Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #190 - Civil War: Young Avengers & Runaways TP

lt%20190s.jpgCivil War: Young Avengers & Runaways TP
Scenariusz: Zeb Wells
Rysunki: Stefano Caselli
Okładka: Jim Cheung
Data wydania: 02.05.2007
Liczba stron: 112
Cena: 11.99$
Zawiera: Civil War: Young Avengers & Runaways #1-4

Demogorgon: Ten komiks może wydawać się dziwnym wyborem dla takiej okazji jak uczczenie historii Marvel Comics. Jeśli już opisywać coś z "Civil War", to czemu nie główną serię albo "Death of Captain America"? Pomijając fakt, że trudno mi z poważna miną mówić o tym, jaki ważny był komiks, którego konsekwencje zostały zamiecione pod dywan zaledwie kilka lat później, odpowiedź to znaczenie symboliczne. O ile sam komiks nie był może jakoś wstrząsający dla świata Marvela, zderzyły się w nim trzy elementy, które ukształtowały jego wizerunek w minionej dekadzie, każdy w inny sposób.

Z jednej strony mamy Runaways, zespół zupełnie nowych bohaterów, niepowiązanych z żadnymi innymi herosami, który zdołał wywalczyć sobie miejsce w świecie Marvela, pokazując, że wciąż jest w nim potencjał na nowe, dobre historie. Z drugiej strony mamy Young Avengers, którzy pojawili się nieco później i pokazali, że można z sukcesem połączyć nowe i stare. Te komiksy, wspólnie z New X-Men vol. 2 w sumie stworzyły mały zakątek komiksów o nastolatkach w Marvel Universe, który przetrwał do tej pory i ciągle zasypuje nas nowymi seriami i nowymi bohaterami. Bez tych trzech pozycji nie mielibyśmy tego wkładu w świat Marvela ostatniej dekady, ani takich pozycji jak Avengers Academy czy Avengers: The Initiative. Jasne, nie wszystko, co w ten sposób dostaliśmy, to były dobre pomysły, a wpadki były zazwyczaj spektakularne (Avengers Arena, Infinity: The Hunt, Generation Hope), ale Marvel stara się dać nam coś nowego, rozwijać swój świat. Gdyby nie Runaways i Young Avengers, zakopałby się doszczętnie w recyklingu tych samych historii, o tych samych postaciach z lat sześćdziesiątych, walących się po mordach raz za razem. I nawet jeśli teraz mamy gorszy okres, to dalej na każdy amatorski fan fik Dennisa Hopelessa przypada Young Avengers vol. 2 albo New Warriors. Runaways i Young Avengers stali się, na dobre czy złe, integralną częścią świata Marvela.

Dlatego jest pewna symbolika w tym, że obie drużyny spotkały się w czasie "Civil War", gdy przyszło im zmierzyć się z paskudnym światem i sytuacją stworzoną przez dorosłych. "Civil War" był w końcu największym i najważniejszym eventem tej dekady, to on zapoczątkował mroczny okres w historii świata Marvela, który przetrwał aż do oblężenia Asgardu w "Siege". Co by nie mówić o jakości samego eventu, kiedy "Civil War" powiedziało "skacz!", reszta Marvel Universe zapytała "jak wysoko?".

Fabuła jest prosta, bo i nie chodzi w tego typu historii o mega skomplikowaną intrygę. Akt Rejestracyjny, w postaci uzbrojonych agentów S.H.I.E.L.D., puka do drzwi Uciekinierów, a Młodzi Mściciele przybywają im z pomocą. Sytuacja nieco się komplikuje, kiedy do pojmania obu grup zostaje oddelegowany personel więzienia The Cube, a dokładniej jego sadystyczny nadzorca oraz świeżo zniewolony przez niego Kree, Noh-Varr.
O ile struktura tej historii jest strasznie typowa – spotykają się, walczą, łączą siły przeciw wspólnemu przeciwnikowi – o tyle ciekawie wypadają interakcje miedzy dwoma zespołami. Dwie pozornie diametralnie odmienne drużyny – unikające kostiumów dzieciaki, które próbują nie stać się tym, czym byli ich rodzice oraz młodzi trykociarze, biorący na swoje barki dziedzictwo wielkich herosów – okazują się mieć sporo wspólnych cech. W głębi serca, to za co kochamy zarówno Runaways, jak i Young Avengers, to bowiem to, że są nastolatkami z krwi i kości, a nie super bohaterami, którym przytrafiło się bycie nieletnimi. Chociaż nie wszystkie możliwości interakcji są w pełni wykorzystane (chciałbym zobaczyć jakieś prawdziwe spotkanie Visiona z Victorem, zamiast tego, co dostałem, nawet jeśli było to lepsze od marnotrawstwa, jakim jest Avengers A.I.), to jest to przyjemne doznanie dla fana.

Noh-Varr, antybohater z mini serii Granta Morrisona, Marvel Boy, stanowi zarówno uzupełnienie jak i kontrast dla obu drużyn – jest kolejnym bohaterem młodego pokolenia tej dekady, ale operującym o wiele bliżej granicy miedzy dobrem a złem, nawet ją przekraczającym. Stanowi mroczne odbicie naszych bohaterów, groźbę tego, kim mogą się stać, jeśli kiedyś posuną się za daleko. Ironiczne w sumie jest to, że w tym roku stała się rzecz odwrotna i to on odnalazł swą drogę ku heroizmowi, a nawet dołączył do Young Avengers, dowodząc, że kontrast ten nie był tylko jednostronny. Tymczasem kontrolujący go Warden wypada mnie interesująco, chociaż jego odrażający wręcz sadyzm każe wspomnieć, że do tej pory pozostał prawdopodobnie najgorszą kanalią jaką spotkały dzieciaki z obydwu grup. I to nawet licząc ich przeciwników z tego roku – Arcade, Apex, Mother i Dimitrius, cokolwiek by o nich nie mówić, przynajmniej mają jakieś motywacje, ten facet zwyczajnie jest sadystą. I chociaż nie jest to najbardziej interesujący typ złoczyńcy, nazwałbym go wręcz nudnym, to on jakoś go sprzedaje – jest tak lekko na granicy karykatury, przez co ma pewien odrażający urok. To typ gościa, którego kochamy nienawidzić, coś, co bardzo trudno osiągnąć.

Stefano Caselli zajął się oprawą graficzną. To dobry rysownik, o stylu z wyraźnymi śladami inspiracji mangowej, jednak niepozbawionej własnego, rozpoznawalnego dotyku. Muszę przyznać, że o ile rysuje on bardzo dobrze, to jednak, szczególnie w połączeniu z tym zespołem kolorysty i inkera, nadaje historii wyjątkowo mrocznego klimatu. Komuś kto przechodzi do tej serii bezpośrednio po lekturze ówczesnych przygód Runaways albo Young Avengers może mieć problem przyzwyczaić się do czegoś tak odmiennego zarówno od bardzo heroicznego stylu Jima Cheunga, jak i bardziej subtelnych, powiedziałbym nawet, że delikatniejszych, rysunków Adriana Alphony i Takeshiego Miyazawy (szczególnie jeśli idzie się chronologicznie i czyta ten komiks pomiędzy przedostatnią i ostatnią historią, jaką Alphona ilustrował w Runaways vol. 2). Jednak jego kunszt jest wart docenienia.

Ten komiks wart jest lektury. Ze względu na bardzo dobre wykonanie i ze względu na to, że zawiera w sobie wszystko, co czyniło pierwszą dekadę nowego milenium fascynującą – tę mieszankę klasycznego podejścia z odwagą i spontanicznością, gotowością do odnajdywania nowych szlaków i horyzontów , które wydawnictwo, mam wrażenie, gdzieś zgubiło w dzisiejszych czasach i teraz nieudolnie próbuje je zastąpić przyklejaniem słowa "Avengers" do każdej możliwej okładki.

Ocena: Siedmiu rozrabiaków na dziesięciu. Nie odmieni waszego życia, ale dostarczy sporo rozrywki.

lt_35pts.png
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.