Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #23 (24.12.2007)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 24 grudnia 2007 Numer: 23/2007 (23)


W natłoku prac wigilijnych pewnie nie macie zbyt wiele czasu na czytanie najnowszego Pulsa, ale może znajdziecie chwilę między przygotowywaniem kolejnych dań, a gdyby dyskusja przy świątecznym stole zeszła na politykę, to radzimy wymknąć się i poczytać o przyjemniejszych tematach, bo w zeszłym tygodniu wiele się działo w Marvelu.

Wesołych i Spokojnych Świąt od redakcji Avalonu!


 

Zapowiedzi na marzec
Ozz: To, co najbardziej mi się rzuciło w oczy i mnie zainteresowało:
- Ultimate Pete Wisdom!
- Ultimate X-Men w dawno nieaktualnym składzie w Ultimate Spider-Manie?
- X-Men vs. Apocalypse vol. 1: The Twelve (vol. 2 to będzie Ages Of Apocalypse i Search For Cyclops), które już od dawna figuruje na Amazonie, w końcu się pojawia. Mnie się nawet podobała ta historia, więc chętnie nabędę. Szkoda, że zamiast nadmiaru numerów Cable'a nie ma Uncanny X-Men Annuala 1999.
- Ultimate Pete Wisdom!
- Cable Classic. Classicki to świetna rzecz, może nie wszystkie mi podchodzą (ten np. nie), ale kilka serii, które bardzo lubię, wreszcie mogę w tej formie kupić. Ponieważ Amazon daje zapowiedzi TPB-ów na jakieś pół roku wprzód, więc co jakiś czas sprawdzam, czy nie ma kolejnych tomów. Na kwiecień/maj zapowiedziane już są Excalibur Classic vol. 5 (które wychodzi tak regularnie, że chyba jednak jest szansa na zebranie numerów Ellisa) i The New Mutants Classic vol. 3 (nareszcie). A czasami sprawdzam sobie też, czy jakieś kolejne serie nie zostaną w ten sposób wydane. Cable'a nie przewidziałem (bo nawet o tym nie pomyślałem), ale znalazłem to. Szkoda, że pierwsza połowa tego tomu to badziew, a można było to inaczej rozwiązać. No i, Cable Classic wychodzi w tym samym miesiącu, co pierwszy numer jego nowej serii. Czy tak samo będzie w przypadku jego kumpla? Wciąż czekam też na New Warriors Classic i Generation X Classic.
- Ultimate Pete Wisdom!
Gil: Najbardziej interesuje mnie tu pokłosie Messiah CompleX, a zwłaszcza debiutująca seria Cable'a. Z innych premier na pewno warto zwrócić uwagę na kolejną odsłonę Dark Tower, a jako ciekawostkę potraktować Phantom Eagle. Ciekawie może też wyjść Logan by Vaughan, bo ten pan wyciągnie na pewno coś lepszego niż Way. Niezbyt przekonuje mnie za to Last Defenders, bo wygląda jak coś, co nie może się udać. No i jest jeszcze Ultimate Pete Wisdom! Ciekawie dziać się będzie też w tytułach związanych z Avengers, a zachęca zwłaszcza mały jubileusz Ms. Marvel i numer New Avengers poświęcony Echo.
S_O: Marzec to miesiąc, w którym nadchodzi wiosna, zaczyna się wegetacja, rodzą się nowe roślinki, ptaszki wracają z ciepłych krajów...
A w Marvelu mamy wysyp nowych serii: Od Cable'a i nowego Dark Tower, poprzez jakichś Last Defenders, a na dwóch nowych (mini)seriach o Loganie skończywszy. Ale gdzie coś się zaczyna, coś się kończy. A kończy się nowa miniseria Captaina Marvela, run Ennisa w Punisherze (hmmm... będę się musiał w końcu z nim zaznajomić), a Black Panther i Storm opuszczają FF (znowu). A poza tym, duet Bendis&Bagley pokazuje, że nie tylko przy "Ostatecznym Człowieku-Pająku" robota szybko im idzie, bo znowu mamy dwa numery Mighty w jednym miesiącu. No, i wychodzi one-shot Secret Invasion Saga, który sugeruje, że najważniejszy event 2008 roku rozpocznie się w kwietniu. A propos SI... Ms. Marvel na okładce jubileuszowego numeru swojej serii wygląda jakoś tak Skrullowato... ale przecież nie rzuciliby takim spoilerem na trzy miesiące przed wydaniem komiksu, prawda?


Okładki do zapowiedzi marcowych:
Spence: Maleev's back in action i jest bardzo dobrze, bo od razu stał się dla mnie gwoździem programu. Dwie okładki, każda w innym stylu, a obie niezgorsze. Agresywna, grafficiarska, dynamiczna Punisher War Journal ze świetnie wyczutą kolorystyką. Do tego realistyczna Nova, w której Alex ma zagościć jako nowy "cover artist" - oszczędna paleta barw i ciekawy pomysł na tło. Do tego: jak zwykle świetny Tim Bradstreet w Punisher, Marko Djurdjevic w Daredevil, klasyk Glenn Fabry w X-Factor, John Cassaday przy War in Hell i genialny David Mack w New Avengers... Do tego mógłbym spokojnie dopisać kilka innych pozycji, ale bez przesady.

Nowy Captain America?
Gil: Myślę, że jednak nie zostaniemy zaskoczeni i nowym Kapitanem zostanie stary Bucky. Taki pewnie był plan od początku i po to Bru wyciągnął go z niebytu. Najważniejszą wskazówką wydaje mi się tutaj fakt, że odkąd zapowiedziano nowego Capa, Winter Soldier zniknął z zapowiedzi i nigdzie nie ma mowy o jego przyszłości. Gdyby jednak zdarzyło się inaczej, chętnie zobaczyłbym w tej roli obecnego Union Jacka, bo to dość ciekawa postać. Myślę jednak, że na to - jak mawiają Francuzi - marneshanse.
Lex: Większość fanów typuje Bucky'ego praktycznie od momentu śmierci Steve'a. Wiele faktów wskazuje na słuszność tej tezy i jestem pewien, że Winter Soldier stanie się kiedyś nowym Kapitanem, ale czy już teraz? Czy to nie byłoby zbyt oczywiste? Brubaker całą serię zaskakuje, więc czemu teraz miałoby być inaczej? Może nowy Kapitan to część planu Red Skulla? W tej chwili postawiłbym na ten trop.
S_O: ...to Bucky.
Duh.
Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Inaczej, czemu zostałby przywrócony do życia? Czemu by kozaczył w każdym numerze od śmierci Steve'a Rogersa? No i przypominam, że to on ma tarczę.
Jaro: Ten obrazek to zwykła podpierdółka jest, Bucky, Bucky, Bucky i jeszcze raz Bucky, tu na 99% innej opcji nie ma. Chociaż z drugiej strony, to pisze Bru. A po tym, co dotychczas zobaczyłem w jego Captain America, nowym flagochłopem mógłby być nawet Cosmo z Nova, a i tak byłoby fajnie.
Gamart: Bucky, bo ma tarczę i ogólnie to logiczne by było.



Cable & Deadpool #48 avalonpulse0023e.jpg
Gil: Mało tym razem Boba, ale akcja między Deadpoolem a T-Rayem wynagradza te braki. Rozgrywka między nimi jest już niemal klasyczna, więc wprowadzenie jej na nowy poziom trzeba docenić. Tym bardziej, że może to przynieść ciekawe konsekwencje, a do tego jest dobrze poprowadzone. Moment, w którym Deadpool odkrywa swoich wewnętrznych minibohaterów jest słodki - zwłaszcza jego wariant Ms. Marvel. Dodatkowo, w dziale listowym dostrzegamy podejrzaną powściągliwość w kwestii dalszych losów Wilsona i Agency X, więc może jednak będzie jakiś nowy tytuł? Ocena: 6/10
S_O: Czy wątek T-Raya się już skończył? Czy mogę już wyjść?
Ale poważnie: Konfrontacja między oboma Wade'ami Wilsonami całkiem fajna i dowcipna, zwłaszcza mini-bohaterowie (tu chciałbym się odróżnić od kolegów redaktorów i jako najzabawniejszego wskazać Black Bolta) - jakiś fanboy miałby kupę zabawy, by dopasować tę zgraję do prawdziwych postaci (o ile "prawdziwym" można nazwać kogoś występującego na kartach komiksu).
Ale i tak - jak zwykle - numer kradnie Bob, który co prawda przespał większość numeru, ale swoimi tekstami to wynagradza.
Krzycer:
Dobre! Boba co prawda w tym odcinku nie ma, ale wyszło fajnie i radosne siekanie zombiech na starcie, i pojedynek z T-Rayem, i rozwiązanie, i epilog, i w ogóle - bardzo fajny numer. Zwłaszcza przebijanie czwartej ściany i Deadpool w wielu heroicznych wydaniach (...w tym Ms Marvel. Au.)

Exiles #100
Gil: Cały numer o niczym. Plaża, kanapki, surfing i przemyślenia z tym związane. A wszystko to, żeby na końcu starzy dobrzy Exiles powiedzieli "to my sobie już pójdziemy", na co Claremontowi odpowiedzieli "to wy już sobie idźcie". Nic ciekawego, nic zabawnego, nic ładnego. Nic. New Exiles nawet nie chcę oglądać. Ocena 3/10.
S_O: Plaża, opalanie, obżeranie się rakotwórczym, grillowanym, pełnym cholesterolu żarciem, gapienie się w gwiazd... o przepraszam, wszechświaty. Yay. Ale co to za numer bez rehabilitacji pozawałowej i monologów (bynajmniej nie wewnętrznych) podczas walki? No właśnie, żaden, więc je także tutaj uświadczymy. A do tego skoki na bungee i wywalanie trzech postaci z orginalnego składu, bo najwyraźniej Chris miał jeszcze mniejsze pojęcie, jak je prowadzić, niż w stosunku do reszty.
Krzycer:
Gra w baseballa, barbecue, surfing i inne takie to ostatnie, co Claremontowi jeszcze jakoś wychodzi, dlatego też ten numer był znośny. I choć lubię TJ to cieszę się, że dostała urlop, wróci, to może CC przestanie wreszcie kanalizować przez nią swoje zawałowe doświadczenia.

Foolkiller vol. 2 #3
Gil: No, wreszcie zaczyna się coś dziać. Wygląda jednak na to, że wykańczanie kolejnych pionków to tylko przygrywka do starcia z szefem, a prędzej czy później nasz Głupcobójca będzie musiał też zmierzyć się ze sobą. Wygląda dobrze, czyta się nieźle. Jedyny problem to fantazyjna przemoc - zupełnie nierealna, choć widowiskowa. Ocena: 6/10
S_O: Skoro retrospekcje się skończyły, czas zabić paru głópców. A owo zabijanie opiera się przede wszystkim na ucinaniu wielkiej ilości kończyn (co nasunęło mi jednoznaczne skojarzenie ze Star Wars: Revange of the Sith, gdzie podobną operację przeprowadzano średnio co kwadrans). Zaciekawia ostatnia strona, która jako taka sugeruje, że łysy grubas w białym wdzianku jest zaskakującym cliffhangerem, ale nie bardzo wiem, kim ów gość miałby być, bo do jedynego znanego mi łysego grubasa w białym wdzianku średnio podobny.

avalonpulse0023f.jpg Incredible Herc #112
Gil: Oficjalnie informujemy, że Hercules z powodzeniem przejął pałeczkę od Zielonego. Nie jest to może jakiś hicior, ale lektura nie gorsza od przygód Hulka. Zawsze lubiłem mitologię, więc cieszą mnie nawiązania do tradycyjnych mitów, mimo pewnych zmian. Herc jest świetną postacią, jeśli traktuje się go z przymrużeniem oka, a że tu tak właśnie jest - jest super. Plan Wolfganga Amadeusza jest cokolwiek ambitny, ale może z tego wyjść coś zabawnego, więc chętnie popatrzę. No i nie zapominajmy o udziale Aresa! Rysunki też w porządku, więc ogólnie jestem na tak. Ocena: 7/10
S_O: Przygody Skirt Mana i Smart Kida wystartowały na naprawdę wysokim pziomie, oby go utrzymały do końca. Akcja przeplatana całkiem niezłymi dialogami Herca i Amadeusa, nawiązaniami do mitologii i ogólnie dobrze prowadzonymi postaciami to jest to, co tygryski lubią najbardziej (to i kabriolety, bo "convertibles are cool"). I miło też, że Herc postanowił wzorem swojego gromowładnego blond-kumpla porzucić staroangielski.
Jaro: Wyszło całkiem nieźle. Herc i Cho tworzą sympatyczne Dynamic Duo, na nieporadność S.H.I.E.L.D. aż miło popatrzeć, a całość świetnie uzupełniają mitologiczne wstawki. Szkoda trochę, że Ares nie jest bardziej "mighty", ale z zapowiedzi wynika, że jeszcze będziemy go oglądać w serii Herculesa, więc może wszystko jeszcze przed nami. Tak czy inaczej, czyta się to bardzo dobrze, rysunki też są bardzo porządne, więc do przeczytania kolejnych numerów raczej zostałem zachęcony.
Ocena: 7/10; soundtrack: Coheed and Cambria - Shameless.
Gamart: Dobre, dobre. Dynamiczne Duo może jeszcze namieszać, ale ozdoba numeru i tak jest pojedynek słowny Mighty Olympian Initiative Bureaucrat Ares z urazem z przeszłości vs Hercules.

Immortal Iron Fist #11
Gil: Nadal dobrze! Heroes (not) for Hire w końcu na coś się przydają, chociaż to Danny musiał ich znaleźć. Wiemy częściowo, co knuje Hydra, ale podejrzewam, że jeszcze coś tu się okaże (np. że mają szpiega w K'un-L'un). No i wreszcie urzekająca historia Davosa i jego ostry pojedynek z Tiger's Beautiful Daughter. Robi wrażenie! Ocena: 7/10


Mighty Avengers #6
avalonpulse0023h.jpg
Gil: Ta seria jest zdecydowanie najsłabszą rzeczą, jaką stworzył Bendis, a ten numer jest jej najsłabszą (jak dotąd) częścią. Niby finał, ale właściwie nic się nie dzieje, bo nad akcją górują migające diodki, gadanie i drażniące znowu thought baloons. No i nie ma najmniejszego zaskoczenia... może fakt, że Bob wskrzesił Lindy, ale i jemu brak wyrazu. No i scena, w której Antoś dowiaduje się, że był dziewczynką, jest niezła. A najgorsze w tym wszystkim są rysunki. Pośpiech rozwalił wszystko. Wcześniej Cho przynajmniej z twarzami jakoś sobie radził, ale tutaj wszystko leży i od razu widać, gdzie Peterson musiał nanosić poprawki. Ocena: 4/10
S_O: W końcu! Po wielu miesiącach czekania, wreszcie wyszedł ostatni numer ultronowego story arca. I patrząc na ten numer nie za bardzo wiem, co zajęło Frankowi tyle czasu. Te kanciate "antywirusy"? Whatever. Ultronica pokonana (i proszę nie beczeć, że nie wyjaśniono, czemu Ultron poleciał w kosmos, tylko wygooglować jakiś jego bios - tam przeczytacie, że miał od groma wersji, a każda z nich to inna osobowość), Sentry ożywia dotykiem (khykhykhyLindytoSkrullkhykhy), a Tony sprawdza, czy jest kompletny (jeden z najlepszych kadrów roku!). No i pod koniec Spider-Woman przynosi zielono-czerwony prezent w foliowym worku. Co stanie się z nim dalej? Dowiecie się z New Avengers: Illumimati #5, w sklepach już... e... dwa miesiące temu?
Hotaru: Nie odkryję Ameryki stwierdzając, że nie było warto. Pierwsza historia w Mighty Avengers nie była niczym wyjątkowym, nie wyróżniała się nawet obsuwami, bo czytelnicy Astonishing X-Men przywykli już do większych. Zapewne Bendis będzie twierdził, że są tu kluczowe wskazówki co do Secret Invasion, ale co z tego - to dopiero za kilka miesięcy. Na razie dostaliśmy średnio absorbującą historię, z mniej absorbującym zakończeniem. Bendis jest wybitnie nie w formie i wydaje mi się, że ustawiając pionki przed Inwazją zapomina, że scenariusze oprócz zostawiania hintów na przyszłość, powinny również mieć jakąś teraźniejszą wartość. Takowa, zarówno z New jak i Mighty, jest moim zdaniem znikoma.
avalonpulse0023g.jpgKrzycer: po pierwsze: dlaczego niby Cho narysowanie tego wszystkiego zajmuje tyle czasu? Efekt jest niezły - i tyle, nic ponadto. Dlatego cieszę się niebywale, że to jego ostatni numer i następne, miejmy nadzieję, będą wychodzić na tyle często, by dogonić New Avengers...
A teraz skupmy się na komiksie: kilka udanych dymków myślowych - to na plus. Przyzwyczaiłem się do nich na tyle, by samego ich istnienia nie zaliczać na minus ;) Kilka fajnych akcji. Ale tak naprawdę w komiksie jest tylko jedna godna zapamiętania scena - reakcja Starka na wieść o tym, co z nim zrobił Ultron :D
Aha - i czyżby... czyżby... Sentry miał teraz za żonę LDM? LMD? Już nie pamiętam, jak te literki stały.
Ale jeśli - to będzie się działo, kiedy się o tym dowie...
Jaro: Cho Cassadayem nie jest i za taki poślizg nie ma przebacz. Poza tym, numer czyta się dobrze, a historia kończy się przyzwoicie, dość nijako. Całość ciągną szczegóły, takie jak chociażby sceny z Tonym po przebudzeniu czy Wasp wylatująca z Aresem z UlTONki (chyba jedyna scena, która wyszła Cho). Na plus zaliczam też mignięcie gęby Ultrona na monitorze Pyma (czyli UlTONka była pewnie nasłana przez Ultrona z Conquest). Szkoda za to, że nie wyjaśniono, skąd się wzięła cała i zdrowa Lindy. Rysunki? Nie wystarczająco dobre, jak na tyle czekania. I to właśnie głównie psuje odbiór tego numeru.
Ocena: 6/10; soundtrack: Melvins - The Mechanical Bride.
Gamart: Komiks zakończył się tak, jak stare historie z Avengers z dawnych lat, czyli było dziwnie, działy się niewytłumaczalne rzeczy i Avengers wygrali. Ares bez tekstów ale nadal dobry i czuję, że komiks ten teraz zacznie być tylko lepszy, bo opóźnienia Cho popsuły tak szybką w odbiorze historie [to tak jakby 300 ogladać po kawałku przez rok], a rysunki sa tylko dobre. Scena z Tonym sprawdzającym czy dalej jest facetem, bezcenna.

She-Hulk vol. 2 #24
Gil: I znowu kilka ciekawych nowości. Shulkie i jej Skrulleżanka mieszkające na osiedlu przyczep to świetny pomysł, z którego od razu wyskakują bardzo PADowe wątki poboczne. Praca dla F.B.I. też ma ciekawe podłoże, a teraz, gdy tajemniczy Rodzynek zamieszał, może się tu pojawić dużo ciekawych rzeczy. Do tego kilka dobrych żarcików i coraz lepsze rysunki. Ocena: 7/10
Krzycer: Numer kradnie Jazinda - ale jak! Piękna rozmowa z niekochaną nastolatką, pomysłowa interwencja ("terapia szokowa")... ładnie. Zielony duet daje radę, sama She-Hulk w tym numerze za to niewiele robi.
S_O: Dolar jest obecnie jedynym zielonym, którego poziom spada. Poznajemy odrobinę historii Jazindy i jej sposoby na kłótnie u sąsiadów, nowych współpracowników Shulkie i jej "maleństwo", no i ostatni rodzynek w cieście, czyli pana Raisina (którego irlandzkie pochodzenie tłumaczy poniekąd, czemu otrzymał takie imię). Mimo braku Layli, ta seria jest świetna i każdemu doradzam bliższe zapoznanie się z nią.

New X-Men vol. 2 #45
avalonpulse0023i.jpg
Gil: Albo mój entuzjazm osłabł, albo poziom się obniżył. Nic tu właściwie nie czułem. Klimatu jak na lekarstwo, bo kreskówki Ramosa wszystko położyły. Większość numeru zajmuje bitwa z Reaversami, która nie wydaje się specjalnie ekscytująca właśnie przez brak klimatu. Okazuje się, że Hellion przeżył (choć nie powinien), a Caliban zginął (czego wszyscy się spodziewaliśmy). Poza tym nie ma większych rewelacji, bo pewnie autorzy woleli zostawić je Careyowi. Jest za to kilka baboli, jak krótka scena z Predatorem X i towarzysząca jej narracja w stylu lat '60., wyjęta z kapelusza. No i jeszcze Beast operujący Helliona... kocimi łapami... w lateksowych rękawiczkach. Dude! Ocena musi być słabsza: 7/10
Demogorgon: A nie mówiłem, że Hellion przeżyje? Na szczęście "ojcowie" Laury pilnują, żeby dalej miała do kogo skrycie wzdychać i nie musiała odstawiać emo w stylu Elixira (któremu akurat to wyszło na dobre). Za to pozwolili jej wyżyć się na Deathstrike, którą pokonała w pięknym stylu. Wolverine dobrze zrobił, kiedy pozwolił X-23 zająć się Yuriko. Muszę stwierdzić, że między nim, a Laurą zaczyna wyrastać niewielka relacja ojciec-córka. Ale to nie dziwne, skoro Logan może być jedynym, który potrafi zrozumieć, co gra w głowie tej małej. Mamy też dowód, że Emma ma kompleksy na punkcie żywotności jej podopiecznych i zamiast zmyć Surge głowę cieszy się, że New nie było na miejscu ataku Sentineli, bo mogliby zginąć. A co do tego, że X-Force ot tak nagle pojawiło sie za Reavers, to nie postrzegam tego jako błąd. Bądź co bądź, ale grupa ludzi która ma poruszanie w trudnym terenie i tropienie w małym placu może stosunkowo łatwo dogonić jednego faceta z ciężkimi, metalowymi protezami, zajętego walką z armią cyborgów-ninja, nie? 7/10
S_O: Nigdy nie atakujcie czarnowłosego emo-style telekinety, bo jego dziewczyna może się okazać klonem stworzonym do zabijania. Nikt nie udzielił tej rady Lady Deathstrike i już się żegna ze światem. Przy okazji wyjaśniło się, że ninja-roboty to ani jedno, ani drugie, tylko spec-ops Purifiers. Aha - Caliban ostatnio wychudł, więc Purytanie załatwili mu kilka gramów ołowiu extra.
A co jeszcze? Predator X sugeruje w swoich boxach narracyjnych, że odwiedzi Instytut, gdzie Surge ze zbuntowanej nastolatki zmieniła się w taką, która obwinia się za całe zło tego świata.
A propos nastolatek, Humberto, jedenaście-dwanaście lat, czyli tyle, ile ma Layla, to okres, kiedy dziewczynka zamienia się w młodą kobietę. A nie w cholernego Pikachu!
Hotaru: Niestety jestem zmuszony powielić moje narzekania z poprzedniego rozdziału Messiah CompleX - to nie jest New X-Men. Ponownie, indywidualny styl tytułu ucierpiał. Zamiast historii młodych mutantów wplątanych w wydarzenia Kompleksu dostaliśmy historię X-Force. Nie tego chciałem. I jeszcze śmierć tego numeru... czy tylko na mnie nie zrobiła zupełnie żadnego wrażenia? Jedyne, co mi się podoba, to nawiązanie w walce między X-23 a Deatstrike do podobnej walki miedzy Yuriko a Loganem, napisanej i narysowanej przez Windsor-Smitha. Ale ogólnie kiepsko - tracę wiarę w to całe cross-over.
avalonpulse0023j.jpgOlka: Nie znoszę Ramosa, ale mała w jego wykonaniu jest absolutnie słodka. Plus dostała kocyk! W końcu!
Wiedziałam, że ktoś z X-Force polegnie i cieszę się, że był to Caliban, a nie Hepzibah. Lubiłam oboje, ale ją jednak dużo bardziej. Uwielbiam Laylę. Polubiłam ją już w HoM, ale w X-Factor i teraz w MC utwierdza mnie w przekonaniu, że to jedna z najlepszych relatywnie nowych 'x-postaci'.
Hellion żyje! Super. Mogli mu ciachnąć grzywkę, ale ok, grunt, że żyje. Laura zemściła się za pocięcie chłopaka i wszyscy są szczęśliwi... E... Laura... Laura zdjęła Lady Deathstrike? Serio? Ja wciąż w to nie mogę uwierzyć...
Gadka Emmy do Noriko dobra. Uważałam, że młodej należy się owal, ale to, co zrobiła Emma, było potrzebniejsze. Ona potrzebuje wiary w siebie, motywacji, żeby walczyć. Dobry dialog ukazał też, jak bardzo dzieciaki pod opieką Emmy są przeklęte. I jak bardzo ona się o to obwinia. Mała rzecz, a dobry rys psychologiczny.
Ogólnie dobry numer. Podobało mi się i nie mogę się doczekać na następny.
CrissCross:
Historia idzie do przodu. I wreszcie ktoś (konkretnie Wolverine) zapytał Nathana, o co mu tak naprawdę chodzi. To, że odpowiedzi nie było, to inna sprawa. Caliban poległ ładnie i chyba dobrze się stało. Hellion żyje (jeszcze)! Tragedia. Ja nie wiem, czy niektórym trzeba odciąć głowy, ręce i nogi, a potem jeszcze spalić, żeby umarli? No proszę was... Kreska momentami słaba. Chociaż scena, w której Deathstrike robi sieczkę z Laury, jest całkiem niezła, to sama Yuriko narysowana jest fatalnie. Wygląda jak gumowa, elastyczna lalka. Szczególnie jej ręce nienaturalnie na niektórych kadrach wygięte. No, ale przynajmniej historia dobra.
Ororo: Scenariusz oczywiście świetny, ale Ramos się nie popisał [znowu]. Chociaż lubię kreskę w stylu Ramosa czy Bachalo, to niektóre sceny wyglądały komicznie, np.: kopnięcie jednego Purifiera przez Rahne, czy sama Layla. W każdym numerze wygląda porządnie, a tu jak dziecko z klasy 1-3 podstawówki. Na dodatek Ramos dokonał niemożliwego - cherlawego Calibana udało mu się zrobić nieźle napakowanego. Nie wspomnę o Hepzibah, która myliła mi się z facetem. Ale sam numer fajny.
Jaro: Kolejny świetny numer. Bardzo-bardzo podobała mi się walka X-23 z Deathstrike, która zresztą jest "ozdobą" całego numeru. Dobrze wyszedł Logan-dowódca, dynamicznie i pozytywnie chaotycznie wyglądało samo starcie z misiasiami Yuriko. Helliona wszyscy już pochowali, tymczasem zginął Caliban. Jego śmierć została przedstawiona nawet dobrze, więc nie ma co narzekać. Zapowiada się jednak na to, że Predator X kieruje się w stronę szkoły, gdzie z kolei po wybyciu Cyke'a i reszty kozaków zostaną właściwie sami ranni albo młodzi - czyli można liczyć jeszcze na jakiegoś konkretnego trupa. Do tego dobra rozmowa Emmy z Surge, enigmatyczny Cable, przekonująco fanatyczni Purifiers/Reavers (w tym się akurat zdążyłem pogubić), zaniepokojona nazwiskiem wielebnego Craiga Rahne i członkowie X-Force, którzy nie przebierają w środkach, aż miło. Całość zupełnie poprawnie narysowana przez, tym razem na całe szczęście nieszarżującego, Ramosa.
Ocena: 8/10; soundtrack: Arch Enemy - Blood on Your Hands.


Terror Inc. #4
Gil: Co powinno być w serii z Terrorem z MAXa? Terror i jazda na maxa! Tutaj wszystko jest. Nie mówię tylko o panu Terrorze, ale także terrorze terrorystycznym z setkami wysadzających się fanatyków. Pani Primo poznaje ciekawych ludzi i ich ciekawe zabawy oraz ciekawe plany, a dawne uczucie między Terrorem i Talitą przechodzi ciężkie chwile. Cóż, jakby mnie ktoś zakopał na osiem wieków, też bym się wkurzył... Patrick Zircher udowadnia, że potrafi rysować wnętrzności w różnych sytuacjach, a i z golizną radzi sobie jak na artystę przystało. Zdecydowanie największa frajda w tym tygodniu! Ocena: 8/10
S_O: Ten numer skupia się mniej na Terrorze, a bardziej na "Inc.", czyli pani Primo, która pokazuje, że ma jaja i prawdopodobnie dalej będzie to pokazywać w ostatnim numerze. Terror też ma parę momentów, jak dokonywanie "rękoczynów" na odległość i późniejsza migrena. Poznajemy też plan Tality i metody działania Death's Reign. Tylko szkoda, że gdy tylko zobaczyłem dyndające na szyi trzynastowiecznej blondyny amulety, domyśliłem się, jak skończy się cała heca.

Ultimate X-Men #89 avalonpulse0023k.jpg
Hotaru: Trend rujnowania kultowych historii z 616 zostaje podtrzymany. Kirkman najpierw niszczy mit Feniksa, potem całe tło Cable'a, teraz zaś zmasakrowany został Shadow King i Brood. Na szczęście to nie koniec, bo scenarzysta ma w planach wykastrować Apocalypse'a. Kończ waść, wstydu oszczędź.
Krzycer:
Ha. To by było na tyle, jeśli o wątek Corneliusa chodzi. Może to i dobrze? Gdyby naprawdę chodziło o Ultimate X-23, to można by to ciągnąć, a ponieważ nie chodziło, to chyba nawet lepiej, że Kirkman sprzątnął to na tych paru stronach.
Ale małe Loganko-critters wypadły słodko :)
Resztę numeru poświęcono Storm. Kirkman zebrał dotąd tylko wzmiankowane lub poruszone i zostawione wątki i wykorzystał (... nawet uzasadnił Brood z Sali Ćwiczeń) - jak dla mnie takie wyjaśnienie może być, takie rozwiązanie - również.
I tym sposobem mamy oczyszczone pole, teraz czas na powrót Sinistera i nadejście Ultimate Apocalypse'a. Kirkman pomału, ale jednak mnie do siebie przekonał, więc daję mu kredyt zaufania i czekam na ciąg dalszy.
Zmienił się artysta, witamy Salvadore'a "raz na wozie, raz podwozie" Laroccę. Idzie mu nieźle. Nadzieję, że kiedykolwiek wróci do formy z początkowych X-Treme, straciłem już dawno, więc tyle mi wystarczy.
CrissCross:
Cienizna. Straszna cienizna. Rysunki jakby ciut lepsze niż ostatnimi czasy, ale sama historia jakaś taka króciutka i słaba. Ot, była sobie i tyle. Nic specjalnego.
Jaro: Numer ogólnie mocno średni, ale przynajmniej wątek Shadow Kinga został zakończony w znośny sposób. A to, że King jest zupełnie inny, niż w 616 to tylko plus, w końcu jesteśmy w świecie Ultimate. Sprawy między Loganem i Ororo też zostały w miarę dobrze wyjaśnione, X-Men Bishopa i X-Men Cyclopsa spotkali się w przyjaznej atmosferze, teraz tylko pozostaje czekać na nadejście Ultimate Apocalypse'a. I może to wyrwie Ultimate X-Men z tej trwającej od jakiegoś czasu "średniości".
Ocena: 5/10; soundtrack: Tiamat - Do You Dream of Me.

The Order vol. 2 #6
Gil: Nie wiem, co jest gorsze: Lesbian Strike Force, millitary hippie, czy "Henry, baby!" i jego holyłódzki agent - Antonio Stark. A nie, przepraszam - już wiem. Najgorsze jest wejście Namora, który chociaż powinien siedzieć w Latverii, zaatakował San Francisco ścianą wody, żeby bronić Atlantydy... która a) została zniszczona i b) nigdy nie znajdowała się na PACYFIKU! Przy tym nawet zmutowane żółwie i Mariolka zmieniająca się w Mothrę wymiękają. Ocena: 3/10
S_O: Hmmm... Jak przy okazji poprzedniego Ordera nazwałem panią Młotkową "Ex-super lesbijką", nie wiedziałem nawet, jak wiele mam racji (i tyczy się to wszystkich trzech części tego zlepku wyrażeniowego). Poza tym, Tony Stark zostaje specialistą od PR-u, Supernaut pokazuje, jakim jest kozakiem (Joe Swanson z Family Guya byłby dumny), a z Pacyfiku wyłania się... Namor? WTF?
Aha - cool 'fro, bro'!


avalonpulse0023l.jpg What if... Civil War
Gil: Słyszycie siorbanie? To nie mały głód, tylko najnowszy What if. Co w nim jest nie tak? Zacznijmy od tego, że wciśnięcie dwóch słabowitych historii i przerywnika zamiast jednej dobrej, to nie recepta na dobry komiks. Zwłaszcza, jeśli w tym wszystkim najlepszy jest właśnie przerywnik. Pierwsza historyjka ma kilka w miarę ciekawych momentów i można by rozwinąć ją w coś lepszego, ale przede wszystkim trzeba by wymienić rysownika, bo niejaki Gustavo to pomyłka. Druga historyjka jest merytorycznie poprawna, ale znowu nic tu się nie dzieje, tylko gadają, jak wszystko załatwić. Rysunki tu trochę lepsze, ale miejscami nadal nie bałdzo. Ocena będzie łaskawa: 4/10
Demogorgon: A ja muszę się z Gilem nie zgodzić, ten What if jest prawdopodobnie najlepszym z wydanych w tym roku. Obie historie mi się bardzo podobały. Graficznie pierwsza miała kilka krzywizn (odnoszę wrażenie, że Gustavo uwziął się na szczękę Richardsa, bo na wszystkich jest ona wykrzywiona), druga była poprawna, a przerywnik to takie małe, graficzne arcydzieło, hehe. Fabularnie jednak podział na trzy historie jest mało zauważalny, ponieważ jedna wychodzi z drugiej. Mam wrażenie, że to trochę za mało opcji, jakie mogą istnieć w wypadku czegoś tak wielkiego i jeszcze nie raz będziemy mogli zobaczyć powrót do wydarzeń z tego komiksu w alternatywnej wersji. I oby wszystkie były równie miodne, co to. Dla mnie What if? roku. 7/10
S_O: Pierwsza historia średnio przypadła mi do gustu, czy to przez słabą kreską, czy też z powodu ogranego motywu "Wszyscy giną, więc się cieszcie, że w głównym universum jest, jak jest". Pokazuje za to, jak bezwzględnym człowiekiem jest Henry Gyrich. Dude, cała armia Clorów! Aż mnie ciarki przeszły.
Druga historia natomiast to zgwałcenie podanej przeze mnie zasady i odwrócenie jej o 180 stopni - tutaj ginie jedynie Clor, a wszystko zostaje wytłumaczone w koleżeńskiej atmosferze (a potem przylatuje Hulk, który i tak wszystkich zabija ;)). I gdyby nie przesłodzona końcówka, mógłbym ją pochwalić.


Wolverine: Firebreak
avalonpulse0023m.jpg
Gil: Ktoś tu się chyba naoglądał pożarów lasów w Californii... No cóż, jeśli chcecie czytać o Wolvieku, prowadzącym grupę Jankesów przez płonący las - psze bardzo. Ja wysiadłem na trzeciej stronie. Tej drugiej historyjki nawet nie zacząłem, bo odstraszyły mnie rysunki. Czyli dostaliśmy kolejny wolverinowy one-shot, o którym jutro nikt nie będzie chciał pamiętać. Ocena: 3/10
S_O: Zero zaginionych synów, zero Aniołów Śmierci, zero Przekozaków Romulusów, zero wsadzania przeszłości Logana do blendera. Tylko las, ogień, kilka fajnych tekstów i grupka agentów Hydry na drugim końcu pazurów (i wybuch!! Piromani FTW!) I dobrze. Tylko znowu wykorzystany ten sam motyw z narracją przypadkowej osoby. Ech. Ale garść niezłych żartów to rekompensuje.
Przy drugiej historii praktycznie czuć zapach zioła, które wypalił rysownik. W ostatniej chwili, rzutem na bandę, zagroził mojemu dotychczasowemu faworytowi w kategorii "najgorszy rysownik roku". A sama historia? Meh. Już nie pamiętam, o czym była.
Jaro: Jak na Careya jest dość słabo, ale mając w pamięci ostatnie numery serii z Loganem jakie czytałem, ucieszyłem się, że tym razem nie było żadnych tajemniczych Romulusów czy innych chodzących spiskowych teorii dziejów. Miło czasem poczytać taką zwykłą prostą historię z Rosomakiem, gdzie i krew się poleje, gdzie miejsce na nieco refleksji też się znajdzie, bo do takich opowieści ten bohater jest chyba najodpowiedniejszy. I to dodatkowo polepsza mój odbiór Firebreak.
Ocena: 6/10; soundtrack: Black Label Society - You Must Be Blind.

Wolverine Origins #20
S_O: Logan miał za zadanie sprowadzić Captaina w prezencie dla nazioli, ale że jest w głębi duszy dobrym człowiekiem i kumplem Capa, to postanowił zachować w tajemnicy istnienie Bucky'ego, co ten wykorzystał (swoją drogą ciekawe, że w minutę po ucieczce Strucker zdążył o nim zapomnieć. Oh well). I tyle, streszczenie jest gotowe.
Aha, mamy też prolog do następnej historii - dwie postaci, rozmawiające w cieniu przez dwie strony, aby na trzeciej ujawnić, że jedną z nich jest... Deadpool! O ja cie! ...Ale my to już wiedzieliśmy z zapowiedzi... od dwóch miesięcy... I swoją drogą, średnio się to wpasowuje w continuity, nie?


avalonpulse0023n.jpgWorld War Hulk: Warbound #1
Gil: Wiedziałem, że hasło Gammaworld gdzieś wróci. W rękach Leadera to może być nawet ciekawe i to jedyny powód, dlaczego zamierzam sięgnąć po kolejny numer, bo Warbound nigdy mnie specjalnie nie interesowali. Przeczytałem, ale nic tu nie poczułem - średniawka. Ocena: 5/10
Krzycer: No, to Warbound są na Ziemi. Początek taki sobie, ale Leader wykorzystujący Gammaworld Cho do swoich celów na tyle logiczny, że czekam na ciąg dalszy.
W komiksie najbardziej podobał mi się epilog, znaczy - opowieści o Przymierzu. Raz, że wracamy na Sakaar, dwa, że Elloe jak była mała, to była wredna, a trzy - że jak już Miek jest zły, to Pak robi z niego jakiegoś Lectera. W sumie - czemu nie?
S_O: Podejrzewam, że Cho mógłby wytoczyć Leaderowi proces za wykorzystanie jego pomysłu.
Sensowne (mniej lub bardziej) wytłumaczenie przeniesienia się Bractwa Krwi do Nowego Meksyku, ciekawe dokooptowanie starej znajomej Hulka/Bannera... Tylko Elloe rzucająca co jakiś czas zabawnymi tekstami trochę nie pasuje.
A dodatkowa historia o grzeszkach Warboundu naprawdę interesująca i kolejny numer będzie warto przeczytać choćby dla poznania pikantnych sekretów pań i panów z Sakaaru. Swoją drogą, nie uważacie, użytkownicy o2.pl, że Miek mógłby zacząć prowadzić negative-zone'ową wersję "pudelka"?





Okładki tygodnia

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

 

Hity tygodnia:
avalonpulse0023a.jpgIncredible Hercules #112

Autor: Art Adams

Lex: Autor bardzo sprytnie wykorzystał tytuł komiksu, tworząc z niego ciężar, który dźwiga Hercules. Można głębiej odczytywać tę metaforę, jako brzemię, z którym musi zmierzyć się następca Hulka i zastanowić się, czy podoła temu zadaniu. Jeśli nie macie na to ochoty, to po prostu doceńcie dbałość o szczegóły i świetnie dopracowane kamyczki opadające z napisu HULK.





avalonpulse0023b.jpgCable & Deadpool #48

Autor: Skottie Young

Gamart: Muszę przyznać, że nie lubię bazgrołów Younga i popsuły mi w tym roku przyjemność z czytania New X-Men, ale w wypadku tej okładki wyraźnie trafił na temat, do którego jego kreska pasuje. Chyba najklimatyczniejszy rysunek Brothera Voodoo, jaki znam. Chociaż to głownie zasługa świetnych kolorów. Young przywołuje również motywy niczym na okładkach Marvelowych horrorów z lat 70., czyli mamy cmentarz, noc, pelno magicznych ornamentów i jakiś magiczny tekst. Wszystko to składa się na naprawdę klimatyczną okładkę.


avalonpulse0023d.jpgTerror, Inc. #4

Autor: Jelena Kevic-Djurdjevic

Hotaru: Sam temat okładki nie jest przyjemny - ludzka głowa pływająca w słoju z formaliną i patrząca się na czytelnika dziwnym spojrzeniem. Urzekło mnie to jednak, bo z jakiegoś powodu okładka bardzo przypomina mi prace Beksińskiego. Refleksy na szkle, gra światła i cienia i chyba przede wszystkim faktura skóry przypominająca budowle z dymu, częsty motyw obrazów Beksińskiego. Robi wrażenie.




Gniot tygodnia
avalonpulse0023c.jpg Exiles #100

Autor: Tom Grummett

Gamart: Widać, że na zakończenie już nawet Grummettowi nie chciało się pracować przy tytule. Na zakończenie serii, która miała parę naprawdę dobrych okładek, dostajemy rysunek bez żadnego pomysłu. Exiles wchodzą w jakieś światło na rysunku bez tła, a Blink z wielkim czołem i brodą macha ręką tak od niechcenia. Wszystko to źle się skończyło.

 


 

 



Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2007.12.19



Redaktor prowadzący: Lex
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.