Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Niesamowity Spider-Man 2" - GrayFox

Jeżeli jeszcze nie podjęliście decyzji czy iść do kina na nowego Spider-Mana, to może GrayFoxowi uda się rozwiązać ten problem.

tasm2a.jpg


Recenzja filmu "Niesamowity Spider-Man 2" - GrayFox


Nastały dziwne czasy dla kina superbohaterskiego, kiedy zaczyna z jednej strony zaczyna ono przypominać pełnometrażowe seriale, a z drugiej poprzez walkę między wytwórniami o widza i pieniądze, upodabnia się mocno do rynku komiksowego. Tym samym nastała era supremacji Marvela, który przebojem zbudował swoje kinowe uniwersum, a inne studia próbują pójść tą samą drogą. Jednym z tych naśladowców jest Sony, który poczynił pierwsze kroki w roku 2012, wydając pierwszą odsłonę "The Amazing Spider-Man". Film, po którym przestało mnie to całkowicie obchodzić.

Umówmy się - pierwszy "The Amazing Spider-Man", choć był zdecydowanie lepszy od jakiegokolwiek filmu z trylogii Raimiego, nie był niczym szczególnym. Był wręcz tylko ciekawszym klonem "Spider-Mana" z roku 2002. Mnie nie przypadł do gustu tak bardzo jakbym chciał, co z kolei spowodowało, że nie śledziłem szczególnie uważnie jakichkolwiek informacji dotyczących jego kontynuacji i w ogóle mnie to nie interesowało. Do momentu w którym zobaczyłem zwiastun. Trailer dawał nadzieje, a po seansie mogę powiedzieć, że to jest film, na który fani Ścianołaza czekali całe swoje życie.

asm2.jpg

Ciężko mówić cokolwiek o fabule bez wdawania się w niepotrzebne spoilery, bo początek filmu jest dość niepozorny, a wszystko co dzieje się dalej, może w jakiś - mniejszy lub większy - sposób popsuć rozrywkę. Peter i Gwen wciąż są parą i właśnie kończą szkołę średnią, a Spider-Man szturmem wdziera się w serca mieszkańców Nowego Jorku (choć i tu oczywiście znajdą się ludzie, którym coś nie pasuje). W międzyczasie do miasta wraca Harry Osborn, a pewien zdolny inżynier ulegnie wypadkowi, który diametralnie zmieni jego życie. 

Historia nie jest szczytem oryginalności, ale podoba mi się w jaki sposób Marc Webb bawi się światem Spider-Mana, jak przedstawia postacie, ich motywacje i wzajemne relacje. Główną osią filmu jest bowiem relacja między Peterem a Gwen, co nie czyni z panny Stacy po prostu dziewczyny superbohatera. W przeciwieństwie do Mary Jane Watson z trylogii pana Raimiego nie jest ona też typową "damą w opresji", jest wręcz sidekickiem głównego bohatera i pomaga mu nie tylko z codziennymi problemami nastolatków, ale także służy radą w tym heroicznym aspekcie jego życia. Sam Spidey z kolei jest naturalnym rozwinięciem swojego, bardzo dobrego zresztą, konceptu z poprzedniej odsłony. Relacja między tą dwójką jest więc najjaśniejszym i najlepszym punktem tego filmu, co w połączeniu z bardzo dobrymi, naturalnymi i zabawnymi kreacjami Andrew Garfielda oraz Emmy Stone daje niewymowną frajdę z seansu. 

asm3.jpg

Film oczywiście nie obszedł się bez wad. Największą jego bolączką są wrogowie Spider-Mana. Peter Parker musi stawić czoła aż trójce przeciwników, a przynajmniej tak prezentują to banery reklamowe. Rhino ma z pięć minut czasu ekranowego. Green Goblin jest najlepszy z całej trójki, ale tylko jako Harry Osborn. Dane DeHaan jest fenomenalny i bardzo miło było go zobaczyć w tej roli, wciąż mając w pamięci jego bardzo dobry występ w "The Chronicle". Niestety, jego pojawienie się jako Green Goblin, można było spokojnie przełożyć na kolejną część, ale do tego postaram się jeszcze wrócić. Z kolei Max Dillon, czyli Electro, jest żenujący. Jako zwykłe popychadło, niezauważany przez cały świat rozpaczliwie walczy o atencję, a kiedy zyskuje supermoce jego przemiana w psychopatycznego mordercę jest zbyt nagła, zbyt gwałtowna, następuje bowiem w przeciągu minuty czasu ekranowego, w wyniku czego wypada strasznie sztucznie i jest kompletnie wymuszona. Aż szkoda tak znamienitego aktora jakim jest Jamie Foxx, bo choć widać, że się starał, to nie udało mu się zbyt dużo wycisnąć ze skryptu. W wyniku tego jego kreacja zginie w nawale innych kinowych super istot i niebawem nikt nie będzie o nim pamiętał, zupełnie tak, jak nikt z filmowych bohaterów nie pamiętał o Maxie Dillonie.

Baboli jest zdecydowanie więcej - dużo durnowatych scen pokroju słynnego już momentu z dźwigami w poprzedniej odsłonie. Są to jednak drobne rzeczy, które nie psują odbioru całości, a przy drobnych chęciach i przełączeniu mózgu na wolne obroty nie bolą tak bardzo. Tym bardziej, że dla równowagi występują tam też bardzo ładne, małe scenki, a moją ulubioną jest zdecydowanie ta z małym chłopcem przebranym za Spider-Mana.

Film cierpi na jeszcze jedną "wadę", choć jest to kwestia czysto subiektywna, nie jest więc żadnym wyznacznikiem i wiąże się z pewnym rozwiązaniem fabularnym, którego tutaj z wiadomych przyczyn nie przytoczę. Green Goblin nie powinien pojawić się w tym filmie. Przez to nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu, by namacalnie poczuć jego przyjaźń z Peterem. Zastanawiam się, czy wprowadzenie Harry'ego w tej części, a jego przemiana w Goblina w następnej, nie byłaby lepszym rozwiązaniem. Niestety, w tej części jego szalone alter ego jest zwyczajnie zbędne, a to co jego obecność spowodowała sprawia, że ostatnie sceny filmu w swoim wydźwięku wypadają bardzo blado w porównaniu z resztą. Enigmatycznie? Owszem, ale choć bardzo chcę, to nie mogę zdradzić nic więcej.

asm1.jpg

Tradycyjnie dla hollywoodzkich blockbusterów efekty specjalne stoją na bardzo wysokim poziomie - walka Spider-Mana z Electro to graficzne wodotryski, a to tylko jedna z niewielu wizualnych atrakcji w tym filmie. Ku mojej uciesze muzyka stoi na równie wysokim poziomie. Tradycyjna orkiestralna muzyka przeplatana ostrym dubstepem? Ja, choć nie jestem fanem muzyki elektronicznej, to zostałem całkowicie kupiony. Poszczególne utwory nawet słuchane z płyty dają niesamowitego kopa, a dodatkowo potęgowane przez film dają w sumie dzieło pod kątem technicznym dopieszczone w każdym calu. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że w kategoriach technicznych film zasługuje na Oscara. Gdyby kogoś Oscary jeszcze interesowały.

To jest film, na jaki czekałem mając lat kilka i oglądając w kółko nagrane na VHS odcinki "Spider-Man: The Animated Series". Film o mocy i odpowiedzialności w spandeksie, z fantastyczną dwójką głównych bohaterów, wyśmienitym humorem, cudownym wątkiem miłosnym oraz świetnymi efektami i muzyką - tak można jednym zdaniem podsumować ten film. Ale dla mnie to także powód, by uważniej przyglądać się działaniom Sony, bo wydaje mi się, że mogą jeszcze nie raz pozytywnie zaskoczyć. Polecam z całego serca.

Autor: GrayFox

tasm2e.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.