Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #19 - Startling Stories: Banner TP

Startling Stories: Banner TP
Scenariusz: Brian Azzarello
Rysunki: Richard Corben
Okładka: Richard Corben
Liczba stron: 112
Cena: 12.95$
Zawiera: Banner #1-4

lt19.jpgDon God: Zanim wykosztowałem się na ten komiks, miałem już o nim wyrobioną pewną opinię. Według "Wizarda" jest on dla Hulka tym, czym Born Again dla Daredevila, lub Wolverine Claremonta i Millera dla Rosomaka. Do tego autorem scenariusza jest Brian Azzarello - człowiek, od którego 100 naboi nie mogłem się swego czasu oderwać. Corbena nieszczególnie wtedy kojarzyłem, ale wiedziałem, że zaliczyć go łatwiej do artystów niż wyrobników. Oczekiwania były duże. Od razu napiszę, że Banner im nie sprostał.

Przedstawione w komiksie wydarzenia dzieją się w trakcie drugiego volume'u Incredible Hulk. Doktor Banner znowu nie jest w stanie kontrolować tkwiącego w nim potwora. Cały czas obawia się, aby nie stracić nad sobą panowania. Wyraźnie widać, że jest na skraju załamania nerwowego, lub załamał się już jakiś czas temu. Od pierwszych stron tomu możemy zauważyć, że jego obawy nie są bezpodstawne. Sceną otwierającą historię, jest bezmyślna rzeź dokonywana przez wściekłego Hulka na niewinnych ludziach. Zielony dosłownie roznosi w proch pół miasta. Ot tak. Godzinę później nie ma już co zbierać. Strażacy przeszukują gruzy budynków, medycy opatrują zszokowanych, płaczących ocalałych. Wokół walają się worki pełne zwłok. W takiej sytuacji odnajduje się Bruce. Nie pamięta co tu zaszło, ale domyśla się, że to on jest odpowiedzialny za dokonanie tej masakry. Znowu. Nie można raczej dziwić się jego wyrzutom sumienia. Dalej pojawia się inne dziecko Gamma, Leonard Samson. Podąża on tropem Hulka, z misją pochwycenia go w tajemnicy przed opinią publiczną. Zwykle przybywa jednak za późno i pozostaje mu tuszowanie całego zajścia, szkody zwalając na huragan, lub jakąś katastrofę. Nie ostatnia to masakra w tym komiksie. O ile pierwsza zaskakuje swoim ogromem, to kolejne nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Skakanie z jednego pobojowiska w kolejne nie wpływa według mnie również pozytywnie na satysfakcję czytelnika z pokonywania kolejnych stron trejda. Niby akcja posuwa się do przodu, ale daje się zauważyć pewną schematyczność fabuły.

Czytając, trzeba kilka razy przymknąć oko w niektórych kwestiach. Z rozmów Samsona z Rossem niewiele w sumie wynika. Wiadomo, że panowie, mimo że grają w jednej drużynie, nie przepadają za sobą i mają odmienne pomysły na sposób wykonania misji. Debaty, które decydują o losach tysięcy ludzi, mieszczą się w kilku, wypchanych uszczypliwymi żartami dymkach. To tylko jeden przykład z kilku. Pamiętam, że czytając komiks, miałem taką myśl, że może posiadam jakąś okrojoną wersję Bannera. Może inaczej by to wyglądało, gdyby Brian dostał do poprowadzenia regularny ongoing, zamiast mini-serii. Nie wiem. Przeskoki pomiędzy scenami wydały mi się jakieś takie mało spójne. Umowność, choć innego typu niż w scenariuszu, występuje też w ilustracjach. W tym przypadku jednak widać, że jest to efekt zamierzony. Karykaturalne, momentami groteskowe postaci, gestykulujące bardziej niż wypada, wszechobecny brud, ogólna brzydota. Można się spierać o to, czy rysunki Corbena pasują do konwencji komiksu superbohaterskiego. Według mnie nie, choć to właśnie Banner zachęcił mnie do poszukania jakichś innych prac Richarda. To również strona plastyczna jest tym, co pozostaje wyryte w pamięci po odstawieniu komiksu na półkę. Scenariusz musiałem sobie przypomnieć przed napisaniem tego tekstu. Swoją drogą, ponowna lektura nie zajęła mi wiele czasu. Tom pęka w niecałe pół godziny. Nie potrafiłbym chyba czytać tego w czterech, wydawanych co miesiąc zeszytach.

Banner ma momenty. Ciekawa jest scena z przełomu pierwszej i drugiej części historii. Tytułowy bohater wpada na pomysł jak pozbyć się swojego alter-ego raz na zawsze. Zabawna jest pierwsza reakcja Hulka na tę akcję. Jest jeszcze inny moment, który lubię. Ukrywający się Banner przegląda nagłówki gazet, mówiące o katastrofach, czy klęskach żywiołowych i zastanawia się, za które z tych tragedii jest odpowiedzialny on sam. Skojarzyło mi się z podobną sceną z rewelacyjnego filmu "Fight Club", gdzie Narrator starał się powstrzymać zbrodnie, do których niejako sam doprowadził. Dziwnym trafem obu tych udręczonych bohaterów w filmach odgrywa(-ć będzie) Edward Norton.

Historia ta nie jest taka dobra, jaka miałem nadzieję, że będzie. Nie jest też zła. Po prostu czytając slogany reklamowe bardziej w pamięć zapadło mi "greatest story" (co jest nieprawdą), niż "story that defined the icon of Marvel Comics". Z tym drugim zgadzam się całkowicie. Banner przejrzyście definiuje sytuację Hulka w danym momencie. Robi to dobrze, choć zbyt pobieżnie jak na mój gust.

Lex: Na szczęście sięgając po Bannera nie znałem opini "Wizarda" i nie miałem specjalnie wysokich oczekiwań. Ta historia z pewnością nie jest "greatest story" o Hulku i chyba nawet nie miała nigdy takich ambicji. Za to jest bardzo sprytną opowiastką, która podejmuje dosyć oklepany temat w oryginalny sposób.

Skrótowe założenia tej historii wyglądają mniej więcej tak: Hulk SMASH; Banner cierpi z powodu świadomości zniszczeń jakich dokonuje jego alter ego; Hulk nienawidzi Bannera; armia próbuje powstrzymać Hulka. Niezbyt oryginalne, prawda? Tak samo można streścić co drugą historię z udziałem Zielonego. Na szczęście Bannera wyróżnia błyskotliwa realizacja tego schematu. W tej historii mamy bardzo ciekawie rozłożone proporcje pomiędzy tragicznymi efektami szału Hulka (setki zabitych) i subtelnym humorem. Najbardziej widoczne jest to w kulminacyjnej scenie opowieści, której nie chce zdradzić (swoją drogą bardzo ciekawy pomysł na unieszkodliwienie Hulka), ale nie tylko: ciężko się nie uśmiechnąć z politowaniem, gdy widzimy skazane na niepowodzenie próby opanowania gniewu przez Bannera. Tytułowy bohater szuka spokoju i pragnie odosobnienia, ale scenarzysta popycha go od jednego nieszczęśliwego splotu wydarzeń do drugiego. Jeszcze ciekawszy jest Leonard Samson, który gra w tej historii pewnego siebie twardziela. Jego bezpośrednia konfrontacja z Hulkiem jest naprawdę wyśmienita i wywoła uśmiech u każego czytelnika. Cieszę się, że Brian Azzarello zbilansował w ten sposób historię - gdyby nie te zabawne momenty opowieść byłaby naprawdę przygnębiająca.

Dla mnie największym odkryciem Bannera był jego rysownik, Rochard Corben. Ze wstydem muszę przyznać, że to nazwisko niewiele mi mówiło, ale podobnie jak Don God, po obejrzeniu jego ilustracji postanowiłem przyjrzeć się innym projektom tego artysty. Bardzo oryginalny styl nadaje dodatkowej świeżości tej historii. Kilka scen z tej historii z pewnością zapadnie mi w pamięć. Poza świetnie rozrysowanym zakończeniem najbardziej podobała mi się jedno z polowań na Hulka, przeprowadzone z wykorzystaniem helikopterów. Nie wiem czy autorzy świadomie chcieli nawiązać do "Czasu Apokalipsy" - mnie Samson przypomina w niej pułkownika Kilgore'a (aż się prosi o wagnerowską muzykę w tle). Panel, na którym Hulk głową "spotyka" wirnik helikoptera jest mistrzowska.

Pełny tytuł tej historii brzmi Startling Stories: Banner i jest on zdecydowanie trafiony. Mamy do czynienia z taką zaskakującą, sprytną historyjką. Ciekawe spojrzenie na znany temat, zawierające sporą dawkę humoru, ale jednocześnie kilka ciekawych aspektów psychologicznych. Pytanie, czy ta dykteryjka warta jest trzynastu dolarów. Pewnie można je wydać na lepsze i dłuższe historie, ale pieniądze wydane na Bannera nie będą wyrzucone w błoto.

LTplus.jpg


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.