Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #366 (25.08.2014)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 25 sierpnia 2014Numer 34/2014 (366)


Ostatni wakacyjny Pulse tym razem trochę krótszy niż zawsze. Co nie zmienia jednak faktu, że trochę się działo w najnowszych komiksach.

All-New Ghost Rider #6
Gil: No dobra – sam się prosiłem o zmianę rysownika, więc teraz nie powinienem marudzić. Najwyraźniej komiksowy dżin wymaga bardziej precyzyjnych życzeń, więc teraz chciałbym oficjalnie uściślić, że marzy mi się całkowita zmiana tonu graficznego serii z kreskówkowo-plastelinowego na bardziej ludzki i przy okazji mroczniejszy. Tak więc uderzę się w pierś i przyznam, że wcześniej rysunki były lepsze. A treść? Tutaj bez większych zmian... Numer jest trochę spokojniejszy, więc przez to też trochę lepszy, bo zostawia miejsce na rozwój postaci. I widać, że Robbie trochę się zmienia, że otoczenie się zmienia, że ogólnie nic już nie jest takie jak na początku, a to dopiero początek. Może leci to ciut zbyt szybko, ale dobra – takie życie w dzisiejszych czasach. Co prawda, nie specjalnie zachęca perspektywa nadchodzących starć z hordą zmutowanych stworów z przesadną ilością zębów, ale za to gościnna wizyta Blaze’a może być interesująca, więc czekam na ciąg dalszy.

All-New X-Factor #12
Gil: Wreszcie numer, który przekonał mnie, że naprawdę czytam X-Factor. Nie tylko przez wiele nawiązań do przeszłości, tak samo w formie, jak i w treści, ale przede wszystkim w tym, że postacie zaczynają żyć. Może jeszcze nie wszystkie i może niezbyt intensywnie, ale już to widać. Fajnie, że pierwsze skrzypce odegrał Quicksilver, bo świadczy to o tym, że PAD nie zapomniał o wątkach, które z nim rozpoczął i korzysta z okazji, by do nich wrócić. Fajnie rozwijają się wątki Danger i Warlocka oraz Gambita, a i Doug nabiera trochę rumieńców. W tej chwili tylko Polaris tkwi jeszcze w zawieszeniu, ale obecność Havoka na początku daje jakieś nadzieje. Mam nadzieje, że teraz będzie już tylko lepiej, a na zachętę tam 7/10.

Daredevil vol. 4 #7
Gil: Okay, trzeba przyznać Waidowi pochwałę za zwrócenie uwagi na problem depresji poporodowej. Należy mu się i pewnie wszystkie serwisy o tematyce komiksowej będą to podkreślać, a może nawet jakąś nagrodę za to dostanie. Jest jednak pewne ALE. Wszystko wskazuje, że ta historia urwie się w tym momencie. Mam nadzieje, że się mylę, ale końcówka zapowiada już następną historię, więc zapowiada się, że cały wątek uprowadzenia kobiet do Wakandy, bronienia ich, porwania generała i powrotu rozstrzygnie się off-panel. Czyli pewnie zobaczymy tylko happy end. A to znaczy, że cała historia była pretekstem i wypełniaczem. Ale zapytacie pewnie, dlaczego podaję jako minus tutaj swoje przypuszczenia odnośnie ciągu dalszego. Głównie dlatego, że jeśli się sprawdzą, to nie będzie już gdzie o tym wspomnieć, bo będzie nowy temat. No i dlatego, że ma spory wpływ na odbiór całości. Tak więc, mimo początkowych pochwał, za całość dam najwyżej 5/10.
kuba g: Bardzo przyjemny komiks pełny absurdów. Czyli trochę stuprocentowy Mark Waid. Próbując wybrnąć z durnego uwiązania Daredevila w event, stworzył historię-przerywnik, która pozwoliła nam uporządkować sprawy jego przeszłości (choć pewnie wiele osób nie będzie zadowolonych z takiej przeszłości siostry Maggie) i znów pozwoliła Waidowi wsadzić swoje małe komentarze do innych społecznie/politycznie ważnych spraw (czyli rzecz, która Waidowi zapewnia dużo uznania jak i krytyki). Przyjemna lektura, nic więcej.

Deadly Hands Of Kung Fu vol. 2 #4
Gil: Czy ktoś może mi powiedzieć, dlaczego azjatycki z pochodzenia złoczyńca nosi raczej nordycko kojarzący się pseudonim, a jego równie azjatycka magia zapisywana jest nordyckimi runami? Nie, oczywiście, że nie. Bo w tej serii wszystko jest nijakie, brakuje przyczyn i skutków, i na nic nie ma wpływu. Ogólnie, okazała się ogromnym rozczarowaniem. Dam 3/10 na zakończenie i szybko postaram się zapomnieć.

Deadpool vs X-Force #3
Gil: No. Tłuką się. Dużo. Trochę też strzelają. I jeszcze bardziej motają. Nie jestem pewien, czy w ogóle od początku o coś w tej serii chodziło, ale teraz już żadnego sensu nie widzę. A wrzucenie na koniec Hitlera do tego kotła tylko mnie w tym utwierdza. Lepiej poczytajcie coś zabawniejszego i z lepszą fabułą, na przykład książkę telefoniczną. A ja dam 2/10.

Elektra vol. 3 #5
Gil: Pierwsza historia dobiega końca, jednocześnie przechodząc płynnie w drugą. No i muszę przyznać, że troszeczkę mnie to rozczarowało. Tylko troszeczkę, ale jednak. Bo ze wszystkich sposobów, jakie mógłbym sobie wyobrazić na zakończenie tego wątku, akurat ten jest najmniej efektowny. A ze wszystkich sposobów, którymi Elektra mogłaby podpaść swojej gildii, jakie mógłbym sobie wyobrazić, ten jest najmniej atrakcyjny. Ale mimo wszystko, nie jest to zły numer, bo ma sporą dawkę dobrej akcji, coś fajnego obiecuje, nadal nieźle się czyta i przede wszystkim nadal ma te świetne rysunki. Pozostanie więc na poziomie 7/10, chociaż w tym przypadku będzie to ździebeczko słabsza siódemka.

Magneto vol. 3 #8
Gil: Ku swemu zdziwieniu odkryłem, że zacząłem czekać na kolejne numery tej serii... Jak by nie było, Magneto nadal jest w czołówce moich ulubionych postaci, a póki co, Bunn mu większej krzywdy nie zrobił. Jednak początkowy entuzjazm szybko zaczął przygasać z kolejnymi stronami, bo znów diabły zaczęły wyłazić ze szczegółów. Zacznijmy od tego, że kto jak kto, ale akurat Mags potrafiłby unieszkodliwić komputer tak, że nic by się z niego odzyskać nie dało. Potem weźmy cały wątek warsztatu pichcącego MGH. Ewidentnie autor nie kuma faktu, że zmutowany hormon wzrostu to nie to samo, co mutagen z TMNT i jego działanie nie polega na pięciominutowej losowej mutacji (prawidłowe zastosowanie można znaleźć np. w Young Avengers). No i wreszcie: jeśli tak to ma działać, po co Madziu w ogóle chciałby go używać? Ah, i znowu na koniec widzimy, że jego tajemnicza wspólniczka co najmniej ma dostęp do jakiegoś zaawansowanego laboratorium i nikogo to nie dziwi. Zdecydowanie lepiej czytałoby się tę serię, gdyby wydarzenia w niej dało się wyjaśnić inaczej niż „bo tak”. Ah, no i jeszcze rysownik funduje nam prawdziwy festiwal zbliżeń na wybałuszone gały. Chyba ograniczę się do 5/10.

Mighty Avengers vol. 2 #13
Gil: Ewing zarobił sobie ostatnio wystarczająco dużo punktów kredytu, żebym sięgnął po ten zeszyt w pierwszej kolejności i ze sporym zainteresowaniem. Zdaje się jednak, że będę mu musiał od tego kredytu potrącić odsetki, bo ten numer przypomniał mi raczej, dlaczego na początku podchodziłem do Majtów krytycznie. Jest parę fajnych elementów, bo niczego nie przeciągają i tam, gdzie tylko jest taka możliwość, przechodzą od razu do sedna. Plusa ma też u mnie za nawiązanie do obecności Bladego w MI:13, chociaż czekam, czy coś z tego wyniknie. A teraz minusy: papa Cage został dołączony tylko dla ozdoby i żeby miał kto walnąć motiwejszyn spicza, trochę przesadzają z ilością przeróżnych łaków, a bohaterowie zbyt łatwo im ulegają. No i przede wszystkim przeciwnicy... Narobili mi smaka, a skończyło się na tym, że połączyli się w Megazorda, albo raczej coś, co nawiało z kałamarza Jacka Kirby 50 lat temu. Cóż, powiedzmy że miałem nadzieje na coś bardziej kreatywnego niż standardowe „za każdym razem kiedy trzeba podnieść poprzeczkę, powiększamy przeciwnika”. Aha, kogoś mi jeszcze brakuje w tej zbieraninie: gdzie jest The Bear? Mam nadzieje, że przynajmniej finał zaskoczy czymś pozytywnym, bo jak na razie ocena spada do 5/10.
kuba g: Na szybko. Ewing jest naprawdę rzetelnym scenarzystą, a Larocca pasuje do Mighty Wu-Tang sto razy bardziej niż Land, ale nie mogę nic poradzić na to, że tracę coraz bardziej zainteresowanie tą serią. Niby dalej dialogi są super, główny wątek konkretniejszy niż to co pamiętamy z numerów związanych z debiutem tej odsłony MA, ale chyba zdaję sobie sprawę, że trzymam tę serię już jako zapchajdziurę posiłkując się sentymentem do 3/4 obsady. A ja naprawdę nie lubię mentalności zapchajdziury. Ech, do końca historii z Deathwalkers spróbuję zdecydować czy zostanę przy Mighty Wu-Tang czy nie.
 
Ms. Marvel vol. 3 #7
Gil: Trochę szkoda, że najfajniejszy team-up tego roku dobiegł końca, ale pociesza fakt, że za rogiem może się czaić coś jeszcze lepszego. Na pierwszy rzut oka, może nie dzieje się wiele, bo najpierw biją forfitera, a potem łażą po kanałach, ale w tym przypadku chodzi raczej o to, żeby akcja nie przeszkadzała treści niż odwrotnie. A tutaj jest bardzo fajnie: sympatyczne pogaduchy, życiowe poradki, trochę fangirlizmu dla humoru i generalnie fajne nawiązanie do motywu mistrza i uczennicy. Przy tym wszystkim, zupełnie w tle, Kamala zaznacza swoją obecność w szerszym uniwersum i prawie niezauważenie trafia do świadomości kilku ważnych w nim osób. Teraz może być już tylko intensywniej, ale mam nadzieje, że nie wpłynie to na rodzinny charakter tytułu. Swoją drogą, to chyba jedyny komiks jaki w życiu czytałem, w którym padają słowa „Twoi rodzice zasługują na medal”, więc to autorce należy się medal za pozytywne podejście do tematu. A temu zeszytowi należy się kolejne 7/10.

avalonpulse0366a%20%28Kopiowanie%29%20%282%29.jpgNew Avengers vol. 3 #23
Gil: Namor, you magnificent bastard! Powiem Wam szczerze, że jak zawsze widziałem go jako wiecznie wściekłe kuriozum, latające w samych gaciach, tak w ciągu ostatnich trzech numerów urósł w moich oczach co najmniej trzykrotnie. Do pewnego momentu ten numer zdołał mnie strasznie wymęczyć, bo niektórzy tutaj osiągają taki poziom biadolenia jak emerytki w poczekalni przychodni rejonowej. Zwłaszcza Black Panther, który dodatkowo przeskakuje góry hipokryzji, bo sam był pierwszym, który wysadził jeden ze światów tym kirbydinksem. Widocznie nagle mu się wczytała klauzula sumienia, czy cuś... Dla odmiany, chyba najbardziej ludzko poradzili sobie Banner i Stark. Beasta i Strange’a też jeszcze mogę zrozumieć, ale pozostali wypadają już gorzej. A! Jeszcze wujek Doom i Val są fajni. No dobra, teraz czekam z wielką niecierpliwością na bliższy rzut oka w kierunku The Cabal. Ah, jeszcze słowo o rysunkach: najwyraźniej Kev Walker potrzebuje solidnego wsparcia obróbki, żeby wydobyła to co najlepsze z jego twórczości, bo jak na razie nie ma rewelacji. A sam zeszyt zaczyna w rejonach słabszej piątki, by w końcówce wyskoczyć do 7/10.
czarny_samael: NAMOR!!! Reszta Illuminati do odstrzału... Ten numer musi dostać 5/10. 10/10 za Namora. 0/10 za resztę grupy. Hickman nadal potrafi wzbudzić emocje, ale wiem że to jest jak z Cykiem - miał rację. Miał racje i co z tego? Marvel i tak musiał nabruździć. I śmiem twierdzić, że Hickman już niedługo zostanie przeze mnie znienawidzony...
Wilsonon: Przy numerze 22-im to ja wyprzedziłem Samaela, a teraz on się zrewanżował. Mimo pojawienia się Namora tylko na ostatnich stronach to on jest gwiazdą całego odcinka. Rysownik wciąż jest najsłabszą częścią NA. Wyjdą mu pojedyncze kadry, ale reszta... Zwykła robota na odpał, byle wyrobić się z terminem. Zero pasji. A historia aż wymaga aby talent rysownika współdziałał z poziomem zagrożenia i wagą podejmowanych decyzji.
Oprócz rysunków mam jeszcze zastrzeżenia do postaci Black Bolta. Gdy go poznawałem był prawdziwym królem. Był w stanie poświęcić jednostki dla dobra ogółu, a teraz, mówiąc dosyć prostacko, zmiękła mu faja. Gdzie się podział prawdziwy BB? Co go zmieniło?
Na sam koniec zostaje mi wziąć przykład z przedmówcy i krzyknąć NAMOR!!!
 
Nova vol. 5 #20
Gil: Zdaje się, że przepowiedziałem to parę numerów wstecz, więc teraz mogę napisać: a nie mówiłem? Szanowny tatuś żyje i ma się całkiem dobrze, jak na lata niewoli u Chitauri w roli gladiatora. Ale do tego tematu jeszcze wrócimy, bo póki co, główny wątek to naparzanka z kosmitami o jakiegoś macguffina. I jeśli chcecie znać moje zdanie, można śmiało ją sobie odpuścić i od razu przeskoczyć do końcówki, gdzie przynajmniej mamy parę zabawnych scenek z Cosmo. No i kolejny raz będę się domagał wymiany rysownika, bo ten to chyba nigdy szopa nie widział i rysuje jakieś wilkołaki. Za całokształt 4/10.

Original Sins #5
Gil: Tradycyjnie już, pierwsza historia całkiem dobra, drugą ominąłem szerokim łukiem, a komediowy bonus tym razem również okazał się niezły. Skupmy się więc na części pierwszej, która natychmiast po wyjściu trafiła do niusów za sprawą Dum Dum Dougana. Zaproponowana tu historia bardzo fajnie pasuje do wszystkich tajemnic Fury’ego, jakie nam tu pokazali, ale ma jedną lukę: podczas Secret Invasion Dougan był Skrullem, więc o ile zieloni nie byli wyjątkowo niedbali w swojej inwigilacji, dziwi fakt, że nie odkryli faktu jego być LMD i nie wykorzystali go. No, ale to oczywiście naturalny problem wszystkich retconów, że do czegoś nie będą pasowały... Najważniejsze, że ta historia jest dobra tu i teraz, a reszta to detale. Na finał opowiastki o YA tylko zerknąłem, żeby sprawdzić, czy coś się wydarzy – nie wydarzyło się. Na koniec trochę się pośmiałem, więc mogę wszystko uśrednić do 6/10.

Savage Wolverine #22
Gil: Mimo wstępnej ciekawości, historia okazała się dosyć typowa. W czasie wojny Wolviek trafia na przeciwnika, który czymś się wyróżnia, ale ostatecznie i tak go zabija. Co bardziej zwróciło moją uwagę to fakt, że ktoś (czytaj: rysownik) nie odrobił lekcji i nie raczył wygóglać, jak w czasie pierwszej wojny wyglądały mundury, broń, czołgi… Czyli skończyło się typowym dla serii z Wolverinem 3/10.

Secret Avengers vol. 3 #7
Gil: No. To teraz ja żądam, żeby Kot przejął serię Deadpoola. Stanowczo. Nie pamiętam już kiedy Pool był tak blisko postaci, którą kiedyś strasznie polubiłem i kiedy tak bardzo mnie rozbawił, i kiedy siedział okrakiem na czwartej ścianie, wymachując radośnie kopytami… Po prostu, bardzo fajny występ. Nie jedyny zresztą, bo w przeciwieństwie do poprzedniego, ten numer wręcz ocieka dobrym humorem. Od tercetu Jessica-Vladimir-Maria, po Coulsona wędrującego w sukience do Rio. Za cholerę nie mam pojęcia, gdzie tu jest fabuła, ale gagi zaprawdę są zacne. Nawet dam 7/10, bo mam dobry humor.

Storm vol. 3 #2
Gil: Numer... bardzo podobny do poprzedniego. Pokazuje Storm jako osobę skonfliktowaną wewnętrznie, skorą do gniewu, ale starającą się być dobrą osobą. I to chyba jest cała metoda Paka na tę serię. Taka przynajmniej jest moja pierwsza obserwacja, bo na razie niewiele więcej mamy materiału. Sama historyjka, tak jak poprzednio, ma parę miłych momentów, ale i dość dziwnych zbiegów okoliczności. Bo na przykład to, że wychodząc z baru natknęła się na fotkę, która doprowadziła ją wprost do Callisto jest takim właśnie zbiegiem okoliczności. Nie pierwszym i nie ostatnim pewnie, ale powiedzmy, że mieszczącym się w pewnej komiksowej normie. Ale znów, tak jak poprzednio, czekam na jakiś konkret, bo tego serii brakuje. A na razie dam 6/10.

Wolverine vol. 6 Annual #1
Gil: Nie wiem, czemu łudziłem się, że w Annualu znajdę coś choćby trochę lepszego, niż w serii? A co znalazłem? Historię o ludziach robiących masę głupich rzeczy i rozprawiających o życiowych problemach. Zupełnie jak w serii. No, może z nieco lepszą momentami grafiką. Ale ogólnie była to raczej strata czasu, więc odradzam i zostawiam z oceną 3/10.

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2014.08.20
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.