Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Guardians of the Galaxy" - Undercik

Dwa lata czekania na niemożliwe i dopiero jak wyszedłem z kina, to uwierzyłem, że stało się to faktem. "Guardians of the Galaxy" wymiatają. Tak jak komiks. Idźcie do kina. Nie czytajcie recenzji, tylko idźcie do kina. Serio.

gotg.jpg

Dwa lata czekania na niemożliwe i dopiero jak wyszedłem z kina, to uwierzyłem, że stało się to faktem. "Guardians of the Galaxy" wymiatają. Tak jak komiks. Idźcie do kina. Nie czytajcie recenzji, tylko idźcie do kina. Serio.

Wszystko mogło nie wyjść w tym filmie, szczególnie, że materiał wyjściowy był tak odjechany, że ciężko było pomyśleć, iż ktoś zdecyduje się na przeniesienie tego na ekran. Przeniesiono i to przeniesiono z zachowaniem charakterów postaci. Może i fabuła filmu nie opiera się bezpośrednio na konkretnej historii, może brakuje kilku członków drużyny z komiksu, ale to nie szkodzi. Czułem się jak dziecko z teczką pieniędzy w sklepie z zabawkami. To mogło nie zagrać, ale zagrało idealnie i zasługa w tym Jamesa Gunna. Zarówno po wywiadach, zatrudnieniu do konsultacji Abnetta i Lanninga, a także po samym filmie. Każdy element jest dobrze wyważony: humor, patos, rozwój postaci, ekspozycja, efekty specjalne, dramat. Szczególnie ten pierwszy jest doprowadzony do perfekcji. Bije na głowę nawet "Iron Mana 3". Mamy świetne dialogi, a przede wszystkim rewelacyjny humor sytuacyjny. Mimo to nie ma silenia się na to, aby każdy moment był zabawny. Mamy dawkę smutnych momentów, poświęcenia czy zwykłego heroizmu. Wypada to naprawdę naturalnie. Idźcie do kina.

gotg1.jpg

Groot pokazuje pomysłowość Gunna. Vin Diesel odwalił kawał dobrej roboty i nadał mu niezwykle dużo wyrazistości. Niby to tylko "I am Groot", ale wypowiedziane na masę różnych sposobów. Widać tutaj wizję reżyserską. Zwłaszcza, że kosmita z Planety X pozwolił na najwięcej kreatywności, jeśli chodzi o użycie jego "mocy" i zostało to znakomicie wykorzystane. Nie chce się wdawać w spoilery, więc nie wymienię co dokładniej robił. Po prostu idźcie do kina.

Rocket pokazuje dokładnie to co w komiksie. Szop z charakterem i genialny zmysł taktyczny oraz pomysłowość. Bradley Cooper dodaje mu charyzmy, a jego głos podkreśla zadziorność Rocket Raccoona. Do tego zarówno on, jak i Grott zostali bardzo dobrze wprowadzeni na ekran dzięki CGI. Nawet przez chwilę nie czułem, że na ekranie stoi postać, której w rzeczywistości nie ma. Idźcie to zobaczyć w kinie.

Chris Pratt jest urodzonym Star-Lordem. Z charyzmą i bardzo dobrą barwą głosu, która potęguje tą cechę. Aktor zresztą włożył dosyć sporo luzu w tą postać i od niego czuć tą postać i nie widać, że jest grana. Spece od castingu zrobili niesamowitą robotę. Duży plus, szczególnie, że jeszcze przed zwiastunami obstawiałem, że będzie najsłabszym ogniwem. Idźcie do kina.

No dobra. Może nie do końca. Mamy przecież Bautistę. Tyle, że tutaj była raczej wielka niewiadoma. Były wrestler? To miało dużą szansę na porażkę, ale Gunn przekuł to w sukces. Na dobra sprawę nie wiadomo czy Bautista tak dobrze gra czy to brak umiejętności w warsztacie sprawił, że Drax wypada niezwykle przekonująco. Miał być według scenariusza tępym osiłkiem o złotym sercu? No jest. Nie spodziewałem się, że to powiem, ale to najlepsza kreacja w tym filmie. Serio. Idźcie do kina.

Na koniec zostawiłem Gamorę, która... Nie przekonała mnie do siebie tak jak pozostała czwórka. Zoe Saldana gra dobrze, ale sama postać... No nie wiem, co powiedzieć. Ma jaja, ma cel, jest ogarnięta, rzeczywiście może być najniebezpieczniejsza kobietą we wszechświecie, ale po prostu nie przypadła mi do gustu. Nie to, żeby była zła. To naprawdę solidna kreacja, ale nie pasuje do poziomu reszty głównych bohaterów. Tyle, że działa to tak samo jak w komiksie, o czym wspominałem wczoraj w Living Tribunal #234. "Guardians of the Galaxy" potrafią sprawić, że nawet mimo świadomości wad, jest dookoła tyle zalet, że nie ma się kiedy martwić o minusy. Idźcie do kina i zobaczcie. Albo jeszcze lepiej - sięgnijcie po komiks. Jeśli nie autorstwa Abnetta i Lanninga, to chociaż ten Bendisa, który jest chyba bliższy filmowemu odwzorowaniu drużyny.

gotg2.jpg

Cała reszta obsady to na dobra sprawę tło. Raz mniejsze, raz większe. Glenn Close i John C. Reilly nie dostają za dużo do odegrania. Thanos to zaledwie epizod. Tak samo Collector, który ogranicza się do bycia plot device, a bardziej do ekspozycji świata. Więcej miejsca dostaje Lee Pace. Tyle, że jego charakteryzacja ogranicza go do gry głosem i mimiką ustami. To wypada przekonująco, ale same motywacje Ronana zostają przedstawione powierzchownie. W tym punkcie o wiele lepiej wypada Nebula, która została zagrana przez Karen Gillan. O ile Ronan wybija się tym, że ma większa rolę do odegrania, to Nebula na tle drugiego planu wyróżnia się przemyśleniem postaci i faktem, że naprawdę lubię "Doctora Who". A tak na serio - widać że Gillan przyłożyła się do tej roli, mając nadzieje na znalezienie jakiejś lepszej roboty w Hollywood. Nie dostała za dużo czasu ekranowego, ale wykorzystała go tak jak mogła. Idźcie do kina.

Pozostaje jeszcze Yondu. Niestety jego pierwowzór widziałem może w jednym lub dwóch komiksach, ale mam wrażenie, że to on najbardziej rożni się od tego, co zaprezentowano w opowieściach obrazkowych. Tyle, że w jego wypadku podpadam pod pierwsze prawo Gamarta, więc wole się wstrzymać z wyrokami. Za to Rooker dobrze wpasowuje się w rolę drobnego opryszka z jakimś tam honorem. Poza tym mamy epizody i mrugnięcia okiem do fanów. Nie będę ich wymieniał. Sami je znajdziecie, nawet pobieżnie znając kosmos Marvela. Po prostu pójdźcie na ten film.

Warto wspomnieć, że udałem się na film do IMAXa. Głównie dlatego, że był to pierwszy seans z napisami w mojej okolicy. Za to muszę przyznać, że mimo nie bycia fanem wszędzie wpychanego 3D, to jestem zadowolony. Nie to, żeby tu było potrzebne, bo zdecydowanie nie jest, ale jest zrobione bardzo dobrze, ale najlepszą zaletą jest rozmiar ekranu. Zdecydowanie potęguje wrażenia. Zresztą to nie ma znaczenia na jaką wersję pójdziecie byle iść do kina na "Guardians of the Galaxy". Oczywiście z napisami!

gotg3.jpg

Nie lubię jak ktoś spoileruje w swoich recenzjach, dlatego też sam nie zdradzę fabuły. Wystarczy wiedzieć, że to grupa osób, które dostają szansę na bycie bohaterami i od nich zależy czy ocalą pewną rzecz/miejsce. Chcecie więcej szczegółów? Idźcie do kina. I zostańcie zarówno na pierwszą scenę przed napisami, jak i druga po napisach.

Czy warto iść zatem na "Guardians of the Galaxy"? Sprawdźcie koniec każdego akapitu. Jeszcze nie jestem pewien czy to najlepszy film Marvel Studios, ale na pewno warty zobaczenia. Szczególnie, że od dawna brakuje porządnej space opery w kinie. Ten film znakomicie wypełnia tą lukę. Niektórzy obstawiają, że "Strażnicy Galaktyki" mogą stać się "Gwiezdnymi Wojnami", obecnej generacji. Ja daleki jestem od stawiania takiej tezy, bo to czy coś stanie się kultowe, nie zależy ode mnie. Chociaż współczesny kosmos z komiksów Marvela stał się kultowy. Przynajmniej u nas na forum. Czy tak będzie z filmem? Cóż, poczekamy i zobaczymy. Tymczasem idźcie już do tego kina. Naprawdę. Sam pewnie zabiorę rodzinę i pójdę z nimi jeszcze raz.


Autor:
Dominik "Undercik" Nowicki

gotg4.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.