Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #21 (10.12.2007)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 10 grudnia 2007 Numer: 21/2007 (21)


Tę edycję Pulsa sponsoruje literka 'U'. To właśnie dwa tytuły spod znaku tej literki zrobiły najwięcej szumu w zeszłym tygodniu. Uncanny X-Men #493 z kolejną częścią Messiah CompleX zebrał bardzo pochlebne recenzje, za to flagowy tytuł imprintu Ultimate, premierowy odcinek Ultimates 3 wywołał bardzo mieszane reakcje.


 

Annihilation Conquest #2 avalonpulse0021f.jpg
Gil: Historia nam się rozkręca nie gorzej od CompleXu, chociaż styl ma zdecydowanie inny. Jest kilka mocnych momentów - zwłaszcza torturowanie Blastaara i Ultron pchający łapy gdzie nie trzeba. Wyjaśniła się rola High Evolutionary, więc nie mam już zastrzeżeń co do niego, a Warlock okazuje się niezwykle dynamiczny. Ktoś jednak powinien coś zrobić z Mantis, bo gdzie się pojawi, tam kradnie cały numer. Chociaż trzeba przyznać, że Kl'rt prawie ją dogania. Teraz pozostaje czekać, aż nasi dzielni bohaterowie w końcu wpadną na siebie i zacznie się prawdziwa rozwałka. Ocena: 8/10
Demogorgon: Ultron wyszedł z kryzysu na temat swojej płci, za to zaczął wyżywać się na bezbronnych lesbijkach. Dobra, może "bezbronna" to ostatnie słowo, jakim można nazwać Moondragon, ale gdy pan przywódca Phalanx wkoryczył na scenę, to biedaczka nie miała nic do gadania. Ciekaw jestem, czy przeżyje, czy też mamy kolejną smutną śmierć w tym roku.
A po za tym to numer jest bardzo dobry, drużyna Quilla wymiata, jak zwykle zresztą. 7/10
S_O: Podbój się rozwija, Ronan i jego wesoła kompania spotykają się z robalami, Star-Lord i JEGO wesoła kompania prowadzą ruch oporu, High Evolutionary wyjaśnia swoją obecność (przy tej okazji gratulacje dla edytorów i szefów w Marvelu za to, że w Endangered Species High pojawił się jako hologram. Mała rzecz, a cieszy), Ultron się ujawnia i odwala Draxa na Moondragon (która nie ma klasy, żeby tak się tym zainteresować, jak Thanos), a Blastaar co prawda umarł, ale jeśli dobrze zrozumiałem, przed końcem miniserii mu przejdzie. Nie ma zaskoczeń, jak w poprzednim numerze, ale jest dobrze, ludziska, jest dobrze!
Hotaru:
Może i numer ten jest pozbawiony takich rewelacji, jak część pierwsza, ale pomimo tego czyta się dobrze. Przyznaję, że pojawienie się pewnych postaci troszkę wybiło mnie z rytmu, np. Star-Lorda i jego wesołą kompanię uznaję za zdecydowanie nieinteresujących. Podoba mi się za to wszystko, co się dzieje w labie Evolutionary'ego. Rysunki są na stałym poziomie... nie tyle z panelu na panel, co z numeru na numer. Nie są może genialne, ale nie przeszkadzają zbytnio w odbiorze. Czekam na więcej!

Avengers: Initiative Annual #1
Gil: Generalnie, Annuale są złe. Tym razem jednak znaleziono sposób, by choć trochę poprawić odbiór, powierzając napisanie numeru scenarzyście głównej serii i zamiast jednego wielkiego gniota serwując kilka mniejszych historyjek. Rezultat nadal jest średni, ale przynajmniej nie drażni. Dowiadujemy się, że do Inicjatywy poprzyklejały się różne paskudztwa (że użyję eufemizmu), które mają własne cele. Różne Hydry, inteligentne kosmiczne bronie, Skrullowie, naziści lubiący śpiewać czy też inni zboczeńcy i popaprańcy... Może to i dość odkrywcze, czasami nawet zaskakujące, ale jednak wolałbym, aby wyszło to wszystko na jaw w trakcie jakiejś regularnej historii, a nie zostało rzucone jak garść ochłapów. Odbiór psują też bardzo nieregularne i w większości kiepskie rysunki. Ocena (głównie za zawartość merytoryczną): 6/10
Demogorgon: I obiecujemy wam zielonego Skrulla w każdym stanie! Nie ma co, historia z Liberteens była najlepsza ze wszystkich. Zaczynam nawet po cichu liczyć, że w the Twelve Straczynski zafunduje spotkanie dwunastki z tą bandą. Może nawet ten z Twelve, który ma zginąć w pierwszym numerze, kopnie w kalendarz, bo dostanie zawału, jak zobaczy, jaka banda pijaków i hedonistów przejęła dziedzictwo jego przyjaciół z Liberity Legion? Plusik za połączenie członków zespołu w fajne pary. A teraz możemy zacząć rozmyślać, kto w the Order i GLI jest Skrullem.
Co do reszty historii...Dobrze, że Armory wyleciała z Initiative. Komu potrzebna supermocna emo, skoro mamy udającego emo domorosłego psychologa? Motyw Gauntleta to zaś materiał na What if, pod tytułem "Co by było, gdyby tamten agent Hydry nie był takim tępym jełopem?". Historia Hardballa mnie rozśmieszyła, a ta ze Scarlet Spiders nie przypadła mi do gustu. Sam zresztą nie wiem czemu, może wnuczek twórcy superżołnierza mnie nie przekonuje (zwłaszcza, ze już dawno powinno zgarnąć go Weapon X/Plus, kiedy jeszcze istniały, rzecz jasna). Ocena poszczególnych historii: Gauntlet/Armory: 6/10, Hardball: 6/10, MVP: 5/10, Liberteens: 7/10, Średnia: 6/10
S_O: OK, poznajemy genezy Gauntleta i Armory, które, oprócz tego, że ich gadżety są w jakiś sposób powiązane, nie są zbyt interesujące. Za to kolejna historyjka, ta o Hardballu, naprawdę zaciekawia i z chęcią bym ją pochwalił, gdyby nie rysował jej sparaliżowany od szyi w dół Steve Uy. Kawa na ławę o MVP nie za bardzo mi przypasowała - zdecydowanie wolałbym się tego dowiedzieć dzięki jakiemuś sub-plotowi w Sherlockiem Justicem i Doktor Cloud Nine - za to von Blitzschlag miażdży - zwłaszcza, gdy zawikipediuje się jego samolotową lekturę, "Boys from Brazil".
A na koniec witamy nową inicjatywną drużynę z Filadelfii, która mogłaby dostać własną miniserię (albo chociaż kilka shortów w Marvel Comics Presents), w składzie: dwoje aryjskich blondynów, dwoje ciemnoskórych, dwoje kryształowych i jednego zielonego z pomarszczoną brodą. Ogólnie rzecz biorąc, annual nie należy do najgorszych.


avalonpulse0021g.jpg House of M - Avengers#2
Foxdie:
Facet gadający z Lukiem: "I was hopin' maybe you Avengers could..."
Luke Cage: "What's an Avenger?"
Jak widać edytorzy Marvela nie zawiedli mnie tym razem i Luke twardo trzyma się swojej kwestii. Nieważne, jak nazywają ich media, oficjalnie Avengers nie istnieją i zdaje się, że ta prawidłowość zostanie zachowana. Miesiąc temu podchodziłem do tej serii dość sceptycznie, a teraz zostaję mile zaskoczony, bo przyjemne z tego czytadło. Poznajemy też nową wersję narodzin Punishera, która robi wrażenie, ale Frank Castle częścią Brotherhood? Nuff Said! Szkoda, że to chyba koniec houmowego koteczka, Tigry. Ocena: 7/10
Gil: Pierwszy i podstawowy błąd Gage'a to (nie całkiem) oficjalne nazwanie grupy Cage'a "Avengers". To nie powinno było się stać, bo w HoM nic o żadnych Avengers nie wiedział. To właściwie jedyny poważny błąd, ale historia nadal wydaje się jakaś nie taka. Niby coś się dzieje, ale nie czuć tego. Za dużo miejsca zajmuje przedstawienie zHoMowanej historii każdej postaci. Sytuacje są trochę sztuczne, a cliffhanger nie rusza. Nie da się tego określić inaczej niż "czytadło". Ocena 5/10
S_O: Genialny HoMowy Punisher, mniej genialna cała reszta. Poznajemy HoMowe Brotherhood w składzie "ktokolwiek się nie pojawił w głównej miniserii lub tie-inach", poznajemy nowy gang w Sapien Town. Ogólnie, ta mini ma najwyraźniej za zadanie zHoMować wszystkich, którzy się zHoMowaniu oparli podczas samego eventu. Pomysł ciekawy, ale czy warto?
No i po raz pierwszy pojawia się określenie gangu Cage'a jako "Avengers". To słowo zostało wypowiedziane w tym numerze cztery razy - i o cztery razy za dużo.

Howard the Duck vol. 3 #3
Gil: Opłaciło się dać kaczce szansę, bo chociaż nadal wygląda jak gęś, to zaczyna wymiatać jak orły, sokoły. Cóż, niektóre historie rozkręcają się niemrawo, ale finiszują z fajerwerkami. MODOT jest zły jak sam skurczypaputek i ma szatański plan, który... musi się udać, bo wszyscy wierzą telewizji. No, nie ma bata - zło zwycięży. Chyba, że na drodze stanie mu kolejny nieprawdopodobny zbieg okoliczności, albo wdzięki Bev. Najlepsze w tym wszystkim są zachowania szarych obywateli z ulicy. "Don't let it invade us!" Hehe... Ocena: 6/10
S_O: Humoru trochę mniej, akcji i intrygi trochę więcej. Zły i szalony plan MODOTa zatacza coraz większe kręgi. Nikt nie może czuć się bezpieczny przed jego machinacjami. Bo nikt nie odstawi telewizora... Jako satyra na przeciętnego, stereotypowego Amerykanina, który wierzy we wszystko, co powiedzą media - wyśmienite.

Ms. Marvel vol. 2 #22
Foxdie: Męczący numer, mało się dzieje. Większość fabuły pochłonęły wewnętrzne rozterki między Cru, a Carol. Aarona w tym numerze jak na lekarstwo i nawet nie wyjaśnili, jakim cudem Sum przeżył akcję z poprzedniego numeru. Jednym słowem: nudy. Ocena: 6/10
Gil: Strzeż się, Machine Manwoman, bo Sleepwalker wchodzi ci w kompetencje, kradnąc numer. Karolka nadal zmaga się z blusem, ale tym razem coś z tego wynika i jest to dosyć interesujące, tylko nadal nie pasuje mi tu całe to zamieszanie z Brood, bo jakoś nie widzę dla niego miejsca w continuity. Cóż, miejmy nadzieję, że jakoś się to wyjaśni, bo zapowiada się, że następny numer przyniesie rozwiązania. Ocena: 6/10
S_O: Sleepwalker zdecydowanie kradnie palmę pierwszeństwa Machine Manwoman. A tymczasem Carol pokazuje, że ma nie tylko moce, ale i bojowe wyszkolenie, i że można pokona grupkę Brood, będąc uzbrojonym tylko w sękatą gałąź. A dalej mamy spacer po świadomości Cru i osobowościach Carol (ziew). A na koniec cliffhanger z gigantycznym robalem. Fajnie.

Ultimate X-Men #88 avalonpulse0021h.jpg
CrissCross: Nadal mnie nie przekonuje, ale jest ciut lepiej niż poprzednio. Może dlatego, że po poprzednim numerze zdołałem wreszcie przetrawić rewelację wielkiej ściemy zaproponowanej nam wcześniej przez duet Cable-Bishop. Nie podoba mi się to, ale cóż... Kiepsko pociągnięty wątek powrotu Hanka. Wygląda to mniej więcej tak: "Cześć dzieciaki, wróciłem! Cieszycie się? Bo ja bardzo". I wielki uśmiech, jakby nic się nie stało. Być może to wina scenarzysty, a może też rysunków. A te są po prostu największą bolączką numeru. Emma w Hellfire Club wyszła jak 50-letnia prostytutka. Mam chociaż nadzieję, że jak tylko na horyzoncie pojawi się En Sabah Nur, to coś się poprawi.
Hotaru:
Kirkman wyrasta na Ultimate'owego odpowiednika Reginalda Hudlina. Bynajmniej nie z powodu akcentów zabarwionych rasizmem, a przez głupotę jego scenariuszy. Widocznie czuje się bardzo pewnie na stołku scenarzysty, może ma jakiegoś haka na Quesadę (podejrzewam, że tylko dlatego też Hudlin jeszcze jest w Marvelu), bo to, co czyni z tym tytułem, woła o pomstę. Wrzuca do kotła kolejne wątki, nie kończąc poprzednich, albo kończąc je w sposób wybitnie niesatysfakcjonujący. Do tępych scenariuszy dochodzą toporne rysunki... Larocca w żaden sposób nie odniósł się do tego, że rysuje (i inkuje) dla linii Ultimate i jego kreska nie stała się nowoczesna... jest tak samo szkaradna. Przy jego panelach rysunki Paquette'a urastają niemal do miana arcydzieła. Niech Ultimatum nadejdzie i jakoś zrestartuje ten tytuł, bo z obecnie prowadzonych historii już nic dobrego nie urośnie.

Omega The Unknown vol. 2 #3
Gil: Z psychodelicznej mgiełki zaczynają się powoli wyłaniać jakieś konkrety. Na razie nie ma ich wiele, ale zaczynają formować powiązania, dzięki którym cała historia może się ładnie zamknąć we właściwym czasie. Tymczasem, Omega smaży frytki, Alex zderza się z publiczną oświatą, a Mink udowadnia, że zdrowy psychicznie to on nie jest. Jest też nowa gwiazda, czyli Fonzie the Pimp Daddy. Konia z grzędą temu, kto zgadnie, o co chodzi w numerze z palcem i co się dzieje z twarzami w parku. Ocena: 7/10

The Order vol. 2 #5
Gil: O kurcze! Tutejsza Paris Spears dała się nagrać! Jaaacie! Ale zanim ten filmik pojawi się do ściągnięcia na Avalonie, będziemy musieli przechytrzyć tutejszą Ally McBeal, której monologi i historia życia są równie nie wciągające, co pozostałych. Są też nowi przeciwnicy, którzy jakoś nie lubią Orderów. Witam w klubie. Zdaje się, że wszystkie impoujące nazwy drużyn są już zajęte, skoro nazwali się jak kwiatki. Tak, wiem... Black Dahlia bla, bla, bla... Nie zmienia to jednak faktu, że nie są ani zbyt oryginalni, ani specjalnie interesujący. Jak cała ta seria zresztą. Ocena 5/10
S_O: OK, to co my tu mamy? Sfrustrowanego żółwia niszczącego kabriolety, badass prawniczkę i gotycko-mroczny zespół superlesbijek polujący na ex-orderowców. Aha - i Stark kupuje Orderowi posiadłość w stylu greckim (bo chociaż do nazwy "Panteon" praw nie mają, to nadal będą za taki pozować). Aha - i Holly (młotkowa) okazuje się być byłą gotycko-mroczną superlesbijką.

Silver Surfer: In Thy Name #2
Gil: No i się zaczyna... Anihilacja przysporzyła popularności kosmicznym bohaterom, więc teraz trzeba szybko ją zrujnować kiepskimi historyjkami. Wszystko tutaj dzieje się zgodnie z przewidywaniami, a całą treść można zawrzeć w stwierdeniu: Surfer nie chce być zbawicielem kosmitów, więc go ukrzyżują. W części pierwszej, kiedy pokazywano utopię, przynajmniej obrazki były kolorowe i zachęcające. Teraz jest za ciemno i mało atrakcyjnie. Ocena: 4/10

avalonpulse0021l.jpgUltimates 3 #1
Foxdie: Mark wróć! Brian wróć! Co tu się dzieje!? Chaos, jeden wielki chaos. Loeb nieudolnie próbuje dorównać swojemu poprzednikowi i wyciąga kolejne wątki niczym króliki z kapelusza. O ile samą fabułę jeszcze można przeboleć, to dialogi są już totalną klapą i w pamięć zapadł mi zaledwie jeden. A to, co zrobił Wandzie M. na koniec numeru jest niewybaczalne, lepiej, gdyby zastąpił ją Janet D. Nie wspominając już o Quicksilverze, który dziurawi sobie dłonie raz w miesiącu dla zabawy, dlatego w ogóle nie odczuł tej wyrwy w swojej ręce. Rysunki to już całkiem inna historia, ale równie dramatyczna. Gdyby Madureira został na poziomie znanym z Battle Chasera, nie miałbym większych zastrzeżeń, chociaż w porównaniu z Hitchem to dwa różne światy. Niestety w ramach rozwoju Madureira zaczął rysować równie chaotycznie, jak elita połamańców (czyt. Ramos, Bachalo, Yu). Chociaż czasami miałem wrażenie, że duża wina leży po stronie inkera. Jest kilka smaczków, takich jak Valkyria, Scarlet Witch czy Black Widow baraszkująca z Tonym, ale jak to się mówi, trzy obrazki wiosny nie czynią. Poprzednicy wysoko podnieśli poprzeczkę, a Marvel nie zauważył, jak bardzo i przydzielił do nowych Ultimates ekipę, która według mnie z góry skazana jest na porażkę. Obym się mylił. Ocena 6/10
Gil: Nigdy specjalnie nie lubiłem Madureiry, ale tutaj, z tymi kolorami i tuszem, po prostu zachwyca. Zwłaszcza Valkyrie jest totally hot! Warstwa graficzna jest więc zdecydowanym atutem tego numeru, a co z warstwą fabularną? Loeb, ot co. Dzieją się dziwne rzeczy, w których trudno się dopatrzeć sensu. Znani bohaterowie zachowują się inaczej niż zwykle. Pojawia się mnóstwo wątków, które na pierwszy rzut oka nie mają nic wspólnego, a wyskakują jak diabły z pudełka. Nasza uwaga zostaje natomiast skierowana na film z bzykankiem Tosia i Natashy. Spokojnie, ten też w końcu będzie do ściągnięcia na Avalonie, a ja od razu mogę Wam powiedzieć, kto stoi za jego wyciekiem. MODOT ;) Ocena (głównie ze względu na grafikę): 7/10
Demogrgon: the worst color ever. Poważnie, kolory są tak nałożone, że przez cały czas miałem wrażenie, ze wszystko toczy się w kłębach dymu papierosowego. Gdyby nie to, to podobałyby mi się nawet rysunki. Nie zgadzam sie z tymi, którzy narzekają na brak reakcji ze strony Quicksilvera na dziurę w ręce. Kto normalny myśli o swoich ranach, kiedy ukochana osoba umiera mu w dłoniach, no kto? Po za tym to scenariusz jest słaby. Zepsucie delikatnych aluzji, które Millar czynił jeszcze w Ultimate X-Men, Venom, który szuka nie wiadomo kogo...Gdyby nie świrujący Clint i taśmy Starka, radziłbym wywalić komiks do kosza. 4/10
redevil: Ultimates było komiksem, który jako pierwszy w życiu kupiłem, a później czytałem w oryginale. Od czasów jego przeczytania wielbie ziemię, po której stąpa Millar, więc jako totalny fanboy ze zgrozą podchodziłem do projektu Loeba i niestety moje oczekiwania spełniły się. Komiks scenariuszowo jest po prostu żenujący. Zginęły dwie postaci? I co z tego? Bardziej się z tego uśmiałem niż przejąłem. Wyskakujące co chwila nowe wątki też specjalnie mnie nie zachwycają, a powiedzenie na głos, że Pietro i Wanda się kochają, to po prostu stwierdzenie oczywistego faktu wynikającego z poprzednich numerów pisanych przez MM. A oto lista postaci, które nie przypadły mi do gustu: Hawkeye (aka Grifter aka Bullseye), Janet Pym (aka Black Widow), Scarlet Witch (aka topless dancer) i reszta postaci z numeru :). 0/10 za scenariusz, 5/10 za rysunki.
Lex: Ojej. Zrobiło mi się przykro podczas lektury tego komiksu. Nawet nie chodzi o to, że jest żenująco słaby. Czytałem gorsze i nie powodowały u mnie smutku. Mój żal płynie z pamięci tego, jak rewelacyjna była do tej pory ta seria. Ultimates byli dla mnie najbardziej "altimejtowym" komiksem z całego "altimejta". Taka kwintesencja tego imprintu. Wyjątkowi bohaterowie, idealnie "dostosowani" do obecnych czasów. Błyskawiczna akcja, genialne rysunki, niespodzianki i zwroty akcji. Niestety, trzeci volume można chyba spisać na straty, bo Loeb zupełnie nie czuje tego klimatu. Można wymieniać szereg bullshitów - najbardziej zdenerwował mnie sposób przedstawienia relacji w zespole. Loeb uznał, że warto będzie przedstawić Ultimates jako grupę skonfliktowaną. Nie on jeden, częsty motyw w komiksach. Tylko szkoda, że przeszadził. Jego Ultimates nienawidzą się chyba bardziej niż członkowie X-Force/X-Statix (a przecież to była parodia). Żeby oddać sprawiedliwość, trzeba wspomnieć, że kilku członków zespołu dla kontrastu darzy się miłością. I tu też Loeb idzie na całość - miłość to bezgraniczna, ślepa i oczywiście powodująca problemy w relacjach z innymi członkami zespołu. Nie takich Ultimates pokochałem.
A o co chodzi z Venomem, nie chcę wiedzieć. Whatever. Ultimate się kończy, pora zamykać Triskeliona. :)
avalonpulse0021i.jpg
Jaro: Szkoda słów. Loeb pojechał po najmniejszej linii oporu, wrzucając na sam początek sekstaśmę (bo to zawsze się spodoba), do tego jeszcze dorzucił parę "tajemnic" (Venom wpada i drze się ciągle "gdzie ona jest?" akurat w momencie, kiedy Wandy nie ma w budynku, cholernie ciężko zgadnąć, o kogo mu chodziło) i odkrył Amerykę, uroczyście oznajmiając, że mamy kazirodztwo w drużynie, a fe, aż Cap się zarumienił. I jeszcze na koniec zafundował nam mały absurdzik, gdy Pietro goni kule wokół Wandy, zamiast ją po prostu wziąć na ręce i uciekać w cholerę. Poziom wykonania tej potężnej dawki bullshitu po prostu przemilczę, bo bez bluzgów by się nie obyło. Rysunki? Spoko, same z siebie są niezłe. Jedyny ich problem polega na tym, że do The Ultimates pasują tak samo, jak Jeph Loeb.
Ocena: 0/10; soundtrack: wron krakanie, psów wycie, świń kwiczenie.
Crov: Lepsze niż "Wolverine" Loeba, ale nie ma prawa być nazywane "Ultimates". To nie jest poziom Millara i Hitcha. Rysunki momentami są ohydne, a momentami przyjemne. Scenariuszowo widać, że to Loeb - słabe dialogi i dowcipy, jedynie pomysł z sex-tape fajny. A, no i Quicksilver zachowujący się kompletnie normalnie, mimo dziury o średnicy kilku centymetrów w ręku, jezu, co za debilizm...
Bertoluccio:
Ponieważ byłem przygotowany na najgorsze, muszę przyznać, miło się zaskoczyłem tym numerem. Kilka motywów fajnych, jak np. sex-dvd Starka. Kilka bardzo słabych - zwłaszcza "kawa na ławę" o Quicksilverze i Wandzie. Rysunki nawet fajne, jeżeli zapomni się o realiźmie Hitcha. Ogólnie zgadzam się z porównaniem, jakie wymyślił ktoś na Millarworldzie - Ultimates Volume 3 jest tym dla v1 i v2, czym X-Men: The Last Stand do X1 i X2. Jest barwniej, bardziej wybuchowo i efektowniej. A że zatracił się klimat poprzednich cześci, to już musimy się z tym pogodzić albo wogóle nie czytać.
Hotaru:
Nie czytałem poprzednich Ultimates, więc wiele wątków jest dla mnie dość zagadkowych, a trudno mi ocenić, co wynika z mojej ignorancji, a co z zamysłu scenarzysty. Na szczęście końcowa akcja numeru jest na tyle wstrząsająca, że i tak sięgnę po część kolejną. Nie podobają mi się za to rysunki... a dokładniej kolory na nie nałożone. Lubię kreskę Madureiry, ale przez te kolory olbrzymie traci na czytelności. Mam nadzieję, że w następnych numerach kolory lepiej wyeksponują narysowane postaci, bo teraz wszystko zlewa sie z tłem.
Walter: No to będzie tak... Osobiście lubię "pełne" rysunki, wiem, to szowinistyczne, ale do cholery, jestem facetem - lubię mieć na czym oko zawiesić. Motyw wejściowy, to znaczy sex-dvd Mr. Stark i Black Window był co najmniej zacny. Poziom numeru... cóż, Ultimates 1 & 2 byli mocniejsi. Jednakże motyw delikatnie niezrównoważonego Hawkeya zapowiada się ciekawie. Osobiście mam nadzieję, że zdestabilizują go jeszcze bardziej. Studium ludzkiego szaleństwa jest nad wyraz pociągające :D Bezogródkowe obejście się z Quicksilverem i Wandą nie jest dla mnie jakiś szczególnym zaskoczeniem. Aczkolwiek interesują mnie (tu również mam nadzieję, że się pojawi) poczynania Magneto. Miło również, iż w świecie Ultimates pojawił się doktor Black.

avalonpulse0021j.jpg Uncanny X-Men #493
Foxdie: Aż łza kręci się w oku, czytając takiego crossa, od razu wracam wspomnieniami to X-Tinction Agenda czy X-Cutioner's Song. Ten numer po brzegi wypełniony jest akcją, która zwalnia dopiero na ostatnich dwóch stronach. X-Men kontra Sentinels, czyli jak za starych dobrych czasów, walka jest zaciekła i świetnie rozrysowana. W kwestii Cable'a nie wyjaśniło się jeszcze za wiele, poza tym, że stał się celem numer jeden zarówno dla Marauders, jak i X-Men, którzy myślą, że Nathan odpowiedzialny jest za atak Sentineli. Nice. Pojawia się też więcej pytań, chociażby to kto i dlaczego załatwił wszystkich telepatów w Instytucie? Dobrze, że kolejne numery ukazują się co tydzień, bo nie zniósłbym miesięcznego czekania. Po raz kolejny Messiah CompleX to hit tygodnia. Ocena: 10/10
Gil: Po cichu przewidywałem sobie, że po pierwszym uderzeniu, tempo crossa zwolni trochę i chociaż cały numer wypełnia intensywna nawalanka z Sentinels, czuć trochę to zwolnienie. Objawia się ono w spadku intensywności odczuć przy czytaniu. Wcześniej było więcej napięcia, ekscytacji i oczekiwania na jakąś rewelację. Tutaj: "No, fajnie się tłuką, ale kiedy coś się wydarzy?" Z ważniejszych wydarzeń mamy tylko ujawnienie, że Sentinele opanowały nanity i oskarżenie Cable'a o spowodowanie tego oraz zebranie X-Force. Akurat ten ostatni ruch został zapowiedziany wcześniej, więc niespodzianki nie ma, a sama zbiórka przypomina wyciąganie królika z kapelusza, bo odbywa sie z panelu na panel. Jest też kilka nokautów i zapowiedź spotkania Cable'a z Predatorem X, ale jakoś nie czuć tego tak intensywnie, jak wcześniej. Rysunki wyglądają miejscami lepiej niż standardowy Tan, ale niestety nie trzymają poziomu przez cały numer. Tak czy inaczej, cross nadal jest świetny. Ocena 8/10
S_O: Bru nie stara się chyba nawet w połowie tak, jak w Captainie. Operowanie dużą ilością off-panelowych zdarzeń nie wpływa pozytywnie na odbiór. Ale to wszystko rekompensuje AKCJA! Naprawdę, dla nacieszenia oczu (i nadnerczy) walką z Sentinelami, warto zdobyć ten numer. Pojawia się kilka nowych pytań (jak choćby to, kto - skoro Cable biega sobie przez Alaskę/Kanadę, a Cassie Novę zaklepał sobie Whedon - korzysta z nanosentineli? Kto skasował telepatów? Dokąd obrzydliwie wyglądający Sinister przetrasportował dane? Skąd Hep wzięła strzelbę?), a rozmowa Logana ze Scottem - obrazująca, do czego doszło - wyśmienita.
Jaro: Trochę gorzej niż poprzednio, co oczywiście nie znaczy, że źle. Numer jest generalnie bardziej oldschoolowy niż wcześniejsze (zwłaszcza ostatnie sceny z offpanelowym uformowaniem X-Force), walka z Sentinelami jest bardzo dynamiczna, pojawiają się kolejne świetne niespodzianki w postaci nanosentineli Novy (i kto je wypuścił? czy na pewno Cable? Purifiers? Sinsiter? Ktoś jeszcze?) i wyłączenia telepatów (co z kolei można by tłumaczyć np. jako efekt uboczny uaktywnienia telepatii u Jean, o ile mała to jest właśnie ona; swoją drogą, coraz bardziej przekonuję się do tego, że naprawdę dobrym powrotem byłby powrót pani Grey jako niemowlaka i nieprzywracanie jej potem do dorosłego stanu, ale wychowywanie przez Scotta i Emmę - to byłoby dopiero wow). I jeszcze Cyclops dalej nie traci przywódczych jaj. Brakuje jednak trochę klimatu z poprzedniego numeru, ale Carey i Bachalo to optymalny zestaw do takiej historii, więc Bru i Tan siłą rzeczy muszą uznać ich wyższość. A, i Tan się wyraźnie stara, chociaż nie zawsze mu wychodzi. Ocena: 8/10; soundtrack: Katatonia - Leaders.
CrissCross: Oh Yeah! Powiem szczerze, że z każdym numerem MC podoba mi się coraz bardziej. Choć mam cichą nadzieję, że atak Sentineli to nie sprawka Novy. Elixir wyłączony z działania (choć trochę głupio, przez spadającą ścianę off-panel) więc proszę, aby to wszystko było realne i niech Hellion wyzionie ducha. Nie ma cudownego leczenia (chyba, że Warren ma jeszcze tę swoją cudowną krew). Akcja idzie do przodu i teraz pewnie skupi się na Cable'u. Cyclops już kazał wysłać swój oddział do zadańavalonpulse0021k.jpg specjalnych w pogoni za synkiem, ciekawe, kogo wyśle Sinister. A skoro już przy Essexie jesteśmy, to kreska w tym numerze byłaby świetna, gdyby nie te 2-3 rysunki z nim. Wygląda tragicznie. A tak poza tym, to jest bomba!
Bertoluccio: Ciąg dlaszy Messiah Complex. Z początku byłem sceptycznie nastawiony do tego crossovera, ale teraz cieszę się, że kolejne numery wychodzą co tydzień. Mam tylko nadzieję, że to dziecko nie jest reinkarnacją Jean. Podoba mi się również Cyclops w wersji zbliżonej do whedonowskiej.
Hotaru: Kolejna część Compleksu, kolejny x-numer napisany przez Brubakera i kolejny narysowany przez Tana. I po raz kolejny mam nadzieję, że będzie to raz ostatni... dla Brubakera i Tana. Pasują do siebie pod tym względem, że ani jeden, ani drugi, nie potrafi oddać tego, o co chodzi w x-koncepcji. Scenariusz nie jest porywający, niepotrzebnie rozbity i niespójny. Rysunki w szczytowych momentach co najwyżej średnie. Dobrze, że Uncanny stanowi tylko 1/4 całego Messiah CompleX i już teraz mogę powiedzieć, że jest to ta najsłabsza ćwiartka.
PuppetMaster: Damn it, Ed, opamiętaj się się z tym "Damn it", damn it! ;) Poza tym i paroma stałymi babolami (tak, myślę o Tanie) jest nieźle. Wracają nano-sentinele, pojawiają się kolejne wątpliwości. Plus historyczny moment - uformowanie X-Force. Nie zmienia to jednak faktu, że UXM jest najsłabszą ćwiartką tego crossa. Czekam z niecierpliwością na X-Factor #26 i rozbudowę zupełnie pominiętego w tym tygodniu wątku Layli i Jamiego.
Okładka Fincha - zdecydowany faworyt tygodnia.


What If... X-Men - Rise and Fall of the Shi'ar Empire
Gil: A teraz, drogie dzieci, odpowiedzcie mi na takie pytanie: Jaką wspólną cechę mają wszystkie What Ify? Zaczyna się na "S", a kończy na "sają". Tutaj nie mogło być inaczej, skoro pierwowzór również był kiepski. Dark Vulcan wyskakuje z kryształu i oczywiście tylko Summers Squad może go powstrzymać. Tylko gdzie logika w jego działaniach? Najciekawszy w tym wszystkim jest powrót Larry'ego Stromana, którego ostatnio widziałem jeszcze w X-Factor, na początku lat '90. Niestety, tamten sposób tuszowania i kolorowania lepiej współgrał z jego stylem. Ocena: 3/10
Demogorgon: No i proszę co się dzieje, kiedy ludzie próbują znaleźć zastępstwo za Uatu. Fabuła robi się słaba, a w porównaniu z poprzednimi komiksami wypada to jak ubogi krewny. Nie spodziewałem się wiele po tym numerze, no i nie zawiodłem się, to słabizna. Szkoda, że czytanie o Vulcanie rozwalającym wszystko i obrywającym od krewnych nie zaspokoiła mojego apetytu na What if? Civil War. 4/10
S_O: Summers power pwns the Phoenix Force - i nic więcej dodawać do streszczenia nie trzeba. Oprócz tego, że Yost ciekawie odniósł się do Annihilation, nie ma tu nic przykuwającego uwagę. Great meh i tyle.

World War Hulk: Aftersmash avalonpulse0021e.jpg
Foxdie: Typowy zapychacz dziur i czasu związanego z oczekiwaniem na The Hulk i Warbound. Przynajmniej dowiadujemy się, co stało się z kompanami Hulka i całą jego armią, ciekawe tylko, czy Elloe przeżyje po tym, jak zrobiono z niej ser szwajcarski. Młody Foster okazuje się nowym Goliathem i oby nie miał zaburzeń tożsamości i nie wcielił się również w rolę Night Trashera z NW. Chociaż nazwisko Sandoval słyszę pierwszy raz, to rysunki tego pana są całkiem niezłe i z chęcią zamienił bym go za jakiegoś Ramosa albo Yu. Do całości należy dorzucić historyjkę z mini-marvels, która jak zwykle daje radę i powala humorem, wręcz przydałaby im się regularna seria. Ocena: 6/10
Gil: Konsekwencje WWH... są. Jakieś. Właściwie ten 1-shot jest niczym więcej, jak wstępem do nadchodzących (mini)serii. Herc i Cho szlifują współpracę, Warbound dają nogę, a Tom Foster się zgoliacił i wstąpił do Damage Control. Jest jeszcze Misty Knight, która rozpacza, jakim to się strasznym killerem stała i Antonio, który cudownym sposobem wyskakuje z gipsu, żeby wskoczyć w zbroję. Jednego tylko nie rozumiem od początku i nie zostało to wyjaśnione: Skąd się wzięły plątające się pod nogami roboty Death's Head? Ocena: 5/10
S_O: Ten one-shot moznaby uznać za sfabularyzowaną reklamę aftersmashowych miniserii. Niemniej jednak, jest ona lepsza od poprzednich tego typu reklamówek (HoMowy Day After i CW - The Initiative). Misty robi się emo, Saakaro-Amerykanie próbują zabić się nawzajem, Elloe staje się poduszką na szpilki, a Hiroim spawa ziemię Korgiem i Thingiem. No i jest jeszcze Tom Foster, który przeżywa Katharsis i udaje się do Damage Control.
Aha - Mini Marvels > wszystko inne. Zwłaszcza dowcip z liczeniem sylab w haiku mnie powalił (częściowo dlatego, że sam to robiłem).
CrissCross:
Takie sobie, nic rewelacyjnego. Można ewentualnie przeczytać raz i odłożyć. Przeciętne zakończenie średniej historii. Kreska dość przyzwoita, choć nie zachwycająca. Po prostu takie sobie szare czytadełko.

X-Men: Die by the Sword #4
Demogorgon: Gdyby ktoś w Marvelu pomyślał i nie wyskoczył z okrzykami "Captain Britain powraca!" w zapowiedziach, to numer miałby przynajmniej zaskakujące zakończenie. Ale to i tak nie uratowałoby go przed byciem totalną, skończoną chałą. Naprawdę, gdyby nie Morph przedrzeźniający zmiany strojów Jaspersa, to umarłbym od nudy i nonsensu. A tak tylko straciłem przytomność. Na szczęście najgorszy komiks ad 2007 kończy się już za numer. 1/10

S_O:
Dazzler okazuje się mistrzynią wszechwag i wszechstyli, Albion zobaczył pomyłkę w swych działaniach i postanowił poprawę, Jaspers po raz setny powtarza to samo zdanie, a wszyscy porównują Morpha do Proteusa, bo wali po mordzie, jednocześnie przedrzeźniając przeciwnika, zamiast walić po mordzie, jednocześnie przedrzeźniając przeciwnika, jak zwykle to robi. No i akcja Merlina, która w ogóle nie zaciekawia, bo wiadomo, że oboje (nieśmiertelna Dazzler i szczęściarz Longshot) wyżyją.




Okładki tygodnia

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

 

Hity tygodnia:
avalonpulse0021a.jpgAnnihilation: Conquest #2
Autor: Aleksi Briclot
Hotaru: Urzekły mnie w tej okładce dwie sprawy: poziom detali oraz gra światła i cienia. Im więcej szczegółów, tym więcej pracy przy ich oświetleniu, a tutaj udało się to znakomicie. Każda łuska z pistoletu Star-Lorda lśni metaliczną poświatą, podobnie jak jego maska czy też mechaniczne ramiona Phylanx. Umiejętnie zastosowane blury doskonale oddają dynamikę ujęcia, zaś tło i flara błyskająca zza bohaterów tworzą atmosferę monumentalnej space-opery. Idealnie pasuje do Conquest - pierwszy rzut oka na okładkę i czytelnik wie, czego spodziewać się po zawartości.




avalonpulse0021b.jpgUncanny X-Men #493
Autor: David Finch
Lex: Okładka długo ukrywana ze względu na zaskakujący powrót Cable'a, ale gdy już ujrzała światło dzienne, zrobiła na fanach ogromne wrażenie. Mamy tu do czynienia z ciekawą analogią - kiedyś to Nathan był niemowlęciem ratowanym przed wielkim zagrożeniem. Teraz to on opiekuje się potężnym nowym mutantem. Finch przedstawił dwie postacie na zasadzie mocnego kontrastu: umięśnione ręce, broń i promieniująca od Cable'a aura grozy w połączeniu z niewinnością śpiącego spokojnie dziecka. Czy małą dziewczynkę czeka los tak trudny, jaki był udziałem Cable'a?




avalonpulse0021c.jpgSilver Surfer: In Thy Name #2
Autor: Gabriele Dell'Otto
Gamart: Znany z niesamowitego graficznie "Secret War" Gabriele Dell'Otto, przy tej okładce do In Thy Name wyciąga z postaci Surfera to, co najlepsze graficznie. Mamy więc majestatyczną postać kosmicznego bohatera, którego ręce aż kipią od potęgi, jaką daje mu Moc Kosmiczna. Cieszy tak wielka szczegółowość na tak prostym pomyśle na rysunek, jak choćby odbicia energii na desce, czy ślad energetyczny ciągnący się za nią.






Gniot tygodnia

avalonpulse0021d.jpg Ultimates 3 #1
Autor: Joe Madureira & Christian Lichtner
Lex: Sądząc po rysunkach do pierwszego numeru Ultimates 3, Joe Mad żyje jeszcze w latach 90. Zmiana na stanowisku rysownika Ultimates jest bolesna. Po fenomenalnych, pełnych szczegółów ilustracjach Hitcha, dostajemy wykrzywione kreatury autorstwa Madureiry. Wielka szkoda.

 

 

 


 

 

 



Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2007.12.05



Redaktor prowadzący: Lex
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.