Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #231 - Moon Knight vol. 5: Down South HC

lt%20231s.jpgMoon Knight vol. 5: Down South HC
Scenariusz: Mike Benson
Rysunki: Jefte Palo
Okładka: Gabriele Dell'Otto
Liczba stron: 120
Cena: 19,99$
Zawiera: Moon Knight vol. 5 #26-30

GrayFox: Omawiany dzisiaj tom stanowi ostatnie wydanie zbiorcze serii, jednocześnie stanowiąc koniec przygody Mike'a Bensona z tym bohaterem. Jakie wrażenie zostawił po sobie?

Jake Lockley po wydarzeniach z ostatniego tomu przeniósł się do Meksyku, gdzie walczy w swoistym podziemnym kręgu, a zarobione pieniądze przepuszcza w knajpie - generalnie rzecz biorąc, dobrze wtapia się w tłum i trzyma głowę nisko. Chcąc zarobić nieco więcej, przyjmuje pewne zlecenie, w założeniu łatwe i pozbawione konieczności przelewu krwi. Ale, jak powszechnie wiadomo, nic nie jest tak proste na jakie wygląda.

Historia zaczyna się bardzo standardowo, setki razy widzieliśmy podobne patenty, w każdym odłamie popkultury. Z czasem autor postanowił jednak wprowadzić elementy, które zapowiadały się bardzo interesująco - Punisher w Meksyku, czy tajemniczy rzeźnik meksykańskich gangsterów. Te elementy zapowiadały się interesująco. I tu mam niestety zgrzyt, bo w pewnym sensie zagęszcza to świat, w którym rozgrywa się akcja, ale z drugiej strony nie prowadzi absolutnie do niczego. Szczególnie mocno boli to w przypadku Franka Castle, który przez całą historię nie robi absolutnie nic. Szkoda, bo w obecnej formie historia jest co najwyżej średnim sensacyjniakiem, bo nie ma w niej nic, co mogłoby podciągnąć ją do góry.

Mam też problem z dialogami, bowiem Mike Benson popłynął w tym tomie. Co drugi dymek Marka/Jake'a jest pełen gwiazdek, bo protagonista tej opowieści na każdym niemal kroku używa bluzgów zamiast przecinków. Z reguły nie mam problemu z łaciną podwórkową, ale tu scenarzysta niestety przesadził. Na plus natomiast mimo wszystko chciałbym zaliczyć występ braci Zapata, bo mimo kilku durnych sytuacji z nimi związanych i suchości dialogów, stanowili oni najjaśniejszy punkt tego albumu, powodując delikatny uśmiech za każdym razem, gdy tylko się pojawiali w kadrze.

Za rysunki odpowiada Jefte Palo, człowiek, któremu powinni dożywotnio zakazać trzymania ołówka. Jasne, kilka kadrów wyszło mu całkiem dobrze, ale w większości są to rysunki niedokładne, koślawe, dziwnie powykręcane, peleryna jest narysowana fatalnie (kontrast tym większy, że czytałem w krótkim odstępie czasu także Trybunał Sów, gdzie ołówek dzierżył Capullo, autor najlepszych peleryn ever) i co najważniejsze - postaci nie mają oczu! Momenty, kiedy Jefte Palo narysował narząd wzroku postaci przedstawionej na kadrze można policzyć na palcach jednej ręki. W pozostałych sytuacjach, zastępowały je czarne kreski. Przynajmniej kolorystycznie album przedstawia się całkiem w porządku.

Co można więc powiedzieć o tym komiksie? To samo co o poprzednich. Jest przeciętny i nic ponadto. W moim przekonaniu zarówno ten tomik, jak i całość runu Mike'a Bensona nie dorasta do pięt temu, co zrobił Charlie Huston, ani temu, co później zrobił Greg Hurwitz. To średnich lotów historia o superherosie w słabo narysowanej pelerynie. Tylko dla fanów postaci, którzy posiadają poprzednie tomy i chcących mieć całość tej serii na półce. W przeciwnym razie, nie polecam.

Sc0agar4k: "Down South" to ostatnia historia w runie Mike'a Bensona o przygodach Moon Knighta. Autor zabiera nas na wyprawę do Meksyku. A tam, jak wiadomo, wszystko może się zdarzyć.

Jeżeli czytaliście poprzedni tom o Księżycowym Rycerzu, to wiecie, że Marc Spector nie żyje. Dokładnie, Marc Spector umarł, a żeby być jeszcze bardziej dokładnym, to alias Marc Spector nie żyje. Natomiast Jake Lockley żyje i ma się dobrze. I to właśnie pod tym pseudonimem (choć bardziej odpowiednie będzie określenie osobowość) spotykamy naszego bohatera w Meksyku.

Jeżeli chodzi o fabułę, to powiem tak: jeżeli oglądaliście "Desperado" lub "Once Upon A Time In Mexico", to to mniej więcej coś w tym stylu. Plus Punisher i tajemniczy wojownik Tolteków. Jest więc piękna kobieta w opresji, lokalny mafioso, porachunki między gangami. Czyli musi być krwawo, trup ściele się gęsto, a i kilka potężnych wybuchów też się znajdzie. Nie mogło również zabraknąć wątku komediowego, a jak. Są więc bracia Zapata. Wiesz, bro. Zapaśnicy, bro. Z zamiłowaniem do dużych broni burzących, bro. Żółwik, bro.

Nie mogę zgodzić się z oceną GrayFoxa, co do rysunków. Jefte Palo tutaj, to nie jest ten sam artysta, którego widzieliśmy ostatnio w Thunderbolts vol. 2. Może to wina tamtejszej kolorystyki i ogólnej stylistyki (dużo czerwieni), ale w "Down South" jego pracę mi się naprawdę podobają. Wkomponowały się one w mroczny klimat Moon Knighta i atmosfery w Meksyku (oglądający amerykańską wersję serialu "The Bridge" powinni wiedzieć, o czym mowa). W tej historii Palo jest zdecydowanie lepszy niż później.

Ostatnia historia Bensona to zarazem zakończenie wydawania przygód Moon Knighta pod tym szyldem. Przez trzydzieści numerów mieliśmy okazję śledzić jego upadek, powrót do względnej normalności (w przypadku bohatera, którego nawiedza dawne bóstwo, raczej ciężko mówić o normalnym życiu), a nawet śmierć. W "Down South" Moon Knight odnajduje powód, by powrócić do Stanów. Znajduje nowy cel w życiu. Tym celem jest Norman Osborn. Nadchodzi czas zemsty, a Moon Knight powróci w czasach Mrocznych Rządów. Ode mnie, ta historia dostaje cztery żółwiki, bro.

lt_35pts.png
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.