ramion.
No i wielką złą Sue Richards szukającą swojego męża, który zrobił coś złego [po raz kolejny].
Największy plus -> nowa nazwa Avengers Tower. Przypadek? Nie sądzę!

Avengers World #13
Gil: No i tak jak się spodziewałem, dostajemy kopię poprzedniego numeru, z tym, że zamiast poszczególnym członkom Euroforce, przyglądamy się po kolei chińskim bohaterom ludowym. No i jakoś tak wrażenie jest mniejsze. Nie wiem... jakoś mało chińscy mi się wydają. Nawet Son Goku. Może to kwestia designu, który jest mało wyszukany? A może trochę wymuszonego pokazywania tej chińskiej nowoczesności, czyli wszyscy biegają w mundurkach, a władze tolerują obecność w teamie wywrotowców? A może to tylko rysunki? Cóż, przynajmniej pomysł, żeby powiększony cząstkami Pyma Shang-Chi tłukł sie ze smokiem jest awesome! Szkoda, że nie zobaczymy go od razu, tylko dopiero gdzieś za miesiąc... Cóż, poczekamy i zobaczymy, a tymczasem dam słabsze 6/10.
Krzycer: ...ok, czyli dostajemy drugi raz ten sam numer, tylko tym razem o Ascendantach. I fajnie. Niestety, podtrzymuję swoje poprzednie zdanie - są strasznie generyczni, poza Sun Wukongiem mobligy reprezentować każdy marvelowski kraj i/lub organizację.
A na dodatek sceneria została kompletnie zmarnowana. Raz, że część scen walki w ogóle nie ma tła, dwa, że artysta chyba nawet nie zadał sobie trudu, by wyguglać Szanghaj. A to miasto z jedną z najbardziej charakterystycznych panoram w Azji. Fuszerka straszna.

Daredevil vol. 3 #8
Gil: Widzicie, od czasów Alias Purple Man był jednym z moich ulubionych złoczyńców… Był. Bo teraz Waid wepchnął go pod pociąg, żeby zrobić miejsce dla swojego nowego pomysłu. Purple Children? Nope. Nope-nope-nope. Nope! Dlaczego? Po pierwsze: bo to już było. Górka Killgrave’a od dawna była powiązana z Alpha Flight i póki nie zamieciono jej pod dywan, była nawet interesującą postacią. Po drugie: bo nie zadziała. Nie wyobrażam sobie, żeby Daredevil natłukł dzieciakom w tym wieku – co najwyżej może przełożyć je przez kolano. Co więc zostaje? Kombinowanie. Nie powiem, że nie jestem ciekaw, jak z tego wybrną, ale też jestem prawie pewien, że zadziała to tylko raz. Czy więc warto wpychać pod pociąg ugruntowaną postać, żeby chwile pobawić się jej jednorazową podróbką? Nie, nie warto. I dlatego znów muszę zapałać fan boyowskim oburzeniem, wystawiając 2/10.

Deadpool Bi-Annual #1
Gil: Mam wrażenie, że autorzy oglądali filmiki Linkary, bo część żartów wydaje się żywcem stamtąd ściągnięta. Podobnie zresztą jak sam pomysł na wykorzystanie Brute Force – chyba jednego z najgorszych komiksów w historii Marvela. No i co? No i to nie mogło się udać. Mimo paru początkowych niezłych (choć jak wspomniałem, wyglądających na zapożyczone) żartów, im dalej brniemy, tym mniej jest to ciekawe i zabawne, aż w końcu uderza w różne kuriozalne pomysły, byle tylko dorzucić coś jeszcze. I wychodzi z tego co najwyżej 4/10.

Edge Of Spider-Verse #2
Gil: Okaaaay… nie pamiętam tej wersji… aaa, bo Wikipedia mówi, że to jej pierwszy występ. No dobra, na początek robi niezłe wrażenie. I parę ciekawych pomysłów w tle się też przewija. Aczkolwiek, wyraźnie widać, że zrobienie Spider-Woman z Gwen ma jeden konkretny cel: skonfrontowanie jej z Peterem Spider-Manem, bo oboje są dwiema stronami tej samej monety. No i w sumie fajnie, nie mam nic przeciwko temu i chętnie poczytam. A tymczasem było po prostu całkiem fajnie. Tak na 6/10.
Kuba G: Numer Spider-Verse z Gwen Stacy to chyba eventowy tie-in z największym hypem ostatnich lat. Wszystko zbudowane w okół kilku grafik przedstawiających strój Spider-Gwen i zapewnień Latour'a, że czeka nas coś wielkiego.
I w sumie czasem takie komiksy są w stanie wyjść obronną ręką mimo naporu oczekiwań. Spider-Gwen jest świetnie narysowaną niegłupią historią, która w zalewie innych alternatywnych pajęczych historii wyszła całkiem naturalnie. Komiks pokazał nam coś więcej niż tylko przetworzenie pajęczej mitologii i przynajmniej minimalnie zobaczyliśmy jak wygląda koloryt tego świata (Matt Murdock w jednej z wersji, którą kiedyś mogliśmy poznać w starych What If) i przedstawił postać, która ma szansę zastąpić... Spider-Girl. Tak, mam wrażenie, że zaraz dostaniemy solową serię Spider-Gwen i absolutnie nie będę miał nic przeciwko temu.
Ps. Brytyjski pająk z ostatniej strony też mnie zaciekawił. Przy odrobinie szczęścia w końcu dostanę dobry pajęczy komiks, którego tak mi brakowało od czasu "Grim Hunt".
Krzycer: Spider-Gwen! Spider-Gwen! Does whatever a Scott Pilgrim with spider-powers can! Ciekawe spojrzenie na nie do końca oczywisty alternatywny świat, którego alternatywność na szczęście nie ogranicza się do tego, że to Gwen została Pająkiem. Ten komiks - a przez to i ten świat - dostał swój własny styl. I tak, jest to coś, co będę opisywał jako "skrzyżowanie Scotta Pilgrima ze Spider-Manem z Gwen Stacy w roli głównej".
I jeśli przewidywania kuby g są trafne, a Spider-Gwen dostanie po S-V własną serię, to... mogło paść na dużo mniej interesującego alt-Pająka.

Elektra vol. 3 #6
Gil: Zmiana rysownika wiele zmieniła, ale jednak nie obdarła tej serii z jej tożsamości. Zmiana klimatu jest dostrzegalna, ale wynika nie tylko z tego, że zmienił się artysta, co może nawet bardziej z tego, jak zmieniła się sytuacja. O ile poprzednie rysunki pasowały bardziej do pościgu za nieznanym, tak ten styl jest trochę bardziej przyziemny - podobnie jak akcja tym razem. Mógłby być trochę bardziej estetyczny, to prawda, ale daje radę. A fabuła? Wiele się nie zmieniło poza tym, że wiemy już na czym stoimy, więc starcia są bardziej konkretne. Mamy wreszcie okazję przyjrzeć się bliżej Matchmaker i przyznam, że nawet fajnie wypada w tym pulpowym designie. No i ciągle jest tajemnicza. Interesujący może też się okazać upgrade Lady Bullseye, ale o tym więcej w następnej odsłonie. A tymczasem dam przyzwoite 6/10.
Krzycer: Zaskoczenia nie ma. Nie ma Mike'a del Mundo - nie ma powodu, by czytać ten komiks. Zwłaszcza, że fabularnie nic się nie posuwa choćby o krok, tylko gdzieś w tle Lady Bullseye dostaje upgrade. I mało japońskie miecze, nie pasujące do jej designu.

Hulk vol. 3 #6
Gil: No i po A-Bombie. Wreszcie! Akurat zmianie Ricka w niebieskiego potwora z Czarnej Laguny na sterydach od początku byłem przeciwny, więc rzucenie go na pierwszy ogień tutaj powitałem bardzo radośnie. Pojedynek był w porządku i nawet można zrozumieć, czemu smurf Rick miał obiekcje. Rozstrzygnięcie już trochę bardziej naciągnięte, bo jego nagła zmiana nastawienia i jej wyjaśnienie wymagają przymknięcia oka, ale ostatecznie fajnie, że ci dwaj znów się kumplują i będę coś robić razem. No i zapowiada się, że Rulk będzie następny w kolejce. To już budzi trochę bardziej mieszane uczucia, bo mimo okropnego startu, postać zdołała się wybronić i nawet trochę ją polubiłem. Cóż, zobaczymy jak to sie potoczy, a tymczasem kolejne 6/10.

Hulk vol. 3 Annual #1
Gil: Ech, Annuale... Czasami narobią trochę nadziei, oszukując okładką, a potem okazuje się, że jednak nic nie mają do zaoferowania. No i tak było tutaj. Okładka jest dość sugestywna, a początek nawet zachęcający, ale bardzo szybko okazuje się, że to tylko Hulk tłukący się z przerośniętymi roślinami, a do tej otoczki doklejone jest mało natchnione bulbotanie o ludzkości, ekologii i takich tam. Nie miałbym nawet nic przeciwko temu, ale odnoszę wrażenie, że jest to bardzo, ale to bardzo wymuszone i skądś skopiowane. Chociaż może stworzyć ciekawego przeciwnika, jeśli w ogóle ktoś będzie o nim pamiętał. Nie dałem się przekonać, więc dam tylko 4/10.

Miles Morales: The Ultimate Spider-Man #5
Krzycer: W którym Bendis obiecuje odpowiedzi! Ale ich nie udziela! Może w następnym numerze!
Do tego kolejne przesłanki sugerujące, że mamy do czynienia z "Ultimate Clone Sagą"...
...znowu. Już raz mieliśmy "Ultimate Clone Sagę".
Zaraz, czy to znaczy, że to teraz to jest "Ultimate Maximum Clonage"?
Wracając do numeru: rysunki Marqueza takie ładne, Ultimate Jameson taki fajny, reszta komiksu taka bez treści. Czyli jak zwykle.

Nova vol. 5 #21
Gil: Przeprowadzają się, a młody szuka tatuśka. Oto streszczenie całego numeru. A recenzja? Właściwie nie bardzo jest o czym pisać, bo ledwie minęły dwie strony, a już byłem znudzony i tylko leniwie prześlizgiwałem się po tekście do końca. No i właściwie nic się nie wydarzyło. Poza tym, że go wywalili ze szkoły właściwie bez powodu. Ale jak mówiłem – nic. A za nudę będzie 3/10.

Original Sin #5.5
Gil: No i skończyło się w sumie fajnie, bo otwarciem wielu nowych możliwości. Co prawda, nie było już żadnych nowych niespodzianek i trzeba przyznać, że seria prawie się wystrzelała już w połowie, ale przynajmniej do końca dotrzymała wrażenie i obietnice. Rozstrzygające starcie jest fajne, wynik też satysfakcjonuje jeśli odłoży się na bok kwestię wpychania nowych elementów do mitologii. Trzeba jednak zauważyć, że królowa Aniołów jest albo straszną hipokrytką, albo raczej ciężko myśli, skoro Odyn rozpoznał Angelę na pierwszy rzut oka, a ona przez wieki nie skapnęła się, że dziewczę bez skrzydeł nie jest jedną z nich... No, ale dobra - znaleźli dla niej miejsce w kanonie, a serię dostanie Gillen, więc już się cieszę i mam nadzieje, że będzie tam często gościł Loki. Rysunkowo znów było nierówno, ale nawet Bianchiemu parę fajnych kadrów się trafiło. Może trochę na wyrost, ale niech jeszcze ma na koniec 7/10.
Krzycer: Zakończenie - z chwilową słabością Odyna, do której nigdy w życiu się nie przyzna - mnie autentycznie powaliło. Do tego stopnia, że nawet późniejsza scenka z Lokim w roli Gargamela ("przeklęte Smerfy, gdybym tylko...!") nie popsuła mi radochy płynącej z tego numeru.
Ale Bianchi... no co ten Bianchi... co to było?
Kminek: No i mamy koniec trochę głupawej, trochę ciekawej przygody Thora. Największym plusem tego numeru był Loki, zarówno ten z przyszłości [świetne teksty], jak i [chyba] jego młodsza wersja. Warto było poczekać cztery numery, żeby przeczytać jego komentarz dotyczący pozdrowień pewnego członka rodziny Thora . Za to minusem jest akcja z Angelą - niby wygnali ją z Dziesiątego Królestwa, ale właśnie... Dlaczego wszystkie anielice zniknęły, zamiast wywalić ją z powrotem w przestrzeń? Nie kumam.
Ach, no i kochający Odyn... Nice!

Superior Spider-Man #33
Gil: Grupka Ottona zaczyna się kształtować i wydaje się ciekawą zbieraniną, chociaż Spider-Monkey to dość egzotyczny dodatek. Kolejne starcie z tajemniczym przeciwnikiem wypada fajnie i dowiadujemy się, że jest częścią większej całości. I chociaż jego rodzeństwo wygląda jak uciekinierzy z anime, to nawet się cieszę, że zdecydowali się na coś mniej oczywistego niż ujawnienie, że przeciwnikiem jest kolejny Parker. Z części drugiej dowiadujemy się o nim nieco więcej i możemy z ulgą stwierdzić, że to nowi przeciwnicy, chociaż najwyraźniej częścią rodziny jest Morlun. I to też fajnie, bo pomysł rozbudowuje już istniejąca mitologię. Byle tylko nie skopali tego, a będzie dobrze. Czyli póki co, Spider-Verse zapowiada się całkiem nieźle. I wygląda też nie najgorzej. Czyli kolejne w tym tygodniu solidne 6/10.

Thor: God Of Thunder #25
Gil: Hm... czy tylko ja spodziewałem się czegoś lepszego pod hasłem "finał serii" i po paru miesiącach przerwy? No dobra, nie zrozummy się źle - nie jest źle. Ale spodziewałem się raczej, że dla podkreślenia dobrego wrażenia Aaron spróbuje zostawić czytelnika z bólem po kopniaku w klejnoty, a nie pomiziać za uchem. Klamra z postaci sióstr studiujących stare księgi jest fajna, ale od razu sugeruje, że w środku będzie sporo drzazg. No i tak... Origin Malekhita może i się przyda ze względów biograficznych, ale ani mnie specjalnie nie ciekawił, ani też wielkiego wrażenia nie zrobił. Jeśli już, to każe raczej zapytać: czy czarodziej nie widział, że szkoli psychola? Historyjka z młodym Thorem jest w porządku, ale mam wrażenie, że po prostu chwycili Bisleya za nogi, żeby cokolwiek narysował, bo jest znany. Chociaż może coś będzie z tą głową Laufeya? No i na koniec jeszcze zajawka przygód pani Thorowej. Mam trochę wrażenie, że będą próbowali odwalić Rulka, czyli jak najdłużej utrzymywać w tajemnicy, kim jest naprawdę, podając sprzeczne informacje. Jeśli zrobią to dobrze - nie ma sprawy. A tymczasem okazuje się, że ten numer właściwie nie był do niczego potrzebny, bo prawdziwy finał już był i to gdzie indziej. I tutaj mogę dać 6/10.
Krzycer: ...to jest "epickie zwieńczenie serii"? Serio? Odpowiednik simpsonowego "Treehouse of Horror" czy innego odcinka-zapychacza-antologii? Ojej. "Rozczarowanie" to mało powiedziane.
Nic to, czekamy na debiut serii "Thor była kobietą".
I tylko z tyłu głowy zaległa mi się taka niepokojąca myśl - że Aaron postanowił zrobić wielką tajemnicę z szeptanki Nicka Fury'ego, i że przez najbliższy rok nie dowiemy się, co właściwie Thor usłyszał, że aż przestał być młotkowym.
Kminek: Fajne, ciekawe zakończenie serii. Trochę szkoda, bo strasznie, strasznie mi się podobała, nawet ten pościg za Malekithem po Dziewięciu Królestwach. W tym numerze mamy wszystko, co powinno być w każdym zakończeniu - podsumowanie, przypomnienie poprzednich przygód, rozpoczęte nowe wątki, odpowiednią dozę tajemnic oraz zapowiedź kolejnej wielkiej przygody [która, moim skromnym zdaniem, doprowadzi do ponownego zjednoczenia Thora i jego poczciwego młotka].

Uncanny Avengers #24
Gil: To było... właściwie całkiem niezłe. Może poza tym, że Havok dał się złapać jak ostatni amator, a Mags zachowuje się jak ostatni buc... Ale zaskoczyło mnie pozytywnie to, że wykorzystali dość szybko i konkretnie ten pomysł, że Wonder Man siedzi w Rogue. Chociaż nie da się nie zauważyć, że inhibitory działały na nią wcześniej, kiedy miała w sobie osobowość Karolki, więc aż dziwi, że teraz nic to nie dało. No cóż, powiedzmy że jakoś im to umknęło bo zainterweniował Xavier... Który chociaż jest martwy, a jego mózg jest w czaszce innego gościa od paru miesięcy, nadal ma siłę straszyć Rogue w snach jako zombie z połową głowy... Eee... chwila! Czemu ja napisałem, że to było całkiem dobre? Aaa... Faktem jest, że pod całym tym ładunkiem sera, Remenderowi udało się przemycić całkiem solidne wrażenie, że dzieje się tu coś złowrogiego. Fakt, że działa to, chociaż gapią się na mnie z kartek groteskowe postacie o głupich imionach trzeba mu policzyć na plus. Inny fak jest jednak taki, że działa to tylko raz, o czym przekonałem się choćby po zakupie trejda z Dark Angel Sagą... No, ale dobra, póki działa niech się liczy. Jest jeszcze jedno pozytywne zaskoczenie, a mianowicie Larroca. O ile jego Havok wygląda jakby miał pół twarzy z topionego sera, to już dalsze części prezentują się lepiej i najwyraźniej obecność Rogue dodaje mu skrzydeł. Czyli co będzie ostatecznie z tego "całkiem nieźle"? Słabe 6/10.
Krzycer: O, patrzcie, Uncanny Avengers łączy się z wydarzeniami innej serii! Muszę przyznać, że jestem zaintrygowany pomysłem na Axis - wydawałoby się, że bitwa ze Skullem na Genoshy to materiał na finał eventu, a to albo będzie początek, albo nawet prolog (w tej chwili nie pamiętam, kiedy Axis się zaczyna...)
Ale co można powiedzieć o tym zeszycie? No... jest tu zombie-duch Xaviera, cień świadomości trzymający się zakamarków mózgowia które wszczepił sobie Skull.
Wiecie, duch Xaviera? Ten, którego widzieliśmy u Aarona w Amazing X-Men, w Niebie?
A poza tym: S-Men (to wciąż jest durna nazwa) wyłapują Avengers jak dzieci, Avengers zaczynają wykłócać się na całe gardło zanim jeszcze uciekną z pilnie strzeżonego obozu... typowe remenderowe durnostki, niestety.
Przy okazji: czemu Remender ma manię, by przedłużać swoje historie o wypad do alternatywnego świata? Dark Angel Saga miała niepotrzebną wycieczkę do Age of Apocalypse, Final Execution miało niepotrzebną wycieczkę do nie-do-końca-złej-przyszłości, Uncanny Avengers miało całe pięć lat Planet X... Axis będzie miało "odwróconych" bohaterów... Wiem, nie odkrywam Ameryki, pisząc, że Remender potrafi pisać tylko jedną historię i pisze ją raz po raz... Ale czemu ta jedna historia zawsze powtarza coś tak specyficznego, jak ukazanie jakiegoś alternatywnego świata? Dziwne.
Kminek: Alex "Two-face" Summers, natchniona mocą Xaviera i Simona Rogue, oraz Scarlet nie-nazywajcie-mnie-córką-Magneto Witch trafiają do obozu koncentracyjnego... Tam bez problemu wydostają się z kajdan i natrafiają na Magneto [z niewiadomych przyczyn żywego], którego bez problemu również oswobadzają, a który następnie, również bez problemu, przyzywa hełm. Potem jest trochę krzyków, przepychanek, walka z żółwiem i... No właśnie. Po raz kolejny pojawia się Red Skull ze swoją [S]S-Menową gwardią. W sumie tyle... Ten marsz ku AXIS [którego to oczekuję z naprawdę ogromną nadzieją] zaczyna się przeciągać... Oby tylko nie zmienił się w coś tak durnego, jak powolne gromadzenie się bohaterów na Genoshy...
[i żeby samo AXIS nie było jakąś pokręconą odpowiedzią na świetny event DC, jakim był "Forever Evil"]
Z rzeczy głupich: rozwiązanie fabularne dotyczące Logana. Mimo tego, że stracił swój czynnik regeneracyjny, nadal mógł być jednym z najbardziej liczących się przeciwników Red Skulla. Zamiast tego, S-Men puszczają go, jakby nigdy nic... No cóż... Wolverine umrze, mając gdzieś resztę bohaterów. Not nice.

Uncanny X-Men vol. 3 #26
Gil: Na czym to skończył się poprzedni zeszyt? Ah, tak - X-Men wyruszali na pomoc wcale nie nowemu potężnie potężnemu mutantowi, bo testament Xaviera. O czym więc jest ten numer? Ha! Chcielibyście! W tym numerze oni nadal wyruszają i pod koniec nawet są już w drodze. W tak zwanym międzyczasie muszą oczywiście podyskutować o tym czy i jak bardzo Summers zabił Xaviera, żeby postacie, które dotąd nie miały okazji wyrazić opinii na ten temat mogły trochę się pounosić. Pokażemy też jak bardzo potężny jest ten nowy mutant. Między innymi przez to, że SHIELD na samą myśl robi w swoje kolektywne militarne gacie. Potem dorzucimy jeszcze najmłodszych rekrutów robiących cokolwiek, żeby byli i żeby wyglądało to w miarę zabawnie. I jeszcze nie zapominajmy, że X-Men nadal wyruszają i że ten mutant jest potężny. A że jest potężny już mówiliśmy? Bo jest. Serio-serio. Taki bardziej niż omega. Omega prim nawet. Albo omega kwadrat... OMG it's over 9000!!! Hm... w sumie to na miejscu Bendisa wprowadziłbym licznik do Cerebro tylko po to, żeby móc tego użyć. No a tak... dostajemy prawie to samo, co w numerze poprzednim, tylko że bez narracji Xaviera i w innej scenerii. A czy już mówiłem, że... argh! Dobra, już nawet mnie to wkurza... Za to powiem Wam coś innego: od pierwszego panelu rysunki są brzydkie. Niech sobie pan Anka robi okładki, ale do środka się nie pcha. Tym razem dam 4/10.
Xavier83: To był dziwny komiks. Nie zły, ale dziwny. Okładka i zapowiedź komiksu kompletnie nie zgadzają się z zawartością. Miałem nadzieję na rozwinięcie w końcu "pokoju w umyśle Scotta" i może Voida lub resztkę Apocalypse. A tu co ? Exodus ni z gruszki ni z pietruszki na usługach rządu. Pal licho. Ale to, że tak szybko został ubity? Taki kozak, z taką mocą ? Coś tu nie pasuje. Zastanawia mnie też czemu Xavier uparł się, że misję mają wykonać James - Rachel - Scott. Tu musi być coś więcej, o czym świadczy twarz Rachel, gdy patrzyła na Cyclopsa. Mutant potężniejszy od klasy Omega Mutant ? To zapowiada się na masakrę. Podobają mi się dialogi "młodzików", którzy naprawdę rozmawiają o tym co tam robią. Mają swoje zdanie. Jedyne ale mam do artysty. Kris Anka powinien przyłożyć się do pracy, bo pieniądze jakie płacą powinny sprawiać, że nie zapomina się o twarzach postaci. Ogólne to była przyjemna lektura. 7/10.
Gamer2002: Podsumowujmy. W zeszycie pierwszym dowiadujemy się, że Xavier zostawił testament i potrzebny jest Scott do jego odczytania. W zeszycie drugim ściągnęli Scotta i holograf Xaviera ogłosił że zdradzi wielką tajemnicę. W zeszycie trzecim Xavier opowiedział o ukrywanym przez niego potężnym mutancie i okazało się, że to ten co szaleje w wątku B od początku historii. W zeszycie czwartym X-men ruszają by odnaleźć tego mutanta i znajdują go... Na mapie Celebro.
Bendis potrafi pisać lekko gdy postacie się ze sobą integrują (choć Bobbiego teraz zeszmacił bo w końcu dał Beastowi odsunąć się na pozycję "mam już wszystko gdzieś"). Czyta się go dobrze. Ale on rozpisuje sitcomy zamiast opowiadać historie. 4/10 niech już w końcu spotkają tego mutanta. I nie, nie na ostatniej stronie.
A, i bym o Exodusie zapomniał. Czy coś mu się odmieniło, bo z tego co kojarzę to był fanatyk sprawy mutanckiej w wydaniu Magneto? A poza tym, fajnie że się pojawił żeby paść trupem by pokazać jaki to powerlevel ma ten mutant Bendisa.
avalonpulse0370b%20%5B1600x1200%5D.jpgPariah: Ehh... dziwnie się czyta X-Men Bendisa. Potrafi pisać dobre dialogi i kreować nowych bohaterów, dzieki czaemu mamy ciekawe wstawki z "młodzikami", a nawet dostaliśmy z nimi kilka dobrych numerów. To samo sprawia, ze fatalnie pisze stre postacie, które mają już ugruntowane charaktery,a tutaj tego wogóle nie czuć. Wszyscy są wobec Scotta strasznie formalnie choć to jego bliscy znajomi/przyjaciele od wielu lat. Mimo to wszyscy mówią do niego/o nim na Pan Summers, what ? Bobby mówi, jak to boli go śmierć Xaviera, a nic nie wspomina, ze boli go że to jego stary dobry kumpel tego dokonał. Cyke rozpamietuje nowy "grzeszek" Xaviera, a przecież po Danger i Vulcanie powinien podchodzić do tego w zupełnie inny sposób. Jego Magic to straszny downgrade w stosunku do tej Wellsa czy Gillena. Gdyby nie rysunki pomyślałbym że to jakaś nowa postać.
Jakby tego było mało od poczatku nienawidzę tego nowego super-mutanta. "more than omega by @ss!" (omega lvl oznacza nielimitowane możliwości Panie Bendis). Do tego zabili (chyba) jednego z niewielu ciekawych/klasycznych villainów X-Men wtaki haniebny sposób, na domiar złego robiąc z niego lackeya SHIELD, co kompletnie nie ma sensu...
Do tego te koszmarne rysunki i kolory. 3/10.
czarny_samael: F***. Co za żenada... Bendis nie wie co robi, nie zna historii postaci, nie ma pojęcia co Xavier już robił. W ogóle nie wie kim był Exodus i skąd niby nagle go wytrzaśnięto. Przecież po tym co się stało, Exodus który dochodzi do zmysłów padłby na kolana przed Scottem i rozpieprzył SHIELD w drobny mak. Iceman, który ma takie ciśnienie? Serio? Nie mógł do tego dobrać gorszej postaci. I akurat Firestar jarząca, że Cyke nie powinien za to odpowiadać? W szkole... JEAN Freaking GREY, która zabiła miliardy? More than Omega nie da się opisać. Bendis myśli, że potężny mutant/Avenger, to nawet może przez sekundę podtrzyma hellicariera. A Wanda Maximoff i tuzin innych reality warperów, w tym syn Xaviera, który niedawno zrestartował universum to tylko taki mit. Sentry przecież też był cieniasem, to i oni mogą. Ja nawet nic nie mówię, że Xavier nie pierwszy raz zginął i to nie tak dawno temu, choć wtedy od razu było wiadomo że jakoś gdzieś się pojawi. A Hill? Ona się bała, że kiedyś narodzi się ktoś kto będzie miał się za boga z mocą unicestwienia świata? Szef SHIELD nie ma pojęcia co się działo na Ziemi przez ostatnie 15 lat? 2/10, bo jetem łaskawy. Bendis spadaj do street levela, bo tam takie przejścia o zagrożeniu zrobią wrażenie. U Avengers to jeszcze przechodziło, bo znakiem firmowym tej ekipy jest przełamanie mocy przeciwnika przez któregoś z bohaterów i tym samym przeciwnicy przez dekady niewiele ich przerastali. U X-Men to razi, bo ten team na co dzień walczy z niemożliwym i załatwia to sposobem, a to podróż w czasie, a to kosmiczny byt, a to jakaś moc wzięta z tyłka, która odetnie wroga od źródła mocy... Taki styl. Legion, rodzinka Braddocków, Cyttorak, Phoenix, Jaspers, te wszystkie przeciwieństwa, odwrotności i pierwiastki sześcienne feniksa, M'Kraan Crystal, Magik, Apocalypse, Celestiale i czort wie co jeszcze. Jakiś pierwszy lepszy koleś nie zrobi wrażenia nawet na nowym czytelniku mutantów.
Simon: Pierwsza rzecz która rzuca się w oczy to interesująca okładka Chrisa Bachalo, nie mająca nic wspólnego z wnętrzem komiksu. W środku dostajemy Krisa Ankę, który niestety nie jest na takim poziomie aby mógł rysować jeden z głównych komiksów Marvela. Ratuje go kolorysta, przez co ten numer nie wypada tak blado jak poprzednie autorstwa Krisa. Teraz kilka konkretów. Przede wszystkim Uncanny X-Men to wg. mnie aktualnie najlepsza X-seria. Bendis powoli rozkręcał historię i doprowadził ją do takiego poziomu, w którym wszystko hula. Mamy tu znakomite interakcje bohaterów i świetne rozterki młodych mutantów, które nie byłyby dziś na takim poziomie gdyby nie konsekwentnie budowane od samego początku serii relacje i charaktery. Do tego czuć rosnące napięcie i stopniowe rozbudzanie ciekawości czytelnika oraz pojawia się świadomość, że stajemy się świadkami czegoś dużego. Jestem fanem tego jak Bendis prowadzi bohaterów i cieszę się, że nie zapomina o nowych postaciach. Śmierć (?) Exodusa, może budzić pewne kontrowersje, ale scena się broni, w dodatku została znakomicie rozplanowana i ukazana od strony storytellingu.
Krzycer: Pff. O tym numerze napisaliście już wszystko, co było do napisania. Sztuczne zagrożenie, wyolbrzymione przez absurdalne stwierdzenia w rodzaju "ponad poziom omega" i zgon (?) nagle-dobrego (?!) Exodusa, skupienie się na "wielkim grzechu" Xaviera pomijającego jego dużo większe, znane od lat grzechy, olewanie wciąż niewytłumaczonego (i imho niewytłumaczalnego) małżeństwa z Mystique... przeplatane fajnym prowadzeniem postaci, zwłaszcza rekrutów Cyclopsa, choć i w Instytucie niektóre dialogi są fajne. Czyli nie da się jednoznacznie potępić tego numeru, ale jednak za dużo było tu bendisizmów, żeby mówić o nim pozytywnie.

Wolverine And The X-Men vol. 2 #9
Gil: Nie mam pojęcia, o co tu chodzi i chyba nie chcę wiedzieć. Wygląda to jak jakaś psychotyczna wersja programu o szalonych imprezach urodzinowych rozpuszczonych i nadzianych małolatów. I już samo to wystarczyło, żeby mnie na wstępie odrzucić, więc nawet się nie zagłębiałem, czy jest tu jakikolwiek sens. Brzydkie to-to i nie zachęcające. W sumie to dobrze, że tytuł wkrótce zniknie. Tylko po co była ta reinkarnacja? Tu również 3/10.
Krzycer: ...co to było? Czemu to było? Czemu mam się przejmować Quentinem Quire'em? Jest tu trochę śmiesznych obrazków i tekstów a propos kospleju, a i Wolverine w hełmie Magneto i koszulce "Miałem rację" jest całkiem zabawny. Do tego dostajemy kilka fajnych kadrów, takich jak panel pokazujący pole widzenia Magneto (beznadziejne, jak on w ogóle funkcjonuje?) czy rentgen w środku walki przedstawiający zderzenie pięści z adamantiumowym podbródkiem. Ale fabularnie - cały numer użalania się nad Quentinem w wykonaniu Wolverine'a, z dorzuconą Mystique od czapy, bo tak jej cholera jasna mało obecnie w komiksach, że musiała pojawić się i tutaj... Dżizas.
Nie wiem, co Latour próbuje osiągnąć w tej serii. Za Aarona zdarzały się pojedyncze numery, ewentualnie historie, kiedy nie wiedziałem, czemu one służą - ale zazwyczaj przynajmniej jasne było, czy Aaron akurat celował w czysty camp czy próbował (zazwyczaj nieskutecznie, choć były wyjątki) zrobić coś poważniejszego. Ale zamysły Latoura dla tego tytułu pozostają - po dziewięciu numerach - kompletnie nieprzeniknione.

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2014.09.17
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.