Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Thor: Mroczny Świat" - GrayFox

"Thor: Mroczny Świat" trafił do polskich kin ósmego listopada. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji obejrzeć filmu w kinie zachęcamy aby zapoznać się z tym, co o najnowszym dziele Marvel Studios sądzą redaktorzy Avalonu. Czy nowy Thor to sequel w którym wszystko jest lepiej, więcej, mocniej? Na to i inne pytania odpowie GrayFox.

thor.jpeg


Ciągle po głowie chodzi mi rok 2011, kiedy to na ekranach kin pojawiła się pierwsza odsłona Thora. Wówczas nie wiedziałem o tej postaci absolutnie nic, a poszedłem do kina tylko ze względu na to, że Marvel zaczął dłubać przy spójnym, filmowym uniwersum i chciałem dołożyć cegiełkę do ich sukcesu. Film jednak kupił mnie bez reszty i z miejsca stał się w moich oczach najfajniejszym, obok "The Avengers", filmem Pierwszej Fazy, a sama postać odegrana przez Chrisa Hemswortha wskoczyła do worka moich ulubionych herosów. To przede wszystkim dlatego miałem ogromne nadzieje związane z sequelem, a wchodząc na salę bałem się, że nawet zbyt ogromne. Jak więc w moim ostatecznym rozrachunku prezentuje się najnowsze dzieło Marvel Studios?

Z króciutkiego wstępu dowiadujemy się o wojnie z Mrocznymi Elfami, które pięć tysięcy lat temu toczył Bor, dziadek Thora, ówczesny Wszechojciec i Król Asgardu. Mylne przekonanie Bora o całkowitej anihilacji swoich przeciwników pozwoliło uciec ich małemu oddziałowi, dowodzonemu przez Malekitha, który zahibernował się gdzieś w kosmosie i wróci w odpowiednim momencie. Czyli teraz. Fabularnie więc film jest prosty jak konstrukcja cepa, cała intryga jest czasami nieco wtórna, ale ogólnie wypada całkiem pozytywnie, a dzięki swojemu nieskomplikowaniu pozwala widzowi skupić sie na innych rzeczach.

Mimo prostej intrygi skrypt nowego "Thora" obfituje w bogate relacje między poszczególnymi bohaterami. Na pierwszy plan oczywiście wybija się fantastyczna relacja Thora z Lokim, bardzo przyjemne wrażenia budzą także kontakty Odyna z Thorem oraz Friggi z Lokim. Same postaci również są lepiej nakreślone w scenariuszu. Opiewany już w Internecie Loki po raz pierwszy pokazuje nam, że jest bogiem psot a przy tym knuje na potęgę, Heimdall już nie ogranicza się tylko do stania i pilnowania Bifrostu, a Odyn nie spędza większości swojego czasu ekranowego śpiąc pod świetlaną kołderką. Jane Foster nie występuje już tylko w charakterze damy w opresji, ale ma swój konkretny wkład w ostateczną eliminację zagrożenia. Oczywiście są od tego wszystkiego wyjątki - Warriors Three w zasadzie nie istnieją, a Hogun zalicza maksymalnie trzydzieści sekund czasu ekranowego. Największym zawodem była jednak relacja między Jane Foster a Sif, która aż prosiła o więcej uwagi i poruszenie oczywistego wręcz wątku. Ponadto Marvel wciąż nie wykreował w swoich filmach złoczyńcy, którego mógłby bez wstydu zestawić na przykład z Bane'em czy Jokerem. Malekith nie jest wyjątkiem i jest całkowicie płaską, jednowymiarową postacią, z abstrakcyjnie przerysowaną motywacją zniszczenia wszelkiego życia we wszechświecie.

05_200.jpg 06_200.jpg

Aktorsko film wypada dobrze. Tom Hiddleston pokazuje nam ogromny wachlarz umiejętności, prezentując nawet podczas pojedynczej sceny całą gamę emocji. Nie będę oryginalny, ale Loki jest najjaśniejszym aspektem tego filmu. Chris Hemsworth bardzo dobrze zaprezentował się w roli tytułowej, ale do tego już nas zdążył przyzwyczaić i dla mnie jest jedną z najlepszych castingowych decyzji Marvel Studios. Jednym z moich cichych ulubieńców jest Idris Elba jako Heimdall, bo choć nie rozumiem decyzji o zatrudnieniu czarnoskórego aktora w roli nordyckiego bóstwa, tak cieszę się, że suma sumarum wybór padł akurat na Elbę. Bardzo pozytywnie wypadła Rene Russo w roli Friggi, dla kontrastu z sir Anthony Hopkinsem, który pomimo większej ilości materiału nie wniósł swojej charyzmy do postaci Odyna. Jego gra jest wciąż lepsza niż w pierwszym "Thorze", ale nie jest to poziom do którego nas ten wybitny aktor przyzwyczaił w innych produkcjach. Natalie Portman, pomimo kapitalnego warsztatu jakim dysponuje, wyszła tylko poprawnie, nie było w jej aktorskiej kreacji nic szczególnie godnego zapamiętania, ale też nic za co moglibyśmy ją ganić. Christopher Eccleston wyciąga ile może z płaskiego Malekitha i wypada naprawdę dobrze, szkoda tylko, że scenariusz nie pozwolił mu na więcej.

Film ma ogromne stężenie humoru, co jest swoistym prztyczkiem w nos dla ludzi, którzy uważają którąkolwiek z odsłon Iron Mana za najzabawniejsze filmy wyprodukowane przez Marvel Studios. Cała sala śmiała się w głos w niektórych momentach, a ja sam czasami nie zdążyłem jeszcze przestać się śmiać z poprzedniego gagu, gdy film atakował kolejnym. Dla niektórych może być tego zbyt dużo, ale film jest bardzo dobrze zbalansowany w tym względzie, bo kiedy trzeba potrafi być przejmujący czy nawet poruszający. Warto przy tym zaznaczyć, że epizodyczne role zwane "cameo" są w tym filmie absolutnie obłędne, to chyba najlepsze tego typu występy jakie dane mi było zobaczyć.

03_300.jpg 04_300.jpg

Na szczególną wzmiankę zasługuje także scenografia i choreografia. Mogliśmy ujrzeć z bliska Asgard, przyjrzeć się mieszkającym tam ludziom, czyli coś, czego brak zdecydowanie dało się odczuć w części pierwszej. Kraina nordyckich bogów jest olśniewająca i majestatyczna. Razem z bohaterami odwiedzamy też inne ze światów, a każdy następny jest na swój sposób charakterystyczny i zupełnie inny od poprzedniego.
Choreografia walk natomiast stoi na niebotycznym poziomie, z wisienką na torcie czyli pojedynkiem potężnego Malekitha z o wiele od niego słabszym Thorem. Moim skromnym zdaniem jest to najlepszy pojedynek mano o mano wśród filmów Marvel Studios i jeden z najlepszych w historii kina superhero obok pierwszego starcia Bane'a z Batmanem oraz potyczki na pociągu Spider-Mana z Doctorem Octopusem.

Przed seansem mówiłem sobie "tak, to jest ten film na który czekałem całe życie". Po seansie jestem niemal pewien, że tak faktycznie było. Bo pomimo kilku mniejszych bądź większych wad, luk w scenariuszu, braku poczucia zagrożenia ze strony małego oddziału Malekitha, czy miejscami wtórnością intrygi "Thor: The Dark World" to najlepszy film Marvel Studios. Lepszy od pierwszej części, lepszy od "Iron Manów", lepszy od "The Avengers". Polecam wam z całego serca by wybrać się do kina i przekonać się na własnej skórze.

GrayFox
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.