Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #337 (03.02.2014)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 3 luty 2014Numer 5/2014 (337)


Tak jak obiecałem tydzień temu, powracamy do ramówki poniedziałkowej. A w dzisiejszym numerze całkiem dużo pozycji ocenianych bardzo pozytywnie.

Avengers Assemble #23 (Inhumanity Tie-In)
Gil: Dziwna twarz Wolverine’a na okładce może nie wygląda zbyt zachęcająco, ale warto zajrzeć do środka, żeby trochę się pośmiać. Wizyta Spider-Girl trwa i nadal jest zaskakująco zabawna. Tym razem reszta grupy jest zajęta gdzie indziej, więc Anya wyrusza z Loganem na poszukiwanie zaginionego kokonu i o dziwo, stanowią całkiem zgrany duet. Jemu włączają się instynkty nauczycielskie, a ona jest wybitnie niepokorna uczennicą, więc starcie ze złoczyńcami ma dość niestandardowy przebieg. A tymczasem June przystępuje do kolejnego etapu swojego planu. Właściwie jedyna rzecz, do której mógłbym się przyczepić, to niejasne wrażenie, że motyw z jaszczuroludami, które stworzyła Convington, przypada gdzieś na okres, kiedy bujała się z Dark Avengers, więc nie do końca pasuje. Ale to akurat można powiedzieć o całym tym wątku, więc bardzo się nie czepiam. No i rysunki miejscami są dziwne. Ale i tak mocne 6/10 spokojnie mogę dać.
Krzycer: Brawa dla DeConnick i Ellisa za jeden z fajniejszych występów Wolverine'a ostatnimi czasy. A i Anya dalej fajnie się prezentuje. W ogóle to sympatyczna historia jest. Chyba najlepsza ze wszystkiego, co się dotąd w AA ukazało, ale umówmy się, że to nie jest trudne.

Cataclysm: Ultimates Last Stand #4
Krzycer: Ojejku jej. Pisanie eventów Bendisowi nie wychodzi. Im szybciej to się skończy, tym szybciej wróci do Ultimate Spider-Mana, gdzie jego miejsce.

avalonpulse0337a%20%5B1600x1200%5D.JPG Guardians Of The Galaxy vol. 3 #11 (ToJG Part 2)
Gil: Jest jeden zasadniczy problem z tym procesem Jean Grey – on już się odbył. Przecież w finale Dark Phoenix Sagi X-Men stoczyli honorowy pojedynek o życie Phoenix, który co prawda został przerwany, ale obie strony uznały go za dokonany. O ile więc Bendis szybko nie wyciągnie z rękawa jakiegoś asa w postaci tajnego planu Gladiatora, do którego to wszystko jest tylko pretekstem, to cała historia będzie stała na glinianych nogach. Ale podobnie jak we wstępnie z X-Men, tutaj również elementy wprowadzające są całkiem fajne. Poza wątkiem J-Son_of_a_bitcha, który od początku mi nie leży. Wizyta w Knowhere jest miłym akcentem i coraz bardziej podoba mi się dynamika duetu Gamora & Angela, a pozostałe składowe również niezłe są. Oczywiście wszystko kończy się w tym samym momencie, co drugie wprowadzenie, żeby ciąg dalszy mógł ruszyć stamtąd. Jest to w sumie całkiem fajny zabieg, bo zostawił miejsce na inne wątki, a jednocześnie poinformował czytelników, którzy mogli nie być świadomi crossa, że właśnie się zaczyna i dał im czas na nadrobienie. Sara Pichelli również spisuje się coraz lepiej, ale widać, że nie odrobiła lekcji na temat Knowhere. Dam solidne 6/10, ale na więcej ta historia musi sobie zapracować.
Krzycer: Ojejku jej. O jejku, jejku jej. Jest tu taki jeden kadr z Angelą, na którym Angela została niewiarygodnie skrzywdzona przez Sarę Pichelli. Ma tak wypchnięty biust, że wygląda, jakby to ciało nie miało głowy, a głowa należała do drugiej Angeli, stojącej za tą piersiastą. Koszmar.
A jeśli o fabułę chodzi to... nie ma tu wiele. Zabawna scena ze Starkiem. Dyrdanie Rady Galaktycznej, które nie mówi nam niczego, czego byśmy już nie widzieli. I w sumie tyle. W pierwszej chwili ucieszyłem się, że skoro mowa o Skrullicy-łowczyni nagród, to może Bendis sięgnął po Jazindę, ale teraz mam nadzieję, że to nie była ona.
Kminek: Sceny z Guardians - doceniam to, że w umiejętny sposób pokazano, było nie było, codzienną pracę drużyny. Podobała mi się scena ze Starkiem, a także sekwencja rozprawienia się z "drugą Gamorą". Dzięki temu żeńska część zespołu, po raz kolejny, udowadnia, że jej zadaniem nie jest tylko zachowanie parytetu w drużynie.
No i taki mały, żartobliwy szczególik - kosmici handlujący bronią mogą zdobyć wszystko, nawet klingoński bat'leth.
Co mi się nie podobało? Wątek Rady, zapowiadający "Trial of Jean Grey".
Dlaczego? Z jednej prostej przyczyny - powód tego całego procesu jest głupi.
Mam więc nadzieję, że coś poważnego kryje się za poczynaniami Imperatora Gladiatora ponieważ jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że gość, który jest wieloletnim przyjacielem X-Men, który wysyła swojego syna do szkoły noszącej imię Jean Grey nagle posądza niewinną dziewczynę za zbrodnie jej wersji z przyszłości. Delikatnie mówiąc, jest to irracjonalne.
Kuba G: Czy ten numer był lepszy od poprzednich? Był. Czy ten numer nie był tak zbędny jak poprzednie? No tu już pewny tak nie jestem. Bendis stworzył następny numer GOTG, którzy są bardziej załogą Millenium Falcon niż najpotężniejszą drużyną Marvela, ale ok, przez 12 numerów przywykliśmy i nawet lubię to. Ale nie jestem przekonany do tej lustrzanej historii w stosunku do numeru All-New X-Men. Ale ok, na początek to forma, którą mogę zaakceptować, szkoda tylko, że możemy przez to spodziewać się znów crossoveru gdzie naprawdę niewiele się wydarzy.

Inhumanity #2 (Infumanity Tie-In)
Gil: Okay, ja wiem, że to miało być coś osobnego, ale skoro zostało podłączone jako numer drugi pod Inhumanity, ciężko nie porównać go z poprzednikiem. A w porównaniu wypada bardzo słabo. Tam co prawda sporo było ekspozycji, ale przynajmniej pojawił się jakiś interesujący motyw i wyglądało nieźle. Tutaj rysunki są raczej paskudne, a treści w historii nie ma za wiele. Ot, Medusa musi się trochę ogarnąć po upadku Attilanu. Szkoda tylko, że ostatnio nie zwracała na niego zbyt dużej uwagi, siedząc w FF. I jeśli dobrze pamiętam, wcześniej pożarła się z Boltem o coś, więc teraz jej rozpacz wygląda na mocno chybioną. Tym bardziej, że zgubiła gdzieś również synalka, który ostatnio jak sprawdzałem, mieszkał razem z nią w Baxter Building. Tak więc, jest tu trochę zlepków wątków o zbieraniu się do kupy, ale nie bardzo widzę jakiś motyw przewodni, na którym coś można by zbudować. Nie bardzo było to potrzebne, a jeszcze mniej interesujące. Takie na 3/10.

Miracleman #2
Gil: Odsłona druga, nadal bez nazwiska twórcy na okładce. Ale przynajmniej ogarnęli się trochę i zostawili w spokoju goliznę Nie dało się zamalować, ani wyciąć bez wpływu na treść, co? Tymczasem, ja zdążyłem już wybiec trochę naprzód i mogę porównać sobie tę wersję z oryginalną. I pierwsze, co wyraźnie rzuca mi się w oczy, to inny układ odcinków składowych. We wcześniejszym wydaniu zbiorczym, które zdobyłem, po pierwszej połowie tego numeru była od razu cała konfrontacja z KidMM. Tutaj brakuje mi trochę płynności i mam wrażenie, że druga połowa zeszytu przywędrowała z zewnątrz. Czyżby Marvel kombinował, jak rozciągnąć starcie i sprzedać więcej? Nadal na plus zaliczę również odświeżone kolory i efekty graficzne, chociaż mam wrażenie, że nie wszędzie wyszło. No i nadal nie oceniam.

Night Of The Living Deadpool #2
Gil: It’s still Night Of The Living Dead with ‘Pool. Tylko teraz podkrada elementy Walking Dead i innych filmów z zombiakami. Ale czy ktoś spodziewał się, że Bunn da radę wymyślić coś nowego w tym temacie? Naaah... Okładka nawet fajna, ale spokojnie na niej można zakończyć tę znajomość. Ja nie mam ochoty na więcej, ale nie było to jakieś wybitnie złe, więc zostawię 4/10.

Revolutionary War: Knights Of Pendragon (one-shot) (RW Part 3)
Gil: Jak na razie, był to chyba najlepszy odcinek tej serii. Co prawda, śladów rewolucji nadal nie widać, ale przynajmniej jest zabawnie. Chyba najbardziej przypominało mi to nieodżałowanej pamięci CB&MI:13. Zestaw postaci niby klasyczny, ale podany w odświeżonej formie, dzięki czemu wydaje się jednocześnie znany i nowy. Sporo absurdalnego humoru, z końcówką, której nie powstydziłby się Monty Python. No i najważniejsze, że nie czuć dystansu i można ten numer przyswoić gładko właściwie bez żadnej wcześniejszej znajomości grupy. Jeśli po całym tym zamieszaniu ma się uformować jakaś flagowa grupa brytyjskich herosów, to zdecydowanie chciałbym, żeby te postacie znalazły się w jej centrum. I całkiem fajnie to wszystko wyglądało, więc nawet pokuszę się o niższe rejony 7/10.

Superior Spider-Man #26
Gil: Rozczarował mnie ten numer, ponieważ nie oferuje nic, oprócz garści waty wepchniętej pomiędzy koniec jednej historii, a początek drugiej. Z jednej strony mamy niby-finał konfrontacji z Avengers, z którego nic nie wynika. I w dodatku nie świadczy to najlepiej o Earth’s Mightiest jeśli przesłuchiwany ucieka im przez okno. Nawet go zresztą nie gonią, tak bardzo mają to gdzieś. Z drugiej strony, osią numeru jest starcie dwóch Goblinów, które byłoby nawet ciekawe, gdyby nie finałowy buzzkiller. Poza tym, sporo miejsca poświęcono na przekonywanie nas, że Zielony to stary dobry Norman, ale jednak nie zdjęli mu maski, więc pieniądze postawiłbym raczej na Normana, ale juniora. Zwłaszcza po tym jak nazwał Harry’ego swoim trzykropkiem. No i na koniec jest jeszcze ten przerywnik z Kacperkiem, w którym to odgraża się, że nie da się tak łatwo zabić... chociaż technicznie jest trupem od roku. A jeśli przy tym wszystkim weźmie się jeszcze pod uwagę fakt, że rysunki są strasznie nierówne, to więcej niż 4/10 nie będzie.
jdtennesse: Tak jak podobała mi się, ogólnie rzecz biorąc, Superiorowa wersja Spidera, tak ten numer jest trochę nudny. No bo co się w sumie wydarzyło? Trzy (no może cztery) rzeczy – wiemy na pewno, że Goblin King to Osborn senior; Peter walczy o powrót – to już wiedzieliśmy od jakiegoś czasu; Hobgoblin nie został zabity, lecz ukrywa się i tworzy sobie „zastępców”; aha – no i Superior odszedł z drużyny Mścicieli. Hę? To była (re)akcja Avengers? Albo jeszcze coś zrobią i to jest tylko przedłużanie, albo są beznadziejni. Nie podobały mi się zmiany rysownika co kilka stron – niby było to równoznaczne ze zmianą wątku, ale domyślam się, że ktoś się nie wyrabiał z robotą na czas… 4/10.

Thor: God Of Thunder #18
Gil: Tak, smok alkoholik to zdecydowanie poważny problem. W imieniu wszystkich wikingów, borykających się z tą patologią, chciałbym podziękować scenarzyście za odwagę i determinację, by poruszyć temat na forum publicznym. A tak naprawdę to... było przezabawne! Po koszmarnie wymuszonej poprzedniej historii, tutaj czuć autentyczną zabawę konwencją, zupełnie jakby Aaron sam chciał odreagować i jednocześnie dać nam taką szansę. Równie dobrze, można by wyjąć ten wątek z Malekithem z serii i udawać, że go nie było, a ten zeszyt sprawdziłby się jako bezpośrednia kontynuacja poprzedniej historii. Ale nie tylko treść jest tu wyjątkowa, bo i rysunkom należy się słowo uznania. Co prawda, nie mogę skojarzyć autora z innymi tytułami, a z czystym sumieniem mogę go pochwalić, bo grafika natychmiast obudziła we mnie skojarzenie z Thorgalem. Taki styl zdecydowanie bardziej pasuje do Thora, niż pastelowe kreskówki. Mam nadzieje, że seria utrzyma zbliżony poziom, albo jeszcze podniesie loty, bo znów dała mi sporo przyjemności. Tym razem dam solidne 7/10.

Thunderbolts vol. 2 #21
Gil: Wyobraźcie sobie, jak bardzo się zdziwiłem, gdy w pewnym momencie z prześlizgiwania się po tekście przeszedłem to czytania, a potem nagle poczułem ciekawość. Skąd to się wzięło? Otóż z faktu, że Soule postanowił skonfrontować swoich podopiecznych z nowym władcą piekieł. Yup! Guido The Lord of Hell! Teraz naprawdę jestem ciekaw, jak ten wątek poprowadzi, więc przynajmniej na następny numer jestem kupiony. I pewnie się rozczaruję, a potem będę psioczył, ale na tę krótką chwilę haczyk chwycił. Poza tym, całkiem nieźle wyszedł motyw umowy z Mephisto (bo niby czemu Boltsi mieliby być gorsi od Spider-Mana, nie?) oraz fragmenty dialogów, w których Ghost Rider wspomina o swoich kiepskich filmach. Niestety, nie zmienia to faktu, że nadal sporo tu głupot, w stylu pojedynku z piekielnymi włosami. Tak, to nie literówka – walczą z włosami w piekle. Gdyby autor tarował sobie takie cuda, a skupił się na plusach, które wskazałem, może jeszcze coś by z tej serii wyszło, ale nie chcę się łudzić. A rysunki są trochę lepsze niż zwykle w tej serii, chociaż nie nazwałbym ich jeszcze dobrymi. No dobra, niech wyrazem mojego ostrożnego optymizmu będzie na razie neutralne 5/10.

Uncanny Avengers #16
Gil: W porównaniu z poprzednimi numerami, ten nie był taki najgorszy. A to dlatego, że skupiał się na pojedynku między apokaliptycznymi bliźniakami, a duetem Cap & Thor i bitka sama w sobie była całkiem niezła. Problem mam jednak z backgroundem i to ciągle ten sam: seria miała traktować o zjednoczeniu Avengers i X-Men, podczas gdy ci drudzy od dawna robią za tło, a w tym zeszycie w ogóle się nie pojawiają. Nawet zaczęty wcześniej wątek Wandy robiącej coś z mutantami nie ma tutaj żadnego znaczenia, bo akcja całkowicie przenosi się na wspomniany już pojedynek oraz mózgowców, drapiących się po czołach i myślących, co by tu zrobić z Celestianinem. Swoją drogą, po co ta improwizacja, skoro problem jest wprost idealny dla Illuminati? Zresztą i tak już wiadomo, że wszystko zakończy się podróżą w czasie, więc całe to bulbotanie i sztuczny dramatyzm są daremne. Ale jak już wspomniałem, sama bitka daje radę i wygląda dość efektownie, więc skoro stanowi właściwie cały sens tego numeru, to mogę za nią dać 4/10.
Krzycer: Muszę przyznać, że ten numer zrobił na mnie wrażenie. Ładne walki, Thor daje piękny popis. Tylko jako fan mutantów mam nadzieję, że przed końcem historii mutanci jeszcze coś zrobią, bo teraz mamy teatrzyk z "prawdziwymi" Avengers w rolach głównych.
avalonpulse0337b%20%5B1600x1200%5D.JPGXavier83: To było świetne. Thor i jego: "I CARE NOT!" x 3 wypada perfekcyjnie. Najbardziej przemawia do mojej wyobraźni gdy Thor pochyla się nad ciałem Wandy i widać, że jest wkurzony na maksa gdy zamknął jej powieki. Z bocznych wątków wygląda na to, że Immortus ma swoją zbieraninę herosów oraz Kang ma swoją zbieraninę. Ciekawe jak to wykorzystają w finale. Jedyne co mnie zastanawia to ten wir energetyczny, w który Thor wpakował Uriela. On go wytworzył młotem czy on już tam był? Ocena 9,5/10.
Undercik: Z rozpędu znów sięgnąłem po Uncanny Avengers i chyba po raz pierwszy jestem wymiernie zadowolony z lektury. Co prawda historia nadal mnie nie wciąga, wszystko wygląda na to, że zostanie odwrócone, intryga mnie jakoś nie kupuje, rysunki jak na McNivena są bardzo kiepskie, jakoś nie do końca mi się to klei z timelinem (chociaż ten numer już trochę bardziej zaczyna pasować do 616NOW), ale nareszcie czytało mi się to dobrze. Zasługa jest tylko jedna. Tak dobrej walki, jak ta Thora i Kapitana z Apocalypse Twins dawno nie widziałem. Czołówka pojedynków we współczesnym Marvelu. Nie wiem jak to się zgadza z poziomami sił czy jakoś tak (nie jestem tego fanem, jak i nie jestem fanem Thora), ale mnie to kupiło. Takie tłuczenie się postaci chciałbym oglądać w innych komiksach. Zresztą Remender znalazł złoty środek i już tak nie eksponuje brutalności. Szkoda, że poza tym UA nie ma nic więcej do pokazania. Jeśli jednak poziom z tego zeszytu się utrzyma, to w moich oczach tytuł Remendera przestanie być jednym z największych rozczarowań Marvel NOW.
jdtennesse: Jeżeli tytuł jest jakąś wskazówką dotyczącą tego, co się stanie, to nasze obawy staną się rzeczywistością („Yesterday didn’t exist” dla tych, którzy nie czytali). Ale pomijając tytuł, to nie jest źle. Thor z pomocą Capa pozbywa się jednego ApoTwina, czyli jest szansa, że naukowcy teraźniejsi lub bohaterowie przyszli wkroczą do akcji i pomogą. W komiksie jest mało narracji, ale sporo akcji. Szkoda, że tylko Avengers mają okazję, żeby „się pokazać”, bo część Uncanny gdzieś zniknęła… Fajnie jest pisany Thor, jego pochylenie się nad Wandą, jego walka, jego złość i determinacja. Nawet rysunki są lepsze niż zwykle w tym tytule. Ostrożna ocena, przymykająca oko na wymowny tytuł. 6/10.

Uncanny X-Force vol. 2 #17 (Vendetta Part 4)
Gil: Waaait… To już? Tyle było bicia piany, bieganiny i bezsensownych utarczek, a cały cross rozstrzygnął się właściwie na kilku stronach? Da frag?!? Hope dźgnęła Bishopa, ale jak wiadomo, w tym świecie nadzianie na dzidę to tylko powierzchowna rana, więc ledwie poczuł. Ale za to wisząc na żerdzi, poczuł potrzebę prawienia morałów, tak samo zresztą, jak wszyscy obserwujący. A kiedy oni sobie gadali, cała reszta bandy przybyła z odsieczą w latającej furgonetce i w dwie minuty rozpirzyli tajną bazę Stryfe’a. Punkt kulminacyjny był strasznie kliszowaty i w dodatku rozbija się o taką drobnostkę, że podobno całe to miejsce było nadźgane neutralizatorami mocy. Ostatecznie to Stryfe został nadziany na pałąk, ale jak wiemy już z wcześniejszej lekcji, na pewno nic mu nie będzie. A nasi bohaterowie wrócili szczęśliwie do domu i znów wszyscy się lubią, chociaż burczą groźby pod nosem. I w tym momencie kończą się obie serie X-Force. Zupełnie bez sensu. O ile Spurrier nie postanowi kontynuować wątku wizji Cable’a (godpleaseno, godpleaseno...), możemy to wszystko zmiąć i wyciepnąć do kosza. Psylocke dla odmiany postanowiła nie wracać do szkoły... chociaż jest w niej w serii Wooda. Yeah, whatever... Pozostałe postacie zostały w ogóle w zawieszeniu i równie dobrze mogli je wysadzić z tego furgonu na środku pustyni. Aha, i znów zmienili rysownika. Tym razem na miłośnika bałaganu w oczach i końskich zębów. Czyli ogólnie crap i najwyżej 2/10.

X-Men: Legacy vol. 2 #23
Gil: Oczywiście, lekturę w tym tygodniu musiałem zacząć od Legacy. I jak zawsze się nie zawiodłem. Eskalacja sytuacji jest wprost idealna. Podbicie stawki jest nie tylko wiarygodne, ale wręcz epickie, dzięki temu, że pokazano zaangażowanie całego marvelowego światka. Spokojnie przeskakuje nawet to, co Hickman zrobił w finale swojej Fantastic Four. A to głównie dlatego, że świetnie wpasowuje się w wiodący temat serii i samą postać Davida. Jego legacy jest tutaj wyraźnym czynnikiem sprawczym, a to, co się dzieje idealnie ilustruje wypaczenie idei zjednoczenia Mutantów. Właściwie to sam nie wiem, czy bardziej chcę zobaczyć, jak z tego wychodzi, czy jak zawodzi... Wyobrażacie sobie Legiona, który byłby fuzją wszystkich Mutantów? Nerdgasm! Ale w tym zeszycie on jest bardziej ofiarą, a bohaterką jest Ruth, która jest po prostu boska! Świetny upgrade postaci i nowy design, ale z zachowaniem wszystkich charakterystycznych elementów postaci. No i mamy końcówkę, która wbija w fotel sprawiając, że ciąg dalszy chciałbym dostać natychmiast. Finał serii ma ogromne szanse dotrzeć na szczyt, a dzisiaj dostanie 9/10 i tytuł komiksu nie tylko tygodnia, ale i miesiąca.
Krzycer: Jeszcze nie skończyliśmy głosować na Avalony2013, a ja już mam kandydata do następnej edycji. A to przecież numer składający się niemal wyłącznie z narracji. Spurrier - mistrz!
jdtennesse: Nie wiem, czy jestem jeszcze obiektywny, ale jest to kolejny świetny numer. Nie dzieje się może dużo (dzieje się jedno duże – „pochłanianie” dusz wszystkich mutantów i jednoczenie ich w Davidzie), bo większość to narracja Davida, ale samą tą narrację czyta się świetnie. I jest może niewielkie wrażenie, że trochę to przeciąganie struny, żeby tak mało wydarzyło się na tak wielu stronach, ale nie mogę powiedzieć, żeby mi to przeszkadzało. Im więcej mogę czytać komiksów Spurriera, tym lepiej. I chyba nie chciałbym już zmiany rysownika, te rysunki tworzą niepowtarzalny klimat, dziwny, schizofreniczny, pokręcony… Jak zwykle nie mogę się doczekać kolejnego numeru, tym razem już zakończenia… 8/10.

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2014.01.29
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.