Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #229 - X-Men: Supernovas HC

lt%20229s.jpgX-Men: Supernovas HC
Scenariusz: Mike Carey
Rysunki: Chris Bachalo, Humberto Ramos, Mark Brooks, Clayton Henry
Okładka: Chris Bachalo
Ilość stron: 328
Cena: $34,99
Zawiera: X-Men vol. 1 #188-199, X-Men vol. 1 Annual

Krzycer: Supernovas to gruby album zawierający pierwszy rok runu Mike'a Carey'a w X-Men vol. 1 - 12 regularnych numerów oraz annual. W sumie cztery zamknięte historie - tytułowe "Supernovas" (#188-193), "Covenant" (Annual), "Primary Infection" (#194-196) i "Red Data" (#197-199).

Mike Carey przejął serię po raczej rozczarowującym runie Petera Milligana. Choć nie stawia żadnej grubej kreski - ot, życie w Instytucie Xaviera toczy się jak zwykle, od kryzysu do kryzysu - to również nie nawiązuje w żaden sposób do poprzednich historii, nie licząc bardzo pobieżnych wzmianek o przemianie Gambita w Jeźdźca Śmierci i przyjęciu Mystique do Instytutu na "okres próbny". Dzięki temu, żeby sięgnąć po ten tom wystarczy wiedzieć, że po M-Day mnóstwo mutantów straciło moce.

To, co najbardziej rzuca się w oczy, to skład zespołu. Cyclops proponuje Rogue objęcie dowodzenia nad pododdziałem X-Men - grupą szybkiego reagowania, działającą niezależnie od Instytutu. Rogue ma wolną rękę w dobraniu jego członków. Zespół wykształca się na poły z inicjatywy Rogue, na poły w ogniu walki w ramach pierwszej historii. I tak otrzymujemy jeden z najdziwniejszych i najoryginalniejszych składów z iksem - ramię w ramię walczyć będą Rogue, Cannonball, Iceman, Cable, Omega Sentinel, Mystique, Lady Mastermind (Regan Wyngarde) i Sabretooth. Ten ostatni w roli więźnia/żywej broni, którą w ostateczności można spuścić ze smyczy; nie ma tu mowy o żadnej możliwości odkupienia. I dobrze, bo nie tego oczekujemy od Creeda.

Zespołem od samego początku targają rozmaite napięcia, prowadzące do ciekawych interakcji między bohaterami. Rogue nie ufa Mystique, ale chce ją mieć na oku, Lady Mastermind jest tam tylko dlatego, że ona i X-Men mają wspólny cel, Cable zarzeka się, że tylko wpadł z wizytą, a Creedowi nikt nie ufa. Bo nikt tu nie jest głupi.

To jest cecha komiksów Carey'a, którą podkreślam przy każdej możliwej okazji. Carey niesamowicie szanuje postacie, które pisze. Nigdy nie nagina charakterów na swoje potrzeby, nigdy nie ogłupia postaci by główni bohaterowie lepiej wypadli - innymi słowy, unika błędów, które wielu scenarzystów popełnia nagminnie.

Krótko mówiąc, bohaterowie wypadają ciekawie. Przeciwnicy to trochę inna sprawa. W "Supernovas" poznajemy Children of the Vault - grupę o ciekawym pochodzeniu i możliwościach, która prawdopodobnie miała odgrywać większe znaczenie w całym runie, a która ostatecznie pojawiła się tylko w jeszcze jednej historii. Mimo to ich debiut robi duże wrażenie.
"Covenant" to przypomnienie kim są Exodus i Acolytes, które wypada bardzo porządnie, a przy okazji kładzie fundamenty pod "Messiah Complex" - crossover, który zaczyna się od #205 numeru tej serii.
W "Primary Infection" poznajemy Pandemica, który był całkiem ciekawym przeciwnikiem, choć z mało oryginalną motywacją, który kompletnie przepadł w limbo i nawet Carey nic więcej z nim nie zrobił. Wydaje mi się, że w pewnym stopniu był to rezultat wpadki redaktorów serii z mutantami - w tym samym czasie na łamach X-Factor Petera Davida zadebiutował Isolationist. Zbiegiem okoliczności Isolationist i Pandemic mieli identyczny zestaw mocy, identycznie prezentowali się w walce, a jakby trochę zmrużyć oczy to nawet podobnie wyglądali. Mam wrażenie, że wpadłszy na ten sam pomysł, zarówno David jak i Carey trochę się do niego zrazili. Dość powiedzieć, że ani Isolationist, ani Pandemic nie zrobili kariery.
Wreszcie w "Red Data" X-Men mierzą się z kosmicznym zagrożeniem. W tym wypadku trudno nawet mówić o przeciwniku, to raczej chodząca klęska żywiołowa, nawiązująca do pomysłów z runu Morrisona w New X-Men. Carey nawet chciał wykorzystać w tej historii Cassandrę Novę, ale Joss Whedon zaklepał ją do Astonishing X-Men, więc ostatecznie zastąpił ją czymś innym. Bliźniaczo podobnym czymś innym.

Podsumowując: w tym albumie znajdziemy nieszablonowy zespół X-Men, mierzący się przede wszystkim z oryginalnymi zagrożeniami. Wszystko to jest dobrze napisane, postaci mają pewną głębię, dialogi są żywe i często całkiem zabawne. Na dodatek historie - choć każda jest w miarę zamkniętą całością - są płynnie prowadzone. Ziarna "Primary Infection" i "Red Data" zostają zasiane już na początku "Supernovas". Od strony scenariusza wszystko jest w najlepszym porządku.

A jak to jest narysowane? No, tutaj już nie jest tak dobrze. Nad historiami z tego albumu pracowało czterech rysowników. Niestety, Marvel nie przydzielił po jednym do każdej historii. Mark Brooks narysował "Covenant", Humberto Ramos - "Primary Infection", a Chris Bachalo – "Red Data" i większość "Supernovas". Tylko jeden zeszyt z tej historii wyszedł spod ręki Claytona Henry'ego.

I właśnie "Supernovas" jest największym problemem. Chris Bachalo był w tym okresie w szczycie swojej formy - ewentualnie: w jednym ze szczytów swojej formy, jeśli ktoś jest fanem jego prac z połowy lat '90. Ale Clayton Henry ma zupełnie inny styl, a jego numer (#191) mieści się w środku historii. Zmiana jest rażąca. Jakby tego było mało, oprócz dwóch rysowników nad tymi sześcioma zeszytami pracowało aż dziewięciu inkerów - dziewięciu! - w związku z czym w toku historii rysunki co chwila mniej lub bardziej się zmieniają, a całość jest bardzo niespójna. Szkice Bachalo są dobre, miejscami bardzo dobre, ale wtręt Henry'ego oraz wykończenie jakie zaserwował tabun inkerów utrudniają odbiór historii.
A i tak najgorzej wypada "Primary Infection". Niestety na kartach tej historii dostajemy jedne z najbardziej karykaturalnych rysunków Ramosa, jakie kojarzę. Miejscami są po prostu brzydkie.
"Covenant" to typowy Brooks. Jego rysunki są przejrzyste, ale, jakby to ująć, nienatchnione. Porządna rzemieślnicza robota i tyle, do niczego nie można się przyczepić.
Na koniec zostawiłem "Red Data". To znowu Bachalo, ale Bachalo rewelacyjny. Nie ma tu wtrętów innego rysownika, jest tylko jeden inker (Tim Townsend, stały współpracownik Bachalo), a kosmiczne zagrożenie to chaos w czystej postaci. Wydaje się wręcz napisane tak, by Bachalo mógł zademonstrować wszystkie swoje mocne strony. Efekt końcowy jest oszałamiający.

Krótko mówiąc, rysunki są nierówne. Ale nawet bardziej, niż złe rysunki Ramosa, w oczy rzuca się na ta nierówność i niespójność w pierwszej połowie albumu. Mimo to zalety, o ile odbiorca nie ma alergii na styl Bachalo, są tak duże, że sumarycznie stronę graficzną oceniam pozytywnie. Z ogromnymi zastrzeżeniami, ale pozytywnie.

O dodatkach nie ma co dużo mówić - garść alternatywnych okładek i parę szkiców koncepcyjnych prezentujących bohaterów, w tym rysunek z którego wynika, że strój Lady Mastermind miał być biały. Pewnie przerobiono ją na czarno, żeby odróżnić Regan od Emmy Frost, co jest szczególnie zabawne, gdy ktoś zajrzy do Uncanny X-Men Bendisa i przekona się, w czym Emma teraz paraduje.
Poza tym dostajemy krótką prezentację, wyjaśniającą jak powstawały rysunki do "Red Data" - to najciekawszy dodatek. Właściwie jedyny, na który warto zwrócić uwagę.

Nie pozostaje mi nic innego, jak z całego serca polecić "Supernovas". To przygody jednego z najniezwyklejszych wcieleń X-Men, nieszczęśliwie krótkotrwałego - Carey zarzekał się, że mógłby pisać przygody tej grupy przynajmniej przez kolejny rok, ale nie pozwolił mu na to kalendarz wydawniczy Marvela, zgodnie z którym główne tytuły o mutantach musiały wziąć udział w crossoverze "Messiah Complex".
Ma to i swoje dobre strony - dzięki temu by zebrać ten etap runu Carey'a wystarczy zaopatrzyć się w "Supernovas", "Blinded by the Light" i "Messiah Complex". Jestem również fanem dalszych etapów - gdy po zmianie tytułu X-Men: Legacy staje się solową serią profesora Xaviera, i jeszcze dalej, gdy przez moment jest to solówka Rogue, a potem tytuł ponownie opowiada o kierowanej przez nią grupie. Mimo to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to właśnie ten pierwszy etap był najoryginalniejszy i zwyczajnie - najlepszy.

lt_45pts.png
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.