Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Thor: Mroczny Świat" - Kminek

"Thor: Mroczny Świat" trafił do polskich kin ósmego listopada. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji obejrzeć filmu w kinie zachęcamy aby zapoznać się z tym, co o najnowszym dziele Marvel Studios sądzą redaktorzy Avalonu. Czy nowy Thor to sequel w którym wszystko jest lepiej, więcej, mocniej? Na to i inne pytania odpowie Kminek.

thor.jpeg

"Thor: Dark World" swoim istnieniem udowadnia kilka ważnych rzeczy

Po pierwsze, sequel może być lepszy niż część pierwsza.
Po drugie, "Avengers" to nie był szczyt możliwości speców od efektów komputerowych.
Po trzecie i notabene najważniejsze, Tony Stark wcale nie jest potrzebny, by w filmie pojawiła się spora dawka humoru.
Tak, "Thor: Dark World" jest zdecydowanie lepszy niż część pierwsza. Mam tu na myśli całokształt, na który składa się wiele akceptów – od gry aktorskiej przez kostiumy i scenografię, na dialogach kończąc.

W pierwszej części Kenneth Branagh zaserwował nam cukierkową wersję Asgardu i jego mieszkańców. Kostiumy były błyszczące, jednokolorowe, wręcz monotonne. Do tego cała stylistyka niezbyt mi odpowiadała, broń oraz zbroje wyglądały [przynajmniej dla mnie], jak plastikowe kostiumy, futurystyczne, niemal całkowicie oderwane od tematyki nordyckich mitów. W "dwójce" jest inaczej. Scenografowie, charakteryzatorzy, oraz cały sztab ludzi tworzących kostiumy poprawili wygląd postaci – choć większość bohaterów nosi ten sam krój co w pierwszej części, został on w większym stopniu dopasowany do komiksowej stylistyki. Napierśniki, naramienniki, czy elementy przytrzymujące płaszcze pokryte są skomplikowanymi, runicznymi ornamentami, części pancerza mają otarcia i odpryski, a broń także wygląda cóż… z braku lepszego słowa powiem "naturalniej" [Tarcza lady Sif jest bez porównania lepsza niż w pierwszej części].

01_200.jpg 02_200.jpg

Gra aktorska także jest dużo lepsza niż w pierwszej części [poza dwoma wyjątkami]. Chris Hemsworth sprawdza się w roli nie do końca posłusznego syna. Jego Thor ewoluował od zapatrzonego w siebie pyszałka do świadomego własnych wad wojownika, który jest w stanie rozwiązać pewne sprawy inaczej niż tylko przy pomocy pięści oraz młota. Co ciekawe, scenarzyści dali mu więcej okazji do ukazania pewnej dozy autoironii i humoru, ale o tym szerzej za chwilę.
Heimdall, Warriors of Three i Lady Sif pojawiają się epizodycznie, nad czym ubolewam, ale sprawdzają się w swoich rolach. O ile Idris Elba, jak i panowie kreujący postacie przyjaciół Thora trwają przy wizerunkach z poprzedniej części, o tyle lady Sif przechodzi prawdziwą metamorfozę. Choć zabrakło uwydatnienia konfliktu między Sif, a Jane, Jaime Alexander okazała się bardzo miłym zaskoczeniem. Bardzo dobrze przedstawiła swoją bohaterkę, tym razem skupiając się na jej wojowniczym usposobieniu.
Podobnie jest z Rene Russo, czyli Friggą, matką Thora. Tym razem aktorka pokazała na co ją stać. Z jednej strony to ciepła, dobra osoba, widząca dobro nawet w bogu kłamstw, z drugiej strony jawi się jako sprytna, potężna królowa bogów, której nieobcy jest brzęk stali.
Następny w kolejce jest Christopher Eccleston, czyli filmowy Malekith. On wypada słabiej, ale myślę, że to wina scenariusza, a nie aktora. Wciela się on bowiem w rolę przeciwnika z kategorii "Chcę zniszczyć wszechświat, bo… bo tak." Nie ma żadnego uzasadnienia jego postępowania, dlatego postać wydaje się być jednopłaszczyznowa, nawet bezbarwna. A szkoda, bo w tej roli krył się naprawdę duży potencjał.
Niestety, na niekorzyść filmu działają dwie postaci – Jane Foster i Odyn. Jak stwierdził mój przyjaciel, Natalie Portman miała zagrać uroczą pannę w opałach i wywiązała się z tej roli w stu procentach. Ale nic poza tym. Miała kilka momentów, w którym mogła nadać wyraz postaci, jednak moim zdaniem nie wykorzystała ich.
Sir Anthony Hopkins sprawdza się jeszcze gorzej. W scenach, w których powinien grzmieć jako nieustępliwy król, ledwie strofuje swojego niepokornego syna, a kiedy powinien być załamany, cóż… dobrze, że w ogóle zauważamy, że jest smutny. Nie podoba mi się ta interpretacja, nie wiem, czy Hopkins nie miał pomysłu, czy ochoty, ale nie. Według mnie to najsłabszy punkt obsady.

Od strony wizualnej, "Thor: Dark World" to prawdziwy majstersztyk. Efekty wygenerowane komputerowo zapierają dech w piersiach. Bitwa o Asgard to wspaniałe widowisko, a finał po prostu wbija w fotel. W tym aspekcie wykorzystano wszystko to, co w seriach o Thorze najlepsze. Projekty pojazdów, eksplozje, krajobraz bodaj czterech z dziewięciu królestw, generowane komputerowo postaci, dobry Boże, nie da się tego inaczej określić, są po prostu genialne! W tym wypadku, film naprawdę deklasuje "Iron Mana 3" i, moim skromnym zdaniem, także "Avengers". Wierzcie mi, te "ochy" i "achy" są uzasadnione.

04_200.jpg

Reżyseria miejscami daje wiele do życzenia. Niektóre sceny są poucinane, złożone niespójnie, wręcz chaotyczne, jak choćby ta z okaleczeniem Malekitha.
Co więcej, pierwsze piętnaście minut filmu jest, może nie nudne, ale na pewno monotonne. To paradoksalnie działa na korzyść, ponieważ dawka akcji, którą dostajemy później wyrównuje szale.
Scenariusz momentami kuleje i bywa przewidywalny. Historia może sztampowa, może już to wszystko było, ale naprawdę, nawet z tak wyeksploatowanego motywu walki dobra ze złem można wycisnąć nie jedno i nie dwa zaskoczenia. Cieszą mnie zwłaszcza wysublimowane próby przemycenia do filmu mniej znanych bóstw z nordyckiego panteonu, jak choćby Tyr, czy Bor. Nie chcąc przesadnie spoilerować, poradzę tylko, byście wypatrywali Stana Lee oraz jednego z przyjaciół Thora, którego obecności w Asgardzie przewidzieć nie mogliście!

Jak to zwykle w moich recenzjach bywa, najlepsze zostawiłem na koniec.
"Thor: Dark World" został stworzony według klasycznej recepty na sequel: więcej, mocniej, bardziej. Nie ukrywam, tak właśnie jest. Więcej akcji, więcej walki i o wiele, wiele więcej humoru.
To humor stanowi największy atut filmu. Postaci żartują niewymuszenie, naturalnie, swobodnie. Kiedy zawodzi scenariusz, jeden inteligentny żart czy to słowny, czy sytuacyjny ratuje sytuację.
Prym wiedzie jedna osoba, choć po piętach wytrwale depcze mu dwójka, a nawet trójka postaci. Eric Selvig, Darcy oraz niejaki Ian Boothby dbają o to, by wprawić widza w dobry nastrój. Z tego komediowego trio na pierwszy plan wysuwa się Stellan Skarsgard, mający według mnie, niezły ubaw na planie. Jego bohater to szalony naukowiec, który nie czuwa nad Jane, ale sam potrzebuje opieki [dosłownie!]. Kat Dennings oraz Jonathan Howard kreują swoich bohaterów z komediowym wyczuciem, nie raz wywołując salwy śmiechu na sali.

09_200.jpg 10_200.jpg
 
Jednak, król może być tylko jeden. A jest nim Tom Hiddleston, czyli filmowy Loki. Ta postać kradnie film od początku do samego końca. Hiddleston jest jak Hugh Jackman. On nie gra postaci, on się nią staje. Tym razem bóg kłamstw pozbawiony jest potężnej włóczni, co wcale nie oznacza, że stał się mniej niebezpieczny. Wręcz przeciwnie. Uzbrojony w swój spryt, magiczne sztuczki, oraz cały arsenał kąśliwych uwag sieje prawdziwy zamęt. Ironizuje i wyśmiewa postępowanie wcale nie gorzej niż Tony Stark. Sceny z jego udziałem są najlepszymi momentami filmu. Jest nieprzewidywalny, dwulicowy i cóż, po prostu wredny, ale zachowuje przy tym wrodzony urok osobisty oraz inteligentny dowcip. Nie sposób go nie polubić i nie sposób nie docenić kunsztu aktorskiego Hiddlestona. Jestem pod jego wielkim wrażeniem, z niecierpliwością oczekując na część trzecią, która niewątpliwie powstanie.

"Thor: Dark World" pokazuje z najlepszej strony to, co w Marvelu charakterystyczne – rozmach, akcję i inteligentny humor. Jestem bardzo zadowolony, że obejrzałem ten film i gorąco polecam go wszystkim, bez względu na płeć i wiek. To rozrywka w czystej postaci!

Kminek
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.