Avalon » Publicystyka » Artykuł

Naleśnikomania #2: What’s so Funny About Maximum Carnage and Torture at All-New Uncanny AA?

W tej edycji Naleśnikomanii Demogorgon mówi coś miłego o Dennisie Hopelessie. W związku z tym zalecamy wypatrywać wracających do życia umarłych, deszczu ślimaków i innych znaków nadchodzącego końca świata.

Naleśnikomania #2

What’s so Funny About Maximum Carnage and Torture at All-New Uncanny Avengers Arena?


Mamy dzisiaj sporo materiału do przerobienia, pozwoliłem podzielić go sobie na dwie części.

I. Szczerość


Wiecie, czytanie postów Toma Brevoorta na tumblru przypomina trochę lekturę H.P. Lovecrafta – z czasem zdajesz sobie sprawę, że nie masz absolutnego znaczenia w obliczu starego, bezdusznego molocha. Chcesz wpierać swoją ulubioną serię? Jesteś jedną osobą, to co kupujesz nie ma znaczenia1. To może spróbować nakłonić innych do pójścia w twoje ślady? Jasne, to może pomóc. Jeśli mówimy o setkach albo tysiącach kupujących, a i wtedy szanse są nikłe2. Chcesz kupować serie z podobnej niszy jak twoja ulubiona, w nadziei, że to nakłoni wydawcę do dania jej kolejnej szansy? Zapomnij, to tak nie działa3. Twoja ulubiona postać zginęła i teraz liczysz, że inny, lepszy scenarzysta ją wskrzesi. Ta, jest na to szansa. Mniej więcej taka, jaką Jonathan Hickman dostał na wskrzeszenie Aresa4. Najgorsze jest to, że facet przedstawia to w taki sposób, że trzeba być zaślepionym nienawiścią, aby móc być na niego wściekłym. Równie dobrze można by się wściekać na słońce, że przygrzewa na pustyni, gdy tobie chce się pić. Przecież nie próbuje cię zabić, zwyczajnie nie obchodzi go, czy będziesz żył, czy nie. Nawet nie wie, że istniejesz.


cover cover cover cover cover
Okładki: Wolverine and the X-Men #25, New Warriors vol.5 #1, Scarlet Spider vol.2 #1, Superior Spider-Man Team-Up #2, Avengers vol.5 #1

Jeśli wydawca nie próbuje zrobić niczego z twoimi ulubionymi bohaterami, to zwyczajnie uznał, że mu się to nie opłaca albo nie pojawił się jeszcze nikt chętny do wykorzystania ich w historii, która wydaje się na tyle dobra, aby było warto zaryzykować. Weźmy New X-Men, o których pisałem w poprzedniej Naleśnikomanii. Powiedziałem wtedy, że Jason Aaron, który upycha te postacie na drugi plan, dając miejsce w świetle reflektorów Wolverine'owi i Quentinowi Quire ma głowę we własnym tyłku. Dalej tak uważam, jednak myślę, że trzeba tu coś zaznaczyć. Wbrew obiegowej opinii, jaką można spotkać na całym Internecie, nieprawdą jest jakoby Aaron uniemożliwiał innym scenarzystom użycie uczniów szkoły Wolverine'a. A przynajmniej tak twierdzi Brevoort5, a wiarygodniejsze źródła się na ten temat nie wypowiadały. Prawda jest taka, że gdyby ktoś chciał te postacie wykorzystać, to może to zrobić w każdej chwili, jeśli tylko pasuje to do ich obecnego modelu biznesowego i edytor uzna, że pomysł jest dobry. Jasne, Chris Yost może twierdzić, że chce znowu pisać o Surge, Hellionie czy Pixie, ale widać nie jest to takim jego priorytetem – w każdej chwili mógłby zalać nimi strony Scarlet Spidera vol. 2 czy Superior Spider-Man Team-Up i nikt by nawet nie mrugnął. Widać do tej pory nie miał jak ich wykorzystać tak, by było to naturalne, chociaż mam nadzieję, że zmieni się to w jego przyszłorocznym tytule, New Warriors vol. 56. Zresztą, Kieron Gillen chciał wykorzystać Prodigy'ego w Young Avengers vol. 2 i nie miał z tym większego problemu. Zresztą, bądźmy szczerzy – chyba lepiej, by scenarzysta pisał o postaciach, o których chce pisać, niż by odwalił fuszerkę z postaciami, o których chcemy czytać7.

Kiedy twierdzę, że Jason Aaron ma głowę we własnym tyłku, wyrażam swoja frustrację, jak po macoszemu potraktował postacie z New X-Men, jak pozbawiony woli tłum owiec, które robią, co im Wolverine każe. Nie ze złej woli, nie twierdzę, że coś ma przeciw tym bohaterom. Raczej z ignorancji i lenistwa, bo jest zbyt zachłyśnięty swoją fabułą i tym, jak to rewolucjonizuje postać Logana, aby dać nam chociaż scenę, gdzie załatwia tym dzieciakom terapeutę. Jeden panel choćby. W konsekwencji dostajemy sytuację której ci bohaterowie zostają potraktowani jako nieliczący się motłoch – Wolverine ma gdzieś tragedie i ból, przez który przeszli, myśli, że mogą od tak zapomnieć o tym, jak ich przyjaciele umarli na ich oczach i znów być dziećmi, bo on tak mówi. To obraza dla fanów tych postaci, a przynajmniej ja ją tak odbieram. Ale nie twierdzę, że Jason Aaron zrobił to celowo. Jestem zły, że ani on, ani nikt pracujący nad Wolverine & The X-Men nie pomyślał, jak może to zostać odebrane przez fanów New X-Men, a jeśli tak, uznał, że to mało ważne. Brak kompetencji, ale nie należy mylić go z celową złośliwością.

cover cover cover cover cover
Okładki: Savage Wolverine #1, Avengers Arena #1, Young Avengers vol.2 #1, Infinity: The Hunt #1, Hawkeye vol.4 #14

Oczywiście każdy medal ma dwie strony. I tak między bajki należy włożyć historie o dobrym dziadku Aaronie ratującym X-nastolatków przed niecnymi mackami Dennisa Hopelessa. Jasne, Hopeless sam przyznaje, że byli bohaterowie, których chciał wykorzystać w Avengers Arena, ale spotkał się z odmową. Ale to byli bohaterowie jak Amadeus Cho, Hulkling, Wiccan, Kate Bishop, Broo, Glob Herman i Quentin Quire. Pierwszy miał się pojawić w Savage Wolverine Franka Cho, a następną trójkę Kieron Gillen zaklepał do Young Avengers vol. 2. Broo, Herman i Quire to postacie pojawiające się w serii Aarona, ale są oni jednymi z nielicznych uczniów, którym on poświęca jakąkolwiek uwagę. Gdyby Hopeless chciał by w jego "dziele" ginęli Anole, Rockslide albo Surge, wątpię, by ktokolwiek mu coś powiedział. Nie jest to w żadnym stopniu różne od tego, że Kieron Gillen nie mógł użyć Patriota w Young Avengers vol. 2, bo zaklepał go inny scenarzysta (co zresztą dało pozytywny rezultat, bo zastąpiła go Miss America8, która szybko stała się symbolem tej serii). Jasne, są sytuacje, gdzie postać jest w kilku seriach na raz, ale jest albo bardzo popularna (Wolverine) albo autorzy tych tytułów współpracują ze sobą. Kid Loki pojawiał się na raz w Journey Into Mystery i The Mighty Thor, a Kate Bishop w Young Avengers i Hawkeye vol. 4, bo Kieron Gillen i Matt Fraction to dobrzy przyjaciele, którzy zadbali, aby wszystko do siebie dopasować. No i nie zapominajmy, że Avengers Arena to tytuł dosyć specyficzny, który skutecznie uniemożliwia wykorzystanie nieszczęśników do niego zabranych w innych pozycjach. Co odbiło się negatywnie na co najmniej dwóch tytułach – Young Avengers vol. 29 i Infinity: The Hunt10 (a słyszałem też plotki, że Christopher Yost nie mógł przez nią skonfrontować Kaine'a z X-23 w swoim Scarlet Spiderze vol. 2) – dowodząc toksyczności tej serii.

Dobra, wspomniałem o Hopelessie, to pomówmy też o nim. Widzicie, naczelny powiedział mi jedną rzecz o moim ostatnim felietonie, z którą się nie zgadza – jakoby Hopeless specjalnie robił fanom na złość11. Myślę, że to dobre miejsce, aby wyjaśnić pewne rzeczy. Otóż, ja wcale nie twierdzę, że on to robi specjalnie. Wątpię, by usiadł on nad serią i pomyślał sobie "Fani lubią Mettle'a i Nico, wiec jak jego zabiję, a z niej zrobię głupią wariatkę, to polubią bardziej Cullena i Anachronisma". Normalni ludzie tak nie myślą, to zachowanie postaci z kreskówek. A, pomimo wszystkiego co o nim powiedziałem, raczej wątpię, by pan Hopeless był krewnym Judge Dooma z "Kto Wrobił Królika Rogera".

nalesnik2b.jpg nalesnik2c.jpg

Chociaż czasami można odnieść inne wrażenie, nie sądzę, by pan Hopeless nienawidził postaci, które wykorzystuje. Jestem wręcz pewien, że on je uwielbia, inaczej po co niby by je wybierał do tej serii? Jestem przekonany, że on jest fanem zarówno Runaways, jak i Avengers Academy. Co więcej, jestem w równym stopniu przekonany, że w jego mniemaniu to, co robi z tymi bohaterami zapisze się w ich historii złotymi literami.

I w tym właśnie tkwi problem. 

Pisałem już o tym w recenzji drugiego tomu Avengers Arena i teraz powtórzę. Dennis Hopeless myśli, że przynosi złotą erę dla tych postaci, że wprowadza wielkie zmiany, które będą pamiętane przez lata. Myśli, że jest Grantem Morrisonem, który zmienia Animal Mana z przeciętnego bohatera z dobrymi zębami w łamiącego czwartą ścianę obrońcę praw zwierząt i kochającego ojca rodziny, a Doom Patrol zabiera w podróż na granice ludzkiej wyobraźni. Myśli, że jest Alanem Moore, kompletnie redefiniującym Marvelmana czy Supreme jako antytezy dekad, które wydały ich na świat. Mój problem z nim polega na tym, że jest niekompetentny i nawet nie rozumie, jakie błędy popełnia. Historie Moore'a czy Morrisona, działały, bo ci ludzie wiedzieli, co robią, mieli konkretny plan i konsekwentnie go realizowali, nie przykleili tylko byle jak nowego status quo, ale pracowali na niego cały czas, po kolei rozbierając na kawałki wszystko, co musiało wylecieć, wprowadzając na to miejsce coś nowego. Denni Hopeless próbuje zrobić to samo, ale na szybko i po macoszemu. Podczas gdy Alan Moore w Captainie Britainie, Grant Morrison w New X-Men czy Simon Spurrier w X-Men: Legacy vol. 2 operują z precyzją godną chirurga, pan Hopeless działa z delikatnością młota pneumatycznego. Wyjaśniałem już w kilku tekstach czemu uważam jego pisaninę za beznadziejną, jak choćby w ostatniej Naleśnikomanii, czy dwóch przydługich recenzjach, nie będę więc powtarzał. Chcę tylko zaznaczyć, że kiedy mówię o tym, jakie czyni zniszczenia, nie uważam, by robił to umyślnie. Tak, uważam, że nieuczciwie faworyzuje bandę nudnych i nieciekawych głąbów, jak Cullen Bloodstone czy Anachronism, z Cammi zrobił drugie przyjście Wesleya Crushera, a interesujące i ciekawe postacie wytarzał w błocie i sprowadził do roli tła dla swoich pupilków. Ale zrobił to nie dlatego, że jest częścią jakiegoś spisku przeciw fanom Runaways czy Avengers Academy. Zrobił to, bo jest amatorem i nie zdaje sobie sprawy z wad swojego warsztatu, które rujnują jego historię. To wszystko znak kogoś, kto zwyczajnie nie ma umiejętności ani doświadczenia, aby pisać komiksy dla profesjonalnego wydawnictwa.

Ale w żadnym razie nie ma w tym złej woli.

Co na swój sposób jest jeszcze bardziej przerażające.

cover cover covercover cover
Okładki: X-Men Legacy vol.2 #1, New X-Men vol.2 #1, New X-Men #114, Journey Into Mystery #622, Mighty Thor #18

II. Kłamstwa


Dobra, to czemu o tym nawijam? Chciałem wyjaśnić pewne sprawy, zanim mi ktoś zarzuci, że uprawiam propagandę. A o propagandzie chciałem dzisiaj porozmawiać. O propagandzie w komiksach.

Zapytacie pewnie, gdzie niby widzę tę propagandę. Przecież dawno już minęły czasy, gdy Superman drukował plakaty z napisami "Slap a Jap" a Captain America ścigał komunistycznych agentów, prawda? Jednakże nie zmienia to faktu, że propaganda dalej istnieje w komiksie, pojawiając się bardo często, gdy tylko autorzy mają nagle ochotę zacząć nawijać o swoich prywatnych poglądach.

Skoro już mówiliśmy o Arenie, zostańmy przy niej jeszcze chwilę. Nie martwcie się, obiecuję, że nie zabawimy tam tak długo. Chciałem tylko pokazać wam o czym mówię na przykładzie numeru dziewiątego tej serii. Ma w nim miejsce dyskusja o to, czy zabić Apex, obecnie uwięzioną w ciele swojego brata. Pomińmy w tej chwili jaka jest moja, albo wasza prywatna opinia na temat tego, czy superbohaterowie powinni zabijać, albo czy ten komiks to naprawdę jest miejsce na takie dysputy i skupmy się raczej na sposobie w jaki skonstruowana jest cała scena. Chociaż wszyscy zabierają głos, główna oś konfliktu osadzona jest na linii Chase – Cammi, reszta pełni zaledwie rolę tła. Pan Hopeless chce, aby Cammi wyszła z debaty zwycięsko, jednak zamiast próbować zbudować realistyczny przebieg konfliktu i pokazać jej fajność, dając jej rzeczowe argumenty i pozwalając wygrać siłą perswazji i racjonalizmu, ustawia on grę na jej korzyść, za pomocą prostych sztuczek manipulacyjnych. Przez całą dyskusję Cammi zachowuje spokój, podczas gdy Chase'owi szybko puszczają nerwy, w ten sposób z miejsca sympatia czytelnika kieruje się w jej stronę – ludzie opanowani i spokojni zawsze sprawiają większe wrażenie, że wiedzą co robią. Co więcej, zachowanie Chase'a jest zbudowane w taki sposób, aby uniemożliwić czytelnikowi poczucie do niego sympatii i tak, aby wyszedł na irracjonalnego bufona. Kulminacją tego jest próba wystąpienia przeciwko grupie i zostanie wyrzuconym z niej przez Nico. Nie twierdzę, że zerwanie zaufania między dwójką bliskich przyjaciół jest bezpodstawne, lepiej poprowadzone z cała pewnością wyszło by świetnie. Ale w tej scenie pana Hopelessa nie obchodzi osobisty wymiar wydarzenia, więc nie skupia się na nim. Dobry i sensowny powód dla którego Nico mogła by zwrócić się przeciwko Chase'owi zostaje zredukowany do jednego zdania. Pan Hopeless nie chce, aby ktoś mógł pomyśleć, że jej decyzja jest podyktowana tym, że z tego co ona wie on mógł zamordować Darkhawka i ukraść mu zbroję, której posiadanie trzymał w sekrecie. Nie, on chce, abyśmy myśleli, że dzieje się to z powodu prezentowanego przez niego stanowiska. By jeszcze pogłębić  przesłanie, pan Hopeless przypomina nam, ustami Nico, że Chase jest głupi. Jest to czystej krwi ad personam, błąd w dyskusji, bo Chase mógłby być najgłupszą osobą na świecie, ale to nie znaczy, że się automatycznie myli – nawet zepsuty zegar dwa razy dziennie ma rację. Jest to też pozbawione podstaw w kontekście serii. Podstawmy sprawę jasno – Chase udowodnił wiele razy, że jest kretynem, Ne będę udawał, że jest inaczej. To facet, który zaatakował Doctora Dooma z laserem wymontowanym ze swego pojazdu, nie pomyślawszy, że przecież nie ma on osobnego źródła zasilania, ani nawet nie sprawdziwszy, czy działa. Jedyny problem w tym, że przykłady jego głupoty mają miejsce w Runaways i innych, nielicznych komiksach z jego udziałem. W Avengers Arena jednak, aż do tej pory, on wcale nie zrobił niczego głupiego. Jasne, zachowanie w sekrecie posiadania zbroi Darkhawka mogło nie być najlepszym pomysłem, ale jestem nawet w stanie pojąć jego tok rozumowania. Jego pierwszym błędem jest otwarte wystąpienie przeciwko grupie, kiedy mógł działać potajemnie (a nie zapominajmy – te same komiksy, które przedstawiają go jako głupka, pokazują też, że jest niezłym cwaniakiem). Pan Hopeless wybiórczo mówi nam o tym fakcie, aby podkreślić, że w tej debacie nie mamy trzymać jego strony, tylko Cammi. A jednocześnie, tak na marginesie napominając, oddając ostatni głos Nico, która tylko bezwolnie podąża za Cammi, w symboliczny sposób przenosi na nią ciężar odpowiedzialności za podjętą decyzję i jej konsekwencje. Nie zapominajmy, że kiedy Apex zabije Justona i zaatakuje grupę, sytuacja będzie potraktowana jako jej wina i to ona będzie miała znaleźć odkupienie w śmierci z rąk antagonistki. Jasne, to przez jej głupotę Apex uciekła, by móc dokonać kolejnych morderstw, ale powinno być oczywiste, że to będzie miało miejsce prędzej, czy później. Cammi pozostaje czysta i nigdy nie jest wspomniane, że to przez jej decyzję zginęło dwoje ludzi. Bo sensem tej sceny było pokazanie, że to ona ma rację – gdyby musiała zmierzyć się z konsekwencjami swoich błędów, mogło by to zasiać wątpliwości w sercu czytelników.

Tak, tak, mówicie pewnie. Avengers Arena ssie, mówiłeś już o tym. Ale, jak mógł zasugerować tytuł tego felietonu, nie jest on tylko o Arenie. Zacząłem od niej, bo był to wygodny przykład, ale propaganda nie występuje tylko tam. Colin Smythe wskazał kilka jej świetnych przykładów w esejach na swoim blogu "Too Busy Thinking About My Comics". Przytoczę jeden z nich, prosto ze stron Amazing Spider-Man, z zeszłorocznej historii "Ends of Earth".

cover cover cover cover cover
Okładki: Avengers Arena #17, Avengers Arena #18, Runaways #5, Amazing Spider-Man #684 (regularna i alternatywna)

Spider-Man, mając na swojej łasce Sandmana, torturami zmusza go do wyjawienia informacji, które są niezbędne do powstrzymania planów Doctora Octopusa. Smythe zauważa, że sytuacja ta jest wręcz podręcznikowym przykładem propagandy, którą stosują torturowi apologiści12 (polecam jego artykuł, ponieważ dokonuje on dokładniejszej analizy niż ta, jaką popełniłem tutaj). Mamy torturującego i torturowanego. Torturowany jest w posiadaniu informacji, które chce wyciągnąć z niego torturujący. Informacje, które są konieczne do ocalenia życia wielu ludzi i torturowany zdaje sobie z tego sprawę. Mimo tego jednak, z głupim, niezrozumiałym dla torturującego i czytelnika uporem, nie chce ich wyjawić. Jego powody i motywacje się nie liczą w tej sytuacji, ważne jest to, że torturujący potrzebuje tych informacji, aby móc uczynić wiele dobrego – torturowany zostaje zdepersonalizowany, sprowadzony do roli przeszkody na drodze ku większemu dobru. W związku z tym torturujący nie ma wyboru i sięga ku torturom. Zagrożenie jest tak wielkie, że w całości ma usprawiedliwiać stosowanie tortur, prezentując je wręcz jako w pełni usprawiedliwiony wybór. Tortury przedstawione są jako metoda łatwa, szybka i co najważniejsze, skuteczna, podczas gdy w rzeczywistości wcale nie są one wiarygodnym sposobem uzyskiwania informacji. Fakt ich użycia nie jest kwestionowany. A jeśli jest, wątpliwości zostają zbyte bardzo szybko i nigdy już nie wspomniane ponownie.  Prawa torturowanego i odczuwana przez niego krzywda zostają zmarginalizowane i usprawiedliwione wyższym celem – w końcu, stara się nas zapewnić historia, torturowany sam jest sobie winien, miał przecież okazję współpracować i gdyby to zrobił, nie stałaby mu się żadna krzywda. Jakby wisienką na torcie tej sytuacji jest następna scena, w której Spider-Man pyta się bohaterów na świecie, komu ufają – jemu, czy Doktorowi Octopusowi. Tworzy dychotomię w której on jest nieskazitelnie dobry, a jego przeciwnicy to czyste zło. Nie ma miejsca na odcienie szarości. W świecie Petera Parkera jesteś biały, albo czarny, dobry albo zły. Oczywiste jest, że to co zrobił biały bohater musi być dobre. Silver Sable, która była przecież świadkiem jak torturuje on człowieka z zimną krwią, potwierdza to założenie, nazywając go prawdziwym herosem. Spider-Man ma rację, a to co robi jest słuszne, mówi nam komiks.

Jest trochę ironiczne, że podczas gdy komiks skierowany do dzieci i młodzieży, jaki niewątpliwie ma być Spider-Man, może zawierać w sobie tak jednostronne przedstawienie dosyć poważnej kwestii, brutalna gra dla dorosłych, "Grand Theft Auto V", jest w stanie posilić się na więcej szczerości. Owszem, w niesławnej już scenie tortury pomagają uzyskać informacje, ale jest raczej jasne, że nie tylko nie były one potrzebne, bo torturowany chciał współpracować, ale torturujący wręcz utrudniali mu to, aby mieć wymówkę do kontynuowania zadawania mu bólu. Co więcej, ludzie z firmy Rockstar przedstawiają całą sytuację jako paskudną, a ofiarę jako przerażonego człowieka, w rażącym kontraście do uprzedmiotowionego Sandmana oraz szybkości i łatwości, z jaką Spider-Man wyciąga od niego informacje. Na końcu Trevor, nawet jeśli półżartem (to w końcu on torturował biedaka), sam przyznaje, że to było kompletnie bezcelowe, bo tortury wcale nie są tak efektywne, jak się wydaje i służą tylko rozrywce torturującego13. To straszne, że żyjemy w świecie, gdzie za wzór stawia się dzieciom faceta, który jest większym hipokrytą niż Trevor "When I get in my car and drive, tere ain’t nobody left alive" Philips.

cover cover cover cover cover
Okładki: Uncanny Avengers #1 (regularna i dwie alternatywne), Uncanny Avengers #9, Uncanny Avengers #14

Innym przykładem tego typu propagandy jest Uncanny Avengers, według scenariusza Ricka Remendera. Nie będę poruszał jak wiele niefortunnych skojarzeń wywołała przemowa Havoka, to temat na inny raz. Chciałem się za to skupić na sposobie, w jaki scenarzysta podchodzi do ludzi o przeciwnym zdaniu. A przypominam, mówimy tu o człowieku, który swym krytykom kazał utopić się w szczynach bezdomnego14, co już nie nastraja obiecująco.

Podobnie jak w wypadku Hopelesa, Remender buduje scenę na osi dwóch postaci – Rogue oraz Scarlet Witch. Ta pierwsza reprezentuje głosy krytyki, ta druga z kolei zgadza się z poglądami głoszonymi przez autora. Rogue zostaje w tym wszystkim zdepersonalizowana – milczy bez słowa, pozwalając Wandzie wyłożyć swój argument, a potem wybucha, by podkreślić, że jej postawa jest uprzedzona. Nie ma naprawdę rzeczowych argumentów, które Wanda może odbić, jest po to, by pan Rremender mógł się do kogoś wygadać. Rysunki bardzo pomagają w podkreśleniu kto ma rację, z jakiegoś powodu zakrywając twarz Anny w tej scenie. W konsekwencji ona nie jest osobą, a człekokształtnym symbolem opozycji. Dopiero w chwili, gdy Rogue traci nad sobą kontrolę i zaczyna wrzeszczeć na Wandę, schodząc do poziomu argumentów ad hominem (bo to, czy Wanda czuje się winna M-Day nie ma absolutnie nic wspólnego z tym, która z nich ma rację), staje się znowu postacią, a nie workiem do bicia. W konsekwencji Rogue w tej scenie nie ma więcej charakteru, niż tego typu "strachy na wróble" z każdego kiepskiego webcomicsu.

nalesnik

Myślę, że warte jest porównanie tego z odpowiedzią, jaką na całą kwestię zgotował Remenderowi Brian Bendis w All-New X-Men. Kitty Pryde mówi równie dużo na obronę swojego punktu widzenia, co Wanda, ale jej rant nie jest tylko powtarzaniem poglądów autora. Bendis zadbał, aby jej pozycja wynikała z historii i doświadczenia życiowego oraz z uprzedzeń, którym musiała stawić czoła ze względu na bycie Żydówką. W ten sposób Bendis udziela odpowiedzi Remenderowi, ale jednocześnie nie zapomina, że pisze historie, a nie post na blogu.

Nie znaczy to oczywiście, że każda odpowiedź  na inny komiks będzie tak dobra. Jeden z najbardziej irytujących mnie przypadków takiej propagandy znajdziemy w popularnym komiksie z DC, o ich flagowej postaci, Supermanie. Mowa tu o klasycznej historii "What’s So Funny About Truth, Justice And American Way?", za scenariusz której odpowiada Joe Kelly. Komiks jest odpowiedzią na rosnąca popularność grupy the Authority, która odeszła od tradycyjnego modelu superbohaterstwa. Authority nie bali się zabijać złoczyńców i z tym Joe Kelly miał problem (oraz z tym że ich seria sprzedawała się lepiej od komiksów z Supermanem). Zamiast jednak dokonać konfrontacji Supermana z filozofią przedstawianą przez grupę, stworzył the Elite – bandę popaprańców, którzy przedstawiają karykaturalną wersję poglądów Authority, pozbawioną wszelkiej głębi oraz cech pozytywnych, które cechowały ich pierwowzory. Elite są jednowymiarowymi bubkami, którzy istnieją tylko po to, aby Superman mógł wypaść lepiej i podkreślić, że to on ma rację, a superbohaterowie nie powinni zabijać.

Co też sprowadza mnie do najbardziej irytującego mnie przypadku takiej propagandy. "Maximum Carnage". O rany, "Maximum Carnage". Historia mojego dzieciństwa, a też jeden z powodów dla których jako człowiek dorosły nienawidzę Spider-Mana i Captaina America.

"Maximum Carnage" ma do przekazania wiadomość i używa wszystkich mało subtelnych sztuczek, aby wbić ją czytelnikowi do głowy. Chociaż jest to historia o walce z Carnagem, to główna oś konfliktu ideologicznego istnieje na linii Spider-Man – Venom. Ten drugi reprezentuje tutaj zwolenników tezy, że bohaterowie powinni zabijać, by chronić niewinnych. I niech mnie drzwi, on się nie potrafi na ten temat zamknąć. Przez niemal cały czas nawija o tym, jak bohaterowie muszą wyzbyć się więzów przestarzałej moralności, w najbardziej pompatyczny i irytujący sposób. Podobnie mamy tu tę samą formułę – postać z którą autor się nie zgadza zostaje zdepersonalizowana, stając się tylko tubą dla strony przeciwnej, aby można było udowodnić, jak bardzo się rzeczona strona myli. Nienawiść Venoma do Carnage'a jest na wątkiem bardzo osobistym, ale jednak prócz kilku nielicznych momentów, jest wykorzystywana głównie aby dać Eddiemu jakiekolwiek argumenty, które Spider-Man może zbić. Brock zachowuje się wręcz karykaturalnie, czego kulminacją jest scena próby zabicia Carnage'a przez Firestar. Jest ona przedstawiana jako mroczny moment upadku bohaterów i duża w tym zasługa Venoma właśnie, który kłapie jadaczką jak to wspaniale, wychodząc na skończonego sadystę i w konsekwencji uniemożliwiając czytelnikowi sympatyzowanie z jego stroną.

 cover cover cover cover cover
Okładki: Amazing Spider-Man #378, Spider-Man #35, The Spectacular Spider-Man #201, Web of Spider-Man #102 Amazing Spider-Man #380

Tak jak w hitowi z Supermanem, również tutaj zwolennicy "złej" opcji są przedstawiani jako pozbawione cech pozytywnych buce. Nawet Black Cat, w chwili gdy bierze stronę Venoma, nagle przestaje się przejmować życiem niewinnych ludzi i czyni Spider-Manowi wyrzuty, że ten zamiast ścigać Carnage'a zajmuje się ratowaniem człowieka napadanego na ulicy. Chociaż jest to zupełnie nielogiczne, bo to, czy człowieka zabije Carnage czy jakiś gang nie zmienia faktu, że nie żyje.

Podobnie jak w Uncanny Avengers, do roboty zaprzęgnięto warstwę graficzną. Rysownicy robią wszystko, aby bohaterów, który opowiadają się po stronie Venoma, jak najbardziej zdemonizować. Co prawda sam dobór bohaterów nie pomaga, kiedy po stronie Brocka opowiada się głównie zbieranina postaci w czerni, z mrocznym wizerunkiem jak Morbius czy Spawn...znaczy się, Nightwatch. Ale nawet postacie bardziej pozytywne, jak Cloak, który ma przecież powody, aby wzbudzać w czytelniku sympatię, jest rysowany tak, by podkreślić jego złowieszczość. Wyjątkiem jest tu chyba tylko Black Cat i to dlatego, że jej przypada rola ofiary – ma zostać skatowana, by podkreślić jak mało efektywna jest strona zwolenników Venoma. Grupa ta wygląda niemal równie strasznie, co rodzinka Carnage'a. Tymczasem Spider-Man dostaje klasyczną, kolorową zbieraninę bohaterów, którzy są rysowani w o wiele pozytywniejszy sposób, by podkreślić ich heroizm. Trzeba tu wspomnieć, że to mogło być zupełnie dzieło przypadku i rysownicy mogli dać nam taki efekt nieświadomie, jednak ja odniosłem inne wrażenie i tego będę się trzymał. Jeśli się mylę, zapraszam do wyprowadzenia mnie z błędu.

Do czego to wszystko się sprowadza? Do tego, że chcę zwrócić uwagę na to, w jaki sposób ludzie manipulują rzeczywistością. To co ja robię, gdy wyżywam się na autorach kiepskich komiksów w Pulsie albo na forum, oni sami stosują w swoich pracach. A myślę, że jednak ich powinno się przyrównywać do wyższych standardów. Oczywiście nie jakiś boskich, w końcu to tylko ludzie i popełniają błędy jak wszyscy. Mogę być ich niekompetencją sfrustrowany i mogę wieszać na nich psy, ale trzeba pamiętać, że to tylko ludzie.

W tej Naleśnikomanii było trochę dużo narzekania. W następnej może opowiem o czymś miłym, co? A nowy rok zacznę od rozmowy o nadziejach i oczekiwaniach. W końcu nawet po najciemniejszej nocy musi przyjść dzień.

Demogorgon



1"And really, you’re just a single component of a larger aggregate—while it’s important what you do and don’t like, it doesn’t exist in a vacuum. It needs to be weighed alongside what the guy next to you likes and dislikes as well, broad enough to encompass the whole of the audience." – Tom Brevoort, New Brevoort Formspring, http://brevoortformspring.tumblr.com/post/62806611146/i-dislike-direction-certain-writer-takes-my#notes, wyświetlone 27.10.2013
2"But realistically—and this is a terrible reality to put in front of somebody—it’s not likely that the opinion of a single reader all by itself is going to have that great an impact on what we publish. The audience as a whole does, so if hundreds and thousands of fellow readers agreed with you and followed your lead, then you might be able to make an impact (like the SPIDER-GIRL readers for so long.) But it’s a rare, rare thing." – Tom Brevoort, New Brevoort Formspring, http://brevoortformspring.tumblr.com/post/62899132446/regarding-my-previous-question-so-in-other-words#notes, wyświetlone 27.10.2013
3"What would’ve made it more likely would have been better sales for RUNAWAYS, NEW X-MEN or AVENGERS ACADEMY, at least by the end of their respective tenures. I don’t know that YOUNG AVENGERS or NEW WARRIORS selling especially well would make us any more or less likely to try one of those other books again." – Tom Brevoort, New Brevoort Formspring, http://brevoortformspring.tumblr.com/post/64713005058/how-well-do-young-avengers-and-new-warriors-have-to-do, wyświetlone dnia 27.10.2013
4The Wasp’s seeming death wasn’t as recent, and her resurrection was always nebulously part of the plan (I did stop other people from trying to resurrect her earlier). And Brian was the one who “killed” her. Whereas Jonathan didn’t kill Ares, and bringing him back wasn’t a part of any plan, and it felt like it hadn’t been long enough to feel legitimate.” Tom Brevoort, New Brevoort Formspring http://brevoortformspring.tumblr.com/post/64864163245/were-you-editor-on-avengers-books-when-brian-bendis#notes, wyświetlone dnia 14.11.2013
5"No, nobody is forbidden from using the X-kids. You’d just need a relevant place to use them, and a storyline that passed muster with the X-editors." Tom Brevoort, New Brevoort Formspring, http://brevoortformspring.tumblr.com/post/63642951815/tom-are-other-writers-forbidden-from-using-the-x-kids#notes, wyświetlone dnia 27.10.2013
6"Well, not to put too fine a point on it, but they may not have pitched anything that was considered worth pursuing. There are people who want to write all sorts of characters, but that doesn’t mean that they have a worthwhile take on the concept, or that it fits in with our publishing plan as a whole. Or that they chose to do so—certainly James could have used those characters in GAMBIT, for example, and Chris could have used them in SCARLET SPIDER (which is more of a stretch.) But in terms of the importance of them writing about those guys, it may not be as important to them as it is to you." – Tom Brevoort, New Brevoort Formspring, http://brevoortformspring.tumblr.com/post/63371019100/hi-there-sir-i-jut-remembered-and-i-can-send-you, wyświetlone dnia 27.10.2013
7"It’s right and proper that Jason and any other writer write about the characters that most interest them. You make it sound like a cheat or a conspiracy or something—but it really isn’t. And you don’t want Jason writing about your pet characters if he’s not interested, because all he’s going to do is a lousy job, and then you’re going to be even more frustrated." – Tom Brevoort, New Brevoort Formspring, http://brevoortformspring.tumblr.com/post/63079400081/ok-as-after-reading-a-response-of-your-about-infinity#notes, wyświetlone dnia 27.10.2013
a"In the earliest prototype stages of Young Avengers, I hit the “Can’t use Eli” note and decided I’d like someone to fill that visual niche. This was before I’d nailed down entirely what I was doing, and wanted to keep at least some of the “Mirroring Niches Of Other Avengers” aspect of the team. I needed a Captain America in the red-white-and-blue.
Did anyone come to mind?
And in one of those quirks of fate that are so appealing, I’d just finished Casey/Dragota’s Vengeance mini. And right there was Miss America Chavez, who even in the group-cast and dizzying structure,  came across as the lead. Hyper-strong flying hero with lack of respect for traditional heroes and had been doing the save the world thing on the down-low for years. As she put it, you couldn’t pay her to be an Avenger.
Ah. Let’s have her. She’s great."
Kieron Gillen,  Another Way to Breathe, http://kierongillen.tumblr.com/post/40527135252/meet-the-team-miss-america, wyświetlone 14.11.2013
9"The aim was to get everyone we could. The ones we can’t are because of book related reasons.
It’s a bit of a shame, really. I’d have loved to have them all."
Kieron Gillen, Another Way to Breathe, http://kierongillen.tumblr.com/post/64996730498/writer-notes-young-avengers-11, wyświetlone dnia 27.10.2013
10"I picked from who was available. A lot of the characters I couldn't get to, because they're gone because of "Avengers Arena.""– Matt Knidt, "EXCLUSIVE: Knidt Revives Contest of Champions in Infinity: the Hunt" http://www.comicbookresources.com/?page=article&id=45975 wyświetlone 14.11.2013
11Myśleliście, że dam wam linka do moich prywatnych rozmów z naczelnym? Wow.
12Colin Smythe, Too Busy Thinking About My Comics http://toobusythinkingboutcomics.blogspot.com/2012/05/why-i-loathe-and-despise-spider-man.html, wyświetlone dnia 14.11.2013
13"The media and the government would have us believe that torture is some neccesary thing. We need it to get information, to assert ourselves. Did we get any information out of you? Exactly. Torture's for the torturer...or for the guy giving orders to the torturer. You torture for the good times - we should all admit that. It's useless as a means of getting information." – Trevor Philips, Grand Theft Auto V, misja By The Book
14"If Havok’s position In UA#5 really upsets you, it’s time to drown yourself in Hobo piss." Rick Remender, http://www.theouthousers.com/index.php/news/121212-rick-remender-urges-naysayers-to-drown-in-hobo-piss.html, sprawdzone dnia 06.11.2013
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.