Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #330 (16.12.2013)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 16 grudzień 2013Numer 50/2013 (330)


Zakończyło się "Infinity", to teraz Marvel będzie nas raczył wszelakimi tie-inami do "Inhumanity".

A+X #15
Gil: Kurcze, miałem pewne nadzieje na to spotkanie dwóch doktorów, więc trochę się rozczarowałem. Ale nie było tak źle. Historia właściwie o niczym, ale przynajmniej relacje między panami zostały fajnie pokazane. Oczywiście pomijając fakt, że na co dzień współpracują w Illuminati i tam wygląda to zupełnie inaczej… Ale nawet 5/10 za tę część mogę dać. Drugiej historyjki nie chciało mi się już czytać, bo skutecznie mnie do siebie zniechęciła wcześniej. Zerknąłem tylko i zauważyłem, że mają tam festiwal randomowych wyskoków zza krzaka, więc nie żałuję, że sobie odpuściłem.

Amazing Spider-Man #700.2
Gil: Myślę, że nie warto strzępić sobie języka nad tym zeszytem, skoro nawet autor historii pożalił sie publicznie, że dostaliśmy jakąś przeżutą na etapie edycji papkę. I tak to właśnie wygląda – jakby cała treść została wycięta i zastąpiona przypadkowym zestawem obrazków z Pajęczakiem w zimowych krajobrazach. Potrzebne to było jak – nie przymierzając – śnieg w lipcu. No i rysunki nadal nie w moim stylu. Temat do zignorowania i z pozdrowieniem dla edytorów ocena 2/10.

Amazing Spider-Man #700.3
Gil: Nie wiem dlaczego myślałem, że wszystkie te siedemsetki z kropką będą jedną historią? Nie żeby to coś sugerowało… W każdym razie, wygląda na to, że udało im się znaleźć w szufladzie jeszcze jedną niepublikowaną historyjkę (może były sklejone gumą i to je łączy?). Tym razem pan Joe Casey postanawia nam opowiedzieć bajkę o tym, co by było, gdyby Spider-Man po starciu z Firebrandem został poparzony i trafił przypadkiem do szpitala dla superłotrów. Pomysł jest fajny, całkiem oryginalny i nawet nieźle zrealizowany, tylko właśnie problem polega na tym, że ciężko ją rozpatrywać poza kategorią elesworldu, bo nawet w tym świecie ciężko byłoby się komukolwiek wygrzebać z tak poważnych poparzeń. Nie dziwię się więc, że historia odpadła wcześniej, tylko dlaczego teraz próbują nas przekonać, że jednak jest dla niej miejsce w kanonie? Ale jest zdecydowanie lepiej niż w kropce z dwójką, dlatego tym razem dam 5/10 (a w innym kontekście byłoby i więcej).

Avengers A.I. #7.INH (Inhumanity Tie-In)
Gil: Grandma is a Cthulhu now! LOL! Tak najkrócej mógłbym opisać ten zeszyt. Jest to bardzo przypadkowa historyjka, wepchnięta tu znikąd pod pretekstem nawiązania do Inhumanity. Bardziej zaskakujący jest fakt, dlaczego znalazł się tu również Daredevil? Chyba tylko po to, żeby oszczędzić mu własnego tie-ina. I tak naprawdę, nie bardzo jest o czym mówić. Autor dostał zlecenie, więc na chwilę odstawił swoje zwyczajowe zabawki i zrobił cokolwiek z tym, co mu akurat podrzucili. Plusa mogę dać mu za wykorzystanie w tej dziwnej sytuacji Doombota. Wyszło ostatecznie nawet zabawnie, ale mam wrażenie, że odebrałem to trochę wbrew intencjom. A wyglądało jak zwykle, czyli najwyżej średnio. No dobra, niech będzie 4/10.

Cable And X-Force #17
Gil: Patrzę na okładkę i wydaje mi się, że widzę Mojo… Ale to podobno miał być Adversary, nie? Patrzę więc do środka i to coś, co wygląda już trochę bardziej jak Adversary, wcale nie zachowuje się jak on. Ale to przecież Hopeless… nie można oczekiwać od niego, że poprowadzi jakąkolwiek postać in character. Co nie zmienia faktu, że nawet tak prostej rzeczy, jak podatność demona na metal nie zrozumiał. Jeśli dobrze pamiętam, chodziło o żelazo, a nie każdy metal, chociaż w tym przypadku mogę zaakceptować stal, skoro zawiera w sobie żelazo. Ważniejsze jest to, że żelastwo zadawało mu rany, więc logiczne byłoby, że nie mógłby nawet chodzić po stalowej podłodze. Ale co tam logika – ważne, żeby była rozpierducha. A rozwiązanie problemu było bardzo… szybkie. Ciężko mi znaleźć w nim sens, ale to akurat nie nowina w tym tytule. Pozostałe wątki również dociągnięto do końca metodą byle szybciej i właściwie nic z nich nie wynika. Wrażenia związane z rysunkami osłabły mocno, więc bonusa nie będzie. Czyli standardowa ocena 3/10.

Captain America vol. 7 #14
Gil: W ramach światowego tygodnia zaprzeczania samemu sobie, Remender zafundował nam drugi największy stek bzdur w tym tygodniu. Zaczął od tego, że Nuke robi wielką rozpierduchę. Ponieważ szuka zemsty na kłamliwych mediach. Za to, że kłamią… pokazując jak amerykańscy żołnierze robią wielką rozpierduchę podczas swoich misji. W sumie, ma to tyle samo sensu, co wypowiadanie wojen dla pokoju, więc byłoby nawet na miejscu… Na drugiej szali jest Cap, który próbuje go powstrzymać. Najpierw po dobroci, gadając o tym, że wszyscy jadą na jednym wózku. A potem siłą, bo skończyły mu się argumenty, a przeciwnik nie odpuszczał. Jest też Falcon, który sam nie wie, czy jest sztywniakiem wykonującym rozkazy, czy walczy o truth, justice and the american way. I na koniec mamy paniusię reporterkę, która dużo gada o tym, jak to rząd odmawia jej wolności słowa i prawdy, a na końcu i tak okazuje się, że kłamała. A nie, przepraszam – na koniec jest jeszcze chiński łotrzyk, który pociąga za wszystkie sznurki. Zakładając więc, że autor silił się na błyskotliwą metaforę społeczeństwa i poglądów, zauważyć możemy, że tak naprawdę każda ze stron za bardzo nie wie, co robi, daje sobą manipulować, popełnia głupie błędy, a gdy brakuje im argumentów, wszystko sprowadza się do przemocy. Pogratulować. Nie mam pretekstu, by podciągnąć ocenę, więc będzie, 2/10.

Captain America: Living Legend #4
Gil: Seria utrzymała poziom do końca, pod każdym względem. Wyglądała świetnie i czytała się bardzo fajnie. W tym zeszycie dostajemy oczywiście rozwiązanie, które jest… całkiem zaskakujące. Nie będę go zdradzał, ale dodam, że pasuje bardzo dobrze do realizowanej od początku konwencji thrillera science-fiction. Myślę, że klasycy gatunku nie powstydziliby się podobnego rozstrzygnięcia. Aha, czy wiedzieliście, że postać Volkova była wzorowana na prawdziwym kosmonaucie o tym samym nazwisku? Kolejny fajny smaczek. Dam nawet 7/10, bo to kawałek zacnej serii był.

Cataclysm: Ultimate Spider-Man #2
Undercik: Bendis prosił, aby nie spoilerować sobie ostatniej strony. To sobie nie spoilerowałem, oczekiwałem fajerwerków, a dostałem coś czego się nie spodziewałem. W sensie, że słabo wyszło, a nie że zwaliło mnie jakoś z fotela. Chociaż i tak scena ta daje duże pole do manewru. Szkoda, że co najwyżej w jednym numerze tie-inu do "Cataclysm", bo na marzec nie zapowiedziano żadnego tytułu Ultimate.
A poza tym czyta się to nadal przyjemnie tak jak każdy kolejny numer regularnej serii. Niby nazwa inna, niby miniseria, a to kolejny numer ongoinga pod zmienionym szyldem.

Cataclysm: Ultimates #2
Krzycer: Co za strata czasu. Absolutna, kompletna strata czasu. Czy w którejś z tych miniserii "prawdziwy" Galactus będzie miał coś do roboty, czy też Cataclysm będzie miał jakąś główną miniserię? Bo na razie każdą czyta się jak niepotrzebny tie-in - z wyjątkiem Cataclysm: Ultimate Spider-Man, które czyta się jak zwykłe odcinki USM.

Inhumanity: The Awakening #1 (Inhumanity Tie-In)
Gil: Ta przerośnięta reklama Twittera jest największym stekiem bzdur, jaki w tym tygodniu czytałem. W tym miesiącu również, a i kandydatem do bzdury roku jest poważnym. Zaczynamy od tego, że po upadku Attilanu, młodzież pomaga w przeszukiwaniu gruzowiska. To by się chwaliło, tylko że najwyraźniej są na to za mało dojrzali, bo Pixie zamiast robić coś pożytecznego, bawi się komórką i przekonuje swoich rówieśników, że powinni to olać i zająć się dziewczyną, która na Twitterze napisała, że chce sobie zrobić kuku, bo ją zterrigenezowało. Postanawiają więc rzucić pomaganie poszkodowanym i pogonić na niusem z Internetu. Wpadają całą bandą na chatę tej dziewczynie, akurat w momencie, kiedy spada z nieba, bo odechciało jej się machać… skrzydłami? Tak to nazywają, ale co to ma być? Trzy pióra na łokciu to jeszcze nie skrzydła. Coś takiego nie byłoby w stanie unieść niczego w powietrze, niezależnie od tego, jak mocno naciągana jest marvel science. A potem zaczyna się bullshit storm… Ona się żali, jak to była niezauważana i nielubiana, potem myślała, że zmiana w nibyptaka to zmieni, ale przekonała się, że to tylko pogarsza sprawę. A całą tę historię przedstawia w postaci postów z netu. I co na to mają do powiedzenia nasi dzielni młodociani herosi? Słowo wsparcia lub pocieszenia? Nieee… uwaga, zacytuję misia z błyskawicą na piersi: "Twoją prawdziwą mocą jest to, że jesteś sławna i ludzie śledzą twoje posty." Potem dorzuca jeszcze: "Dzięki temu jesteśmy jak milionerzy", bo "milionerzy zadają się z innymi milionerami". Rozumiem, że autor próbował w ten sposób nieporadnie przekazać, że osoba, która skupia na sobie uwagę, ma pewne możliwości wykorzystania tej uwagi, ale co rzeczywiście mu wyszło? Pokazał, że to wszystko bzdura. Jego postać, chociaż przykuwała uwagę wielu, sądząc po licznikach przy postach, nawet nie pomyślała o wykorzystaniu tego. I nie mam tu na myśli jakiś szczytnych celów – ona nawet nie potrafiła sobie pomóc, tylko żaliła się bez przerwy i wrzucała kolejne fotki, nawet z tego, jak została pobita. Wszystkiemu temu towarzyszyły bzdurne komentarzy jakiś ludków, którzy kompletnie nie zwracali uwagi na to, co się dzieje, tylko kłócili się o pierdoły. Dowiódł więc tym samym, że jest wręcz przeciwnie, niż tu wypisuje – nie ważne, ilu miała obserwatorów, bo i tak nikt jej nie pomógł, kiedy tego potrzebowała, a nawet nikt nie słuchał jej gorzkich żali (no, poza jedną Pixie, ale ona jest specjalna). Co więcej, końcówka udowadnia, że nie była z tym wszystkim sama i gdyby tylko wyciągnęła głowę z własnej kiszki stolcowej zauważyłaby, że obok jej brat przechodzi przez to samo. Czyli krótko mówiąc, wszystkie jej problemy wynikały z faktu, że jest – jak to się mówi za oceanem – douchebag. Way to go, Matt Kind… You failed! Za te bzdury 1/10 to zbytek łaski.avalonpulse0330a%20%5B1600x1200%5D.JPG
Krzycer: Jedno jest już jasne: nie jestem fanem stylu Matta Kindta. Infinity: The Hunt mogło być jednorazową wpadką, ale teraz... Czułem się, jakbym znowu czytał najnudniejsze, najbardziej łopatologiczne numery Gage'a. Nie podoba mi się zwielokrotniona narracja, a choć oś historii jest w porządku - kłopoty młodej dziewczyny - jest to podane w sposób tak koszmarnie nudny... Nuda wyziera z każdej strony, do tego stopnia, że gdy bohaterka powiedziała "muszę wam jeszcze coś powiedzieć", jęknąłem głucho bo miałem już serdecznie dość.
A gdy się człowiek tak nudzi, to zaczyna się przychrzaniać do szczegółów. Popatrzmy:
- Główna bohaterka robi "selfies" - fajnie byłoby, gdyby rysownik rysował kadry to odzwierciedlające, czyli np. pamiętał, że "oko kamery" jest w dłoni bohaterki, ewentualnie nie zmieniał perspektywy z kadru na kadr w scenach, w których można by przyjąć, że ustawiła telefon na jakiejś półce, żeby robił zdjęcia z automatu.
- Rysownik mógł również przyłożyć się do designu postaci... bo to wygląda, jakby szesnastolatka dała się pobić dwóm ośmiolatkom. Wiem, że ośmiolatki bywają krwiożercze, ale to wygląda komicznie.
- Kindt dostaje punkt za to, że wrzucił tutaj tekst wyjaśniający, że Striker nauczył się latać, o co czepiałem się przy Infinity: the Hunt. Ale za to Quire popisuje się telekinezą... czy on ją powinien mieć?
- "Postanowiłam wzlecieć bardzo wysoko i związać swoje skrzydła". Przecież... przecież i tak zaczęłaby spadać, gdy tylko zaczęłaby je wiązać... Czemu po prostu nie mogła spaść? Jak to niby miało działać? Poza tym: rysownik zaspał, nigdzie nie ma żadnej liny.
- A w ogóle, parę piórek na łokciach to nie skrzydła. Jasne, na dobrą sprawę taki Angel też nie powinien być w stanie latać na swoich, ale przynajmniej wygląda tak, że można w to uwierzyć. Ta pani - nie. Powinna spadać jak Beak. A nawet jeszcze szybciej, Beak przynajmniej miał puste kości i aerodynamiczny dziób.
I jeszcze słówko o sensie wydania tej miniserii: nie widzę go. Nie, kiedy Marvel zarzekał się, jacy to Inhumans będą zupełnie inni od mutantów. Na pierwszy ogień rzucił miniserię która jest kropka w kropkę jak wszystkie historii o młodych przerażonych mutantach. Może żeby nie zwracać uwagi na to podobieństwo autor postanowił zabrać Pixie głos w połowie numeru, żeby nie mogła wyśmiać bohaterki mówiącej "mój przypadek jest zupełnie inny od waszych przypadków". Thorze miłosierny, co za chłam. Ale najgorsze jest to, że wiem, że sięgnę po kolejny numer, licząc, że Pixie będzie tam miała jakąś rolę do odegrania...
Demogorgon: Znane też jako Pixie And The Useless. Wiecie, Krzycer wymienił co najważniejsze, ja powiem tyle - od teraz nie muszę przyznawać, że ostatnie pojawienie się Mettle'a i Reptila było w Arenie. Ktoś jeszcze ma wrażenie, że Matt Kindt chciał pisać Avengers Academy, ale przez głupoty Hopelessa nie może?
A tak w ogóle, ciekawostka - The Hunt się sprzedał lepiej od Areny. Nawet tutaj ludzie uznali, że wolą mała kupę, od ogromnej, osiemnastonumerowej kupy.

Marvel Knights: Hulk #1
Gil: Wypadałoby chyba zacząć od poświęcenia paru słów rysunkom naszego rodaka. Nie pamiętam, żebym wcześniej czytał coś z grafiką Piotra Kowalskiego, więc byłem mile zaskoczony już od pierwszych stron. Z czasem zacząłem dostrzegać trochę uproszczeń w twarzach postaci, ale nadal jestem mocno na tak. A fabuła? Cóż, konwencja Marvel Knights oznacza, że nie jest to w continuity, więc autor ma sporo swobody i widać, że z niej korzysta. Mam wrażenie, że niektóre elementy zostały zapożyczone z drugiego filmu, ale nawet jeśli, to nie mogę mieć mu tego za złe, bo składają się na interesującą historię. Jedyny minus: dlaczego znów wszystko obraca się wokół chwilowej amnezji? Nie można było znaleźć lepszego punku zaczepienia? No, ale może jakoś się to wpasuje w fabułę, więc bardzo nie będę się czepiał. Jest całkiem nieźle, tak na 6/10.

Mighty Avengers vol. 2 #4.INH (Inhumanity Tie-In)
Gil: No dobra, więc jednak Blade chowa się za kostiumem Ronina. Nie jestem specjalnie zachwycony, bo jakoś nie pasuje mi ta postać do bandy trykociarzy, ale niech im będzie. Przynajmniej ten motyw zapowiada się ciekawie i widać, że kryje się za nim jakiś długofalowy plan. Ciekawe, czy seria pociągnie na tyle długo, żeby go zrealizować? Ale widać, że wydawnictwo zakłada z góry sukces Minority Avengers, więc jakieś szanse są. Akurat wątek mistycznego zagrożenia chętnie poobserwuję. Pozostałe wątki natomiast nie zachwycają mnie. Superior zachowuje się jak kompletny buc i jedyne usprawiedliwienie, jakie tu widzę jest takie, że scenarzysta szuka sposobu, by skutecznie go z serii wypisać. Miśki, grzebiące w ruinach Attilanu w ogóle mnie nie interesują, bo wygląda to na typowy wątek złej korporacji. Relacje w samej grupie wyglądają raz lepiej, raz gorzej, ale ogólnie dosyć sztucznie. No i rysunki… Jakoś tutaj Land przeszkadza mi bardziej niż zwykle. No, ale dobra – wykażę trochę dobrej woli i pozwolę serii przejść na własny tor po tie-inach do "Infinity", a tym razem dam 5/10.
Krzycer: Śmieszny jest ten Al Ewing. Podoba mi się to, co robi w tym tytule. Nie jest to nic wielkiego ani przełomowego - takie tam sympatyczne, standardowe zespołowe superhero, ale szczerze mówiąc? Mam z tego więcej frajdy niż z epickiego rozmiaru nieprzeniknionych zamysłów Hickmana. Jak tylko Greg Land pójdzie precz to może być moja ulubiona seria z Avengers w tytule.

Nova vol. 5 #11
Gil: Pierwsza strona i już chce mi się śmiać… Medina znów zapomniał, że istnieje coś takiego jak wiek i wszystkich rysuje równie kreskówkowo, przez co doktorek wygląda, jakby miał wielką żarówę zamiast głowy. Po prostu nie trawię tych rysunków. Nowy scenarzysta postanowił zmienić zdanie i darować nam oślepienie głównego bohatera. Po co więc była ta sztuczna dramaturgia poprzedniego cliffhangera? Większość numeru to bulbotanie o niczym, jakby autor sam próbował zakumać, o co właściwie tutaj chodzi. Dopiero pod koniec pojawia się coś w miarę ciekawego, czyli nawiązanie do wciąż istniejącego Nova Corps. Cóż, fajnie by było, gdyby seria wreszcie wyszła z gimnazjum i poleciała do gwiazd, gdzie jej miejsce. Ale chyba będziemy musieli poczekać, żeby zobaczyć, co z tego wyjdzie. Póki co, nie czuję się mocno zachęcony do dalszej lektury i dam 4/10.

Superior Foes Of Spider-Man #6
Gil: No i znowu Boomerang z kumplami zgarniają tytuł numeru tygodnia. Przez chwilę miałem wątpliwości, co do retrospekcji, ale później walnąłem się w czoło i skapowałem, że to przecież wersja z wyobraźni Freda i wtedy stała się autentycznie zabawna. Fajnie wypada jego randkowanie i kontemplowanie własnego sukcesu (zanim wszystko się odwróci i ugryzie go w dupę, co jest oczywiście nieuniknione i na tym właśnie polega urok sytuacji). Dostajemy również ciekawą rewelację na temat Beetle, która wiele rzeczy wyjaśnia. Bardzo fajnie się to wszystko czytało i nie raz chichrałem się pod nosem. No, po prostu miodność tej serii jest niesamowita. Czekam jeszcze na moment, kiedy zwali mnie z nóg, a tymczasem wystawiam bardzo mocne 7/10.
Krzycer: Chichotałem jak głupi od pierwszej do ostatniej strony. Nie pamiętam, kiedy ostatnio Marvel wydawał coś równie zabawnego - a przynajmniej: coś równie konsekwentnie zabawnego. Przecież piszę to samo szósty raz z rzędu. Magia.
"Paint Doom like one of your French girls".

Uncanny X-Men vol. 3 #15.INH (Inhumanity Tie-In)
Gil: Gilrs' night out okazał się całkiem fajnym pomysłem, który pozwolił nieco rozluźnić atmosferę tej serii. W sumie, to już drugi taki numer z rzędu, więc może warto obudzić nadzieje, że zrobi się mniej pompatycznie. Emma i jej moneybags zapewniły i dziewczętom i nam kawałek niezłej, niezobowiązującej rozrywki, a żeby nawiązać jakoś do Inhumanity, dostaliśmy spotkanie z Geldhofem. Nie wiem, czy miał być jakimś nawiązaniem do postaci o tym samym imieniu z Ultimate, ale chyba została ona już zaadoptowana w initiative, więc trochę mnie to skonfudowało. Ale nie zmienia to faktu, że Bendis prawidłowo zinterpretował pojawienie się masy Inhumans i konsekwencje dla Mutantów, jakie się z tym wiążą. Może być ciekawie, jeśli dalej pójdzie w tym kierunku, chociaż akurat wykorzystanie AIM średnio mi pasuje. Rysunki wyszły nieźle, ale jednak uważam, że Chris Anka powinien zostać przy okładkach. A za całokształt dam 6/10.
Undercik: Ależ przyjemny komiks wyszedł Bendisowi. Tak jak nie lubiłem jego Uncanny przed BotA, tak teraz z kolejnym numer pokazuje, że w tej drużynie jest potencjał. Co się zmieniło? Po prostu skupienie się na postaciach a nie na akcji. Do tego dość zgrabnie wkomponowano "Inhumanity".
A do olewania continuuity przez Bendisa zdążyłem się przyzwyczaić. Tym razem X-Men robią zakupy i obijają się po restauracjach w czasie inwazji z kosmosu, ale w momencie kiedy połowa komiksów do siebie nie pasuje, to tylko jeden mały niuans na minus tego numeru. Sam w sobie ten zeszyt jest bardzo dobry.

Wolverine And The X-Men #39
Gil: Jak raz pochwaliłem tę serię, to znów musiała wyrżnąć o beton. Wolviek rusza na poszukiwanie Sentineli i spotyka Cyclopsa, żeby mogli trochę się wzajemnie poobwiniać za całe zło tego świata. Rysownik chyba nie umie czytać ze zrozumieniem, bo chociaż Logan mówi wyraźnie, że stara się nie krzywdzić agentów SHIELD, na obrazkach widzimy ich podziurawionych i ociekających krwią. Tymczasem w szkole trwa festiwal fajności, który zostaje przerwany przez Mątwę, przypominająca swojemu niby-bratu, że mają rozpirzyć to wszystko w czorty. I właściwie to nie wiadomo, kim oni tak naprawdę są. Czy pracują dla Mystique, czy dla SHIELD? Jeśli to drugie, to sytuacja jest mocno dziwna, bo podobna misja raczej wymagałaby autoryzacji, a jest całkowicie niezgodna z ich zadeklarowaną polityką. No i po raz kolejny: myślałby kto, że szkoła ma całą serię zabezpieczeń przeciwko podobnej infiltracji, a jednak nikt niczego podejrzanego nie zauważył. No, ale dobra – przynajmniej parę momentów z życia szkoły nieźle wypadło, więc tym razem dam jeszcze 4/10.
Krzycer: Tsk. Aaron coś się spóźnia z tym copiątnym, bardzo fajnym numerem. To nie był jeden z nich.
Choć było nieźle - przygodny team-up Logana ze Scottem wypadł całkiem fajnie (choć przeżyłbym bez Logana międlącego teksty w stylu "moja szkoła mnie uratowała"), podoba mi się również zapowiedź, że to uczniowie sami rozwiążą kwestię szpiegów.
Ogólnie ten numer cierpi na ten sam problem, co cała seria: mamy jakieś chaotyczne przebitki z życia szkoły, a dzieciaki co chwila mówią, jaka ta szkoła jest super, tylko ja jako czytelnik w ogóle tego nie czuję, bo to wszystko jest tak oderwane od rzeczywistości. Aaron chyba sądzi, że jest drugim Claremontem, tylko... Claremont nigdy nie pisał na takich prochach (a przynajmniej nie aż takich).

Wolverine vol. 5 #12
Gil: Z każdym kolejnym numerem coraz mniej mnie to interesuje. Nadal siedzą w tym centrum handlowym, otoczeni przez ninja i miotają się, nie bardzo wiedząc, co zrobić. Nagle pojawia się Mystique, która właściwie powinna teraz siedzieć w Helicarrierze i udawać Dazzler, a potem wchodzi Creed i znów obiecują coś ekscytującego. A w tle coś się rusza z wątkiem wirusowym, chociaż nie wiemy czy i jaki to będzie miało wpływ na Wolvieka. Rysunki są mdłe. Po prostu przejdźmy już do następnego aktu i zmieńmy co nieco w sposobie prowadzenia historii, bo jest zbyt rozwlekła. Co nie znaczy, że jest zła i dlatego dostanie 4/10.

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.12.11
AgentsOfShieldBanner.jpg

Agents of S.H.I.E.L.D. - 1x10 "The Bridge"

Gibon: Odcinek dobry. Ba. Bardzo dobry. Ba. Najlepszy ze wszystkich. Wreszcie działo się naprawdę ciekawie, nie było dłużyzn, a i powrót Petersona udany. Na Power Mana się nie nadaje, ale na agenta będącego podróbką Kapitana Ameryki już tak. Twist końcowy mnie zaskoczył, mimo, że spodziewałem się jakiegoś przekrętu i wreszcie za parę tygodni dowiemy się co z tym Coulsonem. May warczy na wszystkich po równo, żre się z Wardem i wyżywa na Skye. Gibon approved. Oby chłopaki utrzymali taki poziom do końca, a wybaczę im te nudnawe odcinki.

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie Agents of S.H.I.E.L.D. - 01x10 "The Bridge"
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.