Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #20 (03.12.2007)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 3 grudnia 2007 Numer: 20/2007 (20)


Za nami niezbyt interesujący tydzień - tradycyjnie śmieszno-słaby Black Panther vol. 4, schematyczny annual Moon Knight vol. 5 i przewidywalny koniec Sub-Marinera vol. 2. Nawet lepsze serie dostosowały się do tego przeciętnego poziomu i brak w tym tygodniu hitów, poza jednym chlubnym wyjątkiem: X-Men #205. Kolejna część Messiah Complex wywołała bardzo pozytywną reakcję i zdecydowanie utrzymuje wysoki poziom poprzednich odcinków.


Black Panther vol. 4 #32 avalonpulse0020f.jpg
Gil: Uwaga, nastąpiła kolejna aktualizacja szczytu głupoty. Jeśli przypadkiem ktoś zdecydował się kupić ten komiks w opcji preorder, radzę nie otwierać, tyko od razu zakopać w ogródku sąsiada. Nawet nie chce mi się wymieniać, co jest nie tak, powiem tylko, że przemawiająca znienacka żaba jest tu najmniej bolesnym fragmentem. Dla odmiany, dialogi wspięły się na nowy poziom, który wyznacza cytat: "Holly cow! It's a Black Panther!" Gdybym się nie śmiał do łez, pewnie wiłbym się z bólu. Ocena: 1/10
TheNewlyAwoken: Zdecydowana zwyżka formy! Zamiast „tragicznego”, numer jest jedynie „bardzo zły”. Gratulujemy, panie Hudlin!
A tak serio: rysunki są nawet znośne i pomagają przetrawić fabułę, która generalnie składa się z odgrzewanych kotletów i pomysłów skradzionych z innych serii. Mamy tu więc Skrullów, których Hudlin najwyraźniej wprowadził, chcąc nawiązać do Secret Invasion; kosmicznych gladiatorów, walczących na arenie ku uciesze tłumów (Plantet Hulk), a nawet Fastball Special, który w wykonaniu Thinga i T’Challi nawet nie umywa się do wersji Molly Hayes/Victor Mancha, a co dopiero do oryginału.
Chociaż przeczytanie nie grozi śmiertelnymi uszkodzeniami mózgu, to mimo wszystko nie polecam.
S_O: Zachwycania się warsztatem Hudlina ciąg dalszy. W tym numerze: Czemu zaskakiwać czytelnika nagłym zwrotem akcji i wprowadzeniem "wroga mojego wroga", skoro można przedstawić go na samym początku, podać jego plany i motywacje? Poza tym, stałe działy: nieśmieszny humor i jedni z potężniejszych bohaterów Ziemi dostający w tyłek po dwóch panelach, podczas gdy członek rasy panów ubrany w piżamkę miota wszystkimi wrogami w okolicy. Ech... I czy Johnny już wcześniej przejawiał inklinacje do obalania międzygwiezdnych monarchii tylko dlatego, że przypadkiem pojawiał się na jednej z ich planet?
Hotaru: Zastanawiam się, jakie motywy ma pan Hudlin, by nadal trzymać się przy tym tytule. Nie jest tajemnicą, że wybitnie mu nie idzie - to zauważy każdy, kto przeczyta chociażby zapowiedzi do kolejnych numerów Black Panther. Dlaczego więc z uporem wartym większej sprawy ten grafoman nadal wydala ("płodzi" brzmiałoby w tym kontekście zbyt pochlebnie) kolejne historie? McDuffie już powrócił do oryginalnego składu Fantastycznej Czwórki, a Hudlin na przekór i wszystkim na złość miota bohaterów po różnych wymiarach, byle tylko nadal móc w kontraście do białych Johnny'ego i Bena pokazać, jak czarni Storm i T'Challa są zajefajni. Zainwestuję w szampana, by uczcić chwilę, kiedy Hudlin wreszcie zwolni stołek scenarzysty... albo ostatecznie tytuł zostanie zamknięty - to też jakieś rozwiązanie.

Cable & Deadpool #47
Gil: Jest lepiej niż poprzednio. Cała misja, którą Stefek zlecił naszym dzielnym inaczej bohaterom, ma sens i jest dobrze uzasadniona, a do tego może przynieść ciekawe konsekwencje. Jak zwykle, Bob wymiata, ale tym razem Wade go dogania - zwłaszcza, kiedy łamie czwartą ścianę (jakoś dziwnie to po polsku wygląda... fourth wall - wiecie, o co chodzi). Momentami, rysunki wydają się trochę dziwne (co się stało w głowę Sandi?), ale ogólnie nie ma na co narzekać. Ocena: 6/10
S_O: Śmiechu niewiele, akcji sporo, ale monotonnej (ile można siekać potwory kataną?). Dowiadujemy się, jaki skutek może mieć lobotomia przeprowadzona na czarodzieju, no i została otwarta furtka dla powrotu T-Raya.

Daredevil vol. 2 #102
Gil: Hm... najlepszym fragmentem tego numeru okazuje się ten, który nie dotyczy przedstawianej historii. Mam na myśli starcie ekipy Hooda z ekipą Feara, które wnosi coś nowego do światka Marvela, bo na walczących herosów już się napatrzyliśmy i czas na bijatyki między łotrami. A na pierwszym planie po staremu, czyli nadal dobrze, choć bez nadmiernej ekscytacji. Dowiadujemy się czegoś o Strachaczu i przechodzimy do następnego etapu sprawy z Millą. Wszystkie wątki nadal otwarte, więc nie ma nad czym dyskutować - trzeba czekać na finał. Ocena: 7/10

avalonpulse0020g.jpg Foolkiller vol. 2 #2
Gil: Przyznaję, że sposób narracji trochę mnie drażni, bo tak samo jak poprzednio, przez pół numeru nie wiadomo, kto się bawi w narratora. Ale jeśli to odłożymy na bok, okazuje się, że dostajemy całkiem ciekawą historię nowego Foolkillera, który ewoluował od foola do killera w dość bolesny sposób. Spodziewałem się, że coś jednak połączy go z poprzednikami, ale nic na to nie wskazuje i to dobrze. Wspominki nie służą jednak historii, która ma ten sam punkt wyjścia, co poprzedni numer. Pozostaje liczyć na to, że teraz wreszcie zacznie się prawdziwe głópcobicie. No i jeszcze Lan Medina momentami jest świetny. Ocena: 7/10
S_O: Cały numer zajmuje geneza nowego Głupcobójcy. Geneza nadzwyczaj ciekawa i pełna niespodzianek. I chociaż niewiele (a właściwie nic) nowego od czasu zakończenia poprzedniego numeru się nie działo, to z chęcią zobaczę kolejne numery.
Krzycer: "panie Hurwitz, pan Quesada obciął nam budżet, starczy tylko na trzy cliffhangery w całej miniserii!" "Nie panikujcie, żołnierzu, coś się wymyśli..." :)
I takie rozwiązanie jest fajne. Widzimy, jak to Foolkiller nie raz sam bywał głupcem, że pani Fortuna na pstrym koniu jeździ i w ogóle że w życiu raz na wozie, raz pod wozem, by całą historyjkę zakończyć w tym samym momencie, co poprzednią. Ale to działa - i tak jak po poprzednim numerze, wciąż z niecierpliwością czekam na rozwiązanie tej sytuacji.


Marvel Zombies 2 #2
Demogorgon: Niby dalej nie jest śmiesznie, ale za to Zombie wreszcie zaczęły swoją wojnę domową. Spider-Zombie i Giant Zombie świetnie wypadają w rolach przywódców, z których jeden zachował resztki człowieczeństwa i walczy o nie z całych sił, a drugi ześwirował kompletnie. A rysunki są całkiem niezłe, mnie się podobają. 7/10
Gil: Dużo tu gadają, ale w końcu dochodzi do porządnej rozwałki, która ratuje te numer. Właściwie, pomysł z zamianą Ziemi w hodowlę pożywienia dla Zombiaków był całkiem ciekawy i może jeszcze powróci, w zależności od tego, która ze stron wyjdzie z bijatyki w... większych kawałkach. Poczekamy, zobaczymy. Ocena: 6/10
Krzycer:
meh. To już nie to samo. Niby nawalanka zombie vs zombie jest fajna i parę fajnych tekstów też tu mamy, to takie nagłe przejrzenie na oczy jakoś mi się nie podoba i heroiczne zombi mi tu nie pasują.
I tyle.
A heroiczne zombie powinny trzymać się Xombie.


Moon Knight vol. 5 Annual
Demogorgon: Ładnie i sprawnie opowiedziana historia, ciekawa, interesująca i mroczna. Problem tylko w tym, że Bendis i Maleev spisali się o wiele lepiej w Daradevilu, pisząc podobny "Decalogue", przez co Annual wypada słabo. Ale nie patrząc przez ten pryzmat, mamy całkiem fajną historyjkę. 6/10
Gil: Schemat. Schemat i nuuuda. Do tego rysownik, nieudolnie próbujący naśladować Coipela. Moja teoria o ssących Annualach zyskała nowy koronny argument. Ocena: 2/10

The Sensational Spider-Man vol. 2 #41 avalonpulse0020h.jpg
Jaro: Numer napisany sprawnie, narysowany naprawdę dobrze (zwłaszcza Mephisto wyszedł Quesadzie, ale resztą postaci też udowadnia, że jak ma więcej czasu, to mu wychodzi, szkoda tylko, że opóźnienia odbijają się na odbiorze historii), niezły pomysł z przedstawieniem alternatywnych Peterów... i wreszcie, nomen omen, jak diabeł z pudełka wyskakujący Mephisto, proponujący Parkerom w zamian za życie May torturę, która będzie miodem dla jego duszy. Hm. Zebrane do kupy to wszystko nie jest ani dobre, ani złe, tylko po prostu dziwne i dość nijakie, jak na taką ohmigod-it's-so-big historię. Całe szczęście, nie było jeszcze zabaw z odkręcaniem zdemaskowania Petera (do czego jednak furtka została uchylona w ostatnim Avengers: The Initiative, a przez manipulacje Mephista też to może wyjść, i pewnie wyjdzie), ale możemy już się domyślać, że tak, czy inaczej układ z diabłem będzie zawarty. Czy JMS jest nas w stanie czymś pozytywnie zaskoczyć w następnym numerze? Małe nadzieje pokładam tylko w córce Petera i MJ, miłe byłoby nieodkręcanie zdemaskowania, a największą niespodzianką byłoby w sumie to, gdybym po ostatnim numerze OMD był zadowolony z tej historii.
Ocena: 6/10; soundtrack: Nine Inch Nails - And All That Could Have Been
S_O: Łanmordeja ciąg dalszy. Cóż, pamiętając o tym, że JMS pisze OMD i Thora, byłem pewien, że wplącze tu Lokiego, ale tajemniczym ofertodawcą okazał się Mephisto. Cóż, ewoluowałem razem z Avalonem, więc nie znam historii gościa, ale po głosach sprzeciwu w tematach spoilerowych zgaduję, że powinien być martwy. Oby Straczynski miał jakieś dobre wytłumaczenie.
W każdym bądź razie, Peter spotyka dwa swoje alter ego, które mają zapewne pokazać, że jego życie, jakkolwiek trudne, i tak jest wspaniałe w porównaniu z tym, co mogłoby być. No i dostał reprymendę od własnej córki (bo zgaduję, że to Mała Mi, znaczy się, May). Ciekawe też, że to Mary Jane, której łatwo byłoby się pogodzić ze śmiercią starszej pani, jest gotowa oddać swe małżeństwo w ręce diabła, podczas gdy Peter "zrobię wszystko, żeby ją uzdrowić" Parker nie chce nawet wysłuchać warunków.

X-Men: First Class vol. 2 #6
TheNewlyAwoken: Lubię tę serię. Jest (jakby to powiedzieć...) poczciwa. Nie jakaś super poważna, za to prosta, przyjemna, kolorowa... Miła generalnie rzecz biorąc. Pokazuje, że pierwsi X-Men, gdy Xavier ich zgromadził, byli tak naprawdę dzieciakami i bardzo fajnie jest czytać ich nieznane dotąd przygody. Choć rysunki wyglądają momentami, jak wzięte z „Przygód Tintina”. Mimo wszystko – przyjemny, niezobowiązujący moment oddechu po trzymających w napięciu kompleksach.
S_O: Uwielbiam "First Classa". Nie mam pojęcia, kiedy konkretnie się rozgrywa, ale jest świetny. Pomysł z nagłą utratą mocy nie jest nowy, ale nadal zaciekawia. Jasnym się wydaje, że z depoweryzacją mają coś wspólnego Sentinele, ale nie mam pojęcia, co konkretnie i dlatego już nie mogę się doczekać konkluzji.
A minikomiks z ostatnich stron, z team-upem Jean i Wandy... miły, zabawny, oldskulowy... do czasu, aż zacząłem się zastanawiać, jak wyglądałby team-up full-wypas Phoenix i Crazy Dissassembled/HoM Scarlet W(B)itch...


Zombie: Simon Garth #1
Gil: I znowu Zombie. Tym razem bardziej klasycznie: wirus, gyzienie, wypadające flaki, ale także noc, upiorny las i interesujące wizualnie postacie. Chyba podoba mi się bardziej niż Marvel Zombies, bo ma prawdziwy klimat horroru. A zawdzięczamy to Kyle'owi Hotzowi, który debiutuje w roli scenarzysty i zajmuje się grafiką. Jedno i drugie wychodzi mu conajmniej interesująco. Ocena: 6/10


avalonpulse0020i.jpg Sub-Mariner vol. 2 #6
Gil: Wiedzieliśmy, co będzie, ale jednak jest pewien element zaskoczenia, bo byłem przekonany, że Atlantyda wybuchnie przypadkiem lub przy udziale Dooma. Okazało się jednak, że Namor do końca grał pierwsze skrzypce i podjął iście królewską decyzję. Żeby teraz ona nie ugryzła go w tyłek, bo wszyscy wiemy, jak się robi interesy z Doomem. Brakuje tylko jakiejkolwiek reakcji na końcowe odkrycie ze strony S.H.I.E.L.D. Bez tego wydaje się, że wszystko poszło zgodnie z planem, a przydałoby się jakieś "ale". Ocena: 5/10
Jaro: Nie jest tak źle, przynajmniej na tle nędzy poprzedniego numeru. Wiedzieliśmy od jakiegoś czasu, że to szkielet synalka siedzi na tronie, ale że sam Namor go tak urządził (i że sam zdecydował na wysadzenie Atlantydy) - to jest mała niespodzianka, a niespodzianki (prawie) zawsze są w cenie. Scena z żołnierzami maszerującymi przez Latverię całkiem ładna, pomysł z diasporą - dobry, a połączeniu z "jedynym sojusznikiem Namora" pozwala mieć nadzieję na to, że Sub-Mariner będzie miał całkiem spore reperkusje w przyszłości. Szkoda jednak, że prawie że dobry pomysł na tę mini-serię został zarżnięty przez toporne wykonanie.
Ocena: 4/10; soundtrack: Slayer - Exile.
S_O: Zakończenie było jasne od ujawnienia rewelacji o Kamarze, więc zaskoczenia nie było. Atlantydzi stali się narodem emigracyjnym (nie bójcie się, po następnej wojnie światowej dostaną nowe państwo), a sam Namor udał się do swojego zapuszkowanego sojusznika. Tego się nie spodziewałem, tzn. wiedziałem, że uda się do Latverii (bo skąd tam niby Nitro?), ale nie sądziłem, że tam zamieszka. Tak czy inaczej, taki Team-up nie przyniesie nic dobrego, mam nadzieję, że Millar to wykorzysta i wykorzysta to dobrze.

Ultimate Spider-Man #116
Demogorgon: Ludzie! Ratuj się, kto może! To Norman Osborn w kiecce! Nie wiem, w jaki sposób Goblin przeżył ten upadek (poza faktem, że jak się jest mini-hulkiem, to upadek z takiej wysokości to pikuś), ale warto było zobaczyć, jak nawiedził dom Petera i ubrał się w sukienkę. Do tego dochodzą ciekawe rozmowy Peter-Kitty i Peter-Norman, oraz dalej nie rozwiązane pytanie, gdzie jest Nick Fury. A końcówka jest fajna. Na miejscu Normana też bym się wkurzył, jakbym zobaczył w telewizji, że jakaś baba przerobiła moje dziecko na emo.
Krzycer: D
obre! Najpierw dużo się dzieje, potem Peter i Kitty (która ewidentnie pełni rolę 616-tkowej Black Cat, a mi się to podoba) mają wreszcie swoje "closure", potem cudowna scenka z Peterem i agentami S.H.I.E.L.D. ("we're big fans of yours" :D ) a wreszcie jeszcze lepsza rozmowa z Normanem i podły, podły plan Danvers. Ekstra numer.
A do tego kreska! Nadal nie podoba mi się twarz Petera i hełmofon nowego kostiumu Kitty - ale po tym numerze zakochałem się w rysunkach Immonena. Tak dynamiczne, filmowe ujęcie akcji rzadko widzę w komiksie - a tutaj pełno jest kadrów wyglądających jak stopklatki z filmu. Świetna sprawa.
Z gadającymi głowami jest gorzej, bo, jak wspomniałem, nie przepadam za niektórymi twarzami - w tym tą należącą do tytułowego bohatera...


World War Hulk: Frontline #6
Gil: No i pozamiatane. Ten numer właściwe bardziej zajmuje się sprawą Frontline niż WWH i to dobrze, bo im szybciej o niej zapomnimy, tym lepiej. Sally przeżywa cieżkie chwile i odkrywa nieprzyjemną prawdę, która jednak jest zaskakująca, bo obstawiałem, że tajemniczym fundatorem będzie Joe Robertson. No cóż, tak też może być. Przedstawione tutaj konsekwencje wojowania z Hulkiem są logiczne, ale raczej nie ruszają. Mamy za to jedenasty powód, by nienawidzić Sally Floyd: pokazała środkowy palec Daredevilowi. Jakby tego numeru nie ocenić, chętnie zobaczę dalsze przygody tych dzielnych dziennikarzy... może przy okazji Secret Invasion? Ocena: 6/10
S_O: Tak, jak to było przy CW, ostatni numer Frontline'a opowiada o wstępnych reperkusjach i wyjaśnia parę zagadek dotyczących bezpośrednio głównych bohaterów tej miniserii...
And the Academy Award goes to... J. Jonah Jameson! Naprawdę, nie spodziewałem się, że to wielki JJJ, gotowy pójść na wojnę z tandemem Urich-Floyd, jest tajemniczym sponsorem. Świetnie to wymyślił, nie mogę się doczekać, kiedy w Secret Invasion Frontline Ben się o wszystkim dowie.
I wygląda na to, że w USA pojawi się nowa mniejszość narodowa - Sakaaro-Amerykanie. Miło, zapraszamy na Greenpoint.
CrissCross:
Dosyć niezłe momentami podsumowanie, chociaż jak dla mnie to kilka małych zgrzytów się pojawia. W pewnych miejscach rysunki są mało dynamiczne i czytając teksty jakoś dziwnie się czuję. No i nie podoba mi się pomysł rozwiązania zagadki tajemniczego sponsora Front Line. A już myślałem, że naprawdę dobiorą się JJJ do kupra.

X-Men #205 avalonpulse0020j.jpg
Foxdie: Nawet nie wiem, od czego zacząć, tyle w tym numerze się dzieje. Na dodatek same dobre rzeczy, tzn. dobre w sensie fabularnym, bo dla X-Men już tak dobrze nie jest. Zdaje się, że Sinister właśnie osłabił skład X o kolejnych kilku członków. Layla z duplikatem Madroxa starają się rozwiązać zagadkę przeszłości będąc w przyszłości, ale zdaje się, że ktoś wiedział o ich misji już wcześniej i zataił wszystkie informacje. Zakręcone, wiem, ale na tym polega cud Kompleksu Mesjasza, złożoność fabuły, której już dawno w X seriach nie było, przynajmniej nie na takim poziomie. Genialna walka Marauders z X-składem, trochę słabiej wypadli New X-Men vs Reavers, ale ciężko o dobrą walkę, skoro ekipa postanowiła uciec. Ciekawe tylko, co teraz zrobią Rictorowi za pomoc dzieciakom. Co do ostatniej strony, zaskoczenie niewielkie, bo było do przewidzenia po ostatnim New X-Men, że to Cable będzie w posiadaniu dziecka. Jeszcze niech tylko ujawnią, że to reinkarnacja Jean i pozamiatane. Zastąpienie Ramosa Bachalem wyszło serii na dobre. Nie myślałem, że kiedykolwiek to powiem, ale pierwsze strony X-Men są naprawdę ładne (wybacz mi, JRJR, bo nie wiem, co piszę) i nawet jakieś takie mało bachalowate. MC rozkręciło się już na dobre i nie ma co się oszukiwać, to hit tygodnia, który zasługuje na ocenę: 10/10
Demogorgon: Jest takie zjawisko, zwane swobodnym opadem szczęki. Doznałem go, przeczytawszy to malutkie arcydzieło. Nie będę sie rozwodził nad tym, ile tajemnic wywołała ta jedna odpowiedź na pytanie o to, czy Maruders mają dziecko (przy czym zabawne jest to, że wszyscy byli przekonani o zgoła innej odpowiedzi i nikt tego pytania nie zadał). Skąd się tam nagle wziął Cable? Czemu nie zawiadomił X-Men? Co opętało Sentinele? I wiele innych pytań, ponieważ całość coraz bardziej się gmatwa. Nie mam wątpliwości, Messiah CompleX będzie przełomowym wydarzeniem. A Bachalo rysuje o niebo lepiej, niż Ramos numer wcześniej, jakby próbował dostosować swój styl do realizmu Tana i Eatona, co daje świetny efekt. To chyba jego najlepsze wyniki od czasów Death. 10/10
Gil: Chyba pierwszy etap crossa możemy uznać za zamknięty. Wiemy, kto ma dziecko i wiemy, że wszelkie plany wzięły w łeb, teraz czas coś z tym zrobić. Wszystkie sceny zostały napisane i narysowane dobrze. Myślę, że nawet zagorzali przeciwnicy Bachalo tym razem nie powinni narzekać, bo maksymalnie uprościł rysunki. Warstwa fabularna natomiast to wszystko, co tygryski lubią najbardziej. Starannie dawkowane odpowiedzi i nowe zagadki, wszystko sensownie rozplanowane, bohaterowie wpadający w coraz większe tarapaty, zaskakujący nowi gracze na scenie... Tylko czytać i się zachwycać! Oczywiście, teraz największą uwagę zwracamy na Cable'a, ale warto sie zastanowić, co się stało z Sentinelami? Nowa strona konfliktu, czy tylko jakaś sztuczka? No i po raz pierwszy od dawna mam to uczucie, że żaden z bohaterów nie jest do końca bezpieczny. To dobre uczucie. Numer też dobry, a jakże! Ocena: 8/10
TheNewlyAwoken: Whoa! That’s friggin’ trippy! Dawno nie czytałem nic, co sprawiłoby, że podskakuję na krześle, realnie ekscytując się tym, co się stanie za chwilę. Każda strona tego komiksu jest pełna niespodziewanych zwrotów i niebywałego napięcia. Być może walka Reavers – New X-Men trochę odstaje, ale też nie jest zła. Tak samo rysunki Bachalo, na których jednak nadal ciężko jest rozróżnić niektóre postacie. Tak, czy inaczej – dla mnie na pewno komiks tygodnia i realny rywal Astonishinga, jeśli chodzi o komiks miesiąca.
Jaro: Ha. Im dalej, tym lepiej. Jest w Messiah CompleX coś takiego, co sprawia, że na każdy następny rozdział czekam bardziej niż na poprzedni. I to jest takie czekanie-czekanie, które pamiętam tylko z lat szczenięcych, z epoki ś.p. TM-Semica. Cholera, miło. Jeśli jeszcze nie wzięliście się za Mesjasza, to nadrabiajcie jak najszybciej, a potem czekajcie na kolejne rozdziały.
X-Men #205, tak jak poprzednie części, wzmaga apetyt przed kolejną, ale wreszcie odkryte zostają pierwsze ważne karty - dziecko ma Cable - i to jest pierwsze wow, bo przewidywania forumowe przewidywaniami, ale jednak widok Nathana biegnącego (czyli raczej t-k nie odzyskał) z dzieckiem przez śnieżne pustkowie zrobił niesamowite wrażenie. Te kadry najlepiej wyszły Bachalo, który zresztą w całym komiksie radzi sobie świetnie, nie szarżując tak jak Ramos, ale zachowując swój styl i tworząc dzięki temu najlepiej do tej pory narysowany rozdział MC. Kolejne wow: rozbicie dwóch kolejnych teamów - młodzi oberwali najpierw od ninja Reavers, a potem od grawitacji przy teleportacji; drużyna Storm z kolei niekoniecznie musi wyjść w całości z ciągu dalszej potyczki z Sinisterem. Sentinele - tu wow polega na tym, że tak naprawdę nie mamy pojęcia, o co chodzi. I długo by tak można wszystkie miodne fragmenty wymieniać, ale i tak to trzeba po prostu przeczytać i potem czekać na następne numery, czekać...
Ocena: 10/10; soundtrack: Ulver - Tomorrow Never Knows
S_O: Wiecie, czego nie lubię w pracy korektora? Sprawdzania newsów zawierających spoilery. Wy, jak chcecie, możecie ich unikać, ja niestety nie. Dlatego naprawdę się cieszę, że nie wyciekły dwie istotne informacje - ta o Sentinelach (Holly crap, what was that?!) i o naszym ulubionym żołnierzu z przyszłości, Nathanie Summersie Dayspringu Priscilli, opiekującym się dzieckiem. Dziewczynką, dodajmy, opatuloną od stóp do głów kocykiem, żeby nie można było dojrzeć wyrastających powoli włosków (oby nie rudych)...
A reszta akcji też jest genialna. Walka, walka, walka! X-Men vs Marauders, New X-Men vs Reavers, walka słowna Madrox prime vs Layla... AAACH, NERDGASM!
Bachalo postarał się nie udziwniać rysunków, więc całość czyta się łatwo i bez zbyt częstych myśli pod tytułem "Kto to jest, do jasnej...". No i widać przepaść między nim, a Ramosem, zwłaszcza, jeśli chodzi o Laylę. Tylko całostronicowy kadr ze Storm osłaniającą odwrót Kurta i Logana, ze stringami wpijającymi się jej w ciało na dobre kilka centymetrów... Doprawdy, mógłbym na ten temat powiedzieć coś naprawdę obscenicznego.
CrissCross:
Akcja się kręci, oj kręci się. Ciekawe, co kombinuje Cable. Gambit może z nim po cichu współpracować. Intryga więc robi się interesująca. Nie przekonuje mnie trochę w tej chwili taktyka Cyclopsa. Wysyłać piątkę (+ częściowo Emmę) przeciwko całej armii Sinistra, to raczej było z góry skazane na niepowodzenie. To się po prostu nie mogło udać. No i wrócę jeszcze do Helliona. On powinien w tej chwili już być martwy. A zapewne nie jest. Ostatnie promienie realizmu zanikają.
Hotaru:
Nie będę oryginalny twierdząc, że to najlepszy do tej pory numer Messiah CompleX. Nawet Bachalo dostosował się do poziomu scenariusza i trochę przyhamował swe zapędy dorysowywania wprowadzających chaos elementów do każdego panelu. A scenariusz... perełka! Akcja X-Men przeciw Sinisterowi to mistrzostwo świata, może nie z uwagi na jej wynik, ale na to, że w końcu przedstawiono doświadczenie i zdolność taktycznego planowania, a nie zwykłą nawalankę. I to po obu stronach. Malice - zgodnie ze swoją ksywą - okazała się naprawdę wredna, a i Storm od dawien dawna nie pokazywała, dlaczego zasługuje na miano jednego z trzech najlepszych liderów X-Men. Jej krycie tyłów, jedna przeciw wszystkim, było cudowne! Mam tylko nadzieję, że pokażą jak udało jej się wydostać z rąk Maraudersów Piotra i Warrena, a nie załatwią to jakąś off-panelową wzmianką. Tak się podekscytowałem tym numerem, że czekam na kolejny, nawet pomimo tego, że wyjdzie spod pióra i ołówka Brubakera i Tana.



Okładki tygodnia

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:
avalonpulse0020a.jpg Marvel Zombies 2 #2
Autor: Arthur Suydam
Gil: Swoista moda na zombie-okładki opanowała Marvela, więc mamy święte prawo mieć ich dość. I tak jest w większości przypadków, ale tutaj mamy wyjątek, gdyż okładka tego numeru jest zombifikacją najbardziej klasycznej z możliwych okładek, czyli Marvel Comics #1, od której wszystko się zaczęło. Tak właściwie, wszystko jest tu inne, nie tylko sam fakt, że Human Torch jest zombiakiem, a dzięki temu scena zyskuje nowy charakter i nową dynamikę. Wolałbym zobaczyć jej interpretację bez mózgożerców, ale i tak miło popatrzeć na kawałek klasyki.



avalonpulse0020b.jpgDaredevil vol. 2 #102
Autor: Marko Djurdjevic
Spence: Ten pan, zdaje mnie się, jest najczęściej pojawiającą się personą w naszych komentarzach. Połowa (ucięta) twarzy Daredevila, który zadowolony raczej nie jest. Na to nałożeni fajnie ustawieni Los Gangsteros: patrząc od końca -> El Napinacz, El Shooterro i El Bossu. Plus czerwone paski na kapeluszu szefa i zacieniona lewa ręka oraz białe maźnięcia w lewym górnym rogu. Zwracam uwagę na cieniutką błękitną linię wokół tychże panów. Wszystko elegancko, realistycznie namalowane. Oby tak dalej, panie Djurdjevic.





avalonpulse0020e.jpg The Sensational Spider-Man vol. 2 #41
Autor: Marko Djurdjevic
duczmen:
Czasami bywa tak, że okładka jest świetna, mimo że jest prosta do bólu. Tak jest w tym przypadku. Na pierwszym planie mamy, jakby zmartwionego Petera, stojącego w normalny sposób. Światło oświetla lewą cześć jego twarzy, nadając drugiej połowię nutkę tajemniczości. W tej okładce najważniejsze jest jednak tło, które stanowi pusta białą przestrzeń. Jest to pomysł przynajmniej genialny, pozwala w pełni skupić się postaci, nadając jej dodatkowej głębi, podkreślając emocje przedstawionej postaci. Jedna z lepszych okład od kilku miesięcy.




Gniot tygodnia

avalonpulse0020c.jpg Cable & Deadpool #47
Autor: Scottie Young
Foxdie: Pierwszy raz spoglądając na tą okładkę, byłem wręcz pewien że to jakiś szalony ponad standard wybryk Yu. Fakt, pomyliłem się ale Scottie Young to podobna liga, a ta okładka jest tego potwierdzeniem. Bohomazy rodem z ostatnich kartek zeszytów szkolnych jakoś do mnie nie przemawiają. Na dodatek Strange wyginający palce lewej ręki, zupełnie jak Spider wypuszczający sieć, jakoś to mało magicznie. Uczeń Young nudząc się na matematyce/fizyce/biologii/wstaw-jakikolwiek-przedmiot-szkolny naszkicował, a kolega ze szkolnej ławki pokolorował i tak mamy gniota tygodnia.




Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2007.11.29



Redaktor prowadzący: Lex
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.