Avalon » Publicystyka » Artykuł

Marvel Knights #2

Regres miał taki utwór "Z nadzieją w nowy dzień". Tak sobie pomyślałem, że jednak wyrzucę z tej rubryki plan na podsumowanie (na razie) co dla street levelu wydarzyło się dobrego/złego w kończącym się roku, a skupię się bardziej (ale nie tylko) na tym co dobrego idzie i przede wszystkim dlaczego wierzę w te konkretne serie i tytuły. Ale spokojnie. Będzie w częściach, dawkujmy sobie te przyjemności.

logo

Regres miał taki utwór "Z nadzieją w nowy dzień". Tak sobie pomyślałem, że jednak wyrzucę z tej rubryki plan na podsumowanie (na razie) co dla street levelu wydarzyło się dobrego/złego w kończącym się roku, a skupię się bardziej (ale nie tylko) na tym co dobrego idzie i przede wszystkim dlaczego wierzę w te konkretne serie i tytuły. Ale spokojnie. Będzie w częściach, dawkujmy sobie te przyjemności.

W najbliższym czasie w ramach All-New Marvel Now dostaniemy nową solową serię o Black Widow i Punisherze, obydwie pisane przez tego samego człowieka - Nathana Edmondsona (Who is Jake Ellis?, The Activity i Grifter). Ale, żeby dać 5 minut każdemu tytułowi ten numer rozbijemy na trzy części i zajmiemy się postacią nie tylko z perspektywy nadchodzącego tytułu i jej ostatnich przygód.



Black Widow, dużo więcej niż czarny lateks i burza rudych włosów.


mk2a

Nie wiem jak większość czytelników widzi obecnie tę postać. Czy dalej jako mokry sen nerdów i ulubiony materiał zdjęciowy po cosplayach, czy jako genialny przykład archetypu silnej kobiety w męskim świecie, która dawno wyszła poza szufladkę famme fatale (chciałbym, aby każdy tak ją widział). A może jednak jest tak, że każdy ma postać w dupie, traktując ją jako niezbędny choć wymuszony dodatek do obsady, bardziej z parytetu niż istotności postaci. Albo i gorzej, Black Widow to dla Was Scarlett Johanson i w życiu nie zmusiliście się nawet na chwilę, aby dać postaci szansę w komiksie.

Może mam szczęście, może nie. Moje pierwsze solowe spotkanie z Black Widow to okres, gdy Quesada w Marvel Knights próbował rewitalizować wszystkie podległe mu marki, w tym oczywiście i Black Widow. Z perspektywy czasu widzę jak bardzo nieoryginalny i mało twórczy wybrano na to sposób, jak bardzo nieciekawy w swoich założeniach... i jak bardzo podobny do większości prób zmian w postaciach w ciągu ostatnich lat. Nieważne, ważnym jest fakt, jak dobrzy scenarzyści z nawet mało odkrywczych pomysłów potrafili wykrzesać wzorową lekturę. Chodzi o dwie miniserie - "The Itsy Bitsy Spider" pisaną przez Devin Grayson (i wydaną kiedyś w Polsce przez Egmont) oraz kontynuującą te same wątki historię "Breakdown", gdzie Grayson pisała już do spółki z Gregiem Rucką.

Całe założenie serii to zetknięcie Nataszy z "nową" wersją Black Widow (Yelena Belowa, znana nam choćby z okazyjnych występów w New Avengers Bendisa). Pomysł ograny aż do bólu, który obronił się tylko dzięki próbie psychologicznego wyjaśnienia motywacji stojącej za obydwiema postaciami (choć wyszło to lepiej w drugiej mini dzięki niewątpliwemu talentowi Rucki do pisania kobiecych postaci) oraz uwiązaniu postaci dość mało prestiżowej miniserii w konsekwencje wydarzeń innych tytułów z Marvel Knights. W ten sposób zazębia się ona niejako z końcówką Daredevila od Kevina Smitha, ustanawiając Śmiałka jako postać drugo i trzecioplanową w seriach, oraz umiejętnie utrzymując świadomość, że serie z Marvel Knights, podobnie jak z reszty Marvela, dzieją się w tym samym uniwersum. Oczywiście możemy dyskutować czy nie było to wyrachowane zagranie żerujące na popularności restartu Daredevila, ale raczej nie, skoro w pierwszej miniserii DD nie pojawił się ani razu nawet na okładce, a jego znaczenie dla historii urosło dopiero w drugiej miniserii.

Grayson z Rucką stworzyli szpiegowską miniserię w swoim stylu, która jednak bardziej niż na kwestii politycznej skupia się na istotności ludzkiego elementu w organizacji i tego jak postaci historii nie są w stanie odciąć swojego życia osobistego od misji jaką sobie powierzyli. W sumie gdybym miał do czegoś przyrównać te dwie miniserie to do Winter Soldiera od Brubakera, pisanego już po jego domniemanej śmierci w końcówce "Fear Itself". Oczywiście Brubaker prezentuje wyższy poziom niż pomysły Grayson, ale możecie wyczuć klimat opowieści.

Wspominam te dwie miniserie, aby odnieść się do najczęstszego zarzutu, który pada wobec nadchodzącej serii o Black Widow. Ograny pomysł. Tak, materiały promocyjne atakują nas informacjami o Nataszy walczącej o odkupienie swoich krzywd za lata działań wywiadowczych na drugim froncie, czy o zagrożeniach z jej przeszłości i... bla bla bla, czyli rzeczami, które były tematem każdej miniserii po tych wyżej opisanych przeze mnie. Zarzut jest jak najbardziej trafiony. Black Widow jest postacią istniejącą w uniwersum tyle lat, że ze spokojem możemy uznać, że ratując tyle razy świat przed zagładą powinna już odkupić swoje winy przynajmniej dziesięciokrotnie. I może faktycznie mamy przed sobą deja vu, gdyby nie jeden mały problem. Większość serii z Black Widow to same doły listy sprzedaży. Marvel od lat próbuje sprzedać solowo postać, którą czytelnicy mają jakoś w dupie, więc zastanawia mnie czasem ile z osób, które krytykują powtarzalność pomysłów w przypadku tej postaci było czytelnikami jej przygód, a ile z nich faktycznie buduje swoje opinie na podstawie Internetu i zapowiedzi prasowych.

W sumie gdy myślę o większości znanych mi przygód postaci, tych solowych, jak i tych gdzie jest tylko częścią obsady, to mam problem z przypomnieniem sobie jej jednoznacznie złych występów (no, fakt, czytając jak ją prowadził Duane Świerczyński wymęczyłem się jak nigdy). Czy gdy współdzieliła tytuł z Daredevilem w latach '70 (fantastyczne przedstawienie postaci mimo swoich 40 lat), czy gdy biegała za Avengers i walczyła ze Skrullami, zawsze interesowała i zawsze... było mi jej za mało. Może jest to wina tego, że wychowany na "Aliens", "Terminatorze" czy nawet "Buffy", uwielbiam oglądać i czytać o silnych protagonistkach, które nie muszą od razu spełniać warunku babo-chłopa. Taką postacią jest Black Widow i czasem łapie się na tym, że ignorując aspekt historyczny, jest dla mnie ważniejszą żeńską protagonistką w komiksie niż Wonder Woman. Serio.

Tak widzę postać. Tak widzę też kwestię problemu "odgrzewanego kotleta" w kwestii scenariusza. Wierzę w tę serię dlatego, że wierzę w postać w rękach tego konkretnego scenarzysty - Nathana Edmondsona. Edmondson jest dla mnie obecnie obok Brubakera jedynym scenarzystą, który potrafi wczuć się w historie szpiegowskie dopasowane do takiego medium jakim jest komiks. Udowodnił to w Who is Jake Ellis (Image) i ciągle udowadnia w The Activity. A prawda jest tak, że nie ważne co już widziałem w historiach o Black Widow, bo dalej brakuje mi dobrego politycznego thrillera właśnie z Nataszą na czele, takiego, który będzie starał się uciec jak najdalej od bycia usilnie "super" w superhero.



The Punisher w LA i o tym, że wcale nie chcę powrotu Gartha Ennisa.


mk2b

Tu będzie dużo krócej. Bo widzę w nadchodzącej serii tylko jeden problem i tylko jedną możliwość porażki. Wcale nie jest to kwestia wyrzucenia Franka do LA, takie pomysły zupełnie mnie nie ruszają i nie potrafię zrozumieć tego usilnego trzymania się w przypadku takiej postaci jak Frank kwestii stałej lokacji (przypomnijmy sobie jego wakacje po Europie i ile radości dała nam lektura tych komiksów w TM-Semic).

Największym problemem dla Punishera jest, lub może być, kwestia dania mu znów czystego startu, który nie wytłumaczy do końca jego statusu w Marvelu obecnie jak i w ciągu ostatniego roku. To jest najgorsze, że nie czekam na tę serię tylko dlatego, że ciekawi mnie jaką wizję dla Franka będzie miał Edmondson, ale dlatego, że czekam jak ma zamiar wytłumaczyć co jego Punisher ma wspólnego z tym, który działa od jakiegoś czasu w Thunderbolts i co więcej, czy ktoś w końcu odpowie nam co wydarzyło się między ostatnim numerem świetnego Punisher: War Zone od Grega Rucki, a właśnie nową serią i pojawieniem się w Thunderbolts. Staram się nie spoilerować, ale Marvel zaserwował nam gigantyczną dziurę, którą zwyczajowo może zignorować, ale robiąc to zagra przeciwko takim czytelnikom jak ja, którzy uparcie śledzą właśnie te postacie z drugiej ligi.

To są problemy dla Edmondsona. Owa dziura i prowadzenie postaci po runie Rucki, który przewartościował postać na nowo po latach, gdy liczyła się tylko interpretacja Gartha Ennisa. Koniec jednowymiarowego psychopaty, który bardziej pasowałby do Sin City Millera niż 616 w Marvelu. Koniec postaci, która pod fasadą celów do osiągnięcia wyzbyła się zasad. Innymi słowy, koniec postaci, której lubić nie należy, bo założeniem scenarzysty miało być przedstawienie jego psychozy i antypatyczności. Rucka przedstawił nam Punishera, który ma być postacią ciekawą dla czytelnika przez swoją enigmatyczność, postać, która znów ma być żołnierzem na misji, ale uaktualnionym o nasze współczesne widzenie świata (kwestia retconów Rucki na Punisherze była dla mnie trudna do zaakceptowania, ale z czasem nauczyłem się rozumieć jego założenia). Podobnie jak wcześniej staram się nie spoilerować, ale należę do tych czytelników, którzy uważają run Rucki za jeden z najlepszych okresów tej postaci (innym jest "Circle of Blood" choć w przypadku tej historii nie chodzi tylko o Punishera). Rucka zbudował dla Punishera całą obsadę drugoplanową, bez ograniczania się tylko do pomocnika i głównego antagonisty. Co więcej, zbudował historię o Punisherze, która w wielu momentach nie była ani prezentowana z jego punktu widzenia, ani nawet przy jego obecności. W pewnym sensie Punisher Rucki to najlepszy kryminał w mainstreamie ostatnich lat.

Dlatego boję się o Edmondsona. A właściwie boję się o siebie i swój odbiór jego komiksu. Jestem ciekawy jaką wizję postaci przyjmie. Ale liczę przy tym na to, że jego Punisher będzie wychodził bezpośrednio z poprzedniego runu i powoli, acz konsekwentnie będzie przybierał formę taką jaką wyobraził sobie na postać.



Nathan Edmondson (coś więcej o autorze).


Edmondson nie jest debiutantem, ale na bank nie zdążył odcisnąć jeszcze zbyt wielkiego piętna na mainstreamowych komiksach. Taki standardowy czytelnik ograniczający się do komiksu superhero może go kojarzyć tylko z pracy przy Ultimate Iron Man: Demon In The Armor w 2012 (i chwili współtworzenia z Brianem Woodem jego wersji Ultimate X-Men) oraz z krótkiego okresu pisania Griftera w New52 dla DC (potem z niewiadomych względów zmienił go Liefeld, który posłał serię do grobu). Ale nie są to komiksy przez pryzmat, których chciałbym oceniać przyszłość serii Edmondsona w Marvelu. Tu bardziej przydadzą się dwa inne tytuły z Image Comics (o których notabene wspominałem) - The Activity oraz Who Is Jake Ellis?.

The Activity ma założenie proste jak but, śledzimy akcje grupy związanej z Wywiadem Wojskowym (konkretnie Inteligence Support Activity). I mówiąc śledzimy mam na myśli obserwowanie jak zdobywają informacje, jak je wykorzystują, jak działają w polu, jak dogadują się między sobą poszczególni członkowie, jak potrafią się nie dogadywać i jak radzą sobie z konsekwencjami swoich działań. Absolutnie nic odkrywczego gdyby nie to, że ten komiks czyta mi się lepiej niż ogląda większość aktualnych amerykańskich filmów i seriali bazujących na podobnych motywach. Edmondson osiąga wszystko prostymi efektami, utrzymując dynamikę relacji między zespołem i nie gubiąc się w strukturze własnej opowieści, tak by próbować na siłę zbyt często zaskakiwać czytelnika. Aha, komiks rysuje Mitch Gerads, który będzie też odpowiedzialny za rysunki w The Punisher. 

W Who Is Jake Ellis? mamy inną stronę historii szpiegowskiej, bardziej noir, bardziej kameralną. Tu podążamy za Johnem Moorem, byłym analitykiem CIA, który w wyniku dawnego eksperymentu związanego z tzw. zdalnym widzeniem i percepcją poza zmysłową wszedł w kontakt z Jakem Ellisem, widmową postacią pomagającą Johnowi wiedzą o otoczeniu i zdarzeniach wokoło. Ta specyficzna dwójka wraz z wykorzystywaniem swoich umiejętności w celach osobistych wpada też na trop informacji mogących wyjaśnić faktyczne pochodzenie Jake'a. To i więcej znajduje się w Who is Jake Ellis? i sequelu Where Is Jake Ellis? Proszę, niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że taka historia nie zapowiada dobrze pomysłów jakie może mieć człowiek, w którego rękach spoczywają losy Black Widow.



mk2c

W 2011 roku w Internecie pojawiła się promocyjna grafika przedstawiająca Moon Knighta, Daredevila i Punishera z hasłem "Big Shots". Zachęcała ona do kupna trzech nowych serii o tych postaciach (początkowo tylko Moon Knight miał ogłoszony team twórców, reszta była "classified"). Z tych trzech serii tylko Daredevil niezmącony żadnymi roszadami doszedł do dzisiejszej zmiany numeracji. W międzyczasie Greg Rucka zostawił Punishera po sporze z Marvelem o nie konsultowaniu z nim innych występów postaci (pojawienie się w Thunderbolts), a Moon Knight przez słabe wyniki sprzedaży zakończył swoją historię na 12 numerach. Wygląda to źle, gdyby nie fakt, że szczęśliwie każda z tych serii była w stanie DOBRZE zamknąć swoje wątki wraz z ostatnim numerem (coś co podobno nie udało się ostatnio w Scarlet Spider vol. 2 jak sugerują czytelnicy tytułu). To jest mój ostatni na dziś argument, aby dać szanse tym seriom. Black Widow nie ma szczęścia do solowych tytułów, Punisher radzi sobie lepiej, ale ma problem ze zmianami wśród twórców i usilnym wiązaniem go w uniwersum bez logiki i z tragicznymi konsekwencjami (Frankencastle). Ale skoro poprzednio Marvel inwestując sporo w te tytuły (promocja, plus dobranie wzorowych duetów twórców) był w stanie mimo problemów zamknąć serie tak, aby czytelnik nie został oszukany zamknięciem serii to i tym razem mamy szansę na mniejszy lub większy (oby) wycinek wzorowej lektury bez potrzeby nazywania tego "cokolwiek" Avengers lub dodawania litery X, bo inaczej masy tego nie kupią.

Marvel ma teraz wielu świetnych scenarzystów, jednym z nich jest Edmondson. To, że nie pisze prestiżowego grupowego tytułu z dwóch największych franszyz nie znaczy, że nie jest godny Waszego zainteresowania. Ja przynajmniej wierzę w jego serie. Podobnie jak serie, o których wspomnę następnym razem.

PS: A skoro w intro pisałem o tym Regresie to żal aż nie podlinkować:

Kuba G. (Jakub Górecki)



W najbliższej przyszłości:
- Zaraz po nowym roku w MK3 padnie kilka słów o następnym tytule All-New Marvel Now, ale jeszcze nie wiem o którym, w sumie decyzje mogą podjąć osoby, które te rubrykę przeglądają. Wybrany zostanie tylko jeden tytuł z powodu drugiej części rubryki, gdzie poruszę kwestię retconów w komiksach i mojego podejścia do nich (często negatywnego, co użytkownicy Avalonu mogą kojarzyć). Oprócz moich opinii pojawią się też i cudze, w tym Grega Rucki, któremu bardzo dziękuję za udzielenie mi odpowiedzi w tym temacie.
- W dalszych numerach obiecany Shang-Chi, Ben Urlich i historia Marvel Knights w częściach.



Zgadzasz się z autorem, a może wręcz przeciwnie? Podziel się swoja opinią w temacie Marvel Knights


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.