Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #207 - Scarlet Spider vol. 3 - Big Leagues TPB

lt%20203s.jpgScarlet Spider vol. 3 - Big Leagues TPB
Scenariusz: Chris Yost, Erik Burnham
Rysunki: Khoi Pham, Carlo Barberi, Marco Checchetto, In-Hyuk Lee, Paco Medina
Okładka: Ryan Stegman
Liczba stron: 136
Cena: 15.99$
Zawiera: Scarlet Spider vol. 2 #16-20, Superior Spider-Man Team-Up #2

GrayFox: To już trzecie moje spojrzenie na wydania zbiorcze z przygodami Kaine'a Parkera, nowego Scarlet Spidera, bohatera, który osiedlił się w Houston, daleko od wydarzeń mainstreamu i wielkich eventów. I z każdą kolejną recenzją coraz trudniej wymyślić mi, co napisać we wstępie. I to nie dlatego, że komiks zostawia mnie z kompletnie neutralnym wrażeniem, co to, to nie. Po prostu ciągle wydaje mi się, jakbym się powtarzał. Niestety, lektura wciąż utwierdza mnie w przekonaniu, że to moja ulubiona pajęcza seria. Nie przedłużając więc, przejdźmy do konkretów.

Trzeci wolumin przygód Scarlet Spidera, jest podzielony na trzy mniejsze historyjki, kolejno zawierające się w jednym, trzech oraz w dwóch numerach. Pierwsza jest lekką historyjką na corocznym rodeo w Houston, pełną przezabawnych sytuacji (a Scarlet Spider poruszający się konno, używający pajęczyny jako lassa był wręcz epicki). Druga stanowi pociągnięcie wątku Ligi Zabójców, gdzie gościnny występ zalicza Wolverine. Trzecia natomiast jest nieuniknionym spotkaniem Kaine'a z Peterem...a przynajmniej Kaine myśli, że to Peter, nie wiedział bowiem o przegranym przez Parkera starciu z Octaviusem, w którym stawką było ciało oryginalnego Spider-Mana. Tytuł wydania zbiorczego zawiera więc dokładnie to, na co wskazuje - klasyczne team-upy Scarlet Spidera z jednymi z najpopularniejszych bohaterów, prawdziwymi grubymi rybami uniwersum Marvela.

Za wszystkie skrypty nieprzerwanie odpowiada Christopher Yost, wyjątkiem jest tylko dwudziesty numer regularnej serii Scarlet Spidera, gdzie pomagał mu Erik Burnham. Wszystkie nie schodzą poniżej pewnego poziomu, każda z trzech zawartych w albumie historii ma swoje poważne zalety. Na pierwszy plan jak zwykle wybijają się świetne kreacje postaci i ich wzajemne relacje, fantastycznie pisana jest Aracely, fenomenalne relacje między Wolverine'em i Kaine'em, a także niespodziewane i dobrze poprowadzone spotkanie Superior Spider-Mana ze swoim klonem. W pierwszych dwóch historiach znalazło się też sporo miejsca na potężną dawkę humoru, która jednak była odpowiednio dawkowana, przez co sprawdzała się wyśmienicie w opowiadanych historiach. Najmniej podobała mi się ostatnia zawarta w albumie opowieść, ale to ze względu na moją skrajną niechęć względem postaci Superiora, niż jakiejś niezgrabności w samym opowiedzeniu historii. Natomiast wspólna przygoda Kaine'a z Wolverine'em jest chyba najlepszą, jaka pojawiła się dotychczas w tej serii.

Rysunki to w tym numerze prawdziwy rollercoaster estetycznych doznań, ale to nieuniknione w momencie gdy za tworzenie tego albumu odpowiadało tak wielu różnych artystów. Pierwszą historię zilustrował nie kto inny, jak "uwielbiany" przeze mnie Khoi Pham. Całe szczęście był to tylko jeden numer, a rysunki Phama sprawiały nawet dziwne wrażenie, jakby autor się do nich miejscami przyłożył. Historia z Assassin's Guild ilustrowana była przez Carlo Barberiego, którego styl jest nieco podobny do Ryana Stegmana z pierwszego albumu, tylko nieco bardziej pokręcony. Postaci są kreskówkowe, rysownik nie stronił od ostrych linii i dziwnych rozwiązań anatomicznych w postaci na przykład niekiedy malutkich rączek. Niemniej kupił mnie fajnym przywiązaniem do ciekawych detali, jak na przykład zagięcia materiału na kostiumie Kaine'a.

Opowieść o spotkaniu z Superior Spider-Manem to najdziwniejszy potworek jakiego widziałem. Ta złożona z dwóch numerów prosta historyjka rozgrywała się na łamach dwóch serii - pierwsza część ukazała się w Superior Spider-Man Team-Up #2, druga na łamach dwudziestego numeru regularnej serii Scarlet Spidera. O ile ten pierwszy przeze mnie wymieniony miał najlepsze rysunki w albumie, których autorem jest wyśmienity Marco Checchetto, tak drugi miał..."coś" czego autorem jest In-Hyuk Lee. To "coś", to tak zwana realistyczna grafika uzyskana w pełni za pomocą programów komputerowych. Nie jestem fanem grafiki tego typu w komiksach, zawsze wolałem bardziej tradycyjne rozwiązania (choć i od tej reguły są wyjątki), z tego powodu rysunki w tym numerze nie przypadły mi do gustu. Być może styl pana Lee znajdzie jakichś zwolenników, czuję się jednak zobligowany by ostrzec - żaden z niego Dell'Otto, Crain czy Djurdjevic. Epilog do tej historii narysował z kolei Paco Medina, który jak ma dobry dzień, to potrafi zaserwować fajną, kreskówkową oprawę i w tym miejscu udało mu się to bardzo dobrze.

W ramach podsumowania tradycyjnie odpowiem na pytanie, czy według mnie warto zwrócić uwagę na ten komiks. Myślę, że już po lekturze tych kilku skleconych zdań domyślacie się, jaka jest moja odpowiedź. "Big Leagues" dostaje ode mnie cztery i pół pajączka na pięć i znaczek jakości . Polecam z całego serducha.

lt_45pts.png
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.