Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #353 (27.05.2014)

avalonpulse0.png
Wtorek, 27 maja 2014Numer 21/2014 (353)


W minionym tygodniu dużo zeszytów zostało wydanych, dużo się też wydarzyło. Dlatego też kolejny Pulse ze sporą ilością recenzji. Zapraszam więc do czytania.

All-New Doop #2
Gil: Hehehe, ciekawe, ile Bendis i kompania zapłacili Milliganowi, żeby zwalił całą winę za beznadziejnego BotA na zakulisowe machinacje Doopa? Z jednej strony, to zaplecze jest fajnie pomyślane i zawiera zdrową dawkę absurdu. Z drugiej jednak, jak w starym kawale: niesmak pozostał. Samo nawiązanie do tego nieszczęsnego crossa sprawia, że niektóre fragmenty mam ochotę pominąć, więc zdecydowanie cierpi na tym większy obrazek. Krótko mówiąc, niezły pomysł, ale źle dobrane środki. Tak więc dam średnie 5/10.
Krzycer: ...chyba sobie odpuszczę tę mini. Nigdy nie byłem fanem Doopa, a grzebanie w trzewiach BotA mnie nie interesuje. Może gdyby autor wbijał jakieś szpili w BotA i jej twórców...

All-New X-Factor #8
Gil: Hm, interesujące. Pierwszy raz od dłuższego czasu ktoś wymyślił jakąś oryginalną moc i już samo to się zalicza jako plus. Konfrontacja też była całkiem fajna, chociaż chyba najistotniejsze w całym wątku było to, co ma za uszami Mr. Snow. Za to drużyna dopasowuje się coraz lepiej i coraz częściej czuć u nich charakterystyczny dla Petera Davida flow - na przykład w dyskusji o ginących X-Menach w tym zeszycie. Największy problem nadal mam z grafiką, chociaż tym razem było już ciut lepiej. Mogę dać średnie 6/10.
Krzycer: Drużyna fajnie się zgrała, rozmowy o tym, że śmierć u X-Men jest jak świnka były zabawne, ale główną zaletą tego numeru było dla mnie to, że po raz pierwszy autentycznie zaintrygowała mnie postać Snowa i jego zamiary.

Amazing Spider-Man vol. 3 #2
Gil: Wśród całego zła, jakie mógł Otton wyrządzić Piotrusiowi, zdecydowanie najgorsza jest zmiana dzwonków w telefonie. W porównaniu z tym, cała akcja z Anną Marią, co smutną ma twarz, wydaje się błahostką, więc chyba wcale nie powinniśmy się dziwić, że tak właśnie zostało to potraktowane. Nigdy nie byłem kobietą, ale mam wrażenie, że takie wyjaśnienie od niedoszłego narzeczonego raczej nie skończyłoby się na wspólnym pieczeniu ciasteczek… Ale hej, czego tu się czepiać, skoro równie gładko tę samą historię łykają Avengers. Ponieważ, jeśli twoje systemy raz nie wykryły problemu, powinieneś ich użyć ponownie, by potwierdzić, że problem już nie istnieje… Dżinjus! No ale dobra, pewnie nikt nie ma wątpliwości, skoro taka z niego fajtłapa, że skleił se cojones pajęczyną. No i jeszcze mamy nieszczęsnego Electro, który usmażył twarz swojej grouppie… Powiedzmy sobie szczerze - za dużo w tym farsy. Ale też muszę przyznać, że są dwa fajne elementy: pomysł z więzieniem i hinty odnośnie Silk. Akurat to jest na tyle interesujące, że chętnie zobaczę, co będzie dalej i tylko dzięki temu, numer nie znajdzie się pod kreską. Ale bez rewelacji, co znaczy, że będzie 5/10.
Kminek: Moim zdaniem "Nie-filmowy" Electro sprawdził się jako przeciwnik Petera "Nie-Otto". Fajnie wykorzystano motywy rozpoczęte w SSM, nieźle pokazano jego rozpacz, ale sama walka... Jeśli ktoś oglądał film no to na dobrą sprawę nie musi czytać tego numeru.
A, no i Captain America mający tajemnicę przed Spider-Manem. W kontekście tego, co się dzieje w Avengers vol. 5 wychodzi na niezłego hipokrytę.
A tak w ogóle to wiecie, że Venom jest w kosmosie?
Krzycer: Annie Marii jakoś łatwo przyszła akceptacja tego wszystkiego.
...i to koniec moich przemyśleń o tym numerze. Nic innego nie zrobiło na mnie wrażenia, ani na plus, ani na minus.

Amazing X-Men vol. 2 #7
Gil: Zaklepuję dowcip o Spider-Man And His Amazing Friends! Chociaż widzę, że właśnie ukłon w tę stronę był głównym celem numeru, więc żaden dowcip na ten temat nie będzie oryginalny. Widzę też, że razem z tytułem, Aaron przekazał pani Kasi swoje dragi, bo czegoś takiego nie da się na trzeźwo napisać... Historia mocno trippuje i coraz bardziej przechodzi od "hehe, funny" do "whaaaaat?!?", żeby potem zatoczyć krąg i powrócić do punktu wyjścia. Krótko mówiąc, im mniej się człowiek zastanawia, o co tu chodzi, tym lepiej, bo pośmiać się można, ale na sens lepiej się nie nastawiać. I całkiem fajnie to wygląda, zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi rysunkami tej serii, które do mnie nie trafiały absolutnie. Tak więc, może być całkiem przyzwoite 6/10, ale z przymrużeniem oka.
Kminek: Zabawna, lekka historyjka fajnie napisana i narysowana. Trio Bobby, Firestar oraz Spider-Man sprawdza się bardzo fajnie.
Taki numer o niczym trochę, więc prawdopodobnie to wdech przed skokiem na głęboką wodę.
Krzycer: Dwie sprawy:
1) Czy kreskówkowa przyjaźń Firestar, Icemana i Spider-Mana została kiedyś przeszczepiona na grunt 616? Bo ten komiks czyta się, jakby oni byli znajomymi od dawna, ale kiedy Firestar dołączyła do X-Men sześć numerów temu miałem wrażenie, że to jej pierwszy kontakt z Bobbym...
2) Czy Immonenowa pisze te komiksy żeby udowodnić, jak bardzo prawdziwe są opinie o jej komiksach? Nie mam bladego pojęcia, co się w tym zeszycie działo, ani tym bardziej czemu, ale miałem z tego frajdę.

Avengers World #6
Gil: W końcu jakiś spotlight na Hyperiona, który od początku serii przewijał się prawie wyłącznie w tle. Nie żebyśmy się wiele nowego o nim dowiedzieli, ale zawsze to coś. No i w końcu zyskał trochę osobowości, bo jak do tej pory występował raczej w roli figury. Dobrze więc, że nakreślili mu jakiś charakter i że jednak różni się trochę od pozostałych Hyperionów, których mieliśmy okazję poznać. Fajnie wyszło też samo starcie ze Smasherką, która nieźle pozamiatała teoretycznie najsilniejszymi Avengersami, więc teraz chętnie zobaczę, do czego jeszcze jest zdolna. O ile oczywiście nie przerwą, żeby wrócić do innych wątków, które zawisły na kołku parę miesięcy wstecz. No i mamy rysunki pana Checchetto, co również jest plusem. Myślę, że mogę to postawić na samej granicy 7/10.
Krzycer: Kurczę, ten model prowadzenia historii - wracanie do każdego wątku na jeden zeszyt co... trzy miesiące(?)... kompletnie się dla mnie nie sprawdza.
No i Smasherka pojawiła się tylko na dwóch stronach, a tak na nią liczyłem.

Daredevil vol. 4 #3
Gil: Ah, więc jednak się dogadali… tylko po to, żeby potem się znów zdradzać… Jakoś tak domyśliłem się, że do tego dojdzie, bo to drugi numer, a jeszcze nie widziałem wyraźnego dalszego ciągu, gdyby poszli w partnerstwo. Za to padł ciekawy pomysł zamiany kostiumów i szkoda, że nie został wykorzystany. A skoro mowa o przebierankach, to przy okazji rozwiązali też zagadkę śmierci Foggy'ego. Chociaż właściwie powinienem to ująć w zawiasach, bo chyba wszyscy wiedzieli od początku, że to podpucha. Ale wyszło nieźle. Nawet lepiej od głównego wątku, bo przynajmniej zabawnie, a tam trochę za bardzo pachnie fanserwisem i nie do końca się klei. Ale też wiem, że może się podobać, jeśli ktoś nie zwraca na to uwagi, dlatego dam 4/10, które znaczy, że nie jest źle, tylko coś mi nie pasuje.
kuba g: Matt Murdock czyta Sagę. Nie, jeżeli będziemy te nawiązanie w jednym z dialogów traktować tak dosłownie znaczy to tylko, że komiksy są nie dla nas i powinniśmy przestać zachowywać się jak domorosły krytyk filmowy z filwebu, który pastwi się np. nad ekranizacją Snowpiercera za brak logiki. Takie sceny nie mają rozwijać postaci, pokazywać nic o niej, to moment gdy scenarzysta buduje podprogowy dialog z czytelnikiem. Tylko, a może aż.
A co do samej historii... Cyco Shroud jest spoko. Jakoś nie przeszkadza mi, że Waid tak bardzo zmienił postać i na bank teraz nie zacznę udawać wieloletniego fana postaci tak żeby móc krytykować kogokolwiek za zbyt duże zmiany. Zaznaczam to z innego powodu. Ten numer to przede wszystkim pierwszy występ Owla w wykonaniu Waida, jego nowej interpretacji tej postaci. Interpretacji, która trochę mi nie odpowiada. Tak, lubiąc większość pomysłów Waida w tej serii tu muszę trochę pokręcić nosem. Poważny, opanowany The Owl tu bardziej przypomina klasycznego Kingpina w wykonaniu Willsona Fiska niż sam Kingpin. Damnit. Gdzie podział się typowy przegraniec z ambicjami (czyli w sumie charakterystyka 3/4 przeciwników DD). Może z czasem przekonam się do tego, że The Owl ma na poważnie zastąpić chyba Kingpina, ale na razie mi to zgrzyta (chyba za bardzo mam w głowie to jakim był popychadłem przez ostatnią dekadę).
Tyle. Bo sam numer jak zwykle jest praktycznie idealną lekturą.

Deadpool vol. 3 Annual #2
Gil: A skoro mowa o pomysłach z zamianą kostiumów… Ta-DA! Unfriendly Neighbourhood Spider-Pool is here! Przyznam, że na początku nie bardzo to czułem, ale dość szybko się wciągnąłem i ostatecznie nawet mi się podobało. Bardziej niż regularna seria Poola od dłuższego czasu, bo tam Posehn i Duggan robią DP trochę innego rodzaju… A tutaj jest jazda, ale z sensem, początkiem i końcem oraz humorem, nad którym nie trzeba się zastanawiać. Trochę bliżej tego stylu, w jakim Poola polubiłem. Innymi słowy: fajne czytadło i 6/10.

Elektra vol. 3 #2
Gil: Nadal wow! Rysunki i cała oprawa rewelacyjne i nie ma co tu komentować, bo musiałbym w kółko te same epitety powtarzać. Co jest jednak najbardziej zaskakujące, to jak bardzo treściowo odbiega to od innych serii, których bohaterowie są teoretycznie z tej samej półki. Elektra pod każdym względem wyróżnia się na ich tle, bo nie ma tutaj nic sztampowego. Każda nowa postać jest oryginalna i interesująca (a wszystkożerca jest moim kandydatem na debiut roku), natomiast postacie już znane są pokazane z ciekawej perspektywy. I co najważniejsze, główny wątek też jest ciekawy, nowatorski i wciągający. Dlatego za całokształt bez wahania daję mocne 7/10.
Krzycer: Ładne. Przede wszystkim ładne. No i morderczy kanibal jest intrygujący. Główny motyw - nie bardzo. Ale miło było zobaczyć Scalphuntera przynajmniej próbującego robić w zawodzie.

Hulk vol. 3 #3
Gil: No dobra, tym razem wygląda to troszkę lepiej, bo wreszcie ktoś przypomniał sobie, że healing factor Hulka powinien być w stanie naprawić uszkodzoną mózgownicę Bannera i istnieje szansa, że całą tą historię zamkną w jednym trejdzie, żeby nigdy więcej o niej nie wspominać. Co nie zmienia żadnego z zarzutów, które postawiłem temu pomysłowi wcześniej, a jedynie przesuwa o wiele bliżej termin zamiecenia tego pod dywan i udawania, że nic się nie stało. W dodatku zwiększa też wrażenie, że wszystko to jest nadmiernie pokomplikowane, skoro zaraz będzie bez znaczenia. Graficznie też wygląda ciut lepiej, ale to wszystko razem podniesie ocenę najwyżej do 3/10.

Magneto vol. 3 #4
Gil: Z jednej strony, Magneto wypowiadający prywatną wojnę Purifires to teoretycznie historia idealna, bo ze swoją faszystowską ideologią reprezentują dosłownie wszystko, czego on nienawidzi. Z drugiej strony... Bunn - facet, który mając w ręku pokera, zaczyna wymieniać karty, żeby uzbierać pary. Bo chociaż jest w tym numerze kilka scen akcji, to po zakończeniu lektury miałem wrażenie, że nic się nie wydarzyło, bo te wszystkie struny, w które trzeba było uderzyć, zostały ominięte... Ech, szkoda, że ja tego nie piszę. Ale za to dostrzegam zwyżkę, jeśli chodzi o rysunki, więc zawsze to jakiś plus. Tak, że seria wspina się powoli, ale jeszcze pozostaje w strefie 5/10.
Krzycer: Huh. Dialogi Purifiers były dość drętwe, ale nie Bunn jeden sięga po najprostsze fanatyczne klisze pisząc ich, więc nie będę się czepiał. Poza tym - to wciąż jest porządny komiks.

Nova vol. 5 #17
Gil: Hm... o dziwo, całkiem nieźle się bawiłem przy tym numerze. I to pewnie dlatego, że zamiast próbować wynaleźć koło od nowa, wykorzystuje starą dobrą komedię sytuacyjną w trochę nietypowy sposób. Na chwilę mogłem oddzielić Sama od Novy i to jakoś ułatwiło mi podejście do postaci w ich naturalnym środowisku. A dalej jakoś poszło… Może gdyby więcej było takich tematów, a trochę mniej wpychania go tam, gdzie niezbyt pasuje, byłoby mi łatwiej tolerować tę serią? I jeszcze gdyby zostawili poprzedniego rysownika, zamiast wracać do Mediny, bo trochę mi zaważył na odbiorze i dlatego dam tylko słabe 6/10.
avalonpulse0353a%20%5B1600x1200%5D.JPG
Original Sin #2
Gil: Chociaż przeczytałem ten komiks jako pierwszy w tym tygodniu, to opisuję go na końcu, bo po prostu nie wiem, co o nim myśleć. Jest… no, dziwny. Aaron przyzwyczaił nas do swoich tripów, więc teoretycznie powinienem mieć wyrobioną opinię na ich temat. I zwykle mam, ale tutaj, jakoś ciężko się zdecydować, bo odnoszę wrażenie, że za bardzo stara się udawać Granta Morrisona. I wśród wielu nawiązań do eventów konkurencji, niestety najbardziej przypomina mi się "Final Crisis", czyli ten event, w którym nikt poza autorem nie wiedział, o co chodzi. I tu jak na razie jest podobnie. Wydarzenie wiążące jest dość przypadkowe, by nazwać je macguffinem, dobór par również wydaje się przypadkowy i pewnie sporo czasu minie, zanim okaże się, czy w ogóle kryje się za tym jakiś pomysł, a villain decoy to już po prostu typowy mindfuck. Tym większy, że szykując się do recenzji numeru pierwszego, której ostatecznie nie dokończyłem z przyczyn niezależnych, zamierzałem zażartować, że znając Aarona, złoczyńcą będzie Orb. No i proszę. Teraz aż strach rzucić kolejnym niezobowiązującym żartem… A najgorsze w tym wszystkim jest to, że gdzieś tam w tle jest taka płaszczyzna, na której nawet podoba mi się to w jakiś pokręcony sposób. A to dlatego, że lubię abstrakcję na pewnym poziomie i akurat ten trip Aarona wyniósł go na odpowiedni pułap, ale jeszcze nie zdążył odlecieć za daleko. Takie ryzyko istnieje, ale póki co, jest jeszcze bezpiecznie. No i dochodzimy w końcu do tego momentu, kiedy powinienem zdecydować, jak to ocenić… a ja nadal nie wiem. Trochę popsioczyłem, trochę pochwaliłem, trochę sam sobie pozaprzeczałem… Chyba najłatwiej będzie zachować na razie neutralność, żebym potem nie musiał się z niczego wycofywać. Tak, zatem będzie 5/10.
kuba g: Chyba nie ma co ukrywać, że w pewnym sensie "Original Sin" ma być dla Marvela czymś jak "Identity Crisis" było dla DC. Tyle, że na większą skalę i bez udawania, że Brad Meltzer jest zrobić z historyjki o JL drugich Watchmen. I co lepsze, dalej Aaronowi udaje się pisać event, który chcę czytać dalej. Są tu wady, ale jakoś przymykam na nie oko, doceniając wyciągnięcie złoczyńców spoza standardowych ulubieńców czytelników. Doceniam to, że nie jest to (póki co) następna historia gdzie obchodzi nas tylko filmowa obsada Marvela (mimo, że pierwsze strony pierwszego numeru mogły sugerować co innego). Ostatecznie doceniam fakt, że to podobieństwo do "Indentity Crisis", o którym pisałem wcześniej głównie dotyczy klimatu samej historii, niż powielania pomysłów (bo nawet jak postawimy przed tym komiksem zarzut o powielenie historii z wymazywaniem pamięci to przypominam, że to dzieje się z intencji Hickmana, a nie jest to autorski pomysł Aarona). Mamy drugi numer wielkiego eventu i na razie nie narzekam. Obym nie rozczarował się tak jak z Infinity, które też dobrze startowało.
Kminek: Bardzo podoba mi się atmosfera, jaką udaje się stworzyć twórcom tego komiksu. Może Sin City to to nie jest, ale czuć swoistą niepewność, charakterystyczną dla dzieł noir.
Śmiem podejrzewać, że trzecioligowi złoczyńcy odpowiadający za kradzież pierwszego oka to zwykła zmyła i za tym wszystkim stoi ktoś dobrze nam znany.
Krzycer: ...co się dzieje? Czemu się dzieje? Kim jest facet wyglądający jak czarny Thing, towarzyszący Orbowi i Exterminatrix, czy jak tam ta pani się nazywa?
W dalszym ciągu jestem na tak, ale... nie jestem pewien, czy w tych dwóch numerach wydarzyło się tyle, by uzasadnić, że to wszystko trwa już dwa numery.

Savage Wolverine #19
Gil: Jak zobaczyłem nazwisko Gail Simone, zaświeciły mi się oczy. Jak przeczytałem dwie pierwsze strony, dla odmiany zaświecił mi się nad głową znak zapytania i tak już pozostało do końca lektury, z wyjątkiem krótkich momentów, gdy zmieniał się w czerwony wykrzyknik. Powiedzmy sobie szczerze: w obliczu bałaganu wokół Logana w jego głównej serii, ta właściwie straciła rację bytu i jeżeli ma być tylko serią przypadkowych historyjek o niczym na jeden numer, to lepiej, żeby już w ogóle jej nie było. Prawda, że było parę zabawnych momentów, ale przede wszystkim było to męczenie tematu, więc maksymalnie wycisnę 4/10.

Thor: God Of Thunder #22
Gil: Nadal jest dobrze, chociaż przez większość czasu mniej efektownie. Trochę się zawiodłem, że nie zobaczę Thora w sądzie, ale z drugiej strony nie ma tego złego, bo dostaliśmy nawiązanie do Gorra w warstwie przyszłościowej. W sumie, to tam zdecydowanie więcej się dzieje, bo osią numeru jest starcie wnuczek Thora z Galactusem. I jest równie dobre jak to w wykonaniu dziadka poprzednio. W teraźniejszości trochę gorzej to wypada, bo z zapowiadanego rozwiązania nic nie wyszło, a w zamian dostaliśmy coś, co z jednej strony pasuje do gatunku, a z drugiej jest kompletnie od czapy, byle tylko doprowadzić do bezpośredniej konfrontacji. Cóż, przynajmniej rysunki nie zawodzą w najmniejszym stopniu. A całość i tak zasługuje na solidne 7/10.
Kminek: Girls of Thunder rządzą! Super pomysł, nawiązujący do triumwiratu rządzącego Asgardią. Bardzo mi się spodobał i projekt postaci i ich pochodzenie i moce... Świetne!
A w teraźniejszości Minotaur i trolle... Średnio to do mnie przemawia, no ale zobaczymy co z tego wyjdzie.
Na koniec cliffhanger nieco zaskakujący.
Zaraz... Przecież Thor zniszczył All-Black the Necrosword, no nie?

Ultimate FF #2
Krzycer: ...no dobra, po tym, jak S_O zasugerował, że Hickman może zderzyć Ziemię Ultimate z Ziemią 616 w swoich Avengers czepiłem się tego, że na recap page'u jest mowa o "incursions" i zacząłem szukać jakichś zakodowanych przesłanek potwierdzających kocią teorię. I przestałem zwracać uwagę na to, co właściwie się działo.

Uncanny X-Men vol. 3 #21
Gil: W porównaniu chociażby z poprzednim numerem, to było zadziwiająco dobre. W końcu wydarzenia, które długo wisiały w powietrzu, posypały się jak z worka, a kawałki układanki zaczęły wpadać na swoje miejsce. Wreszcie postacie zachowują się, jakby miały mózgi i zamiast tłuc się bez sensu, robią bardziej logiczne rzeczy. Wreszcie jest jakiś ruch w wątku Dazzler, który powinien przynieść konkretne reperkusje, a fakt, że odnalazł ją Magneto, punktuje tym bardziej. Konfrontacje też wypadają całkiem fajnie i tylko brakowało mi wisienki na torcie w postaci ujawnienia, kto kryje się w żarówkowym hełmie. W tej chwili obstawiam Boxa, chociaż i to byłby wtórny pomysł. No i całość wygląda całkiem nieźle, głównie dzięki bardzo prostemu i fajnemu efektowi deszczu. Tak więc podobało mi się na tyle, żeby dać kolejne 7/10.
Krzycer: O, wreszcie coś się dzieje. I wycieczka Magneto do Madripooru do czegoś doprowadziła. I w ogóle wygląda na to, że Bendis ruszył fabułę. To się przecież nie zdarza.
Przy okazji, czy to jakaś moja nadinterpretacja, czy początek tego numeru sugeruje, że to Tajemniczy Bańkogłowy Złoczyńca może stać za tym, że moce Cyclopsa i spółki nie działają jak powinny?

Wolverine And The X-Men vol. 2 #4
Gil: No i się pogubiłem... Latour próbuje nawiązać do wielu elementów i chyba też się w tym trochę pogubił, bo gdzieś zabrakło mi ciągłości i straciłem z oczu większy obrazek, gdy uwagę odciągnęły składowe. No i teraz nie bardzo wiem, co napisać, bo też nie jestem pewien, na ile jest to wina samego komiksu, a na ile tego, jak dużą konkurencję miał w tym tygodniu i jak zepchnęła go na margines. Dam szansę ciągowi dalszemu, a tymczasem zatrzymam się na neutralnym 5/10.
Kminek: Dzięki takim małym smaczkom twórcy próbują przekazać nam fakt, że Quire wreszcie zaczyna szanować Wolverine'a, choć wprost tego nie przyzna. Świetnie też pokazana walka uczniów szkoły imienia Jean Grey oraz pogłębiająca się samotność Evana [samospełniająca się przepowiednia?].
Najmocniejszym momentem komiksu jest ciekawie napisana rozmowa Scotta z Quentinem, ale sam pomysł z Phoenix Corporation nie podoba mi się.
Krzycer: Ooo, continuity porn. Służące przekazaniu jakiejś lekcji Quentinowi? Przyznam, że autor mnie zaintrygował. I jeszcze nawiązanie do Astonishing Spider-Man & Wolverine? Zupełnie się tego nie spodziewałem po tym tytule. Nie wiem o co chodzi, ale liczę, że o coś przemyślanego...

X-Men vol. 3 #14
Gil: Hehehe... "Zbudowaliśmy ten team na przyjaźni" powiedziała Storm do osób, które jeszcze przed chwilą za plecami obgadywały jej rzekome panoszenie się... I tylko pozostaje pytanie: czy ta ironia była zamierzona, czy ten komiks jest aż tak głupi? Skłaniałbym się ku rozwiązaniu drugiemu, gdyż azaliż nie jest to jedyna głupota, jaką tutejsze bohaterki raczą popełnić. Ot, na przykład: ściągają nieznanego przeciwnika praktycznie nie używając swoich zdolności, czym narażają życie przypadkowych ludzi (a obie mogły go unieszkodliwić telepatycznie), po czym zabierają go dokładnie tam, gdzie chciał trafić i zostawiają bez opieki, żeby mógł im zwiać. Aha, i jeszcze taka drobnostka: kim u diabła jest czerwony dzieciak z ogonem??? Clay Mann znów spisuje się świetnie w 98% przypadków, chociaż widać, gdzie poszedł na skróty. Druga historyjka? Jeden wielki meh dla połechtania fanów kilku przykurzonych postaci. Znów trochę podciągnę za wygląd, więc całość załapie się na niższe 4/10.
Krzycer: Jupi, zespół powstał! Zajęło to tylko 14 numerów! I wystarczyło wysłać smsa!
...więc czemu Storm nie zrobiła tego wcześniej?
A skoro - tradycyjnie - proszę, by ktoś mi wyjaśnił różne elementy tego tytułu, to kontynuujmy: czemu Monet domaga się, by Rachel kryła je obie telepatycznie, skoro Monet mogłaby to zrobić sama? Albo mogłyby to robić wspólnie, jeśli liczba osób jest problemem? Pomyślałbym, że Wood zapomniał jakie moce ma M, ale później jest mowa o tym, że to Monet wyłapała jakiś telepatyczny ślad czy coś takiego...

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.05.21
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.