Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #22 (17.12.2007)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 17 grudnia 2007 Numer: 22/2007 (22)


Messiah Complex był głównym tematem rozmów fanów przez kilka ostatnich tygodni i oczywiście tak jest i tym razem (i będzie do końca crossa, a pewnie i trochę dłużej). Poza X-Factor vol. 3 najwięcej reakcji wywołały nowe numery New Warriors vol. 4 oraz New Avengers.


 

Wyniki sprzedaży - listopad 2007
Gil: Zacznijmy od tego, że Marvel odzyskał przewagę w rynku i obsadził 8 pierwszych miejsc na liście sprzedaży. Na czele oczywiście ostatni numer WWH, z dość sporą przewagą nad Astonishing X-Men. Dalej, na stałym poziomie New Avengers i lekko spadający Thor. Pierwszy wymierny efekt Messiah CompleX to piąte miejsce UXM i ósme X-Men, a między nie wepchnął się Incredible Hulk i Sensational Spider-Man ze swoim One More Day. W drugiej dziesiątce tylko finał Illuminati, Captain America i Marvel Zombies. Trzecią otwierają zyskujące dużo dzięki MC New X-Men i X-Factor, a w pobliżu czają się oba tytuły z Wolverinem. Cap Marvel zadebiutował na miejscu 51, Surfer na 58, a Conquest na 61. Ostatni wśród marvelowych komiksów jest tym razem Cable & Deadpool (98), którego los jest przesądzony. Wśród wydań zbiorczych wciąż najlepiej radzi sobie Dark Tower, prześcigając Death of Captain America. Co ciekawe, na liście wciąż znajduje się Civil War i to stosunkowo wysoko.



Fantastic Four #552 avalonpulse0022e.jpg
Gil: Zastrzelony Namor okazał się robotem! No, coś takiego! Przecież wszyscy wierzyliśmy, że Reed stanie się zły i powystrzela wszystkich. Co ciekawe, Vic mógł go do woli obrzucać inwektywami, ale dopiero gdy powiedział, że są podobni, dostał w łeb. On chyba musi być napraaawdę brzydki pod tym żelastwem. No, ale czego się nie robi dla kumpla, którego się aż tak kocha, co Ben? Innymi słowy, jest po staremu. Sensu mało, bzdur dużo, większość numeru zajmuje nawalanka, pełna dziur logicznych, chociaż całkiem nieźle narysowana. Ocena: 3/10
S_O: Ech... Ja rozumiem, Ben jest impulsywny, ale żeby aż tak? Nic dziwnego, że FF zazwyczaj ma kłopoty z wypłacalnością, skoro wyżej niż siłę argumentów cenią sobie argument siły - i nie odnosi się to tylko do Thinga, ale do całej czwórki. Cóż... Doom też się nie popisał (najwyraźniej nikt mu do tej blaszanej głowy nie wbił, że warto byłoby mieć jakieś dowody na poparcie swych słów). Aha - Torch dalej wygląda jak opóźniony licealista.
Ale to już ostatnia prosta, bo od lutego witamy Millara z Hitchem!
Hotaru: Główny zarzut, jaki do tego numeru mam, to że jest płytki jak kałuża. Ale to pozostaje w mocy praktycznie przy każdym scenariuszu McDuffiego, więc nie wiem, czemu się czepiam. Starałem się obmyślić sposób na odratowanie tej historii chociażby do przeciętnego poziomu, ale poległem. Bo chociaż można by było jakoś uatrakcyjnić ten skrypt, to będą to odgrzewane kotlety. McDuffie się wypalił, czas na Millara.

Ghost Rider vol. 5 #18
Gil: Holly...! Nie, nie to co myślicie - chociaż właściwie też. Holly Ghost Rider! Way przeszedł sam siebie i wymyślił coś głupszego od synalka Wolverine'a. Mało tego - zagroził nawet samemu Hudlinowi! Zabawa z przygłupimi i fajtłapowatymi aniołami zapowiadała się nieszkodliwie, a tymczasem cała koncepcja Ghost Ridera została brutalnie zgwałcona w pusty, kościsty oczodół. Zaprawdę powiadam Wam: ZŁOOOO! Tym sposobem, żegnam się z serią przynajmniej do nadejścia nowej ekipy. Ocena: 1/10
S_O: Wielka rewelacja z zapowiedzi ujawniona (i zgodnie z nią, powinniście to teraz czytać z zamkniętymi oczami): Ghost Rider jest aniołem! ZOMG! ...Ale co z tego? [tu proszę sobie wyobrazić typowo kreskówkową ciszę z cykającymi świerszczami, wyjącym wiatrem itp.] Nawet sam Czachogłowy niewiele sobie z tego robi i radośnie wysadza biurowiec. Ale jest w tym numerze jedna dobra rzecz - Aniołki poszły z powrotem do Nieba. Yay!
Gerkus:
Dziwnie trochę: scena, która miała tak bardzo szokować, okazała się dosyć groteskowa - Ghost Rider ze skrzydłami? Większe wrażenie zrobiły na mnie anioły - kłamcy i samobójcy. Może właśnie z tego powodu sensacja nie była tak wielka. Niebo nie jest tu przedstawione jako o wiele lepsze od Piekła, więc kogo boli, że bohater jest aniołem? Zwłaszcza, że w finale pokazuje się z tej strony, którą lubimy najbardziej.

Marvel Comics Presents #4
S_O: Guggenhaimowe CSU nadal można określić jednym słowem: meh. Czytałem jakieś półtorej doby temu, a już nie pamiętam, co się działo.
Historia państwa Immonen o Hellcat dobiegła końca i można określić nie jednym, jak u Mareczka, ale dwoma słowy: "Yeah, whatever". Ale zawsze miło popatrzeć na "kreskówkową" wersję kreski Stuarta. Przypomina się Nextwave.
Historia Outlaw Kida za to naprawdę ciekawa - na tyle, żebym tego kowboja postanowił wygooglować i dowiedzieć się trochę więcej. Znaczy że dobre.
A w Weapon Omega powaliła mnie scena na początku (ta z USAgentem, Rachel i konsolą do gier), a głośne "WTF?!" wywołała scena łazienkowa z nowym Guardianem. Ossochozzi?

avalonpulse0022f.jpg New Avengers #37
Gil: Najwyższa pora na porządną nawalankę! A porządna jest! Kilka ciekawych zwrotów, sporo celnych żartów i interesujące konsekwencje. Na szczęście nasze najgorsze obawy się nie sprawdziły i zgraja bohaterów okazała się iluzją, a potem wiadomo - musiało być jeszcze lepiej. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to Wolverine oszczędzajacy pazury w walce. Trzeba był zrobić z nich użytek, w końcu dranie odstrzelili mu ptaszka! No, ale cóż - pozostaje poczekać na Annuala, w którym będzie chyba jeszcze większa rozróba. Chyba pierwszy raz naprawdę mam ochotę przeczytać Annuala. Ocena: 8/10
S_O: Armia super-herosów była iluzją. Cóż za niespodziewana niespodzianka. Bendis po raz kolejny używa swojego ulubionego chwytu z pokazywaniem całej akcji jako retrospekcji. Mi się podoba, zwłaszcza, gdy rozmawiają tak różne osoby, jak Maria Hill i Wrecker. Sama walka graficznie przedstawia się średnio (wszystkie te kolory ranią mój mózg), ale teksty Avengers... priceless.
No i Hood pokazuje, że nie zraża się po pierwszym niepowodzeniu i już planuje zemstę. Oj, coś mi mówi, że w nowomścicielowym annualu będzie Ultimate Showdown, już nie mogę się doczekać.
Foxdie: Najlepsza seria o Avengers ma ostatnio tendencję spadkową. Tak jakby Bendis się wypalił i w kółko odgrzewał te same kawałki, a raczej trochę inne kawałki w ten sam sposób. A to retrospekcja, a to dialog dwójki bohaterów, oczywiście nie można zapomnieć o tłumnym obijaniu pysków w środku numeru. Trochę to nudne. Fajnie, że Hood okazał się większym, na dodatek demonicznym, villainem, niż to się wszystkim wydawało. Chociaż jakoś wątpię, że jego zrzeszenie przestępców bez granic przetrwa dłużej niż nadchodzący NA Annual #2. Rysunki natomiast są... zaraz, jakie rysunki?!?! Tu nie ma rysunków, już prędzej można by mówić o obrazach, tylko totalnie abstrakcyjnych obrazach. Jako, że abstrakcji nigdy nie lubiłem, tak i tego co dzieje się graficznie w tym numerze zdzierżyć nie mogę. Nawet Ramos nie wywoływał u mnie takiego wstrętu i odrzucenia, dlatego że u Yu do okropnych karykatur dochodzą fatalnie nałożone kolory, jednym słowem - tragedia. Ocena 4/10
Jaro: Trzyma poziom. Genialne w swej prostocie rozwiązanie z iluzjami - nie trzeba mieć całego legionu bohaterów, wystarczy, że przeciwnik nie będzie wiedział, którzy z dziesiątek "dobrych" są prawdziwi. Samo starcie wyszło po prostu... nowomścicielsko, wydaje mi się, że w obecnej chwili styl w tej serii wykształcił się wystarczająco, by można było tak mówić. Do tego tradycyjnie świetne dialogi, niezłe zakończenie i pasujące idealnie rysunki. Kreska Yu z numeru na numer robi się coraz bardziej chaotyczna i bazgrołowata, tak jakby starał się mniej, ale ciężko mi sobie w tej chwili wyobrazić innego rysownika w NA, po prostu te bazgroły pasują tu idealnie i sporo wnoszą do klimatu. Jak będzie bez nich? Przekonamy się już niedługo, bo w annualu.
Ocena: 7,5/10; soundtrack: Pantera - Walk.
Olka:
Cudeńko. Kreska pozostaje wciąż jedną z moich ulubionych + bardzo dużo koloru. Spidey/Logan/Clint mają świetną gadkę w trakcie walki, Strange w końcu coś robi, iluzja była oczywista, ale i tak dobrze rozegrana. S.H.I.E.L.D. i Hill ku mojej radości wciąż dają ciała na całej linii. Nie mogę się doczekać Annuala, bo zapowiada się super.
CrissCross:
Rysunki znowu sucks. Ale czego się spodziewać, skoro cały czas rysuje ten sam "artysta". Sama treść całkiem niezła, chociaż mogliby już przestać z tymi retrospekcjami i dawać akcję w wersji "live" (błagam, niech tylko nie robią retrospekcji z życia Wolverine'a). Dzięki końcówce finał zapowiada się całkiem przyzwoicie.
Krzycer:
Zazwyczaj pieję z zachwytu nad NA, ale ten numer mnie nie powalił. Jest dobry - ale tylko tyle. Może to dlatego, że nie przypadła mi do gustu narracja Hill i Wreckera - może dlatego, że ten sam numer został zastosowany drugi numer z rzędu. Bijatyka była niezła - ale tutaj zawiódł trochę Yu, którego zazwyczaj bardzo w tym tytule lubię. Jakieś chaotyczne to wszystko było... zwłaszcza Echo, która nie wiem czemu lata w tle i salta jakieś robi. Dziwaczne.
Po zakończeniu walki robi się już lepiej, a nawet dużo lepiej. Kartka "from your friendly neighbourhood Avengers" mnie urzekła. A potem końcówka z kozaczącym Hoodem - tu już znowu dostajemy cud, miód i orzeszki, do których przyzwyczaił mnie tutaj Bendis.


New Warriors vol. 4 #6
avalonpulse0022g.jpg
Gil: Numer szósty osiągnięty, będzie w sam raz do trejda, więc pora ujawnić Night Thrashera. Niespodzianki nie ma, bo chociaż dużo gadaliśmy o Forge'ach i Fosterach, to chyba każdy przeczuwał, że Bandit wstanie z tego wózka. Poznajemy też dokładnie wszystkich New Warriors i jest kilka niespodzianek. Powiedzmy sobie szczerze: Chamber i Stacy X nijak nie pasują do tego składu chyba, że razem z mocami stracili osobowość. Dużo tu gadania, które jest merytorycznie poprawne, ale trochę przerysowane. Pozostaje zagadka Antosia i jego domniemanej współpracy z SB - aj, przepraszam... NW. Ocena: 6/10
S_O: No no no, Thrashem okazał się jednak ktoś, kto został pokazany jako podejrzany, tego się nie spodziewałem. Z innych rzeczy, poznajemy także tożsamości pozostałych New Warriors, co jest, cóż, trochę smutne zważywszy na to, że wykorzystane postaci miały częstokroć zupełnie inne charaktery. No i pozostaje jeszcze sprawa "finansowania NW przez Starka". Co, oczywiście, jest zwykłą dezinformacją, ale rozwijanie tego wątku mogłoby być ciekawe.
Demogorgon: On chodzi! To cud! Od dawna się spodziewaliśmy, że to jednak Bandit przejął rolę braciszka, ale każdy szukał na boku zastępstwa. Padały propozycje od Forge'a, przez Toma Fostera, aż po Patriota i jego dziadka. Co do reszty komiksu, to Stark został załatwiony "po polsku", czyli wrobiony w coś grubszego, a Ben Urich uraczył nas wykładem "czemu to zataiłem to i owo". Dobrze, że reperkusje Civil War dalej są silne i wciąż się do nich wraca. Wiemy też, kim są nieznani członkowie zespołu. Nie znałem Stacy X, ani tym bardziej Vina, więc nie wypowiem się na temat ich członkostwa. New Warriors mają ciekawy skład, Grevioux odświeżył parę zapomnianych postaci. I dobrze. 7/10
Hotaru: Cieszy mnie, że podjęto wątek znany z Civil Warowego Frontline'a dotyczący machinacji Starka. Było to całkiem intrygujące spojrzenie na motywacje stojące za Iron Manem i fajnie, że nie zapomniano o nim wraz z zakończeniem miniserii z Sally i Urichem. Co zaś się tyczy wątku samych New Warriors, to niestety atmosfera wyraźnie siadła. Gorąca mowa Jubilee wg mnie wcale nie brzmiało przekonywająco, a raczej schematycznie, co zaś się tyczy tożsamości Thrasha... nie znam tego osobnika, także rewelacja ta zupełnie mnie nie ruszyła. Czekam na numer następny, ale na razie moje zainteresowanie wynika z kredytu zaufania - oby z kolejnym numerem kredyt ten zaczął się spłacać.
Jaro: Heh. Brawa dla Greviouxa za to, że udało mu się zakręcić czytelnikami na tyle, by typowali tak różne, momentami dość egzotyczne (Patriot, młahaha) postacie na nowego NT, a tu jak zwykle okazało się, że pod latarnią najciemniej. Do tego ładne nawiązanie do CW: Frontline, trochę ckliwe występy Sofii i ostateczne potwierdzenie, że new New Warriors to w sumie ex X-Men. Co właściwie jest nawet logiczne, w końcu chłopaki i dziewczyny trening jakiś mają. Rysunki za to bardzo przeciętne, ale przynajmniej nie gryzą się z treścią.
Ocena: 6/10; soundtrack: The Dillinger Escape Plan - Panasonic Youth.
Olka:
Bez fajerwerków, choć numer całkiem sympatyczny. Przez chwilę bałam się, że spróbują mi tu zhumanitaryzować Tony'ego, ale na szczęście nie. Fajnie było zobaczyć Bena i usłyszeć jego opinię na temat CW, dobrze wiedzieć, że informacje z CW: Frontline jednak w zapomnienie nie poszły. Najfajniejszy moment: kiedy Sofia powiedziała Angel, że zasadniczo House of M wyszedł jej na dobre w kwestii figury. :D
Gerkus:
Utraciłem zupełnie wiarę w to, że coś się będzie w tej serii działo - szósty numer poświęcony prawie w całości zagadnieniu "kim jest Thrasher?". Po następny już nie sięgam.
Krzycer:
Gak! Forge nie jest Trashem? Zawiodłem się.
Podobnie, jak zawiodłem się na wiadomość o tym, że zespół składa się w całości z ex-mutantów. To ma być Stacy X? TO ma być Stacy X? Już nawet nie czepiam się tego, że mamy tu błąd, bo w "Generation M" wyraźnie było powiedziane i pokazane, że zachowała łuski - ale niespecjalnie się toto zachowuje jak Stacy...
Z innych błędów - w tekście Sofii powinno być "M-Day" a nie "House of M". Detal.
Na plus zaliczam Bena i przypomnienie rewelacji z końcówki CW: Frontline. Miło, że ktoś pamięta.


avalonpulse0022h.jpg Nova vol. 4 #9
Gil: Sam się sobie dziwię, że czytanie o gadającym sowieckim psie, mieszkającym w głowie wielkiego kosmity, aż tak mnie rajcuje. Ale to prawda. Seria zasłużenie dostała wyróżnienie od Ain't It Cool News, bo nie tylko daje kupę radochy, ale też wnosi dużo świeżości. Jak tak dalej pójdzie, może zostać też moją ulubioną serią (a już na pewno jeśli chodzi o solowe przygody bohaterów). Nie chcę pisać o szczegółach i smaczkach, bo jest ich tak dużo, że trudno wybrać. Jest super! Ocena: 8/10
S_O: Panie Quesada. Po trzech snajperów celuje do każdego członka pańskiej rodziny. Pod siedzibą główną Marvela zostały rozmieszczone ładunki wybuchowe o łącznej silne pięciu megaton. Naszym żądaniem jest on-going o Cosmo, gadającej sobace z końca wszechświata.
Ten numer - jeszcze w większym stopniu, niż poprzednie - jest genialny i można o nim mówić wyłącznie w superlatywach. A jeśli nie mówisz, to nie ma sprawy, mam jeszcze paru wolnych snajperów.
Jaro: Pochwalny napis na okładce jest bliski prawdy, bo chociaż seria Nova na początku średnio się rozkręcała, teraz jest naprawdę jednym z najlepszych produktów Marvela. Ten numer przynosi nam bardzo zgrabne zakończenie historii na Knowhere (i przy okazji udowadnia, że świetny scenariusz można rozpisać tylko na dwa numery), ale wielka szkoda, że Cosmo tam został. Miejmy nadzieję, że scenarzyści nie są głusi na wołania swych czytelników i znajdą jakiś sposób na to, byśmy nie raz i dwa zobaczyli jeszcze towarzysza psa. Cieszy mnie za to, że w następnym numerze będzie spotkanie Richa z Gamorą i Draxem. Co jeszcze? Rysunki. Problem z Wellingtonem Alvesem jest podobny do tego z Cosmo - jego prac jest w Marvelu zdecydowanie za mało.
Ocena: 7,5/10; soundtrack: Meshuggah - Mind's Mirrors.


Punisher War Journal vol. 2 #14
Gil: Frank & Alyosha Show wkracza na wyższy poziom śmieszności za sprawą wylatujacych w powietrze skrzydlatych koni, szarżujących nosorożców i drinków pitych z czerepa. Nie wiem, czy Marvel uznał, że nadęte krucjaty Punishera się przeżyły, czy sprawił to brak zainteresowania czytelników, ale ta nowa koncepcja podoba mi się bardziej. Chętnie popatrzę, jak Franiu będzie walczył z całym tym zwierzyńcem. Ocena: 6/10
S_O: Dzięki Bogu, humoru trochę mniej, a lepszy. Nowy Kraven kreowany na niezłego psychola, podoba mi się, zwłaszcza, gdy nosi czapkę kucharską. Punisher z myśliwego stał się zwierzyną, villainowy zwierzyniec wariuje, a Bridge dalej zbiera swoją drużynę. Jednak jest dla tej serii nadzieja.
Don David: Do tej pory ta seria mi strasznie nie podchodziła. Ta historia jednak nastraja pozytywnie. Syn Kravena to niezły zwyrodnialec, wysadza konika i postanawia nakarmić nim resztę swojego zwierzyńca. Miło. Tępak Rhino też wzbudza powszechną sympatię. Serii wyjdzie na dobre, jeśli utrzyma swój komiczny charakter.

Ultimate Iron Man 2 #1 avalonpulse0022i.jpg
Foxdie: Dwa lata czekania na kontynuację jednej z najlepszych mini-serii 2005 roku, czy warto było tyle czekać? Po tym, jak zobaczyłem okładkę, obawiałem się, że rysunki z poziomu dzieł Kuberta spadną na samo dno. W końcu hełm zbroi wyglądający jak upośledzony mops ze źle nałożonymi kolorami nie napawa optymizmem. Co prawda wnętrze numeru nie jest aż tak złe pod względem rysunków, ale pastelowe kolory są według mnie bardzo nie na miejscu. W kwestii fabuły jest nieźle. Przy okazji pisania streszczeń odświeżyłem sobie ostatnio historię z pierwszej części i wszystko póki co trzyma się kupy. Obecność Carda gwarantuje, że historia będzie stała na wysokim, znanym z poprzedniej części, poziomie. Jedyne, czego można chcieć więcej od tego numeru, to innego rysownika, kreska Kuberta była naprawdę wyśmienita, a Ferry po prostu tu nie pasuje.
Ocena: 7/10
Hotaru: Jestem fanem Orsona Scotta Carda. Sagę o Enderze, Sagę Cienia, czy też "Zagubionych chłopców" zaliczam do ścisłego grona moich ulubionych pozycji książkowych. Młody Tony Stark w wersji Ultimate stał się dla mnie interesujący wcześniej, niż jego mainstreamowa inkarnacja, a to wszystko dzięki Cardowi. Długo przyszło czekać na drugą część przygód młodego Iron Mana, ale na razie nie wiem, czy było warto. Numer bez fajerwerków, ale też bez szczególnych minusów. Szala może przechylić się w obie strony w przyszłych numerach. Pożyjemy, zobaczymy jak to będzie.
PuppetMaster: J
akkolwiek lubię Andy'ego Kuberta, tak jego styl niezbyt pasował mi do Iron Mana. Wolę go w "historycznych" wydawnictwach pokroju "Wolverine: Origin" czy "1602". Pasqual Ferry zdaje się tutaj pasować bardziej. A sama historia dobra, choć opierając się na doświadczeniach z poprzedniego volume'u lepiej będzie się można wypowiedzieć po przeczytaniu całości.

Wolverine vol. 3 #60
S_O: Graficznie jest lepiej. To znaczy, jest jeden kadr, który mi się w miarę podobał. W kwestii scenariusza stały Guggenhaimowy poziom (patrz wyżej). Wyciągnięty w niebytu (a może powinienem użyć innego przedrostka?) Yashida senior miał zapewne zaskakiwać, ale obawiam się, że czytelnicy tej serii już się przyzwyczaili do bzdurnych pomysłów, więc nie zdał egzaminu. Ale jest też dobra wiadomość: nadal brak Przekozaka Romulusa (ale nie chwal dnia przed zachodem słońca).
Gerkus:
Ja już się chyba nie doczekam dobrej serii z tym bohaterem. Szkoda, bo cały czas sądzę, że zostało w nim trochę więcej potencjału. Bicie z wojownikami ninja po raz enty... Kolejne żądne zemsty postacie z zamierzchłej przeszłości... (chociaż i tak lepsze to od Romulusa).
Krzycer:
można narzekać: znowu Japonia? Znowu Hand? Znowu ninja? No, ale to jeden z nieśmiertelnych okołowolverinowych tematów... Muszę przyznać, że ten numer mi się nawet podobał. Kreska mi nie leży - i to bardzo. Ale cała scena w sklepie z zabawkami (zwłaszcza "knock yourself out") - rewelacja. A wyciągnięcie Shingena z rękawa... no cóż. Zobaczymy, co z tego będzie. Żeby tylko Hand nie wskrzesiło Mariko jako jakiejś nienawidzącej Logana cyber-wojowniczki otaku-cosplay-ninja, to nie będzie tragicznie... :)

avalonpulse0022j.jpg X-Factor vol. 3 #26
Gil: Pierwsze emocje opadły, Kompleks przechodzi do ściślejszej i bardziej merytorycznej fazy. Czuć, że stoimy na progu czegoś znaczącego, do czego niechybnie prowadzą wydarzenia tego numeru. Niby dzieje się mniej niż w poprzednim rozdziale, ale jest jakoś intensywniej - więcej płaszczyzn, więcej wątków. Pomaga też fakt, że nie ma tu za dużo gadania. Czasami na kilku stronach nie ma tekstu, ale akcja mówi sama za siebie, więc unikanie zbędnego paplania tylko wychodzi na zdrowie. Pojawiają się nowe pytania, chociaż stare nadal wiszą w powietrzu. Napięcie zostaje podtrzymane, jest dobrze. Szkoda tylko, że zapowiedzi trochę psują nam zabawę, bo nie trudno się domyślić, że Hep i Caliban wkrótce się pożegnają z tym światem. Warto też zwrócić uwagę na grafikę: jest kilka świetnych paneli z Cablem, przyszłość przypomina trochę scenerią Halo, a Charlie wygląda jak Patrick Stewart. Ocena (chociaż kusi mnie, by dać wiecej): 8/10
S_O: Biedny Peepers... Cyclops i Kapitan Pic... ech... Profesor Xavier ucinają sobie pogawędkę, X-Force się skrada (albo i nie), Cable walczy z Reavers (o których, jako o stronie konfliktu, zdążyłem już zapomnieć), a Madrox z Laylą organizują zasadzkę i dowiadują się ciekawych rzeczy - między innymi to, że za 80 lat będziemy mieli do czynienia z permanentną inwigilacją. Może z czasem podzielą się z nami resztą informacji. A wszystko to okraszone typowym PADowym humorem (swoją drogą, też bym pomyślał, że mam halucynacje ze zmęczenia, widząc wilka w ubraniu. Chyba, że bym pomyślał "O cholera, wilk w ubraniu!").
Aha - i Hep dostała iksmeński strój. Fajnie.
Foxdie: Rozmowa, akcja, akcja, rozmowa, akcja, akcja, rozmowa i akcja już do końca. Tak w skrócie można by opisać ten komiks i jak do tej pory całe Messiah CompleX. Biorąc pod uwagę jak słabo (po raz kolejny) plasują się niezmutowane serie, X-Men mają szansę wrócić do pełni chwały właśnie dzięki temu crossowi, a wyprzedawane na pniu poszczególne numery są tego dowodem. W tym numerze znalazł się jednak szkopuł, na który uwagę zwrócił jeden z forumowiczów/forumowiczek. Dzieciak w nosidełku Cable'a, bez żadnego okrycia i ma się całkiem nieźle, ale może odporność na zimno to jakaś jej mutacyjna zdolność. To małe niedopatrzenie i tak nie może zepsuć ogólnego odbioru całego numeru. Ocena: 8/10
Don David: Niby niewiele się tu dzieje, to wszystko jednak czyta się w wielkim napięciu. Umiejętnie budowany nastrój to największa zaleta MC, który w całości jak do tej pory bynajmniej nie zawodzi. Ten numer to cisza przed burzą, coś czuję, że w następnej części crossa będzie się działo. Rysunki na dobrym poziomie, ładnie narysowana walka Cable'a z Lady Deathstrike. Czekam, śliniąc się, na ciąg dalszy.
Hotaru: Czytając ten numer miałem bardzo dziwne wrażenie. Wydawało mi się mianowicie, że czytam dobry numer Uncanny - jest Scott, jest Xavier, jest Logan, Warpath, Hep, Caliban i Cable. I jest ten znany z wcześniejszych Uncanny "feel". Tylko, czy to dobrze? Gdybym rozpatrywał to w kategoriach tego klasycznego x-tytułu, to numer musiałbym ocenić pozytywnie. Ale to jest X-Factor. Tak, wiem - to Messiah CompleX, jedna historia w czterech tytułach, ale do tej pory każdy zachowywał pewne indywidualne cechy, teraz zaś wykastrowano mi X-Factor. Pierwszy poważny zgrzyt przy tym cross-overze. Oczekuję, że następny rozdział w Uncanny będzie miał klimat znany z tytułu Petera Davida. Wiem - oszukuję się - przecież Brubaker tego nie potrafi. W każdym razie, pierwszy minus dla Petera Davida, za to że się ugiął i nie pisał tak, jak zwykł pisać.
Jaro: Miodzio. Numer jest tak napakowany akcją, że aż kipi od niej i trzeba dziękować komiksowym bóstwom, że pisanie go przypadło właśnie Davidowi, który z zadania wywiązał się znakomicie. Porywa zwłaszcza rozpaczliwa walka Cable'a z Reavers, która właśnie przez migawkowe przeplatanie z resztą komiksu nabiera dodatkowego dramatyzmu (luźna myśl, jaka wpadła mi do głowy przy tych scenach - a może dzieciak to jakaś córka Cable'a? Pasowałoby wtedy Summers' Rebellion, które mogłaby w przyszłości wywołać, geny miałaby też konkretne, zainteresowanie Sinistera nabrałoby dodatkowych podtekstów... cholera, ciężko sobie odmówić przyjemności gdybania). X-Force działają na razie sprawnie, ale to skład na tyle nieprzewidywalny, że można spodziewać się po nich wszystkiego. And last but not least - rozmowa Cyke'a z Xavierem. Wydaje mi się, że Scottie powiedział Charliemu stanowcze "idź sobie" i tak powstanie pewnie kolejny front - z profesorem, do którego mogą dołączyć New X-Men, koło których nie bez powodu się niedawno kręcił. Całość jest porządnie narysowana przez Eatona, a najlepiej wyszły mu sceny walki Cable'a z Deathstrike.
Ocena: 8/10; soundtrack: Machine Head - Davidian.
avalonpulse0022k.jpg
Olka: Kompleksów ciąg dalszy. Dobry numer, ale czegoś mi w nim brakowało, wiadomo, że środek historii pisze się najtrudniej, ale zabrakło mi jakiegoś jednego mocnego momentu. Walka Cable'a z Lady Deathstrike dość widowiskowa, ale ja po prostu nie mogłam przestać się na przemian śmiać z min malutkiej i obawiać o jej życie. Strasznie słodko narysowana dziewczyneczka. Współczuję takiego jej traktowania, wsadził ją do kieszeni i o...
X-Force odbieram pozytywniej, niż się spodziewałam. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że ta samowolka Warpatha to dla Wolverine'a dokładne odwrócenie sytuacji, gdy to on latami ignorował Scotta na różnych misjach. Hepzibah i Caliban rozbrajają mnie, są taką pozytywną energią tej paczki, nawet jeśli mieli tylko kilka paneli... Przy moim szczęściu zabiją albo jedno z nich, albo oboje...
Scott z Xavierem już dawno powinni odbyć taką rozmowę. W końcu Cyclops stawia na swoim. Tylko trochę się boję, czy ta jego stanowczość nie stanie się ścieżką do tej fatalnej przyszłości...
A w owej przyszłości, kilka ale... Czy duplikat Madroxa może sie dalej rozszczepiać? Migający odczyt x-genu Layli wielce intrygujący. W tej małej naprawdę siedzi coś niesamowitego. Ciekawa jestem dalszych rozstrzygnięć w tej materii... I rozwaliło mnie grafitti na ścianach "obozu" z napisem Hellions.
Nie mogę się doczekać następnego numeru.
CrissCross:
Nie schodzi poniżej poziomu. Nowa grupa X-Force wygląda interesująco. Bałem się, że będzie to po prostu zbieranina rzeźników, a tu proszę - można dostrzec i jakieś charaktery i relacje. Najmocniejszy punkt numeru to oczywiście rozmowa Scotta z Xavierem. Dłuuugo wyczekiwana. Cyclops powoli robi się ciekawą postacią nie tylko w Astonishing. Zastanawia mnie natomiast, czemu X-Men zaczęli polować na Cable'a, a nie zadali sobie pytania, o co mu właściwie chodzi. Z góry założyli, że trzeba się go pozbyć. Natomiast największą tajemnicą dla mnie jest, czego takiego dowiedział się Madrox w przyszłości...
PuppetMaster:
co tu się nie dzieje :D Najpierw mamy ostrą rozmowę Charlesa ze Scottem, potem przejście do Cable'a zaatakowanego przez Reavers, następnie obiad Predzia X, po czym skaczemy 80 lat w przyszłość. Nie zapominajmy też o X-Force, które zapowiada się ciekawiej niż sugerowałyby to charaktery członków zespołu. Z Wolviego robi się niezły field leader ;) Wszystkie wątki prowadzone w należyty sposób i odpowiednio dawkowane. Czekam z niecierpliwością na kolejny numer tego crossa :D
straznik:
Niezupełnie rozumiem motyw nasłania "zabijaków" na Cable'a. Ostatecznie nie jest jedyną osobą, która ma dostęp do technologii z przyszłości, plus po tym co stało się na Providence oraz później, nie tylko Cable miałby wątpliwości, kto jeszcze jest zdrajcą. Ogólnie numer dobry, podtrzymujący bardzo dobry poziom crossovera, mimo że w tym odcinku nie dzieje się nic aż tak bardzo zaskakującego i akcja jest jakby spokojniejsza. Rysunki przy walce Cable'a, zwłaszcza niemowlęcia, rewelacyjne :) Pozostaje czekać na kolejną część i rozwiązanie zagadki z zapowiedzi - kto upadnie...?

X-Men - Die by the Sword #5
S_O: Jest taka seria dowcipów, "dobrze, źle, bardzo źle", może o niej słyszeliście? Bo mamy z czymś takim do czynienia właśnie teraz.
Dobrze: Ta chała już się skończyła.
Źle: Został jeszcze setny numer Exiles...
Bardzo źle: ...I nowy on-going Claremonta.
Samą miniserią Krzyś wdrapał się na szczyty bezsensu, niekonsekwencji i zwyczajnej głupoty. Chris, jesteś po zawale, nie męcz się, pójdź na emeryturę.




Okładki tygodnia

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

 

Hity tygodnia:
avalonpulse0022a.jpgSpider-Man/Red Sonja #5
autor: Michael Turner
Foxdie: Jak zawsze niezawodny twórca takich perełek jak Fathom czy Soulfire, Michael Turner tym razem w marvelowskim wydaniu. Pod presją atmosfery zbliżających się świąt i wszechobecnej w tym czasie miłości i pojednania dałem się oczarować tej właśnie okładce. Spider-Man zbliżający się do pocałowania swojej/nieswojej Mary Jane/Red Sonji. Love everywhere po prostu. Należy również pamiętać, że kobiety spod kreski Turnera to czyste piękno nierzadko przepełnione seksem. Tutaj co prawda tego drugiego jest niewiele, ale to przecież nie Marvel Swimmsuit Special, tylko trzecioligowa historia w której "miłość przezwycięży wszystko". Można się troszkę przyczepić do zadartego nosa MJ, co jednak nadrabia całą resztą. Poza tym, jak tu się nie oprzeć takiemu rudzielcowi, jak to powiedział kiedyś Gambit "redheads, they have a dynamite kiss".


avalonpulse0022b.jpgIrredeemable Ant-Man vol. 2: Small-Minded
autor: Frank Cho i Jason Keith
Spence: Dynamiczna, sztampowa okładka prezentująca skład supergrupy, tym razem podana z jajem. Motyw ręki twórcy, czy kogokolwiek innego, wskazującego nam gdzie mamy patrzeć, to pomysł bardzo ciekawy - przywodzi mi to na myśl Briana Bollanda i jego dwie okładki do "Animal Mana" Morrisona. Styl rysunków cartoonowy, właściwie niczym specjalnym się nie wyróżniający, ale przecież czasem bardziej liczy się pomysł niż wykonanie.






avalonpulse0022c.jpgUltimate Iron Man II #1
autor: Gabriele Dell'Otto
duczmen: Lubię okładki, które czymś różnią się od innych. Tutaj mamy do czynienia z okładką, która jest bardzo staranna. Na pierwszym planie mamy żelaznego bohatera, ustawionego w nieco dziwny sposób, jednak nie poza jest najważniejsza. W tym rysunku powaliły mnie szczegóły. Na rysunku są świetne światła, wydobywające się z dłoni oraz klatki piersiowej Iron Mana. Do tego wszystkie metalowe elementy są ładnie zaznaczone, a oświetlenie to już mistrzostwo. Tło prezentuje się nie wiele gorzej. Jakby zamglone budynki przypominają miasto nocą, tworząc ciekawy klimat, potęgowany przez padający deszcz.




Gniot tygodnia
avalonpulse0022d.jpgNew Avengers #37
autor: Leinil Yu
Gil: Generalnie nie mam nic przeciwko stylowi Leinila Yu i większość jego okładek do New Avengers mi się podobała. Tym razem jednak coś nie wyszło. Nie będę się czepiał tego, że bohaterowie są upchnięci w centrum, bo może miało to jakoś ilustrować ich sytucję, ale cała reszta jest strasznie kiepska. Cage na pierwszym planie wygląda jak zmarznięty ogr, który spina się z zimna, a pozostali są zepchnięci na dalszy plan i pokazani pod niewłaściwym kątem, przez co cała kompozycja się kładzie. Może nie jest to jakieś wyjątkowo szkaradne, ale Yu potrafi lepiej, więc należy mu wytknąć błąd.

 


 



Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2007.12.12



Redaktor prowadzący: Lex
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.