Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "X-Men: Przeszłość, która nadejdzie" - Kminek

Bryan Singer to gość przepełniony nostalgią. Widać to i słychać od pierwszej sekundy filmu. Nostalgią i miłością do X-Men.


DaysofFuturePast


 

W hołdzie przeszłości

Recenzja filmu "X-Men: Przeszłość, która nadejdzie" - Kminek

 

Bryan Singer to gość przepełniony nostalgią. Widać to i słychać od pierwszej sekundy filmu. Nostalgią i miłością do X-Men.

Niezależnie od naszego prywatnego stosunku do reżysera [w związku z ujawnionymi niedawno rewelacjami na jego temat] tego akurat nie możemy mu odmówić. Jego miłość do X-Men bije z każdego kadru filmu, udzielając się oglądającym "X-Men: Days of Future Past".

"Przeszłość, która nadejdzie" to ogromna podróż w czasie. Podróż nie tylko w poszukiwaniu lepszego jutra, ale przede wszystkim do złotej ery komiksu, podróż do przeszłości X-Men, do tego, co najlepsze. Ową eskapadę, mutanci rozpoczynają z wysokiego "C" - widowiskową sekwencją walki, której drobną część mieliśmy okazję zobaczyć w Internecie.

Potem akcja pozornie łagodnieje, zastępując fajerwerki efektów specjalnych bardziej wysublimowanymi sposobami na zainteresowanie widza. Wątek osadzony w latach siedemdziesiątych wypełniony jest wszelkiej maści nawiązaniami, "mrugnięciami do widzów" i świetnym wyważeniem pomiędzy humorem, a powagą. Oczywiście nie brakuje zwrotów akcji, ale najsilniejszą stroną filmu jest właśnie spokojne, konsekwentne prowadzenie głównych bohaterów aż do zaskakującego finału.

 

dofp1.jpg

 

Filmu nie da się zaklasyfikować do jednej kategorii. Rzeczywiście, najwięcej jest tutaj science-fiction, ale moim zdaniem to zbyt ogólnikowe stwierdzenie. Odnajdziemy w nim także elementy dramatu [porównywalnego do "Wolverine'a"], kina przygodowego, a nawet kina paradokumentalnego - szalonego zapisu przeżyć z lat siedemdziesiątych. Bryan Singer świetnie oddał charakter tamtych lat - od kolorowych stylizacji bohaterów, przez widmo klęski w Wietnamie atmosferę narastającego konfliktu i nieufności wobec kolejnego wroga, aż po kiczowate gadżety w domu pani Maximoff oraz szereg szalonych wynalazków Hanka McCoya.

"Przeszłość, która nadejdzie" opiera się nie tylko na dobrze napisanym scenariuszu z dynamiczną akcją, nieźle zaplanowaną intrygą i naprawdę odważnymi, intrygującymi rozwiązaniami fabularnymi [uspokajam zaniepokojonych - wątki Xaviera i Beasta są naprawdę sensownie wyjaśnione], ale także na mocnych, wyrazistych postaciach. Pośród morza bohaterów, prym wiedzie doskonały kwintet – Lawrence, Fassbender, McAvoy, Jackman oraz… Peters.

Na cześć Hugh Jackmana pisałem hymn pochwalny w recenzji "Wolverine", ale widać to zbyt mało. Australijski aktor nadal zaskakuje, prezentuje szeroki wachlarz umiejętności, zarówno tych znanych z poprzednich części, jak i nieprezentowanych wcześniej.

Tym razem, Wolverine, oprócz przyjęcia na barki losów społeczności Homo Superior, ma pełnić rolę przewodnika, a nawet sumienia X-Men. Wydawać by się mogło, że takie zadanie automatycznie powoduje, iż Logan jest grany patetycznie, nienaturalnie wręcz - nic bardziej mylnego!

Wolverine w "X-Men: Days of Future Past" to Rosomak w najlepszym wydaniu - Singer zadbał o to, by pompatyczność misji rozrzedzić sporą dawką humoru. Hugh Jackman, który jako jedyny wystąpił we wszystkich X-Filmach, jest  łącznikiem pomiędzy tym, co stare, a tym, co nowe - kiedy na ekranie pojawia się jakieś nawiązanie do "trylogii", uśmiech Jackmana jest niemal porozumiewawczy.

Jeśli to ma być pożegnanie Hugh Jackmana z filmami o przygodach X-Men [czego bym nie chciał], nie można sobie wymarzyć lepszego bowiem Bryan Singer, może celowo, może nieumyślnie, oddaje hołd Loganowi - Jackmanowi.

 

dofp3.jpg

 

Michael Fassbender ma w stosunku do "First Class" mniej do pokazania, ale to nadal Magneto, jakiego znamy i kochamy [nienawidzić]. Uzbrojony w arogancję i chłodną, wyrachowaną powierzchowność, skrywa ciepło i dobroć głęboko w sobie. To nadal bohater pełen sprzeczności jednak bardziej przerażający niż w "Pierwszej klasie".

Peter [niestety, nie Pietro] Maximoff w interpretacji Evana Petersa jest jego całkowitym przeciwieństwem. To wyluzowany, ciekawski nastolatek z ADHD  mający niezły ubaw ze swojej mocy, kwintesencja młodych mutantów znanych z kart komiksów.

Jak wszyscy fani, byłem sceptycznie nastawiony do nieco szalonej stylizacji, ale po obejrzeniu scen z jego udziałem mogę wszystkich uspokoić - Peters pasuje do filmu jak ulał.

Choć nie gości na ekranie zbyt długo, sekwencja z jego udziałem to prawdziwy majstersztyk efektów specjalnych i gry aktorskiej.

Co zaś się tyczy oryginalnego "pochodzenia" Quicksilvera  to, cóż… Oglądajcie uważnie!

Kreacja Mystique nie przemawiała do mnie w poprzednich filmach, ale dzisiejszy film przekonał mnie do tej niebieskoskórej postaci. Raven z "Przeszłości, która nadejdzie" jest najlepiej napisaną i zagraną postacią żeńską ze wszystkich filmów traktujących o mutantach. A co do samej Jennifer Lawrance to pozwólcie, że sparafrazuję klasyka: Jennifer Lawrance wielką aktorką jest!

Palmę pierwszeństwa oddaję jednak Jamesowi McAvoyowi. Charles Xavier w jego wykonaniu jest zaskakujący, momentami irytujący, momentami budzący współczucie ale i wzniecający salwy śmiechu na widowni - zupełnie inny od statecznego profesora znanego z roli Patricka Stewarta. W "Pierwszej klasie", McAvoy  był bardzo dobry, ale dopiero w "Przeszłości" pokazał prawdziwą… klasę.

Reszta obsady stanowi tło dla tej piątki. Mnogość postaci nie pozwoliła wszystkim na pełne zaistnienie na ekranie - sir Ian McKellen i Patrick Stewart są "tylko" mentorami, Peter Dinklage jest nieetycznym naukowcem, a drużyna X-Men z przyszłości prezentuje przede wszystkim umiejętności bojowe. Zwłaszcza co do tych ostatnich mam pewien niedosyt - Bishop, Storm i Iceman mają raptem po dwie kwestie, a Sunspot i Blink zabierają głos tylko raz przez cały film!

 

dofp2.jpg

 

Jeśli chodzi o efekty specjalny to film naprawdę robi wrażenie. Mnie szczególnie zachwyciły sekwencje walki z udziałem Blink. To zupełnie inny sposób wykorzystania zdolności teleportacji niż znana z "X-Men 2".

Bryan Singer zadbał także o to, by poprawić największą bolączkę poprzednich części, czyli sposób prezentacji latających bohaterów. 

A sceptyków po raz kolejny pragnę uspokoić - Sentinele mają tyle wspólnego ze swoim "kuzynem" z "Ostatniego Bastionu", ile Hulk z "Avengers" z serialowym Hulkiem z lat osiemdziesiątych.

Film "X-Men: Days of Future Past" urzekł mnie już na samym początku, kiedy usłyszałem swój ukochany motyw muzyczny, czyli [lekko zmodyfikowany] temat przewodni "X-Men 2".

Ten pierwszy utwór wspaniałego, klimatycznego soundtracku wprowadza nas w nastrój filmu, który, jak wspomniałem, jest ogromną, sentymentalną podróżą i przepięknym ukłonem w stronę fanów. Ukłonem, jakiego w filmach na podstawie komiksów jeszcze nie widziałem.


Autor: Kminek

 

dofpc.jpg

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.