Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu animowanego "Planet Hulk" - GrayFox

Komiksowy Iron Man nie jest taki zabawny jak ten, którego znacie z filmów, wiecie? W pewnym momencie swojej historii postanowił, wraz z paroma innymi bohaterami założyć tajne stowarzyszenie - Illuminati, które potajemnie będzie podejmować kluczowe decyzje dla społeczności superherosów i całego świata. Jedną z takich decyzji było permanentne rozwiązanie problemu Hulka, coś co dziś znane jest jako "Planet Hulk".

planethulk.jpg


Komiksowy Iron Man nie jest taki zabawny jak ten, którego znacie z filmów, wiecie? W pewnym momencie swojej historii postanowił, wraz z paroma innymi bohaterami założyć tajne stowarzyszenie - Illuminati, które potajemnie będzie podejmować kluczowe decyzje dla społeczności superherosów i całego świata. Jedną z takich decyzji było permanentne rozwiązanie problemu Hulka, coś co dziś znane jest jako "Planet Hulk".

Historia jest ekranizacją komiksu o tym samym tytule, autorstwa Grega Paka, którą moim skromnym zdaniem uważam za jedną z lepszych rzeczy jaka przytrafiła się Gamma Goliatowi. Zaczyna się od mocnego uderzenia - Hulk, zdradzony przez ludzi, których kiedyś mógł nazywać przyjaciółmi, przemierza przestrzeń kosmiczną, by zgodnie z życzeniem Illuminati wylądować na niezamieszkałej planecie, z której nie będzie ucieczki. Hulk jednak wydostaje się z kajdan i niszczy kapsułę, w wyniku czego kurs zostaje zmieniony. Tak zielony olbrzym ląduje na planecie Sakaar, by stać się niewolnikiem, a następnie gladiatorem, który będzie musiał wyrąbać sobie drogę ku wolności i zmierzyć się z reżimem Red Kinga, tyrana rządzącego całą planetą. A wszystko to we wsparciu tubylczych legend o niszczycielu światów i ich zbawcy.

planethulk1.jpg

Jak to określił kiedyś jeden ze współtwórców podcastu Myszmasz - "Planet Hulk, to Conan w kosmosie" i nie sposób nie zgodzić się z tą sentencją. Historia, choć prosta i znajoma, grająca w wielu elementach na sprawdzonych motywach jest ogromnym powiewem świeżości w stosunku do postaci, o której traktuje. Tym bardziej, że Hulk nie jest we wspomnianej animacji bezrozumną maszynką do miażdżenia. Lądowanie na Sakaarze wykształciło w nim jedną z wielu osobowości, którą dziś nazywamy Green Scar. Fabularnie więc, "Planet Hulk" jest bardzo intrygujące, niestety, zostało znacznie oskubane względem komiksowego pierwowzoru. Jasne, historia ukazywała się w kilkunastu zeszytach, jest więc bardzo obszerna i jakieś cięcia musiały nastąpić. Szkoda tylko, że nastąpiły pod koniec, by zakończeniem wstrzelić się w jeden, konkretny ton.

Postacie w filmie są zbudowane z prostego zestawu cech, niemniej jednak każda z nich jest bardzo charakterystyczna i do każdej da się zapałać jakimiś uczuciami, a ich rozwoje choć w pewien sposób oczywiste, są ładnie poprowadzone. Najgorzej wypada Beta Ray Bill, choć on pojawił się tylko na kilka minut i to tylko po to, żeby machać swoim młotem i nie miał okazji zaprezentować swojego charakteru. A szkoda, bo można było rozegrać scenę z jego udziałem minimalnie inaczej i byłoby zdecydowanie lepiej, tym bardziej, że postać zdecydowanie na to zasługuje.

planethulk2.jpg

Walka to esencja historii z Hulkiem. I co tu dużo mówić, widok Sałaty rozrywającego oponentów na kawałki, walki z robotami, z Red Kingiem, z Caierą czy - przede wszystkim - z Beta Ray Billem to istne perełki, bardzo ładnie zrealizowane, wzbudzające emocje.
Pod kątem animacyjnym film cierpi miejscami na przypadłość Doctor Strange i czasami widać taką...oszczędność. Nie wiem, może jestem przewrażliwiony na tym punkcie i za dużo naoglądałem się zrobionego z rozmachem Batman Under the Red Hood, niemniej trochę kłuło to czasami w oczy.

Na koniec mała ciekawostka - w komiksowym pierwowzorze występował Silver Surfer, tutaj zastąpiony przez wspomnianego już Beta Ray Billa. To bardzo zastanawiająca decyzja, tym bardziej, że dział animacyjny rządzi się swoimi prawami, więc prawa do marki Fantastic Four, a co za tym idzie i do Silver Surfera (które są w posiadaniu 20th Century Fox), nie powinny stawać na przeszkodzie do umieszczenia postaci Norrina Radda w ekranizacji "Planet Hulk". Film na tym stracił, bo nie mogliśmy ujrzeć przyjacielskiej relacji między Gamma Goliatem a Surferem? A może zyskał, bo dzięki temu mieliśmy okazję zetknąć się z postacią, która w Polsce jest praktycznie anonimowa? Ile jest ludzi, tyle będzie i opinii. Ja lubię myśleć, że oba wymienione przeze mnie czynniki są prawdziwe i wpłynęły na mój całościowy odbiór omawianego filmu.

planethulk3.jpg

A jaki ten odbiór jest? Bardzo pozytywny. Gdybym miał wskazać jedną, konkretną animację komuś, kto chce zapoznać się z filmami Marvela tej kategorii, a ma podstawowe pojęcie o postaciach, to zdecydowanie poleciłbym "Planet Hulk". Nawet nie polecił tylko wcisnął na siłę, bo choć wciąż komiksowy protoplasta jest lepszy, tak animowana ekranizacja tej heroicznej opowieści jest jedną z najlepszych rzeczy, które animowany odłam Domu Pomysłów ma do zaoferowania. Polecam z całego serca.


Autor: GrayFox

planethulkc.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.