Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #348 (21.04.2014)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 21 kwietnia 2014Numer 16/2014 (348)


Jeżeli w dniu dzisiejszym zostaliście lekko zmoczeni przez tradycyjne oblewanie się wodą, to w trakcie gdy będziecie się suszyć zapraszam do zapoznania się z kolejną porcją opinii o zeszłotygodniowych nowościach komiksowych.

Amazing X-Men vol. 2 #6
Gil: W porównaniu z poprzednimi, ten numer wyszedł nawet nieźle. Zlot rodzinny na powitanie Kurta ma swój urok i został poprowadzony na tyle subtelnie, że można się przy nim nieźle bawić. Schody zaczynają się wraz z pojawieniem Mystique. Co prawda, jest to właściwe miejsce i pod pewnymi względami, właściwy motyw, ale ostatnio trochę za dużo jej jest we wszystkich X-tytułach i akurat ten występ trochę nie pasuje do większego schematu. Niby próbują całość dopasować, ale nie bardzo wychodzi. Niestety, końcówka jest już słaba, bo jak się zaczynają ganiać z Azazelem, to już jest czysta akcja bez pomyślunku. Ale hej, przynajmniej wymienili rysownika, a to już jakiś postęp. Tym razem dam 5/10.
Krzycer: Całkiem fajne, przynajmniej do ganiania za Azazelem i Mystique. Mystique zresztą głupieje w końcówce.
Rysunki niezłe, ale na początku nie pasują do tego, co się dzieje - jakim cudem Wolverine zauważa nieobecność Kurta dopiero po kilku panelach? Narysowane jest to tak, że powinien od razu zwrócić na to uwagę. Niby detal, ale...
jdtennesse: Bardzo fajny początek – zjazd rodzinny na cześć Kurta. Nawet Scott i jego drużyna się pojawili – i zostali, na życzenie Kurta. Jego spotkanie z matką również ciekawe, chyba jak zawsze wygrywa ta część numeru, gdzie pojawiają się interakcje między bohaterami, na początku i na chwilę na końcu. Co wynika ze spotkania matki z synem? Kłótnia o ojca. I naturalnie jego ucieczka, a następnie spiknięcie z matką. Hmm. Zastanawia przede wszystkim fakt, dlaczego nikt z X-Men nie dopilnował, żeby Azazel został bezpiecznie dostarczony do więzienia – wszyscy musieli iść na jednego? Najlepiej chyba wypada Mystique, bo jest nieprzewidywalna i jak zawsze gra w swojej drużynie i dla własnych celów. Nie podoba mi się, że to znowu Azazel będzie nakręcał kolejną historię. Wystarczyło mi go w poprzedniej, mogliby go w końcu odstawić do więzienia i poszukać nowego pomysłu dla tej serii. Bo czy stoi za nią jakaś myśl przewodnia? Jeśli tak, to jej nie poznałem. Rysunki są fajne, nowy rysownik przyniósł odrobinę świeżości, ale mógłby chwilami trochę bardziej się postarać. Fajnie w jego wykonaniu wypadł Kurt, wrócił do swojej mrocznej, demonicznej postaci z początku swojego istnienia. 6/10.

Deadpool vs. Carnage #2
Gil: Nadal nie jest najgorzej. Rozpierducha jest niezła i niezobowiązująca, więc można to potraktować jak czytadło na posiedzenie w świątyni zadumy, ale niewiele więcej. Jedno, co mi się nie podobało, to przedstawianie Carnage’a i Shriek jako Bonny i Clyde’a. Nie pasują mi jako para, bo wydaje mi się, że Cletus jest raczej typem psychola, który kobiety zjada, a nie buduje związki… Ale dobra, w kategorii luźnych czytadeł, może nawet załapać się na niższe 6/10.

Hulk vol. 3 #1
Gil: Ech, Bagley... Fajnie, że potrafi narysować zeszyt w tydzień, ale o ile fajniej mogłoby być, gdyby poświęcał na to trochę więcej czasu? Jakoś wyjątkowo nie pasuje mi do Hulka zawartość kreskówkowości w jego rysunkach. Sam Zielony jeszcze jakoś wygląda, ale to tylko pogłębia kontrast. No dobra, a co z treścią? Zostawili nas w dosyć newralgicznym miejscu, nie? Otóż problem polega na tym, że odnoszę wrażenie, jakby gdzieś pomiędzy końcem poprzedniej serii, a początkiem aktualnej, niewidzialna ręka działu marketingowego pociągnęła za spłuczkę. Od lat Marvel nie wie, co zrobić z Hulkiem i z każdą kolejną odsłoną chwyta się coraz dziwniejszych pomysłów, żeby jakoś czytelnika chwycić. Mieliśmy Hulka w kosmosie, mieliśmy WWH, mieliśmy Rulka, całą rodzinę kolorowych Hulków... Szczerze mówiąc, tego co się działo między WWH, a początkiem Indestructable w ogóle nie chcę pamiętać, ani wywlekać na światło dzienne. Waid miał jakiś pomysł i było to całkiem fajne, ale widocznie się nie sprzedało, więc znów siły wyższe wcisnęły reset. I co teraz? Teraz dostaniemy Bannera, który po strzale w głowę stracił swój intelekt, a ktoś w międzyczasie zadbał o to, żeby móc kontrolować Hulka. Kto chce się założyć, że ten stan rzeczy potrwa może z rok – góra dwa, a gdy się okaże, że również nie chwyta, cudownie wszystko odczarują? Poza tym, mam jakieś niejasne wrażenie, że już coś podobnego przerabialiśmy, chociaż może trochę mniej radykalnie. Tak więc, nie jestem zachwycony i nie czuję się zachęcony tym nowym stanem rzeczy. Trzeba było dalej rozwijać pomysł, który był całkiem niezły, zamiast kolejny raz wywracać wszystko do góry nogami. No i za zmianę rysownika ,usze odjąć punkt, więc skończymy na 3/10.
rodzyn: Niepotrzebny restart numeracji, bo w środku nie dzieje się na tyle, by nie można tego było zrobić w starej serii, ale to już chyba każdy wie. Podoba mi się nowy pomysł Waida na Bruce'a i ciekawi mnie jaki to będzie miało wpływ na Hulka. W odbiorze całego komiksu przeszkadzały mi niestety rysunki Bagleya. Mam nadzieję, że szybko dostaniemy nowego artystę, bo jak na razie mocno zaniża on moją ocenę komiksu.
Krzycer: Odpuściłem "Indestructible" parę numerów po starcie serii, wróciłem żeby się przekonać na czym polega to nowe, niezwykłe status quo o którym tyle czytałem, i... Nie jestem szczególnie zainteresowany.
Na marginesie: czy HF Hulka nie powinien naprawić uszkodzeń wywołanych przez postrzał? To mi wygląda na fabułę, która powinna się sama rozwiązać w parę sekund...

Ms. Marvel vol. 3 #3
Gil: Kamala nie zawodzi. Po różnych dziwnych wybrykach w tym tygodniu, wreszcie dostajemy zeszyt, który jest taki, jaki być powinien, czyli naturalnie rozwijający zapoczątkowaną historię. Bez zbędnego pośpiechu i udziwnień, po prostu kontynuując swoim naturalnym tempem. Ani trochę nie przeszkadzało mi, że większa część zeszytu to spokojne przedstawienie skutków poprzednich wydarzeń. Tu nie trzeba było fajerwerków, bo nasza bohaterka potrzebuje czasu na przemyślenie i poukładanie sobie spraw. Fakt, że robi to w sposób nieco chaotyczny jest na miejscu, bo pasuje do jej wieku i sytuacji. Wszystko jest więc dokładnie tak, jak tego oczekiwałem i jestem zadowolony. Końcówka przyspiesza i zostawia nas w dość dramatycznych okolicznościach, chociaż można przewidzieć, że cliffhanger jest trochę na wyrost. Ale również tutaj nie mam nic przeciwko, bo to też jest element poznawania nowych możliwości. No i całość wygląda nadal fajnie, więc spokojnie mogę dać mocne 7/10.
Demogorgon: Ile małych gagów od Alphony wyłapaliście w tym numerze? Mój ulubiony to chyba ten o kanibalistycznym eksperymencie. To oraz miny Kamali to samo w sobie połowa humoru w tym komiksie, a może nawet więcej. Po za tym, w sumie to trudno się nieco przyzwyczaić do tego tempa, jest nieco powolne, ale dobrze buduje nastrój i klimat.
No i ta ostatnia strona. No tutaj to mnie zaskoczyli.
rodzyn: Kolejny bardzo dobry numer. Nie dostajemy zbyt wiele akcji, ale zamiast tego mamy fragment zwykłego życie Kamali, które wydaje się na tyle interesujące, że mogłoby wciąż dominować w serii. Rysunki również bardzo dobre, tak samo kolory. Nie ma co tu dużo pisać: jeżeli ktoś jeszcze nie zaczął przygody z nową Ms. Marvel, to nie ma na co czekać i zacząć nadrabiać zaległości, kolejny numer już niedługo!
Krzycer: Dalej fajne i sympatyczne. Akcja toczy się bez pośpiechu - wciąż na horyzoncie nie ma żadnych zamaskowanych złoczyńców, choć chyba dostaliśmy pierwszą zapowiedź takowego. Ale tempo jest jedną z zalet tego komiksu. Mamy czas, żeby lepiej poznać bohaterkę i jej otoczenie.

Nova vol. 5 #16
Gil: Okaaay... chyba nasz młodociany heros ma jakieś issues... W finalnym starciu ze złoczyńcą, wyraźnie stracił kontakt z rzeczywistością. Ale przynajmniej jak już to było z głowy, komiks trochę zyskał. Motyw z bronią wrzuconą w słońce wyszedł zabawnie, podobnie jak przehandlowanie łotrzyka za hełm. A potem powrót na ziemię i kolejny kwas… Ech… A nie mogliby tak zrobić serii o Billu, w której Nova byłby jego sajdkikiem i komikrelifem? Mam jakieś niejasne wrażenie, że to mogłoby być ciekawsze. Tutaj przynajmniej za te zabawne momenty mogę dać 5/10.

Superior Spider-Man #31
Gil: Jednym z największych problemów współczesnego komiksu jest to, że w większości przypadków autorzy nie potrafią odpowiednio skończyć tego, co zaczęli. I właśnie na tę przypadłość cierpi historia Goblin Nation. Tyle było wstępu, budowania napięcia, rozdmuchiwania znaczenia, a gdy przychodzi co do czego, Goblin wyskakuje z „O nie, to ty!” i próbuje zwiać. No wiecie, na zasadzie „nothing to do here”. I to wszystko tylko dlatego, że Spidey zażartował z jego torebki, więc zielony od razu rozkminił, że ma do czynienia z oryginałem. W ogóle, wszyscy jakoś błyskawicznie zauważają tę zmianę. „O, wreszcie mówisz jak prawdziwy Spidey” i tym podobne. Aż ciśnie się na usta oczywiste pytanie: to gdzie wyście mieli mózgi, kiedy wcześniej jego zachowanie zmieniło się radykalnie? Niby wszyscy zauważyli, ale nikt nic nie mówił? No tak, to przecież normalne... Ale skoro wrócił do starych ciuchów, to wyraźnie już mu lepiej i teraz można o wszystkim mówić otwarcie. I jeszcze to, jak łatwo wszyscy łykają wyjaśnienie „to nie byłem ja, to był Otton”. Najlepiej podsumowuje to tekst MJ: „no, wiem, że takie rzeczy ci się zdarzają”. Hmm... myślałby kto, że taka świadomość powinna prowadzić do szczególnej ostrożności, nie? Ale co tam...avalonpulse0348a%20%5B1600x1200%5D.JPG Przez rok świrował? „Ojej, Peter, nie poznaję cię!” Nagle mu przeszło i mówi, że złoczyńca przejął jego ciało? „Aha, okej. Bywa.” Ciekawe, co by teraz zrobili, jakby to się powtórzyło? „Zachowujesz się dziwnie, czyżby ktoś znów cię kontrolował? – Nie! – Aha, okej.” Serio, ta naiwność jest porażająca... Ale dobra, pójdźmy dalej, bo nie tylko ten wątek tu mamy. Ostatecznie wciskają nam, że za wszystkim stał prawdziwy Norman, który zapragnął się upodobnić do tirowca ze środkowego zachodu. Już widzę, jak za jakiś czas wyskoczą z rewelacją, że to wcale nie był prawdziwy Norman, tylko tirowiec, któremu zrobili pranie mózgu, żeby tak myślał. Bo nie da się nie zauważyć dziwnego zachowania Normana młodszego i jego mamuśki, co wpisuje się w moją teorię na temat prawdziwych sprawców zamieszania. Oczywiście domniemany Goblin zostaje załatwiony na dwóch stronach i nagle cała rozpierducha się kończy. Widocznie obowiązują tu niepisane zasady szachowe, że gra kończy się matem i wtedy wszystkie minionki po prostu się zatrzymują. Kolejny fajny kwiatek: Piotrek przekonuje Carlie, że jest oryginalny, przypominając, co mu powiedziała, kiedy był w ciele Ottona. Pytanie brzmi: jakim cudem on to pamięta? Przecież wyzionął ducha w tamtym ciele, więc te wspomnienia powinny kipnąć razem z nim. Problem polega na tym, że w całym tym pomyśle jest ogromna dziura: Otton podmienił ich świadomości, ale w ciele Piotrusia jednak coś zostało z oryginału. Sugerowali nam, że to jego dusza, czyli jakiś rodzaj esencji nie związany ze świadomością. Czyli, że jak to działa? Świadomość i dusza to dwie osobne sprawy? Czemu więc wygląda to tak, jakby Otton przeniósł swoją świadomość i ducha do ciała Piotrka, ale usunął tylko jego świadomość, zostawiając ducha na miejscu? It’s magic? Ech... Dobra, podsumujmy: dziur tu tyle, co w serze i nie wysilili się specjalnie z zakończeniem historii. Zamiast tego, skupiają się na obiecywaniu, że teraz będzie fajnie, bo Piotrek będzie musiał wszystko poodkręcać i jak na razie wygląda, że to jedyny haczyk, jaki mają na czytelnika. Kuszący, owszem, ale nie zmienia faktu, że ten zeszyt powinien mieć na okładce hasło: kończymy jak najszybciej, żeby zaraz wznowić serię. Dlatego dostanie najwyżej 4/10.
Krzycer: Dwie sceny zdecydowanie się wyróżniają na tle całego numeru. Na plus - moment, w którym Goblin orientuje się, że już nie ma do czynienia z Octaviusem. Na minus - ucieczka. Tutaj nie wiem, kto zawalił bardziej - scenarzysta czy rysownik - rozumiem, że Liz kupiła Goblinowi chwilkę, ale on dosłownie znika z kadru na kadr, a Pająki nawet nie próbują się za nim rozejrzeć.
Poza tym - nawet niezłe zakończenie, ale jednak... Za szybkie. Spokojnie był tutaj materiał na więcej. I jasne, niby wpisuje się to w konwencję - bohater wraca w przedostatnim numerze i kopie tyłki w ostatnim - ale jakoś tak strasznie po łebkach to wyszło.
Druga historia - epilog - wypada kiepsko, z bardzo prostego powodu. Składa się z samych dialogów, a Christos Gage, który ją napisał, jest autorem kiepskich dialogów. Postaci brzmią sztywno, nienaturalnie i ogólnie "jeżdżą łopatą". Wiem, że się powtarzam gdy piszę o Gage'u i łopatach, ale on naprawdę nie potrafi operować na żadnym poziomie poza dobitną dosłownością.
Katet19: Przeczytałem #31, i po raz drugi #27-30 i mnie się podobało. Jednak za drugim czytaniem i całej historii bez przerywania bardziej doceniłem zmianę Superior-Amazing. Oczywiście superior bardziej mi się podobał od zwykłego Parkera, ale Slott uderzył w jakąś taką emocjonalną nutę, że powrót Parkera został przyjęty z uśmiechem na ustach. Szczególnie kiedy Green Goblin dowiaduje się, że pod maską znów kryje się Parker a nie Otto Dodatkowa historia opierająca się tylko na dialogach słaba. Nie musiały być tutaj wyśmienite rysunki ale Gage spartolił sprawę w samych rozmowach. Drewno i kupa mułu. Mnie się #31 podobało. Marvel w tej chwili powinien zmienić scenarzystę, kadencja Slotta powinna zakończyć się ostatnim numerze Superiora. Bo Amazing Spider-Man vol. 3 nie będzie żadnym odświeżeniem, żadną nowością przy tej postaci, bo dalej pisze ją ta sama osoba.

Thor: God Of Thunder #21
Gil: Sporo psów powiesiłem na Aaronie, ale też nie jeden raz przyszło mi przyznać, że jak odstawi dragi, potrafi być awesome. Tutaj znów mamy jeden z takich przypadków. Bitwa między King Thorem i Galactusem w przyszłości jest super-awesome! Nie może być inaczej, skoro rozwalają Księżyc. I nawet nie jest to jakiś wyjątkowy epicki moment, który byłby ukoronowaniem całej tej walki, ale jeden z wielu w serii fuckyeahmomentów. Może historia jako całość nie ma jeszcze takiego wymiaru jak ta z Gorrem, ale na tej płaszczyźnie swobodnie doskakuje do poprzeczki. I mówię to ja, który zawsze narzeka na bulbotanie o przeszłości, która i tak nigdy się nie wydarzy. I tak szczerze, to na początku również miałem tę samą wątpliwość, ale jak przyszło co to czego, to zaważył jeden fakt – nie ma tu bulbotania, ale solidny nerdgasm! Niejeden fanboy przerabiał w głowie lub na forum walkę full-powered Thora z Galactusem, więc oto ona. Shut up and enjoy! Wątek współczesny dla odmiany jest jeszcze o poziom słabszy. Jeszcze, bo w tym numerze pojawiły się w końcu przesłanki, że może być znacznie lepszy. Jednocześnie wszedł także na właściwy dla Aarona poziom abstrakcji, ale w tym przypadku jest to bardziej interesujące, niż w wielu poprzednich. A to dlatego, że kiedyś czytałem o facecie, który próbował pozwać Boga i wygrał, bo pozwany się nie stawił. I tak jakoś przez skojarzenie, wyjątkowo zainteresowało mnie, jak autor zamierza rozegrać podobny wątek, mając do dyspozycji boga namacalnego, który w sądzie się pokaże… może. No i oczywiście nie muszę nawet dodawać, że na obu płaszczyznach Ribic wykonał tytaniczną pracę. Zdecydowanie numer tygodnia i dam mu nawet 8/10.
Krzycer: King Thor vs Galactus robi odpowiednie wrażenie. Dyrdanie we współczesności wreszcie wzbudziło moje zainteresowanie, gdy skręciło w stronę farsy wraz z wręczeniem pozwu Thorowi. Ciekaw jestem, co z tego dalej będzie.

Ultimate FF #1
Krzycer: Ojej. Po pierwsze, jakie brzydkie rysunki. Po drugie, jakie brzydkie kostiumy. Przeładowane niepotrzebnymi detalami, w koszmarnej palecie kolorów (niebieski, fioletowy oraz jasnozielony?), do tego wprowadzające jakieś dziwne udziwnienia (czemu Falcon dostał maskę a'la Bunker z New52 Teen Titans?). To po prostu brzydki komiks jest.
Co do treści: kurczę, jeśli rozwiązywanie problemów przez tę grupę naukowców zawsze będzie się sprowadzało do takiej bezsensownej, niezrozumiałej technogadki za którą nie można nadążyć ("problem został rozwiązany dzięki temu, że rozwiązano problem!"), to kiepsko to widzę.
Z pozytywów, ujawnienie ostatniego członka zespołu wyszło bardzo ładnie. Do tego stopnia, że byłem zaskoczony, choć przecież chyba czytałem o tym w zapowiedziach?
Poza tym: czy już gdzieś widzieliśmy Ultimate Coulsona? Wydaje się, że nie ma nic wspólnego z filmowo-serialowym Coulsonem i jest zupełnie niepotrzebny, czyli dokładnie jak jego odpowiednik z 616.
rodzyn: Dawni Ultimates tworzą Future Foundation, a towarzyszy im agent Coulson, o którym nawet nie wiedziałem, że ma swój Ultimate odpowiednik. Numer skupia się głównie na przyłączenia do tej grupy nowego członka, który jest dość niespodziewanym wyborem. Jeżeli chodzi o rysunki, to nie należą one do najlepszych i ratują je jedynie kolory. Natomiast design strojów nawet mi się podoba, no może za wyjątkiem Falcona. Ogólnie mówiąc, dobre, ale na wiele nie liczyłem.

Uncanny X-Men vol. 3 #20
Gil: Tak mi przeleciało przez głowę w trakcie czytania: czemu Hijack nie może przejąć kontroli nad Sentinelami? A jeśli może, to czemu Summers odstawił akurat tego człowieka, który w tej sytuacji mógłby odegrać kluczową rolę? Ale hej, to nie jedyna zagwozdka tutaj. Mystique robi co chce i nikt nawet nie zająknie się nad faktem, że teoretycznie odpowiedzialnej za sprawy mutantów „Dazzler” nigdy nie ma w pobliżu, kiedy jest potrzebna. No dobra, zająknąć to się Maryśka zająknęła, ale jakoś tak zupełnie zapomniała, że „Dazzler” nie jest agentem polowym i to, czym się wykręca nie leży w zakresie jej obowiązków. Innymi słowy, to trochę tak, jakby zatrudniła sobie gosposię i sama biegała z miotłą, podczas gdy tamta się zajmuje panem domu… Ale z drugiej strony, trzeba jej przyznać, że całkiem nieźle sobie poradziła z psychiczną inwazją. Dalej: jaka jest szansa, że MGH daje ex-mutantom dokładnie taki sam zestaw mocy? O ile pamiętam, to dawał tylko fizycznego boosta, a po M-day udowodnili, że na byłych mutantów to nie działa w żaden wyjątkowy sposób. Dalej: dlaczego czepiają się akurat Beasta? Kto jak kto, ale Summers powinien wiedzieć, że on jest przede wszystkim biologiem. Jest sporo innych inżynierów do wyboru. No, ale przecież trzeba konfliktem czasem potrząsnąć, żeby się nie zakurzył. Zwłaszcza, jak trzeba historię rozciągnąć, bo jest właściwie o niczym… A przynajmniej o niczym nowym, bo te same wątki przerabiamy w kółko od początku serii. To może jakiś plus? Hm… Bachalo bardzo fajnie narysował Helicarriera. Czytało się może nienajgorzej, ale za dużo w tym dziur, dlatego będzie 4/10.
Krzycer: Już ledwo pamiętam, co tu było... Chyba po prostu kolejny niezbyt fascynujący rozdział niezbyt fascynującej historii, jaką Bendis przygotował dla tego tytułu. Jak na razie najlepiej wyszły numery wyrwane z tego ogólnego ciągu - odcinek skupiający się na Benie, odcinek z wycieczką do Londynu, odcinek w Tabula Rasa... To nie świadczy dobrze o głównej osi serii.
jdtennesse: Obiecano nam wojnę. Jak na razie jest to wojna na słowa. Nie, żebym czekał na rozróbę. Ale czy działania Scotta rzeczywiście prowadzą do poprawnych wniosków? Akcja z Beastem na końcu jest mocno naciągana, a rozmowa Scotta z Marią Hill niczego nie wnosi – sprawdzili jej myśli, a potem stwierdzili, że mogą być sfabrykowane. Mystique robi swoje, tylko czekać kiedy Dazzler się w końcu obudzi, bo już mnie męczy to udawanie i bezradnośc SHIELD, na wielu frontach. Ktoś chce wyraźnie skłócić wszystkie zainteresowane strony – Scotta i SHIELD, przy okazji wrabiając w to Magento. Wątpię, żeby była to Mystique. Poza tym SHIELD i tak jest ośmieszane – ktoś budując sentinele ogląda sobie panią Hill na ekranie – niezłe systemy ochronne, SHIELD. Ostatnia strona obiecuje, że w końcu nastąpią wydarzenia, które albo coś rozwiążą, albo zakończą. Rysunki praktycznie bez zmian – nadal mi się nie podobają i są niedokładne. Tylko chwilami zdarzy się, żeby jakiś panel był po prostu ładny lub dokładny. I nieszczególnie przemawiają do mnie mrugnięcia pana Bachalo w stylu pojawiającej się na monitorach SHIELD Mystique (dwa razy) czy plakatu X-Men u Bonda. Słabo. 3/10.

What If? Age Of Ultron #3
Gil: Eee... co to właściwie ma wspólnego z Ultronem? W pewnym momencie przestałem czytać uważnie, ale mam wrażenie, że w ogóle nie był tutaj wspomniany. Śledzimy tylko wyjętą z kontekstu przygodę Nick Fury’s Random Squad, która z niczym nie jest powiązana, ani nie jest na tyle interesująca, żeby chcieć zawiesić na niej oko. I nijak ma się do numeru pierwszego, gdzie Thor zginął w innych okolicznościach. Wygląda więc na to, że właściwe były przewidywania po numerze drugim i to wszystko jest warte funta kłaków. Czyli w przeliczeniu na nasze, 3/10.
Krzycer: ...jaki to miało związek z czymkolwiek? Gdyby chociaż samo w sobie było... o czymś... ale nie. Ot, wspaniały wielki Last Stand ludzkości, przy okazji którego poznajemy odpowiedź na - przez nikogo niezadane - pytanie "Co by było gdyby Black Widow została Thorzycą?". Strata czasu.

Winter Soldier: The Bitter March #3
Gil: I kolejny zeszyt w tym tygodniu, o którym szybko zapomnę... Właściwie, to już zapomniałem, o co w tej historii chodzi, bo jest tak tragicznie nienatchniona. Ganiają się z agentami Hydry i tyle, a tytułowa postać jest tylko tłem. Nuda i dłużyzna, panie. Jak w polskim filmie. I w dodatku wyglądem nie zachęca, też jak w polskim filmie. Kolejne 3/10.

Wolverine And The X-Men vol. 2 #3
Gil: Nadal mam wrażenie, że autor nie czuje za bardzo postaci, o których pisze, ale przynajmniej stworzył historię na tyle intrygującą, że chce mi się ją czytać. Fajnie, że odrobił lekcje i sięgnął po elementy związane z Askani i Phoenix Force, starając się jakoś je ze sobą pożenić. No, bo wiecie, niby wszystko przyszłość, ale jakoś brakowało punktów wspólnych, a teraz przynajmniej jest szansa na jakąś w miarę spójną kombinację. No i drugi raz w tym tygodniu dzieciaki z Academy X zostały przytulone. Innymi słowy, nie jest tak źle, jak się zapowiadało na wstępie i jestem ciekaw, jak się to rozwinie. Tymczasem dam słabsze 6/10.
rodzyn: Na tym numerze kończy się moja przygoda z tą odsłoną X-Men. Nie ukrywam, że miałem wobec niej duże oczekiwania, których niestety nie spełniła. Wiem, że to dopiero początek, ale nie ma tu niczego, co by mnie zachęciło do dalszego czytania. Scenariusz nie jest zły, rysunki również, ale to seria nie dla mnie. Wciąż czekam na jakąś naprawdę dobrą serię z młodymi mutantami.
Krzycer: ...dafuq się dzieje pomiędzy dyskusją uczniów czy się bronić, czy wołać pomoc? Kiedy Idie znalazła chwilę, by się przebrać w nowy kostium?
Poza tym: mam wrażenie, że autor ma jakiś ciekawy pomysł, ale nie jest w stanie go ciekawie przedstawić.
Na razie trwam dalej, chyba, że się pogorszy.
jdtennesse: Nie wiem, czy ja czegoś nie rozumiem, czy historia jest zbyt ambitna czy też zagmatwana? Niby pomysł dobry – wyznawcy Phoenix chcę zapobiec nadchodzącej apokalipsie i zrekrutować Quire’a do pomocy. Tyle w mega skrócie. Reszta mnie nie wciągnęła. Storm szybko wyrwała się z więzki Johna, Logan tez sobie poradził. Quentin odbył spacerek, ale chyba zdania nie zmienił. Idie zdążyła się przebrać i zmienic fruzyurę, aby wyglądać jak Idie z przyszłości w ciągu jednej strony. Rysunki są chyba najznośniejszą częścią tej historii. Niestety, ale straciłem zainteresowanie, bo albo autor nie umiał sprzedać swojego pomysłu, albo takiego pomysłu w ogóle nie miał. 2/10.

X-Force vol. 4 #3
Gil: Kiedy juz zdawało mi się, że ta grafika niczym mnie nie zaskoczy, wrzucili kilka scenek ze szkoły i złapałem się za głowę. Krótko mówiąc, chciałbym, żeby jak najszybciej wymienili rysownika. Chciałbym też, żeby Spurrier znów zaczął zażywać to, co brał gdy pisał Legacy, bo jak narazie fabuła tej serii jest trochę ospała. Nie marudzę, bo wiem, że zbudowanie solidnej i wielowątkowej fabuły wymaga czasu. Pamiętam też, że wczesne numery Legacy również nie powalały tak jak późniejsze. Po prostu seria jeszcze się nie rozpędziła. Ale już widać coraz wyraźniej, że autor wyczuwa postacie i mocniej zaznacza różnice między nimi. Są fajne momenty, jak ten, gdy Betsy przełącza psztyczek w głowie Marrow, żeby nie przeklinała, dzięki czemu wszystkie jej teksty dostają +10 do zabawności. Gdyby jeszcze ten główny wątek był bardziej żywy... Chociaż jest bardzo możliwe, że to sztuczność rysunków skutecznie tę żywotność tłamsi. W każdym razie, póki co zostaniemy na poziomie 6/10.avalonpulse0348b%20%5B1600x1200%5D.JPG
Demogorgon: Gag z Psylocke zabierającą Marrow zdolność przeklinania był niezły i szybko mnie rozłożył. Byłem trochę zdziwiony pojawieniem się dziewczynki znanej z Legacy, ale przypomniałem sobie, że jej historia musiała ulec zmianie. Twist z zamkniętym pokojem i tym, co zrobi Betsy był przewidywalny, ale już to, co nastąpiło później, nie. Mam teorię, że antagoniści mogli ukraść Hope jej moce.
Jak widać z powyższego - źle nie było, ale jest jakiś syndrom środka, że nie za bardzo jest o czym pisać i pewnie dopiero później zrozumiemy wagę i znaczenie tych wydarzeń w większym kontekście. Samodzielnie trochę to średnio stoi, muszę przyznać.
rodzyn: Spurrier ponownie zaskakuje, dzięki czemu dostaję w tym tygodniu przynajmniej jeden dobry tytuł z mutantami. Zaczyna również wracać moja sympatia do Psylocke, która zniknęła przy okazji ostatniej serii Humphriesa (jak wiele ten człowiek potrafi zepsuć...). Ulżyło mi, gdy zobaczyłem, że przeciwnik X-Force to nie taki zwyły człowiek, a przynajmniej nie będzie łatwo go pokonać (chociaż kto wie...). Cieszy również nawiązanie do X-Men: Legacy. Rysunki, podobnie jak scenariusz, też jakby się poprawiły. Podsumowując: bardzo dobry numer!
Krzycer: Psikus Psylocke spłatany Marrow "robi" ten numer. Natomiast motyw przewodni - czemu Betsy jest w grupie i jaki ma problem ze sobą - był dość wtórny. Szczerze mówiąc mam wrażenie, że to już Remender lepiej rozegrał w tym idiotycznym side-queście z wycieczką w przyszłość w ramach "Final Execution".
jdtennesse: Albo historia trochę przystopowała, mimo wszechobecnej akcji, albo zacząłem dostrzegać dziury w serze. Bo niby akcja cały czas idzie do przodu – kogoś szukają, z kimś walczą, kogoś uwalniają, ktoś ginie – to jednak wrażenie przeciągania staje się coraz silniejsze. Co było fajne – interakcje, szczególnie Marrow-Betsy, ale z pozostałymi również. Fajnie, że znowu ktoś inny jest narratorem – Betsy dokonuje swoistej psychoanalizy swojego postępowania. Jest parę fajnych momentów i parę gorszych. Cable cały czas ma jeden cel – pomoc Hope. I dobrze że o tym pamiętamy. Rysunki tym razem jakby trochę słabsze – ale i tak nadal nie zgadzam się z wieloma głosami krytyki i uważam, że są ciekawe i chwilami dobre. 5/10.

X-Men vol. 3 #13
Gil: Clay Mann wreszcie dostaje pierwsze skrzypce, a Briones na drugich również nieźle daje radę, więc wspólnymi siłami podciągnęli ocenę o jeden punkt w górę. I to jedyny bonus, na jaki ten komiks może liczyć z mojej strony. Nawet jeśli uwzględnić dodatkowe miejsce, poświęcone młodszym mutantom. Niestety, Wood wciąż leci po nazwisku i jego historie są drewniane, a jak to w drewnie, czasami trafiają się sęki, a czasami korniki. I tak, poprzedni wątek został zamknięty off-panel. Masowy morderca Sublime obraził się na X-Menki za to, że sprzątnęły jego siostrę. A tak się starały, żeby je polubił… I teraz Rachel ma doła. Pewnie tylko dlatego nie wykłóca się znów ze Storm o to, że ta chce przewodzić grupie… której podobno wcale nie ma. Zabawne – flagowy tytuł i 13 zeszytów o grupie, której nie ma… Bummer. No i znów nam wciskają na pierwszy plan dzieciaka. Tym razem upomina się o niego tatusiek, który jest nowym największym przeciwnikiem X-Men ever. Jak każdy poprzedni. Tym razem próbują nam za wszelką cenę pokazać, jacy wszyscy tutaj są mądrzy i sprytni. On zupełnie sam załatwia dzieciaki po kawałku, oni oczywiście błyskawicznie odkrywają, co i jak się wydarzyło. Przy tym poziomie przenikliwości Sherlock i kolesie z CSI to amatorzy. Paradoksalnie, jest to przemunchkinowane do tego stopnia, że aż śmieszy. A jak się tak człowiek o krok cofnie i spojrzy raz jeszcze, to odkryje, że mimo wielu słów i teorii, właściwie niewiele się wydarzyło. No, ale dobra – obiecałem plusa za rysunki, więc tym razem skończymy n 4/10.
Demogorgon: O, Hellion, Anole i Rockslide dostali backup, razem z tym wkurzającym robalem od Aarona. Nie, nie z Quirem, tym drugim. I hej,n awet Santo wyszedł in-character kiedy był out-of-character. Gorzej z Santo w regularnej historii, gdzie Wood w ogóle nie wydaje się go czuć. Ale fajnie, że jest. Fajnie, że nawet Surge wróciła. Kurde, jak ja się za nią stęskniłem. Jasne, na razie niewiele robi, ale jest szansa, że to się zmieni. Co mnie martwi to to, że pojawiła się w chwili, gdy fabuła uderza w klimaty filmu slasherowego. Czy my naprawdę potrzebujemy kolejnej historii o zabijaniu dzieciaków tak krótko po Arenie? No dobra, nie wygląda aby póki co ktoś zginął, jest jedna niepotwierdzona osoba i jedno prawie. Ale wciąż.
A tak po za tym - Monet mówi jak to muszą być gotowi na atak Sisterhood...a nie prościej byłoby nie pozwolić im uciec kiedy miałyście je na widelcu?
I myślałby kto, że Logan, przy całym swoim gadaniu jak to będzie bronił te dzieciaki, załatwiłby zabezpieczenie przed tym samym rodzajem ataku, jaki doprowadził do śmierci Wallflower.
I teraz, teraz sobie przypomnieli o tym, że Submile zabił Jean. Trochę sporo po czasie.
Krzycer: Z jednej strony - standardowy Wood, nie wykraczający poza to, co dotąd pokazywał w tej serii, ani na plus, ani na minus.
Z drugiej strony miejscami to jest Wood do kwadratu. "Zabiłeś mi mamę"? Teraz? W kontekście "jak możesz mnie zostawić"? Ja pie%&*ę, martwica mózgu normalnie. "Nie mam upoważnienia by uformować formalny zespół operujący z Instytutu Jean Grey"... Co? Co autor próbuje tu powiedzieć? Co to niby ma znaczyć? Że jej Wolverine nie pozwoli? Że ONZ im nie da oficjalnego papierka? Jeśli to drugie, kiedy to powstrzymało X-Men od czegokolwiek (nie licząc Civil War)? Jeśli to pierwsze, jakie to niby ma znaczenie?
Czemu one w ogóle od #1 kłócą się o to, czy "być czy nie być (zespołem)"? Jakim cudem przez ostatnie 12 numerów wciąż tego nie uzgodniły?
I naprawdę, naprawdę, czemu one się tak kłócą i o co? Czy to wszystko dlatego, że "baby są jakieś inne"?
Dżizas. Poziom abstrakcji na jakim operuje autor mnie zatrważa. Nie pamiętam, kiedy ostatnio komiks Marvela zmuszał mnie do zadawania takich filozoficznych pytań. "Czemu?" "Co?" "Po co?" "Dlaczego?" "O co w tym wszystkim k&*^#a chodzi?"
jdtennesse: Nowa historia, nowy wróg. I niby trochę się dowiadujemy, to jednak średnio mnie to wciągnęło. Shogo chyba nie należy do moich ulubionych postaci, bardziej zainteresował mnie fakt obrania za cel młodych mutantów w szkole. No i tu pojawia się problem. Bo z jednej strony bardzo fajnie, że młodzi mają szansę, żeby zaistnieć, ale z drugiej strony przypomina to WatX. A chyba nie o to w tej serii chodzi. Zresztą już początkowa rozmowa Storm z Psylocke wskazuje na problem utworzenia nowej drużyny. Jak i backup story. Ale po kolei. Jeśli za atakami na młodych mutantów stoi bohater z pierwszych stron komiksu, to skoro chce Shogo, to dlaczego atakuje młodych? I nikt go nie widzi ani nie wyczuwa? Również wnioski Beasta co do natury ataku wydają się bardzo daleko posunięte. Co więcej, atak pojawia się również „z wewnątrz” (chociaż woda zapewne ma dopływ z jakiegoś zewnątrz), ktoś prawdopodobnie zatruł wodę w szkole. No i w tle Rachel wspomina Sublime’a i dokonuje dość późno refleksji na temat swojej „matki”. Rysunki spoko, historia ma potencjał. Tylko nie podoba mi się sam charakter, to znaczy poczucie jakbym czytał WatX. Z kolei druga „historia” to dla mnie jakiś znak zapytania. Już któryś numer z kolei pojawia się takiego typu historyjka, której bohaterami są młodzi mutanci, oraz która związana jest z wydarzeniami z historii głównej. Wydaje mi się to nieco zbędne, po co czynić z tego osobną historię? No dlatego, że wcale nie ma wiele wspólnego z główną historią, tylko udaje. Moim zdaniem to jakieś próby utworzenia komiksu o młodych mutantach bez tworzenia odrębnego tytułu. I w „naturalny” sposób wydłużenia na wiele numerów głównej historii. Ogólnie za całość 3/10.
Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.04.16
AgentsOfShieldBanner.jpg

Agents of S.H.I.E.L.D. - 1x18 "Providence"


ecko09: Trochę wolniejszy odcinek, choć nadal dobry, jest ciekawie. Talbot praktycznie zerowa rola (póki co, chyba ma wrócić w przyszłych odcinkach też?). Ten Koenig fajny, może być ciekawa postać z niego. No i zdaje się, że Graviton wkrótce może namieszać. Ciekawe czy później odegra dużą rolę w jakimś filmie czy w serialu jakimś cudem sobie z nim poradzą.
Gibon: Czyli tak. Garret mógł zrobić błąd, mówiąc Rainie, że nie potrafi przewidywać przyszłości. Ten jej zawód może mu wyjść bokiem. Widzę też, że parę leków zakosili, ale efekty są dalekie od optymalnych. I jedno pytanie. Co to było to metalowe na jego boku? "Powrót" Gravitona jak najbardziej na plus.
Fortepian: Odcinek wolny, zdający się pełnić rolę wypełniacza 'bo musimy zrobić tyle a tyle odcinków'. Liczę, że znajdzie się nam jakiś "prawdziwszy" Clairvoyant, ale te życzenia raczej się nie spełnią. A szkoda, bo teraz kiedy znamy wroga nie wydaje się on być poważnym przeciwnikiem. Taka to już umiejętność marvela do kreowania wielkich wrogów w ukryciu a następnie odzierania ich z potęgi kiedy przyjdzie do starcia twarzą w twarz. I nie ważne czy to Thanos, czy cała rasa Skrulli. W związku z wolniejszą akcją odcinek daje czas na myślenie. I tak oto dochodzę do wniosków:
1. Mam już dość wciskania mi w serialu na siłę odgrzebanych postaci. Deathlok, Graviton, John Garrett to jacyś c-listerzy z komiksów i nawiązywanie do ich komiksowe originu nie robi na mnie wrażenia, bo najzwyczajniej ich nie znam. Jedynie Talbot to plus.
2. Twórcy serialu podpisali kontrakt z Samuelem L. Jacksonem na pokazanie się w dwóch odcinkach. Pierwszym, żeby nakręcić Hype i ostatnim, żeby nakręcić ludzi tak, żeby przetrzymali wakacje. I teraz dużo się będzie o nim mówić, ale pokazywać nie.
rar: Odcinek dobry i powoli popycha fabułę do przodu. Dobrze, że każdy z tych ostatnich odcinków kontynuuje jeden wątek - teraz nie ma już czas na rozdrabnianie się.
Moim zdaniem Clairvoyant to po prostu Strucker, którego widzieliśmy w dodatkowej scenie po Capie - w końcu to on pociąga za sznurki w Hydrze.
A powrót Gravitona nie do końca mnie cieszy. Gościu jest tak potężny, że nie ma opcji, żeby nie spieprzyli tego mając taki budżet. Wśród "dobrych" nie ma nikogo, kto miałby jakąkolwiek moc, więc jak niby mieliby go pokonać? Pewnie w jakiś lamerski sposób, a to raczej nie zadowoli nikogo.
Tak nawiasem mówiąc: Bill Paxton jako Garrett jest świetny.
Overcross: Kolejny odcinek po,którym mam pozytywne wrażenia.
Trochę wolniejszy pod względem tempa,niż poprzedni, ale fajnie zbiera wszystkie smaczki i wątki z poprzednich odcinków do przysłowiowej "kupy". Szkoda mi trochę agentki Hand, fajna postać. Cóż widocznie Ward zabił ją na śmierć. Obawiam się tylko, czy sensownie to pociągną, aż do końca sezonu. Mieliśmy dopiero co znaczne przyspieszenie w ostatnich odcinkach tylko, że wciąż przed nami 4 epizody i może się trafić prawdziwy zamulacz, który popsuje akcję pomiędzy nimi.
PS. Rozśmieszyło mnie niesamowicie, że ten laserek Hydry wokół, którego było takie halo w 2 odcinku i wszyscy byli wobec niego ostrożni, Garret odpalił jednym kliknięciem.

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie Agents of S.H.I.E.L.D. - 01x18 "Providence"
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.