Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #354 (02.06.2014)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 2 czerwca 2014Numer 22/2014 (354)


Lista recenzentów w tym tygodniu nam się trochę wykruszyła, ale i tak nie zabraknie porządnej lektury.

All-New Invaders #5
Gil: Pierwszy z tegotygodniowej listy komiksów o niczym. Chociaż w sumie, z tych, które na tą listę wpisałem, ten ma jeszcze najwięcej do powiedzenia, bo oferuje jakąś konkluzję do pierwszej historii. Rozwiązanie jest z kapelusza, ale przynajmniej team jako tako się uformował (chociaż ciekawe, ile postaci zagości na dłużej… o ile w ogóle będzie jakieś dłużej…?). No i jest jeden update, do którego odniósł się inny komiks, więc chociaż minimalny wpływ na cokolwiek możemy mu zaliczyć. Ale nie zmienia to faktu, że historia jest nudna i o niczym konkretnym. Ciekawe, czy poratuje ich tie-in? A tymczasem 3/10.

avalonpulse0354a%20%5B1600x1200%5D.JPG Avengers vol. 5 #30
Gil: Na początku mocno zazgrzytało. Dlaczego? Bo rzuceni w przyszłość Avengers, wbrew wszystkiemu czego powinni byli się nauczyć przez lata podobnych doświadczeń, od razu wdają się w bijatykę z pierwszymi postaciami, jakie widzą. Wiedzą, co się dzieje, a postacie przypominające z wyglądu Iron Mana nie atakują ich pierwsze, a mimo to, wszczynają bitkę. Tylko po to, żeby w komiksie była jakakolwiek bitka, bo inaczej byłby przegadany. Chyba jedyne uzasadnienie jest takie, że wcześniej chcieli spuścić łomot Antkowi i się zapędzili. Na szczęście, potem robi się lepiej i konfrontacja z przyszłym wcieleniem jednego z nich jest już o niebo lepsza. Przede wszystkim dlatego, że daje sporo wskazówek, a w tym Hickman zawsze radzi sobie świetnie. Nawet jeśli ostatecznie pójdzie to w innym kierunku, to i tak sposób, w jaki łapie na haczyk czytelnika jest świetny. I nawet nie przeszkadza mi to, że przypadkowe skoki w czasie nie są ani trochę nowym pomysłem, bo w sumie lubię tego typu historie. Z wyglądem też nie jest źle. Na razie nie będę się czepiał związku z eventem, którego logo zeszyt nosi na okładce, bo jeszcze jest szansa, że ten wątek się rozwinie. Czyli ogólnie jest całkiem nieźle. Ale przez ten zgrzyt na początku, nie dam więcej niż 6/10.
Xavier83: Cholernie przyjemna lektura. Jest akcja, są dialogi. Kilka zagadek pojawia się i zapowiedzi przyszłości postaci. Fajnie to się czyta. Może tylko rysunki trochę psuły mi odbiór momentami, ale ogólnie jest dobrze. 7/10.
Krzycer: Intrygujące spojrzenie w przyszłość, +pewne wskazówki co do dalszego rozwoju historii w Hawkeye'u. I fajnie. Będzie fajniej, jak kiedyś się przekonamy, do czego te wskazówki się odnoszą, a na razie... kto lubi puzzle, będzie zachwycony. Jak zwykle.

Deadpool vol. 3 #29
Gil: Jest jakieś minimalne nawiązanie do OS i motyw z Dazzler wyszedł nawet zabawnie, ale jako całość, to nadal jest dla mnie wielkie nope. Nope, nope, nopenopenope! I w dodatku mam wrażenie, że komiks robi się coraz brzydszy. Meh i 3/10.
Krzycer: Trochę nuda. Podobało mi się ładowanie Wade'a we wszystko, co obecnie związane z SHIELD (Hulk, Mystique), ale poza tym już nawet nie bardzo pamiętam co tu było.

Fantastic Four vol. 5 #5
Gil: Jakaś mała celebracja, zupełnie bez okazji… Ale hej, przynajmniej numer ma powiększoną objętość. O jakieś… 5 stron? A w środku mamy duuużo gadania i prawie same wspominki, które mają usprawiedliwić postawienie Fantastycznych przed sądem… chociaż tak właściwie nie wiem, za co. Albo coś przegapiłem, albo w ogóle o tym nie wspomnieli (jeśli ktoś może mnie poprawić – śmiało). Do tej pory seria podobała mi się nawet bardzo, ale takich wypominek nie lubię, bo starych czytelników nudzą, a nowym i tak na nic się nie zdadzą. Jest jednak jeden fajny moment – ten z Val i wujkiem Doomem, który jest teraz dobrym chłopcem. No, i jeszcze fragmenty z Shulkie. Robinson powinien zmienić Sole’a w jej solówce. W ogóle, fajne momenty są – tylko trzeba je odnaleźć na lub pod ścianą tekstu. I rysunki znów w porządku, choć ciutkę słabiej. Aha, to jest ten numer, w którym odwołują się do zakończenia Invaders. Tym razem będzie 5/10.

Giant-Size Spider-Man vol. 2 (one-shot)
Gil: Poddałem się gdzieś w połowie pierwszej historyjki. To jest komiks skierowany do ośmiolatka, który właśnie wyszedł z kina. Dla starego dziada jak ja, jest pięćdziesięcioletnim kotletem, podgrzanym po raz setny z dodatkiem coraz to innych przypraw. Absolutnie niestrawny. I to tak samo fabularnie, jak i graficznie, bo i tu celuje w gust ośmiolatka. No, ale dobra – zdaję sobie sprawę, że mój punkt widzenia jest tu trochę niesprawiedliwy, więc dam mu 4/10, mówiące: "to nie dla mnie, ale może się komuś spodobać".

Guardians Of The Galaxy vol. 3 #15
Gil: To chyba najgorszy numer tej serii. Tak, właśnie. Z premierą filmu tuż za rogiem, seria zalicza swoją największą wpadkę. Dlaczego? A dlatego, że nic tu nie ma. Wydarzenia z poprzedniego zeszytu okazują się serią nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, które sprawiają, że tutaj sześć razy z rzędu dostajemy tę samą mierną mini-historyjkę: każda postać budzi się niewiadomo gdzie, odkrywa, że jest w tarapatach i próbuje uciekać, kończąc mini-cliffhangerem w jeszcze gorszej sytuacji. Schemat i ściema. A skoro o ściemie mowa: ta okładka, krzycząca, że dołącza Captain Marvel? Ona w ogóle nie pojawia się w tym komiksie! No i jeszcze na koniec mamy nieszczęsne rysunki od pana, który kiedyś zabrał nas do wnętrza macicy Kitty Pryde. Bendis miał chyba zły dzień, a że u mnie jest podobnie, to dam 2/10.
Krzycer: Ojej, ojej... Bendis znowu to robi... Napisał kiedyś numer "Avengers" o identycznej konstrukcji - poprzedni numer kończył się złapaniem/pokonaniem bohaterów, a następny był w całości wypełniony takimi przebitkami by pokazać że, owszem, bohaterowie wciąż są złapani/pokonani. Było to w historii z Osbornem-Adaptoidem, długo po Dark Reign, kiedy wszyscy już nie mogliśmy się doczekać, kiedy Bendis opuści tytuł.
Więc, ten, skojarzenia, które budzi ten numer, nie są fajne.

avalonpulse0354c%20%5B1600x1200%5D.JPG Inhuman #2
Gil: O dziwo, ten komiks jednym z lepszych w tym tygodniu. Pewnie spora w tym zasługa rysunków Madureiry, do których mam niekontrolowaną słabość, chociaż są całkowitą przeciwnością tego, co zwykle preferuję. Ale nawet bez nich, całość daje radę. Przysposabianie Dantego przez Gorgona, wspólna wycieczka Medusy i Capa oraz wprowadzenie na końcu wszystkowiedzącego cwaniaka są mocnymi punktami numeru. Nie było lania wody, jak w numerze pierwszym, za to całkiem sporo konkretów i niezłego humoru (z tekstem o Slayerze na weselu jako wisienką na torcie). Ku swemu zdziwieniu, kupuję to i mam ochotę na ciąg dalszy. Aha, tylko znów okładka kłamie, ale to pikuś. W każdym razie mogę dać nawet 7/10.
Demogorgon: To pewnie coś mówi o tym numerze, że jego lektura wyleciała mi dosyć szybko z głowy. Ogólnie mam wrażenie, że wszystko to jakieś straszliwie nijakie i mało itnereujące, cameo Captaina America nie pomaga ani trochę, podobnie walka z AIM bo tak, ciekawy był chyba tylko koleś z końcówki, ten diabłowaty z wyglądu. Po co ja to czytam?
Krzycer: Duża poprawa w stosunku do pierwszego numeru. Parę w miarę ciekawych rzeczy, zabawne starcie w parku, w którym obie strony są błędnie przekonane, że walczą o niewiarygodną stawkę, ciekawy diabełek, zabawny trening Dante Inferno z Gorgonem... W sumie to każda scena coś w sobie miała. A jednak zebrane do kupy jakoś mnie nie przekonują. No cóż, już za trzy miesiące przekonamy się, jak wypadnie następny numer tego "nowego hitu Marvela".

Iron Man vol. 5 #26
Gil: Nadal dobrze. Nawet bardzo, bo rozłożył mnie pomysł z magiczną umową. Naprawdę chciałbym, żeby Gillen częściej zabierał Antka do magicznego zakątka uniwersum i wygląda na to, że jest na to spora szansa, zważywszy na hinta w ostatniej scenie z Shevaun. Malekith fajnie dostaje po dupie i okazuje się, że słusznie podejrzewałem, że jest tchórzem podszyty. Plus, wyraźnie zaczyna wyłazić jakieś szydło z worka z napisem Arno. W tej chwili gotów byłbym się założyć, że to on ma pierścień Kłamcy i dzięki niemu nakręcił całą tę historię z adopcją, bo nie jest tym, za kogo się podaje. Poczekamy, zobaczymy, a na razie damy solidne 7/10, bo to była satysfakcjonująca lektura.
Krzycer: Nie spodziewałem się, że tak szybko Tony pogoni Malekitha. Ale też nie on gra tu główną rolę, tylko pierścienie... I wciąż nie mogę się do tego przekonać.
Tymczasem dostaliśmy więcej Dark Angel, a to zawsze dobrze, najwyraźniej.

Iron Patriot #3
Gil: Czy ktoś w ogóle wie, o co chodzi w tej serii? Poważnie pytam. Już trzeci numer ganiają się w kółko, a nie widać ani celu, ani przyczyny. Tajemniczy jegomość, który łaził za Rhodesem nadal pozostaje tajemniczy, chociaż odsłonił twarz i coś o sobie opowiadał. Nadal możemy powiedzieć o nim tylko tyle, że ma mordę jak Deadpool. Z drugiej strony, równie tajemniczy wrogowie znęcają się nad rodziną Żelaznego. Po co? Oczywiście nikt nie wie. Za to dowiedzieliśmy się, że lubią strzelać do dzieci. Swoją drogą, ta siostrzenica Rhodesa (czy kim ona tam jest?) jest strasznie twarda jak na dwunastolatkę (czy ile tam ma?), bo jakoś ciężko mi sobie wyobrazić dzieciaka w tym wieku, uciekającego przez Ileś kilometrów po postrzale w nogę. Dopóki coś tu się nie wyjaśni, zostaniemy przy ocenie 3/10.

Marvel's Guardians Of The Galaxy: Prelude #2
Gil: Hehe, gadające ślimaki. Ciekawe, czy zobaczymy je w filmie? Poza tym niestety bez rewelacji, bo w przypadku duetu Rocket & Groot jest sporym zawodem. No, ale przyznajmy szczerze, że po tego typu publikacji zbyt wiele nie powinniśmy się spodziewać. Będzie 4/10, bo jednak parę zabawnych wyjątków się trafiło.

Mighty Avengers vol. 2 #10
Gil: Udało im się przekonać mnie, że Adam dobrze znał Uatu i szczerze rozpacza po jego śmierci. To więcej, niż zrobiły inne składowe tego eventu, więc trzeba przyznać, że to spory plus. Niestety, logika publikacji nie pozostawia złudzeń, że nie mamy co liczyć, by w tej serii nastąpiło rozwiązanie zagadki śmierci Watchera, więc wątek nie ma większych szans i będą musieli go wykoleić. A teraz druga strona medalu: kogutołaki. No bez przesady… to jest tak over the top, że aż przekracza granice śmieszności. Zwłaszcza, że próbuje być serio. No i jest jeszcze środek, czyli to, co robi reszta drużyny. Bitka, jak bitka i niewiele więcej. Może poza kilkoma niezłymi tekstami. Ale ogólnie jest całkiem nieźle i przynajmniej dobrze wykorzystuje swój tie-in. Będzie więc całkiem niezłe 6/10.
Demogorgon: Komiks poważnie podchodzący do czyjejś śmierci i traktujący sprawę tak, że pobudza w czytelniku prawdziwe emocje, zamiast jak wymówki dla walenia się po mordach i fałszywej, wymuszonej dramy? Od Marvela? Kto by się spodziewał? A jednak, jak udowadnia ten numer, można, jeśli się nie jest kretynem jadącym na taniej kontrowersji, nawet, jeśli pisze się o mało znanej postaci. Ewing ma u mnie dużego plusa za ten zeszyt.
Krzycer: Fajny numer. Co prawda żonę i dziecko Uatu kojarzę tylko dlatego, że ostatnio usłyszałem o nich w podcaście "House to Astonish", ale Ewing fajnie poprowadził ten wątek.
No i mi się kurołaki podobały, także ogólnie jestem zadowolony. Tylko czemu znowu Land?

Ms. Marvel vol. 3 #4
Gil: Numer w którym Kamala wreszcie oficjalnie staje się Miss Marvel. I jest to kolejny bardzo dobry numer tej serii. Chociaż słusznie przewidziałem, że postrzał nie będzie miał większego wpływu na nią, to przynajmniej doprowadził do interesującej sytuacji, a ta z kolei poszła wprost do celu, czyli pointy numeru. Wszystko bardzo ładnie płynie i buja się przyjemnie. Interesujący jest też pierwszy superłotr Karimy, bo doskonale do niej pasuje – jest tak samo self-made. Co prawda, trzeba przyznać, że niektóre motywy są nieco naiwne i wymagają sporo zawieszenia niewiary, ale w tej sytuacji nie mam z tym problemu, bo po prostu zbyt dobrze się bawię. Rysunki też fajne, chociaż te panele, na których Kamali rosną ręce wyglądają nieco zbyt kreskówkowo. Tak, nadal największy problem mam z jej mocami… ale nadal mi to nie przeszkadza w odbiorze. Ten komiks jest po prostu tak dobry, że przykrywa wszystkie swoje niedoskonałości. I zasługuje na solidne 7/10.
Demogorgon: Jak zawsze u Kamali - historia rozwija się powoli, ale jest bardzo sympatyczna i naturalna. Trochę humoru, trochę żywych, przekonywujących interakcji między Kamalą a Bruno oraz jej matką, trochefajnej akcji, dalej piękne rysunki - ogólnie, jest fajnie.
Krzycer: Jakoś tak spodziewałem się, że Inventorem okaże się jakiś znany złoczyńca.
Szczerze, po poprzednich trzech numerach wprowadzony w końcu wątek superbohaterowania interesował mnie w tym zeszycie najmniej... Ale reszta wciąż jest fajna.

Thanos Annual #1
Gil: Najpierw pomyślałem, że to będzie zupełnie niepotrzebny niewypał. Potem, że będę musiał odkopać archiwalne numery serii Captain Marvel, żeby się w tym połapać. Ale jak się okazało, dwa razy się pomyliłem. Co więc pomyślałem po zakończeniu lektury? Że najwyższa pora nadrobić Abyssa i przygotować się na nadchodzące Revelation, bo poczułem się zaintrygowany i zachęcony. Nie ukrywam, że spory wkład miała tu nostalgia ku czasom, gdy dziecięciem będąc cieszyłem się rodzimym wydaniem Infinity War. Mimo wszystkich niedociągnięć kolejnych eventów Starlina, jakoś tak nadal mnie do nich ciągnie. I ostatecznie okazało się, że było to całkiem niezłe, a oprócz samego Thanosa, bardzo fajny występ zaliczył Mephisto. Dam przyzwoite 6/10.
Demogorgon: Całkiem niezły występ Mephisto a po za tym...Thanos gadający sam ze sobą. W sumie nie czyta się tego źle, znalazło się nawet miejsce na trochę humoru, ale w sumie to taka przypominka tego, co Starlin zrobił z postacią. Za wyjątkiem Marvel Universe: The End. Tak trochę komiks na zachętę do kupienia nadchodzącej Graphic Novel w sumie i to wszystko. Ale hej, nie jest to wcale źle napiane.
Krzycer: O, to było... nudne. Best of Starlin (i odrobina Anihilacji) + zajawka tego, co ma nadejść. Recap page i trzystronice z The Infinity Revelation załatwiłyby to samo szybciej.

Thunderbolts vol. 2 #26
Gil: I mózg rose-yeah-bunny… Fajny moment, nie powiem. I jeszcze ten, w którym Ross w końcu zmienia się Rulka. Ale poza tym, sama historia była strasznie wymęczona i nieciekawa. W sumie, to dobrze, że Soule już sobie stąd idzie. W myśl zasady: do trzech razy sztuka, teraz przekonamy się, czy seria miała wyjątkowego pecha do twórców, czy po prostu sam pomysł jest do bani. Szczerze? Obstawiam to drugie. A teraz dam kolejne 3/10.

Uncanny Avengers #20
Gil: Ta historia to sinusoida. Poprzedni numer był niezły, ale ten znów dołuje. Oczywiście, musieli się w końcu dogadać, żeby Havok mógł swoją misję wypełnić. Niestety, odbyło się to ściśle według schematu i absolutnie nic nie zaskoczyło. Za to starcie Wasp z Blobem znów przywołało brzydkie skojarzenia… No i kto przy zdrowych zmysłach do walki z magneto wysyła akurat tych ludzi, którzy noszą zbroje? Poza tym, mamy tu klasyczny syndrom Goku: jeśli przeciwnik za pierwszym razem złoi bohatera, przy każdym następnym spotkaniu nie będzie już żadnym zagrożeniem. I tak, Jeźdźcy, którzy niedawno byli nie do pokonania, teraz padają po jednym strzale. Bo tak i już – trzeba zrobić miejsce dla innego problemu. Miejmy nadzieje, że następny numer potwierdzi regułę i zaproponuje coś ciekawszego. Aha, i jeszcze rysunki. Chyba najgorsze, jakie widziałem od Acuny. Za całość dam najwyżej 4/10.
avalonpulse0354b%20%5B1600x1200%5D.JPGXavier83: Pozytywne zaskoczenie. Fabuła posuwa się do przodu i jest momentami zaskakująca. BARDZO podobał mi się sposób załatwienia Stryfe'a. Kang to jednak skubany złoczyńca. Podobają mi się też potyczki Logana z synem oraz Sunfire versus Banshee. Kolejny rozdział powinien być ciekawszy, ponieważ brakuje jeszcze jednego gracza, który był zapowiadany we wcześniejszych numerach, czyli Immortusa. 7/10.
Krzycer: Wciąż jestem na tak. Może dlatego, że miło było zobaczyć gdzieś stuprocentowo heroicznego Cyclopsa znowu. Teraz czekam na wyjawienie masterplanu Kanga, bo w momencie, w którym zasugerował, że przewidział wszystko co zrobiła Eimin trochę się pogubiła. Zakładam, że nie blefował, bo jego gromada alternatywnych bohaterów i łotrów póki co nie ma sensu - to jest, jeśli jedyną ich rolą miałoby być wysłanie w przeszłość świadomości bohaterów, to nie bardzo wiem, co tam robi połowa z nich.
 
Winter Soldier: The Bitter March #4
Gil: I kolejny numer, w którym nic się nie dzieje… Jak w pierwszym zaczęli się ganiać po Syberii, tak nadal biegają w kółko. Różnica jest tylko taka, że teraz Bucky gada. Dopiero z recapu dowiedziałem się, o co właściwie chodzi i wcale nie zwiększyło to zawartości sensu w treści. Wielki meh i kolejne 3/10.

Wolverine vol. 6 #7
Krzycer: Nawet nie chce mi się o tym pisać. Nie jest to bardzo złe, ale i w żaden sposób nie jest to dobre. Dwa numery temu przynajmniej było żenująco śmieszne, gdy Logan chwalił się dziarą Thorowi, ale teraz jest to po prostu tak nijakie... Przykro, zwłaszcza, że ostatnio odświeżałem sobie "Cap Britain and MI-13".

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.05.28
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.