Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #335 (21.01.2014)

avalonpulse0.png
Wtorek, 21 styczeń 2014Numer 3/2014 (335)


Choć od kilku dni nasza strona, jak i forum borykają się z jakimś uciążliwym/upierdliwym zagrożeniem, to nie zapominamy o naszych czytelnikach. Dlatego, choć z lekkim opóźnieniem, prezentujemy najnowszego Pulse'a.

All-New X-Men #21
avalonpulse0335a%20%5B1600x1200%5D%20%282%29.JPGGil: Zaczyna się od bardzo fajnego nawiązania do klasycznego "God Loves, Man Kills", które przenika również do płaszczyzny wizualnej. Gdy wracamy do teraźniejszości, mamy już całkiem solidne wyjaśnienie tego, co się ostatnio wydarzyło: nowy przywódca Purifires jest synem Strykera, a jego nadludzkie zdolności pochodzą z usprawnień AIM, które utrzymują go przy okazji przy życiu. I muszę przyznać, że połączenie tych dwóch organizacji jest pomysłem genialnym w swej prostocie. A przynajmniej idealnie wyjaśnia, skąd Purifires czerpali całą tę technologię. Tylko nie do końca rozumiem, jaki cel mieliby AIM we wspieraniu religijnych fanatyków, ale może jest w tym jakieś drugie dno. Gdy już te rewelacje mamy za sobą, robi się mniej fajnie. Zastanawia, skąd przeciwnicy wiedzą, że młodzi są z przeszłości, ale też cieszy, że ktoś wziął pod uwagę paradoks. Mimo wszystko, Purifires okazują się na tyle durni, że próbują więzić mutantów nie mając nic do zneutralizowania ich mocy. I oczywiście źle się to dla nich kończy. No i niestety, Bendis odniósł się do wydarzeń z Areny. Co również rodzi pytanie: skoro te filmiki są w necie, to jakim cudem X-Men o nich nie wiedzą? Podobno mają jakieś cuda do śledzenia i usuwania informacji na swój temat, a to jakoś przegapili. Tak więc, numer ma parę bardzo fajnych momentów, ale też trochę dziur. Rysunki są trochę nierówne i zdecydowanie lepsze na początku. Ale myślę, że po uśrednieniu załapie się na słabsze 7/10.
Krzycer: Iiisz. Z jednej strony - niby numer w porządku, bo przeciwnicy w miarę niegłupi (a przynajmniej wystarczająco mądrzy, by wezwać konsultantkę), a i biznesowe partnerstwo Purifiers z AIM jakiśtam sens ma, no i był niezły powód, by Laura padła w objęcia Cyclopsa Młodszego (na razie platonicznie).
Z drugiej strony - Stryker Młodszy pojawił się i teraz pewnie zniknie, X-Men zostali uwięzieni i uciekli, czyli ogólnie - nic się nie ruszyło i po co był ten numer? Dodajmy do tego takie drobiażdżki jak to, że Laura najwyraźniej zapomniała, że ma pazury w stopach, bo z jakiegoś powodu nie uwolniła się natychmiast. A potem, kiedy cokolwiek wstrząśnięta rzuca się przytulić Cyke'a... pan rysownik wystawia jej tyłek na pierwszy plan. Bo wiecie, nic tak nie podkreśli ładunku emocjonalnego danej sceny, jak dupa.
Podsumowując: mam mieszane uczucia. Są tu fajne rzeczy, są niedopracowane rzeczy, jakoś się to wpisuje w ramy tego, co Bendis w tej serii robi... ale za moment zaczynamy crossover z GotG, dla którego wszystko, co wydarzyło się w ostatnich numerach, nie będzie miało żadnego znaczenia.
jdtennesse: Nie obyło się bez bijatyki, ale tu przynajmniej była uzasadniona. Powrót do przeszłości przedstawiony na początku wyjaśnia wszelkie relacje między AIM, Purifiers, Strykerem i jego synem. To dobrze, przynajmniej coś jest wyjaśnione bez bełkotu o paradoksie czasoprzestrzennym. A poza tym? Juniorzy się uwalniają, a Stryker jr. zapowiada nadchodzącą apokalipsę (w sam raz na nadchodzący sąd nad Rudą). Rysunki nie są wcale takie najgorsze, bo gdy czytałem ten komiks zaraz po innym/innych, to naprawdę nie można się za bardzo czepiać. 6/10.

Amazing X-Men vol. 2 #3
Gil: Ech... trzeci numer, a ja już mam dość. Demony bawią się w piratów, to takie śmieszne… Niby nie ma w tym nic złego, ale jakoś nie mogę tego pomysłu przyswoić, bo nie widzę w nim sensu. Dlaczego mieliby to robić? Jak? Po co? Najprostsze pytania rozkładają całe założenie historii. Pewnie, że można by to rozpatrywać w kategoriach niezobowiązującej lekkiej jazdy, ale to znowu nie pasuje w ogóle do całego sensu istnienia X-Men. Nie wspominając już o tym, że nie pasuje do wszelkich informacji o marvelowym niebie i piekle, jakie nam do tej pory podano. Jedyne uzasadnienie jest takie, że Nightcrawler ma sobie radośnie pohasać i pomachać szabelkami. I to również jest ten aspekt postaci, którego nigdy nie lubiłem. A dlaczego Beast nagle dziczeje? Bo tak. Właściwie, "bo tak" jest odpowiedzią na wszystkie pytania dotyczące tej historii. A to zdecydowanie za mało. I nadal nie lubię tych rysunków, więc nadal nie dam więcej niż 3/10.
Krzycer: Aaron chce być Claremontem na nasze czasy. W Wolverine and the X-Men wyszło mu to średnio, bo za bardzo odleciał. Tutaj niby odlatuje podobnie... ale tutaj przynajmniej nie wmawia czytelnikom, że opowiada o trudach dorastania czy cokolwiek. Tutaj po prostu X-Men biją się z demonicznymi piratami (dla przypomnienia, u Claremonta co jakiś czas spotykali leprechauny i inne takie). I jest to... fajne. Miałem radochę z tego komiksu. Głupie? Tak. Fajne? Tak. Beast w pojedynkę rozwala załogę (strzelam, że matematyczne równanie jest od czapy, ale nie przeszkadza mi to), Kurt podrywa Storm... Treści tu nie ma. Ale miałem radochę z tej lektury.
jdtennesse: Niestety, ale wydarzyło się tu tak mało, że praktycznie nie mam o czym pisać. Prawie połowa komiksu to walka Beasta z piratami i Azazelem. Z której nie wynika praktycznie nic – niby Azazel ujawnia jakieś tam swoje plany, ale szczególnie mnie one nie zainteresowały. W drugiej połowie mamy Kurta ratującego Storm, a potem walczącego z piratami. No i retrospekcja z początków X-Men, gdzie to Kurt wpadł na pomysł zaadaptowania poddasza na pokój dla Storm. No i na ostatniej stronie pojawia się Henry, który chyba został popchnięty w otchłań swojej zwierzęcej natury. Chociaż pewnie w kolejnym numerze szybko odzyska zdrowy rozsądek. Historia słaba, bo niewiele się wydarzyło. Ile można gadać i bić się z piratami? Rysunki są w porządku jeśli lubi się taki styl. Komiks nie był strasznie zły, ale dobry chyba też nie… 5/10.

Daredevil vol. 3 #35
Gil: Foggy jednak się nie wyzipał. Prawda, że można było się tego spodziewać? Niespodzianka polega więc na tym, że odratowały go te Wężosyny, co to kryją się dosłownie wszędzie, a zrobiły to, żeby nakłonić Matta do współpracy. I to nie chodzi bynajmniej o przejście na ciemną stronę Mocy, ale o pomoc sądowa i obronę niesłusznie oskarżonego syna ich przywódcy. Czyli właściwie coś, co i tak by zrobił z własnej woli, gdyby go właściwie podejść… Ale zamiast tego wytaczają artylerię na komara, co poprzez team-up z Elektrą prowadzi do wielkiej rewelacji tego numeru: Murdock po raz kolejny ujawnia publicznie, że jest Daredevilem. Pomijając fakt, że to już było, to w dodatku było bardziej, mocniej i efektowniej, a nawet z przytupem. Tutaj jest to zupełnie od czapy. Niby takie ma być, ale jednak nie bardzo jest w tym sens. W dodatku komuś się pomyliły Constrictory, a Elektra wspomina o swoich Thunderboltsach i już samo to jest straszne. Ale żeby być fair, chyba wypadałoby zaczekać i zobaczyć, dokąd Waid z tym Überaschungiem zmierza, więc na razie dam wstrzemięźliwe 5/10.
Kuba G: W tym numerze Mark Waid pokazuje nam, że w mimo bicia pokłonów dla zamierzchłej przeszłości postaci potrafi też zupełnie po swojemu zachować ciągłość z Daredevilem z czasów Bendisa. Serio, ten komiks w tym samym momencie nawiązuje do Bendisowego okresu, bierze z niego inspiracje jednocześnie będąc czymś zupełnie innym. Tak jakby Waid chciał pokazać jak wyglądałoby "Murdock Papers" w jego wykonaniu. I podoba mi się to bardzo, nawet jeżeli Elektra w wykonaniu Waida jest rozgadana i grzeczna prawie tak bardzo jak za czasów gdy pisał ją Milligan. Ot taka mała rzecz, która nie zmienia faktu, że obcujemy ciągle z jedną z najlepszych serii o klasycznej postaci jaką ma do zaoferowania Marvel. Waid zna swoje zabawki i rzemiosło... i stworzył najlepszy cliffhanger w tej serii od czasu właśnie Briana Micheala Bendisa. A za miesiąc ostatni numer tego vol.

Fantastic Four vol. 4 #16 (Final Issue)
Gil: No, wreszcie koniec tej drogi przez mękę. Numer był do bani i nie chcę o nim mówić, więc pozwólcie, że podsumuję serię. Zaczęła się obiecująco, od wyprawy w nieznane i poszukiwania leku na pogarszający się stan zdrowia Reeda. Po mniej więcej pięciu numerach, wszystko rąbnęło o beton, a potem powoli ściekało do kanału, w którym skończyło swoją egzystencję. Okazało się, że obiecanki były cacankami, dla radości nas – głupich. Interesujące wątki gdzieś się rozpłynęły, a zastąpiła je wata. I wreszcie kazali komuś innemu posprzątać ten bajzel, bo Fractionowi się nie chciało. Tak się nie robi! Oby wyciągnęli z tego właściwe wnioski i po restarcie przywrócili serii świetność. A tymczasem, za całokształt dwója, czyli 2/10.

Inhumanity: Superior Spider-Man (one-shot) (Inhumanity Tie-In)
Gil: Wszystko fajnie, tylko to już było. I to zrobione prawidłowo. Gdyby pod tym tytułem zawrzeć historię z elektropaniusią, która pojawiła się w tie-inie do "Infinity" serii Superior Team-Up, to pasowałoby idealnie. To tutaj nie pasuje. Krąży wokół tematu i zajmuje się jakąś pierdołą, zupełnie z jego istotą niezwiązaną (w sumie to nie wiem, czy to, co tam spadło było fragmentem Attilanu, czy któregoś z kosmicznych statków), a na pierwszy plan wypycha lekcję szacunku dla strażaków. I okej – należy im się. Jednak przemycanie PSA pod przykrywką tie-inu nie jest najlepszą metodą, bo tylko czytelnik się wkurzy. Na przykład ja zupełnie nie tego się tutaj spodziewałem i też byłem lekko niepocieszony taką niespodziewanką. Rysunki również przyniosły mieszane uczucia. Fajne kolory, miejscami wszystko dobrze, ale też za dużo było ostrych kątów i dziwnych punktów widzenia. Tak więc było to obok tematu, obok oczekiwań i obok gustu, a to co trafia obok dostaje 4/10.

Marvel Knights: Hulk #2
Gil: Wreszcie pojawił się i Hulk. Tylko, jakiś taki trochę za duży mi się wydaje. Czy to ma być efekt uboczny tego serum, co mu wstrzyknęli? Jakoś tak nie bardzo spójna jest tak historia. Banner nic nie pamięta i nie wiemy, dlaczego. Jakaś grupa walczy z AIM i też nie wiadomo, kim są, ani czego chcą. Tym bardziej nie wiadomo, czego chcą AIM, poza tym, że… no, chcą tego co zawsze. Tak więc, mamy rozwałkę, trochę wielkich robotów, ale jakoś tak za mało sensu w tym wszystkim. Jest szansa, że jeszcze się to wszystko wyprostuje, ale na razie dam najwyżej 4/10.

Miracleman #1
Gil: Recenzowanie przedruków może trochę mija się z celem, ale ten przypadek zasługuje na wyjątek, bo mamy do czynienia z historią często wskazywaną, jako rewolucyjna. I na pewno w swoich czasach taka była. Teraz jednak możemy ją ocenić z perspektywy czasu i ma to swoje plusy. Mamy tu do czynienia z reinwencją bohatera dość specyficznego, bo nie dość, że powstał w latach pięćdziesiątych, to w dodatku jako plagiat (tak, nie ma co tego ukrywać) innej postaci. Tym bardziej więc zasługuje na uwagę fakt, że autorowi udało się jednocześnie zachować oryginalne podstawy postaci i wprowadzić coś zupełnie nowego. Różnica między prologiem, a pierwszymi dwoma rozdziałami wydaje się ogromna. Wprowadzenie jest dosyć szybkie, ale konkretne i dopiero potem zaczyna się prawdziwa historia, która szybko nabiera wyjątkowego charakteru. I szybko wciąga, bo ma już na wstępie kila skutecznych haczyków. Na rewolucję pewnie trzeba będzie jeszcze poczekać, ale już jest ciekawie i na pewno warto poświęcić czas i wykazać się cierpliwością. Do plusów przedruku trzeba też zaliczyć odświeżone kolory, natomiast do minusów zmianę czcionek (u Astrofizyka są mniej czytelne) oraz usilne zakrywanie nagości. Friggin' 'Murica… No i jeszcze jedna rzecz: dlaczego Alan Moore nie jest wymieniony jako autor? Nie życzył sobie? Jak by nie było, trochę głupio to wygląda, gdy zamiast scenarzysty podane jest "oryginalny autor". Cóż, durne zawiłości wydawniczego światka. No i jeszcze jedna uwaga odnośnie recenzowania przedruków: historia oceniła je za mnie, więc nie będę się wygłupiał teraz z wystawianiem cyferek za kolejne fragmenty.

Night Of The Living Deadpool #1
Gil: Najkrótsza recenzja: it's the Night of the Living Dead with ‘Pool. Nic więcej. Po prostu parodia. A ponieważ pisze Bunn, to w dodatku kiepska parodia. Zawiera wszystkie klisze zombiakowych historii, zmieszane i podane w najbardziej przewidywalnej formie. Ale przynajmniej w stronie wizualnej jest jakiś pomysł, bo 'Pool jest jedyną kolorową postacią (z wyjątkiem retrospekcji). Chyba nie mam ochoty na ciąg dalszy, chociaż nie powiem, że było to jakieś strasznie złe. Mogę dać 4/10.

Nova vol. 5 #12
Gil: Ja wiem, że to jest seria dla młodszej części nastoletnich chłopców. Ale czy tu jest powód, żeby czynić ja zupełnie niestrawną dla dorosłego czytelnika? Bo dla mnie właśnie taka jest. O ile jeszcze motyw poszukiwania zaginionych członków Nova Corps jest całkiem znośny, to reszty już znieść nie mogę. Bo oczywiście nawet na statku kosmicznym musi się znaleźć jakaś nastolatka, do której młody będzie się ślinił i która będzie wyglądała jak lolitka. Bo tak i żadnego sensu w tym nie ma. Potem zrobi coś, żeby jej zaimponować i więcej jej nie zobaczy, a na koniec wróci na kolację do mamusi. A wspominałem już, jak okropnie kreskówkowo to wszystko wygląda? Wciąż tęsknię do Ryśka, a temu tutaj wystawiam 3/10.

Revolutionary War: Dark Angel (one-shot) (RW Part 2)
Gil: To było... dziwne. Niewiele pamiętałem odnośnie tej postaci, więc spora dawka retrospekcji trochę pomogła, ale mimo wszystko, nie udało mi się złapać kontaktu. Całkiem fajnie wyszły scenki z udziałem Mephisto, ale już widać, że komuś zapomniało się o tym, że piekło już ma nowego władcę. Czyli trochę wypadło obok tematu. A końcówkę chyba nie do końca zrozumiałem, ale może stanie się jaśniejsza w miarę rozwoju akcji na większym obrazku. Albo po prostu jeden zeszyt to trochę za mało, żeby jednocześnie opisać postać i przedstawić konkretną nową historię. Mimo wszystko, kilka fajnych momentów się tu znalazło, więc dotrze do wyższych rejonów 5/10.

Secret Avengers vol. 2 #14
Gil: Czasami dobrze jest wstrzymać konie i zastanowić się dwa razy przed oceną. Na początku zamierzałem marudzić, że to wszystko wzięte jest znikąd, ale pomyślałem sobie, że właściwie za mało znam Mockingbird i powinienem się upewnić. Dobrze zrobiłem, bo okazało się, że zaprezentowany tutaj pomysł zaskakująco idealnie wpasowuje się w lukę w biografii postaci. Otóż wygląda to tak: Bobby po raz pierwszy pojawiła się u boku Ka-Zara w serii Savage Tales i tam też wspomniano o jej empatycznych zdolnościach. Potem zniknęła na jakiś czas i wróciła jako agentka SHIELD, a o tej empatii słuch zaginął. Ciąg dalszy prowadzi do tego miejsca, a retrospekcja świetnie pasuje do tego, co dotąd było ukryte. Jestem pod naprawdę wielkim wrażeniem i biję się w pierś, zwracając honor scenarzystom. Ale, ale… to oznacza, że moje oczekiwania wobec serii znacznie wzrosną. Do tej pory była raczej kiepska, a odkąd pojawił się Ales Kot, zaczęła zwyżkować, więc chyba nie przesadzę, jeśli to jemu przypiszę zasługi. Skrypty stały się bardziej ułożone i ciekawsze, a teraz naprawdę czekam na ciąg dalszy. I nadal uważam, że rysunki są bardzo dobre. A tym razem, za tę niewiarygodną akrobację wystawię mocne 7/10.

Superior Spider-Man #25
Gil: To mogła być całkiem niezła historia... Mogła, ale nie była. Przede wszystkim przez rysunki Ramosa, które sprawiły, że bitka z Avengers była zupełnie nieczytelna. Gdyby rysował ktoś lepszy, pewnie skupiłbym się na tym i nawet nie zwrócił większej uwagi na to, że Kacper Parker powrócił. Nie żebym jakoś specjalnie się przejął, ale z punktu widzenia fabuły, było to strasznie kiepskie zagranie. "Byłem tu cały czas, ale się nie ujawniałem, a teraz znów zacznę wygłaszać monologi, bo akurat tak mi się podoba." Podobnie jest z zakończeniem. Wystarczyłoby, gdyby kazali czytelnikowi wierzyć, że Potter wszystkich nabrał i dzięki Venomowi odsunął od siebie podejrzenia i utrzymać tę sytuację do końca następnego numeru. Zaproponowane rozwiązanie jest strasznie campowe – teraz kiedy jest z nami Iron Man, na pewno zauważy coś, co my przegapiliśmyopatrzciejużznalazł! Za to ciekawie rozwija się wątek Goblinów, nawet jeśli trochę już ich za dużo. Ale najbardziej nie podobało mi się zachowanie minionów Pająka. Jedno słowo i już pędzą bić Avengersów? Mają chyba mniejsze rozumki od przeciętnego pszczelarza z AIM, że są tak ślepo posłuszni. Jak już wspomniałem, mogło być lepiej, ale skończy się na 4/10.

Thor: God Of Thunder #17
Gil: Wreszcie koniec tego pastelowego koszmaru! I cieszyłbym się o wiele bardziej, gdyby nie było epilogu, zapowiadającego ciąg dalszy. A jeszcze bardziej, gdybym zobaczył trupa Malekhita w stanie, z którego nie da się powrócić do żywych. A jeszcze bardziej, gdyby obok gniła cała reszta tej Ligi Lózerów. Delikatnie rzecz ujmując, jestem rozczarowany tym zakończeniem. Bardzo. Nie lubię tych postaci i nie cieszy mnie perspektywa ponownego ich oglądania. Mam nadzieje, że teraz Aaron wykona zdecydowany skręt w stronę swojego debiutu w tej serii i przestanie serwować kolejne klony Wolverine & The X-Men. Przyznam, że nie było to jakieś strasznie złe, ale za to wyjątkowo irytujące i za długie. Dlatego dam 4/10.

Thunderbolts vol. 2 #20
Gil: Nie sądziłem, że to możliwe, ale udało im się tego dokonać! Ugasili Ghost Ridera... gaśnicą. Mother of all facepalms... I jeszcze ktoś się zastanawia, dlaczego uważam tę serię za zakałę? No to przypominam jeszcze, że ci tak zwani bohaterowie kiwali się dotąd w furgonie jak banda Scooby Doo. Teraz dla odmiany przejęli jaskinię Batmana... tylko taką dla ubogich. Ale spoko – nadal wyciągają nazwiska ofiar z kapelusza. O ile oczywiście nie postanawiają się zwrócić przeciwko dawnym sojusznikom. I chociaż nie wygląda to tak tragicznie jak z rysunkami Palo, to zdecydowanie nie wygląda dobrze. Płonąca czacha nie uratowała sytuacji i nadal jest to poziom 2/10.

Uncanny X-Force vol. 2 #16 (Vendetta Part 2)
Gil: Skrzyżowania dwóch Iksforsów część druga. I w sumie cieszę się, że tym razem wypadło na Humphriesa. Bo co by nie rzec o jego zdolności konstruowania fabuł, to przynajmniej trzeba mu przyznać, że stara się pilnować continuity. Niestety, mam wrażenie, że większość z tych elementów została skoszona po drodze, ale przynajmniej zarysowane zostały relacje między postaciami. No, bo po prostu nie można było zignorować całkowicie skomplikowanej historii Storm i Forge'a przy ich pierwszym spotkaniu od lat. Za to dla odmiany nikt nie mrugnął nawet, widząc Spiral, która w końcu była znaczącym przeciwnikiem X-Men o wiele dłużej niż Bishop. A skoro o nim mowa, nadal przekonują nas, że nie był sobą, bo nie zjadł snikersa. I najwyraźniej zamierzają załatwić to wszystko zwykłym przepraszam. Of course! No i jak zwykle, brak tu konsekwencji... Poprzednio Bishop robił awanturę, że chcieli mu usunąć wspomnienia, a teraz rozpacza, że wolałby nic nie pamiętać. No i jest jeszcze Stryfe... jak dla mnie, najbardziej wkur...zający villain ever. Chyba powinienem więc przyznać, że jest pisany in character, bo drażni mnie jeszcze bardziej. No, ale dobra, trzeba przyznać, że było trochę lepiej niż w części pierwszej. Mniej idiotyzmów, ale nie obyło się całkowicie bez nich. I rysunki w większości nawet niezłe. Tym razem będzie więc 3/10.
jdtennesse: Kolejna nawalanka. Ile można? Biją się tam i z powrotem, zamiast ocucić Cable'a tak jak robią to później i zapytać go o zdanie. Tak, wiem, głupi pomysł, jakby tak można, to by komiksu nie było. Początek to wyrzygiwanko w dwóch wymiarach, a potem bójka. W końcu to i tak Cable sam będzie walczył o Hope. Aha, i wydaje się, że Stryfe zechce umożliwić Hope zabicie Bishopa. Fatalne rysunki, nawet te z Hope. Niech to się już skończy. 3/10.

 Uncanny X-Men vol. 3 #16
Gil: Dopiero na samym końcu zrozumiałem, po co był ten numer i to nawet nie będzie spoiler, jeśli powiem Wam od razu. Otóż jest to przydługi pretekst do wypisania Magneto z tej serii, żeby mógł dostać własny tytuł. W którym, jak można się spodziewać po zawartości tutaj, będzie biegał po świecie w poszukiwaniu swojego szalonego klona. Pamiętacie mini Not a Hero? Brzmi prawie identycznie, z tym, że bez limitu czasowego. I jeśli dobrze pamiętam, pisane przez Bunna, więc strach się bać. A tymczasem przynajmniej jakoś posuwa się naprzód wątek Mystique. Chociaż nijak ma się to do innych historii z Madripoor w centrum. I zastanawiam się, czemu Mags nikomu o tym nie powiedział? Choćby po to, żeby mieć ją z głowy, jeśli już rzeczywiście ma gdzieś i SHIELD i X-Men. No i trzeba by też zadać pytanie: czy mutanci, którzy stracili moce po M-Day i odzyskali je po AvX, wrócili wszyscy do stanu początkowego? Bo przypominam, że Blob swoje stracił i od dawna tak nie wyglądał. Ech, jakoś tak za dużo wątpliwości mi się tu wciska. Chyba ograniczę się do 5/10.
avalonpulse0335b%20%5B1600x1200%5D.JPGKrzycer: Zacznijmy od najważniejszego: fajnie, że Marvel daje kopa mającej wystartować serii - bo ten numer w zasadzie mógłby się ukazać jako Magneto #0. Bendis zresztą wyczuł, że ma samograja w ręku, bo bierze najlepsze sceny filmowego Magneto - wizytę w argentyńskim barze i ucieczkę z plastikowego więzienia - i lekko je modyfikuje (albo wcale, patrz scena w barze), podstawiając w miejsce Fassbendera/McKellena obecnego, łysego Magneto... z brodą.
Tu mała dygresja: chcę więcej łysego Magneto z brodą!!!
Niestety, w tym miejscu wrodzony pesymizm każe mi się nastawić na bolesne rozczarowanie, bo tym numerem strasznie się podjarałem... a za moment dostanę Magneto #1 pisane przez Bunna. I coś mi mówi, że wtedy pożałuję tego, jak mi się to podobało w wykonaniu Bendisa.
Ale wróćmy do tego numeru. Wreszcie został wyjawiony plan Mystique. I... e... hm? Znaczy, że robi z Madripooru drugą Genoshę... ale taką, na której zarabia, kontrolując jej czarny rynek, i to dlatego Magneto nie jest zadowolony? Dobrze zrozumiałem? Bo w zalewie przerywanego bendisspeaku i nierozumiejących się nawzajem postaci ja również trochę się pogubiłem. Ale nieważne, w sumie jest to w porządku pomysł i chyba pasuje do ambicji i sposobów działania Mystique.
Problemów, jak to zwykle w przypadku Bendisa, najwięcej jest na poziomie szczegółów. Bo tak: Erik w gruncie rzeczy ma do dyspozycji tylko kilka kulek, czyli działanie jego mocy sprowadza się do strzelania z pistoletu bez pistoletu.
Od kiedy parę strzałów z pistoletu może położyć Sabretootha? Nie mówiąc o tym, że powinny się odbić od Bloba. Nie mówiąc o tym, że Blob nie powinien mieć mocy. Z drugiej strony fabuła (..."fabuła"...) kręci się wokół mutant growth hormone, więc można założyć, że pozbawiony mocy Blob odzyskuje je dzięki MGH, ale nie jest "w pełni sił" i dlatego Magneto go tak łatwo kładzie. A teraz poproszę no-prize'a, bo to, że czytelnik może sobie tak wytłumaczyć niedociągnięcia nie zwalnia scenarzysty z obowiązku pilnowania detali.
O czym to ja właściwie pisałem? Ogólnie rzecz biorąc, to już chyba trzeci z rzędu numer UXM, który mi się autentycznie podoba i wobec którego nie mam większych zastrzeżeń. Nie bardzo wiem, dokąd Bendis zmierza w tej serii, ale na razie założę, że nie ważny jest cel, liczy się sama podróż. I chcę więcej łysego Magneto z brodą.
I bardzo, bardzo, bardzo chciałbym, żeby Culen Bunn napisał pierwszy komiks, który mi się spodoba.
jdtennesse: Numer praktycznie w całości poświęcony Magneto. I Dazztique. Erik początkowo przygląda się wydarzeniom przed szkołą (najlepszy moment to chyba ten, w którym wyobraża sobie co może/chciałby zrobić ze zgromadzonym tam tłumem), by po chwili dać się wciągnąć w grę z Dazz. Po czym przenosi się do Madripooru, poznaje prawdę o Dazz, odkrywa mutant growth hormone, a potem robi rozpierduchę i znika. Czy to ma sens? Średni. Czy może się podobać? Może, jeśli komuś do szczęścia nie jest potrzebna logika i oryginalność (sceny z kulami, w barze, kojarzymy jakieś filmy…?), a ja ich (niestety) potrzebuję. Do tego szkaradne (nie znajduję lepszego słowa aby opisać tę niechlujność i niedokładność) rysunki. 3/10.

X-Men: Legacy vol. 2 #22
Gil: Fuck Yeah! Kiedy już myślałem, że lepiej być nie może, okazało się, że w tej serii nie ma rzeczy niemożliwych. Siedziałem i czytałem, a ciary biegały mi po kręgosłupie. Co od dawna już się nie zdarzało, a to świadczy, że pojawiła się więź emocjonalna z postaciami. Kolejny plus dla Spurriera i jego dzieła! Szczerze cieszyłem się, obserwując jak David dojrzewa jako postać, zajmuje należną mu pozycję, pokonuje swoje słabości, staje się przywódcą... Wszystko to zostało doskonale przedstawione. Powiem więcej: jest to zdecydowanie bardziej epicka scena przemiany bohatera dynamicznego, niż w trzeciej części Dziadów. Ale to nie wszystko, bo swój przełomowy moment ma także Ruth. I nie mogę się wprost doczekać, by ujrzeć ją w szczycie formy! Chociaż pewnie w tym momencie moja wyobraźnia galopuje trochę za daleko... ale i tak jest super! W dodatku mamy bardzo ładne nawiązanie do hintów, związanych z jej pochodzeniem i podwójne dno w jej nowym imieniu. Precious! Ale przecież nie może być zbyt sielankowo, nie? Nie po to od początku wplatane były przesłania na temat ogromnego zagrożenia, jakie wiąże się z Legionem. Pora więc rzucić cegłę na tory i wykoleić ten pociąg z hukiem. Oh, yes it is! I teraz siedzę jak na szpilkach, czekając na ciąg dalszy. Już teraz daję 8/10 bez mrugnięcia i mam nadzieje, że wreszcie dostanę powód, by sięgnąć po najwyższe noty.
Demogorgon: Po pierwsze, jakoś wcale nie wierzę, by te śmierci się utrzymały, bo jednak do Spurriera mam większe zaufanie, niż co do niektórych, że nie palnie takiej głupoty. Za to bardziej mnie interesuje jak będzie to miało miejsce oraz czy dobrze zrozumiałem rewelacje na temat Evil Xaviera (chociaż teraz skłaniam się ku nazywaniu go Goblin Xavierem). Numer czytało mi się trochę gorzej od poprzedniego, głównie właśnie z powodu trzech kiepskich, prawie oczywiście fakeoutowych, śmierci (a jak okażą się prawdziwe, to ocena tego numeru naprawdę poleci w dół), ale to też pewnie wina tego, że to środek historii, tuż na drodze do finału. Mimo tego Legacy dalej daje radę.
jdtennesse: Świetne. Tak jak ostatnio trochę narzekałem, tak znowu widzę powrót do formy. Zaskoczenie? Może trochę mniejsze, ale dobrze się to czytało. Nie mogę się nachwalić narracji. Celnych point. Drobiazgowej realizacji planu, który mam wrażenie, był gotowy od początku. Zakończenie? Może trochę przeciągają, bo w końcu evil został pokonany, ale w sumie nie został… Fajny rozwój (niewielki, ale zawsze) Ruth, współpraca zwaśnionych drużyn trochę może zastanawiać i dziwić, ale pod dowództwem Davida nawet fajnie to wyszło. Śmierć kilku postaci nie wiem czy konieczna, ale co ważniejsze, nie wiem czy trwała… Ogólnie, nie mogę się doczekać kolejnego numeru… Rysunki słabe jak zawsze, ale przy tak dobrym czytadle prawie w ogóle tego nie widać. 9/10.

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2014.01.15

AgentsOfShieldBanner.jpg

Agents of S.H.I.E.L.D. - 1x11 "The Magical Place"

ecko09: Chyba po raz pierwszy nie mogę się doczekać kolejnego odcinka. Szkoda, że zrobili nas w bambuko i nie wyjaśnili jak go wskrzesili czy w pełni co z nim zrobiono, ale co nieco już wiemy. I want more!
Krzycer: Najpierw odcinek mnie pozytywnie zaskoczył, bo tajemnica Coulsona zrobiła się dużo mroczniejsza, niż oczekiwałem. A potem mnie rozczarował, bo dostaliśmy jakieś pierdu-pierdu o "woli życia". Zemsta Sithów się przypomina, niestety... tylko, że tu jest to jeszcze durniejsze: facet leży na stole i cierpi katusze przez tydzień, a lekarz się dziwi, że "stracił wolę życia" i jest mu przykro?
Ogólnie miałem wrażenie, że twórcy próbują zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko - niby jest jakiś mocny motyw, ale w gruncie rzeczy wszystko pozostaje takie samo. No, ale już widać, że będą to ciągnąć, więc moooże jeszcze coś z tego będzie.
Z detali - Skye po raz pierwszy miała fajną rolę do odegrania. Victoria Hand kompletnie zmarnowana (nie mówiąc już o takich rzeczach, że jej komiksowy pierwowzór nie zgadzał się z polityką Fury'ego, a tutaj została symbolem Systemu).
rar: Żadnej odmiany nie widzę. Serial będzie taki, jaki był. Oby go skasowali po sezonie, bo (tak, sam sobie to robię) oglądać go będę, ale szkoda mi tak naprawdę na to czasu.
Krzyki Coulsona i te sceny naprawdę mocne i to był największy pozytyw ze wszystkich odcinków - wywołał faktycznie emocje. Tylko, że zaraz znowu to spieprzyli.
Jeśli wiedziałby więcej, to straciłby wolę życia - czyli co, jednak Vision albo jakiś inny robot + mózg Coulsona? Innego wytłumaczenia nie widzę.
S_O: Okej, co?
Czyli w końcu jaka była ta wielka tajemnica zmartwychwstania Coulsona? Gdy zawiodła tradycyjna medycyna, SHIELD pożyczyło od Wachowskich roboty z Matrixa, jump-startnąć mu mózg? Niespecjalnie kupuję, wygląda to trochę tak, jakby nie chcieli wprowadzać wątków rodem ze sci-fi, jak obstawiane przez wielu LMD, ale że zapędzili się w kozi róg, zrobili z Coulsona potwora Frankensteina, mając nadzieję, że nikt nie zauważy. Z dwojga złego już wolałbym, żeby okazało się, że odbili go z Valhalli albo co.
Już nie wspominając o tym, że z wielkiej tajemnicy typu "He can never know!" zrobili coś w stylu "He can never know, because he can sue us for unethical treatment!".
Ta tajemnica była jednym z najbardziej istotnych wątków, które przyciągały widzów, obok Human Centipede. Teraz, jak zdjęli organizację z planszy na następne pół sezonu, a sekret okazał się niewarty generowanego przez siebie zainteresowania, wydaje mi się, że serial straci kolejną rzeszę widzów. Bo serio, co zostało, możliwy trójkąt Skye-Ward-Mulan? Puh-leez. R.I.P. Agents of S.H.I.E.L.D.

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie Agents of S.H.I.E.L.D. - 01x11 "Magical Place"

Agents of S.H.I.E.L.D. - 1x12 "The Seeds"

ecko09: No i mamy origin kolejnego super łotra. No i okazuje się, ze facet, który stał za porwaniem Halla (Ian Quin) pracuje dla jasnowidza. Blizzard chyba nie jest wystarczająco silny, zęby cały team Avengers był potrzebny, będzie mógł występować jako przeciwnik Agentów? Coraz ciekawiej się robi, nie powiem.
Volf: Wow. Odcinek, który wciągnął, nie miał pełnego happy endu, a na dodatek rozwiązał tajemnicę Skye w taki sposób, że zaczynam jednak wierzyć, że do czegoś ciekawego to wszystko jednak zmierza. Tendencja wzrostowa się utrzymuje, zaczynam się przy tym nawet dobrze bawić i nie oglądam już tylko dlatego, że to Marvel.
rar: Jeden z lepszych odcinków. Praktycznie bez denerwujących momentów i nie tak przesłodzony, jak reszta. Całkiem dobre rozwiązanie zarówno originu nowego przeciwnika jak i historii Skye. Na minus jakość efektów specjalnych - aż strach pomyśleć jakby to miały wyglądać, gdyby na scenę miał wkroczyć taki Graviton.

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie Agents of S.H.I.E.L.D. - 01x12 "The Seeds"
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.