Avalon » Publicystyka » Artykuł

Zvalony 2013

Mimo niesprzyjającej okoliczności, jaką był najazd Ultrona na nasza stronę, udało się przeprowadzić podsumowanie ubiegłego roku. Teraz nadszedł czas, aby przedstawić Wam wyniki Zvalonów 2013!

Avalon - MarvelComics.pl oraz Atom Comics zapraszają na:


Zvalony 2013


Jeśli chcecie przypomnieć sobie wszystkich nominowanych w poszczególnych kategoriach, odsyłamy tutaj.


Najgorszy Ongoing


Thunderbolts

zvalony1.jpg


Thunderbolts vol. 2 (25) bezdyskusyjnie zdobyli pierwszego tegorocznego Zvalona. Nie równe były im potworki pokroju kontrowersyjnej Avengers Areny (9) czy Captain America vol. 7 (7).

Kuba G: Thunderbolts za zniszczenie kilku postaci, które lubię i niewykorzystanie potencjału, który zawsze tkwi w takim tytule jak Thunderbolts. O mały włos nie zagłosowałem na UA tak aby pokazać swoją dezaprobatę dla kilku flagowych ruchów Remendera, części z nich już ocierających się o bycie niesmacznymi (trochę offtopuje więc koniec).
Undercik: Rulkbolts zmiażdżyło tegoroczna konkurencję. To nie tylko słaby komiks. To bezczeszczenie marki większe od Superiora. Songbird wróć! A poza tym dużo kmiotów. Captain America, który jest tak beznadziejny (a wobec postaci Kapitana jestem pozytywnie nastawiony w odróżnieniu od większości forum), że aż nie wiem co gorsze, czy Romita Jr w najgorszej formie, czy skondensowane dziwactwa Remendera. Uncanny Avengers co prawda nie jest tak złe, ale jest nijakie i równie mocno rozczarowujące jak Rulkbolts złe. Avengers A.I., które zniszczyło świetny handicap od Waida. Arena... wystarczy o tym. Superior, który niszczy moje wspomnienia o Peterze. Fearless Defenders, które jest po prostu złe, a do tego ma dobre okładki które zachęcają do czytania, przez co ten komiks jest podły. A jeszcze Iron Man tak rozczarował, że mimo wszystko umieściłem go w swoich propozycjach nominacji. Całe szczęście, że w tym roku dla zbilansowania, otrzymałem cała masę dobrych pozycji. Cóż, przynajmniej Marvel wypuszcza mało średniaków.
Rodzyn: Miałem zagłosować na UC: Ultimates, ale ponieważ podobno to, co pisał po Humphriesie Fialkov, nie było takie złe, wygrywa Thunderbolts, które jedyne co miało dobre, to okładki.
Demogorgon: Avengers Arena. Był taki moment w tym roku, kiedy miałem ochotę porzucić komiksy na zawsze. Nie, mówię serio - to moje ukochane hobby od kiedy byłem mały, do tej pory mam swój pierwszy komiks, uczyłem się na nich czytać. Arena była tak zła, że rozważałem poważne w ogóle zaprzestanie czytania komiksów. Nie tylko tych nowych, nie tylko tych z marvela - komiksów w ogóle. Nie chciałem być fanem medium, w którym światło dzienne ujrzała ta abominacja. Moja miłość do komiksów wygrała. Ale rany pozostały. Nigdy nie czytałem gorszego komiksu od Areny. Nawet Unfunnies Marka Millara było lepsze - a Unfunnies to komiks o tym jak kruk ssie sami wiecie co. Po za tym, wiele rzeczy, które koledzy powiedzieli o Thunderbolts, jak beznadziejni antagoniści, czy niszczenie postaci i związanego z marką dziedzictwa, ja mogę zaaplikować do Areny. Wiem, że nie wygra ona tego zvalona, bo mało kto to czytał, ale wiem też, ze gdyby więcej czytelników obchodzili nieszczęśnicy wysłani do tego komiksu, tak jak obchodzą ich powiedzmy Punisher, Deadpool, Red Hulk, Elektra i Agent Avenom, to sytuacja byłaby inna.
Gil: Wchodząc tutaj, byłem pewien, że zagłosuję na Arenę, ale ręka mi zadrżała, gdy zobaczyłem inny tytuł. A to dlatego, że przy wszystkim, co jest złe w Arenie, seria zrobiła przynajmniej tyle dobrego, że przykuwając uwagę, sprowokowała ważną dyskusję. I szczerze powiem, że czekałem na kolejne numery, żeby dowiedzieć się, co jeszcze okropnego tam się wydarzy, dlatego zasługuje raczej na miano masochistycznej guilty pleasure. Tymczasem tuż obok, ledwie zauważalny, rozwijał się nowotwór pod nazwą Thunderbolts. Wyrósł na padlinie po poprzedniej iteracji tej serii, wywracając wszystko, co było dobre w tym pomyśle na lewą stronę. Ta nowa wersja nie tylko nie ma nic wspólnego z oryginalnym założeniem, ale też zbiera do kupy postacie, które do siebie nie pasują i niszczy ich ustalone status quo, na równi z charakterami. Osobno, to całkiem fajne lyb nawet bardzo fajne postacie, ale razem - tragedia. W dodatku seria ma ogromnego pecha do twórców, bo zarówno scenarzyści, jak i rysownicy w niej to beztalencia.
Piker: Niewątpliwie Thunderbolts. Za zniszczenie ciekawego status quo. Koszmarne rysunki, niewykorzystanie świetnych postaci, za chaotyczną i dziurawą pierwszą histotię, za brata Elektry, który był najsłabszym antagonistą jakiego widziałem w komiksie od dawna i za to, że okładki były dobre i łudziłem się przez nie, że poziom artystyczny się poprawi.
Lotar: Powinienem zagłosować na jakiś tytuł Bendisa, ale tworzą one integralną całość i głosując na jeden nie mógłbym zagłosować na drugi. U X-Force było żenująco tragiczne (nie wiem czy dalej jest, bo przestałem czytać), ale seria miał fuksa, bo to Thunderboltsom wystarczyły 2-3 numery, żeby mnie wkur... i porzucić ich czytanie.
Łukasz: Uncanny Avengers,seria która nie ma żadnego wpływu na inne tytuły Marvela, seria która szokuje zamiast zaskakiwać, seria której potencjał stopniał jak śnieg na Śnieżce tej zimy, seria od początku skierowana dla ludzi, którzy łykną wszystko co Rick im serwuje bo jeszcze mają w pamięci jego znakomity run w Ucanny X-Force i myślą, że kolejna seria też musi być świetna. Zbyt dużo luźnych i nie powiązanych ze sobą pomysłów, zbyt rozwleczone czasowo.
jdtennesse: Uncanny X-Force vol. 2. Nie chce mi się tego pisać - wystarczy, że musiałem to czytać.
Vóyek Uncanny Avengers. Za zmarnowany potencjał. To miała być flagowa seria a dzieje się tak jakoś obok. Niby zagrożenie jest totalne ale w innych tytułach nikt o nim nie wie. Ostatnie numery nastawione na shock value. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie.
wolvie111: Z nominowanych mam styczność z Uncanny Avengers, Uncanny X-Force i Avergers Arena. Ale żedne z nich nie dostanie ode mnie głosu, bo w każdym z nich był chociaż moment kiedy było całkiem nieźle. Oczywiście potem zazwyczaj wszystko się waliło w gruzach (przykład Avengers Arena, którego pierwsze numery zapowiadały świetną zabawę). 
Były jednak dwie serie, pod kótre próbowałem podchodzić i za każdym razem z trgicznym skutkiem... Fearless Defenders i Averngers A.I. Mój ostateczny głos idzie na Nieustraszone Lesbijskie Obrończynie:))))) Tak kocham pomysł zrobienia z Valkyrie lesby i postać tej pani doktor w okularach. Ach żenada. Już poza TYM to okropne były rysunki w tej serii... nie jak komiks, bardziej jak rysowany magazyn dla dziewczynek.
Archie: Sporo osób krytykuje Thunderbolts Vol. 2, a według mnie ta seria w ogólnym rozrachunku nie jest aż taka zła. Jest po prostu mocno przeciętna. Dawny zespół Thunderbolts to była zbieranina byłych przestępców, którzy postanowili odkupić swoje winy. Tutaj zbieranina postaci jest na pozór przypadkowa, ale jak się zastanowimy to w pewnym stopniu pasują do podstawowej idei. Większość jest antybohaterami, którzy razem eliminują zagrożenia zagrażające ludzkości. Na początku byłem wściekły, że oryginalnych T-Bolts zamieniono na ten zespół, ale po pewnym czasie przyzwyczaiłem się do bandy Rossa i jak tak się zastanowię to dynamika wewnątrz drużyny jest całkiem spoko. Zespół skacze od misji do misji, mamy tutaj sporo niewykorzystanego potencjału, ale w ogólnym rozrachunku seria nie wyrządza większych szkód. Definitywnie nie spluwa na postacie, które w niej występują. Natomiast Superior Spider-Man jest jawnym zbezczeszczeniem Spider-Mana i przede wszystkim dobrych komiksów. Seria to jeden z flagowych tytułów wydawnictwa z jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w popkulturze, w dodatku była mocno promowana i co? I jest po prostu koszmarnie napisana oraz narysowana. Czytanie jej to ból i męka.

Najgorsza miniseria


The First X-Men

zvalony2.jpg

Stało się. Mamy pierwszą miniserię, która dostąpiła zaszczytu zdobycia Zvalona dwa razy z rzędu. Wszytko dzięki temu, że jej ostatni numer ukazał się w 2013 roku. Na szczęście wspomnienie o The First X-Men (17) nie będzi już nikogo katować w przyszłym roku. Za plecami dobrze znany kuzyn wielkrotnie nominowanego eventu - What If? AvX (14), a trochę dalej miniseria związana z tegorocznym eventem - Infinity: The Hunt (5).

Undercik: What If? AvX. Za ostatni, beznadziejny numer. Zapowiadało się nawet dobrze, ale skończyło się w najgorszym What Ifowym stylu. Hunger było słabe, ale tylko słabe, a pozostałej trójki jeszcze nie ruszyłem (a First X-Men nie ruszę już na pewno).
Kuba G: First X-Men. O jakie to było złe...
Rodzyn: Głos na First X-Men. Drugi rok z rzędu. Mam nadzieję, że obroni tytuł i da nam o sobie wreszcie zapomnieć.
Demogorgon: Infinity: The Hunt. Zaczyna się pozbawionym fabuły numerem spędzonym na ekspozycjach, a potem próbuje sprawdzić, czy da się wyciągnąć cokolwiek z oryginalnego pomysłu Dennisa Hopelessa na historię, która została Areną. Odpowiedź - nie da się. Jedyna zaleta tego komiksu to nieustanne drwiny z Areny. Jedyny pożytek to jako dowód, że Arena nigdy nie miała potencjału, nawet w zarodku.
grzgrzegorz: Głos na First X-Men. - To było ZŁE. Reszta nominowanych jest dla mnie albo obojętna (o tyle, że nie pamiętam szczegółów fabuły), albo ujdą w tle (jak choćby Hunger).
Łukasz: What If? AvX - jak alternatywna wersja jednego z najgorszych wydarzeń tego dziesięciolecia z Marvelu, może być ciekawa? Jak można pokazać inaczej coś co co było już w oryginalnej serii głupim pomysłem, czy można z głupka zrobić geniusza ? No nie ! Udało się to jedynie w filmie Kosiarz umysłów, a to był jedynie filmowy wyjątek od reguły!
Gil: Przypadkowy zbiór postaci, w tym wiele stworzonych z niczego, wyłącznie jako mięso armatnie. Skrajnie naciągnięte podstawy fabularne i amatorski sposób uwikłania ich w tie-in do eventu. Amatorska ekspozycja, zastępująca prawdziwą fabułę. Zestaw głupich scenek, przeskakujących od jednej do drugiej bez ładu i składu. Zupełny brak charakterów lub wykrzywianie już istniejących. I w dodatku równie głupia, wymuszona kontynuacja. Infinity: The Hunt, proszę Państwa - najgorsza mini tego roku.
jdtennesse: What If? AvX. Zastanawiałem się jeszcze nad First X-Men, ale zwyciężył Phoenixeto.
Archie: Infinity: Heist było totalnie zbędne, a wrzucenie Blizzarda w szeregi Inhumans uważam za pomyłkę.
Darkbubo: Głos na Infinity: Heist. Seria sama w sobie była mało zachęcająca: nudnawa historia, odpychające okładki, brzydka kreska, nieciekawi bohaterowie. A dodatkowe umieszczenie tej historii w czasie "Infinity" było moim zdaniem zrobione na wyrost.



Najgorsza historia


"Battle of the Atom"
X-Men: Battle of the Atom #1-2, All-New X-Men #16-17, X-Men vol. 3 #5-6, Uncanny X-Men vol. 3 #12-13, Wolverine and the X-Men #36-37
Jason Aaron, Brian Michael Bendis, Brian Wood

zvalony3.jpg

Mutanci zdominowali tą kategorię. Dwa crossovery i jeden gorszy od drugiego. "Battle of the Atom" (23) zdecydowanie zawiodło wasze oczekiwania i prześcignęło "X-Termination" (15). Na podium załapał się jeszcze Captain America z historią "Castaway in Dimension Z" (9).

Krzycer: Co za konkurencja! Szmatławe "Battle of the Atom", beznadziejne "Boss Level" (poniżej - i tak bardzo średniego - poziomu reszty serii), trrragiczne "X-Termination"... Z "Castaway in Dimension Z" przeczytałem tylko dwa numery, więc wiem, że było słabo, ale nie wiem, jak bardzo; "Initiate" było słabe (nie doczytałem do końca), ale to chyba problem całej serii, a nie tej konkretnej historii. Thunderboltów nie czytam, "Troubled Mind" nie zapamiętałem, więc chyba nie było aż tak złe. Ostatecznie? "X-Termination". Strata czasu, beznadziejne zamknięcie dwóch serii (a i Astonishing nie pożyło dużo dłużej), przy okazji okupione uśmierceniem i tak strasznie już skatowanego uniwersum AoA. Koszmar i wszystko, co najgorsze w komiksach o mutantach, skupione jak w soczewce.
Poza nadprogramową liczbą podróży w czasie, ale te były mocno reprezentowane w BotA. Ojej, to był dobry rok dla złych historii...
Undercik: Konsekwentnie - Rulkobolts. Najgorszy tie-in do "Infinity" i jednocześnie najgorsza historia roku. Czy to fabularnie czy to graficznie. Masakra, głuopta, dno i wodorosty. O dziwo z tego co czytałem, oprócz BotA które w sumie lubię, najlepiej wypada w tym gronie... Superior. Ehhh, ale konkurencje ma zacną. Fatalna i długa historia u Captaina, kiepski start Avengers A.I., "X-Termination" i ta nieszczęsna Arena, której pewnie nigdy nie przeczytam.
Rodzyn: Nie chcę głosować wszędzie na Humphriesa, wybieram więc "X-Termination", bo było złe. Bardzo złe. Szkoda, że X-Men nie mogą dostać porządnego crossovera.
Demogorgon: W czasie "Game On" Arena osiągnęła ostateczne dno i tam już pozostała, "Boss Level" nie był gorszy, tylko równie zły. Wydaje mi się, że jest bardziej znienawidzony, bo wtedy wszyscy pozbyli się wreszcie złudzeń, że ta partanina gdziekolwiek prowadzi, ale to właśnie "Game On" ich z tych złudzeń odarło. No i "Game On" miało Apex u szczytu swojej mary suetowatości a resztą postaci najmocniej trafionych ogłupiającym promieniem scenarzysty.
Ale chociaż głosuję na "Game On", to powiem wam, co jest naprawdę najgorszą historię. Avengers Arena #1-18. Cała historia opowiedziana w tej serii to katastrofa i porażka na całej linii.
Łukasz: "Battle of the Atom", za to, że było pierwszym od dawna tak cholernie skopanym fabularnie i strategicznie crossoverem Marvela dotyczącym świadka mutantów, że warto odnotować ten fakt i dać go jako wyznacznik na przyszłość jak na pewno nie powinny wyglądać crossy o dzieciach Atomu w niedalekiej przyszłości! Ta seria mogła by być chociaż wstępem do np. X-men Dissasembled (Upadek X-Men) - analogia do "Avengers Dissasembled", które zmieniło wiele w universum Mścicieli głównie w pozytywnym znaczeniu; zrewidowania tego czym jest nazwa X-Men, uszczuplenia w sposób inny niż zaklęcie Wandy w House of M "No more mutant", populacji homo superior. Mamy obecnie sytuację rozwodnienia (dobrze, że nie rozwolnienia :D ) marki X-Men, około 10 serii, z których połowa mogła by być spokojnie skasowana, co by podniosło jakość tej drugiej połowy. Postacie mają dodatkową moc multilokacji, widzimy je jednocześnie na łamach kilku tytułów, a inne młodsze pokolenie stanowi jedynie głównie tło, czasem jedynie staje się ważne w pojedynczych, nie zawsze ciekawych historiach. Czas wysłać stare wapno (stare składy, starych stażem mutantów), na zasłużoną (kombatancką) emeryturę i dać szansę młodym, wszak młodsze pokolenie dzieci z genem X jest prawie w większości odzwierciedleniem swoich starszych odpowiedników, podobne moce, podobne zachowanie, nawet podobny wygląd. Czas na zmiany!
Gil: Już kiedyś im to obiecałem, więc oddam głos na "X-Termination". Inne z tych historii, chociaż były złe, to przynajmniej z czegoś wynikały lub do czegoś zmierzały, ale ta była zupełnie z czapki wyjęta, nie miała absolutnie nic do pokazania i służyła tylko wykończeniu kiepskich, dogorywających już serii. Rysunki były paskudne, fabuła jeszcze gorsza, a uwikłanie w to wszystko Astonishing X-Men wyrządziło tej serii ogromną krzywdę. Powinni na tym przykładzie nauczać młodych scenarzystów, jak nie pisać crossoverów.
jdtennesse: Trudny wybór - BotA czy X-T...? X-T to historia należąca do pobocznej linii komiksów, których już nie ma... BotA miało być wydarzeniem roku upamiętniającym istnienie mutantów, rozciągniętym przez wszystkie ważne serie o mutantach. No to już wiem - BotA.
Vóyek: BotA. W ten oto sposób Marvel pokazał gdzie ma fanów mutantów. Takie uczczenie 50 rocznicy X-Men to zniewaga. Nie zdarzyło się kompletnie nic. Pobiegali sobie bez powodu i zamiast posprzątać nagromadzenie bzdur nawarstwione u mutantów zostawiono je w spokoju. Żal po prostu i tyle.
Darkbubo: "Battle of The Atom". 9 numerów różnorakich X-serii rosnącego napięcia, braku wielu odpowiedzi czy opisów wydarzeń, aby w końcu, w 10 numerze... nic się nie stało. Nurtujące pytania pozostały, niczego się w sumie nie dowiedzieliśmy o przyszłości mutantów. Pojawiło się tylko więcej pytań. Jak na 50-lecie spodziewałem się duuużo więcej.
(od)wieczny: Mam o tyle dobrze że złe historie nie zapadają mi na długo w pamięci i na pierwszy rzut oka nie jestem w stanie sobie przypomnieć tej która była by w moim mniemaniu Najgorszą. Z pośród podanych przeczytałem "Battle of the Atom" i "X-Termination". Ale która z nich zasługuje na miano Najgorszej? Nie jestem pewien. Jeśli mi się coś nie podoba to po prostu tego nie czytam. Obie miały pomysł, który mi się podobał a który nie został w wykorzystany jednakże te historie przeczytałem w całości.... więc mam lekki dylemat. Jeśli miałbym wybrać to skłonię się chyba na "X-Termination". W którym rysunki były złe... przepraszam... bardzo złe. Z tego co pamiętam niejednokrotnie jeden numer rysowało kilku artystów, co nie wpływało pozytywnie na odbiór. Dodatkowo teraz z okazji "Najgorszej sceny" przypomniał mi się "uciekający" Celestial w tej historii i chyba tylko dzięki temu mój głos idzie na "X-Termination".
grzgrzegorz: "To coś" z Thunderbolts vol. 2.
wolvie111: "Battle of the Atom". Miałeś nadzieję na dobrą i sensowną historię z X-Men? Nie łudź się. To kolejny bezsensowny shit, gdzie postacią wyprało mózgi i nagle brakuje jednej rozsądnej osoby, która poprowadziła by klarowną dyskusję. Bo tak, niestety, ale ostatnio w X-Men wszystkie problemy są po prostu wydumane, możliwe do załatwienia przy jednej wspólnej rozmowie. 
Może w ten sposób scenarzyści starają się pokazać jak bardzo brakuje takich postaci jak Nightcrawler lub Xavier? Nie wiem, ale dobrze, że jeden z nich już wraca :D .
Archie: Po "Battle of the Atom" nie spodziewałem się rewelacji, ale niestety nawet z takim nastawieniem zawiodłem się. Ta historia okazała się totalną kichą z idiotycznymi rozwiązaniami.

Najgorszy numer


cover
Waht If? AvX
#4

zvalony4.jpg

Tegoroczne Zvalony przebiegają bez większego motywu przewodniego. Czwarta kategoria i kolejny komiks ze statuetką. Tym razem What if? AvX #4(20), który wyprzedził Avengers Arena #18(7). Niestety podium było tak oblegane, że najego trzecim stopniu znalazły się aż trzy pozycje - Captain America vol. 7 #10 (6), Thunderbolts vol. 2 #17 (6) oraz Ultimate Comics: Ultimates #24(6).

Undercik: Konsekwetnie Rulkbolts. Najgorszy numer najgorszej historii w najgorszej serii. Tyle mi wystarczy. Chociaż What If? AvX #4 swoją bzdurnością było bardzo blisko. I oczywiście tragiczny finał pierwszej historii w Captain America też musi być przeze mnie wyróżniony za śmierć Sharon, które pewnie wróci, bo to była śmierć tego właśnie typu. A Superior na tym tle wypada bardzo dobrze. Slott ma szczęście w tym roku.
Rodzyn: Mój głos wędruje do UC: Ultimates #24, czyli finału pracy Humphriesa przy tym tytule, a także ostatniego komiksu z linii ultimate, który przeczytałem. Niestety Humphries sprawił, że nie porafiłem już zajrzeć z ciekawością do tego świata. Może zmieni się to przy okazji premiery All-New Ultimates.
Demogorgon: Inny: Avengers Arena #10 - bo to było głupie i odrażające, połączenie fabuły, która ma miejsce tylko dlatego, że wszyscy nałykali się otępiających pastylek z fantazjami o super złej mary sue oraz mordowaniem świetnej postaci dla taniego szokowania i kilku drobniaków więcej (które nie napłynęły, tylko jeszcze więcej ludzi rzuciło serię w diabły). Reakcja na ten komiks była tak zła, że Marvel pominął cały preview następnego numeru i niby przypadkiem wypuścił akurat te strony z #12 na których odczyniają śmierć Nico (niby przypadkiem pomijając poprzednią stronę). Komiks tak zły, że u przynajmniej jednej osoby wywołał nawrót depresji ze skłonnościami samobójczymi. Do wszystkich aspirujących pisarzy - jeśli uważasz, ze to jest dobry komiks, porzuć swoje marzenia, nie masz gustu jakiego pisarz potrzebuje.
S_O: Bez wątpienia głos na inny, a mianowicie: Wolverine: In the Flesh, w którym Logan łączy siły z pewnym kucharzem-celebrytą, by rozwiązać zagadkę zabójstw w San Fran... autorstwa tegoż samego kucharza-celebryty. Naprawdę niesmaczne.
Łukasz: What If? AvX #4 - alternatywna wersja jak to zamiast Cyclopsa to właśnie Logan ma największe cojones na świecie!
Gil: No dobra, niech będzie Avengers Arena #18, jako ukoronowanie całego tego crap-festu. Jakby ktoś chciał szczegółów, niech zajrzy do Pulsa, a tutaj wspomnę tylko, że nic w tym zamknięciu serii nie było dobre, za to wszystko było złe lub gorsze. Dobrze, że już znika z mojej świadomości.
czarny_samael: What if? AvX #4. Wszystko czego nie znoszę okraszone zwycięskim Loganem. No jak mógłbym na to nie zagłosować?
piker: Konsekwentnie głosuję na Thunderboltsów. Przy każdym numerze przypominam sobie historię "Caged Angels" - i chyba żadna marka nie zaliczyła aż takiego upadku. Co do nieszczęsnego numeru #17. Przyznam się, że tylko przekartkowałem bojąc się skaleczyć oczy o długi i kanciasty łeb Leadera. Sztylety Elektry sam narysowałbym lepiej, wszystkie walczące postaci mają koszmarnie powykręcane dłonie, a karykatura człowieka jaką jest tu szkic Mercy woła o pomstę do rysunkowego nieba. Wszystko zalane slapstickiem do granic możliwości - wysoce niezjadliwe danie.
Vóyek: SS-Man #1. Bo był. Marvel konsekwentnie próbuje zniechęcić fanów do swoich flagowych postaci. Pomysł na Dra Ocka w ciele Parkera miał potencjał ale już od pierwszego numeru pokazano że nie chcą z niego wykrzesać nic dobrego.
Gamer2002: What If? AvX #4. Czytałem pierwszy i ostatni numer Areny. Jakkolwiek mogło być to złe i obrzydliwe, Hopeless przynajmniej dał swej historii zakończenie w którym bohaterowie postępujący źle dostają po pysku. Nawet jeżeli brudy w murderwordzie były out of character, nawet jeżeli pomysł kłamania wszystkim był kretynizmem to zachowano wierność zasadzie - bohater postępuje źle i zawodzi, jest to uznane za niedobre i ponosi za to konsekwencje.
What if? AvX tą zasadę złamał. Wolverine zrobił wszystko źle. Nie tylko nie szukał porozumienia z Cyclopsem i napędzał konflikt X-Men z Avengers, ale już szykował się do zabicia Hope. Swą bucowatością spowodował, nawet jeżeli częściowo przez machinacje Magneto, śmierć Storm czyniąc konflikt krwawym. Przez 2 środkowe numery nie robił nic by to naprawić tylko użalał się nad sobą. Kiedy już wkroczył do akcji dokonał bzdury jakie było zabicie Magneto z Phoenix Force (METALOWE kości) co w efekcie zniszczyło wszelkie życie na Ziemi. Nie mógł bardziej zawieść jako bohater.
I za to dostał wieczność z Jean. Jako opiekunowie odrodzonego życia na ziemi. Dzięki mocy ich miłości. I to wszystko miało być głęboką i dobrą rzeczą. Nie, nie, po trzykroć nie.
Darkbubo: Tytuł "Najgorszy numer" kojarzy mi się tylko z Superior Spider-Man #9. Komiks, w którym udowadniane nam jest, że otyły, arogancki nerd z fryzurą w stylu pieczarki, który od czasu swego debiutu próbuje jak najbardziej zaszkodzić światu- tylko dlatego, że może, jest lepszym Spider-manem od człowieka, który od około 50 lat poświęca co się da by choć trochę zmienic ten świat na lepsze. Mimo wszystko przyznaję, że bardzo spodobała mi się okładka tego komiksu.
Archie: Superior Spider-Man #1, bo pierwszy numer tej serii jasno pokazuje, że ten tytuł to splunięcie w stronę dobrze napisanych komiksów i Slott z uporem maniaka na siłę stara się wtłoczyć czytelnikowi, że jego Octavius jest ciekawą postacią i jest lepszym Spider-Manem od Parkera. Nie, nie jest.

Najgorszy scenarzysta


Sam Humhpries
Avengers A.I., Ultimate Comics: Ultimates, Uncanny X-Force vol. 2

zvalony5.jpg

Zaskakujący rezultat - po tym ile we wszystkich kategoriach narzekania było na potworki Daniela Waya (12) i Dennisa Hopelessa (13), w tej kategorii czarnym koniem był Sam Humpries (19).

Rodzyn: Głos na Sama Humphriesa. Ktoś, kto tworzy takie "dzieła" jak Avengers A.I. i Uncanny X-Force vol. 2 i niszczy świetne UC Ultimates, jest najgorszym scenarzystą Marvela. Nie wiem, skąd go wzięli i czym ich zachwycił, ale mam nadzieję, że szybko przestanie dla nich pisać.
Kuba G: Trudny wybór, Way, Bunn, czy Hopeless... bo umieszczenie tu Matta Kindta ignoruję, typ mimo, że w Marvelu radzi sobie tak 50/50 (czyli raz słabo, a raz świetnie) to nie jest to poziom tych trzech kaszalotów, oni są gorsi niż Slott w Spider-Manie (tak, serio).
Krzycer: Humphries to mój nowy marvelowy nemezis.
Undercik: Daniel Way! Cullen Bunn! Sam Humphries! Trójka która miażdży konkurencję. Głos na Way'a, gdyż w tych Zvalonach konsekwentnie głosuje na Rulkbolts. Soule też co prawda się nie popisał, ale ponoć w innych komiksach daje radę (nie wiem, nie czytałem). Poza tym Way ma już od dawna negatywny PR u mnie.
Poza tym to nie był dobry rok dla dobrych scenarzystów. A to Slott nadal w dołku formy, a to Gillen rozczarowuje, a to kwintesencja tego co złe w twórczości Remendera trafiła do Captain America, a jest jeszcze tak nijakie, nudne i przeciętne jak to tylko możliwe Uncanny Avengers.
Tylko Matta Kindta w tym gronie nie potrafię zrozumieć, bo IMO Marvel Knights: Spider-Man vol. 2 naprawdę daje radę.
Demogorgon: Dennis Hopeless. Czy po tym ile mówiłem przez cały rok, muszę powiedzieć coś więcej? Tak? Dobrze, powtórzę. W ogóle nie rozumie postaci, które pisze. Ignoruje continuity jak mu wygodnie. Sprowadza bohaterów do roli tła dla jego własnych pupilków. Bezsensownie zabija postacie dla taniego szokowania. Jest rasistą. Nienawidzi kobiet. Ma ego większe od Jowisza. Reaguje jak beksa na każdą krytykę. Fakt, że ten człowiek pisze dla Marvela to hańba.
Wilsonon: Chciałem głosowac na Fractiona aby mu przypomnieć jak bardzo go nienawidzę, ale w tym roku tytuł "Znienawidzonego ch$ja" otrzymuje Sam Humphries. Zniszczył UXF, zniszczył genialnych Ultimates Hickmana, dał serię którą rzuciłem po pierwszym numerze.
Lotar: Możliwość jest tylko jedna. Bendis, Bendis, Bendis!!! Spłodził AoU, maczał paluchy przy AoAtom i sprowadził do teraźniejszości oryginalnych X-Men nie mając na ich przygody żadnego pomysłu. Nie wystarczyło mu maltretowanie Avengers, więc wziął się za mutantów. Bufon, który rzyga na kontinuum i na historię postaci, które pisze. Według jego zasady wszystko czego nie napisał nie istnieje. Może są gorsi od niego, ale przy nim to niegroźni badziewiacy. Bendis przez swoje oddziaływanie czyni największe szkody. Powinien siedzieć w ultimate i mieć sądowy zakaz pisania komiksów z podstawowego uniwersum.
Gil: Wielu mógłbym wymienić... W tym przypadku na miejscu trzecim postawię Ricka "Kiełbasa Wyborcza" Remendera, a na drugim Cullena "LOL, I don't know what I'm doing" Bunna, ale miejsce pierwsze bezapelacyjnie należy się Denisowi "Because fuck you, that's why!" Hopelessowi. Facet totalnie jedzie po nazwisku i wygląda to tak, jakby specjalnie wszystko robił źle. Co się weźmie za jakąś postać, to ją wywali na lewą stronę, dziur w jego fabułach jest więcej niż w polskich drogach, a w dodatku ma tendencję do przesuwania granicy obrzydliwości na nowe, nie poznane jeszcze terytoria.
Darkbubo: Dan Slott. Należy mu się za jego przekonanie, że jedynym sposobem na ponowne zainteresowanie ludzi danym tytułem jest uśmiercenie głównego bohatera (tak Superior Spider-Man - patrzę właśnie na ciebie!).
Vóyek: Dennis Hopeless. Nazwisko tego pana świetnie opisuje jakość jego twórczości. Więcej słów szkoda tracić.
grzgrzegorz: Daniel Way. Ten człowiek nigdy nie powinien dotknąć komiksu, a tym bardziej pisać scenariusze do tychże. Way do domu, wstydu oszczędź!
wolvie111: Jest tu tylu kiepskich scenarzystów, ale nawet nie zastanawiałem się zbyt długo na głosem, bo wiem już od początku dla kogo i dlaczego będzie. Rick Remender, za moją uluboną postać Rogue w swoim zwariowanym Uncanny Avengers
Bardzo się cieszyłem, gdy usłyszałem, że Rogue będzie w składzie Avengers... niestety dla niej trafiła do tej grupy kierowanej przez Remendera. Choć bardzo lubiłem i w sumie jeszcze lubię tego scenarzystę, to to co wyrabiał on z Rogue (wszystkie jej kwestie jak u nastolatki), jak dziwną i niezgraną drużynę stworzył oraz samo zabicie Rogue... strasznie mnie zdenerwowało. Głos na niego, choć zdaję sobie sprawę, że mogli być on niego gorsi.
Archie: Nie wiem jakim cudem Dan Slott aż tak bardzo zmienił się od czasów Avengers: The Initiative, ale gość obecnie jest najgorszym scenarzystą w Marvelu. Zamiast siedzieć przy mało znaczących seriach on ciągle maltretuje flagową postać wydawnictwa. Żal na to wszystko patrzeć.



Najgorszy artysta



Steve Dillon
Thunderbolts vol. 2

zvalony6.jpg

Weteran Zvalonów i zwycięzca zeszłorocznej edycji, Greg Land (10) nie tylko przegrał z zeszłorocznym numerem dwa, Stevem Dillonem (14), ale też zremisował z młodszym stażem, Jefte Palo. Na trzecim miejscu Chris Bachallo (9).

Rodzyn: Miałem zaznaczyć Simonsona, ale Ryan Stegman przypomniał mi, jak bardzo nie podobał mi się jego Superior Spider-Man.
Kuba G: Zagłosowałem jak zawsze na Bachallo, ale blisko było żebym oddał taki głos jak Rodzyn.
Undercik: Przełamię swoje głosowanie na Rulkbolts, bo to co wyprawiał Simonson w Hulku było strasznie beznadziejne i wybiło mnie z rytmu. Złe rysunki w złych komiksach nie przeszkadzają tak jak w dobrych.
Specjalne wyróżnienia: Lopez, za nierysowanie twarzy postacią na dalszych planach. Palo za Rulkbolts. Dillon za "World of Frank" w Rulkbolts.
Demogorgon: Inny - Alessandro Vitti, bo jego numery Areny były zwyczajnie paskudne. jasne, Stephano Bruchelli rysował okropnie, a Kev Walker chyba połamał palce, bo w przeciwnym razie nie wierzę, że to ten sam człowiek, który zilustrował Secret Avengers i Marvel Zombies 3 i 4. Ale Vitti był gorszy. Dużo gorszy.
Łukasz: Daniel Acuna, nie lubię coraz bardziej jego stylu, a to co wyprawiał w obecnej serii Remendera, do jego pokręconego szokującego scenariusza, jeszcze bardziej odrzucało od lektury kolejnych zeszytów, tylko je kartkowałem, szukając choć jednej nie koślawej i czytelnie narysowanej postaci.
piker: Jefte Palo. Nie musiałbym chyba nawet pisać dlaczego (Thunderbolts vol. 2 #17). Człowiek, który pogorszył rażąco niski poziom Dillona w tej serii i wkopał się jeszcze pięć metrów poniżej dna zostając już tak zagrzebany w mule i wodorostach. Najlepszym przykładem jego kunsztu są uciekający na widok Deadpoola pracownicy pizzerii - dwa szare wielokąty. Temu panu nie powinno się pozwalać rysować żadnych dynamicznych scen (statycznych też nie mimo, że tu aż tak nie daje ciała).
Wilsonon: Omijałem słabych rysowników w tym roku do teo stopnia, że został mi tylko Land. Głos na kopiarkę.
Gil: Jefte Palo - nazywani go artystą jest obrazą dla wszystkich ludzi, którzy naprawdę sobie na to miano zasłużyli. Wszystko u niego jest kwadratowe lub trójkątne, jakby umiał rysować tylko od linijki. A poza tym, jest szkaradne w całym tego słowa znaczeniu. A jeśli wziąć pod uwagę, że na tytuł zapracował sobie ledwie jedną historią w Thunderbolts, tym bardziej świadczy to o ogromie tej abominacji.
jdtennesse: Chris Bachalo. Za to co wyprawia z X-Men. Mam go dość i będę musiał iść do okulisty przez to, co musiałem oglądać. Już wolę oglądać kopie niż te szkarady.
RemiRose: W tej kategorii zaznaczyłem opcję inny, ponieważ nikt inny jak Humberto Ramos nie zasługuję na wygraną w tej kategorii. Co tu dużo mówić, do Ramosa, żywię straszną niechęć więc, wybór nie dziwi.
Lotar: Miałem zagłosować na Bachalo, bo straszną kaszanę odwala, ale niestety są jeszcze gorsi od niego. Widziałem przykładowe strony Thunderboltsów i aż mną zatrzęsło. Chyba chodzi o gościa, o którym wspomina Gin. Jednak to za mało, by tym razem zdobyć mój głos. Nic od Ramosa nie czytałem, więc również mu się upiecze. Był za to rysownik, który sprawił, że autentycznie miałem ochotę puścić pawia po zajrzeniu do komiksu. Tym kimś jest Gerardo Sandoval. Swoimi rysunkami strasznie zmasakrował Cable'a & X-Force. W pale się nie mieści, że gościu, który tak bazgroli dostał komiks do rysowania.
Archie: Walter Simonson jest zasłużony dla Thora, ale jego ilustracje do najnowszych przygód Hulka były dla mnie koszmarne.

Najgorsza seria okładek


Uncanny Avengers
John Cassaday

zvalony7.jpg

W nowej kategorii wygrał John Cassaday, po którym zapewne fani spodziewali się więcej niż, co pokazał w Uncanny Avengers (14). Nie popisał się również Alan Davis za okładki w Wolverine vol. 5 (11). Podium zamykają okładki do "Battle of Atom" (10), mimo różnych artystów prezentujące stały, niski poziom.

Rodzyn: Nie był to zły rok dla okładek w Marvelu. Przynajmniej w mojej opini, bo spośród 5 nominowanych tu serii, aż 4 uznałbym za dobre. Tylko Alan Davis nie potrafił stworzyć czegoś powyżej średniej. Głos więc na niego.
Undercik: John Cassaday ostatnio dołuje, a jego okładki do Uncanny Avengers z numeru na numer robiły się gorsze. Jak dla mnie Zvalona w tej kategorii powinien dostać Alan Davis za okładki do Wolverine'a. Po prostu nie lubię tego stylu i strasznie się męczę czytając komiksy ilustrowane przez tego artystę. Nic dziwnego, że żadna z okładek mnie nie zachęciła do sięgnięcia po tą serię. Mimo, że uwielbiam Paula Cornella za odcinki "Doctora Who". Reszta konkurencji była po prostu nieciekawa. Jeśli dodać do tego całą masę rewelacyjnych okładek, to mogę podciągnąć to co napisał Rodzyn. Nie był to zły rok dla okładek w Marvelu, on był co najmniej bardzo dobry.
Łukasz: Seria okładek Salvadora Larroci do serii Cable and X-Force, niezbyt zachęcały do sięgnięcia po komiks, bardziej ostrzegały przed zawartością numerów co niezbyt dobrze świadczy o tym, bo wszak to okładka powinna zachęcać do zakupu danego zeszytu a nie od niego odstraszać niedopracowaną kreską.
Gil: Seria okładek Artura Adamsa do "Battle of the Atom" (a właściwie, to wszystkie okładki tego pana w tym roku). Nie wiem, co się stało Adamsowi, bo jego prace z lat osiemdziesiątych należą do moich ulubionych z tego okresu, ale teraz po prostu nie mogę na nie patrzeć. Mają strasznie kiepską kompozycję i bardzo dziwnie wyglądające postacie. Chociaż, tak po prawdzie, to samo można powiedzieć o większości okładek do BotA, więc głos uzasadniony.
Vóyek: Uncanny Avengers. Nie chce mi się wierzyć że te bohomazy tworzył ten sam człowiek co Astonishing X-Men. No chyba, że przeczytał scenariusz tego gniota. Wtedy się nie dziwię, że mu się nie chciało starać.
Darkbubo: Ciężko wybrać tą najgorszą okładkę bo wszystkie utrzymywały poziom przynajmniej jako-taki. Ale z wymienionych zagłosuję na Wolverine vol. 5. Okładki te były dla mnie po prostu nudne i nieciekawe.
Lotar: Inne. Nie trawię rysunków Allreda, więc wybór jest prosty. Future Fundation.
wolvie111: John Cassaday dostał ode mnie tytuł na najgorszą okładkę, czemu więc tego nie powtórzyć i tu. Głos na niego.... oooj zasłużył.
Archie: Okładki Alana Davisa są totalnie bez polotu.

Najgorsza postać męska


duch Petera Parkera
duch Petera Parkera

Wolverine
Wolverine

zvalony8.jpg

Remis! I to między takimi gwiazdami jak Peter Parker, nawet jeśli w uduchowionej formie oraz Wolverine (po 17). Daleko w tyle Beast (10) i Cyclops (9).

Rodzyn: Beast vs. duch Petera Parkera. Hankowi zdecydowanie nie służy kolejna zmiana. A Parker mimo swojej śmierci nie dał o sobie zapomnieć. Ostatecznie wygrywa Peter, bo jego komentarze były irytujące i nie na taki "powrót" liczyłem.
Kuba g: Jestem nudny, ale zawsze i wszędzie głosuję na jedna postać jako tą najgorszą i nawet tak absurdalne rzeczy jak Superior, Ghost Parker i najbardziej nudna inkarnacja Wolverine tego nie zmienia - proszę państwa - Cyclops RIP [*].
Demogorgon: Anachronism czy Tim Bashir? Obaj mnie drażnią, ale Tim przynajmniej miał tyle rozumu w głowie, by kopnać w kalendarz, Anachronism będzie mnie męczył przez kolejny rok. A tak po za tym - gruby, rudy nerd pisze o grubym, rudym nerdzie, który dostaje ciało Adonisa, laski na niego lecą i może załatwić swojego szkolnego dręczyciela (co samo w sobie jest taką kliszą, że Luther Strode z tego drwił rok wcześniej)? No powiedzcie mi, że to nie brzmi jak jakiś power fantasy? Pewnie jeszcze w Undercover albo Nico albo Hazmat, skończy zredukowana do roli jego dziewczy...nawet nie dziewczyny - znając to jak seksistowski jest Hopeless, to przypadnie nieszczęsniczcy rola zwykłej lalki do rżnięcia dla tego dupka.
Krzycer: Duch Petera Parkera. Nic mi tak nie psuło lektury Superior Spider-Mana, jak ten koszmarny wymysł Slotta. Nie, żeby SSM bez Caspera-Parkera był jakąś wybitną lekturą, ale - poprawił się.
Byłem bliski zagłosowania na Wolverine'a, ale jednak w paru miejscach był dobrze wykorzystany. Cyclops - na mój gust - kontynuuje swoją podróż, rozpoczętą parę lat temu, i jego ewolucja ma ręce i nogi. Myślałem też, żeby zagłosować na Bishopa, ale przynajmniej Humphries pamięta, że Bish zabił parę miliardów ludzi. To, że pozostali bohaterowie UXF to bagatelizują to inna sprawa.
Co prowadzi mnie do Sublime'a, a raczej piszącego go Briana Wooda, który chyba zwyczajnie nie wie, czego Sublime się dopuścił jako przywódca U-Men, a co w moich oczach kompletnie przekreśla X-Men...
Undercik: Tworów Areny nie znam. O Bishopie w tym roku nie czytałem. Cyclops jest w miarę konsekwentnie prowadzony od dłuższego czasu, tylko ma ogromną plamę zwaną "Avengers vs. X-Men". Wolverine jest daleki od lat świetności, ale powoli podnosi się spod klęski, jaką dla poziomu postaci było Schism. Duch Parkera, to był przynajmniej jakiś element Petera, który dawał nadzieję na rychłą zmianę. Beast robi się wkurzający z roku na rok, ale jest w tym jakiś logiczny kierunek, który fajnie skomentowała Maria Hill. Głos na Superiora.
Zmianę na jedną historię w TASM bym przecierpiał, ale to się ciągnie ponad rok. Już sobie to darowałem, ale przez jakiś czas starałem się śledzić ongoing Slotta, aby być na bieżąco. O ile jeszcze fabularnie nie jest tak źle, a po prostu dolne rejony przeciętności, to sama główna postać jest irytująca. Koszmarna wręcz. Nie budzi mojej sympatii. Taki Kaine, który był złoczyńcą i nadal nie uważa się za superbohatera, daje się lubić. To wina Slotta? Nie. Crossover Superior Spider-Man Team Up ze Scarlet Spiderem tylko uwidocznił to, dlaczego nie lubię nowego pająka. Ta krótka historia, sprawiła, że znienawidziłem Potta. Ba, do tego w swoim samouwielbieniu sprawił, że w Kainie coś pękło. Brak szacunku od Petera bolał, oj bardzo bolał, a był już na świetnej drodze ku odkupieniu. Cóż, teraz droga jeszcze dłuższa, ale nadal będę śledził przygody Scarlet Spider, bo to przykład jak pisać złoczyńce który staje się Spider-Manem. Superior nie jest mu nawet godzien sprzątać w apartamencie.
Łukasz: Bishop - kozaczek który wykiwał większość X-Men, postrzelił śmiertelnie łysola, powraca z dalekiej przyszłości jako opętany przez totemistycznego miśka w najbardziej zjechanej przez forumowiczów obok Avengers Areny serii by... za cholerkę nie wiem po co bo dalej już mi się odechciało czytać, więc głos na gościa który miał mocne pierwsze wejście jako gostek z giwerką, kumplami u boku i perezą (rodzaj fryzury modnej we wczesnych latach 90 XX wieku) na głowie w komiksie o mutantach by po ponad 20 latach od debiutu zostać największym debilnym męskim bohaterem pisanym w 2013 roku! Dno dna już osiągnął, teraz może być już tylko lepiej!
czarny_samael: Nadal Wolverine. Za każdym razem jak widzę jego pretensje do Scotta to mam go dość.
Lotar: Miałem zagłosować na Beasta, ale w ostatnm momencie przypomniałem sobie, że istnieje Wolverine. Trzymam się z daleka od wszystkich jego solowych serii, a jeśli napatoczy mi się w jakimś innym komiksie, to zawsze się mimowolnie cieszę jak dostanie w mordkę. Jakim cudem Marvelovi udało się przekształcić taką charyzmatyczną, ikoniczną, niedającą się nie lubić postać w dupka, hipokrytę, w zwykłą mendę? I po co to wszystko? Tylko oni wiedzą.
Gil: Musiałem się sporo zastanowić, ale w końcu zdecydowałem się na postać spoza listy: Cable. Kim był Cable jeszcze niedawno? Cybernetycznym G.I.Jesusem, wojownikiem o lepszą przyszłość, stale zmagającym się z pożerającym go technowirusem i skaczącym poziomem telekinezy. Kim jest teraz? Anteną, nadająca na kablówkę wizje apokaliptycznej przyszłości, przybranym ojcem rozwydrzonej małolaty, posiadaczem przerośniętej metalowej rękawicy na uschniętej ręce, której w ogóle nie powinien mieć i przepaską na brakującym - niewłaściwym! - oku. Aha, jest też liderem grupy dysfunkcyjnych wariatów, którzy częściej sprowadzają na świat zagrożenie, niż go ratują. I say thee nay!
jdtennesse:  Wolverine, ale chyba tylko dlatego, że jest praktycznie wszędzie...
Darkbubo: Zdecydowanie wybieram Superior Spider-Mana. Jeśli brutalne i okrutne zabicie Petera Parkera i zawłaszczenie sobie jego życia to za mało to Spider-Doc jest po prostu arogancką, wredną i nie dającą się lubić postacią. Podczas, gdy Parker regularnie zasypywał nas zabawnymi tekstami, współpracując z innymi bohaterami, tak Otto potrafi jedynie obrażać i wywyższać się nad innych (a jeśli jest to heros, który równiez nosi logo pająka, na pewno dostanie od Spidera srogie lanie- ot tak!). Czy muszę przypominać słowa Otta z numeru 24 SSM: "Your plebeian brain can't hope to command a creature like this. But with my mind..."- Serio? :shock: Spider-man nazywający kogoś "plebejskim?!").
RemiRose: Duch Petera Parkera jest chyba najgorszym wymysłem Slotta od dawna. Gdy Slott postanowił zabić Parkera szczerze mówiąc cieszyłem się, Parker w rękach Slotta przestał być ciekawą postacią, choć to może nie tyle wina Slotta co całego zamieszania wokół OMD. Slott choć śmierć Ścianołaza rozpisał, niewarygodnie idiotycznie, to miałem nadziej, że teraz przynajmniej nastąpi coś świeżego i nie będę musiał się użerać z nidorozwiniętym Parkerem, aż dostanie go w ręce jakiś utalentowany scenarzysta. Slott jednak nie spełnił oczekiwań i stworzył Ducha Parkera, który nęka Superiora i uczu go o moralności. Błagam, co gorszego można by wymyśleć?
grzgrzegorz: Nie lubię SM-a, tym bardziej nie lubię go jako ducha. Mój głos - duch PP.
Vóyek: Beast. Ktoś chyba zapomniał, że doktor nie powinien być głupi.
wolvie111: Głos przeciw Wolverinowi. Chciałbym żeby ta postać zrobiła sobie chociaż z rok przerwy od tych wszystkich, posiedzi trochę w solowych seriach... nie wiem. Cokolwiek, byle wrócił stary, dobry Logan, który za nic nie chciałby być dyrektorem szkoły. 
Dziwi mnie nominacja dla Anachronisma, bo scena, gdzie uciął głowę młodszej wersji Cap. Britain była epicka.
Archie: Głos na Superior Spider-Mana, bo to najbardziej wkurzająca i czerstwa postać w Marvelu. Brawo Slott, sięgnąłeś dna.



Najgorsza postać żeńska


Xorn
Xorn

zvalony9.jpg

W tej kategorii trwała zażarta walka, a panie przepychały się bliżej do podium często różnicą jednego głosu, były też aż dwa remisy. Scarlet Witch (8) trafiła na miejsce trzecie, a Jean Grey musiała podzielić się drugim z Apex (po 9). Jednak to jej starsza wersja zdobyła niechlubne złoto, jednym punktem przewagi.

Demogorgon: Apex, bo patrz wszystko co napisałem pod najgorszym złoczyńcą. Na wyróżnienie zasługuje też Cammi z tej samej serii - tak jak lubiłem tę postać w Annihilation, tak teraz ją kompletnie i absolutnie znienawidziłem. Pupilka autora, wielka survivalistka i przywódczyni, której wszyscy padają do nóg i która jest traktowana jak doskonała w każdym calu, a każdy, kto się jej sprzeciwi (Chase, Nico, nawet Cullen, sam w sobie będący pupilkiem Hopelessa) jest automatycznie traktowany jak wariat i idiota. Podejmuje okropne decyzje, jednak nigdy nie musi mierzyć się z konsekwencjami. Ma niby jakiś rozwój, ale doklejony na siłę numer do końca serii. Plus reprezentuje tę sama hipokryzję, za jaka nienawidzę Captaina America, czy Spider-Mana.
Krzycer: Odpuściłem Fearless Defenders, więc zdążyłem zapomnieć o Valkyrie i Annabelle Riggs. I dlatego mój głos poszedł do Scarlet Witch. To nie jest kwestia tego, że Remender ją jakoś strasznie źle prowadzi, raczej kwestia tego, jak źle prowadzi wszystkich dookoła, a zwłaszcza Rogue. Każdy konflikt tych dwojga sprowadza się do tego, że - ponieważ autorowi brakuje argumentów dla obu bohaterek - Rogue zaczyna odbijać i robi się agresywna, więc Scarlet Witch nie musi się racjonalnie bronić, tylko automatycznie wygrywa sprzeczkę... Wkurzyło mnie to i tyle.
I jeszcze specjalna wzmianka o Rachel Grey, która - pisana piórem Briana Wooda - robi maślane oczy do Sublime'a. Kojarzycie Sublime'a? Kroił mutantów, pozbawił Marthę Johansson ciała, utrzymując jej mózg przy życiu w słoiku... Sublime. No, wiecie. 
A Brian Wood nie wie.
Kuba G: Nie muszę argumentować wyboru bo Krzycer idealnie zrobił to przede mną.
Undercik: A u mnie prawie to samo opisał. Z tą różnicą, że nadal pamiętam jak kiepskim tworem jest Dr Anabelle Riggs. Marku Brooksie - to twoja wina!
Łukasz: Jubille - bo od momentu gdy została wampirzycą tylko w serii X-23 autorstwa Mojorie Liu jako postać została pokazana interesująco, teraz jedynie robi za niańkę w X-Men Briana Wooda, gdzie jest jedynie wprowadzona jako element komediowy, widać, że scenarzysta tej serii nie ma pomysłu na tą postać, cóż szkoda, zasługuje ona moim zdaniem na porządną historię, za jej "związek z Loganem", vide "Ojciec córka". Cóż szkoda zmarnowana postać, która jeśli nie ma na nią pomysłu powinna być w komiksowym limbo niż pokazywać idiotyczne zachowania.
Gil: O ile zgodzę się, że każda z zaproponowanych postaci zasługuje na tytuł najgorszej, to jednak dorzucę do puli jeszcze jedną, a na imię jej Jet Black. To ta nowa kobitka, którą Remender wprowadził jako wojowniczą księżniczkę z wymiaru Z. I zupełne nie wiem po co. Jest oparta na najbardziej wyświechtanej kliszy: córka pana złego pod wpływem nieskazitelności bohatera doznaje nagłej przemiany i staje się wojowniczką o miłość i sprawiedliwość. A potem już zupełnie nic nie robi, tylko trzyma się herosa jak przywra. Zero osobowości, nic interesującego, tylko świeci prawie gołą dupą i obraża dobre imię kobiecych postaci, które mają coś do zaoferowania.
jdtennesse: Jean Grey, bo to jakaś niedojrzała kopia oryginału, który (którą) bardzo lubiłem. Poza tym ona nie jest stąd i niech już wraca ze swoimi kolegami do swoich czasów.
Vóyek: Xorn. Co to za dziwny fetysz żeby przebierać się za własnego mordercę? W dodatku pojawiła się tylko w najgorszej i najgłupszej historii roku.
Pariah: Nic dodać, nic ująć. Idiotyczna postać, o idiotycznej genezie i jeszcze durniejszym modus operandi. Jako główna bohaterka najgłupszej historii roku, będącej obrazem dla jubileuszu X-Men (niemal tak wielkim jak niesławne AVX) jak nikt zasługuje na ten tytuł.
grzgrzegorz: Scarlet Witch. Zawsze i wszędzie jestem przeciw niej. Po co ją wskrzeszono? Jako trup wyglądała naprawdę dobrze, a tak?
Lotar: Jean Gray. Bendis próbuje zniszczyć całą jej legendę. Zrobił z niej wnerwiającą i nieciekawą postać.
Darkbubo: Jean Grey. Sam pomysł z przeniesieniem oryginalnych X-Men do czasów obecnych był jak dla mnie mocno naciągany i trochę bez sensu. A przeniesienie w czasie marudzącej, lekko apodyktycznej i po prostu irytującej nastolatki dodatkowo mi ten komiks obrzydziło.
wolvie111: Ze swojej sympatii do Rogue przywale w Scarlet Witch, więc punkt dla niej. Hmmm... albo nie. Przypomniałem sobie o tej dr Anabelle. Strasznie jej nie lubię (jak i całej serii). Więc dla niej +1.
Archie: Apex jako spokojnie rozgrywająca sytuację manipulatorka miała potencjał na rozwój. Natomiast późniejsze rewelacje na jej temat wyszły słabo i pociągnęły za sobą nieciekawe rozwiązania, a to wszystko łącznie mocno obniżyło wartość postaci.

Najgorszy złoczyńca


Arcade
Arcade

zvalony10.jpg

To o czymś świadczy, gdy Marvel spędził cały rok, próbując nas przekonać, że Arcade (11) jest super fajny, a jedyne co uzyskał to zdenerwował czytelników na tyle, że w kategorii najgorszego złoczyńcy pobił on zarówno Mystique (9) jak i Xorn (7).

Rodzyn: Dimitrios dostanie ode mnie Zvalona jako debiutant, tutaj więc głos idzie na Mystique, ponieważ Bendis i Aaron nie potrafili w swoich seriach stworzyć z nią dobrej historii. Nawet jej interesujący występ w Astonishing X-Men nie zmienia mojej oceny. Czekam na jakiś dobry komiks z Mystique w 2014 roku.
Demogorgon: Arcade, Dimitrius i Builders sobie nagrabili, nikt jednak nie przebije Apex. Ta "wielka manipulatorka", jak próbuje ją przedstawiać seria, to największa kretynka, jaką widziałem w historii złoczyńców. A myślałem, że po Queen Chrysalis z My Little Pony widziałem już najgłębsze dno. Sama pod sobą kopie dołki w pierwszej historii, a drugiej jest czarną dziurą, która zmusza całą fabułę do kręcenia się wokół niej (nawet rzeczy jak kryzys zaufania między Nico a Chasem, który miał dobre podstawy, a Hopeless sprowadził go do kłótni o Apex) i pokonuje wszystkie najmocniejsze postacie (Darkhawka, X-23, Sentinela, Nico), tylko dlatego, ze te zostają osłabione i ogłupione, aby pokazać jaka jest silna - autor zapędził się tak w kozi róg, że musiał dosłownie złamać zasady na jakich działa magia Nico, aby mogła tę przekozaczkę pokonać. Deathlocket, postać, która miała potencjał wygrać serca fanów, spędza historię jako satelita Apex, a jej rola sprowadza się do pokazywania, jaka fajna to ona nie jest. W trzeciej historii znów do głosu dochodzi jej głupota, gdy podejmuje jedną durną decyzję za drugą. A najgorsze jest chyba to, że w tym wszystkim ma czelność twierdzić, że nie jest wcale zła, chociaż zachowuje się jak skończona sadystka. Jest określenie na takie postacie. Mary Sue. Katy Bashir zasługuje na miejsce w tej samej galerii wstydu co Romulus i Red Hulk Loeba. 
I jak znam to beztalencie, która ją stworzyło, to pewnie powróci w jego nowym "arcydziele".
Krzycer: Owl Queen. Humphries chrzani wszystko, czego się dotknie, stąd trudno się dziwić, że jego Cassandra Nova to jakieś nie wiadomo co pożenione z mrocznymi odbiciami dusz i w peruce. I do tego sowa. Bo tak.
Undercik: Może inni byli gorsi, ale to Mystique zasłużyła na Zvalona. Nie wiem jakie są wobec niej plany w Marvelu. Zrobienie głównej przeciwniczki X-Men? Niby tak, ale jakoś to nie współgra, szczególnie, że nie widać, aby Bendis jakoś specjalnie dogadywał się z Aaronem co do tego tematu. Do tego dochodzi sam fakt, że oprócz rozmowy z Cyclopsem (która była nawet rewelacyjna), wszystkie jej występy są nijakie, a plany przede wszystkim chaotyczne. Może jak zostanie ujawniony jej masterplan, to zmienię swoją opinię. W tym roku jest to dla mnie jedno z największych rozczarowań obok Kierona Gillena.
czarny_samael: W innej kategorii "nagrodziłem" Black Dwarfa, to tu głos na Builderów. Nie wiadomo jak potężne byty, nie wiadomo jak inteligentne i w ogóle przekozackie, a były zbyt durne by zabrać Kree technologię do przeskoczenia na Ziemię i wystarczająco idiotyczne by zacząć wojnę z całym wszechświatem.
piker: Z powodu małej ilości czasu jaką mu poświęcono nie pojawił się w waszym zestawieniu, a przebił nielogicznością, głupotą i bezużytecznością wszystkich villainów z NOW. Mowa o Orestezie Natchios, czyli głównym złym w drugiej historii o Thunderboltsach. Nie wiem po co go tam wstawiono, bo wpływ na fabułę miał minimalny - bez niego wszystko potoczyłoby się tak samo. Autor chciał coś ugrać na jego pokrewieństwie z Elektrą. Rzeczywiście można było, ale to przecież najgorsza seria minionego roku... Miał ze dwie sceny dialogowe po czym bez żadnego logicznego powodu skręcił kark podwładnemu, który wytwarzał mu broń (czym zdobywa moją prywatną nagrodę za najlepszy strzał w stopę). Jego motywacja nie miała sensu. Przeżył tylko dzięki Elektrze i tu zaczęła się męka. Punisher ruszył by go zabić i numer 12 pokazuje, że Longshot, czy Domino mogą bratu Elektry buty pastować. Orestez 7 razy (!!!!) skutecznie ucieka jednemu z najlepszych zabójców na świecie tylko dzięki szczęściu... żeby za chwilę dać skończyć swoją żałosną egzystencję w pojedynku na pięści. Ciężko będzie Marvelowi stworzyć gorszego antagonistę.
Wilsonon: Mystique, bo nie wiem co chce osiągnąć.
Łukasz: Mystique - bo nie wie do końca czego chce, waha się jak wyborca, który idzie na wybory a nie wie do ostatniej minuty na kogo odda głos, jej działania są na razie pozbawione większego sensu.
Gil: Każda z tych postaci zasługuje na tytuł, ale dostanie go Arcade. Dostanie dlatego, że został zmieniony w karykaturę samego siebie i na końcu był już po prostu obrzydliwy. Po pierwsze, został przekozaczony i w żaden, najgłupszy choćby sposób, tego nie wyjaśniono. Po drugie, robił rzeczy niezgodne z charakterem, bo chociaż wcześniej był wariatem, nigdy nie był zimnokrwistym mordercą. I po trzecie - sugestia, że masturbuje się patrząc jak dzieciaki się zabijają, jest skrajnie obrzydliwa. Właściwie to nie chcę go więcej widzieć, bo już zawsze będzie mi się z tym kojarzył.
Darkbubo: Głos na Mystique. Jak widać nie ja jedyny nie mogłem zrozumieć jej chaotycznego zachowania w wielu X-seriach. Bardzo chciałbym wierzyć w to, że Raven ma jakiś sekretny plan, który powoli i dokładnie dopieszcza. Ale to chyba na razie musi pozostać w sferze marzeń.
wolvie111: Powiem tylko, że na pewno nie zagłosuję na Apex, bo momentami napędzała akcję w AA, gdy robiło się nudno. Podobało mi się jej szaleństwo, więc jeśli na kogoś można zwalić winę za słabą serię to na Arcade'a... głównie za jego niekonsekwencję. Ponieważ nikt z nominowanych mnie za bardzo nie wkurzył, więc głos pójdzie na niego.
Archie: Głos na Arcade'a. Gość od zawsze był irytującym żartem, a u Hopelessa działał mi na nerwy jeszcze bardziej.

Nowa postać


Xorn
Xorn

zvalony11.jpg

Xorn (15) najwidoczniej nie zadowalał tytuł najgorszej postaci żeńskiej albo musiała sobie odbić przegraną z Arcadem, bo postanowiła zgarnąć jeszcze Zvalona z nowej kategorii, najgorszej nowej postaci. Wykorzystała okazję, jaką stwarzała wyrównana walka między Builders a Dimitriosem (po 12) i stratowała Black Dwarfa (10).


Rodzyn: Głos na Dimitrosa, czyli jedno z "dzieł" Humphriesa.
Demogorgon: Black Dwarf to nie postać, to dwie sceny na krzyż, do tego obie głupie. Ale to trochę mało. Builders byli zwyczajnie żadni. Ale Dimitrios mi aktywnie działał na nerwy. Albo jesteś złowieszczy i groźny, albo zdystansowany i zabawny, nie możesz być obydwoma tymi rzeczami na raz.
Krzycer: Niech będzie, że Dimitrios, choć rzuciłem AI tuż po tym, jak się pojawił. Jakoś nikt z nominowanych nie zirytował mnie bardziej od pozostałych.
Undercik: Dr Anabelle Riggs. Xorn jakoś ścierpiałem, Black Dwarf był tylko typem do pobicia, Dimitrios mnie kompletnie nie obchodził, Builders przynajmniej mieli jakieś fajne sceny (co prawda wtedy jak Thor jednego z nich przebił młotem, ehhh). To jednak Doktor pana Bunna wypada najgorzej. To po prostu była zła postać, której kompletnie nie ogarniam. Za co? ZA CO? ZA CO?!
Łukasz: Black Dwarf - postać która za nim na dobre rozwinęła skrzydła, te "skrzydła" jak i ona zostały zmiażdżone całkiem dosłownie. Ciekawy nowy zły charakter posłużył niestety tylko jako zapychacz i jakoś ktoś do ubicia dla Ronana, by tie in do "Infinity", także jak główna mini doczekał się rozlewu krwi, niestety w formie wszyscy na jednego. Jeden z wielkich (nielicznych) minus scenariusza Hickmana w jego autorskiej historii.
czarny_samael: Black Dwarf. Skrajna niekonswekwencja przy tworzeniu postaci i kompletna zlewka na to co się samemu stworzyło. Builderzy nie byli wiele lepsi, ale Dwarf, to sprzeczność w pigułce.
Wilsonson: Black Dwarf - ta postać to kpina.
Gil: Dobra, tym razem zgodzę się na Dimitriosa. Ta postać to popłuczyny po Ultronie, ubrane w stare szaty Iron Mana, bo zarówno scenarzyście, jak i rysownikowi zabrakło pomysłów. Do pierwowzoru w ogóle się nie umywa, bo brakuje mu choćby tak prostej motywacji jak "Ex-ter-mi-nate!" On jest, bo jest. Teoretycznie ma ogromne możliwości i zaplecze, ale tego nie wykorzystuje, bo jego pomysłodawcy brakuje wyobraźni. W przeciwieństwie do innych postaci, które irytują, ale ich wkurzające istnienie jest jakoś uzasadnione fabularnie, ta wkurza przede wszystkim swoją nijakością i brakiem czegokolwiek, co sprawiałoby, że da się go tolerować (mimo bólu).
grzgrzegorz: Builders za nie wykorzystany potencjał.
Darkbubo: A ja ten tytuł jednak oddałbym Xorn. Postać, która pojawiła sie znikąd; jej genezy mogliśmy sie jedynie domyslać. Niby - tak jak reszta swojej grupy mutantów- miała jakieś plany i cele, lecz dążyła do nich w sposób chaotyczny, niezrozumiały, a czasami nawet idiotyczny.
Pariah: Jak tu się nie zgodzić. Zresztą pisałem już co o niej [Xorn] myślę przy innej nominacji.
wolvie111: Pani żałosna doktor Anabelle. Za to, że pojawiła się w Defenders, za to, że wgl jest i za to, że podrywała Valkyrie.


Wydarzenie roku



Rozczarowujące Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D.

zvalony12.jpg

Niski poziom nowego serialu Jossa Whedona (31) zdecydowanie zabolał wielu fanów. Zostawił on z tyłu nadmiar komiksów zarówno z X-men (14) jak i Avengers (11).

kuba g: Przesyt X komiksów. Zagłosował bym też na przesyt Avengers, ale rodzina Avengers miała YA, a rodzina X nie miała nic chociaż w połowie tak mnie interesującego.
Krzycer: Ponieważ nie mogę oddać głosu jednocześnie na "Przesyt A" i "Przesyt X", a oba są wyrazem tego samego problemu - polityki wydawniczej, marketingowej i redaktorskiej Marvela - to głos poszedł na Agentów, którzy co tydzień wracają na Tarczy.
Rodzyn: Agentów jeszcze nie oglądałem. Skandal z Woodem to jego sprawa, a nie Marvela (w mojej ocenie). Nie potrafię wybrać, czy bardziej przeszkadza mi ilość tytułów z Avegers czy z X-Men, głos więc idzie na "moment" Runaways, bo Marvel powinien dać im ongoing, albo przynajmniej jakąś mini w tamtym roku. Może w tym roku będzie lepiej.
Demogorgon: Moment, w tym w którym dziesięciolecie istnienia Runaways (debiut w 2003 roku) Marvel spędza na: 
- Zabijaniu a potem wskrzeszaniu członków grupy dla wywołania szumu marketingowego
- kompletnym niszczeniu charakterów postaci
- rozbiciu grupy, która nie jest zwykłym zespołem, a rodziną bliższą sobie niż Fantastic Four, off-panel
- Sprowadzaniu bohaterów do roli tapety albo wręcz robienie z nich kretynów i psychopatów aby pupilki autorów jak Apex, Cammi czy Monica Chang mogły wypaść lepiej.
- Obrażaniu i drwieniu z grupy w wielkim evencie o X-Men
- wprowadzeniu przyszłej wersji najpopularniejszej postaci w grupie tylko po to, by okazała się zła, podczas gdy Quentin Quire, superbohaterski odpowiednik Erica Harrisa, zostaje wielkim bohaterem.
Jak czuli się w zeszłym roku fani Spider-Mana, gdy okrągłą rocznicę istnienia postaci zrujnowali Alpha i Otto? No, to fani Runaways czuli się gorzej. Cały rok Marvel pokazywał nam jak ma nas gdzieś. Przez rok, który powinniśmy świętować dekadę istnienia naszego ulubionego tytułu. Tak się zwyczajnie nie robi, to szczyt chamstwa. Ja w pewnym momencie powiedziałem nawet wprost, że żałuję, ze Vaughan kiedykolwiek zaproponował tę serię Marvelowi. Wolałbym, by wcisnął ją i bohaterów Image, tam przynajmniej by ich może traktowali z szacunkiem. Ale nie, nie są powiązani z X-Men ani Avengers, to Marvel ma ich gdzieś. Ta postawa zabiła moją miłość i zaufanie wobec wydawcy i niemalże wobec komiksowego medium w ogóle. Do diabła z tobą Marvel, ci bohaterowie zasługują na więcej.
Undercik: Przesyt tytułów o Avengers zaraz kopnie Marvela solidnie w tyłek. Strasznie rozmienili tą markę na drobne, a wyniki sprzedaży tylko to potwierdzają, skoro nawet najlepszy tytuł o Mścicielach ma problemy z załapywaniem się do TOP 10. X-Men przynajmniej mają All-New. To co najbardziej nie spodobało mi się w tym roku to pierwsza porażka i od razu ogromna klęska Marvel Studios. Kiepski poziom scenariusza, kiepscy bohaterowie, kiepskie aktorstwo, drastycznie spadająca oglądalność i do tego brak wykorzystania uniwersum Marvela. Wszyscy narzekali na 1 sezon "Arrow", ale on przynajmniej szedł w jakimś kierunku i wykorzystywał dobrodziejstwo uniwersum DC, a przede wszystkim zbierał publiczność. Ta konsekwencja przyniosła dobry drugi sezon. Mam nadzieję, że nawet jak stanie się cud i S.H.I.E.L.D. dostanie drugi sezon, to albo Marvel z tego zrezygnuje, albo diametralnie zmieni kierunek, w jakim ten serial podąża. Nawet odcinek powiązany z Thorem mnie nie kupił. Klapa roku.
Łukasz: Rozczarowujące "Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D." Miał być hit wyszedł kit, rozdmuchana bańka medialno reklamowa, nazwisko Whedona w materiałach promujących tą produkcję, ochy i ahy tuż przed a wyszedł u szkoda gadać, serial który urąga swoją głupotą większości wyobrażeń komiksiarzy, którzy liczyli na coś co można nazwać serialowymi Avengers, bez Mścicieli w nazwie i składzie ( i dużo mniejszym budżetem) ale z podobnym przesłaniem co filmowi herosi, że jedynie wyszkolona grupa tym razem ludzi, potrafi pokonać zagrożenia, które dla superbohaterów są nic nie warte uwagi a jednak mogą zagrozić zwykłym obywatelom. Grupa dowodzona przez agenta Coulsona, człowieka który jest prawą ręką Nicka Fury! Cóż nie wyszło.
strz1: Rozczarowujące "Agents of S.H.I.E.L.D.". Miał być totalny hit a jest serial znacznie poniżej przecitnej. Obecnie już nie wiem czy jednak to nie jest słabsze od pierwszego sezonu "Arrow".
piker: Przesyt X-tytułów. Mimo, że tych z Avengers też jest dużo, to moim zdaniem wpływają one konkretnie na rozwój i zmiany (choć niekoniecznie dobre) uniwersum. Tytuły z X-Men nie wnoszą nic nowego, przez schizmę mają wiele dziur fabularnych i krążą w koło wokół tych samych problemów nie wykorzystując potencjału.
Wilsonon: Rozczarowujące "Marvel's Agent of S.H.I.E.L.D."  Załamałem się czytając opinie na temat teo serialu, tak bardzo, że nie obejrzałem ani odcinka.
Gil: Ponieważ chciałem zagłosować na dwie kategorie, ostatecznie wybrałem opcję "inne" i nazwę to kurczowym trzymaniem się wiodących marek. Mam tu na myśli właśnie przesyt tytułów z Avengers i X-Men, których jest zdecydowanie za dużo, ale także uparte wznawianie serii, które już nie raz zawiodły. Znów mamy Black Widow, Hawkeye, mieliśmy Gambita, a wkrótce dołączą do nich kolejne Ghost Ridery, Moon Knighty i ciąg innych postaci, które już miały swoją szansę. Problem polega na tym, że szansy takiej nie dostają inne postacie, które mogłyby okazać się zaskakującym sukcesem. Byle tylko był pomysł. Ale niestety, realia rynku są nieubłagane i liczy się przede wszystkim rozpoznawalność marki, a nikomu nie chce się ryzykować z tymi mniej popularnymi postaciami.
jdtennesse: Przesyt komiksów z X-Men w tytule. Niestety, moja ulubiona drużyna została rozmieniona na drobne, które osobno nie przedstawiają prawie żadnej wartości. Wszystkich wszędzie pełno, nawet w kilku wersjach (sic!). Tytuły mnożą się jak postacie 20 lat temu, (nie) zgodnie z zasadą "im więcej tym lepiej (dla nas, bo zarobimy (Marvel))". Trudno śledzić losy niektórych bohaterów, bo stoją w tle co drugiej serii jak widły w błocie i udają że świecą. Chlubnym wyjątkiem jest Legacy, które jako najmniej mutanckie jest najlepsze.
Darkbubo: Mimo iż rozczarowujące "Agents of S.H.I.E.L.D." zasługuje na wygraną w tej kategorii, to jednak zagłosuję na wysyp komiksów z "Superior..." w tytule. Oprócz oczywiście Superior Spider-Man dostaliśmy Superior Foes of Spider-Man, Superior Spider-Man Team-Up, Superior Carnage, Superior Spider-Man Annual itd. Można było się w tym pogubić , a dodatkowo niektóre pozycje nie były niestety zbyt interesujące i warte uwagi.
Vóyek: Głos spoza listy. Mam wrażenie że Marvel wypiął się nie tylko na fanów Runaways ale w ogóle na fanów wszystkich postaci które nie pojawiają się w filmach z MCU. Avengers są zdecydowanie faworyzowani względem Spider-Mana czy X-Men. Więc dla mnie najgorsze w zeszłym roku było spychanie przez Marvela komiksów do roli reklam dla filmów.
grzgrzegorz: Wybrałem inne. Co do "przesytu"- takowego nigdy nie czułem, uważam, że jest to pozytywna rzecz, ponieważ pozwala zawsze znaleźć coś dla siebie. Gorszy byłby brak wyboru. O skandalu z Wood-em nie słyszałem. Runaways nie czytałem i nie mam zamiaru po nich sięgać. Na koniec - "Agentów" nie oglądam więc też odpadają.
(od)wieczny: Być może to zbyt duże wymagania względem "Marvel's Agent of S.H.I.E.L.D." albo być może to po prostu słaby scenariusz i wykonanie serialu sprawiły że się zawiodłem. Nie zmienia to jednak faktu, że gdyby nie nazwa serialu i studio które go wyprodukowało i nadzieja że będzie lepiej z każdym odcinkiem, nie dotrwałbym aż tak długo z oglądaniem Agentów. Jednakże to nie do nich trafia ode mnie głos. Przesyt komiksów z X-Men/Avengers w tytule jest problemem znanym nie od dziś. Zamiast wydawać mniej historii a przeprowadzać selekcję aby wybrać te lepsze stosuje się taktykę "więcej i więcej tego samego", bo być może więcej ludzi to kupi, bo być może trafimy w szersze grono odbiorców (w końcu każdy lubi co innego) lub po postu bo więcej zarobimy korzystając z popularności danych bohaterów. Wiele tytułów o podobnych nazwach i przedstawiająca przygody tych samych postaci/grup wzajemnie się wyklucza lub nie współgra ze sobą chronologicznie zwłaszcza że historie te nieraz nie są ze sobą w jakikolwiek powiązane. Coraz bardziej uwypukła się "syndrom Wolverine'a" którego swojego czasu wciskano wszędzie gdzie się tylko dało co sprawiało że był jednocześnie w wielu miejscach naraz (a takiej mutanckiej zdolności to on nie posiadał). Zwykły czytelnik gubi się w tym wszystkim: "Co mam czytać i w jakiej kolejności aby być na bieżąco i zachować ciągłość historii..." 
Także mój głos idzie na pozycję Inne: "Przesyt komiksów z tymi samymi grupami bohaterów."
Arachnid: Rozczarowujące "Marvel's Agent of S.H.I.E.L.D." Oglądam serial regularnie i wciąż mam nadzieję, że będzie lepiej. Ale póki co jest słabiutko. Na najnowsze odcinki niektórych seriali czekam z niecierpliwością, a w przypadku Agentów praktycznie wcale. I to miał być serialowy hit Marvela? Chyba coś poszło nie tak.
Archie: W chwili obecnej mamy zbyt dużo tytułów z Avengers w tytule, a zbyt mało drużyn z innymi nazwami. Rok 2013 obfitował w takie tytuły jak: New Avengers vol. 3, Mighty Avengersvol. 2 , Uncanny Avengers, Avengers Arena, Avengers vol. 5, Secret Avengers vol. 2, Avengers Assemble. Marvel stanowczo przesadza i zbytnio marginalizuje inne zespoły przez co sam wpędza się w pułapkę, że wszystko musi być związane albo z Avengers albo z X-Men.

Najgorsza okładka


Demogorgon: Nic lepszego nie przychodzi mi do głowy, więc zagłosuję na okładkę Avengers Arena #10 - to miał być oczywisty homage do filmu Pluton, ale artysta zaczął się bawić i wyszło mu takie jakieś nie wiadomo co, gdzie zagubił się cały klimat pierwowzoru. Jeśli Arena miała coś dobrego, to okładki. Jasne, nie wszystkie, dalej mnie śmieszy jak np. Mike Del Mundo zupełnie olał swoją, ale ta naprawdę odstaje jak jeden zgniły ziemniak. No ale przynajmniej ostrzega, że zawartość jest beznadziejna.

colossus28: Przeglądałem okładki z tego roku i znalazło się parę szkaradzieństw, chociażby kilka z zamkniętej już serii Dark Avengers bądź "prace" Adamsa do Wolverine & X-Men, ale w tamtym roku dostało mój głos więc teraz czas na Simonsona i Indestructible Hulk #6.

Łukasz: Okładka na której Hawkeye jest przedstawiony w tak nie naturalnej pozie, że grozi mu natychmiastowa operacja obu bioder, lecz gdyby miało by do niej dojść w naszym kraju z jakichkolwiek przyczyn, pacjent aka Clint Barton nie doczekał by jej, umar z powodów limitów NFZ narzuconych na szpitale.
Odnośnie okładki, dodam jeszcze fakt, że Natasza wygląda na niej jak prostytutka, która jest na gościnnych występach u wujka Sama (czyli w USA), najbardziej się jednak dostało od rysownika Marii Hill, bo ten ktoś kto jest na okładce to nie ona, jest do siebie nie podobna, prędzej do głównego bohatera z filmu "Sala Samobójców" tak dziwnie, dla mnie osobiście wygląda.
RemiRose: W tym roku ukazała się masa wstrętnych okładek. Co roku jednak jako najgorszą okładkę typuję, któreś z dzieł Humberta Ramosa. W tym roku nie będzie inaczej. Wybór pada na Alpha: Big Time #5. Wszystko co złe w Ramosie skumulowało się w jednej okładce. Gwałty na anatomii, okropne twarze(czy Alpha podkreślał sobie oczy???), dziwne pozycje bohaterów.
Gil: Jakimś cudem udało się Romicie Juniorowi przemknąć pod moim radarem w kategorii najgorszego rysownika. A może jest tak kiepski, że nawet tam przegrał? W każdym razie, ta okładka rzuciła mi się w oczy, gdy szukałem kandydatów na gniota roku. Proporcje są straszne, anatomia - makabryczna, każda postać porusza się w innym kierunku, dynamiki brak zupełnie, a kompozycja jest tak kiepska, że skupia całą uwagę patrzącego na głupim kiju. I pomyśleć, że mu za to płacą...
grzgrzegorz: Najgorszą okładką według mnie jest ta z Guardians of the Galaxy vol. 3 #8.
wolvie111: Zrobiłem mały research i takie są tego wyniki.
Na wyróżnienie zasługują:
Avengers vol. 5 #13 - i tak dziwne, że Leinil tylko z wyróżnienie w tym roku, Cable and X-Force #14 - poza Hope, Captain America vol.7 #3.
A oto moje worst 3:
3 miejsce dla Uncanny Avengers #3 za okropne proporcje. 2 miejsce dla Captain America vol. 7 #5 za również okropne proporcje + okropna kreska podstarzałego artysty.  1 miejsce dla strasznie nieatrakcyjnej okładki z Uncanny Avengers #5. Pan Cassaday musi się wiele nauczyć jeżeli chodzi o atrakcyjne przedstawienie drużyny jako całości, bo to jest masakra. Nawet nie wiem co dokładnie... wszystko!
Darkbubo: Jak dla mnie najgorszą okładkę w ubiegłym roku mogliśmy znaleźć w Battle of the Atom #1. Szkaradne rysunki i wykonanie godne kogoś świeżo zaznajomionego z paintem.
Archie: Okładka Simonsona do Indestructible Hulk #6. Zamiast zachęcić do zakupu to odpycha.

 

 

Najgorsza scena

Demogorgon: Śmierć Nico w Avengers Arena #10, nieważne, ze to odczynili, ta scena przekroczyła granice dobrego smaku i była zwyczajnie obrzydliwa. Sposób w jaki Hopeless właściwie już fetyszuje zabijanie postaci kobiecych dla taniego szokowania w tamtym momencie osiągnął apogeum. Czytam czasami naprawdę odrażąjace rzeczy - jestem fanem BerserkaDevilmana i Battle Royale - ale tym byłem zwyczajnie zniesmaczony. Co moze meić coś wspólnego z tym, że do tej pory Arena próbowała albo dać postaciom w miarę nie brutalną śmierć, nawet jeśli rozciągała ją w czasie na całą stronę, jak z Red Raven, albo skryć ją w cieniu, a teraz nagle, dla niczego, prócz shock value, zrobili to. Godne pogard.y Takim komiksom i takim autorom powinniśmy powiedzieć stanowcze nie.
Krzycer: To straszne, że ktoś się bierze do pisania superhero, a w ogóle nie radzi sobie z choreografią walki. To nawalanie się pięściami przez ludzi z mocami dystansowymi, to całe "niech wisi w powietrzu i nawala energią, mniejsza o to, jakie ma moce" i cała reszta twórczego lenistwa wylewająca się z AvX, Avengers Bendisa i wielu innych dzieł skumulowała się w tym jednym ciosie z bańki.
Pewnie były gorsze i bardziej oburzające rzeczy (szkielecik Rogue, zabijanie dzieciaka w Captain America <o, dwie sceny od Remendera>), ale tanie szokowanie nie wkurza mnie tak bardzo, jak lenistwo i nieróbstwo wydawałoby się kreatywnych ludzi.
Czasami mam wrażenie, że odkąd Carey zajął się czymś w innym, w Marvelu nie został nikt, kto potrafi ogarnąć grupową walkę.
Gil: Powiedzmy sobie szczerze: W Arenie i Thunderboltsach jest dość takich scen, by zapełnić tę kategorię na parę lat, ale nie sposób wybrać z nich jakąś jedną, bo to jakby ze sterty nawozu musieć wybrać najbardziej śmierdzący bobek. Ale szukając kandydata natrafiłem ponownie na coś, od czego już wcześniej rozbolała mnie głowa: Uncanny X-Force vol. 2 #9 i scena, w której Fantomex i She-Fantomex uprawiają zapasy w pościeli. Clusterfuck all the way! Nie wiem, co trzeba mieć w głowie powyłączane, żeby w ogóle wpaść na taki pomysł...
Kminek: Najgorsza scena? To z pewnością moment, w którym Wolverine załatwia ciosem "z bani" Jean Grey w finale epickiej przygody, jaką z pewnością była dla wszystkich "Battle of the Atom".
Nie ma to jak dobrze rozplanować kadry podczas kulminacyjnej walki z najpotężniejszą telepatką w Universum. Pisałem już o tym haiku, ale nie będę go tu cytował. Lepiej spuścić na tą scenę, jak i całą miniserię, ciężką zasłonę milczenia.
Vóyek: Jak dla mnie najgorszą sceną roku była śmierć Rogue. Głupia i zbędna, nastawiona chyba tylko na shock Value. Co ciekawe w innych komiksach nikt tego zgonu nawet nie zauważył. To trochę pokazuje jak "ważną" serią jest UA.
Lotar: Mógłbym przytoczyć multum przykładów z AoAtom, X-Men: FC, czy też innych serii, ale mój głos padnie na wkroczenie Angeli do universum Marvela. Co to miało być?
Łukasz: Scena w której dziecko oddane pod opiekę Jubille lata po sali; w której toczą się pojedynki na śmierć i życie; w balonowej bańce przypominającej balon o smaku gumy truskawkowej, scena ta mogła by być nawet śmieszna, ale dla mnie nie jest, bo postać Jubille została w tym numerze, będącym zarazem częścią crossovera "Battle of the Atom" użyta w tylko w roli tej co ratuje dziecko w opałach, to pokazuje, że numery napisane przez Briana Wooda były jednak najsłabszym ogniwem tej historii, scenarzysta nie wiedział czym ma zapełnić kolejne kadry więc wymyślił coś tak debilnego. Scena z numer X-Men vol. 3 #6, jest totalnie durna, dla tego ją wybrałem.
wolvie111: Każda scena z "Battle of the Atom", gdzie występuje Wolverine.
Darkbubo: A ja wybieram taka scenę. Samą śmierć Parkera dałoby się jakoś znieść. Ale specjalne przekonywanie czytelnika, że pomimo wszystko to Doc jest lepszym Spider-Manem, a Peter przez te wszystkie lata tylko się wygłupiał już mi się - lekko mówiąc - nie spodobało.
Archie: Wszystkie sceny w których Slott sugeruje, że z wątku Octaviusa i MJ może coś być są obleśne. Dobrze, że jednak nie przekroczył tej granicy.

Stawka Zvalonów 2013 wypadła bardziej wyrównanie niż Avalonów. Thunderbolts vol. 2 i Steve Dillon wyróżnili się dwoma nominacjami. Na dobrą sprawę wybiło się tylko "Battle of the Atom", zdobywając cztery statuetki, z czego aż 3 za postaci (2xXorn+Wolverine).
Demogorgon i Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.