Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #358 (30.06.2014)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 30 czerwca 2014Numer 26/2014 (358)


Pierwszy wakacyjny Pulse, a w nim oczywiście opinie o najnowszych komiksach oraz ogłoszenie zwycięzcy "Writers Wrestling 2".

All-New Doop #3
Gil: O, Anarchist! Pamiętacie? To… ten koleś z... tej grupy, gdzie debiutował Doop. Yay! Zabawne – oni jeszcze gdzieś istnieją... zakopani pod kamieniem, zasypani toną piasku i żwiru... Ale, ale – to zupełnie nieważne, bo pojawia się Mama Doopa! I zabrzmiało to dokładnie tak jak wygląda. Haha, funny! A poza tym mamy jeszcze wszystkie… te wątki… z BotA… heh… eee… PatrzcietoMamaDoopa! Może jeszcze coś będzie z tej końcówki, ale większa część zeszytu niestety przynudza i zaczyna męczyć. Bywa zabawnie, ale w większości meh, doora i kamieni kupa (parafrazując nowego klasyka). I tylko 5/10.

avalonpulse0358a%20%5B1600x1200%5D.jpg All-New Ghost Rider #4
Gil: Gdyby było to moje pierwsze zetknięcie z tytułem, prawdopodobnie byłoby też ostatnim… Ten zeszyt jest jakiś taki… odrzucający. Chyba najbardziej ze względu na karykaturalne przestawienie przeciwnika, bo im dłużej go obserwowałem, tym częściej powtarzałem sobie pod nosem „nosz &#®%@, bez przesady”. Może taki jest cel, ale w połączeniu ze stereotypowym przedstawieniem Hyde’a i oczywistością faktu, że zaraz power-boosta dostanie tan buc, co się czepia Robbiego, coraz mniej mi się to podoba. Nawet już przeszło mi przez myśl, że kwestią czasu jest, aż seria wyląduje w koszu z kuriozami, razem z poprzednią wersją i kiedyś na forach geecy-tetrycy będą sobie wspominać: „A pamiętasz, jak Ghost Rider był laską?”, „Hehe, a pamiętasz, jak był Ghost Driverem?” Serio, bardzo szybko wytracam zainteresowanie i trzyma mnie tu jeszcze tylko sympatia dla głównego bohatera, który niestety coraz bardziej ustępuje swojemu alter-ego. Tymczasem dam 4/10.
Demogorgon: Żegnajcie, piekne włosy Robbiego. Jak, co mu strzeliło do głowy, aby się ostrzyc?
Co tu mamy to fajną walkę z Ganishką...Grumpym. Oraz dużo, bardzo dużo budowania pod następne wydarzenia. W tym nieco niepokojących kwestii ze strony Eliego, który zaczyna mieć zły wpływ na naszego bohatera. Co wszystko się bardzo fajnie czyta. Duża w tym, ponownie, zasługa rysunków Tradda Moore'a, który ponownie ma szansę się popisać dynamiką, ciekawą konstrukcją strony (lubiłem panele ze światłami ulicznymi) oraz detalami, jak świetne odbicie światła w okularach Zabo.
No i to graffiti z Rightclopsem. Chyba pierwszy raz gdy ta rewolucja Cyclopsa jest pokazana gdzieś indziej, niż w Uncanny.
Soundtrack: Volton Unit

Amazing Spider-Man vol. 3 #3
Gil: To dopiero trzeci numer, a wątki już wydają się mocno sprane. Znów hintują Silk, znów szukają Electro, znów Piotrek sobie nie radzi z firmą… Dobrze, że przynajmniej dorzucili Black Cat do worka, to trochę rozrywki zapewniła i to zagranie Pajęczaka, by ją spławić wyszło fajnie. Ale znów, trochę kuriozalny wydaje się jej sojusz z Electro. I w ogóle, to mam wrażenie, że ktoś tu pomylił ją z Catwoman. Aha, i zupełnie niepotrzebnie dorysowali kocie oczy na jej kostiumie… Takie to było na pół gwizdka, ale przynajmniej parę tekstów im się udało, więc mogę dać 5/10.

Avengers Undercover #6
Gil: To już drugi z kolei numer, o którym po prostu nie chce mi się pisać, bo można go streścić w jednym słowie: debilny. Tym razem skupia się na Deathlokówce, która może być wzorem asertywności dla wszystkich nastoletnich dziewcząt: ktoś jej powiedział, co ma robić, więc to robi bez zastanowienia, tym bardziej, że jest wpatrzona w chłopaka, który też to robi, a jak się jej powie, że robi coś nie tak, to jest bardzo zdziwiona, że nikt jej tego nie powiedział wcześniej. Na swój sposób, to jest zabawnie ironiczne w swojej prawdziwości… W tym kontekście jednak, jest po prostu głupie, bo świadczy tylko i wyłącznie o tym, że wielcy konspiratorzy nie potrafią się dogadać, albo w ogóle ze sobą nie rozmawiają. Ale to nie jedyna durnota tutaj. Weźmy na przykład fakt, że z jakiegoś powodu (a właściwie, bez żadnego powodu) ludzie Zemo atakują AIM. Ja wiem, że to etatowi chłopcy do bicia, ale bez przesady… Nasyłać na nich dzieciaki? Uzbrojone w łopaty? No, ale chyba sobie zasłużyli, bo na jednym panelu, żołnierz AIM próbuje zabić Lokówkę, rzucając w nią swoją wielką Liefeldgun… Zaskakujące, że w porównaniu z tym, wciąż absurdalny wydaje mi się początek, z którego wynika, że młodych złoczyńców szkoli się, organizując im wyścigi gocartów. The EVIL!!! Nadal jest to poziom poniżej zera, ale chyba najgorsze jest to, że już zupełnie mi to wszystko wisi i nawet sadystyczna przyjemność z dokopywania serii chyba nie zdoła mnie przekonać do ciągu dalszego.

Fantastic Four vol. 5 #6
Gil: Dalej nakręcają wątek „wszyscy vs. Fantastic Four” i próbują połączyć go z tie-inem do Original Sin. Niestety, ten pierwszy coraz bardziej rozmija się z kierunkiem reszty świata, który go ewidentnie ignoruje, a ten drugi jest koszmarnie wręcz wymuszony. Cały ten wielki sekret polega na tym, że Johnny w jakiś sposób zepsuł maszynę, która miała odthingować Bena… siadając w niej. Ot, tak po prostu. Nie widać, żeby cokolwiek tam robił, poza otwarciem, wejściem i wyjściem, ale jednak jakoś zdołał ja zepsuć. Zresztą, czy mi się wydaje, czy przerabialiśmy to już więcej niż raz? Już chyba dawno przeszli nad tym do porządku dziennego, więc czemu teraz znów takie wielkie halo? Aha, no tak – bo kazali zrobić tie-in i nic lepszego nie wpadło do głowy. Przynajmniej próbowali jakoś stylistycznie nawiązać do wczesnych F4… ale z drugiej strony, to też bez sensu, skoro według sliping timeline, działo się to około roku 2000… Ech, za dużo tych ale. I za mało konkretów. Dużo gadali, ale poza wybuchem Sue, nic z tego nie wyszło. Jeszcze będzie 5/10, ale coś mi mówi, że zacznie spadać.

Guardians Of The Galaxy vol. 3 #16
Gil: Dalszy ciąg tej niepotrzebnie posiekanej historyjki, która sprawia wrażenie, jakby Bendis zapomniał ją napisać na czas, więc skleił kilka notatek w całość. Chociaż trzeba przyznać, że parę pomysłów mu się w tych notatkach trafiło. Na przykład Venom-Skrull był ciekawym, choć chwilowym, urozmaiceniem. Przyzwoicie wyszła też konfrontacja Petera z tatusiem. Mam wrażenie, że to jakiś punkt wyjścia do jego solowej serii, a jeśli tak, to sytuacja na końcu, może być dla niej korzystna. Wolałbym, żeby Guardians zajęli się w końcu czymś innym, a ewentualne wątki rodzinne przenieśli do solówki Piotrka (chociaż nad tym, czy w ogóle jest ona potrzebna, zastanowimy się, jak już wyjdzie). Ponadto, w tym numerze mamy aż trzech rysowników: dobrego, średniego i kiepskiego. Takie zestawienie jest trochę z kosmosu i to nawet bardziej niż cokolwiek innego w tej serii. Może niech już przejdą do następnej historii? Chociaż… pojedynek Draxa z Gladiatorem może być ciekawy… Ale czy będzie, to się okaże, a tymczasem dam 4/10.

Ms. Marvel vol. 3 #5
Gil: Już sama okładka sprawia, że robi się przyjemnie ciepło, a potem robi się jeszcze lepiej. Nie tylko dostajemy pierwszą świadomą misję Kamali i jej sidekicka, ale przede wszystkim jest tu kilka bardzo fajnych rodzinnych momentów. Pani Wilson wie o czym pisze i udało jej się przemówić tym do mnie, więc mam nadzieje, że i do nastoletnich czytelników coś z tego dotrze. Bardzo dobrze, że jest jeszcze miejsce na jakieś normalne rodzinne relacje, które wyglądają jak naprawdę z życia wzięte, w przeciwieństwie do innych nastolatkowych komiksów, w których bohaterowie praktycznie robią, co chcą, bo są tacy super i kól. Ale jest też łyżka dziegciu w tej beczce miodu, a mianowicie przeciwnik. Kiedy się okazało, że ten dzieciak nie jest Inventorem, spadł mi kamień z serca. Niestety, okazało się, że walnął w stopę, gdy zobaczyłem ostatnią stronę… Lepiej niech stoi za tym pomysłem coś bardzo mocnego i dobrze uzasadnionego, bo zeszyt zostawił mnie z wielkim WTF, świecącym nad głową. Niemniej jednak, większa jego część była tak dobra, że na razie nie wpłynie to na ocenę i zostanie 7/10.
Demogorgon: Nie spodziewałem się, że Kamala dostanie lanie i odbędzie szybki training arc, muszę powiedzieć. W sumie to nie wiem, czy mi się to podoba, wydaje się wymuszone i każe zastanowić, ile czasu oni kazali temu Vicowi czekać w tej piwnicy? SSerio, pan "I'm a bad guy" nic z nim nie zrobił przez ten czas? Na przykład nie przeniósł go do innej kryjówki? I jakoś trudno mi uwierzyć, że za drugim razem Kamala robi w sumie to samo, ale idzie jej aż tak lepiej. Ale hej, never underestimate the strategic value of a good Training Scene Montage.
I jeszcze ta ostatnia strona...Na co ja patrzę?
Soundtrack: Eye Of The Tigeravalonpulse0358b%20%5B1600x1200%5D.jpg

 New Avengers vol. 3 #20
Gil: Wreszcie doczekaliśmy się starcia między Illuminati i Not_Justice_League, na pełną skalę i cztery fajery. No i co tu dużo mówić? Dobre jest. Miejscami bardzo dobre, w paru miejscach nieco słabsze, ale ogólnie nie schodzi poniżej pewnego poziomu, gwarantując solidną dawkę superbohaterskiej bijatyki. No i wreszcie Stefan pokazał, co w nim siedzi. A właściwie, to pierwsza odsłona, bo drugą mamy w Annualu. Nadal jest ciekawie, ale też z drugiej strony, nadal nie wiadomo, do czego to doprowadzi, a zważywszy, że incursions są raczej krótkotrwałe, wypadałoby już zmierzać do końca. Tymczasem ciężko powiedzieć, czy wielkie macki mają być ostatecznym rozwiązaniem, czy raczej zagrywką na rozciągnięcie. Oby to pierwsze. Podobało mi się na tyle, żeby dać 7/10.
Demogorgon: W którym Doctor Strange bitchslappuje Harry'ego Pottera.
Dobra, przyznaję, zapowiada się na to, że moje opinie co do Strange'a w wykonaniu Hickmana były czarnowidztwem. Nie sprzedał duszy...bo ją zgubił gdzieś kiedyś, whatever.... i chyba pozostanie po stronie tych dobrych, a przynajmniej nie widzę go dłużej zostającego Black Priestem, wreszcie też jest traktowany jako coś innego, niż worek do bicia. Ba, chyba nawet przesunął się jeszcze wyżej w drabince powerlevelowej - muszę się o to spytać Samaela, ale chyba prywatny telefon do Cthulhu kwalifikuje na Skyfather level, prawda? W każdym razie, nie miałem racji i prorokowałem najgorsze. Zadowoleni?
Tylko co z tego, skoro prowadząca do "awesome strange moment" droga była denna? Sam numer w sumie też - o ile jeszcze porównania Illuminatti z Grea...oh do diabła, to Liga Sprawiedliwości, nazywajmy rzeczy po imieniu. O ile jeszcze pokazanie pewnego kontrastu wyszło ciekawie, o tyle szybko zrobiło się nudne a walka, jak to walka, była nieciekawa.
Ale hej, był awesome Doctor Strange moment, tego się w dzisiejszych czasach często nie robi. Więc co mi tam, jestem na plus. O ile teraz tego Hickman nie spapra. Jeśli mu się uda nie zeszmacić doktorka, to nawet przeproszę za porównywanie go do Hopelessa.
Soundtrack: It Has To Be This Way (tak, bo BP mówi "It doesn't have to be this way".)

New Avengers vol. 3 Annual #1
Gil: Uuu… czyżby wreszcie jakiś porządny Annual? Już sama grafika sprawia, że mam ochotę potwierdzić, bo jest naprawdę dobra i wyjątkowo pasuje do klimatu. Historia może nie jest rewelacyjna, ale też daje radę. Miejscami pojawiają się niepotrzebne udziwnienia i mam wrażenie, że za bardzo czerpie z podręcznika „Jak Napisać Scenariusz Do Horroru o Opętaniu”, ale ponieważ wpasowuje się w trend plamienia nieskazitelności Stafana i dodaje coś od siebie do puli jego grzeszków, ostatecznie jestem na tak. Przez chwile zaświtało mi, że trochę za dużo wymyślają tych rodzajów magii (czarna, krwawa, chaotyczna…), ale w końcu jest na to miejsce i nawet dobrze, że Strange jako Sourcerer Supreme zna się po trochu na nich wszystkich. Jak więc, jest dobrze. Nawet bardzo dobrze i o dziwo, nawet lepiej niż w regularnej serii, dlatego dam… mocniejsze 7/10. Czemu nie więcej? Mógłbym naciągnąć, ale jednak fabuła jest zbyt przewidywalna.
Demogorgon: Świetne rysunki - nie wiem kim jest i co rysował ten Rudy....według comicvine Final Crisis Aftermath: Escape. A tak, pamiętam to.....W każdym razie, muszę mieć na niego oko.
A sama historia - bardziej mroczne, ale dalej bardzo klasyczne spojrzenie na Doctora Strange, którego scenarzysta czuje o wiele, wiele lepiej niż Hickman. Podoba mi się historia z przeszłości doktora, bo bardzo ładnie zazebia się z tym, co sugerował Brian K. Vaughan w the Oath. Jeśli ten zespół miałby pracować nad ongoingiem doktorka, to, jak to powiedział Fry, shut up and take my money.
Soundtrack: Akuma Deliora

New Warriors vol. 5 #6
Gil: Trochę się zawiodłem… Zrzucili górę na Nowy Jork i stoczyli w niej bitwę z Chthonem, u boku Avengers, a wszystko to zajęło ledwie pół zeszytu i nikt nie ucierpiał. Po poświęceniu całego poprzedniego numeru na budowanie tej sytuacji, rozwiązanie takie mogło tylko rozczarować. Dobrze, że grupa zaczyna nadrabiać chemią i wypełniła trochę ten niedosyt. Aracely jest świetna, a zadziwiająco dobrze wypadł też Vance w dyskusji z Avengers. Jest też szansa, że szybko zamieciony pod dywan wątek wróci z podwójną siłą i wynagrodzi nam to jeszcze. Póki co jednak, zajmiemy się nawiązaniem do Inhumanity i trochę spuścimy z tonu. Przyznam, że nowi przeciwnicy robią nawet niezłe pierwsze wrażenie, więc może być ciekawie. Tymczasem jednak dam tylko 6/10.
Demogorgon: Dobra, jeśli jest postać, której spodziewałem się nigdy już nie ujrzeć, to jest nią karzeł z Darkhold: Pages of the Book of Sins. Plus dla Yosta za wyciągnięcie go. Plusy koljne za Aracely kradnącą numer kilkakrotnie, w tym próbującą podnieść Mjolnir. Plus kolejny za scenę z Thorem i Kainem. I plus spory za scenę w której Justice nawtykał Rogersowi i Starkowi i trochę też fanatykom pakowania wszystkich postaci na siłe do Avengers. Wad poważnych jakoś nie widziałem, ogólnie niezły numer.
Soundtrack: The Wrath of God, In All Its Fury

Original Sin #3.1
Gil: Trochę dziwny ten manewr z wciśnięciem całej miniserii w kropki w innej miniserii... I tak w trejdzie pewnie będzie osobno, więc trochę niepotrzebne to motanie… Ale nie o to, nie o to… Historia w wykonaniu dwóch aktualnych twórców Hulka i Iron Mana z założenia powinna dobrze się wpasować w bieżące wydarzenia i nawet daje radę, chociaż skupia się zdecydowanie bardziej na wątkach jednej z serii. Ale ponieważ założenie mówi również o sekretach z przeszłości, to trzeba jakiś wyciągnąć i… jest to najbardziej oczywista rzecz, o jakiej można pomyśleć: Stark majstrował przy bombie Bannera. Of course! A ponieważ partnerowała mu flaszka wódki, to znaczy, że wszystko popsuł i jest odpowiedzialny za powstanie Hulka. I uwaga! Jakoś o tym zapomniał. Serio! To najwyraźniej jest jedna z tych rzeczy, o których po prostu się zapomina. Ale skoro już wypłynęło, to co teraz? Oczywiście, będą się tłuc. Jakby nie można było wymyślić czegoś bardziej oryginalnego… Zresztą, ile osób dłubało przy tej bombie? Na pewno ten Igor sabotażysta i chyba Gremlin też (chociaż głowy nie dam). Cud, że to w ogóle zadziałało… Serio, miałem nadzieje, że wymyślą jakiś lepszy sekret między nimi i nawet czekałem na tą mini… która nawet nie jest mini… Kurde, zupełnie jakby uparli się, że wszystko tutaj zrobią na opak! No dobra, może nie jest bardzo źle, bo jednak Waid i Gillen to solidni skrybowie, ale jest to takie wymuszone i oczywiste, że aż meh. I jeszcze rysuje Bagley. Nie no – 4/10 to maksimum, ile zdołam z siebie wycisnąć.
kuba g: Hulk bije się z Iron Manem. Aha. Iron Manowi jest przykro, że bije się z Hulkiem. Wow. Chłopaki, nie wyszedł Wam ten komiks. Nie dlatego, że początek jest nudny. Dlatego, że gdy kończymy obserwację następnej durnej walki i wracamy do informacji "co, jak i dlaczego" emocje też się nie pojawiają. Wiem, że uwiązanie Starka w origin Hulka to wielka rzecz. Wiem, że to ostre zagranie powiązać te dwie postaci w trakcie ich największych historii. Szkoda tylko, że to wszystko to takie "ziew", że nie ratuje tego ani mrugnięcie oka z "science bros"... ani nic. Ech i do tego te rysunki.

Original Sins #2
Gil: O, kolejna ciekawostka. Czyżby zapowiedź jakiejś przyszłej publikacji z Black Knightem w roli głównej? Jeśli w takim wydaniu, to jestem na tak, bo zdołało mnie zaintrygować to wprowadzenie. Nawet jeśli odbiega od jego aktualnego status quo. Ciąg dalszy historyjki z Young Avengers niestety brnie gdzieś w krzaki i szybko traci moje zainteresowanie. Ten Hood w ogóle jest jakiś dziwny i mam wrażenie, że autor przesadnie wszystko komplikuje. A końcówka z Howardem to taki bonusik właściwie o niczym, ale przypomniał mi o fajnej mini z nim sprzed paru lat, więc w sumie fajnie by było, gdyby znów coś zapodali. No i chyba znów za całość dam 5/10.
Demogorgon: Historia z Black Knightem była nudna i wyważa, po raz kolejny, otwarte drzwi. Historia z Howardem czyta się jakby autor nienawidził postaci. Za to Young Avengers - okej, nie mogę się rpzyzwyczaić do tych rysunków, to jak gorszy Quiliety. Scenariusz czasami mnie bawi, komentarzami na przykład, a czasami denerwuje, jak gdy bohaterowie mówią, co się im dzieje, zamiast to pokazać. Ale podoba mi się, że Hood wrócił do swoich korzeni, nawet jeśli odzyskał moce nie wiadomo skąd. Tylko ta końcówka - serio, skąd on wie kim jest Prodigy?
kuba g: W zestawieniu z poprzednim numerem ten okazał się trochę mniejszą stratą czasu. Zawsze lubiłem Black Knighta mimo jego niedorzeczności, więc jego historia jakoś mnie ciekawi. Young Avengers... no cóż. YA jako team jest mi absolutnie obojętny. Przestają być mi obojętni najczęściej dzięki scenarzystom, którzy prowadzą grupę. Tutaj w wykonaniu Ryana Northa YA wraca do bycia grupą absolutnie mi obojętną. To nie jest zły szort ale zarzuty, o których wspomniał Demo mi jakoś bardzo przeszkadzają. I swoją drogą czy Ryan North to ten Ryan North, który był odpowiedzialny za Dinosaur Comics? Natomiast co do Howarda, czyli jednego z moich ulubieńców... po prostu mam dość wyciągania go jako komentarz do eventów gdy zupełnie nie daje mu się głosu poza nimi. Historyjka nie jest nawet zła, po prostu za mało Howarda, nie dostatecznie absurdalnie i zgryźliwie. Czyli następny Howard dopiero przy Axis?

Savage Hulk #1
Gil: Po co, ach po co...? Były już różne powroty do przeszłości, a jeden z udziałem Hulka mamy nawet już w tym tygodniu, więc po co nam to? Chyba tylko po to, żeby Alan Davies nie musiał chować swoich fan-fików do szuflady... Bo tak to właśnie wygląda i tak się to czyta. Nic – naprawdę absolutnie nic – nie wnosi, fabuła (delikatnie mówiąc) nie porywa i w ogóle ciężko przez to przebrnąć. No i rysunki – Davis w całej okazałości. Znudzone 3/10.

Spider-Man Spectacular (one-shot)
Gil: Ech, kolejne pajęcze powtórki dla następnego pokolenia czytelników… Wydaje mi się, że chyba przepisują żywcem z oryginałów, więc sobie darowałem po pierwszej części. Przejrzałem rysunki i są trochę lepsze niż w poprzednim przypadku. Nie oceniam.

Uncanny Avengers #21
Gil: No tak... można było się tego spodziewać. Przecież Kangowi nie można ufać, wykorzysta każdą okazję i tak dalej… Przez chwilę miałem nadzieje, że Remender powstrzyma się od powielania tej kliszy i skupi tylko na rozwiązaniu problemu bliźniaków, ale nie… Zawsze na końcu musi chodzić o władzę nad światem. Tak jakby Kang nie miał miliardów innych okazji, by dobrać się do mocy Celestian, albo nie mógł wykorzystać innego momentu w historii. I po co właściwie była mu ta grupka minionow? Większość z nich nawet się raz nie odezwała, tylko stoją tam, wyglądając jakby im czegoś brakowało. Ale to nie jest nawet połowa problemu, bo najpierw trzeba tego Celestianina dopaść i zatrzymać, a do tego potrzebuje… wait, właściwie niczego nie potrzebuje! Wystarczyło, żeby Thor go dziabnął siekierą i już moc z Celestianina byłaby jego, więc po co angażować Avengers? Chyba tylko po to, żeby swoim niby-cudownym pomysłem odwrócić uwagę wszystkich innych… Ale co to za pomysł? Niech Rogue pozbiera wszystkie możliwe moce i spróbuje ugryźć Egzekutora w stopę! Serio – wszystkie! Bo niezbędna jej będzie do tego na przykład ta zdolność Black Widow do… noszenia obcisłych wdzianek? Ale, ale! Przecież tam jest Superior Spider-Man. Czy aby nie powinna zassać jego sekretu razem z mocami? I są tam też roboty – ciekawe, co i jak zassała od nich? Aha, i druga część planu: ślepa pewność, że Ywil-Zombie-Sentry da się przekabacić i pomoże. Doprawdy, bezbłędne. Tak jak wskazanie, do czego to zmierza: wielkiej bijatyki z Kangiem, która skończy się jak zwykle. Jedyne pocieszenie jest takie, że mogło być gorzej, a tak mogę dać nawet 4/10.

Wolverine vol. 6 #9
Gil: I po co ja pisałem poprzednio, że jest jakiś potencjał w tej historii? Musiałem coś zapeszyć, albo po prostu byłem chwilowo niepoczytalny… Druga odsłona tej historii zassała tak mocno, że aż mi komiks z rąk wyleciał. Serio, najlepszym pomysłem na Śmierć w Marvelu, na jaki mogli się zdobyć, jest flirtujący ze wszystkimi szkieletom? Okay, można to jeszcze kupić w satyrycznym podejściu Deadpoola, który dosłownie ciągle flirtuje ze Śmiercią, ale Wolverine? Nope, nope, nope, nope, nope… No, chyba, że źle to odbieram i w którymś momencie ten komiks zmienił się w parodię siebie samego, a ja nie zauważyłem… Tak, czy owak, daję 2/10 i poważnie muszę się zastanowić, czy chcę czytać dalej.

X-Force vol. 4 #6
Gil: Och, więc jednak Spurrier ma więcej asów w rękawie! Wybornie! Co prawda, sam pojedynek z Volgą nie urywa żadnych części ciała, ale za to jego otoczka podaje bardzo dużo ciekawych informacji, a epilog jest wisienką na torcie. Tajemnice zaczynają nam się piętrzyć w bardzo fajny sposób, który daje nadzieje na podobną kaskadę, jak niedawno w Legacy, czyli że od pewnego momentu zacznie się jazda bez trzymanki, w której każdy kolejny numer będzie zadziwiający i powalający. Tymczasem jeszcze tak nie jest. Momentami mam nawet wątpliwości, czy nie karmię na darmo swoich nadziei, ale później przychodzą takie chwile jak w tym i poprzednim zeszycie, które przywracają mi pewność, że się nie zawiodę. Tym razem, za solidną dawkę zaskoczeń dam 7/10.
Demogorgon: Holy. Shit. Poprzedni numer wbił mi szczenę w Ziemię, ale ten, ten kopnął mnie prosto w feelsy, gdziekolwiek to jest. Pierwszy raz w życiu obchodzą mnie Cable i Hope. To co zrobił tu Spurrier, jak budował wszystko po kolei do ostatniej strony, raz za razem dając nam kolejne wskazówki to czysty pokaz geniuszu. I w kontekście całej serii zmusza do sięgnięcia po poprzednie numery i spojrzenia na nie w nowym świetle. Ba, kiedy ten run się zakończy, z przyjemnością przeczytam go od początku, analizując kunszt z jakim autor budował wszystko do tego momentu. Mam jeszcze parę komiksów do przeczytania, ale co mi tam - numer tygodnia.
Soundtrack: The Only Thing I Know For Real

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2014.06.25
WRITERS WRESTLING 2


peterdavid.jpg
Peter David


Peter David nie dał szans Warrenowi Ellisowi (42:25) i został zwycięzcą naszej Areny.


writerswrestling2010small.jpg

Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.