Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #342 (10.03.2014)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 10 marzec 2014Numer 10/2014 (342)


Start trzech, kolejnych, nowych serii, trzy numery oznaczone cyfrą dwa. Na trzynaście pozycji, dziesięć to kolejne woluminy danego tytułu. To tak w kwestii liczb z poprzedniego tygodnia.

Avengers A.I. #10
Gil: Chyba Humphries sięgnął wyższego poziomu abstrakcji, którego ja nie ogarniam, bo już w ogóle nie wiem, o co mu chodzi. Zaczęli w jakimś innym miejscu, a skończyło się na wirtualnej bitce z jakimś megaserwerem podobnym do Jabby, która jakoś przełożyła się na zachowania wieśniaków z widła-ekhm... to znaczy, ludzi bijących Iron Mana i Sunspota. Nie przebija to głupotą Megazorda z poprzedniego numeru, ale jest równie bez sensu. Chociaż nie bardziej niż twierdzenie, że te cudaki zagrażają całemu wszechświatowi... Bo tak właściwie, skoro oni wszyscy żyją w serwerze, to czemu ktoś mu po prostu nie wyciągnie wtyczki? Ech... nevermind. Głupie to było i tyle. Czyli standardowo 3/10.

Captain America vol. 7 #18
Gil: Bańki, bańki, wszędzie bańki... I ten komiks to też bańka. Taka pusta przestrzeń, ograniczona cienką membraną, przez którą widać na wylot i łatwo ją zniszczyć. W tym przypadku – uświadamiając sobie i innym, że nic tu się nie dzieje. Cap z Falconem latają po pustyni, ścigani przez zabańkowanych agentów SHIELD, a doktorek pokazuje swoją wyższość nad ich szefami. I to tyle. Zawartość treściowa jak na pasku gazetowym z lat czterdziestych. I nawet graficznie bywa podobnie. Nie chce mi się roztrząsać każdego szczegółu, więc po prostu zgódźmy się, że nie warto tracić na to czasu i zostawmy z oceną 2/10.

Iron Man vol. 5 #22
Gil: No, kolejny raz w tym tygodniu udało im się mnie zaskoczyć. I to w momencie, kiedy byłem pewien, że już nic tutaj nie zdoła mnie zaskoczyć. Większość numeru wypełnia bitka, która jest całkiem nieźle rozplanowana, ale daleka od zaskoczeń. Red Peril zmieniła strony, Arno oczywiście przeżył i wrócił w zbroi... zdawałoby się, że jedyne co tu się jeszcze może wydarzyć, to odkrycie kolejnych członków Brotherhood of the Bling. I początkowo wydaje się, że właśnie tak będzie, ale tu leży pierwsze zaskoczenie, bo ktoś kosi (pun intended) pierścienie. A gdy już zacząłem się spodziewać, że tym kimś okaże się najbardziej podejrzany Collector - bang! - kolejna siurpryza. Sporo już zdradziłem, więc polećmy spoilerem do końca... Nie jestem pewien, czy Gillen przekona mnie swoją wersją Malekitha, skoro nikomu się to wcześniej nie udało, ale jak na razie trzeba mu przyznać, że jest to interesujący pomysł na podniesienie poprzeczki. W dodatku zaskakuje brutalność niektórych scen, która bardzo szybko jest bagatelizowana i to akurat jest minus. Ale jako całość jest dobrze – przynajmniej od momentu, kiedy coś konkretnego zaczyna się dziać. Myślę, że może być słabsze 7/10.
Krzycer: Um. Jakieś takie nagłe to domknięcie historii. Jasne, zamykamy tę, by przeskoczyć do następnej, ale i tak... Mam nadzieję, że pani dziennikarka wróci i Gillen coś jeszcze konstruktywnego z nią zrobi, bo chwilowo zostałem z wrażeniem, że przysłowiowa lodówka jej ręce przytrzasnęła.
I, hej, może Gillen sprawi, że polubię Maleficent? Malekitha. Jeden pies.

Loki: Agent Of Asgard #2
Gil: Zaczyna mi się coraz bardziej podobać. Widzę, że autor ma jakiś większy plan w zanadrzu i ten plan wygląda zachęcająco. Ale póki co, jest w powijakach, więc komiks musi nas kupić czymś innym, a to coś bardzo fajnie wpasowało się w styl prezentowany przez Gillena w Young Avengers. Pomysł ze speed randkami jest świeży, bardzo fajnie wodzi nas za nos, przedstawia postacie... jest po prostu skuteczny. A przy tym zabawny. I właściwie z miejsca polubiłem Verity, bo jest postacią bardzo intrygującą, o ogromnych możliwościach. Nie wspominając już o tym, że przy okazji jest też interesującą przeciwwagą dla naszego Kłamczucha. Chętnie zobaczę, co dalej z tego wątku wyjdzie. Plus, nadal podobają mi się rysunki. A co z faktem, który ostatnio kazał mi powściągnąć ocenę? Cóż, na razie nie jest wspominany, ale wyczuwam sugestię, że mieści się w tym większym planie (a recap przekonuje, że nic sie nie zmieniło), więc mogę dać serii kredyt. Będzie więc porządne 7/10.
Demogorgon: Loki wydaje się grać w tym numerze drugorzędną rolę, oddając pole Lolerei, oraz nowej postaci. Cieszy mnie zdecydowanie nagłe zwiększenie roli kobiet w obsadzie. Cieszy mnie też humor, jaki serwuje nam Al Ewing, nie raz i nie dwa robiąc ze czwartej ściany gumową dętkę. Loki zauroczył mnie po raz kolejny. Czekam na więcej.
Soundtrack: Liar
rodzyn: Wciąż czuć pewien klimat z Young Avengers Gillena, co działa na korzyść serii. Jak na razie nie dostajemy niczego większego, tylko kolejną misję Lokiego i póki co przyjemnie się to czyta. Cieszy także wprowadzenie nowej żeńskiej postaci, oby częściej się pojawiała.
Krzycer: Sympatyczne. Żonglowanie narracją, sporo dowcipów... Choć sprowadzanie finału JIM Gillena do puenty dowcipu trochę boli. No, ale zobaczymy, co z tym dalej będzie.
avalonpulse0342a%20%5B1600x1200%5D.JPG
Magneto vol. 3 #1
Gil: Nie jest tak źle, jak się tego obawiałem... ale za dobrze też nie jest. Na otwarcie dostajemy wątek z Magsem polującym na dawnych oprawców – coś, co widzieliśmy już nie jeden raz w różnych wersjach i chyba w każdej wypadało dobrze. Również tutaj - do momentu w którym wydarzenie raz opowiedziane, zostaje potraktowane retrospekcją. To nie było potrzebne. Zwykle w komiksach stawiamy na "show, don’t tell", ale akurat w tym przypadku opowieść stworzyła lepszy klimat, niż retrospekcja. No i odwołanie do samego wydarzenia dwa razy to strata miejsca. Środek numeru to wata, która zapowiada, że podobnych wypełniaczy w serii może być sporo. Końcówka znów trochę lepsza, ale też ten wątek już był. Poza tym nie przekonają nas, że Magsowi mogą zagrozić roboty, skoro mógł wyciągnąć gościowi plomby z zębów (a chciałbym zaznaczyć, że nawet plomby z amalgamatu nie są magnetyczne, więc albo facet miał żelazne wypełnienia, albo Madziu nauczył się nowych sztuczek). No i w ogóle, jest jeden zasadniczy problem z tym tytułem - ani przez chwilę nie czułem, że mam do czynienia z tym samym Magneto, który przez lata był moją ulubioną postacią w całym Marvelu. Wygląda jak Bogdan Koksik, mówi jakoś dziwnie i w ogóle nie ma w sobie nic... magnetycznego. Powiem więc tak: generalnie jestem na nie i uważam, że ta seria może tylko zaszkodzić postaci, ale w tej chwili nie wydarzyło się nic tak bardzo złego, więc mogę postawić na początek 4/10.
Krzycer: ...pozwolę sobie na odrobinę nadziei. Spodziewałem się Bunnshitu, a to było niezłe. W sumie niewiele treści, ale autor skutecznie oddał nastrój, w który - zakładam - celuje całą serią. Chciałbym się dowiedzieć, czemu właściwie Mags rzucił Cyclopsa i ruszył samotnie na tę krucjatę przez Stany, jak jakiś trochę bardziej morderczy "Renegat", ale to może poczekać. Na razie trafił (...przypadkiem, ale nie czepiajmy się) na bardzo konkretną sprawę do rozwiązania. Na pierwszą historię wystarczy, potem się okaże, czy Bunn ma jakiś pomysł na całą serię, czy będzie tak skakał od sprawy do sprawy.
Walta robi mniej więcej to, co w Astonishing X-Men, z podobnym rezultatem. Komiksy superbohaterskie tak zazwyczaj nie wyglądają, ale efekt jest co najmniej ciekawy. Do tego pożyczył od Daredevila sztuczkę z podkreślaniem rzeczy, na których skupia się moc Magsa. Wypada to nienajgorzej.
A, no i Mags całkiem nieźle wygląda w czerni. Wciąż nie wiem po co ta zmiana, ale przynajmniej bardziej mu pasuje niż ta bzdurna anielska biel w której biegał przez ostatni rok.
jdtennesse: Pierwsze pytanie brzmi - po co? Kolejna miniseria poświęcona jednej postaci, która była już tyle razy przerabiana na potrzeby kolejnych twórców… Z jednej strony można powiedzieć, że postaci nigdy nie są jednowymiarowe, bo byłyby nudne, dlatego postępowanie Magento jest często zmienne. Z drugiej można powiedzieć, że to sztuczne naginanie postaci dla celów, w tym wypadku, komercyjnych. Ja mam wrażenie, że Magneto właśnie taki jest, to znaczy bardzo niejednoznaczny. W tym numerze mamy prawdopodobnie przedsmak tego, o czym będzie seria. Podoba mi się stanowcze i, trzeba przyznać, brutalne podejście do problemu (kto chciałby swoje plomby wymienić na nowe…?). Czy stoi za tym wszystkim jakiś wyższy cel? Z historii wynika, że tak, ale ile to już razy słyszałem, że Magneto zamierza ratować lub pomścić mutantów? No właśnie, tu właściwie pojawia się tylko wątek zemsty, a przy okazji ginie wielu niewinnych. Tego można by spróbować uniknąć. Widzimy również Magneto popełniającego błędy w wyniku zarozumiałości, co czyni go bardziej ludzkim w obliczu popełnianych czynów, czy wręcz zbrodni. Zapowiada się nieźle, ale czy ta jednoosobowa wycieczka jest konieczna? Nie wiem. Wiem natomiast, że zmiana koloru kostiumu na czarny wypada w moich oczach bardzo dobrze. Może jest to zbyt dosłowne - czarny charakter, czarny kostium, ale wygląda zdecydowanie lepiej niż biały. Rysunki są w porządku, widziałem gorsze, a do tych zdążyłem się przyzwyczaić dzięki Astonishing. 6/10.
Wilsonon: Jest dobrze. Magneto rozpoczyna krucjatę nie, jak to mieliśmy wcześniej pokazane w niektórych x-seriach, od wybicia "mięśni" lub "głów" organizacji przestępczych a przepuszcza szturm na zaplecze technologiczne. Najbardziej podobała mi się scena na posterunku policji, gdzie dokonany został skan otoczenia przed główną akcją.
Narracji i dialogom nie można nic zarzucić, ale zanim wykrzyknę głośne "hurra" to poczekam jeszcze do końca historii.
Rysunki wyglądają jakby były "grubo ciosane" co pasuję do klimatu. Plus kolorystyka przyciemniająca wszystko i makabryczna egzekucja wywołała u mnie chęć obejrzenia "Milczenia owiec". Jeżeli Bunn zrobi z tej serii thriller psychologiczny to bardzo o polubię.
Jedyne dwa mankamenty tego zeszytu to niepotrzebne zdublowanie sceny w kafejce, gdzie na początku sprzedawca opisuje nam całą sytuację, a potem mamy bezpośredni wgląd "oczami" Erika. Zmniejszyło to efekt jaki wywołał kadr przedstawiający egzekucję. Odebrał całą "tajemniczość". Druga sprawa to sceny dynamiczne. Obawiam się, że z tym będzie problem w tej serii. Ocena: 4/6.
Demogorgon: Dobra, co to jest? To nie jest Magneto. To jest Frank Castle. W Matrixie . W roli głównej - Bruce Willis. Niestety, ale póki co, to przegląd motywów i schematów wziętych z lepszych pozycji, który mnie nie kupuje. I jasne, ktoś może powiedzieć, że Moon Knight z tego tygodnia też w sumie nie pokazał niczego, co byśmy wcześniej nie widzieli, ale jednak zrobił to lepiej, z klasą i stylem, który nadał temu nową jakość. Tu tego brakuje.
rodzyn: Pierwszy w tym tygodniu zeszyt po który sięgnąłem. Miałem nadzieję, że Bunn niczego nie zepsuje i jak na razie nie jest źle. Może trochę zbędnego teksu i jeszcze niepotrzebnie powtórzona scena. No i ten Magneto poruszający się samochodem i mieszkajacy w przydrożnych motelach. Uzasadnione i ciekawe, ale i tak ma się poczucie, że coś jest nie tak. A jeżeli chodzi o rysunki, to fanem Walty jestem od Astonishing X-Men i tu również nie zawodzi.

Moon Knight vol. 7 #1
Gil: Który to już raz ktoś próbuje nam przedstawić Moon Knighta w nowej wersji? Żeby odpowiedzieć poprawnie trzeba by chyba wziąć liczbę jego wszystkich serii i podwoić... Ellis jednak podjąć się zadania z trochę innej perspektywy, bo próbuje wszystkie wcześniejsze pomysły jakoś ze sobą pożenić. Ma w tym o tyle szczęścia, że sprzyja mu podzielność przez 4 tych faktów, dzięki czemu może w czterech aspektach Khonshu oddać 4 fazy księżyca. Genialne w swojej prostocie, prawda? Trzeba być dobrym, żeby coś takiego wychwycić i wykorzystać. A dobry to akurat Ellis jest i nigdy w to nie wątpiłem. Co więcej, to nie jedyne ciekawe rozwiązanie w tym numerze. Mamy nowe podejście do tematu, nowe postacie, stare fakty przedstawione w nowy sposób... Sporo świeżości jak na serię, która zaliczyła więcej zmartwychwstań niż Jean Grey. Jest więc ciekawie i zachęcająco, ale... Cóż, nie da się ukryć, że Moon Knight wydaje się być pechowy. Poprzednia seria, autorstwa Bendisa również sporo obiecywała i nie można powiedzieć, żeby była gorsza (a rysunkowo bezapelacyjnie lepsza), a wszyscy wiemy, jak skończyła. Moonie w ogóle nie potrafi się wybić, więc o ile cieszę się z kawałka bardzo dobrej lektury, tak nie będę ukrywał, że wolałbym, gdyby to miejsce zajął inny bohater, który zasługuje na szansę i nie zmarnował pięciu poprzednich. Mimo wszystko, uczciwie wystawię solidne 7/10 i mam nadzieje, że przyjdzie nam przeczytać więcej niż 12 numerów w tym stylu.
avalonpulse0342b%20%5B1600x1200%5D.JPGKrzycer: Po lekturze zostałem z lekkim "co to było?", ale to dobrze. Nie chcielibyśmy chyba, żeby Ellisowy Moon Knight był tylko kolejnym komiksem o zamaskowanym mścicielu, prawda?
(Choć sam segment zamaskowanego mszczenia wypada bardzo dobrze.)
Nie jestem w stanie ocenić, czy rozmowa z panią doktor odbyła się naprawdę, czy też rozegrała się w głowie Spectora, ale to w sumie nie jest takie ważne. Chyba. A może? Ogólnie nie dam głowy, co właściwie działo się na ostatnich stronach, ale w tym wypadku to jednak zaleta.
Rysunki są bardzo fajne, a Mr. Knight w bieli - odcinający się od reszty komiksu, wyglądający, jakby artysta po prostu zostawił go niepokolorowanego - wypada fantastycznie.
Ogólnie? Bardzo dobre otwarcie, czekam na więcej.
Kuba G: Najbardziej wyczekany komiks tego kwartału (tak, nawet bardziej niż The Fuse z Image). I wyczekany zasłużenie. Nie potrafię jeszcze ocenić co z tego się urodzi i jaki Ellis ma plan w tej serii. Szybkie wyłożenie wszystkich kart na stół (próba wytłumaczenie czym na prawdę są tożsamości przyjmowane przez Spectora bez użycia zaburzeń psychicznych) to jeden z tych pomysłów, sugeruje wręcz ordynarnie, że cała nowa teoria może zostać zmieniona w dowolnym momencie serii.
Ale to przecież Ellis. Ellis będzie bawił się postacią tak jak to ma w zwyczaju i coś czuję, że dopiero gdy skończy ten run (co mam nadzieję, że będzie trwało dłużej niż poprzedni vol. Moon Knighta) będziemy mogli poprawnie zinterpretować część zagrań... z tego zeszytu.
Na razie jestem kontent. Wizualnie wszystko współgra świetnie ze scenariuszem. Moon Knight Ellisa nie jest zawieszony w próżni wybierając tylko małe fragmenty jego mitologii tak aby pasowały wizji scenarzysty, ale odnosi się do każdej interpretacji postaci (od Moencha po Bendisa). Fakt, że w swoim zachowaniu jako Mr. Knight trochę przypomina krzyżówkę Midnightera z Eliijahem Snowem... traktuję jako zaletę. Mam nadzieję, że będę Moon Knightem w wykonaniu Ellisa zachwycał się tak jak jego Planetary (jak nie bardziej).
Demogorgon: No i było tak, jak się spodziewałem. Warren Ellis. Mocny klimat, fascynujący bohater, parę ostatnich stron będących niczym, tylko wielkim "Ale co tu się dzieje?". Jest to zdecydowanie komiks, do którego będę wracał, analizował w jaki sposób Ellis daje nam kolejne elementy układanki, budując takie małe, klimatyczne stworzenie. Ten styl, te dialogi, ten klimat - jak wspominałem wyżej, świetnie jest postawić tę bestyjkę naprzeciwko magneto i analizować co Ellis zrobił dobrze, a Bunn źle.
Soundtrack: Avalon
rodzyn: Moje pierwsze podejście do tej postaci i jestem ciekawy, co z tego wszystkiego wyniknie. Chyba pora nadrobić poprzednie odsłony, by móc w pełni się Moon Knightem zachwycać. Czekam na więcej.

New Warriors vol. 5 #2
Gil: No dobra, to było całkiem niezłe. Akcja trochę nam się uporządkowała, bohaterowie zaczynają się zbierać do kupy, niektóre elementy się klarują, a inne robią się interesująco tajemnicze. Starsi bohaterowie radzą sobie całkiem dobrze, ale dwie nowe postacie jak na razie pozostają nijakie, chociaż Inhuman-Boy wypada nieco lepiej niż Generic_Atlantean-Girl. Trochę zaskoczył mnie spory upgrade mocy Vance'a, ale z drugiej strony pamiętam, że było to już wcześniej sugerowane, więc nie będę się czepiał. Mimo częstych przeskoków, podobała mi się dynamika akcji i nawet rzekłbym, że była najmocniejszą stroną całości. No dobra, to i dialogi na linii Speedball-Justice. Rysunki też zaliczę na plus, bo swoje dodają do wspomnianej dynamiki. Póki co, jest to tylko fajne czytadło, ale w końcu czego innego mielibyśmy oczekiwać od New Warriors? Dam nawet słabsze 7/10.
Demogorgon: Wciąż mnie śmieszy strój dziewczyny, która w końcu nie nazywa się Snake Girl, a Water Snake. Nie wiedziałem, że pod wodą mają scenę goth-punkową. Ale hej, jest możliwość shipowania jej z nowym Ghost Riderem (który teraz będzie miał już trzeci pairing, przed swoim oficjalnym debiutem. Mogę zrobić żart o Latino Heat?).
A po za tym - podobają mi się relacje Justice'a ze Speedballem (który przestał wkurzać), podoba mi się, że powoli zawiązuje sie coś na kształt drużyny. Podoba mi się żart, jak przy całej wszechobecności Avengers, jakoś nigdzie ich nie ma, gdy są potrzebni. I podoba mi się, że Kaine wciąż jest sobą. Co mi się nie podoba, to, że Evolutionaries biegają we wszystkie strony, najpierw kogoś zaatakują, a gdy napotkają opór, zaraz wycofują się, powarkując. I lecą zaatakować kogoś innego. Jaki plan ma High Evolutionary? Bo póki co nie wygląda, by miał jakikolwiek.
A tak w ogóle to dopiero teraz zauważyłem, że w tym tygodniu dużo tych woluminów. Magneto vol. 3, Moon Knight vol. 7, New Warriors vol. 5...A czemu nie dadzą nam Runaways vol. 4? A tak, zapomniałem. Bo za tydzień pewien idiota zacznie od nowa polewać te postacie rozgrzanymi krowimi odchodami.
Niech mnie ktoś przytuli, ja nie chcę przez to znowu przechodzić.
Soundtrack: Hero
rodzyn: To chyba nie jest komiks dla mnie. Historia ciekawa, rysunki nienajgorsze, świetne relacje między postaciami, ale czegoś mi brakuje. Doczytam do końca historii z Evolutionaries i zobaczę co dalej.
Krzycer: Sympatyczne czytadło. Niby Yost potrafi lepiej, ale tak naprawdę od dawna tego nie pokazywał, więc... nie ma mowy ani o spadku, ani o zwyżce formy. Ale ja tam Scaret Spidera lubiłem, więc pewnie będę lubił i to.

Night Of The Living Deadpool #4
Gil: Trochę narobili nadziei ostatnio, a okazało się, że ostatni numer jest rownie nijaki jak poprzednie. Jedyny pomysł, jaki mieli polegał na masowym rozwalaniu zombiaków i pozarażaniu wszystkich deadpoolizmem na koniec. Równie dobrze mogło tej serii w ogóle nie być. Na zakończenie za całokształt dam 3/10.

Nova vol. 5 #14
Gil: Jestem pozytywnie zaskoczony tym numerem. Raz, że wymienili wreszcie rysownika, na kogoś, kto odróżnia konia od psa i dzieciaka od dorosłego. Dwa, że scenarzysta również się postarał i sięgnął głębiej do dziedzictwa postaci - nie tylko Novy, ale również Billa. Szybka powtórka z originu tego drugiego może być przydatna, ale bardziej cieszę się z dodatku na temat jego pierwszego spotkania z Ryśkiem. Ale jeszcze bardziej cieszą mnie nawiązania do serii panów DNA w postaci Knowhere i (wait for it) Cosmo! Mam tylko nadzieje, że kudłaty wyliże się z okoliczności, w których go znajdujemy, bo w przeciwnym razie się pogniewamy. Poza tym interakcje między postaciami są fajne, a jedynym słabym punktem jest generyczny przeciwnik w rodzaju bezimiennego cwaniaka z knajpy na Tatooine. Tym razem czytało mi się to na tyle fajnie, że nawet wyciągnę nad kreskę i postawię 6/10.

She-Hulk vol. 3 #2
Gil: Nie - wciąż nie kupuję. Znów już na pierwszej stronie oczy zaczęły mi krwawić od tej paskudnej grafiki, a konieczność przebijania się przez ściany tekstu na bezpodstawnie udziwnionych układach paneli nie pomogła. Serio, nie wiem czyim zięciem jest Pulido, że zasłużył sobie na posadę w Marvelu, ale na pewno była to jakaś nieuczciwa praktyka... Próbowałem się pocieszyć, że przetrwałem Juana Bobilo w poprzedniej serii, ale potem stwierdziłem, że nie ma porównania, bo tamten rysował kreskówkowo, a ten w ogóle rysować nie umie. No dobra, a co z fabułą? Właściwe pytanie powinno chyba brzmieć: gdzie jest fabuła? Pierwsza połowa zeszytu to scenki rodzajowe bez większego znaczenia, a druga to próba wciśnięcia jakiejkolwiek losowej akcji, żeby wszystko nie było przegadane. W sumie to wygląda to prawie identycznie jak w Thunderboltsach: przypadkowe rozmowy, a potem przypadkowa akcja. I aż do ostatniej strony nie wydarzyło się nic interesującego. Dopiero tam jest mały haczyk, który sprawia, że jeszcze może dam szansę kolejnemu numerowi, żeby zobaczyć, czy cokolwiek się zmieni, to jeśli nie, to arivederci. Tymczasem dam 2/10, bo grafika ciągnie w dół.
rodzyn: Rysunki nie należą do najgorszych i można się przywyczaić. Możliwe, że to trochę wina kolorów, ale one też dodają serii pewnego uroku. Jeżeli chodzi o treść, to jestem ciekawy, co będzie dalej. Samo umieszczenie Jennifer w budynku z innymi "mutantami" wydaje się interesującym pomysłem, tak samo jak zaangażowanie Hellcat przy pomocy w pracy.
Krzycer: Wciąż mi się to trochę podoba, ale to wciąż trochę nie to, czego oczekiwałem. Pewnie dociągnę do #6, a potem zobaczę, czy chce mi się to dalej czytać.

The Punisher vol. 6 #3
Kuba G: Pierwsza rzecz. Mimo, że każdy scenarzysta niby powinien zdawać sobie sprawę, że Frank Castle w improwizowanym starciu nie ma szans z nadludźmi, nie każdy stosuje się do tego. Grunt, że Edmondson pamięta i zdaje sobie sprawę, że najlepszą bronią Franka przeciwko takim postaciom jak Elektro będzie... ucieczka i dystans.
Druga rzecz. Powoli zaczynam czuć, że ta seria przynajmniej zachowuje jakiś pozór wczucia się w postać będącą byłym wojskowym, a nie tylko ukrywanie tego pod "wpisami" z dziennika wojennego. To jest jakiś sukces na tle naprawdę wielu komiksów o Punisherze, gdzie co chwila scenarzysta mówi nam, że mamy do czynienia z żołnierzem... ale zupełnie tego nie czujemy.
Trzecia i ostatnia rzecz. Na ogół przy trzecim numerze decyduje czy porzucić debiutującą serię, czy kupujemy dalej. W tym wypadku jestem ciekawy następnego numeru (i muszę przyznać, że niestety tu bardziej czekam na następny numer niż w przypadku Black Widow), mimo, że dalej seria nie jest jeszcze niczym naprawdę specjalnym.
rodzyn: Wprowadzenie w poprzednim numerze Electro wydawało mi się ryzykownym posunięciem. Edmondson daje jednak radę i nie tworzy z Franka "nadczłowieka", tylko dobrze kalkulującego żołnierza. To wciąż nie Rucka, ale z pewnością sięgnę po kolejny numer.
Krzycer: Plus: Frank nie pokonuje Electra, kiedy Electro go łapie ze spuszczonymi gaciami.
Minus: to nie Rucka. I to wciąż jest bardzo duży minus.

Uncanny X-Men vol. 3 #18
Gil: Ponownie mam tu mieszane uczucia i to z dwóch różnych powodów, ale też znajduję plusy. Zacznijmy więc od złych wiadomości. Po pierwsze, grafika jest straszliwie nierówna. Czasami dostajemy bardzo fajne i kreatywnie rozplanowane panele, albo kawałek dobrej pracy tuszem a'la litografia, ale z drugiej strony mamy dużo koślawych twarzy i sylwetek, a tusz często zalany jest niedbale farbą. Druga rzecz: dlaczego dopiero teraz do tego dochodzimy? Czyżby Bendis dorobił się syndromu spóźnionej riposty? Był lepszy moment na przedstawienie tej rozmowy - ten zaraz po BoA, kiedy Team Kitty się tam wprowadził. Ale mimo wszystko dobrze, że dostaliśmy tę retrospekcję, bo wreszcie Summers został pokazany w sposób bardziej ludzki, a nie jako buc z przerostem ego i chorym poczuciem misji. Tylko to gadanie o rewolucji ciągle nie wiadomo skąd się bierze. Ale ogólnie to podobała mi się ta rozmowa i myślę, że była potrzebna. Szkoda tylko, że w końcówce on znów zachowuje się jak maniak, postanawiając wbrew wszelkiej logice atakować SHIELD. Inne plusy mogę wskazać w kolejnych dialogach - zwłaszcza podobało mi się starcie Kitty z Emmą. Czyli jak zwykle: dialogi na plus, a z akcją gorzej. No i okładka trochę się zagalopowała. Nie było źle, ale jednak tym razem ponad 5/10 nie podskoczy.
jdtennesse: Zacznę od rzeczy, która mnie najbardziej zdziwiła, a będą to rysunki. A właściwie nie same rysunki, bo się ich spodziewałem po zapowiedziach, ale tego że mi się spodobały. Oczywiście, nie można ich nazwać ładnymi, ale na pewno przełamują to, co widzimy na co dzień - albo brzydkie i niedokładne, albo ładne ale bez wyrazu (oczywiście ze sporadycznymi wyjątkami). Te są bardzo charakterystyczne, wiele stron zdobią promienie Scotta, a i kolory są nietuzinkowe. Jakościowo jest raz lepiej raz gorzej, ale ogólnie wrażenie świeżości i jakiegoś pomysłu powodują, że z chęcią oglądałem kolejne strony. Oczywiście nie każdy może się z tym zgodzić, ale każdy może mieć swoje zdanie. Jeśli chodzi o historię to jest raczej o niczym. Poznajemy nieco kulisy przejścia Kitty na ciemną stronę mocy oraz reakcje drużyny Scotta, kiedy odkrywają, że rzeczona Kitty i juniorzy zniknęli. Fajne są interakcje między Kitty i Illyaną oraz Emmą. Ogólnie, to więcej tu interakcji między bohaterami niż akcji, co wcale nie czyni tego komiksu nudnym. Wręcz przeciwnie - daje chwilę wytchnienia i okazję do nawiązania i odnowienia relacji między członkami zespołu i młodymi adeptami. Przyjemnie się czytało i z oglądało. 7/10.
Krzycer: Fajny numer. Tylko czemu do jasnej cholery dostajemy te scenki rodzajowe teraz? Czemu Bendis nie znalazł dla nich miejsca po drodze, wtedy, kiedy chronologicznie się wydarzyły? Byłoby miło, gdyby je znalazł - ot choćby dlatego, że przeciwdziałałyby wrażeniu, że choć obsada ANXM i UXM mieszka razem, to tak naprawdę nigdy się nie spotyka.

Wolverine And The X-Men vol. 2 #1
Gil: Pierwsze wrażenie? Latour powinien dostać jakąś odznakę za character assassination. Winter Soldiera wykończył już w pierwszym numerze, a teraz to samo próbuje zrobić tutaj. Żadna z postaci nie była pisana poprawnie. O ile jeszcze w odniesieniu do starszych bohaterów można traktować to jako odchylenie standardowe w granicach akceptowalnej normy, tak w przypadku młodzieży zmiany są wręcz kłujące w oczy. Quentin i Idie zupełnie nie są do siebie podobni, a wręcz powiedziałbym, że zostali wywaleni na lewą stronę. Pozostali dostali na szczęście mniejsze role, ale też widać, że coś tu nie bangla. Jedynym fajnym elementem jest ta nowa Bambie-Girl. Teoretycznie może wyjść coś ciekawego z przyszłościowej przebitki, w której fjuczer X-Men walczą z Genesisem/Apocalypsem. Ale nie będę się na to nastawiał, bo nie potrzeba mi więcej rozczarowań w tej serii. Powiem tak: za czasów Aarona było w tej serii jak w PRL - fujowo, ale stabilnie. Teraz nic nie jest pewne, a ja chyba czmychnę od tej serii jak najdalej. A w tej chwili dam 3/10.
jdtennesse: Kolejna seria z numerem jeden niestety nie zapowiada wiele dobrego. Niby są wakacje, ale szkoła działa i do tego ma jakiś cel… Dobra, pomijam to. Najgorszy jest bałagan panujący dookoła i pytanie o co chodzi…? Jeśli ta zresetowana seria o dzieciakach w szkole będzie czerpała z wątków BotA, to chyba będę na nie. I po raz kolejny będziemy wykorzystywać motyw Phoenix? Jednocześnie z sądem nad Jean? To zbyt wiele jak na mnie. Nie podobało mi się, nawet Nature Girl – serio, nawiązuje kontakt z przyrodą, a mutancim znakiem tego jest poroże? Serio? Plus Cluster? Nie wiem, o co chodziło autorom, ale jak tak dalej będzie, to lepiej żeby szybko się skończyło. A rysunki są w porządku. Nic więcej. 3/10.
rodzyn: Po pierwszych stronach widać było, że seria będzie mocno nawiązywała do przyszłości znanej z "Battle of the Atom", co niezbyt zachęca mnie do dalszej przygody z tymi młodymi mutantami. I jeżeli każdy kolejny numer będzie nieustannie powtarzał, że Quentin nie jest zły i może być dobry, i jak to on nie chce być dobry, ale tak naprawdę chce, i że wszycy się go boją, ale jednocześnie są jego przyjaciółmi... Chciałbym dostać dobry tytuł z młodymi mutantami i chyba nie będzie nim ta seria. Dam szanse jeszcze jednemu numerowi.
Krzycer: Dziwne. Z jednej strony bardziej mi się podoba, bo mam wrażenie, jakby szkoła była ociupinkę bardziej poważna niż u Aarona. Z drugiej strony, autor próbuje wciskać te same elementy absurdalno-komediowe. Tylko Aaron... Aaron to Aaron, nawet jeśli mnie nie śmieszyły czy wręcz żenowały, wiedziałem, że biorą się z jakiegoś dziwnego zakątka przerytej prochami kory mózgowej autora. Teraz mam wrażenie, że nowy autor którego nazwiska jeszcze się nie nauczyłem jest tylko poślednim naśladowcą, i te same elementy wciąż mnie irytują czy wręcz żenują, tylko bardziej.

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.03.05
AgentsOfShieldBanner.jpg

Agents of S.H.I.E.L.D. - 1x14 "T.A.H.I.T.I."


Krzycer: Uff. Serial nazywa się teraz "Agents of S.H.I.E.L.D.: Uprising"? Wtf? Czy to już jest chwytanie się brzytwy, próbowanie wszystkiego, byle ratować oglądalność?
Co do odcinka: miał nawet niezłe napięcie. I, hej, nasi "bohaterowie" odstrzelili dwóch ludzi - najprawdopodobniej członków tej samej organizacji - bo stali im na drodze. To jednak nie są harcerzykami. Szok i zdumienie.
Ogólnie byłbym skłonny nazwać "T.A.H.I.T.I." najlepszym odcinkiem serii, na złość, bo Skye nie miała w nim ani jednej kwestii, a pozostaje najbardziej irytującą członkinią obsady.
A wielka rewelacja z końcówki - no i fajnie. I tak jak poprzednim razem gdy dostaliśmy wielką rewelację, tak naprawdę niczego to nie zmienia, ani niczego konkretnego nie mówi. Więc nie ma, że idzie ku lepszemu, wciąż jest mamienie widza obietnicami, że "kiedyś zobaczycie coś fajnego".
MaciekR87: Dla mnie to jest kwestia podejścia. Ja się nie spodziewałem od początku serialu typu "Arrow", bo po prostu sam tytuł sugeruje, że główne role odegrają Agenci a nie któryś ze superbohaterów. "Arrow" będzie można porównywać np do "Daredevila".  A jak na serial typu CSI osadzony w MCU to dla mnie to jest satysfakcjonujący przerywnik między filmami i jeśli wcześniej potrafili zrobić odcinek typu "FZZT", po którym kusiło mnie żeby przestać oglądać to jednak od pewnego czasu trzeba przyznać, że progres jest naprawdę duży.

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie Agents of S.H.I.E.L.D. - 01x14 "T.A.H.I.T.I."
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.