Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #332 (30.12.2013)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 30 grudzień 2013Numer 52/2013 (332)


Po Świątecznym objadaniu przyszła pora na lekką wstrzemięźliwość, dlatego też i Pulse dzisiaj skromniejszy. Ale zawartość i tak jest sycąca.

avalonpulse0332a%20%5B1600x1200%5D.JPGAvengers vol. 5 #24
kuba g: No więc, sprawdzam ten komiks z dwóch powodów, pierwszym są naprawdę pozytywne recenzje w różnych miejscach internetu, które pozwalają jakby zapomnieć, że Hickman spieprzył zakończenie "Infinity" tak, że przestałem czuć jakąkolwiek potrzebę zachowania całego jego dotychczasowego runu w Avengers na papierze. O drugim powodzie wspomnę na końcu. Po pierwsze, czyta się to z początku rewelacyjnie, widać, że ktoś miał sporo zabawy pokazując Avengers w sytuacjach, które zawsze były domenami Bendisa, co lepsze, udało się to bez kopiowania jego stylu. Hickman zagrał też inną zabawką, która ostatnio też uczepiła się Bendisa, nieszczęsne podróże w czasie. I tu zaczyna być gorzej. Cały Marvel skupiony w okół A i X ma jeden leitmotiv, który zamiast mieć kulminację w "Age Of Ultron" okazał się tylko właściwym początkiem tegoż (w pewnym sensie okazało się, że Bendisowe Avengers vol. 2 było tylko prologiem do prologu). Super, ale jednak nie, nawet jeżeli Hickman utrzyma poziom tego zeszytu i nie spieprzy tego w "epickim zakończeniu w następnym evencie" to dalej podróże w czasie w komiksach o tak rozległym continuum jak Marvel i DC to zapałki w rękach przedszkolaka, tak samo jak alternatywne światy, a to znów śmierdzi mi tym czego baliśmy się przy finale "Age Of Ultron"... czyli Marvela robiącego swój "Flashpoint" ewentualnie "Crisis On Infinie Earths" (co dziś wydaje mi się bardziej podobne, z tym). Takie obawy utrudniają mi odbiór tego skądinąd w miarę dobrze napisanego komiksu... w miarę, bo nagle wraz z ujawnieniem zagrożenia Hickman znów ogłupia swoje postaci tworząc np. obrzydliwie naiwnego Starka, który gdzieś traci swoją charakterystyczną manię prześladowczą i akceptuje prawie każdą wymijającą odpowiedź Iron Mana z przyszłości. Nie, to jednak spora wada. Może się czepiam, może, ale po zakończeniu "Infinity" straciłem dużo entuzjazmu i zaufania względem historii opowiadanych przez Hickmana i nie zmieni tego faktu bardzo dobre rozwiązanie sprawy Wolverine'a i Superiora z początku tego zeszytu. Więc, niestety ten zeszyt mimo, że czytało się dobrze nie kupił mnie na tyle, abym zmienił swoje zdanie o zaprzestaniu śledzenia aktualnych drużynowych komiksów (tak, to był drugi powód dlaczego jednak postanowiłem sprawdzić ten numer).
Łukasz: Jeśli Hickman dobrze rozegra te wątki, to będziemy mieli znakomitą historię! Kilku rysowników, różne style a i tak najważniejszy jest w tym komiksie scenariusz. Starsza wersja Franklina Richarda powraca, tym razem tylko na chwilę, więcej Iron Manów z przyszłości. Święta w Star Tower. Dużo pozytywów w tym numerze, oby większość z nich nie została zamieciona pod dywan. Prawdopodobnie zwycięzca obecnej Art Areny to najjaśniejszy punkt tego zeszytu, który podsyca apetyt na więcej. Larroca w najlepszej formie od lat, czyżby wystarczył bardzo dobry scenariusz i poziom jego rysunków od razu wrasta o kilka leveli? Chyba na to wygląda.
Co może wyjść nie tak z faktu, że coś nakłada się na drugie coś?
Numer kradną Thor i Hulk w roli... a zresztą zobaczcie sami.
Gil: Numer, który ma wszelkie cechy przejściówki pomiędzy końcem jednego rozdziału, a początkiem drugiego. Trochę podsumowań, trochę gadania o dupie Maryni oraz wstęp do czegoś nowego. W tym przypadku, coś nowego oznacza walkę o przyszłość. "Rogue Planet" okazuje się być czymś innym, niż z początku się spodziewałem, ale może to i lepiej. Co prawda, fajnie byłoby zobaczyć większe konsekwencje ostatnich wydarzeń, ale też równie dobrze będzie od nich odpocząć. Przynajmniej do momentu, kiedy okaże się, że jedno z drugim się wiąże, a nie mam wątpliwości, że do tego zmierzamy. Ktoś w końcu musiał tę zbłąkaną planetę tu skierować. Rozwiązanie problemu wydaje się trochę zbyt łatwe, ale też nie wykluczone, że jest chwilowa przykrywką i pretekstem do dalszych wydarzeń. Cóż, przynajmniej nadal mam poczucie, że Hickmanowi można w tej kwestii zaufać, bo podobne zabiegi stosował w Fantastic Four i ładnie to wszystko połączył na końcu. Za to zwykle nie lubię numerów rysowanych przez kilku artystów i tutaj również mam takie odczucie. Część Ribica nie dostała oprawy, na jaką zasługiwała, a pozostali niewiele wnieśli. Tym razem dam 6/10.
 
Wolverine: Origin II #1
kuba g: Wyszło na to, że zamówiłem każdą premierę tego tygodnia. Jedną z ciekawości, a drugą... jakby z przymusu. Drugą część Origin nie nabyłem z powodu Gillena, mimo, że uwielbiam tego scenarzystę, nie z powodu sympatii do postaci, bo trzeba być naprawdę psychofanem aby nie mieć go już dość, chyba powodem nawet nie było to, że dalej cieszy mnie Marvel wydający miniserie w opozycji do obecnej polityki DC udającego, że każdy ich tytuł ma potencjał na ongoing. Wychodzi na to, że kupiłem to tylko dla kontynuacji zeszytów, które mam od Mandragory z pierwszą częścią Origin. Ale nieważne, do meritum. Pierwsza rzecz, którą widzę muszę niestety ocenić jako wadę, poprzednie Origin rysował Andy Kubert, fajnie decydując się na sam ołówek i kolory od Isanove'a, rezygnując z tuszu, w II rysuje już jego brat Adam, który nie podjął próby kontynuowania tego stylu, niestety, zwłaszcza, że sam w sobie jest kapkę gorszym rysownikiem niż brat. Ogólnie mam spory problem z warstwą graficzną, brakuje jej czegoś co pozwoliło by oddać klimat opowieści jaką snuje Gillen. Opowieści, która w sumie nie jest taka zła mimo, że to tylko śnieżny Mowgli Kiplinga w konwencji Marvela i Weapon X. Niestety z właściwą oceną poczekam do następnego numeru gdzie (może) Gillen odejdzie od narracji, która jest ni to naśladowanie gawędy przy ognisku, ni to suchą próbą wejścia w głowę Logana. Średni ten numer, niestety (ale chyba żeby pokazywać głowę Logana trzeba generować taki chaos jaki znamy właśnie z Weapon X, a to dla wielu czytelników chyba dalej będzie trudne tak jak te lata temu).
Gil: Na razie nie bardzo jest o czym mówić... Mowgli żył sobie szczęśliwie z wilkami, aż przyszedł misiek i je zjadł. Tyle, że na samym końcu okazało się, że misiek miał znaczek przynależności do N. Essexa. Było to takie sobie... Całkiem nieźle przedstawione, z dobrą narracją, ale jednocześnie mało chwytliwe, a rysunki nie robiły wrażenia. Na razie dam 5/10 i poczekam, jak to się rozwinie.

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.12.24
ART ARENA 2

er.jpg

Esad Ribic okazał się zwycięzcą drugiej edycji "Art Areny". W finale pokonał Stuarta Immonena 45:29.

artarena2011medium.jpg

Ponieważ to ostatnie wydanie Pulse'a w tym roku, dlatego w imieniu swoim i pozostałych członków redakcji, chciałbym wam życzyć wszystkiego najlepszego w nadchodzącym 2014 roku. Żeby czytanie komiksów dalej sprawiało wam frajdę. Niech wasze kolekcje powiększają się o kolejne ciekawe pozycje i by Wam nie brakowało czasu na ich czytanie. No i bądźcie dalej z nami, ponieważ bez Was nie ma nas. Najlepszego!

Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.