Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #336 (28.01.2014)

avalonpulse0.png
Wtorek, 28 styczeń 2014Numer 4/2014 (336)


Okazuje się, że tradycją styczniową jest by Pulse ukazywał się we wtorki. A że na szczęście to już ostatni wtorek w tym miesiącu, to miejmy nadzieję, że od lutego wszystko powróci do poprzedniego stanu. Zapraszam do lektury.

All-New Invaders #1
Gil: Niektórzy już po zajawce przepowiadali fail tej serii, ale ja wolałem zaczekać do premiery. Teraz jednak mogę przyznać im rację – ta seria to niewypał. W pierwszym numerze nie ma nic, co mogłoby zainteresować czytelnika. Skupia się na Jimie i jego nudnym, udawanym życiu jako mechanik samochodowy w jakiejś zabitej deskami dziurze, które zostaje przerwane atakiem Kree, szukających jakiegoś McGuffina. Potem zza krzaka wyskakują Cap i Bucky and the team is born. Tylko czy przypadkiem Winter Soldier nie powinien byś tak głęboko under cover, że nawet Cap nie wiedział, że nadal żyje? Ale największą słabością pomysłów jest przeciwnik – klasyczny przykład łotrowskiego munchkinizmu. Przez parę numerów będzie nie do pokonania, a potem bum i po ptokach. Jedyne co podobało mi się jeszcze mniej, to rysunki, które są strasznie generyczne i nienatchnione. Na „dobry” początek dam 3/10 i niech szybko zdechnie.

All-New X-Factor #2
Krzycer: Na razie największym zaskoczeniem w tej serii jest to, że na otwarcie dostaliśmy dwuczęściową historię (zamiast tradycyjnego, przygotowanego pod trade'a sześcioodcinkowca). Następnym to, że PAD postanowił zacząć od sprzątania jednego z otwartych wątków z poprzedniego X-Factor. Choć otworzył go ładnych parę lat temu.
Trzecim z kolei jest to, że... dostaliśmy takie typowe superbohaterskie łubu-du. Które w poprzednim X-Factorze zdarzało się rzadko. Czy to tylko taki rozruch na dobry początek, czy może w tej serii PAD zamierza trzymać się bliżej superbohaterskich standardów? Trudno powiedzieć.
Na razie mogę powiedzieć tyle, że podobał mi się ten numer. Przy lekturze czułem - za przeproszeniem - "flow" którego brakowało mi w #1. Coś więcej będzie można powiedzieć, gdy w serii pojawi się fabuła, na razie obecna w śladowych ilościach. Tymczasem czekamy na drugą połowę drużyny, a w bliższej perspektywie na kocie sieroty po Mystique.
Gil: No dobra, zrobiło się trochę ciekawiej. PAD sięgnął do jednego z wątków wczesnej ery reinkarnacji X-Factor, wyciągając trzy postacie, którym Quicksilver zrobił kuku kiedy... ehm... nie był sobą. Mam też wrażenie, że w tym samym czasie widzieliśmy już jakiegoś Hoffmana, ale nie mam akurat jak sprawdzić, więc mogę bredzić. I wszystko fajnie, tylko zdawało mi się, że Aaron już używa Abyssa w swoich pirackich harcach i nie do końca mi się to składa w całość. Chociaż, o ile dobrze pamiętam, tam jego imię nigdy nie padło, więc równie dobrze może być jedno z wielu dzieciaków Azazela. I chociaż ten wątek robi się ciekawszy, to nadal trudno mi poczuć samą drużynę. Na przykład to, że Gambit tak po prostu dał się wbić w żółty korporacyjny dresik. Chyba potrzebują jeszcze trochę czasu, żeby się zgrać, jak ich poprzednicy. Albo zwyczajnie dobór postaci jest mało naturalny. Cóż, jeszcze poczytamy i zobaczymy, a tymczasem niech będzie 6/10.

avalonpulse0336a%20%5B1600x1200%5D.JPGAll-New X-Men #22
Krzycer: Aż do pojawienia się szturmowców Kree było to bardzo fajne. Gdy pojawili się szturmowcy Kree zrobiło się chaotycznie - do tego stopnia, że chwilę mi zajęło zrozumienie, że szturmowcy Kree uprowadzili tylko Jean.
A potem wpadli Strażnicy Galaktyki, utwierdzając mnie w przekonaniu, jaki ten crossover jest przypadkowy.
Na koniec pytanie tygodnia: gdzie do cholery jest dorosły Cyclops i jego banda?
Gil: Kolejny całkiem przyjemny numer, w którym nastoletni X-Men mają okazję pozachowywać się nastolatkowo i na chwilę zatrzymać, by obgadać niedawne wydarzenia. Tego typu elementy zawsze dobrze Bendisowi wychodzą, więc i tym razem fajnie się czyta tę ich dyskusję. Poza tym, spędziłem chyba 20 minut, wpatrując się w jeden panel, na którym Beast próbuje rozpisać na tablicy zawiłości linii czasowej. Dla odmiany druga część zeszytu, od pojawienia się stormtrooperów Shi’Ar, zleciała mi błyskawicznie. Bitka jest niezła, ale przy braku dialogów mija bardzo szybko, a potem nagle zza krzaka wyskakują Guardians. Trochę spóźnieni, ale właśnie w tym zawiera się cały urok tej sceny. No i jest to całkiem fajna rozkładówka. Ale mimo wszystko, trochę słaby ten haczyk i mogli się postarać o jakieś silniejsze uwikłanie ich w fabułę. Może jeszcze coś fajnego wyjdzie z tego crossa, jeśli zachowa poziom miodności, bo tym razem czytało się bardzo fajnie. Dam nawet 7/10.
Kuba G: Wróciłem na chwilę do czytania X-Men Bendisa tylko z powodu crossoveru z GOTG i nadziei, że będzie lepiej niż w Battle Of Atom. I w sumie mógłbym tylko powiedzieć tyle, że jest dokładnie tak samo jak w tych numerach BOTA, które działy się w All-New i tak jak w prawie każdym wcześniejszym numerze tej serii. Dzieciaki gadają, rozkładają na części swoje osobiste problemy i sytuację w jaką zostali bezwiednie uwiązani, w połowie numeru ktoś ich atakuje, a pod koniec wchodzi trzeci gracz (w tym wypadku właśnie GOTG). Aha. Super... gdyby nie to, że Bendis umie pisać małolatów, a Immonen rysuje tak, że byłby chyba w stanie uratować nawet scenariusze Waya i Bunna to jestem zadowolony całkiem. Mimo, że nie dostałem absolutnie nic chociaż odrobinę nowego i emocjonującego.
 
Avengers vol. 5 #25
Krzycer: Ojej. Hm. Najlepsze, co mogę powiedzieć o tym numerze, to to, że zainspirował mnie, by jeszcze raz obejrzeć odcinki Justice League z "Lordami Sprawiedliwości". (A jak już zacznę, to pewnie po raz n-ty obejrzę całą sagę Cadmus, bo to jedna z najlepszych telewizyjnych historii o superbohaterach).
A tak konkretnie, to mam wrażenie, że Hickman zgubił wątek po Infinity. A przynajmniej ja jako czytelnik czuję się zagubiony.
Gil: Nie czytałem zapowiedzi i nie widziałem previewsów, więc na początku dałem się zaskoczyć martwym Pymem, chociaż szybko się domyśliłem, że jakieś inne rzeczywistości lub podróże w czasie są tutaj na rzeczy. Okazało się, że jedno i drugie na raz. W sumie to fajnie, że Hickman przejmuje AIM po tym jak inni podbudowali ich pozycję, bo nie ma wrażenia, że bierze się to znikąd. Inna sprawa, że naprawdę mają pecha, tak od razu trafić na Avengersów z innego świata. Czy może raczej powinienem powiedzieć All-New Avengers? Bo nie da się ukryć, że takie jest moje pierwsze skojarzenie i zastanawiam się, ile jeszcze wersji postaci z lat 60 przecieknie do aktualnych czasów? (ekhm-amazingspiderman-khm-khm!) No i nie jest to zbyt oryginalne, żeby były to akurat jekieś ywil wersje, które chcą przejąć nasz świat. A czy wątek Avengers World nie powinien się znaleźć w tej drugiej serii? No, ale przynajmniej przeniesienie narracji na Maryśkę Hill wyszło fajnie. I nawet rysunki Larroci wyszły trochę lepiej niż zwykle. Ale dopóki nie przekonam się do tego pomysłu, zostanę przy ocenie 6/10.

Avengers World #2
Krzycer: O, cały numer o Izzy. Super. Choć wolałem wersję, że jest wnuczką "tamtego" Dana Dare'a, więcej szczegółów nie było mi potrzebne. Przyjemne czytadło - tylko tyle i aż tyle.
Gil: Tym razem okazało się ku mojemu zaskoczeniu, że ta seria poradziła sobie nawet lepiej od macierzystej. Po pierwsze, bardzo polubiłem Izzy, a to na niej skupia się ten zeszyt, więc już jest plus. Tym większy, że zapowiada się jakiś upgrade postaci. Bardzo fajnie przedstawione jest AIM i ich strategia. W Secret Avengers od roku próbują zrobić z nich poważne zagrożenie, a tutaj wystarczyła jedna konkretna scena. „We’re not the bad guys... Oh wait – we are!” Fajnie rozegrane. Po prostu fajnie i to wystarczy. Trochę szkoda, że chwilowo odłożony został wątek martwego miasta, ale jeśli zajmie większość następnego numeru, też będzie fajnie. Poza tym, całość była bardzo fajnie narysowana, ale to już norma u Casselliego. Czekam na ciąg dalszy, a teraz wystawiam 7/10.
Demogorgon: Chciałbym wam wszystkim powiedzieć, że to była wciągająca, fantastyczna, nietuzinkowa i intrygująca lekturą. Chciałbym wam powiedzieć, że przedstawiła ona postać drugiego szeregu tak dobrze, że od razu zapałałem do niej miłością, jak Superior Foes of Spider-Man zrobiło z Beetle. Chciałbym wam powiedzieć, że Hickman i Spencer połączyli najlepsze ze swych warsztatów i zaskoczyli mnie świetną intrygą z dobrym zwrotem akcji, dowodząc, że mogą stać się równie dobrym duetem co Pak i Van lente albo Slott i Gage. Chciałbym powiedzieć, że jest to komiks tak dobry, że zmusza mnie do zmiany mojej opinii o Avengers jako kreatywnej próżni.
Chciałbym, ale nie mogę, Bo ten komiks ssie.
To pokaz znanych, nudnych, przewidywalnych klisz, który czyta się jak odcinek G.I.Joe albo innego serialu, wystarczy tylko zastąpić A.I.M. Cobrą a Sen z Nieskończonych...znaczy się, Enthropic Mana, Cobrą-La. Zerowy wysiłek został włożony w uczynienie tej historii czymś więcej niż setnym już chyba w fikcji razem, gdy widzimy jak złoczyńca, zapewniając jakim to jest dobrym gościem, nim okaże się, ze wcale nie jest, a potem oczywiście poddaje nieświadomą ofiarę praniu mózgu i transformacji bo...bo bardziej nie dało się z tego zrobić historii jeszcze bardziej kliszowatą. Nick Spencer jakoś próbuje się miotać i wesprzeć to flashbackami w stylu Morning Glories, ale niestety, WIELKA EPICKA FABUŁA Jonathana Hickmana nie pozostawia wiele miejsca na cokolwiek, niż wypełnienie nawet tego zestawem klisz i zużytych motywów, które widzieliśmy częściej, niż można zliczyć.
Ogólna ocena: miernota. Dam szansę walce Shang-Chi z Gorgonem a potem pewnei rzucę to w diabły. Avengers po raz kolejny dowodzą, ze są synonimem badziewia.

Black Widow vol. 3 #2
Gil: Nic się nie zmieniło od pierwszego numeru. Rysunki fajne, fabuła banalna, treść generyczna, postać dwuwymiarowa, przeciwnicy bezwymiarowi, humor płaski. Nic interesującego, chwytliwego, czy choćby trochę zabawnego. Równie dobrze można by podstawić dowolny zestaw innych postaci i nic by się nie zmieniło. Naprawdę, oprócz rysunków nie widzę tu nic wartego uwagi. Spróbuję jeszcze raz, a potem pewnie dam se siana. Tymczasem 3/10, już podciągnięte za grafikę.
Kuba G: Hmmm, myślałem, że w drugim numerze zacznie się już rozstawianie pionków ale albo jest to na tyle subtelne, że tego nie zauważam, albo Edmondson jednak skupi się na jednonumerowych sprawach. To dalej nie była zła lektura, jeżeli zestawi się to z większością występów Natashy min. z Secret Invasion, ale niestety zaczynam widzieć, że miałem zbyt duże oczekiwania chyba po serii bo liczyłem, że z drugim numerem będę już maksymalnie wkręcony w historię. A tak nie jest. Niestety najlepiej z całego numeru zapamiętałem nową twarz biznesowego reprezentanta Black Widow. Serię będę kupował dalej, tak przynajmniej do zamknięcia pierwszych 6 numerów, ale liczę na coś więcej niż dostałem teraz.

Cable And X-Force #19 (Vendetta Part 3)
Krzycer: ...nie cierpię Stryfe'a. Nie mogę go polubić. Przez niego nie potrafię się zachwycić X-Cutioner's Song tak, jak zachwyca się nią spora część fanów.
Ale tutaj mu - a razem ze Stryfe'em, Hopelessowi - wyszło. Ostatnie strony i szydera z Cable'a zrobiła na mnie wrażenie.
(Za to przez resztę komiksu Stryfe był równie wkurzający, co zwykle. Reszta obsady, z Boom Boom i Puckiem na czele, też.)
Gil: Dzisiejszą Ulicę Sezamkową sponsorowało pojęcie „double standards”. Bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że Forge dostaje z miejsca rozgrzeszenie za próbę zniszczenia świata, a nad Bishopem biją pianę przez całą serię? I nawet nie mówię tutaj o samych postaciach, bo te zachowują się, jakby zupełnie ich to nie obchodziło (zwłaszcza Storm, które podobno była sumieniem grupy). To autorzy ewidentnie zlewają jeden wątek, jakby poruszali go tylko i wyłącznie dlatego, że gdyby tego nie zrobili, posypałyby się karcące komentarze. Jeśli o mnie chodzi, to zupełnie tego wyjaśnienia nie kupuję. Tak samo nie przemawia do mnie pseudodramatyzm faceta w kolczastym garnku i jak to on wszystkim próbuje dać nauczkę. Ja wiem, że praktycznie całe jego istnienie opiera się na tej telenoweli, ale jakoś dało się to w miarę logicznie zrobić w X-Cutioner’s Song, więc tutaj nie mają wymówki. No i oczywiście każą nam wierzyć, że Hope ubiła Bishopa, więc tym bardziej gotów jestem się założyć, że tak się nie stało. I jeszcze bardziej oczywista oczywistość: grupy, które przed chwilą się tłukły, teraz są najlepszymi kumplami i nie dziwi to nawet Spiral, która wypadła w czasie bitki. Zdaje się też, że znów zmienili rysownika i prawie trafili w temat, bo ten chyba uczył się w szkole anatomii Roba Lifelda. Takich pozycji żadna ludzka istota by nie wytrzymała. Innymi słowy, wciąż nie wzlatujemy ponad poziom 3/10.

Captain America vol. 7 #15
Gil: I call bullshit! Znowu... Remender próbuje nam sprzedać teorię o tym, jak to prezesi korporacji są odpowiedzialni za całe zło tego świata, jednocześnie próbując usprawiedliwać tych, którzy realnie brudzą sobie ręce, bo tylko wykonywali rozkazy. Jasne – najłatwiej jest obwiniać tych u władzy. Ale jeśli chce się ukazać to wszystko wiarygodnie, nie wolno zapominać, że istnieje cała wielka piramida wzajemnego obsrywania, która sprawia, że w rzeczywistości osoba na samym szczycie nie ma pojęcia o tym, co dzieje się na samym dole, chociaż teoretycznie o tym decyduje. Łatwo zapomnieć, że poza poziomem lokalnym, ludzie zamieniają się w miejsca, fabryki w projekty, a to wszystko kończy jako wykresy i słupki gdzieś o wiele dalej. A jednak równocześnie używa wyświechtanej gadki żołnierzy: ja tylko wykonywałem rozkazy. Niby czemu oni mają prawo do takiego usprawiedliwienia, a pracownik innej niż armia korporacji go nie ma? Nad tym pewnie już się nie zastanawiał, bo za bardzo był zajęty tworzeniem nowego pseudo-komunistycznego zagrożenia. Ale i tutaj zapomniało mu się (albo raczej nie zadał sobie trudu, żeby sprawdzić), że dzisiejsze Chiny z komunizmu czerpią już tylko nazwę. No dobra, a co jeśli pominąć cały ten ideologiczny bełkot? Okazuje się, że to całe Weapon Minus to jeden ludek, który zmieszał serum superżołnierza z LSD. W innym wydaniu może i bym się cieszył na taki pomysł, ale tutaj już się boję, bo przewiduję, dokąd to zmierza. Powinni dać tę serię komuś, kto mocniej stoi na ziemi. A tymczasem dam 2/10.

Cataclysm: Ultimate X-Men #3
Krzycer: Po co był ten tie-in? W sumie po nic, poza tym, że pożegnaliśmy Ultimate Pixie. Chyba, że nowa, heroiczna postawa Rogue (...a przynajmniej jej flirt z Novą/Marvelem/Rickiem) zostanie odzwierciedlona w głównej mini*, o czym przekonamy się dopiero w następnym numerze głównej mini.**
*- Nie wiem, co jest nie tak z tym eventem, ale na dłuższą chwilę w ogóle zapomniałem, że toto ma główną mini. Choć problem może leżeć w tytule - ponieważ główna mini ma podtytuł i nazywa się "Cataclysm: Ultimates' Last Stand" to widząc ją w zapowiedziach myślałem, że jest kolejnym tie-inem.
**- A propos. Dotąd w zapowiedziach Cataclysm #4 domyślnie martwa postać w ramionach Milesa była zacieniowana. Była już oficjalna zapowiedź tego trupa, czy Marvel kolejny raz odstawił fuszerkę, pokazując, że to Ultimate Prezydent Cap?

Hawkeye vol. 4 #16
Kuba G: Naprawdę cieszę się z każdego numeru Fractiona, który oscyluje w okół Kate (i jej powoli tworzącej się galerii antagonistów i postaci drugoplanowych). Nie licząc kwestii braku Aji mam wrażenie, że Fraction mógłby już w ogóle porzucić Burtona i NYC. Te historie są zabawne, ciepłe, całkiem oryginalne i co najważniejsze, są następnym ewenementem w dzisiejszym mainstreamie superhero (po ciuchu liczę, że nowa Ms. Marvel ma podobny klimat ale o tym przekonam się dopiero jak wyjdzie TPB). Jeżeli o mnie chodzi to Fraction mógłby porzucić pisanie innych rzeczy w Marvelu byle by jak najdłużej mógł pisać tę serię. Nawet z tą niedorzeczną numeracją. Aha, na koniec, uwielbiam popkulturowe nawiązania w tym co pisze Fraction, uwielbiam (a w tym numerze praktycznie co strona mamy następny pop-punchline). Numer tygodnia od Marvela. Bez dwóch zdań.

Indestructible Hulk #18
Kuba G: Naprawdę szkoda, że to nie Waid pisze Avengers A.I. bo trzeba mu przyznać, najpierw w Daredevilu, a teraz w Hulku potrafi wsadzić Hanka Pyma jako postać drugoplanową i zrobić z niego postać, którą naprawdę chce się czytać. I pokazać go jak prawdziwego geniusza. Takiego, który w końcu zostaje pokazany jako ktoś bardziej błyskotliwy niż Tony Stark i Beast... mimo, że dzieje się to w komiksie gdzie to przede wszystkim Banner miał być tak pokazany. To w sumie mój ulubiony aspekt tego numeru, który podobał mi się w całości aż do ostatnich stron gdzie właściwie nie wiem co mam myśleć. Nie chodzi mi nawet o przemianę jednego z naukowców Bannera (bo to oczywiście jest kapkę naciągane, ale taka konwencja) tylko o problem czym właściwie się stał. Niestety z oceną tego będę musiał poczekać do następnych numerów.
Gil: Przez te kombinacje z kropkami i wepchnięcie między nie annuala, zdążyłem się już trochę pogubić w fabułach... Zajęło mi więc parę stron, zanim załapałem ponownie, który wątek czytam i mogłem znów się w niego wczuć. Co byloby łatwiejsze, gdyby co chwilę nie pojawiał się jakiś zwrot, albo przeskok. W końcu zapamiętałem z tego tyle, że jeden z asystentów Bannera zinhumanizował się zębacza i ma jakąś bliżej niesprecyzowaną, ale niestandardową moc. Może wyjaśnią to bardziej przejrzyście w następnym numerze. W tym dla odmiany największym plusem są rysunki, które przywodzą na myśl początki serii i mogą już takie pozostać do końca. Bo reset numeracji już niedługo. A tymczasem dam 5/10.

Iron Man vol. 5 #20 (Inhumanity Tie-In)
Krzycer: Drugi numer z rzędu muszę zapytać: po cholerę pierścieniom nosiciele? I wciąż czekam na odpowiedź.
Tymczasem dostaliśmy origin Exile'a. No i fajnie. Teraz zobaczymy, czy za parę miesięcy będę jeszcze pamiętał, kim do cholery jest Exile.
Gil: No, przynajmniej Gillen wysilił się na tyle, żeby jakoś nawiązać do Inhumanity, którą mu wmusili i zamiast przerywać swoją historię, scalił ją z eventem. Dobrze to świadczy o jego umiejętnościach i wyczuciu sytuacji, bo wcale nie wygląda, jakby ktoś przyszedł do niego i wymusił temat. Oczywiście teraz już zupełnie nie da się uniknąć skojarzenia z Władcą Pierścieni, bo na widok tego czarnego rogacza „ash nazg burzum-ishi...” samo ciśnie się na usta. Historia tego ludka może nie jest jakaś powalająco oryginalna (dzieciak z patologii, który dostaje power-upa, więc postanawia skorzystać i wyrabia sobie grudge’a na punkcie bohatera, który akurat się napatoczył, by winić go za wszystko), ale ma parę fajnych szczegółów, właśnie dzięki elementom Inhumanity. No i przydała mu się zmiana wyglądu, bo na wczesnym etapie wyglądał nieciekawie. Aha, fajna była też scenka, w której pierścień analizuje potencjalnych nosicieli. Niektórzy z pewnością byliby ciekawsi. Rysunki tym razem trochę słabsze niż ostatnio, ale na całkiem niezłe 6/10 wystarczą.

Mighty Avengers vol. 2 #5 (Inhumanity Tie-In)
Krzycer: Jak się miło patrzy, jak Spock zbiera bęcki. Tymczasem wcale-nie-Blade nie potrafi grać zespołowo, Monica kozaczy, a wraz z przybyciem She-Hulk (i odwrotem Spocka) zespół w końcu jest w na-razie-ostatecznym składzie. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że... Czterech-Rządzących-Z-Mrocznego-Kąta na razie wydają się niezwykle nieciekawymi przeciwnikami. Ale może Ewing coś wymyśli, żeby mnie przekonać, że się mylę.
A, no i wciąż czekam, aż Land zostanie wyegzorcyzmowany z tego tytułu.
A w ogóle, skoro już zacząłem koncert życzeń, to byłoby fantastycznie, gdyby Marvel opanował swoją politykę nazewnictwa, przechrzcił ten tytuł na "New Avengers", a "New Avengers" na "Illuminati", bo wciąż mnie to drażni.
Kuba G: Mój problem z tym komiksem jest jeden, to nie Heroes For Hire. Możemy udawać, że zbieranina bohaterów drugiego obiegu, z mniejszości etnicznych, trochę innym M.O. niż reszta Avengers i z Cagem u steru to bardziej komercyjne Heroes For Hire. Nie. Stety niestety, ta seria to konsekwentna próba pokazania jak Cage zmienił się dzięki New Avengers (i może Thunderbolts) i jak bardzo nie pasuje już do swojego wizerunku z HFH. Ale najważniejsze... Mighty Avengers to dalej sprawnie pisany, zabawny rozrywkowy komiks superhero, który odważnie łączy sporo wątków nie wpadając jeszcze w chaos. W sumie to chyba jedyny tytuł z Avengers w tytule, który obecnie będzie oferował rozrywkę na poziomie, nawet jeżeli będzie to głównie śmiech.
Gil: Mamy tutaj dwa wątki wiodące: Mr. & Mrs. Cage versus The Superior Asshole-Man oraz Ghettovengers versus Black Widow Wannabe. Oba są okropne jeśli rozpatruje się je jako większy obrazek, ale mają parę fajnych momentów. Prowadzenie Pająka jest przesadnie ekstremalne i przestaje się mieścić w granicach śmieszności bardzo szybko. Wejście Shulkie całkiem udane, ale wrażenie psuje mi seria landowych kadrów z uwydatnieniem jej tyłka. Domknięcie wątku mocno wymuszone, byle jakoś wypisać z serii Superiora. Ten drugi wątek ciut ciekawszy, chociaż pełen zbiegów okoliczności, które dziwnym zbiegiem okoliczności doskonale pasują do założen fabuły. Zastanawia też, dlaczego niby tutaj Attilan jest zupełnie pusty, skoro inne tytuły pokazują, że uwijała się przy nim cała banda herosów? I po raz kolejny przypakowują tutejszy narybek, a motyw z nadmuchiwaną ręką Power Mana rozbawił mnie do łez, chociaż pewnie nie takie było założenie. Nadal uważam, że jest jakiś potencjał w tych wampirach (bo ostatecznie do tego się sprowadza) i nawet zgadza się to z najbardziej antyczną historią Marvela. Szkoda, że składowe elementy są takie kiepskie i rysunki raczej odrzucają. Powiedzmy, że wyciągnę na 4/10.

Superior Spider-Man Team-Up #9
Gil: Heh, nie wiedziałem, że Punisher ma przełącznik, którym można mu wyłączyć opcję hardcore. Nie wiedziałem też, że nosi przy sobie zapas gumowej amunicji na wypadek, gdyby musiał team-upować z kimś cierpiącym na przerost kręgosłupa moralnego. Ale najwyraziej tak jest. Yeah whatever... Akurat ta postać zupełnie mnie nie obchodzi chyba, że mogę wytknąć jej śmieszność. A teraz druga zabawna rzecz: Superior nawet nie zauważył, że pod nosem wyrósł mu taaaki Goblin. To jednak jest dla odmiany całkiem nieźle wyjaśnione w końcówce zwrotem akcji, który wiele tłumaczy. Ot, choćby tych bezimiennych minionów, których zachowania i intencje tyle razy wskazywałem jako bezsensowne. Teraz nagle nabierają sensu i znaczenia. Ostatecznie, wypada to całkiem fajnie, chociaż nie da się ukryć, że spora część zeszytu to przede wszystkim wzajemne granie sobie na nerwach. Rysunki znów fajne, tylko zastanawia mnie, jak ten koleś ukrył tyle dyniobomb pod kurtką? Chociaż może wcale nie musiał. W każdym razie, mogę dać mocne 6/10, a zapowiada się, że będzie ciekawiej.
 
Wolverine And The X-Men #40
Krzycer: Nie wiem czemu część Internetu jest przekonana, że Aaron nienawidzi Cyclopsa, skoro bardzo fajnie go prowadzi, a wizyty Summersa owocowały najlepszymi numerami WatXM. Takimi, jak ten.
No dobra, takimi, jak połowa tego. Wątek agentów SHIELD na sterydach jest idiotyczny, tak jak i w poprzednim numerze, i wolę go przemilczeć. Za to Cyke i Logan po raz pierwszy od AvX: Consequences nie tylko ze sobą rozmawiają, ale i są skłonni wysłuchać się nawzajem. I jest to fajne, i oczyszcza trochę klimat między nimi, i nawet - najwyraźniej nieuchronne - wspominanie Jean Grey przynosi dobre rezultaty.
A teraz przejdźmy do spekulowania: byłbyż li to pierwszy krok na drodze do zakończenia Schizmy? Zapowiedzi WatXM v2 co prawda na to nie wskazują, ale nie ma się co spieszyć. Coś by mutantów musiało zjednoczyć. Śmierć Xaviera podzieliła ich jeszcze bardziej, ale jeśli jedna ze stron miałaby stracić lidera... A mówi się, że ukatrupią na jakiś czas Wolverine'a... No, zobaczymy.
Gil: Coś się kończy, a coś… w sumie też się kończy. Z jednej strony końca dobiega wątek szpiegów w szkole, a z drugiej, wymuszony team-up Wolvieka z Cyclopsem. Pierwszy jest na maksa przewidywalny i tylko w szczegółach może jeszcze czymś zaskoczyć. Drugi dla odmiany jest zaskakujący i to nawet pozytywnie. Wreszcie panowie się trochę ogarnęli, pogadali i łyknęli po maluchu, więc może skończą z tym bezsensownym rzucaniem się sobie do gardeł. Jestem za. I nawet rysunki jakby się poprawiły trochę, chociaż nadal w wiekszości są trochę zbyt przepakowane. Ale młodsi wyglądają całkiem nieźle. A, co tam – niech nawet będzie to 6/10.avalonpulse0336b%20%5B1600x1200%5D.JPG

Wolverine: Origin II #2
Krzycer: ...w sumie jest tu tak mało treści, że przejdę od razu do spekulacji: Wolverine mniej lub bardziej nieumyślnie ukatrupi Clarę, i okaże się, że Sabretooth regularnie zabijał dziewczyny Logana w ramach zemsty.
Ale wróćmy na moment do komiksu.
...nope. Nie. Spłynął jak woda po kaczce. Sinister dobrze wygląda w rynsztunku z pierwszej wojny światowej? Jest to jakaś zaleta tego komiksu, prawda?
Gil: Coś się zaczyna dziać, ale nadal mam problem z wciągnięciem się, Nie ma zaskoczenia, bo przybycie Essexa zostało zapowiedziane w poprzednim numerze, a Creeda na okładce. Co więcej, on właściwie niewiele się różni od wersji współczesnej i też niewiele robi. Miałem nadzieje, że ten origin będzie jakoś się odnosił do niego i będzie to jakoś powiązane z Essexem, więc już się zawiodłem. A byłby tu spory potencjał. Chyba, że dopiero będzie... to wtedy się przeprosimy. Tymczasem nadal nie jestem przekonany do wizji Nathaniela, jaką zaproponował Gillen. Widzę, że chce rozgrywać postać tak samo jak robił to w UXM, ale tam również mi się to nie podobało. Jest walnięty, ale nie czuję, że jest niebezpieczny - raczej narcystyczny. No i pomysł z cyrkiem mi też nie leży, chociaż niby pasuje do epoki. Dlaczego to zawsze musi być cyrk? Przecież wcale nie było ich aż tyle. Rysunki zachowały swój poziom i miały trochę więcej pola do popisu, a Kubert nieco się podszywa pod brata, żeby nawiązać do klimatu poprzednika. Zatrzymam się chyba na poziomie 5/10, póki nie wydarzy się coś silniej definiującego moją opinię, bo na razie, tak szczerze mówiąc, to trochę mi ta seria dynda.
Kuba G: Uff, całe szczęście poprzedni numer był tylko prologiem i już jesteśmy wolni od narracji jaką tam przyjął sobie Gillen, od razu jest trochę lepiej. Ale niestety nie na tyle żebym mógł z czystym sumieniem stwierdzić, że lektura jest interesująca. Widać, że Gillen lubi Essexa i ma zabawę bardziej grzebiąc przy tej postaci. Szkoda tylko, że grzebiąc przy Loganie nie pisze nic interesującego... albo może to ja, w końcu już nie raz narzekałem, że mam dość oglądania konfrontacji Logana z Creedem, chyba nawet bardziej niż wzlotów i upadków między nim a Summersem. Drugi numer i dalej średnio.

X-Men vol. 3 #9
Krzycer: Fuuuuuck. Sublime szlachtował mutantów, niechże ktoś choć o tym wspomni na trzecim planie, kurza twarz.
Poza tym - treści dużo tu nie ma. Monet kozaczy aż do ostatnich stron, gdzie nagle... e... co właściwie Amora jej zrobiła? Reszta X-Manek błądzi po omacku, a Dodsonowie rysują wszystko po swojemu - nie jestem fanem, ale też nie bardzo mam się czego czepiać, po prostu słodko-cheesecake'owa stylistyka do mnie nie przemawia.
Więc tak, od 9 numerów (wyłączając te związane z BotA) mój główny problem to kompletne olewanie przez autora historii Sublime'a. Mój problem poboczny to częste-gęste olewanie logiki. W zeszłym numerze była to znikająca telekineza Psylocke, tym razem jest to kwestia opętania Sisterhood przez Arkeę. Wiecie, Arkeę? Tę, która - jeśli dobrze pamiętam - miała opętywać technologię? Wydawało mi się, że zagadka Shogo miała polegać na tym, że nie jest robotem ani cyborgiem, a Arkea jakoś go opętała, ale najwyraźniej... najwyraźniej Arkea może opętać co tylko jej się żywnie spodoba. Co prowadzi do tego, że musimy się cofnąć do pierwszej historii i zapytać, czemu wtedy nie opętała wszystkich mutantów, którzy stanęli jej na drodze?
Gil: Wiecie, co? Nie chciało mi się tego uważnie czytać. Przeleciałem tylko wzrokiem po kartkach, zatrzymując się na dialogach tam, gdzie wyłowiłem jakieś bardziej znaczące słowo. Ale i to wystarczyło, żeby mnie poirytować. Złe kobitki sobie latają po świecie jak chcą i robią co chcą. X-Kobitki dla odmiany nadal są zbyt zajęte facetami, dziećmi i zakupami, żeby się ogarnąć i cokolwiek zrobić. Nawet gdy w końcu dochodzi do konfrontacji. Swoją drogą, zaczyna mi się to wydawać trochę szowinistyczne... Postacie myślące o sprawach bardziej schematycznie utożsamianych przez facetów z kobiecością kontra postacie bardziej niezależne, samodzielne i wyłamujące się z tradycyjnej roli. To tylko ja, czy ktoś jeszcze to zauważa? W każdym razie, nadal zauważam tu poważny deficyt logicznego myślenia i związków przyczynowo-skutkowych, a przy tym również spadek jakości rysunków, więc utrzymam ocenę 3/10.

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2014.01.22
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.